"układ hutniczy"?
Jeśli były prezes nie ma najmniejszego pojęcia ani o KGHM ani o hutach (mimo 1,5 roku "urzędowania")to nasuwa się pytanie: kto "karmił" Pana Prezesa takimi bzdurami i w jakim celu (co chciał osiągnąć)? Możliwe, że chciał "wypuścić" Pana Prezesa na przysłowiową minę albo nic rozsądnego nie miał do podpowiedzenia...
Efekty są opłakane niestety. Ludzie w KGHM a w szczególności w hutach wiedzą kim jest "podpowiadacz". Można jeszcze próbować zrozumieć Prezesa (byłego), który bez koncepcji na zarządzanie słuchał "podpowiadacza". Trudno jednak zrozumieć "podpowiadacza bzdur", który trochę dłużej w KGHM pracuje. Rozgrywki personalne ponad dobro firmy?
Feeee
------------------------------------
KISIEL
Generalnie nic do niego nie mam, ale własnego szwagra to mu chyba układ polityczny nie kazał zatrudniać? A sam nie miał problemu aby zwalniać niektórych dyrektorów naprawdę fachowców?
=========================
Wywiad z byłym już dzisiaj prezesem Polskiej Miedzi ukazał się dzisiaj na łamach Gazety Prawnej, ale został przeprowadzony w piątek, czyli w przeddzień odwołania Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego ze stanowiska. Czy ujawniając dziennikarzom pewne mechanizmy w zarządzaniu miedziową spółką i procesy zachodzące w hutnictwie, prezes wiedział, co czeka go w sobotę? Tego zapewne się już nie dowiemy. Domagalski-Łabędzki powiedział m.in., że: "Huta Miedzi Głogów jest bardzo specyficznym miejscem, w którym podejmowano ostatnio wiele wątpliwych decyzji, ja je nazywam „układem hutniczym”. Mam na myśli błędy w programie modernizacji hut, dziwne tryby wyborów dostawców i mam wrażenie, że podobny mechanizm powtarza się w przypadku arsenu. Stwarza się atmosferę, że pod presją czasu niezbędne są inwestycje i decyzje na już, najlepiej z wolnej ręki, bez przetargu, co jest skrajnie niekorzystne dla spółki, a dobre dla lokalnych układów. Musimy wyeliminować w KGHM patologie, które wytworzyły się w ostatnich latach".
Były szef KGHM chętnie mówił także o aspekcie politycznym rzutującym na miedziową spółkę. "Dlatego, żeby zapanować nad KGHM, trzeba być spoza Dolnego Śląska. Siła przyzwyczajeń i zaszłości w Polskiej Miedzi jest duża. Spółka jest daleko od Warszawy, więc nadzór nad nią nie jest tak mocny. A źródełko się wyczerpuje - czas beztroski dla KGHM się skończył. Dlatego wprowadziliśmy kadry biznesowe, a nie polityczne. Nawet moi przeciwnicy, a tacy pewnie są, nie zarzucają mi błędów biznesowych czy braku determinacji. Presja jest cały czas, ja byłem odwoływany chyba po trzy razy w miesiącu, ale od półtora roku jestem prezesem. To nie jest zdrowy model, ale jest częścią biznesu KGHM. Wprowadzamy fundamentalne zmiany. Nie nadużywam słowa „układ”, ale gdy widzę zawyżanie kosztorysów i realizację miliardowych inwestycji poprzez spółki zależne pozostające bez kontroli, to coś jest nie tak", mówił Radosław Domagalski-Łabędzki.
Na odwołanie szefa Polskiej Miedzi nerwowo zareagował dziś warszawski parkiet. Akcje KGHM spadły średnio o 2,5 procent, co odbiło się niekorzystnie dla Skarbu Państwa. "Z pozoru 2,5 proc. przeceny akcji nie robi większego wrażenia, ale przy wszystkich papierach daje to blisko 500 mln zł straty w wartości rynkowej całej spółki. Blisko jedna trzecia wszystkich udziałów przypada na skarb państwa, dla którego oznacza to blisko 170 mln zł na minusie", czytamy na łamach portalu money.pl.
Jutro ponownie zbiera się Rada Nadzorcza spółki, natomiast w czwartek zaplanowano nadzwyczajne walne posiedzenie akcjonariuszy, podczas którego dojdzie do wymiany części członków Rady Nadzorczej KGHM.
źródło: http://miedziowe.pl/content/view/86915/495/












