Dowodem na to są zapisy umowy z firmą Quantron oraz zapisy specyfikacji zamówień z dostawcami, gdzie jest mowa o certyfikatach europejskich – CE. W umowie z tym dostawcą znalazły się zapisy wyraźnie wskazujące, że zamówione produkty będą zaopatrzone we wszelkie wymagane prawem certyfikaty, a więc spełnią normę europejską i posiadają certyfikat CE. Oczywiście na tej podstawie spółka mogła deklarować instytucjom, choćby ambasadzie ChRL, jakość sprowadzanego sprzętu.
Ponadto trudno obwiniać KGHM za działania firmy Quantron – ta firma nie jest żadnym przedstawicielem koncernu, jeśli wydaje jakieś oświadczenia, to robi tylko i wyłącznie we własnym imieniu. Jak się dowiedzieliśmy - KGHM oczekuje od swojego dostawcy odpowiedzi na roszczenie lubińskiej spółki co do kwestionowanej jakości części produktów. Trzeba jednak pamiętać, że poddano w wątpliwość jakość niewielkiej części ogólnie sprowadzonego wolumenu produktów.
Reporterzy „Gazety Wyborczej” próbują udowodnić tezę, że pracownicy KGHM podpisywali umowy i inne dokumenty, będąc nieświadomi ich treści. Pomijają przy tym cały ówczesny kontekst podejmowania decyzji o zakupie sprzętu. Chodzi oczywiście o ogólny chaos, jaki panował wówczas na świecie. Nie wspominają o pustych samolotach, które lądowały na lotniskach światowych, na przykład w Kanadzie, z uwagi na zaburzenia w łańcuchach dostaw w Chinach. Nie chcą pamiętać, jakie problemy miały władze Włoch czy Szwajcarii, które nie otrzymały na czas zamówionych potężnych partii towarów ze sprzętem medycznym, gdyż ich wwóz blokowali niemieccy importerzy.
Więcej: https://niezalezna.pl/334256-fakty-sa-d ... resem-kghm














