Niektórych nauczycieli fantazja za bardzo ponosi...
===================
Topienie uchodźców na lekcji fizyki. Skandal w Białymstoku
Uchodźcy z Syrii płyną do Grecji na maleńkiej tratwie. Ilu trzeba zepchnąć, by dopłynąć do celu? Takie zadanie z fizyki podyktował uczniom nauczyciel w białostockim gimnazjum.
Na powtórce wiadomości z działu: "właściwości", drugoklasiści z gimnazjum notują: "4 uchodźców z Syrii próbuje dopłynąć do Grecji na tratwie o wymiarach 1m/2m/20cm i g 800 kg/m sześć. Oblicz ilu uchodźców trzeba zepchnąć z tratwy aby dopłynąć do celu jeśli każdy waży 60 kg?".
Trochę się pośmieli, znaczy cel spełniony: zadanie ich zainteresowało - nie bez satysfakcji odnotował nauczyciel fizyki Grzegorz Nowik.
Podłe, przerażające
Zespół Szkół Społecznych nr 3 Białostockiego Towarzystwa Oświatowego cieszy się w mieście dobrą opinią. Świetnie przygotowuje do egzaminów, chwali się, że wychowuje w duchu otwartości. Mama jednej z uczennic, 14-latki, nie mogła uwierzyć w to, co widzi, gdy w zeszycie córki przeczytała zadanie z fizyki. Zadzwoniła do wychowawczyni.
- Myślałam, że szkoła to miejsce, w której uczy się tolerancji i zrozumienia, i raczej gani za takie postawy. Okazuje się jednak, że sprawa ta była już znana dyrekcji szkoły, gdyż wcześniej poinformował o niej ojciec jednego uczniów z równoległej klasy. Nauczyciel poza rozmową z panią dyrektor nie poniósł żadnych konsekwencji. Przerażające! - denerwuje się matka.
Nagłośniła sprawę na facebooku. Białostoczanie komentują: - To już nawet nie chodzi o tragedię uchodźców. Choć to jest podłe, szczególnie, kiedy temat jest taki gorący. Sam fakt, że można z tratwy, tak po prostu, zepchnąć ludzi...
Matka uczennicy: - Myślę, że zadanie powinno mieć inną treść: jakie konsekwencje powinien ponieść jeden nauczyciel fizyki, by przywrócić dobre imię pozostałym nauczycielom.
Zamiatanie pod dywan
- Co się stało? - pytam.
Wicedyrektorka zespołu Elżbieta Stasiewicz bierze głęboki oddech: - Ta sytuacja miała miejsce pod koniec września. Rodzice zareagowali natychmiast, a pani dyrektor przeprowadziła rozmowę dyscyplinującą z nauczycielem. Powiedziała, że jeżeli powtórzy się podobna sytuacja, współpraca zostanie zerwana. Nauczyciel przyznał, że zadanie było nietrafione, przeprosił, wyraził skruchę. W naszej szkole nigdy nie było takich przypadków. Jest to pierwszy tego typu incydent, zareagowaliśmy natychmiast i będziemy tak reagować każdorazowo. Szkoła kładzie duży nacisk na wychowanie w duchu otwartości i tolerancji.
Rodzice załatwienie sprawy odebrali raczej jako wyciszenie jej.
- To żadne wytłumaczenie, ale zamiatanie problemu pod dywan - uważają. - Powinniśmy zostać o tym poinformowani, a szkoła sama powinna zorganizować pogadankę na temat sytuacji uchodźców, może zaprosić ich. Trzeba dzieciom wytłumaczyć, że takie zachowania wobec innych ludzi są niedopuszczalne. A szkoła, jeśli na nie reaguje, to znaczy, że się z nimi zgadza.
- My nie mieliśmy innych możliwości niż rozmowa dyscyplinująca, bo to nie jest nasz pracownik, pracuje u nas tylko na umowę zlecenie. Mogliśmy ją rozwiązać - przyznaje po chwili wicedyrektor Stasiewicz. - Ale nie zrobiliśmy tego, bo trudno by było znaleźć nauczyciela na zastępstwo w trakcie trwania roku szkolnego, wszyscy mają już swoje zobowiązania - tłumaczy. I dodaje w obronie fizyka: - Pracuje u nas trzeci rok, jest lubiany, nigdy nie było do niego żadnych zastrzeżeń. To nie jest ktoś z przypadku.
Czerwony Kapturek i inne żarty
Grzegorz Nowik jest absolwentem fizyki na Uniwersytecie w Białymstoku, ukończył też informatykę oraz Wyższą Szkołę Wychowania Fizycznego i Turystyki. W białostockich szkołach pracuje od ośmiu lat, robi z młodzieżą projekt unijny - buduje roboty oparte o mikroprocesory, mają sukcesy międzynarodowe. W okularach, z bródką, ma swobodny sposób bycia i zjednuje sympatię uczniów. Mówi, że praca jest jego pasją.
- Miałem na celu tylko zainteresowanie młodzieży, aby jak najwięcej uczniów chciało obliczyć siłę wyporną i nośną tratwy. Gdybym mówił o sile nośnej klocka zanurzonego w wodzie, to ile osób bym zainteresował? Może ze dwie - tłumaczy się. Opowiada, że fizyką trudno jest zainteresować młodzież, ucieka się więc do żartów. - Kiedyś robiliśmy zadanie o Czerwonym Kapturku, który strzelał do wilka. Ktoś w nim może się dopatrzyć znęcania nad zwierzętami, tylko po co?
Na moją uwagę, że to jednak nie ta skala, Nowik poważnieje: - No, padło to niefortunne sformułowanie. Zaraz po lekcji zdałem sobie sprawę, że to nie był najlepszy pomysł. Powiedziałem uczniom, że to tylko żart, że w żaden sposób nie obrazuje mojego stosunku do uchodźców. Ja nic przeciwko nim nie mam, dla mnie to i 5 milionów może tu przyjechać, jeśli tylko chcą.
Nie przystoi godności nauczyciela
O sprawie dopiero we wtorek dowiedziało się Kuratorium Oświaty w Białymstoku. Rodzice dzwonili, a zamierzają złożyć skargę także na piśmie.
- Skandal, to nie ulega kwestii. To w ogóle nie powinno się zdarzyć - komentuje Jerzy Kiszkiel, kurator oświaty. Dodaje tonem ostrzeżenia: - Uprzedzam jednak, żeby ten karygodny incydent nie posłużył do przyprawiania Podlasiu łatki regionu nietolerancyjnego.
W opinii kuratora, takie zachowanie, "nawet inspirowane głupotą, nie przystoi godności nauczyciela". Szkopuł w tym, że nie można wszcząć postępowania dyscyplinarnego, bowiem szkoła jest niepubliczna. Kuratorium ma jednak sprawdzić, jakie ma możliwości.
- Spodziewam się, że zostanę zwolniony ze szkoły. Szkoda by mi było bardzo, bo dobrze się dogaduję z uczniami, trzykrotnie wybrali mnie na Nauczyciela Roku. Ale rozumiem, że kara musi być. Jeszcze raz chciałabym przeprosić wszystkich, którzy poczuli się dotknięci tym zadaniem - Grzegorz Nowik przeprosił także na Twitterze.
źródło:
http://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/ ... ku.html#MT