
Przypomnijmy - Firma McKinsley & Company została w 2012 roku za grube pieniądze wynajęta przez PKP, by podpowiedzieć jej jakie linie kolejowe w Polsce powinny być zlikwidowane. Rezultat tego "doradztwa" był szokujący. Wg McKinsley'a zamknięte miałyby zostać tory świeżo po modernizacji, np. wyremontowany za 50 mln zł w latach 2011–2012 odcinek Lublin – Lubartów. Do wycofania z ruchu została wytypowana także linia między Piłą i Ulikowem, która stanowi część reaktywowanego w 2011 roku połączenia z Piły do Szczecina. Ten sam los miałby spotkać tory z Olsztyna do Szczytna, które były modernizowane kosztem 188 mln zł. Jakby tego było mało na liście McKinsey'a znalazł się odcinek z Płocka do Sierpca, który stanowi łącznik rafinerii Orlenu z północną częścią kraju oraz linia z Małkini stanowiąca alternatywny dojazd transportów z węglem do elektrowni w Ostrołęce. Kolej miałaby także wycofać się z utrzymywania torów, m.in. do baz PGNiG w Barnówku i Rejowcu, kopalni węgla kamiennego w Bełchatowie i zakładów chemicznych w Policach. Całość transportu miałyby tam przejąć ciężarówki (sic!). Ponadto PKP zamówiła u McKinsley & Company za niemal 8 mln zł raport na temat "Optymalizacji punktów styku klienta z Grupą PKP".
Nie to jednak wzbudziło największe wątpliwości. Rok wcześniej (2011) McKinsey & Company opracowało dla PKP raport pod tytułem "Wkład merytoryczny do kontraktu wieloletniego na utrzymanie (w tym remonty) infrastruktury". W zamian na konta McKinsey'a powędrowała suma 175 tys. euro. Pech chciał, że sprawie zamówienia tego raportu przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli (NIK). Zdaniem kontrolerów z NIK'u zamówiony materiał był dla PKP zupełnie nieprzydatny i zbędny. Sprawa trafiła do prokuratury. Obecnie Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Stołecznej Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga bada czy przy zamawianiu wspominanego powyżej raportu nie doszło przypadkiem do wyrządzenia państwowej spółce "szkody majątkowej w znacznych rozmiarach".
W kontekście wątku dotyczącego niepotrzebnych raportów tworzonych za grube pieniądze przez zagraniczne firmy konsultingowe warto przypomnieć fragment podsłuchanej rozmowy między Sławomirem Nowakiem (byłym minister transportu), Andrzejem Parafianowiczem (były już wiceminister finansów) i Dariuszem Zawadka (członkiem zarządu spółki PERN). Rozmowa tych panów została nagrana w słynnej restauracji "Sowa i Przyjaciele". Poruszany jest wątek marnotrawienia pieniędzy w PKP:
S.N.: W PKP 30 baniek to nie jest wielki pieniądz. Oczywiście to jest bardzo duży pieniądz. Ale mówię, jakie oni mieli podejście zawsze w PKP. Tam od 100 się rozmowa zaczynała.
D.Z.: Za 30 to bezpieczeństwo informacji zrobili. Coś, co było warte może z 80 tys.
S.N.: Ha, ha, 20 baniek, k...a.
D.Z.: Jak ja to zobaczyłem, to, k...a, po prostu mówię, co to jest?
S.N.: Bezpieczeństwo informacji i certyfikaty ISO. Wdrożenie norm jakości. 20 baniek wzięli za to od PKP. A spółka nawet z Grupy PKP, która ma te same uprawnienia itd. PKP Informatyka chciało to zrobić za 500 tys. zł. Tamci 20 coś milionów, a ci 500 tys. No i wzięli tą za 20 baniek.
A.P.: Im ten miś droższy, tym...?
S.N.: Tym? Otwieramy oczy niedowiarkom.
A.P.: To nie może być tanie. A to przepraszam, to podwójnie poproszę. Koniaczek.
S.N.: Nie, nie, ty musisz oszczędzać. [...] Ty chcesz robić słomiane oszczędności za 100 czy 200 tys., żeby byle łajza z kontroli wzięła nas za dupę. Ten twój pilot niech fruwa z twoją żoną. My wynajmiemy helikopter po pełnej stawce od instytucji.
A.P.: A misia nie sprzedamy nawet Muzeum Narodowemu. Poleży sobie do jesieni i napiszemy protokół zniszczenia.
źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0235 ... adztwo.htm








