Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Obrazek
"Szczepienia są bez sensu, chorób zakaźnych nie zwalczymy", "nieszczepione dzieci są zdrowsze", a "lekarze nie mówią o wszystkich zagrożeniach" - to tylko niektóre mity, z którymi spotykają się rodzice. Coraz więcej z nich ma dylemat: zaszczepić dziecko czy nie? Ich wątpliwości w rozmowie z Gazetą.pl rozwiewa prof. Jacek Wysocki, szef Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

Coraz więcej rodziców decyduje się na to, by nie szczepić swoich dzieci. Wątpliwości w tej kwestii mają nie tylko Polacy - przeciwników szczepień przybywa jeszcze szybciej na Zachodzie, m.in. w Niemczech, USA czy Wielkiej Brytanii.

Z popularnymi mitami dotyczącymi szczepień można się spotkać na każdym kroku, co wzbudza nieufność i wątpliwości niektórych rodziców wobec szczepień. - Dzisiaj świat nie godzi się na to, żeby dzieci o mniejszej odporności umierały w wyniku zakażeń, i to właśnie pomagają osiągnąć szczepionki - tłumaczy prof. dr hab. n. med. Jacek Wysocki. Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii i rektor Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu specjalnie dla Gazeta.pl rozwiewa obawy rodziców.

MIT 1: Doniesienia o powrocie odry to medialna sensacja. Ona nigdy nie odeszła

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... ie.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Agencja Interfax ujawniła ceny gazu Gazpromu. Polska płaci bardzo dużo
Obrazek
W zeszłym roku za rosyjski gaz Polska płaciła drożej od naszych sąsiadów w Unii Europejskiej i o jedną dziesiątą drożej od średniej ceny gazu z Rosji dla Europy - wynika z danych Gazpromu, ujawnionych przez Interfax.

W 2014 r. Gazprom liczył od państw Europy Zachodniej średnio 341 dol. za 1000 m sześc., czyli około 11 proc. mniej niż rok wcześniej. Ale te obniżki nie rozłożyły się równomiernie, jak wynika z danych rosyjskiego koncernu, ujawnionych w piątek przez agencję Interfax.

W zeszłym roku za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu Polska płaciła 379 dol., podczas gdy Niemcy - 323 dol., a Słowacy - tylko 308 dol. Taniej za swój surowiec Gazprom liczył także od Austrii (329 dol.) i Włoch (341 dol.) oraz od Francji i Węgier (po 338 dol.).

Przy tym Węgry, pomimo niższych cen niż dla Polski, od początku tej dekady ograniczyły import gazu z Rosji poniżej minimum, zapisanego w wieloletnim kontrakcie z Gazpromem. Natomiast Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo w zeszłym roku chyba pierwszy raz w historii kupiło od Gazpromu mniej niż przewiduje kontrakt, ale tylko z powodu ograniczenia dostaw przez rosyjskiego kontrahenta. Z tego powodu Gazprom musiał od września przyznawać opusty PGNiG, ale agencja Interfax nie napisała, czy podana cena rosyjskiego gazu dla Polski w zeszłym roku uwzględnia te rabaty.

Co najmniej od początku dekady Polska płaciła najwyższą lub jedną z najwyższych w UE cen za rosyjski gaz. Interfax nie podał pełnego cennika Gazpromu za 2014 r., ale statystyki ujawnione przez tę agencję sugerują, że także w zeszłym roku Polska płaciła wywindowaną cenę za rosyjski surowiec.

Z powodu wysokich cen gazu z Rosji, wiele europejskich koncernów ograniczało import od Gazpromu, zwiększając zakupy surowca na giełdach. Nic dziwnego, bo według Interfaksu w zeszłym roku na największej europejskiej giełdzie gazu TTF w Holandii średnia zapłata za 1000 m sześc. gazu wyniosła 287 dol., o 22 proc. mniej niż w 2013 r. To znaczy, że giełdowe ceny gazu w Europie Zachodniej były o 60 dol. niższe od cen Gazpromu, podczas gdy w 2013 r. ta różnica wynosiła 20 dol.

Więcej + video: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,175 ... Czolka3Img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Polak

Zapytajcie Przedsiębiorcy również Prokuraturę o przekręty bankowe przy tzw kredytach indeksowanych do franka,gzie szczurek podwija ogon i udaje,że deszcz pada. Szczurek nawet nie chce słyszeć o opodatkowaniu banków z powodu osiągania przez nie lewych dochodów ze sprzedaży i kupna franków przy przeliczaniu kredytów indeksowanych , a więc transakcji fikcyjnych od których należy się 75%. Pan Szczurek chowa sie za plecami banksterów czeka az sami się opodatkują.Powodem opieszałości Pana Szczurka może być fakt,że sam może dostać rykoszetem bowiem był wysokim specjalistą w banku ING ,a bank ten udzielał takich toksycznych kredytów.Ponieważ sprawa jest jasna co do fikcyjnych transakcji a wskazują na to liczne orzeczenia Sądów w Polsce ,że były to transakcje na papierze , a Państwu należy się podatek od oszustwa to winna zadziałać Pani Premier Kopacz lub Pan Strażnik Konstytucji oraz właściwa Komisja Sejmowa. Skarb Państwa traci miliardy od tych nieopodatkowanych transakcji.Może któryś z kandydatów na Prezydenta podchwyci ten temat w sytuacji gdzie Polska traci fortunę na nielegalnych transakcjach "banksterów" ,a Rząd nie reaguje.

==============================
Po przecieku o zabójczych dla biznesu dyrektywach dla skarbówki. Przedsiębiorcy donoszą do prokuratury na ministra finansów
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców doniósł do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa m.in. przez ministra finansów Mateusza Szczurka - podał w czwartek związek w komunikacie. Według MF doniesienie jest absurdalne.

Jak poinformował ZPP, związek złożył do Prokuratury Rejonowej Śródmieście-Północ w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw ściganych z urzędu, w którym wniósł o wszczęcie i przeprowadzenie postępowania przygotowawczego w sprawie.

"Istnieje podejrzenie popełnienia przestępstw przez Ministra Finansów Mateusza Szczurka oraz innych funkcjonariuszy publicznych Ministerstwa Finansów, m.in. Podsekretarza Stanu Jacka Kapicę" - napisano w komunikacie.

Według ZPP przedstawiciele Ministerstwa Finansów mieli przekroczyć swoje uprawnienia nakłaniając pracowników Izb Skarbowych do takiego prowadzenia kontroli, by kończyły się one nakładaniem na przedsiębiorców kar finansowych. Dowodem w sprawie ma być notatka "Protokół z narady naczelników urzędów skarbowych województwa opolskiego z dnia 4 listopada 2014 r. w Izbie Skarbowej w Opolu", która została przekazana do ZPP z anonimowego źródła.

Przeciek z narady skarbówki czytaj tutaj:

Wyciekł tajny dokument: Dialog resortu finansów z izbami skarbowymi - kontrole będą powszechne. Mają łupić portfele Polaków i ratować budżet

"Zgodnie z treścią notatki +MF dokonało również analizy podmiotowej urzędów skarbowych – urzędy skarbowe, które będą miały najwyższy procent kontroli negatywnych w skali kraju, zostaną pozbawione pracowników kontroli podatkowej (pozostanie tam np. jedynie dwóch kontrolujących). Celem na 2015 r. jest wzrost dochodów budżetowych, wzrost kontroli okresów bieżących i wzrost kontroli pozytywnych. Należy obecnie zmienić tok myślenia w sprawie kontroli podatkowych – nie ma kontroli w celach prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe+" - wyjaśnił ZPP w komunikacie.

"Podejście Ministerstwa Finansów do kontroli polskich przedsiębiorców kojarzy mi się z erą stalinowską i słynną maksymą +Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie+” – powiedział cytowany w komunikacie prezes ZPP Cezary Kaźmierczak.

Więcej: http://wgospodarce.pl/informacje/19052- ... a-finansow

==================================

Rysownik punktuje błędy skarbówki i szkodliwe dla gospodarki działania Komorowskiego


Pamiętają Państwo o błogosławieństwie Komorowskiego na bezkarność skarbówki?

O sprawie informowaliśmy tutaj: Skarbówka będzie mogła bezkarnie niszczyć przedsiębiorców - ma na to błogosławieństwo Bronisława Komorowskiego.

Satyryk i rysownik Stefczyk.info po mistrzowsku graficznie skomentował sytuację.
Obrazek
źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/19042-ryso ... orowskiego
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

~Stefan N. Przewodniczący koła PSL :


W imieniu naszego koła Polskiego Stronnictwa Ludowego wyrażam głębokie oburzenie na zachowanie Szanownego Pana Andrzeja Halickiego. Panie- tak nie można postępować . Tylko cham i cymbał oszukuje państwo polskie i uchyla się od uiszczania opłat. Oczekuję przykładnego ukarania ,łącznie z PO zbawieniem Pana Halickiego przywództwa w Mazowieckiej PO. Po Panu bym się nie spodziewał że jest Pan takim oszustwem.

===================

Kolejne problemy ministra Halickiego. Znowu przez syna
Obrazek
Nad głową ministra administracji i cyfryzacji Andrzeja Halickiego (54 l.) znów zbierają się czarne chmury. Z akt sprawy jego syna Armina (21 l.) wynika, że przynajmniej jedno ze swych mieszkań minister od 5 lat wynajmuje. Jednak w oświadczeniu majątkowym ministra próżno szukać dochodów z tego tytułu

Armin H. w czerwcu 2014 r. został przez policję zatrzymany za posiadanie marihuany. Gdy w zeszłym tygodniu opisywaliśmy szczegóły prokuratorskiego śledztwa w tej sprawie, ujawniliśmy, że po zatrzymaniu syna policja pojechała przeszukać mieszkanie Andrzeja i Agnieszki Halickich. Wtedy jednak okazało się, że na warszawskiej Sadybie, gdzie są zameldowani, mieszka zupełnie kto inny. W policyjnej notatce znalazła się adnotacja, że mieszkanie jest wynajmowane od pięciu lat!

„Gazeta Polska Codziennie” na tej podstawie stawia tezę, że w swoim oświadczeniu majątkowym polityk zataił zyski z wynajmu. „Halicki w swoich oświadczeniach majątkowych z ostatnich dwóch lat nie wykazał żadnych zysków z wynajmu mieszkania” – pisze dziennik. Samego zainteresowanego, Andrzeja Halickiego, nie udało się o tę sprawę zapytać. Wiadomo jednak, że rodzina Halickich mieszka w domu w podwarszawskiej Lesznowoli, a polityk w oświadczeniu majątkowym umieszcza kilka nieruchomości.

źródło: http://www.fakt.pl/polityka/andrzej-hal ... 29641.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

"Rzeczpospolita": obietnice Andrzeja Dudy kosztowałyby 250 mld złotych. "To myślenie magiczne"
Nie­daw­no do­wie­dzie­li­śmy się, co An­drzej Duda chciał­by zmie­nić w Pol­sce, gdyby wy­grał wy­bo­ry pre­zy­denc­kie. Jed­nak re­ali­za­cja obiet­nic kan­dy­da­ta PiS kosz­to­wa­ła­by 250 mld zło­tych - wy­li­cza "Rzecz­po­spo­li­ta". Autor ze­sta­wie­nia kosz­tów - Bar­tosz Mar­czuk - ko­men­tu­je te licz­by dla Onetu: "to za­ska­ku­ją­ce, z jaką ła­two­ścią po­li­ty­cy obie­cu­ją wy­bor­com tak kosz­tow­ne roz­wią­za­nia".
Obrazek
(...) O czym mówił Duda i ile to kosztuje?

"Za­po­wie­dzi An­drze­ja Dudy muszą bu­dzić nie­po­kój u każ­de­go, kto choć tro­chę wie, jak wy­glą­da­ją fi­nan­se pań­stwa" - czy­ta­my w "Rzecz­po­spo­li­tej". W obiet­ni­cach zna­la­zła się pro­po­zy­cja przy­wró­ce­nia wieku eme­ry­tal­ne­go sprzed ostat­niej re­for­my, czyli: 60 lat dla ko­biet i 65 lat dla męż­czyzn. Zda­niem Dudy re­for­ma była "wiel­ką nie­spra­wie­dli­wo­ścią". Gdyby tę spra­wie­dli­wość przy­wró­cić, trze­ba by­ło­by zna­leźć w bu­dże­cie 45 mld zło­tych.

Kandydat PiS zaproponował również podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. złotych. Wprowadzenie - słusznego według "Rz" - postulatu Dudy kosztowałoby kolejnych 12-14 mld złotych.

Gdyby na wszystkie pierwsze dzieci z niezamożnych rodzin i drugie oraz kolejne z rodzin zamożnych przeznaczać miesięcznie po 500 złotych - jak proponował Duda - w ciągu pięciu lat budżet państwa mogłoby to kosztować ponad 100 mld złotych. Marczuk pochwala kierunek, ale uważa, że ta propozycja nie przystaje do realiów. Z kolei, aby zapewnić wszystkim polskim rodzinom dostęp do żłobków i przedszkoli minister finansów musiałby znaleźć kolejnych 20 mld w ciągu pięciu lat.

"Łatwo jest rozdawać wirtualne pieniądze. O wiele trudniej powiedzieć później, że nie ma ich skąd wziąć" - puentuje swój tekst Bartosz Marczuk. (...)

Więcej: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rzeczpos ... enie/nstnk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Była członkini PZPR, a obecnie europosłanka z ramienia PO, jest przerażona mechanizmami demokracji?
Obrazek
Danutę Hübner - byłą komuszkę (w latach 1970 - 1987 należała do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej), a obecnie europosłankę wybraną z ramienia Platformy Obywatelskiej - przeraża to, że prawie każdy może dziś być, jeśli nie prezydentem, to przynajmniej kandydatem na prezydenta. Akurat o tym, że każdy może zostać głową państwa najlepiej świadczy przykład obecnego prezydenta, tak więc nie wiem czy tą wypowiedzią przypadkiem nie uderzyła w osobę "Bula", którą zamierza poprzeć 10 maja.

Danuta Hübner, podczas wywiadu udzielonego dla Onet.pl, wypowiedziała następujące zdanie: - "To mnie trochę przeraża, że doszliśmy do takiego momentu, że prawie każdy może być jeśli nie prezydentem to kandydatem na prezydenta". Czyli, jeśli dobrze rozumiem, nie podoba się jej jeden z naczelnych mechanizmów demokratycznych, polegający na tym, że nikomu - po spełnieniu pewnych wymogów formalnych (np. odpowiedni wiek, niekaralność itp.) - nie można zabronić kandydowania na publiczne stanowisko wybierane drogą powszechnego głosowania? Czyżby tęskniła do czasów PRL-u, kiedy lista kandydatów była ustalana z góry przez towarzysza generała?

Ponadto była członkini PZPR ma pretensje, że prawie każdy może zostać dziś prezydentem. Tym sformułowaniem najmocniej uderza w swojego kandydata, czyli niezwykle często kompromitującego się, kojarzonego z obciachem i prostactwem Bronisława "Bula" Komorowskiego. Tak, pani Danuto, jest to zadziwiające, że taka osoba piastuje tak ważny urząd w naszym państwie. W tym przypadku jestem skłonny się z panią zgodzić.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0212 ... kracja.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

equinox1976

ale odszkodowania za "straty" wzieli?

------------------------

djemen

Wzrósł 100 krotnie do Rosji i dwukrotnie na Zachód a zarobiliśmy mniej niż rok wczesniej?
.
Czy ktoś wytłumaczy tę specyficzną matematykę czy tylko przekrętami i szarą strefą można to wytłumaczyć. (no chyba że ceny musiały spaść też wielokrotnie).


------------------------

gazetopolaczek

Autor nie bardzo wie o czym piszę. Sprzedaż jabłek deserowych do przerobienia na koncentrat, to ogromna strata. Zalanie rynku koncentratem, to równocześnie obniżenie cen, czyli znowu niezbyt korzystnie, to wyszło. Mówienie w tej sytuacji, że Polacy świetnie się uporali z problemem, to jednak przesada. Ale oczywiście dobrze, że te jabłka przynajmniej nie zgniły.

------------------------

lubat

Jeśli to taki cymes, to dlaczego trzeba było aż sankcji, żeby na to wpaść? Podejrzewam jednak, że to doopa blada, i żadne zyski, co najwyżej ograniczenie strat, skoro to jest tańsze niż chińskie.

==========================
Embargo na jabłka uderza w sadowników? Już sobie z nim poradzili. Eksport koncentratu wzrósł... stukrotnie
Obrazek
Polskie jabłka szerokim strumieniem trafiają do Rosji - w formie koncentratu. Jak informuje "Puls Biznesu", embargo dotyczy tylko świeżych owoców, ponadstukrotnie wzrósł więc eksport do Rosji jabłkowego koncentratu.

Według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej od wprowadzenia w sierpniu embarga do końca roku do Rosji trafiło niemal 12 tys. ton koncentratu o wartości 45 mln zł. Za taki wzrost odpowiadają przede wszystkim niska cena, zaś z drugiej strony wysoki popyt na rosyjskim rynku, ponieważ z braku świeżych owoców ludzie kupują właśnie koncentrat. Dotąd trafiał on do Rosji głównie z Chin, Mołdawii oraz Ukrainy.

Więcej, ale taniej

Rosja nie jest jednak wyjątkiem. Według danych "Pulsu Biznesu" od sierpnia do grudnia ub. roku polscy sadownicy wyeksportowali o 34 proc. więcej koncentratu niż przed rokiem. O prawie 90 proc. wzrosła w tym czasie sprzedaż do Holandii, o ponad 200 proc. do Austrii i o 500 proc. do Irlandii. Wzrost eksportu nie przełożył się jednak na wyższe zarobki. Podczas gdy w 2013 roku producenci koncentratu zarobili za granicami kraju 138 mln zł, w tym roku wynik wyniósł 126 mln zł.

"Tańsi od Chińczyków"

Nic w tym dziwnego, tym bardziej że - jak zauważają eksperci - to właśnie niskie ceny są głównym motorem sukcesu eksportowego naszego koncentratu. Doskonale widać to na przykładzie wzrostu sprzedaży do USA, który od sierpnia do końca 2014 roku wyniósł 14 tys. proc. i z zaledwie 600 kg wzrósł do 8 tys. ton. Sukces polskiego produktu odbył się kosztem koncentratu z Chin, największego na świecie producenta i eksportera. Pomimo dysproporcji sił i możliwości to właśnie polski koncentrat jest tańszy i tym wygrywamy konkurencję z Państwem Środka.

źródło: http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/1,1 ... l#MTstream
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Demografia przyczyni się do bankructwa całego państwa w ciągu 5-7 lat. Ratunkiem może się okazać... kontrolowana imigracja Ukraińców
Zgodnie z oficjalnymi danymi ZUS w tym roku na bieżącą wypłatę rent i emerytur może zabraknąć nawet 61,5 miliardów złotych! Deficyt ten będzie musiał być pokryty przez rząd pieniędzmi podatników, powodując tym samym paraliż wydatków państwa w innych dziedzinach, takich jak służba zdrowia czy obronność. Niestety z roku na rok będzie coraz gorzej, bowiem liczba osób uprawnionych do pobierania świadczeń emerytalno-rentowych będzie rosnąć, a liczba osób czynnych zawodowo - spadać. Ratunkiem może być głęboka reforma finansów państwa powiązana z ograniczeniem wypływu kapitału poza granice Polski lub... kontrolowana imigracja Ukraińców w wieku produkcyjnym.

Gigantyczny deficyt ZUS to de facto śmiertelne zagrożenie dla funkcjonowania całego państwa. Jeśli rządzący będą chcieli pokrywać ten deficyt pieniędzmi podatników, to zabraknie środków na funkcjonowanie innych dziedzin, za które odpowiada państwo. W tym kontekście oczywistym staje się dokończenie procesu likwidacji Otwartych Funduszy Emerytalnych. Na kontach tych funduszy znajduje się jeszcze spora suma oszczędności Polaków, którą można zrabować i przeznaczyć na wypłatę bieżących emerytur. To jednak pozwoli przetrwać góra przez dwa lata.

Około 2020-2022 roku środki potrzebne na pokrycie rozszerzającej się dziury w budżecie ZUS będą już tak wielkie, że prawdopodobnie przyczynią się do bankructwa całego państwa. Oczywiście będzie można nieco opóźnić ostateczny upadek poprzez zwiększenie wysokości płaconych składek ZUS czy podniesienie podatków, ale takie rozwiązanie będzie niekorzystne z punktu widzenia gospodarki, której rozwój zostanie w ten sposób skutecznie zahamowany. Tak czy inaczej czeka nas finansowy kataklizm. Ratunkiem dla Polski może być przeprowadzenie głębokich reform, których efektem będą wielomiliardowe oszczędności oraz ograniczenie biurokracji. Dodatkowo należałoby poprawić statystyki bilansu płatniczego i ukrócić niekontrolowany dziś wypływ pieniędzy za zachodnią granicę. Niestety znając podejście do jakichkolwiek zmian rządzącej Platformy, która przez blisko osiem lat nie potrafiła zreformować dokładnie niczego, coraz realniejszy wydaje się być scenariusz według którego trzeba będzie otworzyć granicę dla masowej imigracji Ukraińców i Białorusinów do Polski. Aby skutki demograficznego tsunami nie były dla naszego państwa odczuwalne finansowo, Polska już teraz powinna rocznie przyjmować w poczet swoich obywateli około 50 tys. imigrantów w wieku produkcyjnym. Po części już to następuje. W ubiegłym roku według oficjalnych rejestrów w Polsce pracowało blisko 400 tys. Ukraińców. Liczba ta wzrosła w porównaniu do 2013 roku aż o 70 proc. Co więcej - zdecydowana większość z nich chciałaby się w Polsce osiedlić na stałe. Czy należałoby dać im taką szansę? - Zdecydowanie tak, jeśli okaże się, że nie będzie innego ratunku dla naszego kraju przed finansowym bankructwem spowodowanym demografią i masową emigracją Polaków za granicę.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0212 ... 2-roku.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Co roku grube miliardy wypływają bezpowrotnie z Polski. Zagraniczne koncerny bezlitośnie drenują owoce polskiego wzrostu
Statystyki bilansu płatniczego są zatrważające. W latach 2005-2014 Polska była najobficiej drenowanym z kapitału państwem Europy! Zagraniczne koncerny transferują gigantyczne zyski osiągane w naszym kraju do swoich central we Frankfurcie, Londynie czy Paryżu. Dzięki temu w ciągu ostatnich 10 lat z Polski wyprowadzono równowartość około 540 mld zł! Banana Republic of Poland...

Z Polski co roku wypływają gigantyczne transfery dywidend i nieopodatkowanych zysków zagranicznych koncernów, które traktują nasz kraj przede wszystkim jako rynek zbytu dla swoich dóbr i usług. Przy okazji tworzą u nas montownie, magazyny czy centra usług wykorzystujące Polaków jako tanią siłę roboczą. Płacą nam 3, 4- krotnie niższe pensje niż pracownikom zatrudnionym w swoich krajach. Gdy do tego doliczymy kosztujące naprawdę ciężkie pieniądze różnego rodzaju opłaty licencyjne za możliwość używania przez lokalne oddziały zagranicznych przedsiębiorstw znaków firmowych i towarowych swoich właścicieli, to mamy jasną odpowiedź dlaczego w Polsce nadal na wszystko brakuje pieniędzy.

Oficjalne statystyki NBP na temat bilansu płatniczego Polski są zatrważające. W ciągu pierwszych trzech kwartałów ubiegłego roku "wypłynęło" z naszego kraju 16,6 mld zł (taki deficyt zanotowało saldo rachunku bieżącego). Aby zrozumieć skalę wielkości - wspomniana kwota jest o ponad 300 razy większa aniżeli suma zebrana przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy podczas ostatniego finału. Wynik ten i tak jest dla nas rekordowo dobry. Warto zauważyć, że deficyt salda rachunku bieżącego za 2012 rok wyniósł bowiem 57,3 mld zł, a w 2011 roku wyparowało z naszego kraju aż 80,4 mld zł! Skumulowany deficyt salda rachunku bieżącego Polski za ostatnie 10 lat wyniósł około 540 mld zł! Te porażające swoją wielkością kwoty mówią nam jedno: z naszego kraju szerokim strumieniem nieustannie wypływa kapitał. Wszelkie owoce polskiego wzrostu gospodarczego bezlitośnie drenowane są przez zagraniczne spółki i przedsiębiorstwa. Wynika ze struktury naszego przemysłu (w dużej części zlikwidowany lub ograniczony do peryferyjnych montowni) oraz relacji właścicielskich sektora finansowo-usługowego (w większości przejęty przez koncerny mające swoje siedziby za granicą). Swoją cegiełkę dorzuca także rząd, który konsekwentnie powiększając zadłużenie naszego kraju sprawia, że z roku na roku musimy płacić zagranicznym wierzycielom coraz większe odsetki za pożyczone pieniądze. W ten sposób spełniła się wizja nakreślona na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia przez "liberałów", powiązanych dziś ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej. Polska stała się największą neo-kolonią w Europie. Klasyczną "Banana Republic". By żyło się lepiej... innym gospodarkom Europy i świata.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul5/0212 ... pitalu.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

nick_do_komentarzy_1

Całe życie myślałem, że jak ktoś robi coś źle (w tym wypadku okrada innych członków spółdzielni, wspólnoty) to powinno się go pokazywać palcem. Ale jak się okazuje nie wolno, bo łamiemy prawo tych, którzy je łamią w sposób świadomy.

Giodo to najgorsza instytucja jaką w Polsce wymyślono. Dlatego jestem za likwidacją tego tworu.


-----------------------------

adawlo221

i bardzo słusznie. U mnie w klate jeden z lokatorów chwali się ,że nie płaci już rok czasu,ale najwięcej narzeka ,że woda za gorąca,że światło w piwnicy ktoś ciągle gasi,że nie wolno zapalić na klatce papierosa it. Taki jeba..ny kmiot

------------------------------

my_kroolik

No oczywiście, legalne i w pełni dopuszczalne jest natomiast nie płacenie swoich długów. Dochodzenie przez spółdzielnię czy wspólnotę długów na drodze sądowej, trwa kilkanaście miesięcy, a potem dochodzi jeszcze etap egzekucji. Prawo chroni przede wszystkim nieuczciwych. Uczciwi jakoś tale maja wrażenie bycia wykorzystywanym na każdym kroku.

=============================

Lista dłużników na klatce schodowej? To działanie bezprawne
Obrazek
Po wejściu w życie ustawy o ochronie danych osobowych z klatek schodowych zniknęły listy lokatorów. Ale pojawiły się inne - dłużników. W ocenie GIODO są to działania bezprawne

- Na klatce schodowej w moim bloku pojawiła się niedawno lista nazwisk lokatorów zalegających z opłatami wobec spółdzielni - mówi pani Karolina. Według niej, wywieszając taką listę, zarząd spółdzielni naruszył prawo o ochronie danych osobowych. - Pojawienie się takiej listy jest oburzające, każdy, kto wchodzi do klatki, może ją przeczytać - dodaje czytelniczka.

Bez względu na intencje - często dobre - wywieszając w miejscu ogólnodostępnym informacje o dłużnikach, spółdzielnie działają bezprawnie.

- Żaden z przepisów prawa, na podstawie których działają spółdzielnie mieszkaniowe, nie uprawnia ich do upublicznienia informacji o dłużnikach - zaznacza Andrzej Lewiński, zastępca Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO).

Zamiast czarnej biała lista

Kreatywność zarządców spółdzielni jest jednak wielka. Na klatce schodowej w bloku u pana Marka zawisła nie czarna, ale biała lista lokatorów. - Spółdzielnia postanowiła działać nie metodą kija, ale marchewki - mówi nasz czytelnik. Zamiast listy z nazwiskami dłużników pojawiły się... podziękowania. - Otrzymali je lokatorzy, którzy w terminie uiszczają wszystkie opłaty względem wspólnoty mieszkaniowej - dodaje pan Marek. Każdy, kto przekracza drzwi klatki schodowej, może dzięki temu przeczytać, że lokatorzy spod ósemki, piątki i trójki płacą terminowo. W przeciwieństwie do reszty mieszkańców budynku. - Pomimo że dłużnicy nie występują pod nazwiskiem, łatwo odgadnąć, kto płaci w terminie, a kto ma zaległości - dodaje pan Marek.

Wątpliwości w tej kwestii nie ma Andrzej Lewiński z GIODO. - Spółdzielnia nie posiada podstawy prawnej do przetwarzania danych i upubliczniania ich, więc w ten sposób narusza przepisy ustawy także wobec tych, których próbuje pochwalić - podkreśla GIODO. Zwłaszcza jeżeli listy takie wiszą w miejscach ogólnodostępnych, czyli np. na klatkach schodowych.

Bez względu na to, na której liście znalazło się nasze nazwisko (czy dłużników czy sumiennych lokatorów), osoba taka może wnieść skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych z tytułu bezprawnego przetwarzania danych - dodaje zastępca GIODO.

Może istnieć "rejestr dłużników"

Nie oznacza to jednak, że dłużnicy spółdzielni mogą spać spokojnie, bo nikt o ich długu się nie dowie.

- Rejestr członków spółdzielni w myśl art. 30 ustawy Prawa spółdzielczego obok wyraźnie wskazanych w tym przepisie informacji może zawierać także "inne dane przewidziane w statucie" - zaznacza Lewiński. A zgodnie z art. 5 par. 2 prawa spółdzielczego w statucie spółdzielni oprócz postanowień obligatoryjnych wskazanych w par. 1 mogą się znaleźć również "inne postanowienia". Co to wszystko oznacza? Ano że informacje o zadłużeniach czynszowych członków spółdzielni mogłyby być ujawnione w rejestrze członków, gdyby statut spółdzielni na to zezwalał. Wgląd do takich informacji mogą mieć członkowie spółdzielni, ich współmałżonkowie, wierzyciele zadłużonych oraz wierzyciele spółdzielni.

Zgoda wymagana

Wątpliwości prawne budzi już samo zamieszczanie na klatkach schodowych czy domofonach listy nazwisk lokatorów.

- Od chwili utworzenia urzędu Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, czyli już w latach 2000-01, otrzymywaliśmy wiele skarg i zapytań w tym temacie - podkreśla Andrzej Lewiński. I dodaje, że już wtedy GIODO sygnalizowało prezesom spółdzielni i zarządcom wspólnot mieszkaniowych brak podstaw prawnych do wywieszania list z nazwiskami lokatorów.

Umieszczanie danych osobowych (zazwyczaj imion i nazwisk oraz numerów mieszkań) w takich miejscach jak domofony czy klatki schodowe jest przetwarzaniem danych osobowych w rozumieniu art. 7 pkt 2 ustawy o ochronie danych osobowych i powinno odbywać się na podstawie jednej z przesłanek określonych w jej art. 23 ust. 1.

Mówiąc wprost, spółdzielnia na wywieszenie w miejscu ogólnodostępnym listy lokatorów potrzebuje ich bezpośredniej zgody.

Według GIODO nie może być to zgoda dorozumiana. Każdy mieszkaniec musi osobiście wyrazić zgodę, by jego nazwisko widniało na domofonie czy klatce schodowej. - Według przepisów może być to zgoda ustna, ale dla celów dowodowych lepiej, gdy jest ona wyrażona na piśmie - zaznacza Lewiński. I dodaje, że zgodę na umieszczanie nazwisk na klatkach schodowych czy domofonach można w każdej chwili odwołać.

źródło: http://wyborcza.biz/Po_stronie_klienta/ ... l#MTstream
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Jadąc do Niemiec w kierunku Berlina, po przekroczeniu naszej zachodniej granicy, można zauważyć bardzo dużo siłowni wiatrowych. A przecież wiadomo, że wiatr raz wieje, a raz nie. I Niemcy jakoś sobie z tym radzą, a Polska widzi jakiś problem...

=======================
Komentarze:

jk059

Jakoś na świecie sobie z tym radzą. Jak czytam, że słońce wyjdzie zza chmury i nastąpi gwałtowny skok produkowanej energii, to ręce opadają. Na jakim obszarze jednocześnie słońce wychodzi zza chmury?! Przecież ze skokami system musi sobie radzić od lat, bo np. ok. 7:00 wyłącza się oświetlenie ulic, bo np. ok. 6:00 dużo ludzi wstaje i zapala światła, itd. Ucieka wam panowie kawałek tortu i staracie się za wszelką cenę, aby z rzeki pieniędzy wydawanych na wielką energetykę jak najmniej ubyło.

---------------------------

jerjar

Życie w ogóle nie jest łatwe,. Prosumencja wymusza zupełnie inną logikę. Wielu to się nie mieści w głowie, ale czas najwyższy, żeby powiększyli jej pojemność, bo z tej drogi nie ma odwrotu.

============================

W Polsce mają powstać tysiące minielektrowni. Jak to wpłynie na stabilność dostaw prądu?
Obrazek
Gdy wszyscy mieszkańcy danej gminy zrobią sobie w ogródku minielektrownie, paradoksalnie może im zabraknąć prądu, bo bez kosztownych inwestycji infrastruktura może nie wytrzymać skoków napięcia, jakie powstają przy korzystaniu z OZE - uważają eksperci.

W środę prezydent podpisał ustawę o OZE. Ustawa upraszcza system wsparcia - nie będzie wypełniania skomplikowanych wniosków o dotację i preferencyjne kredyty. Inwestycja ma się zwracać z gwarantowanych, wysokich cen odkupu energii elektrycznej. Gdy nie ma nas w domu, a nasza minielektrownia słoneczna produkuje prąd, to będzie on trafiał do sieci i zasili np. mieszkanie sąsiadów, nieodległą fabrykę czy biura.

I tu pojawia się problem. Na jednej z ostatnich konferencji zorganizowanych przez fundację im. L. Pagi Adam Dobrowolski z departamentu rynków energii elektrycznej i ciepła URE powiedział, że aby system wytrzymał pracę przyszłych 200 tys. niestabilnych źródeł energii z mikroinstalacji, potrzebne będą dodatkowe inwestycje.

Niestabilne oznacza tyle, że gdy słońce wyjdzie zza chmur i nagle mocno doświetli tysiące mikroinstalacji, linie przewodzące prąd dostaną energetycznego kopniaka. Taki skok napięcia może zachwiać stabilnością działania systemu i doprowadzić lokalnie do przerw w dostawach prądu.

Z drugiej strony, gdy np. w bezwietrzny i pochmurny grudniowy dzień zapotrzebowanie na energię będzie duże, a na źródła z OZE nie będzie można liczyć, prąd trzeba będzie "pobrać" z innych źródeł (czyli z elektrowni na węgiel). Inwestycje, o których mówił dyrektor w URE, są potrzebne na utrzymanie i budowę infrastruktury energetycznej, która zapewni stabilność dostaw prądu w momentach, gdy w sieci raz będzie go więcej, a raz mniej.

Zwracał na to uwagę Polski Komitet Energii Elektrycznej (to stowarzyszenie dużych firm z sektora elektroenergetycznego), który przyznał, że konieczne będzie przystosowania sieci dystrybucyjnych do większej liczby niestabilnych źródeł energii.

Jak to wyrównać?

Więcej: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,175 ... BoxBizLink
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

misafi

Myślę, że w kwestii pośrednictwa pomiędzy SKOK a zmarłymi może pomagać ojciec Tadeusz. Ma dojścia w obu instytucjach a do tego jest przejawem uczciwości.

-------------------------------

leser.1

A skąd pewność, że nieaktywne konta nie należa do żyjących spadkobierców?
Zmarli rodzice nie zawsze informują swoje dzieci o swoich oszczędnosciach.
Nie wszyscy napisali testament.
Nieaktywne konto nie oznacza konta niczyjego.


-----------------------------

akjawah

Wystarczy sprawdzić po pesel kto pochował zmarłego. Jeśli rodzina lub bliski to jest komu przekazać pieniądze. Jeśli gmina na swój koszt - oddać NGO.

==========================
Pieniądze po zmarłych trafią do organizacji pozarządowych? SKOK-i się burzą. "A może członkowie chcą je u nas zostawić"
Obrazek
Na kontach zmarłych osób może zalegać nawet 15 mld zł - informuje "Rzeczpospolita". Senat chce część z tych pieniędzy przeznaczyć na organizacje pozarządowe. Banki oraz SKOK-i mówią stanowcze "nie". Tak zaczyna się bój o pieniądze niczyje.

Według różnych szacunków na takich kontach w bankach, SKOK-ach oraz w OFE może być zdeponowane od kilku do nawet 30 mld zł. Wojciech Rabiej, członek zarządu Nordea PTE, wyliczył swego czasu, że wartość wygasłych lokat oczekujących na spadkobierców w OFE sięga 2,3 mld zł. - Jeśli przyjąć ten sam procent w stosunku do pieniędzy zdeponowanych na kontach bankowych, może chodzić nawet o 15 mld zł - donosi "Rzeczpospolita".

Pieniądze niczyje? Nie do końca


Według obecnego prawa jeśli po pieniądze do banku nie zgłosi się spadkobierca, dziedziczy je gmina, na terenie której mieszkał zmarły. I tu właśnie rodzi się problem.

Senatorowie chcą, żeby pieniądze były przeznaczone na specjalnie utworzony Fundusz Obywatelski, który z kolei miałby kierować środki na konta organizacji pozarządowych. Banki na te rewelacje odpowiadają stanowczym "nie".

Wyjaśniają, że taki fundusz generowałby dodatkowe koszty. Co więcej, banki podjęły już "inicjatywy samoregulacyjne", które pozwolą wymienić informacje o oszczędnościach zmarłego między różnymi instytucjami. Żaden złoty ma się nie zmarnować.

SKOK-i tłumaczą z kolei, że osoba długo niezarządzająca rachunkiem może nie życzyć sobie przekazania pieniędzy. - Pomimo braku operacji wolą członka SKOK-u może być, aby złożone przez niego środki pozostawały na rachunku bez względu na upływ czasu - napisał Rafał Matusik, prezes Kasy Krajowej SKOK. Pytanie tylko, jak zmarły ma w takim razie poinformować instytucje o wygaśnięciu konta? SKOK już tego nie tłumaczy. Jakie będą dalsze losy inicjatywy Senatu? Czas pokaże.

źródło: http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/1,1 ... l#MTstream
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:
zbi-gg

To też ja zawsze daję parę zeta kurierowi - jego praca jest naprawdę dość koszmarna w świetle totalnej wojny cenowej. Też tak róbcie

=======================

30 paczek za 3 zł - jak się pracuje i zarabia w firmach kurierskich
Obrazek
Kierownik karze za nieprawidłowy kolor skarpetek, klient krzyczy za spóźnienie, a firma po cichu zmienia system płac. Ale największym terrorystą dla kuriera jest czas

"87 godzin to wieczność! Kosmos powstał szybciej!". Dokładniej 87 godzin, 22 minuty i 17 sekund - tyle idzie paczka z Memphis do Moskwy. Według Chucka Nolanda, kierownika logistyki firmy kurierskiej, to zdecydowanie za długo, więc krzykiem wbija do głowy pracownikom, że ten czas trzeba skrócić. Bo 87 godzin to hańba!

Choć to tylko film "Cast Away: Poza światem" (w roli głównej Tom Hanks), rzeczywistość niewiele się różni. - Generalnie czas rządzi wszystkim, a jest go zawsze za mało. I nie ma gdzie go zaoszczędzić - komentuje jeden z kurierów. Inni potwierdzają.

Gdy w styczniu napisałem artykuł o systemie płac w firmie DPD, odezwały się do mnie dziesiątki kurierów. Poznałem zasady działania sześciu czołowych firm kurierskich w Polsce: DPD, GLS, K-EX, DHL, UPS i Siódemki. Największe mają floty samochodowe liczące nawet po 2 tys. pojazdów i pracuje dla nich 2 tys. kurierów. Pracują dla nich bezpośrednio jako samozatrudnieni albo pośrednio poprzez firmy przewozowe. Również samochody nie należą bezpośrednio do firm kurierskich, lecz właśnie do kurierów lub firm przewozowych. Nie ma danych pokazujących, kto jest liderem. Nieoficjalnie mówi się, że na prowadzenie wychodzi DPD, które pół roku temu przejęło Siódemkę.
Obrazek
- Firmy przewozowe to zwykle biznesy panów po pięćdziesiątce. A kurierzy? To młodzi chłopcy, dla nich to często pierwsza praca. Interesują się samochodami, często są po technikach mechanicznych, niektórzy zaocznie studiują, ale są i tacy ledwie po gimnazjum. Traktują to jako pracę tymczasową. Odłożą trochę pieniędzy i szukają innej pracy. Byłem szefem kurierów w oddziale przez dwa lata, obsada zmieniła się w tym czasie trzykrotnie. Jest też trochę kurierów w wieku 30-40 lat, ci zwykle mają nawet wyższe wykształcenie, ale to pokolenie, w którym wszyscy na studia szli - mówi Michał, były pracownik DHL.

Poprosiłem wymienione firmy o stanowiska wobec wszystkich przytoczonych przez kurierów faktów. Tam, gdzie odpowiedzi nie ma, firmy zasłaniały się tajemnicą handlową lub podwykonawcami, np. "płacimy określone kwoty podwykonawcom, oni sami rozliczają się ze swoimi pracownikami". To nie do końca prawda - stawki są płynne i firmy kurierskie mają na nie wpływ. K-EX i UPS w zasadzie wszystkie pytania uznały za naruszające tajemnicę handlową.

Praca w każdej firmie kurierskiej wygląda podobnie, z drugiej strony w jednej firmie, a nawet w jej poszczególnych oddziałach zasady, kwoty czy godziny pracy mogą się różnić. Dlatego podane stawki czy rodzaje kar nie są uniwersalne. Opisani niżej kurierzy pracują w największych na rynku firmach, inaczej rzecz się ma w małych firmach czy u kurierów rowerowych.

Godzina piąta, minut trzydzieści

Kurier wstaje skoro świt i wskakuje w firmowe ubrania, w których wygląda jak wszyscy jego koledzy. Ten z DPD zwykle będzie w czerwono-czarnym ubraniu, z Siódemki - w czerwono-szarym. - My pod koszulami firmowymi musimy mieć biały podkoszulek, inny kolor w rachubę nie wchodzi. Inaczej płacę karę 20 zł - mówi kurier z UPS. Jego kolega z DHL dodaje: - Nie mogę nosić białych skarpetek, tylko czarne i tylko za kostkę. Buty też czarne - bez znaczków. No i kurier z długimi włosami nie może mieć ich rozpuszczonych. Za te skarpetki to mi się już w sumie zebrało kilka stówek kar.

GLS jest mniej restrykcyjny: "Kurierzy mają obowiązek utrzymywania odzieży w czystości i porządku. (...) zaś w zakresie skarpet, bielizny i tym podobnych elementów ubioru nie nakładamy żadnych wytycznych".

Za komplet ubrań kurier płaci z własnej kieszeni. W UPS to koszt ok. 600 zł (kurtka, kamizelka, spodnie długie i krótkie, koszule z długim i krótkim rękawem). W DPD podobnie. Kilkaset złotych trzeba też wyłożyć na ciuchy w Siódemce. Stosunkowo tanio jest w K-EX: polar - 60 zł, bluzka - 30 zł.

DPD: "Pokrywanie przez kuriera kosztów stroju to standard. Bierzemy na siebie połowę tych kosztów. To odzież wysokiej jakości, zapewnia kurierowi wygodę i bezpieczeństwo (zawiera elementy odblaskowe)".

Firmowo ubrany pracownik wyrusza własnym lub należącym do firmy przewozowej samochodem do magazynu. Kurier DPD: - Zapytałem kiedyś szefów, dlaczego za reklamę na moim aucie mi nie płacą. Machnęli ręką i stwierdzili, że tak jest, i koniec. Jak w knajpie jest nalewak z logo jakiegoś browaru, to ten browar płaci knajpie za tę reklamę, prawda? Albo wchodzą w jakiś barter. A nie tak, że ja, szef knajpy, za darmo wam tu machnę reklamę piwa. Zresztą może i w knajpach się zmieniło. Nie wiem, dawno nie byłem, nie mam na to czasu.

Godziny rozpoczęcia pracy w magazynie są różne. W jednym z oddziałów GLS trzeba być równo o 5, w DPD o 7.10. I tu, i tu spóźnienie równa się 50 zł kary. Kurier to też magazynier, zdejmuje paczki z taśmy, skanuje, układa w aucie. I tak przez dwie godziny. Jak są palety, to samemu ciężko, bo czasem waży to kilkaset kilogramów.

Kurier GLS: - Biorę trzech chłopaków, zdejmujemy, a potem odwdzięczam się im przy ich paletach. To wszystko powinni robić pracownicy magazynów, ale ich jest za mało, bo firmy oszczędzają.

Po dwóch godzinach kurierzy wyjeżdżają w końcu w trasę zarabiać, bo w magazynie pracują "za darmo". Przynajmniej wielu, których pensja nie ma żadnej stałej podstawy, a składa się tylko z opłat za dostarczone paczki. Część ma stałą pensję od firmy przewozowej i obowiązkową minimalną liczbę paczek do dostarczenia.

GLS: "Załadunku dokonują kurierzy, ponieważ pojazdy stanowią własność firm transportowych i kierowcy muszą powrócić nimi do bazy. (...) Zwiększa to bezpieczeństwo poprzez zmniejszenie liczby osób mających styczność z każdą przesyłką. Poranny załadunek należy do zakresu obowiązków objętych wynagrodzeniem uzgadnianym i wypłacanym firmom transportowym, które odpowiadają za politykę wynagradzania swoich kurierów".

DHL: "Kierując się wygodą i ergonomią pracy, kurierzy zdecydowanie preferują samodzielne kompletowanie paczek i załadunek samochodu z uwzględnieniem planu trasy".

DPD: "Kurier sam najlepiej zna swoją codzienną trasę i przestrzeń do ładowania w swoim samochodzie. Wie, jak układać paczki, żeby tę przestrzeń optymalnie, ergonomicznie wykorzystać, oraz jak najlepiej zorganizować swój dzień pracy".

Co na to kurierzy? Owszem, samodzielny załadunek ułatwia późniejszą pracę, ale dlaczego za darmo?


Jak posłowie do Madrytu

"Kiedyś to były czasy" - w oczach kurierów pojawia się błysk. Kiedyś dostawali 100 przesyłek do rozwiezienia i było im mało. Jakby mieli 200, też by rozwieźli. Choćby mieli całą dobę pracować. Dziś to co innego. Bo "kiedyś" firmy płaciły ok. 3 zł za każdą dostarczoną paczkę. Teraz płacą podobnie, ale... za tzw. stopa, czyli za każdy adres. Gdy dziś kurier przywozi do firmy 30 paczek, to dostaje 3 zł, bo firma jest pod jednym adresem. Kiedyś dostawał za to 90 zł.

Były szef kurierów w jednym z oddziałów DHL: - Stawki ustalane były na podstawie wskaźnika średniej liczby dostaw na godzinę. Dla przykładu: kurier ma stawkę 4 zł za "stopa", ale zaczyna szybciej od innych obsługiwać dany rejon. Jego wskaźnik rośnie i jeśli utrzyma się kilka tygodni, to stawka za "stopa" musi być obniżona do 3,50 zł. A wszystko pomyślane tak, by kurier miesięcznie nie zarobił na rękę więcej niż 3 tys. zł.

Bywa, że kurierzy o zmianach stawek i sposobów płac dowiadują się ostatni - gdy zaczną analizować, czemu przelew przyszedł mniejszy.

Do zarobków dochodzą dodatkowe kwoty za tzw. strefy. Pierwsza strefa - zwykle w promieniu 25 km od punktu wyjazdu - nie jest dopłacana, kolejne tak. Czasem jest to większa o kilka złotych kwota za dostarczenie paczek pod dany adres, czasem jednorazowa dopłata w wysokości kilkunastu lub kilkudziesięciu złotych. Ale i tu jest problem.

Kurier DPD: - Jadę poza strefę 15 km do wsi, by dostarczyć paczkę, ale zlikwidowano w tej wsi urząd pocztowy i przypisano jej kod pocztowy miejscowości z pierwszej strefy. Nieważne, że przejechałem kilkadziesiąt kilometrów, liczy się kod, więc dopłaty nie mam.

Kurier K-EX (ze wschodniej Polski): - Jestem jak ci posłowie - jeżdżę samochodem, ale liczą mi kilometry lotnicze, po prostej od punktu A do punktu B. I na przykład dojazd do punktu B wynosi 76 km, ale licząc po prostej to jest 49. Czyli nie byłem w czwartej, lecz zaledwie w drugiej strefie. A przecież ja nie mam jak skrócić drogi, przez Bug pontonem nie przepłynę!

Oprócz rozwożenia paczek kurierzy jednocześnie odbierają je od klientów, którzy chcą je dopiero nadać. Tu system płac jest lepszy, bo zwykle od paczki: w Siódemce kurier dostaje 3,20 zł, w DPD - 3,50, w GLS - 3 zł. Wyjątkiem jest K-EX, który przy odbiorze paczek płaci od adresu - i to zaledwie 2,40 zł.

Gdzieniegdzie są jeszcze opłaty wagowe. Kurier DPD: - Dawniej przy odbiorach dostawałem 5 gr za każdy kilogram, potem 3 gr. Teraz też płacą mi 3 za każdy kilogram, ale tylko w paczkach powyżej 5 kg. Dostaję zlecenie na odebranie 300 trzykilogramowych paczek od jednego klienta - w sumie 900 kg. Ile dostaję opłaty wagowej? Tak, zero groszy. Wcześniej dostałbym 27 zł.

Kurier K-EX: - Ja mam 2,40 zł od adresu i około 2 gr za kilogram, jeśli paczka waży więcej niż 5 kg. Ale jest limit - za odbiór wielu przesyłek w jednym miejscu mogę dostać maksymalnie 40 zł.

Skuteczność dostarczeń jest kolejną składową zarobków. Można za nią zostać nagrodzonym lub ukaranym. Do tego wskaźnika nie wliczane są przypadki, gdy odbiorcy nie ma lub na przesyłce został wpisany zły adres. Gorzej, gdy ktoś odmawia odbioru - to jest wliczane do skuteczności. I często się zdarza - głównie z powodu nachalności firm telekomunikacyjnych i marketingowych, które wysyłają niechciane przesyłki (umowy, karty kredytowe, oferty) lub treść umów różni się od tego, co przedstawiono klientowi przez telefon.

Kurier K-EX: - Jak dostarczę wszystkie paczki, mam nagrodę 20 zł. Ale jeśli moja skuteczność wyniesie mniej niż 96 proc., to dostaję karę. Raz miałem 90 proc. i obcięli mi 40 zł.

Złotówka za rozmowę

Pytam moich rozmówców, czy są jakieś przyjemne chwile, przygody w czasie pracy. Czasem poznają znanych ludzi, choć nie zawsze jest miło. - Doręczałem przesyłkę pewnej znanej aktorce, która mieszka na obrzeżach Warszawy. Wysłała do mnie sprzątaczkę. Mówię, że odbiorca musi być osobiście, żeby pokwitować odbiór. Sprzątaczka wraca do aktorki i znów do mnie: Szefowa kazała wziąć przesyłkę i koniec. Tłumaczę jeszcze raz, więc sprzątaczka robi jeszcze jeden kurs i znów to samo! Nie wiem, co pani wielka gwiazda robiła, ale się uparła i nie zeszła do mnie! Wyobraża pan sobie? Nie wiem, co było w paczce, ale skoro nie zeszła, to nie mogłem paczki zostawić, i wróciła do magazynu. Na szczęście nie przyszła na mnie żadna skarga - opowiada jeden z kurierów.

Inny śmieje się z pytania o napiwki: - Jak już ktoś daje, to starsi ludzie. Dołożą złotówkę więcej i zaczynają rozmowę, opowiadają o życiu, swoich problemach, psioczą na polityków. Siedzą całe dnie sami w domu, więc wizyta takiego kuriera to dla nich atrakcja.

Jeden z warszawskich kurierów musiał pewnego razu wzywać policję: - Dostarczałem paczkę dla ważnego prezesa ważnej firmy. Podpisał mi się na papierach, ale były to bazgroły. Wytłumaczyłem, że podpis musi być czytelny, a on na to, że ma ważniejsze sprawy i nie ma już czasu na mnie. Zaczęła się kłótnia, aż po kwadransie wezwałem policję, bo nie mogłem nigdzie jechać bez czytelnego podpisu. Czekając na nią, straciłem w sumie półtorej godziny, ale podpis w końcu uzyskałem. Tylko potem to dopiero musiałem gonić czas!

Rozwożenie paczek trwa kilkanaście godzin. Klienci czasem narzekają, że kuriera nie ma o umówionej godzinie.

Kurier z UPS: - Owszem, narzekają, więc niech policzą. Przyjmijmy, że mam 50 przesyłek, choć zwykle jest ich dużo więcej. I przyjmijmy, że jeżdżę 12 godzin, czyli na każdą z nich mam niecałe 15 minut - dojazd, dostarczenie przesyłki, zeskanowanie jej. A co, jeśli są korki lub wypadek na drodze? A co, jeśli odbiorcy nie ma w domu? Oczywiście, zdarza się, że pod jeden adres mam dostarczyć kilka, kilkanaście paczek - wtedy wychodzi krócej.

A propos skanowania - za korzystanie z przenośnych skanerów kurierzy płacą z własnej kieszeni, mimo że należą one do firm. Siódemka bierze za to 30 zł miesięcznie, K-EX - 70 zł, DPD - 115. Wyjątkiem jest UPS - kurierzy nie płacą.


Jako tirowiec mogę więcej

Chuck Noland w "Cast Away: Poza światem" po czterech latach dostarcza właścicielowi jedną z paczek, które zaginęły w katastrofie lotniczej. I dziękuje odbiorcy, mówiąc, że paczka uratowała mu życie. Kurierzy, z którymi rozmawiam, śmieją się z tej sceny: "Zapomnieli pokazać, jak główny bohater dostaje karę za tak duże opóźnienie w dostawie".

Kary to zmora każdego kuriera. O ich przyznaniu mogą się dowiedzieć na przykład wieczorem, gdy zjeżdżają do magazynu zdać raport i pieniądze, zwrócić nieodebrane paczki i te, które dopiero mają być nadane.

Oprócz wymienionych wcześniej kar za nieprawidłowy ubiór "oberwać" można za wiele innych naruszeń.

Jeśli klient nieczytelnie się podpisze na umowie z firmą telekomunikacyjną albo zapomni wypełnić którąś rubrykę, a kurier z K-EX tego nie sprawdzi, dostanie karę 50 zł. Brudny samochód w DHL oznacza karę 50 zł. Reklamacja od klienta w UPS (bo na przykład kurier nie zdążył na umówioną godzinę) - 100 zł.

DPD zapewnia, że kary stosuje tylko za najważniejsze kwestie: "Kurierzy ponoszą odpowiedzialność za niedopełnienie pewnych formalności, które skutkują niewłaściwym statusem paczki, nieterminowym doręczeniem czy niedostarczeniem paczki".

Brak dopłaty paliwowej, wieczny wyścig z czasem, malejące stawki, kary, opłaty za skaner i firmowy ubiór, często kilkanaście godzin pracy - to wszystko sprawia, że wielu kurierów ma dość. Zarabiają 2-3 tys. zł na rękę. Czy poleciliby komuś tę pracę?

Były kurier K-EX (34 lata, odszedł w styczniu po dziesięciu latach w kurierce, magister politologii, teraz kierowca na trasach międzynarodowych): - Jak to polecić? - jest zdziwiony pytaniem.

Były kurier GLS (27 lat, po technikum mechanicznym, po czterech latach zrezygnował z pracy kuriera): - W ogóle nie polecam, zrezygnowałem ze względów ekonomicznych. Teraz jako tirowiec mogę zarobić 1,5-2 tys. zł za tydzień. Pojadę trzy razy w miesiącu i mam 6 tys.

Kurier DPD (48 lat, rencista, 5 lat temu zaczął pracę kuriera ze względu na trudną sytuację finansową): - Musiałbym się długo zastanawić, a niestety muszę kończyć. Obudziła się moja córeczka, dla której wciąż nie mogę znaleźć czasu i zna tatusia tylko z weekendów, więc idę się nią zająć.

źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,175 ... ch.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


„Guardian”: W Polsce coraz więcej eurosierot
Polska płaci za wykształcenie i kwalifikacje pracowników, którzy wykorzystują te umiejętności głównie za granicą – podsumowuje brytyjska reporterka.
Obrazek
„Mieszkańcy wschodniej Europy emigrują w poszukiwaniu pracy, pozostawiając dzieci pod opieką starszych krewnych – dzieje się tak np. w Radomiu, najszybciej kurczącym się mieście w Polsce” – pisze Kate Connolly na łamach brytyjskiego dziennika. Takie dzieci określa się mianem „eurosierot”.

W „Guardianie” ukazał się właśnie obszerny reportaż na temat długotrwałych rozstań, do których zmusza potrzeba szukania pracy za granicą. To fenomen – zauważa Connolly – bo z problemem „eurosieroctwa” Polska zmagała się na dużą skalę przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. 11 lat później Polacy wciąż jednak szukają zatrudnienia poza rodzimym rynkiem pracy.

Jak 35-letnia Katarzyna, która w połowie marca udaje się do Włoch – w tamtejszej restauracji zarabia 1035 euro miesięcznie. „To sześć razy więcej niż zdołałabym zarobić w Polsce. Oczywiście pod warunkiem, że w ogóle znalazłabym pracę” – opowiada brytyjskiej dziennikarce. Katarzyna jest jedną z 2 mln mieszkających sezonowo (a czasem dłużej) i pracujących za granicą. Między Polską i Włochami żyje od 12 lat. W kraju czeka na nią ośmioletni syn Dawid.

Powołując się na dane Banku Światowego, Connolly wywodzi, że właśnie z powodu emigracji zarobkowej spada w Polsce liczba urodzeń. W Radomiu widać to szczególnie – w 2012 r. osoby poniżej 17. roku życia stanowiły 17 proc. ogółu mieszkańców, osoby w wieku 18–65 lat – 64 proc., powyżej 65 – 19 proc. Odsetek najstarszych będzie rósł i w 2035 r. przekroczy 29 proc. „Jeśli trend się utrzyma – liczba pracowników tego regionu spadnie do 2060 r. o blisko 14 mln” – podsumowuje Connolly.

2012 rok był w Radomiu krytyczny, bo liczba zgonów przewyższała liczbę urodzeń – pisze reporterka. Lokalny rynek odpowiada na te potrzeby – po Wielkanocy otworzy się nowy zakład krematoryjny, oferujący pięciu osobom po 650 zł wynagrodzenia.

Największe koszty rozłąki ponoszą dzieci – zauważa Connolly. To coraz częściej pacjenci radomskiego Centrum Interwencji Kryzysowej. Józef Bakuła, jego prezes, opowiada: „Polacy są zmuszeni szukać pracy za granicą. Przykro się więc słucha Davida Camerona, który chce ukrócić prawa pracujących w Wielkiej Brytanii obcokrajowców. Zwłaszcza że brytyjska ekonomia w dużym stopniu zależy właśnie od Polaków”.

A ci wolą szukać pracy na Wyspach niż w Polsce – z powodu wyższych płac. „To paradoks – mówi Bakuła – że płacimy za wykształcenie i szkolenia osób, które wykorzystują te umiejętności dopiero za granicą”. Najlepsi – pracownicy IT, stolarze, hydraulicy, budowniczy i lekarze – pracują głównie poza Polską. W kraju mamy za to nadmiar nauczycieli – zauważa – i pracowników fizycznych o kwalifikacjach niepodnoszonych od czasów komunizmu. Na nic się zdały rządowe inicjatywy, nakłaniające rodaków do powrotu.

Mamy zatem sytuację paradoksalną – najlepiej wykwalifikowani pracują za granicą, kwalifikacje pozostałych nie przystają do potrzeb polskiego rynku, a dzieci są skazane na obciążającą rozłąkę z rodzicami.

„Kto się zaopiekuje starszymi, pod opieką których pozostawia się dzieci? I kto się wtedy zajmie dziećmi?” – pyta retorycznie jedna z mieszkanek Radomia.

źródło: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka ... ierot.read
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:
takaprawda2014

A po co robić kładki jak hołota i tak będzie łazić przez tory. Jak je ogrodzą to siatkę ukradną, albo zniszczą bo przecież oni od dziesięcioleci tak łazili i nie będą teraz kładkami łazić. Polactwo może tylko nauczyć nakładanie bardzo wysokich kar które są egzekwowane inne sposobu nie ma.

----------------------------------------

mietekkowalski

Ludzie idą pod szlabanem i jeszcze zdziwieni, że krwiożercze Pendolino robi z nich mielonkę?! Co za cymbały!

--------------------------

gazetopolaczek

Teraz to strach zrywać szczaw z nasypu. Jak żyć? Jak żyć?

==============================
Zadziobani
Obrazek
Czasooszczędni, preferujący skróty pod szlabanem, zarzucają pendolino zabójcze prędkości. Kandydaci na samobójców nie mogą się nachwalić.

Tuż po śmierci kobiety pod mijającym Mławę pendolino pasażerowie tweetują, że obsługa zachowuje się profesjonalnie. Rozdaje dodatkowe napoje i wafelki, pyta o samopoczucie.

Tego dnia na torach ginie ktoś jeszcze, ale o tych spod TLK informuje tylko (a i to pośrednio) dworcowa tablica w zakładce Opóźniony. Pendolino gwarantuje wspomnienie w Onecie, Radiu Zet, a nawet w TVN.

1.

Pierwszym jest (był?) 43-letni mieszkaniec wsi Słomniki. 25 listopada 2014 r. maszyniści trasy Warszawa - Kraków dostrzegli z daleka leżący na torach "ciemny przedmiot". (Maszyniści byli trzeźwi).

Fora kipią z oburzenia. Jak ONI naród traktują? Wydają miliony na podziemne przejścia dla żab pod autostradami, na korytarze dla migrujących zwierząt, a człowiekowi zafundowali szybkość nowej generacji pędzącą po starych kartofliskach, gdzie jeszcze wypasa się krowy na nasypach. W gospodarstwach wiejskich najbliżej torów od tych szybkości aż spada pranie ze sznurków. Ale to był projekt polityczny, spieszyli się z otwarciem kosztem człowieka. Bo w tym kraju chroni się życie dopiero poczęte, nie życie już żyjące.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... ni.html#MT
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM