Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Jak podsłuchują Polacy? Najpopularniejsze urządzenia szpiegowskie
Z szacunków firm zajmujących się dystrybucją sprzętu detektywistycznego wynika, że tylko w ubiegłym roku zainteresowanie Polaków urządzeniami szpiegowskimi zwiększyło się o prawie 40 procent. Wraz z siecią sklepów detektywistycznych SpyShop przygotowaliśmy zestawienie najpopularniejszych gadżetów szpiegowskich, które zmienią przeciętnego Kowalskiego w super-agenta.
Obrazek
Minikamera ukryta w długopisie

Ta niewielka kamera umożliwia dyskretne nagrywanie dźwięku i obrazu w jakości 720p, jak również wykonywanie fotografii. Urządzenie posiada 4GB pamięci, a czas pracy wbudowanego akumulatora to ok. 60-90 minut. Po zakończeniu nagrywania wystarczy podłączyć kamerę do portu USB w komputerze, aby skopiować dane na dysk.


Więcej: http://serwisy.gazetaprawna.pl/nowe-tec ... wskie.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Polski wynalazek nagrodzony w Niemczech. Wtyczka, z którą nie będziesz się szarpać

Polska wtyczka zdobyła srebrny medal na niemieckich targach dla wynalazców. Produkt firmy z Ostrowa Lubelskiego naprawdę ułatwia życie?


Tinen, polska firma z Ostrowa Lubelskiego, zdobyła srebrny medal na odbywających się w Niemczech targach dla innowatorów. Jej łatwo wyjmująca się, uniwersalna wtyczka wzbudziła spore zainteresowanie.

Co jednak jest nowatorskiego w produkcie Polaków? Przeprojektowali wtyczkę tak, by można ją było chwycić mocno jedną dłonią i jednocześnie wcisnąć przycisk wypychający ją z gniazdka. Zamiast więc "szarpać się" z gniazdkiem wykonujemy jeden płynny ruch. Może się to przydać szczególnie wtedy, gdy mamy utrudniony dostęp do kontaktu.

Dzięki nagrodzie polski produkt może podbić świat - producenci zapewniają, że ich wtyczka nie jest w produkcji droższa od standardowej. Jest za to chroniona globalnym patentem. Wtyczka Tinen może więc trafić do lodówek, pralek, tosterów i innych tego typu urządzeń. Produkt Polaków przyda się też właścicielom laptopów - już dzisiaj mogą oni kupić kable do zasilaczy z genialną polską wtyczką. Na taki wynalazek czekaliśmy. Gratulujemy i życzymy sukcesów!

źródło + video: http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... czka_.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

6 niesamowitych wizji. Jak wyobrażano sobie rok 1993 sto lat wcześniej
Obrazek
W 1893 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Prasowe spytało 74 najbardziej znanych uczonych o to, jak wyobrażają sobie świat za 100 lat. Odpowiedzi były różne - jedne zaskakująco trafne, inne całkowicie chybione. Czy udało się przewidzieć powstanie poczty elektronicznej, internetu, superszybkich pociągów? Przekonajmy się!

Więcej: http://technologie.gazeta.pl/internet/5 ... _1993.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Klapa futurologiczna
Obrazek
Już w latach 40. Henry Ford zapowiadał latające auta. W 1959 r. armia USA rozpoczęła projekt "Horyzont" zakładający ustanowienie bazy na Księżycu do 1967 r. z załogą liczącą 12 żołnierzy. W 1965 r. pewien amerykański badacz sądził, że w ciągu 20 lat maszyny będą zdolne podołać każdej pracy wykonywanej przez człowieka.

Obiecywano nam latające samochody. Zamiast nich dostaliśmy wiadomości liczące 140 znaków - pisał w 2011 r. w manifeście zatytułowanym "Co się stało z przyszłością?" Peter Thiel, szef Founders Fund, wielkiego funduszu venture capital inwestującego w przedsięwzięcia technologiczne wysokiego ryzyka. Miał na myśli Twittera, serwis społecznościowy umożliwiający publikowanie krótkich wiadomości w internecie. Zdaniem Thiela postęp techniczny zwolnił gwałtownie około 1969, czyli roku, w którym Amerykanie wylądowali na Księżycu. Dlaczego tak się stało? Koszty transportu spadające gwałtownie przynajmniej od średniowiecza przestały się zmniejszać (koszt wysłania 1 kg na orbitę prawie się nie zmienił od lat 60.). Jest coraz mniej nowych lekarstw - zdaniem Thiela głównie dlatego, że procedura wprowadzenia nowego leku na rynek jest szalenie kosztowna; nie udało się dokonać prawdziwego przełomu w produkcji czystej energii ani w robotyzacji, gdzie postęp jest znacznie wolniejszy, niż się spodziewano kilkadziesiąt lat temu.

Świat wydaje coraz więcej na badania naukowe, ale coraz rzadziej powstają wynalazki, które radykalnie zmieniają życie. Znany ekonomista prof. Tyler Cowen z George Mason University w USA w wydanej w 2012 r. książce "Wielka stagnacja" przypomina, że w ciągu 80 lat, pomiędzy 1880 a 1960 r., świat zmienił się nie do poznania. Krótka i niekompletna lista wynalazków oraz usprawnień, które rozpowszechniły się w tym okresie, obejmuje nowoczesną kanalizację, wodociągi, prąd i światło elektryczne, transport samochodowy i lotniczy, toalety w mieszkaniach, kino, radio, telewizję, lodówki i klimatyzatory, antybiotyki i techniki operacji w medycynie, elektrownie atomowe, loty kosmiczne, gramofony i magnetofony... A zmiany dotyczyły każdej dziedziny życia. W porównaniu z tą rewolucją w życiu codziennym od lat 70. XX w. do dziś pojawił się, zdaniem Cowena, tylko jeden przełomowy wynalazek - internet. Oczywiście telewizory, samochody i klimatyzatory są obecnie znacznie lepsze niż w latach 70., ale ten postęp był ewolucją, a nie przełomem.

Świat Jetsonów

Więcej: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,142067 ... html#CukGW
Obrazek
Nowy(a) na forum
Nowy(a) na forum
Posty: 5
Rejestracja: 03 lis 2014, 13:54
Kontakt:
Nowy(a) na forum
Nowy(a) na forum

Post autor: holt »

Cała prawda o pompach ciepła

(Pierwsza wersja niniejszego artykułu została opublikowana 17.02.2007 r.).
Artykuł ten ma za zadanie wyjaśnić, czym tak naprawdę jest pompa ciepła, gdzie warto ją zastosować, oraz czy opłaca się jej montaż i używanie… Te urządzenia grzewcze zyskują ostatnio na popularności przede wszystkim dzięki obniżeniu ich cen, ale także przez wzrost cen ciepła i paliw do ogrzewania.
Co to takiego „pompa ciepła”?

Pompa ciepła jest urządzenie, które przepompowuje ciepło z obszaru o niskich temperaturach (tzw. dolne źródło pompy ciepła) do domowej instalacji grzewczej, w której temperatura czynnika jest wyższa. Nazwa jest analogiczna do zwykłej pompy wodnej, która pobiera wodę z miejsca na niskiej wysokości i przetłacza ją wyżej, lub podnosi jej ciśnienie. Pompa ciepła niejako podnosi temperaturę ciepła, ułatwiając jego wykorzystanie do ogrzewania. Dzięki temu możemy czerpać ciepło z gruntu, powietrza czy wody, a następnie używać je do ogrzewania naszego domu.

Pompa ciepła jest urządzeniem działającym na tej samej zasadzie, jak lodówka czy klimatyzator. Jej celem nie jest jednak odebranie ciepła od owoców czy jogurtów schowanych w lodówce ale dostarczenie ciepła, czyli to, co lodówka robi na wymienniku umieszczonym z tyłu obudowy.

W dużym skrócie, pompa ciepła pobierając 1 kWh energii elektrycznej pobiera z otoczenia 1-4 kWh ciepła i następnie w łącznej ilości 2-5 kWh przekazuje to ciepło do otoczenia. Pompa ciepła dostarcza więcej ciepła, niż zużywa prądu i dlatego jest tania w eksploatacji (mówimy, że ma współczynnik wydajności rzędu 2-5). Dlatego uważa się, że taka pompa jest odnawialnym źródłem energii — znaczącą część ciepła dostarczanego do budynku czerpie z otoczenia.

Rodzajów dolnych źródeł, z których korzystają pompy ciepła, jest sporo. Najpopularniejsze są m.in.:

pobieranie ciepła z powietrza atmosferycznego, nadmuchiwanego na wymiennik ciepła za pomocą wentylatora,
rurowy poziomy wymiennik ciepła zakopany na głębokości 1,5 m pod trawnikiem, w którym krąży ciecz niezamarzająca (mieszanka glikolu i wody),
rurowy wymiennik ciepła wpuszczony w pionowy odwiert wykonany na głębokość 50-100 metrów (a dokładniej, kilka takich odwiertów),
rurowy wymiennik umieszczony na dnie stawu, lub na dnie rzeki,
pobieranie wody z podziemnego ujęcia, po czym spuszczanie wody (po odebraniu od niej ciepła) do studni zrzutowej,
pobieranie wody ze zbiornika lub rzeki, spuszczanie w innym miejscu.

Jest również kilka rodzajów górnych źródeł dla pompy ciepła:

ogrzewanie podłogowe — najpopularniejsze i najbardziej korzystne,
grzejniki,
wymiennik ciepła podgrzewający bezpośrednio powietrze.

W zależności od tego, skąd pobierane jest ciepło i jak jest oddawane, wyróżniamy m.in. pompy ciepła:

powietrze-powietrze (ogrzewają powietrze w pokoju, odbierając ciepła od powietrza atmosferycznego za ścianą),
powietrze-woda (chłodzą powietrze, ogrzewają wodę w instalacji ogrzewczej lub ciepłą wodę użytkową),
glikol-woda (ciepło jest odbierane przez ciecz niezamarzającą, zaś oddawane jest do wody krążącej w instalacji ogrzewczej), określane też czasem mianem gruntowych pomp ciepła,
woda-woda (jak powyżej, przy czym ciepło odbierane jest nie od glikolu krążącego w wymienniku ciepła, tylko bezpośrednio z wody czerpanej ze studni, rzeki lub stawu).

Źródło: http://ogrzewanie.drewnozamiastbenzyny.pl
Więcej na ten temat: pompy ciepła w Łodzi
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Cybernetyczne kończyny to teraźniejszość
Obrazek
Możemy się śmiać z transhumanizmu, ale już kilka lat temu dyskutowaliśmy nad przewagą pozbawionego nóg Oscara Pistoriusa nad w pełni sprawnymi biegaczami. To był ważny moment, w którym, chyba po raz pierwszy w historii, stwierdziliśmy, że osoba z protezami może być lepsza w sporcie.

W 2014 roku Les Baugh został pierwszym człowiekiem, który otrzymał dwie cybernetyczne kończyny sterowane myślami.

Więcej + video: http://technologie.gazeta.pl/internet/5 ... sc,,1.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Naukowcy ostrzegają przed sztuczną inteligencją. List otwarty w tej sprawie podpisali Musk, Hawking i kilkudziesięciu specjalistów Google
Obrazek
Niekontrolowany rozwój sztucznej inteligencji może prowadzić do naszej zagłady. Pod listem otwartym stawiającym taką tezę podpisali się znani przedstawiciele nauki i biznesu. Wśród nich Elon Musk, Stephen Hawking i liczni naukowcy powiązani z Google.

Future of Life Institute wystosował list otwarty, w którym zarekomendowano sposób podejścia świata naukowego do kwestii sztucznej inteligencji. Naukowcom chodzi nie tyle o przejęcie kontroli nad światem przez "zbuntowanego robota", co niszczący wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy i inne aspekty naszego życia.,

W liście, popartym przez Elona Muska, Stephena Hawkinga, współzałożyciela Skype i kilkudziesięciu naukowców związanych z Google, słyszmy też apel o to, by prace nad sztuczną inteligencją toczyły się w taki sposób, by przyniosło to nam korzyści, a nie stało się pułapką.

"Sztuczna inteligencja musi robić dokładnie to, czego chcemy".
Jedną z osób, która najgłośniej mówi o zagrożeniach płynących z rozwoju tego typu systemów jest Stephen Hawking. W maju zeszłego roku opublikował artykuł, w którym ostrzega przed potencjalnymi konsekwencjami niekontrolowanego rozwoju AI.

Można sobie wyobrazić technologię, która przechytrzyłaby rynki finansowe, przerosłaby możliwościami ludzkich wynalazców, wywiodłaby w pole światowych przywódców i stworzyłaby broń, której nie będziemy nawet w stanie zrozumieć. Podczas gdy krótkoterminowy rozwój sztucznej inteligencji zależy od tego, kto ją kontroluje, na dłuższą metę chodzi o to, czy sztuczną inteligencję w ogóle da się kontrolować.

Zatem w obliczu ewentualnych acz nieprzewidywalnych możliwości i zagrożeń eksperci robią, co mogą, by osiągnąć najlepsze rezultaty, prawda? Błąd. Jeśli przeważająca nad nami obca cywilizacja prześle nam wiadomość: "Przybędziemy za kilka dekad", odpowiemy: "Dobrze, dajcie znać, kiedy dotrzecie, zostawimy wam otwarte drzwi"? Prawdopodobnie nie, ale w mniejszym lub większym stopniu właśnie tak postępujemy ze sztuczną inteligencją. Potencjalnie stoimy w obliczu czegoś najlepszego lub najgorszego w historii ludzkości. Niewiele poważnych badań jest poświęconych temu zagadnieniu. [...] Każdy z nas powinien spytać sam siebie, co można zrobić, jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, by osiągnąć korzyści, unikając niebezpieczeństw

Więcej: http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... _List.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Świat jak z dawnych lat
Dyskietek wciąż używa amerykańska armia, maszyny do pisania są wykorzystywane przez firmy wojskowe, a płyty winylowe mają z roku na rok coraz więcej fanów. Stare technologie i urządzenia przetrwały w zaskakujących miejscach i nadal przynoszą zyski producentom.
Obrazek
W 1965 r. Gordon Moore, jeden ze współzałożycieli firmy Intel, znanej z produkcji procesorów, zastanawiał się nad szybkością rozwoju swojej branży. Postawił wówczas tezę, że liczba tranzystorów w układzie scalonym będzie podwajać się co roku. Przez 10 lat jego prognoza sprawdzała się, więc Moore’a poproszono o kolejne przewidywania. W 1975 r. Skorygował swoje oczekiwania i założył, że podwajanie tranzystorów będzie następować mniej więcej co dwa lata. W ten sposób Amerykaninowi udało się przejść do historii, bo jego prognoza, znana jako prawo Moore’a, do dzisiaj jest aktualna.

Sam Moore zapewne do końca nie zdawał sobie sprawy, do czego doprowadzi taki niekończący się technologiczny postęp. Z jednej strony jego efektem były i są nieustanne narodziny nowych urządzeń, którymi kuszą nas firmy z całego świata. Równocześnie jednak starsze technologie muszą ustępować miejsca młodszym, a niegdyś popularne sprzęty w szybkim tempie znikają – najpierw ze sklepowych półek, a potem z naszych domów. Jak choćby dyskietka.

Atomowe dyskietki

Gdy w 1998 r. Steve Jobs zdecydował, że nowy komputer firmy Apple nie będzie miał stacji dla dyskietek, wielu użytkowników pecetów pukało się w czoło. Apple zawsze znane było z ekscentryzmu i wybiegania w przyszłość, ale ta decyzja wydawała się wyjątkowo ryzykowna. To prawda, że płyta CD miała wielokrotnie większą pojemność i była znacznie trwalsza, ale dyskietki używane były wciąż powszechnie. Przynajmniej te mniejsze, trzyipółcalowe, bo większe, o wielkości pięciu i jednej czwartej cala straciły już na znaczeniu. To również prawda, że standardowa dyskietka mieściła zaledwie 1,44 megabajta pamięci, była podatna na uszkodzenia i wrażliwa na rozmagnesowanie. Jednak symbolizowała rewolucję, jaką spowodowały osobiste komputery dostępne dla każdego i mieszczące się pod biurkiem, a nie zajmujące cały pokój.

Wkrótce okazało się jednak, że to Steve Jobs miał rację, a jego decyzja była praktycznie początkiem końca poczciwej dyskietki. W 2010 r. koncern Sony ogłosił, że wycofuje się ze sprzedaży tego nośnika pamięci. Kilka innych firm wciąż je produkowało, ale i one stopniowo ograniczały dostawy. Dziś wiemy, że wiadomości o ostatecznej śmierci dyskietki okazały się jednak przedwczesne.

Fakt, zniknęła z wielu domów, a kto jeszcze ma stare programy na dyskietkach, musi do nowego komputera kupować odrębne, zewnętrzne stacje do odczytywania danych. W sprzedaży nadal można znaleźć też nowe, nieużywane zestawy dyskietek, głównie pochodzące ze starych zapasów. To przede wszystkim oferta dla fanów dawnych technologii, bo dziś na dyskietce zmieszczą się tylko pliki tekstowe i skompresowane obrazki, ale na pewno nie piosenka czy film. Jednak nadal można znaleźć miejsca, gdzie bez dyskietek ani rusz.

Zabawne, że to w Stanach Zjednoczonych, kraju uznawanym za lidera technologicznych zmian, stara dyskietka znalazła dla siebie nisze. Potrzebna jest na przykład w Rejestrze Federalnym, urzędowym dzienniku rządu amerykańskiego, który publikuje każdego dnia komunikaty, obwieszczenia i rozporządzenia. Część amerykańskich urzędów wciąż skanuje swoje dokumenty, a następnie wysyła je do Rejestru na dyskietkach. Nie mają dostępu do nowoczesnych szyfrujących systemów poczty elektronicznej, a przez zwykły e-mail, z powodów bezpieczeństwa, niczego przesłać nie mogą. Rejestr Federalny przyjmuje dokumenty na dyskietkach i płytach CD-ROM, ale już nie na nowoczesnych kartach pamięci. Szybkich zmian nie należy się spodziewać, bo amerykańska administracja jest niedofinansowana, a politycy nie chcą jej dać więcej pieniędzy.

Także stare, miękkie dyskietki o dużych rozmiarach nie wyzionęły jeszcze zupełnie ducha. Można je znaleźć w amerykańskich instalacjach wojskowych, zbudowanych w latach 60. i 70. ubiegłego wieku na wypadek wojny jądrowej. Działają w nich ciągle te same komputery, wyposażone w stacje dla dyskietek o wielkości ośmiu cali, i to one właśnie musiałyby zostać wykorzystane, gdyby zapadła decyzja o użyciu groźnych arsenałów. Wojna, w której odpalaniem ładunków miałyby zajmować się przedpotopowe komputery, wygląda komicznie i tragicznie zarazem. Okazuje się jednak, że to technologiczne zacofanie ma dla wojskowych także zalety. Archaiczne urządzenia ze swoimi śmiesznymi dyskietkami nie są podłączone do internetu i nie mają żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Dzięki temu nie włamie się do nich żaden haker. Na razie nikt nie ma zamiaru zmieniać całego systemu, bo kosztowałoby to gigantyczne pieniądze, a wydatki na amerykańską armię spadają. Producenci dyskietek długo jeszcze będą więc mogli twierdzić, że współodpowiadają za bezpieczeństwo świata.

źródło: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka ... aroci.read
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Chcieć to móc. Chińczycy wydrukowali w 3D... dwa gigantyczne budynki
Obrazek
Chińska firma budowlana Winsun udowodniła, że chcieć to móc. Wykorzystując technologię druku 3D stworzyła dwa naprawdę pokaźne budynki, które zaprezentowano wczoraj w Chinach.

Pierwszy z nich to dwupiętrowa willa, drugi jest czteropiętrowym apartamentowcem. W obu przypadkach mury i dach zostały wykonane techniką druku przestrzennego.

Budynki powstały na terenie parku technologicznego Suzhou w Chinach. Dom wydrukowany metodą 3D powstaje w sposób przypominający tradycyjną budowę. Technologia pomaga podnieść efekywność, skraca czas pracy i obniża koszty" - powiedzieł Ma Yihe, twórca "drukarki" użytej podczas tworzenia budynków.
Według Yihe technologia 3D pozwala zaoszczędzić 30-60% materiałów budowlanych i nawet 80% środków przeznaczonych na płace.

Koszt budowy willi o powierzchni 1100 metrów kwadratowych wyniósł zaledwie milion juanów, tymczasem zostanie ona sprzedana za 80 milionów juanów (ok. 47 mln złotych). Oczywiście drukarka 3D nie stworzy całego budynku - wnętrze trzeba wykończyć (na ścianach widać poziome warstwy tworzące ściany), okna, drzwi i inne wyposażenie jest już "tradycyjne".

Skąd tak spore oszczędności? Materiały użyte do "drukowania" budynku pochodzą z odpadów przemysłowych, gruzu. Dzięki temu podczas budowy domu nie powstają praktycznie żadne szkodliwe dla środowiska odpady.

Yihe podkreślił też, że branża eksperymentuje z technologią 3D w budownictwie już od dekady.

"Przeprowadziliśmy sporo testów bezpieczeństwa tych budynków. Nie mamy żadnych obaw w tej kwestii". - stwierdził Yihe.

Chińczycy udowodnili, że tworzenie pokaźnych, wielokondygnacyjnych budynków za pomocą technologii druku 3D jest możliwe i opłacalne. Firma Winsun, która stworzyła oba zaprezentowane kilka dni temu budynki, zapowiada już partnerstwo z firmami z USA, Arabii Saudyjskiej czy Tunezji. To może sprawić, że branżę budowlaną spotka w niedługim czasie rewolucja.

Więcej: http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... yczne.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Najpierw patrzył w gwiazdy, potem stał się gwiazdą. Stephen Hawking - naukowiec i celebryta
Czy Stephen Hawking jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych naukowców tylko dlatego, że jego teorie są tak genialne? Oczywiście, że nie - co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, nie jest nieomylny, a po drugie, większość ludzi nie jest w stanie zrozumieć jego dokonań. Dlaczego to akurat on stał się ikoną popkultury?

Roger Penrose razem z Hawkingiem udowodnił twierdzenie o osobliwościach (np. środek czarnej dziury) w ogólnej teorii względności. Penrose - naukowiec z podobnym, jeśli nie większym, wkładem w naukę - został jednak zaledwie trzecioplanowym bohaterem "Teorii wszystkiego", która wchodzi do polskich kin 30 stycznia 2015 roku. To film o Hawkingu, bo on jest nie tylko utalentowanym astrofizykiem, kosmologiem i fizykiem teoretycznym, ale też prawdziwym celebrytą.

Wyścig z czasem

Gdyby nie stwardnienie zanikowe boczne, Hawking pewnie nie byłby tak rozpoznawalny. To schorzenie nieuleczalne, które sprawia, że cierpiący na nie traci kontrolę nad mięśniami. Potem następuje całkowity paraliż i śmierć w wyniku zatrzymania pracy mięśni oddechowych. - A co się stanie z mózgiem? - pyta 21-letni Hawking lekarza, który informuje go o diagnozie w jednej ze scen "Teorii wszystkiego". - Mózg nie ucierpi. Myśli się nie zmienią, tylko nikt ich nie pozna - brzmi odpowiedź...

Maksymalna przewidywana długość życia dla chorych na ALS w momencie, gdy rozpoznano je u Hawkinga, wynosiła zaledwie dwa lata. Dziś jest niewiele dłuższa, to około pięciu lat. 73-letni astrofizyk jest najdłużej żyjącym pacjentem z tą chorobą, od postawienia diagnozy minęło ponad pół wieku. To może wzbudzać ciekawość lekarzy, ale gdyby dotyczyło zwykłego człowieka, pewnie niewiele osób by się nim interesowało. Choruje jednak ktoś, kto przez wielu jest nazywany "jednym z największych umysłów naszych czasów".

Niemal przez całe dorosłe życie Hawking ściga się z czasem, bo nie wiadomo, kiedy przestanie móc wyrażać swoje myśli i zostanie uwięziony w ciele z ciągle sprawnie funkcjonującym mózgiem.

Można zastanawiać się, czy choroba była przekleństwem, czy ułatwiła mu karierę... Dała mu siły czy sposobności? Czarne dziury, temat jego doktoratu podsunięty przez Dennisa Sciamę, miał być dla niego wyzwaniem, pomóc oswoić się z tym, co usłyszał w szpitalu i poradzić sobie z depresją. Późniejsze dokonania także mogły być próbą przeciwstawienia się światu i chorobie, która bez wątpienia pozbawiła go wielu możliwości.

Z drugiej strony, stopniowe i przymusowe odcięcie od otoczenia z powodu utrudnionej komunikacji ze światem zewnętrznym sprawiło, że zamiast skupiać się na domowych obowiązkach czy innych "przyziemnych" sprawach, Hawking mógł większość czasu poświęcić rozmyślaniom naukowym. - Zacząłem myśleć o czarnych dziurach, kiedy kładłem się do łóżka. Moje inwalidztwo sprawia, że jest to bardzo powolny proces, więc miałem wiele czasu - powiedział kiedyś. Być może gdyby nie to, nie miałby dzisiaj na koncie tylu nagród, m.in. Medalu Eddingtona, Orderu Imperium Brytyjskiego czy Medalu Wolności - najwyższego cywilnego odznaczenia państwowego Stanów Zjednoczonych.

Niektórzy zastanawiają się, dlaczego Hawking nie dostał jeszcze Nagrody Nobla. Jedni tłumaczą to tym, że wolą jej fundatora było wyróżnianie odkryć o znaczeniu praktycznym, a teorie podstawowe, którymi zajmuje się brytyjski fizyk, takimi nie są. Inni zwracają jednak uwagę na to, że chociaż Hawking może być jednym z najsławniejszych naukowców w historii, to jego dorobek naukowy jest skromniejszy niż niektórych kolegów po fachu. Także wśród fizyków znajdą się tacy, którzy sugerują, że wpływ na jego popularność ma w dużym stopniu choroba. - Czasem zastanawiam się, czy jestem bardziej znany dlatego, że jestem niepełnosprawny i nieuleczalnie chory, czy jednak bardziej wpłynęły na to moje odkrycia - przyznał zresztą sam Hawking w filmie dokumentalnym z 2013 roku.

Brytyjski astrofizyk, fizyk i kosmolog nie jest nieomylny i nie boi się do tego przyznać. Zmieniał zdanie wielokrotnie, nawet w kwestii najważniejszych głoszonych przez siebie teorii.

Choćby w 2004 roku publicznie potwierdził, że popełnił błąd. Przyznał, że wbrew temu, co głosił wcześniej, informacja trafiająca do czarnej dziury nie znika w niej bez śladu. Doszedł do wniosku, że jego teoria była niezgodna z prawami mechaniki kwantowej. Musiał sprezentować Johnowi Preskillowi, z którym się założył, encyklopedię. Po tym, jak w 2012 roku naukowcy ogłosili, że najprawdopodobniej odkryli poszukiwany od lat 60. bozon Higgsa, nazywany "boską cząstką", był zmuszony pogodzić się z kolejną przegraną. - Założyłem się z Gordonem Kanem z Uniwersytetu z Michigan, że bozony Higgsa nie zostaną znalezione. Chyba właśnie straciłem 100 dolarów - powiedział.

Indeks Hawkinga

- Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz - powiedział kiedyś Albert Einstein. Popularnonaukową "Krótką historię czasu", swoją najbardziej znaną publikację, Hawking napisał, kierując się tą zasadą. - Ktoś mi powiedział, że każde równanie, jakie umieszczę w książce, zmniejszy liczbę sprzedanych egzemplarzy o połowę. Postanowiłem wobec tego, że nie będzie żadnych równań - pisał w przedmowie.

Gdyby nie zamieścił w książce jednego (chyba najsłynniejszego wzoru świata): E=mc2, zgodnie z tą teorią mógłby sprzedać dwa razy więcej egzemplarzy, ale i tak "Krótka historia czasu" trafiła do "Księgi rekordów Guinnessa" jako najdłużej utrzymująca się pozycja na brytyjskiej liście bestsellerów - spędziła na niej pięć lat. Wydana w 1988 roku książka w przystępny sposób porusza m.in. temat czarnych dziur i historii wszechświata. Oczywiście nie każdy jest w stanie poradzić sobie nawet z uproszczonymi wywodami Hawkinga. "Krótka historia czasu" stoi jednak nawet na półkach tych, którzy nie wiedzą, co oznacza "c" w jedynym znajdującym się w niej wzorze.

Dzieło Hawkinga jest nazywane "najbardziej nieprzeczytaną książką wszech czasów". Zainspirowało nawet matematyka Jordana Ellenberga z amerykańskiego Uniwersytetu Wisconsin do stworzenia indeksu Hawkinga pokazującego, które tytuły czytelnicy najczęściej kończą, a które tylko zaczynają czytać i porzucają.

Hawking chciał dzięki tej książce podreperować rodzinny budżet nadwyrężony wydatkami związanymi z jego chorobą, a dzięki niej został nie tylko zamożnym popularnym naukowcem, ale prawdziwą gwiazdą. Jego życiem zaczęły się coraz częściej interesować tabloidy. Prasa szczególnie śledziła historię jego drugiego małżeństwa, gdy pojawiły się oskarżenia wobec żony Hawkinga o znęcanie się nad nim. Chociaż rozwiedli się w 2006 roku, fizyk zawsze zaprzeczał, by dochodziło do przemocy.

Sam jednak chętnie dostarcza mediom tematów. Szeroko opisywane były choćby około cztery minuty, które spędził w stanie nieważkości. W 2007 roku znalazł się na pokładzie specjalnie przystosowanego Boeinga 727. Jak zapewnił, to tylko przymiarka przed planowanym lotem w kosmos. Tego marzenia na razie nie udało się jednak spełnić.

Na dużym i małym ekranie

Chociaż dziś jest w stanie wyrazić zaledwie jedno słowo na minutę, jego cięte, niekiedy ironiczne i zdecydowane wypowiedzi często zwracają na niego uwagę. - Jeśli kosmici mieliby nas odwiedzić, efekt byłby podobny do przybycia Kolumba do Ameryki. To nie wyszło na dobre rdzennym Amerykanom - powiedział w 2010 roku. - Zachowanie poczucia humoru było kluczowe dla mojego przetrwania - mówi Hawking. Poza tym, jak sam przyznaje, pociąga go sława i potrafi zadbać o to, by ciągle było o nim głośno nie tylko w środowisku naukowców. Często właśnie poczucie humoru mu w tym pomaga.

Jego charakterystyczna szczupła sylwetka na wózku inwalidzkim, na którym jest zmuszony poruszać się od lat, ma już swoje miejsce w popkulturze. Fizyk ma na koncie m.in. wywiad z komikem Johnem Olivierem, w którym inteligentnie dogryzał prowadzącemu. Pojawił się w serialu "Teoria wielkiego podrywu", którego twórcy wyśmiewają stereotypy dotyczące genialnych, ale społecznie nieprzystosowanych naukowców.

Pozwolił się również zanimować na potrzeby występu w kultowej kreskówce "Simpsonowie", w której groził Homerowi, że przypisze sobie jego teorię o wszechświecie w kształcie pączka. W "Futuramie" użyczył komputerowego głosu... swojej głowie zamkniętej w słoiku (w 1985 roku stracił możliwość mówienia w wyniku powikłań po zapaleniu płuc, porozumiewa się przy wykorzystaniu oprogramowania komputerowego, sterowanego ruchem policzka).

Na przyjęciu promującym premierę "Krótkiej historii czasu", wydanej na wideo, Leonard Nimoy, który zagrał Spocka w "Star Treku", dowiedział się, że Hawking byłby zainteresowany pojawieniem się w tej produkcji. Aktorowi udało się doprowadzić do tego, że naukowiec zagrał w 1993 roku holograficzną symulację samego siebie w serialu "Star Trek: Następne pokolenie". "Spotkał się" na planie z innymi sławnymi fizykami: Izaakiem Newtonem i Albertem Einsteinem.

W tym samym roku zespół Pink Floyd wykorzystał próbki jego komputerowego głosu. Można go usłyszeć w utworze "Keep Talking" wydanym na płycie "Division Bell". Kiedy 7 października 2014 roku Hawking postanowił dołączyć do użytkowników Facebooka i kilkanaście dni później zamieścił na swoim profilu pierwszy wpis, w niecałe 48 godzin zyskał prawie półtora miliona fanów. Dzisiaj ich liczba zbliża się do 2,5 mln, a teraz, gdy "Teoria wszystkiego" ma pięć szans na Oscara i trafia na ekrany kin w kolejnych państwach, ich liczba pewnie znacząco wzrośnie.

"To być może doświadczenie najbliższe podróżom w czasie, w jakim dane mi będzie uczestniczyć - komentował Hawking po londyńskiej premierze "Teorii wszystkiego". - Jesteś bohaterem ważnego filmu i zdajesz sobie sprawę, jak krótkie jest życie, gdy wytną z niego nudne fragmenty... Teraz na serio: jestem zaszczycony, że ten film powstał" - pisał z kolei w listopadzie zeszłego roku. Na każdym kroku komplementuje także Eddiego Redmayne'a, który za rolę w tej produkcji zdobył już m.in. Złoty Glob i jest poważnym kandydatem do statuetki przyznawanej przez Amerykańską Akademię Filmową.

W gabinecie Hawkinga na uniwersytecie Cambridge wisi podobno obraz z dedykacją od reżysera Stevena Spielberga, który napisał: "Ja filmuję gwiazdy. Ty żyjesz pośród nich".

źródło + video: http://kultura.gazeta.pl/kultura/1,1144 ... a_.html#MT
===============
O tym wybitnym naukowcu donosiłem już wcześniej w tym temacie, a dokładnie tutaj : Wysłany: Pon Maj 05, 2014 17:14
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Sprzęt podziała dłużej niż do końca gwarancji? UE walczy z postarzaniem i jednorazówkami
Czy po upłynięciu okresu gwarancyjnego musimy żyć w strachu o to, że sprzęt może zepsuć się w każdej chwili? Wcale nie musi tak być. O zmiany toczy się debata na forum unijnym.

Producenci już prawie 100 lat temu zauważyli, że produkty trwałe są nieopłacalne. Zaczęło się od żarówek, których czas pracy został skrócony z 2,5 tysiąca godzin do tysiąca. Kiedy już skończyło się szaleństwo związane z wprowadzeniem elektrycznego oświetlenia Amerykanie kupowali mniej żarówek, więc produkcja przestała być opłacalna. Tak zwany spisek żarówkowy był pierwszym przykładem planowanego postarzania, które dziś spędza sen z powiek osobom posiadającym… w zasadzie cokolwiek.
Obrazek
Planowane postarzanie jest szczególnie odczuwalne w przypadku sprzętu elektronicznego. Standardem jest wymiana smartfonów co maksymalnie dwa lata, a laptopy nawet z wysokiej półki potrafią odmówić posłuszeństwa dwa miesiące po upłynięciu okresu gwarancyjnego. To samo może zdarzyć się z routerem, aparatem fotograficznym, telewizorem czy lodówką. Obliczanie czasu działania sprzętu jest dziś praktyką tak powszechną, że ogromny podziw budzi 2-letni smartfon albo dżinsy, które nie straciły koloru po pół roku od kupna. A jeśli urządzenie nie zdąży popsuć się w dwa lata, producent może postarać się o zaszycie odpowiedniej „bomby” w oprogramowaniu (podobno robi to firma Apple).

Unia Europejska widzi konsekwencje planowanego postarzania i rozważa podjęcie odpowiednich działań w tej sprawie. Pod koniec 2013 roku Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny rozpoczął działanie na rzecz całkowitego zakazu planowanego postarzania produktów. Był to pierwszy raz, kiedy instytucja unijna przyjrzała się pozytywnemu wpływowi długo działających urządzeń na ekonomię – możliwości tworzenia nowych miejsc pracy, lepsza ochrona konsumentów, większe zaufanie do produktów i zrównoważony rozwój.

EKES podkreśliła, że w dzisiejszej ekonomii większość towarów przyjeżdża do nas spoza Unii Europejskiej, więc kupowanie więcej wcale nie stymuluje lokalnej gospodarki. Możliwość naprawy za to stworzyłaby nowe miejsca pracy na Starym Kontynencie. Wiele osób nauczyło się żyć z jednorazówkami i za żadne skarby nie podejmie się naprawy samodzielnie, więc specjaliści nie powinni narzekać na zarobki.

Kolejnym argumentem za walką z planowanym postarzaniem jest oczywiście ochrona środowiska. Wymiana zepsutych urządzeń na nowe co 2-3 lata wymaga zużycia dodatkowej energii, generuje więc zbędne zanieczyszczenia i oczywiście kolejną porcję trudnych do przetworzenia i szkodliwych śmieci. Zużycie zasobów wzrosło aż o 50% w ciągu ostatnich 30 lat i jest czterokrotnie wyższe w przeliczeniu na obywatela Unii Europejskiej, niż na mieszkańców bardziej powściągliwych w zakupach krajów afrykańskich.

Komitet stara się o to, by konsumenci zawsze byli informowani o minimalnym czasie „życia” kupowanego produktu, aby sprzęt można było łatwiej naprawiać oraz aby części zamienne były dostępne i rozsądnie wycenione. Kolejną propozycją jest nałożenie na producenta kosztów utylizacji odpadów, jeśli produkty mają przewidywany czas życia krótszy niż 5 lat. Przede wszystkim jednak organizacja walczy z ukrytymi defektami.

W 2014 roku powstał europejski okrągły stół w sprawie postarzania produktów, przy którym zasiadają przedstawiciele różnych sektorów przemysłowych, finansowych, związków handlowych oraz reprezentujących konsumentów. Głos mają również obywatele Unii. Właśnie zakończyło się jego drugie posiedzenie, podczas którego Pascal Durand z Grupy Zielonych zapewnił o przedłużeniu rezolucji w tej sprawie. Część postulatów w tej sprawie może uwzględnić Komisja Europejska podczas prac nad strategią „Ku gospodarce o obiegu zamkniętym: program zero odpadów dla Europy”. Debata Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego w sprawie opisanych wyżej postulatów odbędzie się jeszcze w tym roku.

Zmiany w prawie nie zostaną wprowadzone od razu, więc czeka nas jeszcze kilka lat życia z „jednorazówkami”, których nawet nie da się otworzyć, nie mówiąc już o wymianie jakiejś części. Jest jednak nadzieja na powrót starych dobrych czasów, kiedy to można było bez obaw kupić laptopa czy radio i nie planować wymiany od razu po rozpakowaniu pudełka.

źródło: http://www.dobreprogramy.pl/Sprzet-podz ... 60890.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

To była nasza codzienność w latach '90. A teraz już tylko wspomnienia
Obrazek
Czas płynie nieubłaganie, co sprawia, że lubiane przez nas technologie i usługi przechodzą do historii. Przedmioty znikają, zwyczaje stają się zbędne i przestarzałe - jak słowa, ubrania, piosenki. Nieustanny rozwój sprawił, że wielu rzeczy po prostu już nie robimy. Szczególnie my - korzystający ze smarfonów i tabletów fani nowych technologii. Pamiętacie te usługi i urządzenia?
Zobacz zdjęcia (11)

Więcej: http://technologie.gazeta.pl/internet/5 ... z_juz.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zaczynamy przegrywać z robotami. Jeszcze niedawno tego nie umiały
Obrazek
Badacze pracujący dla Microsoftu opublikowali badania, które dowodzą, że roboty potrafią rozpoznawać obrazy sprawniej niż ludzie. Jak możemy na tym skorzystać?

Badacze pracujący dla Microsoftu opublikowali badania, które dowodzą, że roboty potrafią rozpoznawać obrazy sprawniej niż ludzie. Jak możemy na tym skorzystać?
Wyobraźcie sobie, że pokazujecie komputerowi zdjęcia przedstawiające jakieś codzienne sytuacje - otwieranie listu, muzyka podczas koncertu, wózek widłowy podnoszący ładunek. Czy nie wydaje się fascynujące, że maszyna jest w stanie prawidłowo wskazać jaki przedmiot lub czynność jest przedstawiona na fotografii?

Taką umiejętność - i to w stopniu wyższym, niż ludzie - opanowały roboty tworzone przez specjalistów Microsoftu w ramach "Projektu Adam". Wykorzystując metody "deep learingu" są w stanie analizować kontekst sytuacji, jej detale, "rozumieć", co na danym zdjęciu się dzieje.

O sukcesie "Projektu Adam" donosi Forbes podkreślając, że w niedalekiej perspektywie umiejętności takich robotów będziemy mogli wykorzystać np. do wstawiania wstępnej diagnozy różnych chorób, dobierania składników posiłków czy odróżnianiu przedmiotów bezpiecznych od niebezpiecznych. W Redmond pracują też nad zupełnie innym systemem, który jest w stanie "rozumieć" mimikę ludzkiej twarzy.

Microsoft nie jest jedyną firmą, która rozwija w ten sposób sztuczną inteligencję. Systemy Google "karmione są" nagraniami z YouTube, Amazon dzięki takim pracom jest w stanie przewidzieć, jaki produkt powinien podsunąć nam podczas robienia zakupów w sklepie internetowym.

Tworząc sztuczny mózg

Wszystkie te wysiłki nie są jednak ostatecznym celem naukowców. Celem jest stworzenie maszyny, której funkcjonowanie można by porównać z ludzkim umysłem. Miałaby ona nie tylko potrafić analizować informacje, ale samodzielnie określać brakujące "fragmenty wiedzy". Przełom, do którego dążą badacze to stworzenie samodzielnej maszyny, która wszystkie "zainstalowane" w niej narzędzia, czujniki, dane wykorzystuje do tworzenia własnych wzorców, rozwiązań. Naukowcy będą zadowoleni, jeśli stworzą dzięki temu np. system samodzielnie rozpoznający rodzaj wysypki albo dla przykładu rasę psa.

Tworzenie tego typu systemów może nam pomóc w tych obszarach, gdzie ludzki umysł słabo sobie radzi, albo wymaga gigantycznego zaangażowania. Do czego nas to doprowadzi?

źródło: http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... dawno.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Światowe firmy zainteresowane polską cieczą do kamizelek kuloodpornych
Obrazek
Twórcy specjalnej cieczy, która błyskawicznie twardnieje pod wpływem uderzenia i może znaleźć zastosowanie m.in. w kamizelkach kuloodpornych, liczą, że w tym roku uda im się zakończyć proces komercjalizacji wynalazku. Polskim rozwiązaniem interesują się firmy z całego świata.

Twórcy specjalnej cieczy, która błyskawicznie twardnieje pod wpływem uderzenia i może znaleźć zastosowanie m.in. w kamizelkach kuloodpornych, liczą, że w tym roku uda im się zakończyć proces komercjalizacji wynalazku. Polskim rozwiązaniem interesują się firmy z całegNaNad Nad wynalazkiem pracował zespół naukowców z Politechniki Warszawskiej, Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia oraz Instytutu Technologii Bezpieczeństwa Moratex w Łodzi. Opracowany został w ramach projektu "Inteligentne pancerze pasywne z zastosowaniem cieczy reologicznych ze strukturami nano" w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

Obecnie stosowane materiały do wytwarzania kamizelek balistycznych charakteryzują się wysoką sztywnością i brakiem elastyczności, co wpływa negatywnie na komfort ich noszenia oraz brak możliwości stosowania ochrony balistycznej na zgięciach rąk, nóg czy samej szyi.

Zdaniem dr hab. Marcina H. Struszczyka, dyrektora ds. naukowych w Instytucie Moratex, zastosowanie cieczy umożliwia polepszenie elastyczności materiałów, a co za tym idzie eliminację tych ograniczeń. To zupełnie inne podejście do projektowania osłon balistycznych, głównie kamizelek kuloodpornych.

- W tym przypadku używamy nie np. włókna, jak do tej pory, ale specjalnie opracowanych cieczy, które pod wpływem uderzenia zmieniają swoją konsystencję, swoją lepkość i stają się twarde - powiedział dr Struszczyk.

W ramach projektu zostały opracowane nowe ciecze. Naukowcy starali się zastosować je w różnych formach poprzez np. nakładanie na tkaniny, na kompozyty polietylenowe oraz w kompozyty elastomerowe tworząc tzw. podkładkę antyugięciową.

W przypadku ostrzału zawsze dochodzi do ugięcia osłony. W niektórych normach dopuszczalne ugięcie wynosi nawet do 4 cm, co np. przy uderzeniu pocisku w rejonie serca, oznacza praktycznie bezpośredni kontakt materiału ochrony balistycznej z narządami wewnętrznymi, grożąc ich urazem, czasami śmiertelnym, bowiem nawet bez przebicia osłony balistycznej pociskiem może dojść do śmierci użytkownika.

- Wprowadzając ciecz zgęszczaną ścinaniem staraliśmy się uzyskać efekt maksymalnej absorpcji energii uderzenia, tak aby zmniejszyć chwilową deformację osłony. Udało się nam to zrobić w 70 proc., czyli nie będzie to już 4 cm ugięcia, a zaledwie 1 cm. W ten sposób udało się zmniejszyć ewentualne ryzyko uszkodzenia organów wewnętrznych - dodał dyrektor naukowy Morateksu.

Dodatkowo, poprzez odpowiednie ukształtowanie podkładki antyugięciowej, udało się wprowadzić element tzw. kanału termicznego wewnątrz kamizelki, który ma zwiększać komfort termiczny jej użytkowania.

Opracowana przez polskich naukowców rozwiązanie może mieć zastosowanie wszędzie tam, gdzie materiał będzie miał za zadanie maksymalne rozproszenie energii. Może być stosowany m.in. w kamizelkach kuloodpornych, ale także np. w odzieży sportowej, ochronach przeciwuderzeniowych, w podkładach stosowanych przy budowie mostów, czy w zderzakach montowanych w pociągach.

Dr Struszczyk przyznaje, że wynalazek jest obecnie w końcowej fazie komercjalizacji. - Myślę, że do końca tego roku uda nam się go skomercjalizować. Mogę powiedzieć, że rozwiązaniem zainteresowane są firmy nie tylko europejskie, ale też światowe - podkreślił.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,1033691,title, ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Słoneczny impuls wystartował
Pierwszy etap jednego z najbardziej niezwykłych dokonań ostatnich lat zakończył się sukcesem. Słoneczny samolot działa prawidłowo i jest szansa, że wypełni swoją misję.
Obrazek
Pierwszy lot balonem, pierwszy lot samolotem, pierwszy start rakiety kosmicznej – te dokonania człowieka przeszły do historii i wyznaczyły ważne kierunki rozwoju cywilizacji technicznej. Tak może być również teraz. W poniedziałek wcześnie rano pilotowany przez biznesmena i pilota Andre Borschberga samolot napędzany wyłącznie energią słoneczną wzbił się w powietrze i przeleciał odcinek 400 km. Bez przeszkód.

Celem jest epicki przelot dookoła świata w czasie około pięciu miesięcy. Pilotów będzie dwóch: poza wspomnianym Borschbergiem także słynny łowca przygód i baloniarz Bertrand Piccard. To on w 1999 r. wraz z Brianem Jonesem w balonie Breitiling Orbiter 3 obleciał kulę ziemską w locie non stop. Rodzina Piccarda ma wielkie tradycje w przełamywaniu barier: jego ojciec Jacques Piccard w 1960 w batyskafie Triest zszedł na największą głębokość morską w historii, a dziadek Auguste Piccard w 1931 r. jako pierwszy człowiek wzniósł się balonem do stratosfery.

Budowę samolotu słonecznego Solar Impulse rozpoczęto w 2008 r. w Szwajcarii i zaangażowały się w nią takie potęgi jak Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) czy Deutsche Bank. Samolot odbył już kilka lotów – w Europie i w Stanach Zjednoczonych – głównie testowych, na przykład mających sprawdzić, czy możliwe jest latanie samolotem napędzanym wyłącznie ogniwami fotowoltaicznymi nocą.

Zbudowano też symulator lotów takim pojazdem, stworzono centrum dowodzenia lotem, powołano ekipę techniczną, która ma na ziemi towarzyszyć przelotowi Solar Impulse 2 w przestworzach – wszystko po to, by ruszyć do lotu dookoła świata. Ten lot właśnie się zaczął. Samolot przeleci 35 tys. km i będzie miał oczywiście przystanki, w trakcie których wymienią się piloci, ekipy techniczne zbadają jego stan i gotowość do dalszych etapów podróży, a potem czekają go aż dwie wielkie przeprawy – Przez Pacyfik i Atlantyk. Ponieważ jego prędkość nie jest duża (maksymalnie ok.130 km/h), przez każdy z oceanów będzie leciał non stop mniej więcej przez pięć dni i pięć nocy. Jak samotni piloci tego dokonają?

Samolot, jednoosobowy wolnonośny górnopłat napędzany czterema silnikami elektrycznymi, waży 2,5 tony, jest wykonany w znacznej części z włókien węglowych i ma rozpiętość skrzydeł... bagatela – 72 m. To niemal rozpiętość Airbusa A380. Skrzydła w całości pokryte są monokrystalicznymi ogniwami fotowoltaicznymi, które uzyskaną ze słońca energię przetwarzają na elektryczność napędzającą silniki. Znaczna część energii będzie magazynowana w litowo-jonowych bateriach, które zasilą samolot w trakcie nocnych przelotów.

Jednak Piccard i Borschberg mają poza wyczynem technicznym i przygodą jeszcze jeden cel przed sobą, być może najważniejszy. Przelot Solar Impulse 2 dookoła świata ma być wezwaniem ludzkości do rewizji dotychczasowej polityki energetycznej. Ma promować czyste metody pozyskiwania energii, a więc nie z paliw kopalnych, lecz odnawialnych – Słońca, wiatru, wody.

W idei tej nie chodzi o oszczędności czy po prostu nowoczesność, nie chodzi nawet o to, że zasoby kopalne w końcu ulegną wyczerpaniu i musimy już dzisiaj szukać źródeł zastępczych – lecz o coś znacznie ważniejszego. Chodzi w niej o sam świat, który jest już zbyt zatruty i zniszczony, by można było w nim dalej eksploatować kopaliny i w nieskończoność degradoqwać środowisko. Misja Solar Impulse 2 jest więc swoistym krzykiem o to, by ludzie wreszcie spojrzeli na Ziemię jak na swój dom, którego nie da się wymienić na inny. Zapasowego domu nie ma. Taka misja, choć dopiero wystartowała, być może już odniosła sukces.

źródło: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka ... cznej.read

Czytaj też: http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... wal_w.html
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM