Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D
Komentarze internautów: ~Maja :

W tym artykule nie jest denerwujące, to ile mają dzieci. Mogą mieć ich setkę. Tylko to że ich na to nie stać. Żyją na koszt gminy. A najstarsza córka marzy o mieszkaniu z gminy a nie z rąk własnej pracy. I to jest tragedia, że rodzice nie dali swoim dzieciom poza życiem nic, bo chyba nie są wykształcone na tyle by sobie zapracować na lokum same. No i ten światopogląd, że po wszystko można iść do gminy czyli żyć na kredyt paąstwa. Dla mnie to patologia. ----------------------------------- ~radzio

_z do ~marian:

Cieszyć się z czego? Że ktoś ma postawę roszczeniową i życie pośrednio na mój koszt? A może z tego ze dzieci wychowane w takiej rodzinie, jedyne co będą potrafiły i do czego będą dążyły to spłodzenie dużej ilości dzieci i proszenie "systemu" o pomoc? Już widać ze najstarsza córka idzie tym schematem. Większość z nas planuje swoje życie, planuje bo musi. Ale są tacy którzy idą na żywioł na zasadzie jakoś to będzie, a potem wyciągają do Paąstwa ręce po pomoc. Ale Paąstwo to my, my wszyscy którzy na to Paąstwo pracujemy. No i to Paąstwo na zasadzie że nawet psu nie daje się zdechnąć z głodu pod mostem, się nad takimi przypadkami lituje, ale kosztem wszystkich którzy na to ciężko pracują. Jakbyś razem z 10 innymi osobami wynajmował mieszkanie i jedna z współlokatorek urodziłaby dziecko, po czym oświadczyła że nie stać ją na wynajem "bo ona ma dziecko", to chciałbyś razem z innymi zacząć ją utrzymywać? ===========================
Pół na pół i wszyscy w komplecie!
Obrazek
Dzieciaków se narobili, to niech sami się teraz o nie martwią - takie słowa potrafią zaboleć. Na szczęście, Grażyna i Wiesław Życiąscy z Buczka w Borach Tucholskich, uodpornili się już.

- A niech gadają, ja swoje wiem. Co komu do tego, ile dzieci rodzi. Nieraz jedno się w rodzinie pojawi, a zabiedzone i chore. Ja urodziłam szesnaścioro, a każde zdrowe i ważne. Osiem dziewczynek i ośmiu chłopaków. Po równo! - śmieje się 49-letnia Grażyna. W budynku po starej, zniszczonej szkole, gdzie mieszka rodzina Życiąskich (zobaczcie zdjęcia z rodzinnego albumu), jest gwarno i tłoczno. Jest też kolorowo i schludnie. Ze ścian w żywych i jasnych kolorach śmieją się postaci z bajek. Łóżka zaściełane, ubrania w szafach. Na podwórku wymiecione jak w izbach. Każda rzecz i przedmiot mają swoje miejsce. Nic się wala, o nic nie trzeba się potykać. Przed domem zadbany ogródek. Rabaty kwiatów i figurki z drewna. Własnej roboty. - Lubię ład wokół siebie, porządek. Dzieci tak nauczone, że zaraz po sobie sprzątają. Starsze pomagają młodszym. Nieraz ludzie przychodzą i się dziwią, że u nas tak czysto zawsze. A jak mam być, gdy taka gromada w domu! Proszę sobie wyobrazić, gdyby córki zaraz naczyą po obiedzie nie umyły, albo pranie zalegałoby w łazience. Jeden taki dzień i mam "sajgon"! U nas każdy wie, co ma do zrobienia. Dziewczyny swoje obowiązki, chłopcy swoje. Nawet mówić niewiele im trzeba - chwali dzieci matka. Grażyna i Wiesław są małżeąstwem od 28 lat. W starej szkole, w Buczku mieszkają od siedemnastu. Wcześniej, z ósemką drobnicy gnieździli się na pokoju u teściów. Ciasno było, niełatwo, ale wspomnienia są dobre. I rodzice, i teściowie pomagali w odchowaniu gromadki. Grażyna złego słowa nie powie na bliskich. - Nigdy nie usłyszeliśmy od nich, że nam się dzieci za dużo urodziło. Że wystarczy. Trzeba było pomóc, to pomogli. Jak wójt gminy Jeżewo wynajął nam budynki po szkole w Buczku, czułam się, jakbym Pana Boga za nogi złapała. Z Wieśkiem dostaliśmy wiatru w żagle. Zakasaliśmy rękawy, do pracy w obejściu, do remontów. W Buczku przyszła na świat kolejna ósemka dzieci. Co rok prorok, śmieliśmy się z mężem. Grażyna ma taką zasadę, że na tematy intymne nie rozprawia. A tematem intymnym są ciąże i porody. - Co tu mówić? Ciąże znosiłam dobrze. I dzięki Bogu, bo pracować mogłam. Nie leżałam, nie pieściłam się ze sobą. Połowę dzieci urodziłam sama, w domu. Zanim karetka dojechała, maluszek był już na świecie. Przy tych późniejszych porodach to było mi nawet łatwiej, bo starsze dziewczynki pomagały pielęgnować noworodka. Wystarczyło, że maluch buzię w podkówkę zrobił, a już ktoś ze starszaków na ręce go wziął albo herbatkę podał. Do "salonu" rodziców zagląda Wiesław. Na chwilę, bo zaraz trzeba w obejściu czegoś dopilnować. Synowie nie odstępują ojca na krok. W roboczych ubraniach krzątają się razem po podwórzu. Tną drewno na zimę, doglądają zwierząt, czyszczą maszyny. Dziewczyny przy matce, w kuchni i przy młodszych dzieciach. Taki podział wychodzi im samoistnie. Nie ma rozpraw o równouprawnieniu i feminizmie. Za to o szkole, o stopniach, o planach na przyszłość i zwykłych, codziennych bolączkach. A teraz chwila, w której gościom zawsze robią się okrągłe oczy. Mama Grażynka wymienia po kolei imiona i daty urodzin dzieci, ale też imiona pięciorga już wnucząt.
Obrazek
- Zacznę od najstarszego, syna 28-letniego Roberta. No więc, po kolei: Robert, Ariel, Natalia, Adrianna, Kamila, Adrian, Kinga, Damian, Alicja, Michał, Mateusz, Kamil, Dominika, Weronika, Dominik, Agatka. Z wnucząt: Daniel, Nikola, Wiktoria i Zuzia (to dzieci najstarszej córki, Natalii). Jest jeszcze Kacperek, synek Adrianny. I dwoje kolejnych wnucząt w drodze! W starym domu w Buczku mieszka obecnie ponad dwadzieścioro ludzi, bo Natalia o własne lokum jeszcze się nie wystarała. - Od dwóch lat proszę gminę o malutki pokoik choćby, ale mieszkaą brak. A chcielibyśmy wreszcie wyprowadzić się z domu, odciążyć bliskich - zwierza się młoda kobieta. W lutym rodzina przeżyła przygodę. Pewna stacja TV zaprosiła Życiąskich do studia i urządziła im profesjonalną sesję zdjęciową. Fotografką rodziny była Justyna Steczkowska. Dzieci przeżyły przygodę. - O proszę, jakie wspaniałe zdjęcia zrobiła nam Justynka - chwali się albumami Grażyna. W malinowej sukience i dyskretnym makijażu wygląda na młodszą o kilka lat. Zresztą, i tak nikt by nie powiedział, że urodziła szesnaścioro dzieci. Szczupła sylwetka to jej recepta na dobry wygląd. Grażyna: Jestem dumną osóbką i to może czasem ludzi w oczy kłuć. W naszym domu nie ma pijaąstwa, nie ma patologii. Nie znoszę narzekać. Jak ktoś nie chce nas wpomóc, nie chodzę i nie proszę. Uważam, że pracą i dyscypliną można sobie byt zapewnić. My sobie radzimy. Jednak nie da się ukryć, że bieżące potrzeby tak licznej rodziny są ogromne. Żywność, odzież i środki czystości są potrzebne na bieżąco. Idą jak woda. - Raz, po artykule w gazecie pewna pani przysłała nam paczkę. Pragnę w tym miejscu jej gorąco podziękować, bo wszystkie ubrania pasowały na dzieci jak ulał, a słodycze przechowałam do świątecznych paczek - opowiada Grażyna. Zapytana, o czym marzy najbardziej, odpowiada: - Aby wreszcie ocieplić wilgotny dom, a trudno przy bieżących potrzebach wygospodarować tak ogromne środki. I żeby choć kilkoro dzieci wyjechało w przyszłym roku na wakacje. W tym roku na koloniach w Niepokalanowie była tylko 11-letnia Dominika. Zebrała od rodziny 85 zł na wyjazd. Kupiła pamiątki dla wszystkich bez wyjątku i jeszcze resztę drobnych oddała mamie. Grażynie na ten gest zaszkliły się oczy. źródło: http://kobieta.onet.pl/dziecko/pol-na-p ... ecie/v9qc6
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów: Roni.onet

: Po raz pierwszy chyba zgadzam się z Cymaąskim - przynajmniej co do tego że katastrofa demograficzna już jest. Tyle że jej skutki są przesunięte w czasie o jakieś 15-20 lat - do czasu aż obecny niż demograficzny wejdzie na rynek pracy i nie zarobi na emerytury powojennego wyżu... Zapomnijcie o swoich kontach emerytalnych w ZUS, w OFE itd... przyszłością Polski są marne emerytury paąstwowe płacone z budżetu, na liche przeżycie... ----------------------------- ~realista

: Nie pomogą żadne programy typu "becikowe", "rodzina na swoim" czy inne gdy młodzi nie odczuwają stabilizacji finansowej. Najpierw miejsca pracy i godziwej płacy a później programy pomocowe. Bez poczucia bezpieczeąstwa finansowego to wszystko psu na budę. Dlaczego Polki chętnie rodzą zagranicą? Bo tam ludzie mają przede wszystkim pracę a później dobry "socjal" związany z wychowaniem dzieci. Odnoszę wrażenie, że na takie fakty nasi politycy są ślepi lub celowo prowadzą taką właśnie grę. Oni pomoc rodzinie doskonale jednak rozumieją - co widać jak ustawiają swoją rodzinę. ===================
Cymaąski: katastrofa demograficzna nam nie grozi, ona już jest!
Ry­szard Ka­lisz od nie­daw­na ma syna. - Gra­tu­la­cje z oka­zji na­ro­dzin dziec­ka na­le­żą się każ­de­mu ojcu. Gra­tu­lu­ję - po­wie­dział w ko­men­ta­rzu dla Onetu eu­ro­po­seł Ta­de­usz Cy­maą­ski. Po­li­tyk przy­znał, że we współ­cze­snej Pol­sce wspar­cie dla no­wych ro­dzi­ców jest mi­zer­ne, a ka­ta­stro­fa de­mo­gra­ficz­na stała się fak­tem.
Obrazek
- Rozwiązania dotyczące polityki prorodzinnej, niestety, przedstawiają się bardzo mizernie, sytuując Polskę na szarym koącu Europy. Biorąc pod uwagę poziom wsparcia dla dzietności i młodych rodzin zastanawiam się, czy w ogóle można mówić w naszym paąstwie o polityce "prorodzinnej" - stwierdził Cymaąski. Zdaniem europosła "w Europie standardem jest pomoc rodzicom poprzez finansowe wspieranie ich dzieci". Natomiast w Polsce jedynie co trzecie dziecko korzysta "z jednych z najniższych w Europie świadczeą rodzinnych w granicach 70-100zł miesięcznie". - A i to obwarowane jest wysokością miesięcznych dochodów, które nie mogą przekraczać 539 zł netto na osobę miesięcznie. Jeżeli do tego dodamy sytuację na rynku pracy, brak mieszkaą i bardzo ograniczony dostęp do przedszkoli to mamy odpowiedź, dlaczego Polki nie decydują się na dzieci. Katastrofa demograficzna nam nie grozi - ona już jest! - ostrzega Cymaąski. - Aby to zmienić potrzeba rewolucyjnych zmian, zwłaszcza radykalnej poprawy w zakresie wsparcia dla młodych rodzin. To bardzo kosztowne, ale niezbędne. Solidarna Polska proponuje zasiłki rodzinne w wysokości 300 zł na dziecko przy pułapie dochodowym 1000 zł na osobę. Poza tym widzimy potrzebę rozwiązaą ułatwiających sytuację rynku pracy dla kobiet oraz dostępu dzieci do przedszkoli - przekonywał Cymaąski w komentarzu dla Onetu. źródło: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... jest/n8nn3
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Niechaj mnie Polska o dziecko nie prosi
To byłoby śmieszne, gdyby nie było tak smutne. Prezydent zwołujący okrągły stół demograficzny, PAN przedstawiający Senatowi raport o emigracji, kościół namawiający „idźcie i rozmnażajcie się”, etc.. „Elity” rządzące, czy też kształtujące system w naszym państwie bardzo głośno załamują ręce nad kryzysem demograficznym. Zastanawiam się – czy udają, czy nie wiedzą jak wygląda otaczająca ich/je rzeczywistość, czy po prostu „jaja sobie robią”? Od dwudziestu lat krok po kroku budują państwo, którego nie można lubić, nie da się szanować, w którym ciężko jest uczciwie żyć. Potem dziwią się, że kto może pragnąć się od tego uwolnić i stąd wyjechać.

Co i rusz słychać narzekanie, że społeczeństwo się starzeje. Młode pokolenie ma być nieodpowiedzialne i egoistyczne. W pogoni za pieniędzmi albo ze zwykłego lenistwa nie chce mieć dzieci. To nieprawda. Jak pokazują dane demograficzne, Polacy na emigracji dwa razy chętniej decydują się na dziecko i to mimo nie do końca stabilnej sytuacji emigranta. Pojawiają się oczywiście głosy „tu” i „tam”, że przyczyną tego jest turystyka zasiłkowa. Cóż, jeszcze nigdy nie spotkałem przedstawiciela polskich „elyt”, który powiedziałby uczciwie - „spapraliśmy sprawę”. Nasza ojczyzna nie dba o swoich obywateli. Zwłaszcza tych w tzw. „wieku produkcyjnym”. W rzeczywistości „oferta” jaką składa nam Polska jest skierowana do emerytów i „gimbazy”. Galerie handlowe i radio Maryja. Praca? Albo w urzędzie „z polecenia” albo na umowę cywilnoprawną. Dla zdolniejszych są jeszcze korporacje, a dla idealistów fundacje i stowarzyszenia (pieniądze zazwyczaj niewielkie, ale można „bywać”). Założenie własnej firmy to biurokratyczna droga przez mękę zakończona wpadnięciem w podatkowy korkociąg (z nieśmiertelnym ZUSem na czele). Kiedy jednak w końcu uda nam się jakoś stanąć na nogi zaczynają nas odwiedzać dziesiątki instytucji kontrolnych, bo: albo jesteśmy konkurencją dla lokalnego radnego, albo w porę nie opłaciliśmy się proboszczowi. Edukacja? Jej symbolem są zajęcia dodatkowe (bez tego nie masz szans na te kilka dobrych kierunków) oraz testy. Nasze „flagowe uczelnie” przegrywają z czeskimi i węgierskimi, od tych „zachodnich” dzieli nas przepaść. O wywiązaniu się państwa z jego obowiązków (wymiar sprawiedliwości, opieka zdrowotna, itd.), stosunku jego instytucji do obywateli, a nawet zwykłym „porządku”nie warto nawet wspominać. Nasz system społeczny (kultura, gospodarka, polityka) jest wypadkową” katolickiego tradycjonalizmu, neoliberalnego (neokonserwatywnego) modelu gospodarczego, unijnej biurokracji i ciągle żywej postkomuny z domieszką mentalności chłopa pańszczyźnianego i ułańskiej fantazji. Z każdego z nich biorąc to co najgorsze. Z jednej strony „chrześcijańskie miłosierdzie” Terlikowskiego i Pawłowicz'a, z drugiej ateizm a' la „Fakty i mity”. Działacze upartyjnionych związków zawodowych i powszechne „śmieciówki”. Umiarkowanie zastępuje u nas tchórzostwo i koniunkturalizm, które gdyby postawić im pomnik miałby on twarz Donalda Tuska.

Wychowałem się rodzinie tzw patriotycznej. Uczyłem się czytać na wierszykach Or-Ota, chodziliśmy na msze ks. Popiełuszki. Kocham Polskę, jej kulturę i dziedzictwo. Jestem Polakiem i pragnę być z tego dumny. Niestety, coraz częściej ta miłość jest „toksyczna”. Czuję się jak żona alkoholika każdego dnia budząca się z nadzieją, że mąż przestanie. Nie przestaje. Kiedy ta zwraca mu uwagę, dostaje w twarz. Moje państwo też „daje mi w twarz” każdego dnia. Nadal wstając myślę „może to już ostatni kieliszek”. Bez nadziei, z przyzwyczajenia.

Decyzja o dziecku w Polsce w tych warunkach to albo bohaterstwo, albo głupota. Ewentualnie fanaberia dla bogatych. Ja nie zrobią tego komuś kogo kocham.

źródło: http://www.tokfm.pl/blogi/sam-przeciw-w ... oxSlotIIMT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

obinobi

Taa a to wszystko to wina tych niedobrych obywateli bo używają głowy i zamiast płodzić na prawo i lewo dzieci to się na to nie decydują. No chyba, że po opuszczeniu "zielonej wyspy". Wystarczy spojrzeć jak się ma:
- relacja przeciętnej płacy do m2 mieszkania (fatalnie)
- poziom płac
- stabilność zatrudnienia
- koszty utrzymania dziecka i nie mówię o kosztownych kursach języka chińskiego itp
- dostęp do żłobków i przedszkoli

Jakoś z jednej strony "dobry rząd" tworzy kartę rodzin wielodzietnych a z drugiej podnosi VAT na produkty dla dzieci. Dostęp do żłobków i przedszkoli bardzo często jest mizerny, co tłumaczy się brakiem środków finansowych. Ale aby zorganizować Error2012 czy olimpiadę zimową to środki się znajdą. Bo skocznie i stadiony zapewnią nam świetlaną przyszłość gospodarczą przez dziesięciolecia. Na dopłaty dla deweloperów w postaci programów Rodzina na swoim czy Mieszkania dla młodych. To może prowadzić do dalszego pogarszania się stosunku płaca cena m2 mieszkania.
No ale dzieci się nie rodzą! To przez tych "niedobrych obywateli i obywatelki".


===================

"Dziecko w Polsce traktuje się jak luksusową konsumpcję rodziców"

- Jeżeli rodzice kupują chociażby nowe ubrania czy zapisują dzieci na różne prywatne zajęcia, to koszt wychowania może nawet nie mieć pewnie tzw. górnego pułapu. W przypadku rodzin zamożniejszych te koszty mogą spokojnie przekraczać 2000 zł na dziecko - mówi Stanisław Kluza, były minister finansów, a prywatnie ojciec trójki dzieci.


"Niechaj mnie Polska o dziecko nie prosi' - ten wpis blogera wywołał falę komentarzy naszych czytelników. "Jak pokazują dane demograficzne, Polacy na emigracji dwa razy chętniej decydują się na dziecko, i to mimo nie do końca stabilnej sytuacji emigranta. Jeszcze nie spotkałem przedstawiciela polskich "elyt", który powiedziałby uczciwie - "spapraliśmy sprawę". Nasza ojczyzna nie dba o swoich obywateli. Zwłaszcza tych w tzw. wieku produkcyjnym. W rzeczywistości "oferta", jaką składa nam Polska, jest skierowana do emerytów i "gimbazy" - pisze emocjonalnie bloger.

Pod wpisem pojawiło się mnóstwo komentarzy. "Zdecydowana większość moich znajomych, która opuściła ten piękny kraj, już ma minimum dwójkę dzieci... - pisał jeden z naszych czytelników. "W kraju nad Wisłą "rozmnaża się" patologia. Większość przytomnych i odpowiedzialnych ludzi nie decyduje się na dzieci. Na początku jest to ich dramat osobisty, a potem nasz społeczny" - dodawał inny. Poprosiliśmy dr. Stanisława Kluzę, byłego ministra finansów, o komentarz w tej sprawie.

Więcej: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,1517 ... SlotII2img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Rozterki myślących o posiadaniu dziecka...
=========
http://forum.gazeta.pl/forum/w,15267,13 ... k_ma_.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Podatki zagonią nas do łóżka? Nowe propozycje zmian
Obrazek
Mamy problem. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Jak zachęcić Polaków do ich posiadania? Politycy uznali, że najlepsza droga wiedzie przez... podatki.

Tak się jakoś złożyło, że tekst "Wyborczej" z połowy marca o tym, że kwota wolna od podatku w Polsce jest najniższa spośród krajów unijnych, które to rozwiązanie stosują, nakręcił dyskusję o podatkach w naszym kraju. O tym, że są za wysokie, że niesprawiedliwie rozkładają obciążenia, niewystarczająco mocno dociskając bogatych, wreszcie, że niedostatecznie wspierają osoby wychowujące dzieci.

Punktem wyjścia do tych dyskusji jest rzecz jasna demografia. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Nasze społeczeństwo zaczyna się gwałtownie starzeć. A to poważny problem, także dla gospodarki i finansów państwa. Starzejące się społeczeństwo to mniej ludzi na rynku pracy, mniej pieniędzy z podatków w budżetach państwa i samorządów, większe wydatki na emerytury, służbę zdrowia.

Jak zachęcić Polaków do posiadania dzieci?

Posypały się propozycje zmian w przepisach... podatkowych. Sprzyja temu zapewne także zbliżająca się seria wyborów.

Nad projektem zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) pracuje Kancelaria Prezydenta. Dziś jest tak, że część naszych dochodów niejako z automatu zwolniona jest z podatku. Można powiedzieć, że jest objęta zerową stawką PIT. Kwota wolna jest niewielka - 3091 zł. Podatek płaci się od nadwyżki ponad ten limit. Kwota wolna przysługuje każdemu rozliczającemu się wedle skali podatkowej. Prezydent chce, by osoby wychowujące dzieci miały prawo uwzględniania ich przy wyliczaniu kwoty wolnej. Inaczej mówiąc, by korzystały z wyższej kwoty wolnej od podatku. Czyli żeby zaczynały płacić fiskusowi później niż bezdzietni.

Kancelaria Prezydenta szacuje, że przyniosłoby to korzyści blisko 2 mln gospodarstw domowych z dziećmi i podniosło dochody rodzin o co najmniej 1,7 mld zł rocznie.

Swoją propozycję Kancelaria Prezydenta wzoruje na rozwiązaniach prorodzinnych stosowanych we francuskim systemie podatkowym. Ale w specjalnym raporcie na ten temat pokazuje przy okazji, że Francuzi mają w nim znacznie więcej rozwiązań korzystnych dla osób wychowujących dzieci. Jest tam więc m.in. możliwość odliczenia od dochodu bądź podatku: (kosztów opieki nad dziećmi w żłobku i przedszkolu, a także wydatków na zatrudnienie opiekunki, (alimentów i pomocy finansowej na rzecz dzieci powyżej 18. roku życia, pod warunkiem że dzieci te znalazły się w potrzebie, (wydatków związanych z uczęszczaniem dzieci do szkoły średniej, (kosztów zatrudnienia pomocy domowej. W sumie odliczenia te idą w tysiące euro rocznie.

Wspólne rozliczeni dla małżonków z dziećmi?

W czasie niedawnej konferencji poświęconej polityce prorodzinnej, minister finansów Mateusz Szczurek mówił, że zwiększenie ulg na dzieci wiązałoby się z koniecznością zagwarantowania budżetowi dodatkowych dochodów lub zmniejszeniem jego wydatków. - Struktura ulg może być jednak inna - stwierdził minister. Jego zdaniem 12 mld zł, jakie w sumie kosztują budżet ulgi w podatku od dochodów osobistych, to wysoka kwota. - Warto, aby w pełni spełniała swój cel. Tymczasem w tej chwili z ulg korzystają głównie osoby z wyższymi dochodami - mówił Mateusz Szczurek.

Zastanawiał się przy tym, czy nie należałoby zostawić prawa do wspólnego opodatkowania się jedynie małżonkom, którzy mają dzieci. To wywołało burzę. Mogłoby oznaczać, że przywilej stracą rodzice, którzy już odchowali swoje dzieci. Przez system byliby traktowani jak małżonkowie bezdzietni.

- Czy Ministerstwo Finansów ma już projekt takiej zmiany w przepisach? - zapytaliśmy biuro prasowe resortu. - Nie toczą się prace nad zmianami w systemie ulg podatkowych - odpowiedziało.

Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 12-krotności minimum egzystencji, czyli o przeszło 100 proc., proponuje tymczasem Twój Ruch. W 2014 r. kwota wolna wynosiłaby 6253,32 zł. Koszt budżetowy to jednak aż 13,7 mld zł. Twój Ruch nie pokazał, skąd wziąć te pieniądze.

Gdy dwa lata temu Hélene Périvier, francuska ekonomistka specjalizująca się w kwestiach polityki socjalnej i rodzinnej, tłumaczyła w "Wyborczej" przyczyny wysokiego przyrostu naturalnego w swoim kraju, wymieniła nie tylko podatki, ale też płatne urlopy macierzyńskie i wychowawcze, zwykle darmowe żłobki i przedszkola, wcześniejsze emerytury dla matek (i mężczyzn, jeśli byli na urlopie wychowawczym), przyjazne podejście do pracujących matek, państwowe wsparcie dla rodzin zatrudniających opiekunki do dzieci.

Teraz wtóruje jej polski minister finansów. Zastrzega jednak, że "obniżenie opodatkowania rodzin z dziećmi nie musi spowodować eksplozji demograficznej", a ulgi podatkowe "to jeden z wielu czynników decydujących o tym, czy młodzi ludzie zdecydują się na posiadanie dzieci".

źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,157 ... #BoxBizTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Raport OECD: polski system podatkowy nie zachęca do posiadania dzieci
Państwa wysoko rozwinięte w ostatnim czasie podwyższają obciążenia podatkowe wynagrodzeń swoich obywateli – wynika z najnowszego raportu OECD. W ciągu ostatnich trzech lat podatek dochodowy wzrósł w 25 z 34 państw należących do Organizacji.

Podwyżki podatków były w ostatnim czasie najbardziej dotkliwe dla mieszkańców Portugalii (obecnie przeciętny pracownik w Portugalii oddaje fiskusowi 41,1 proc. swoich zarobków); Słowacji (również 41,1 proc.) i USA (średnie obciążenie pracy podatkami na poziomie 31,1 proc.).
Z raportu wynika, że państwa OECD w swoich systemach podatkowych utrzymują ulgi dla gospodarstw domowych o niskich dochodach oraz wspierają rodziny wielodzietne. Zwiększają natomiast obciążenia rodzin bezdzietnych (wzrost opodatkowania w przypadku takich rodzin odnotowano w Irlandii, Szwecji i na Słowenii). Obecnie największe opodatkowanie rodzin bezdzietnych notuje się w Belgii (55,8 proc. dochodu), Niemczech (49,3 proc.) i Austrii (49,1 proc.). System podatkowy jest najmniej dotkliwy dla rodzin bezdzietnych w Chile (7 proc.), Nowej Zelandii (16,9 proc.) i Meksyku (19,2 proc.).

Jak na tle innych państw OECD prezentuje się Polska? Poziom opodatkowania wynagrodzenia statystycznego pracownika w naszym kraju nie odbiega od średniej dla wszystkich 34 państw i wynosi 35,6 proc. (innymi słowy fiskusowi oddajemy co trzecią zarobioną złotówkę) – co oznacza, że w ciągu ostatnich 13 lat poziom ten obniżył się o 2,6 pkt. proc. Z raportu wynika jednak, że polski system podatkowy nie zachęca podatników do posiadania dzieci. Dwoje pracujących rodziców wychowujących dwójkę dzieci (dwie pensje: jedna w wysokości średniej krajowej, druga w wysokości 1/3 średniej krajowej) oddaje państwu 31,3 proc. swoich dochodów (średnia dla OECD jest niższa i wynosi 28,3 proc). Z kolei samotny rodzic wychowujący dwójkę dzieci i zarabiający 67 proc. średniej pensji krajowej oddaje fiskusowi 29,6 proc. swoich zarobków. Tymczasem średnia dla OECD w takim przypadku jest znacznie niższa - i wynosi 17,2 proc.

źródło: http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly ... zieci.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Małgorzata Terlikowska: "Kobiety nie chcą rodzić, bo boją się o przyszłość swoją i swoich dzieci
Obrazek
wGospodarce.pl: Stefan Niesiołowski powiedział wczoraj w Polsat News, że w Polsce nie ma problemu demograficznego - "Ja widzę pełno wózków. Co wsiadam do tramwaju to wnoszą jakiś wózek. Na placach zabaw jest pełno dzieci". Czy takie żarty przystają partii rządzącej?

Małgorzata Terlikowska:
Pan Stefan Niesiołowski widać ma duże poczucie humoru, albo żyje w jakimś innym świecie. Co prawda na moim placu zabaw też jest pełno dzieci, na osiedlu mamy nasz lokalny baby boom. Ale to nowe osiedle, gdzie mieszkają młode małżeństwa. Wystarczy jednak przejechać kilka przystanków autobusem i tam, gdzie mieszkają moi teściowie, w samym centrum miasta, dzieci nie ma, a place zabaw zostały już dawno przerobione na parkingi. Mówiąc o dzietności, trzeba patrzeć nie na ulicę, tylko na statystyki. A te nie są optymistyczne. Liczby mówią same za siebie. Na jedną kobietę w Polsce przypada 1,3 dziecka. Tak wygląda polski wskaźnik urodzeń! Pan poseł widzi dzieci, ale może nie wie, że to są najczęściej jedynaki. Kobiety w naszym kraju rodzą jedno dziecko, maksymalnie dwoje. Polki chociażby w Wielkiej Brytanii mają znacznie więcej dzieci. Po prostu w Polsce kobiety nie chcą rodzić, bo boją się o przyszłość swoją i swoich dzieci. Brak systemowych rozwiązań, brak realnej pomocy dla rodzin z dziećmi skutecznie zniechęca je do rodzenia.

Zapaść demograficzna Polski jest faktem, czemu więc niektórym politykom PO jest tak wesoło, dlaczego tak bagatelizują ogromny problem?

Więcej: http://wgospodarce.pl/informacje/12576- ... ich-dzieci
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

indywidualismus

Dlaczego warto mieć dzieci??
Bo są słodkie, kochane a nawet jak psocą, to w podobny do naszego (sprzed lat) sposób. Bo nie ma nic piękniejszego niż dziecko przytulające się do ojca i matki. Z nikim tak fajnie nie idzie się na piwo, jak z własnym, dorosłym synem. Z nikim tak fajnie nie można poszaleć na wakacjach czy innym wyjeździe. Bo dzieci przedłużają młodość i życie. Bo jak umrę, to nie całkiem odejdę, ktoś po mnie zostanie, podobny jak dwie krople wody i podobne mający idee i cele w życiu.
Mógłbym tak w nieskończoność, może jednak trzeba będzie napisać ten list.
Spełniony ojciec dwójki dzieci (oraz zastępczy dla jeszcze kilku)


---------------------------

Adam Bysio


Mieć dzieci czy ich nie mieć to INDYWIDUALNA sprawa każdego człowieka i WARA politykom od klasyfikacji ludzi...wystarczająco już podzielili Polaków razem z papciem Rydzykiem.

------------------------------

boomer88

Mam 2-je dzieci (11, 7) i zazdroszcze tym ktorzy sa bezdzietni, no ale czasu sie nie da cofnac.
Powod? swiat w ktorym moim dzieciom przyjdzie zyc robi sie coraz gorszy.
Lepiej by bylo byc wolnym, zyc zyciem a po co martwic sie co bedzie na starosc?


============================
Ranking bredni uzasadniających posiadanie dziecka: dziura w ZUS, samotność, zmartwiony Terlikowski...
Obrazek
DZIEŃ MATKI. Od jakiegoś czasu z uwagą śledzę internetowe wojny dzieciatych z bezdzietnymi. To dla mnie fenomen: ta nasza polska gotowość do walki tam, gdzie chodzi o indywidualny wybór. Bo niby co komu do mojego dziecka, póki nie strzela mu z procy w okno? I vice versa: co mi do czyjejś bezdzietności? Gorsza od bezzasadności tej wojny jest tylko miałkość argumentów, jakie są w niej używane.

Jako matka z przykrością stwierdzam, że agresywniej i głupiej wypowiadają się dzieciaci. Ostatnio na czoło peletonu wysunął się Tomasz Terlikowski, któremu brawurowo udało się przebić dno w tej debacie.

Terlikowski pisze: "To nasze dzieci - określane niekiedy potomstwem 'dzieciorobów' - będą pracować na emerytury dla 'dziecionierobów', dla rozmaitej maści 'podwójnych singli', konkubentów czy nawet niekiedy małżonków, którzy z własnej woli (bo o nich mowa, a nie o tych, którzy dotknięci są głębokim cierpieniem bezdzietności) nie chcą mieć i nie mają dzieci".

I dalej: "Ich postawa jest postawą pasożytów, które odrzucają zobowiązania wspólnotowe, a jednocześnie chcą z dóbr, jakie ta wspólnota daje, korzystać. I tylko ślepiec może tego nie dostrzegać".

To numer jeden w moim osobistym rankingu największych bzdur uzasadniających posiadanie dziecka.

1. Dziecko zarobi na twoją emeryturę

Osobiście nie znam nikogo, kto spłodziłby dziecko, by ratować tyłek ZUS-owi, i sądzę, że tak oddanych obywateli Polska się jednak nie dochowała.

Jasne, ludzie niemający potomstwa przyczyniają się do zaniżania średniej dzietności, ale jestem daleka od wieszania na nich psów za podkopywanie systemu emerytalnego. Równie dobrze o to samo można obwiniać zdrowo odżywiającego się, wysportowanego staruszka, który świetnie się trzyma i drenuje skarbczyk ZUS-u, zamiast taktownie przenieść się na łono Abrahama.

Tu chciałabym powiedzieć panu Terlikowskiemu o badaniach dowodzących, że w długofalowej perspektywie najbardziej obciążający dla systemu opieki zdrowotnej są nie ciężko chorzy, ale właśnie długowieczni seniorzy. Ci, którzy nie zapadają na szybko powodujące zgon nowotwory, nie umierają na zawały czy wylewy, ale stają się coraz bardziej niedołężni i z czasem są skazani na niezwykle kosztowną całodobową opiekę.

Jak rozumiem, według Tomasza Terlikowskiego w ramach społecznego solidaryzmu powinniśmy wszyscy postarać się nie żyć zbyt długo. Czekam na propozycję kampanii promującej palenie papierosów i jedzenie golonki pięć razy w tygodniu.

2. Dziecko uratuje twój związek

Owszem, można próbować jechać dieslem po wlaniu do niego benzyny, ale szczerość intencji i intensywność prób nie sprawi, że uzyskamy cokolwiek poza zupełną ruiną. Jednak wśród współczesnych kobiet wciąż krąży trochę obiegowych mądrości prababek, maksym, które wraz ze zmieniającymi się czasami przepoczwarzyły się w bzdury.

Trudno mi zresztą uwierzyć, że kiedykolwiek ratowanie związku za pomocą dziecka dawało jakikolwiek pozytywny efekt. Myślę, że przekładało się raczej na zapisy w testamencie niż na ocieplenie uczuć. Dziś, kiedy rozwody są nieco bardziej powszechne niż kruki albinosy, taki manewr może być jedynie gwoździem do trumny. W tym uzasadnieniu dla rozmnażania dodatkowo wkurza mnie używanie dziecka do rozgrywania spraw między dorosłymi.

3. Będziesz żałować, że nie masz dziecka

Wyobrażam sobie, że żal z powodu nieposiadania dziecka to jedno z najbardziej dojmujących uczuć, jakie mogą dopaść człowieka. Nikomu go nie życzę. Niemniej w tym "żebyś potem nie żałowała" (na ogół kieruje się ten komunikat do kobiet, nad męskim poczuciem żalu z powodu ojcowskiego niespełnienia nikt się jakoś specjalnie nie pochyla) widzę pułapkę. To takie dzisiejsze: zrobić w życiu wszystko, naćpać się doświadczeń, przeżyć i emocji, żeby doścignąć jakąś mityczną pełnię. Więc kiedy już się odfajkuje imprezowanie, skok na bungee, korpo i ucieczkę z korpo oraz medytację w Indiach, wtedy trzeba mieć dziecko.

Warto pamiętać, że - jak ktoś kiedyś napisał - dziecko jest trochę jak tatuaż na twarzy. Nie warto go robić dla ciotek, społecznych oczekiwań i Paulo Coelho, który w memach na Facebooku straszy, że na łożu śmierci najbardziej żałuje się rzeczy zaniechanych.

4. Dziecko zawsze będzie cię kochać

Dzieci podobno zawsze kochają nawet najgorszych rodziców. Myślę jednak, że na mądre uczucie już nie różowego bobasa, ale dorosłego człowieka, na jego szacunek i na to, żeby ten człowiek chciał co roku wracać do rodzinnego domu na Boże Narodzenie, trzeba ciężko zapracować. Zabrzmi to jak passus z amerykańskiego poradnika, ale co tam: trzeba zacząć od kochania, a przynajmniej lubienia siebie. Dziecko to nie termofor do rozgrzewania serca i nie kawał kitu do łatania emocjonalnych braków.

5. Żeby miał ci kto podać szklankę wody na starość

W życiu nie słyszałam czegoś równie egoistycznego. Gotuję się, ilekroć słyszę to uzasadnienie. Czy naprawdę dziecko to hodowana od kołyski niańka do zmieniania pampersów starym rodzicom? Kochające matki i ojcowie nie chcą być dla swoich dzieci ciężarem. Tę chęć widziałam też u mojej schorowanej mamy.

Wiem, że pod tą "szklanką wody" kryje się atawistyczny lęk przed samotnością. Niestety, jestem przekonana, że nie ma na niego rady. Samotność jest demokratyczna, dopada każdego, również bajecznie bogatych, pięknych jak bogowie i posiadających gromadkę oddanych dzieci. Taka już natura świata, że w pewnych sprawach człowiek jest sam. Można tylko ćwiczyć się w godnym tego znoszeniu.

Dlaczego więc warto mieć dzieci?

Jak sądzicie?

źródło: http://wyborcza.pl/1,75968,15967739,Ran ... html#CukGW
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

190 tys. zł - tyle kosztuje w Polsce wychowanie jednego dziecka
Z wyliczeń Centrum im. Adama Smitha wynika, że koszt wychowania jednego dziecka w Polsce do 20. roku życia wynosi od 176 do 190 tysięcy złotych. Niestety spora część tej kwoty to różnego rodzaju podatki i daniny publiczne ukrywane w cenach produktów i usług niezbędnych w trakcie wychowywania dziecka. Nie trzeba być ekonomicznym ekspertem by stwierdzić, że koszty te będą o wiele niższe, jeśli stalinizm podatkowy stosowany przez rząd Donalda Tuska zostanie ukrócony.

Najprostszym sposobem zmniejszenia kwoty wydatków niezbędnych przy wychowywaniu dziecka, a jednocześnie wsparcia polityki prorodzinnej i podkręcenia przyrostu naturalnego byłoby wprowadzenie następującej ulgi podatkowej: za urodzenie pierwszego dziecka kwota wolna od podatku dla jego matki wzrasta o 100 proc. z obecnych 3091 zł do 6182 zł. Za urodzenie drugiego dziecka kwota wolna od podatku wzrasta o kolejne 100 proc. z 6182 zł do 12364 zł. Za urodzenie trzeciego dziecka - o kolejne 100 proc. do 24728 zł. Za urodzenie czwartego dziecka - matka jest zwolniona z płacenia podatku dochodowego. Dzięki takiemu rozwiązaniu w Polsce przestałby istnieć problem ujemnego wzrostu naturalnego, a gospodarczy potencjał naszego kraju w krótkim okresie czasu uległby istotnemu powiększeniu. Pytanie tylko, czy obecną ekipę rządzącą krajem stać na wprowadzenie takiej reformy?
Obrazek
Czytaj więcej: Koszt wychowania dziecka w Polsce sięga 190 tys. zł (Forsal.pl)

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0129 ... odatki.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Mia

Śmiem twierdzić, że naprawdę coś w tym jest... może część z Was uzna głupie gadanie, ale sama mam dwoje dzieci i wiem jak to było. Gdy koleżanka zaszła w ciążę, mnie jakoś nie spieszyło się do dzieciątka, miałam dobrą sytuację zawodowo-finansową, czas na dziecko idealny. Można by powiedzieć nie było bodźca jakiegoś, iskry z góry... Po jakimś czasie spotkałam się z koleżanką i zobaczyłam ją inną, pełną radości, odmienioną, roztaczającą wokół siebie taką fajną aurę :), jakieś feromony chyba? Moim zdaniem kobiety w stanie błogosławionym są cudem i tym cudem chyba chcą się podzielić z innym kobietami. Możnaby powiedzieć kobieca zazdrość, gorsza nie będę, inni gadają wokół, że my jeszcze się nie staramy... itp., itd Wiem jak to było, poczułam że to jest ta chwila, popatrzyłam i dotknęłam jej brzucha... za parę tygodni sama byłam w ciąży, potem nie wiem skąd otoczył mnie łańcuszek kobiet w ciąży. Przy drugiej ciąży to ja rozpoczęłam zarażanie :)))

============================
Czy ciąża może być zaraźliwa?

Ciąża to nie choroba, ale podobnie jak ospa czy różyczka może być zaraźliwa! Tak twierdzą amerykańskie badaczki, które wykazały, że wzajemne oddziaływanie w grupie osób w wieku rozrodczym, prowadzić może do zapłodnienia w krótkich odstępach czasu.
Obrazek
Według wyników badań opublikowanych w najnowszym Amerykańskim Przeglądzie Socjologicznym, gdy w gronie bliskich przyjaciółek, jedna zachodzi w ciąże, błogosławiony stan pojawia się w niedługim czasie u kolejnej kobiety.

Autorki badania Nicoletta Balbo i Nicola Barban przebadały 1700 kobiet w wieku od 15 do 30 lat. Ich zadaniem było sprawdzenie, jak zachowania związane z płodnością i prokreacją rozpowszechniają się wśród znajomych. Jednym z głównych wniosków jest fakt, że koleżanki często decydują się na powiększenie rodziny, rodzą dzieci w bliskich okresach czasu. W większości przypadków po porodzie jednej z kobiet, następna przyjaciółka w przeciągu dwóch kolejnych lat także zostaje mamą. Dla badaczek ten przedział najbardziej świadczy o formie oddziaływania - jeśli koleżanki rodziłyby niemal w tym samym czasie, znaczyłoby to bardziej, iż po prostu tak zaplanowały ciąże.

Wśród teorii tłumaczących "zaraźliwość ciąży" jest opinia, że ludzie lubią porównywać się do swoich przyjaciół. Na całym proces duży wpływ mają współczesne social media. Otóż informacje pojawiające się na profilach i udostępniane znajomym, oddziałują na zachowanie innych. Ranking postów, w których widać zdjęcia z USG czy pierwsze fotki uroczych maluszków to coraz częstsze zjawisko.

Drugi powód jest już bardziej praktyczny. Dobrze bowiem jest mieć przyjaciół, którzy są w tej
samej fazie życia. Gdy różnica wieku pomiędzy dziećmi koleżanek nie jest zbyt duża, korzystnie wpływa to na ich relacje. Borykają się z podobnymi zmaganiami i radościami rodzicielstwa. O wszystkim oczywiście można rozmawiać w sieci i poza nią.

źródło: http://dzieci.pl/kat,1033553,title,Czy- ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

q-ku

na miejscu rodziców skazanych na obserwowanie "życia" tego dziecka, znalazłbym - na zasadzie "połowa wygranej dla adwokata" najlepszą kancelarię z Nowego Jorku i puścił szpital z torbami - na co najmniej 10 mln zł

prawnicy w USA się tego podejmują


----------------------------

alakyr

.....Nawet najbardziej makabryczne zdjęcie kalekiego dziecka czy wstrząsająca reakcja matki nie przemówią do lekarzy, którzy prawo mają za nic....

Ale przemówią do myślących ludzi do tej pory tumanionych przez różnych Chazanów, Terlikowskich.
A na marginesie to jakim prawem pokazywane są fotografie resztek poaborcyjnych?


====================
Wojna na makabryczne zdjęcia nie ma sensu. To metoda "obrońców życia"
Obrazek
W jakim stanie jest nieuleczalnie chore dziecko matki, której prof. Bogdan Chazan odmówił aborcji? Prof. Romuald Dębski, który się nim zajmuje, opisał to ze szczegółami. Chciał też pokazać w telewizji zdjęcia podobnych przypadków. Dobrze, że TVN 24 nie zgodził się ich pokazać na antenie. Źle, że profesor w ogóle kieruje dyskusję o aborcji w tym kierunku.

"To jest dziecko, które nie ma połowy głowy, ma mózg na wierzchu, ma wiszącą gałkę oczną, ma rozszczep całej twarzy, nie ma mózgu w środku. I będzie umierało dzięki panu profesorowi [Chazanowi] jeszcze przez najbliższy miesiąc albo dwa. Bo ma zdrowe serce i zdrowe płuca" - opowiadał w TVN 24 ginekolog, prof. Romuald Dębski. Chciał pokazać zdjęcia, ale stacja nie zgodziła się na to.

Dobrze się stało, że te zdjęcia nie pojawiły się jeszcze w przestrzeni publicznej. Źle, że profesor w ogóle skierował dyskusję w tym kierunku. Takim postawieniem sprawy przystał na warunki "obrońców życia", którzy chcą, żeby dyskusja o aborcji była prowadzona na poziomie emocjonalnym. Temu służą ich wystawy, które tak chętnie pokazują w centrach miast. Dyskusja o tym, co bardziej oburza - zdjęcie dziecka z mózgiem na wierzchu i zwisającym okiem czy zdjęcie rozszarpanego po aborcji płodu - prowadzi donikąd. A taka dyskusja właśnie się rozpoczyna.

Obie strony będą miały swoje racje. Jedna powie, że urodzenie i opieka nad kalekim dzieckiem to trauma dla matki. Druga - że to dar od Boga, który uczy cierpliwości. Albo że urodzenie dziecka, jego śmierć po porodzie i przeżycie żałoby to oczyszczające doświadczenie, które pozwoli stanąć na nogi. To spór, w którym fakty nie grają roli, liczą się emocje i osobista wrażliwość.

Walkę o ochronę kobiet przed klauzulą sumienia można prowadzić w inny, dużo bardziej przejrzysty sposób. Odnosząc się do obowiązującego w Polsce prawa. Tego, które określa, w jakich przypadkach kobieta ma prawo usunąć ciążę. I tego, które definiuje obowiązki lekarza, który takiego zabiegu jej odmawia.

Prof. Chazan otwarcie przyznał się, że to prawo złamał. Krajowy konsultant do spraw ginekologii i położnictwa po kontroli w szpitalu wskazał na inne jego celowe zaniedbania - choćby na to, że odraczał termin konsultacji, co w efekcie uniemożliwiło przeprowadzenie aborcji.

Wokół tego powinna się teraz toczyć dyskusja - jak ukarać za złamanie prawa i co zrobić, żeby sytuacja się nie powtórzyła. Na pierwszy rzut oka wygląda niestety, na to, że kara 70 tys. zł nałożona na szpital przez NFZ niczego nie zmieni. Prof. Chazan z dumą mówi, że "uratowanie życia" dziecka było warte tych pieniędzy. Łatwo mu tak mówić, skoro to pieniądze nie z jego kieszeni, ale z budżetu szpitala. Jeżeli ta kara kogoś dotknie, to albo personel szpitala, albo jego pacjentów - na czymś pewnie będzie musiał zaoszczędzić. Ale sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Teraz piłeczka jest po stronie władz Warszawy, prokuratury i rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Możliwa jest jeszcze surowa kara. Taka, po której każdy ginekolog w Polsce trzy razy się zastanowi, zanim złamie prawo.

Nie wierzę, że taki efekt przyniesie sposób rozmowy o aborcji, jaki w dobrej intencji zaproponował prof. Dębski. Nawet najbardziej makabryczne zdjęcie kalekiego dziecka czy wstrząsająca reakcja matki nie przemówią do lekarzy, którzy prawo mają za nic. Ani do ich obrońców.

W emocjonalnym sporze na zdjęcia wygrają ci, którzy prowadzą go dłużej. Co innego w sporze z państwem poważnie traktującym obowiązujące prawo - tu nie mają żadnych szans.


źródło: http://wyborcza.pl/1,75968,16274392,Woj ... z36alz8VUW
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

~toro -

My to wiemy,a ci przy korycie również to wiedzą ?.Mam syna 13 lat,świetnie się uczy,obcych języków także. On wie i my jako rodzice wiemy,przyszłości tu nie ma i nie będzie. Studia więc za granicą i życie tam.Ten kraj się rozpada,Bredzislaw może sobie gadać o szczęśliwym państwie tyle że szczęśliwym dla niego i tej bandy pseudo polityków.Zniszczyliście wszystko,tylko co to was obchodzi prawda ?.

-------------------------------

~Mody -


My emigranci czekamy na zielone dwiatlo i wracamy.Tylko chcemy placy co najmiej na poziomie sredniej placy Hiszpani.

========================
Niekorzystne prognozy demograficzne dla Polski to istotny czynnik determinujący przyszły rozwój gospodarczy
- Prognoza demograficzna Polski na lata 2014-2050, przedstawiona przez GUS podczas konferencji Rządowej Rady Ludnościowej, nie napawa optymizmem. Zgodnie z jej wskazaniami, liczba ludności Polski w 2050 r. wyniesie 34 miliony. Już dziś mamy do czynienia z objawami niepokojących procesów demograficznych, które wpłyną na otoczenie prowadzenia biznesu w Polsce w najbliższych dekadach - ocenia Jacek Brzozowski, ekspert Pracodawców RP.
Obrazek
Polska gospodarka będzie musiała się zmierzyć nie tylko ze stopniowym ubytkiem liczby ludności, lecz także z procesem starzenia się społeczeństwa. Czynniki te powodują, że na rynek pracy wchodzą coraz mniej liczne roczniki oraz zwiększa się udział osób starszych w grupie aktywnych zawodowo.

Procesy te z pewnością narzucą nowe wymagania związane z zarządzaniem zasobami ludzkimi, kształceniem pracowników czy wyposażeniem stanowisk, a nawet całych zakładów pracy. Musimy pamiętać także o tym, że wraz ze starzeniem się społeczeństwa będzie spadała mobilność i elastyczność zawodowa Polaków - osoba w wieku 25-30 lat postrzega zmianę miejsca pracy i zamieszkania zupełnie inaczej niż pracownik w wieku 50-60 lat.

Z drugiej strony należy brać pod uwagę fakt, że powstaną wówczas nowe rynki dla usług i produktów dla osób starszych. Istotne jest również to, że według GUS depopulacja dotyczyć będzie prawie wyłącznie terenów miejskich - na wsi liczba ludności do 2050 r. utrzymywać się będzie na obecnym poziomie 15 milionów.

Zdecydowanie niepokoi fakt, że największe ubytki nastąpią w grupie osób w wieku produkcyjnym. O ile w 2013 r. liczba Polaków w tej grupie przekraczała 24 miliony, o tyle w 2050 r. będzie to już tylko 19 milionów. O skali problemu świadczy fakt, że grupa wiekowa 18-44 lata skurczy się z 15 do 9 milionów. Z kolei liczba Polaków w wieku poprodukcyjnym wzrośnie w tym okresie z 6,5 miliona do 10 milionów. Wpłynie to m.in. na znaczące podniesienie współczynnika obciążenia demograficznego - dla wskaźnika liczonego jako stosunek ludności niepracującej do pracującej z 58 do 78.

Zmiany te w konsekwencji zwiększą obciążenia systemu emerytalnego. Także system opieki zdrowotnej czekają coraz poważniejsze wyzwania - już dziś więc powinniśmy przygotowywać się na długoterminowe efekty trwających procesów demograficznych.

źródło: http://biznes.interia.pl/makroekonomia/ ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Dramatyczny spadek liczby ludności Polski! W II kwartale 2014 r. nad Wisłą żyło jedynie 36,49 mln osób
Obrazek

Wielka emigracja oraz ujemny przyrost naturalny przynoszą wymierne rezultaty. Demograficzna katastrofa w Polsce zaczęła się na dobre. Według danych Eurostatu w II kwartale 2014 roku nad Wisłą żyło jedynie 36,49 milionów osób. To o 77 tys. mniej niż w I kwartale. W takim tempie już w 2035 roku będzie nas mniej niż 30 milionów, a około 2050 osiągniemy pułap 25 milionów osób, z czego 70 proc. będzie w wieku emerytalnym!


Ekipa Platformy Obywatelskiej, zamiast reformować kraj i sprawiać, aby Polacy nie decydowali się na zarobkową emigrację, udaje że nic złego się nie dzieje. Politycy partii rządzącej skupili się jedynie na pomnażaniu swoich prywatnych majątków i dojeniu publicznej kasy poprzez obsadzanie intratnych stanowisk swoimi ludźmi. Nie interesują ich losy kraju, którego granice opuszczają bezpowrotnie młodzi i zdolni. Nie interesuje ich to, że nie dalej jak za 20 lat populacja Polski spadnie poniżej 30 milionów osób, z czego połowę będą stanowili emeryci. Nie interesuje ich to, że jeśli nadal będą udawali, że jest super, a Polska to tak naprawdę "Zielona Wyspa", to około 2020 roku kasa państwa zbankrutuje, nie mogąc udźwignąć kosztów funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych. Ich to najzwyczajniej w świecie nie obchodzi. Donald Tusk - przywódca grupy administrującej naszym krajem - sam kiedyś określił, że dla niego liczy się tylko "tu i teraz". Skoro dla niego liczy się tylko "tu i teraz", to dla jego podwładnych również. Ewa Kopacz jest jedynie figurantką na stołku premiera. Nie należy oczekiwać od niej jakichkolwiek reform, które realnie wpłynęły by na podejmowane przez Polaków decyzje. A szkoda, bo zegar biologiczny naszego narodu tyka coraz głośniej.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0174 ... Polski.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

ivangradzki

Bo w niewoli to nawet pandy nie chcą się rozmnażać.

------------------

adamiakadam1

A pani premier i tak nie wie dla czego zagranicą, Polki nagle zaczynają rodzić dzieci.

------------------------

uzdek98

moze szczaw i mirabelki dzieciom nie sluza... ? ...jakos emigranci w UK nie maja z tym problemu ...
==============
Polak nie chce dziecka, bo się martwi. O pieniądze
Obrazek
Polacy preferują rodziny wielodzietne, chcą mieć więcej dzieci, ale często się na to nie decydują. Powód? Obawa przed tym, czy podołają finansowo posiadaniu dużej rodziny, powstrzymują ich też często złe warunki mieszkaniowe - wynika z badania Domu Badawczego "Maison" na zlecenie Warsaw Enterprise Institute.

- Nie chodzi tu o luksusy, nie chodzi o wygodne życie, ale o to, by mieć warunki wystarczające na to, co jest standardem współczesnego życia. Od młodych ludzi oczekuje się niezależności, samodzielności i odpowiedzialności. Nic więc dziwnego, że często rezygnują z posiadania większej liczby dzieci, gdy nie mają stabilnej sytuacji zawodowej, finansowej czy odpowiednich warunków mieszkaniowych - ocenia autorka badania prof. Dominika Maison.

Chcemy dużych rodzin...

Polacy mają bardzo negatywną opinię na temat polityki prorodzinnej w Polsce - niemal 90 proc. uważa, że jest ona zła. Na dodatek Polacy mają poczucie, że "wszędzie" w tym obszarze jest lepiej niż w Polsce. Uważają, że najlepsza polityka prorodzinna jest w Norwegii, Wielkiej Brytanii oraz w Niemczech, wierzą nawet, że polityka prorodzinna w Hiszpanii, Czechach czy Rosji też jest lepsza niż w Polsce.

Oczekiwanym rozwiązaniem nie jest jednorazowa pomoc (jak np. becikowe czy płatny urlop dla ojca), ale działania długofalowe: wyższe zarobki (61 proc. Polaków), systematyczne dodatki do pensji za każde dziecko (45 proc.), stabilizacja na rynku pracy (44 proc.) oraz systemowe ułatwienia dla pracujących matek (34 proc.).

- Zaledwie cztery proc. Polaków twierdzi, że nie chce mieć dzieci w ogóle. Cały czas w Polsce dominuje preferencja modelu rodziny 2+2, a nawet 2+3. 91 proc. Polaków uważa, że idealna rodzina to rodzina z dwójką (61 proc.), a nawet z trójką dzieci (30 proc.) - ocenia Marcin Bagiński, ekspert Warsaw Enterprise Institute. - Rodzina z jednym dzieckiem to preferencja zaledwie 5 proc. Polaków. Dlaczego więc tak mało się rodzi dzieci w Polsce i najbardziej powszechny jest model rodziny, którego Polacy wcale nie chcą: małżeństwo z jednym dzieckiem? - pyta retorycznie Bagiński.

Czego się boimy?

Dlaczego Polacy nie mają więcej dzieci? Spośród tych, którzy nie mają jeszcze dzieci, przyczyny często są powiązane po prostu z brakiem odpowiedniego partnera. Osób takich, które nie mają dzieci i zdecydowanie nie chcieliby ich mieć, w przyszłości jest zaledwie 9 proc., natomiast 78 proc. myśli o posiadaniu potomstwa.

Większość Polaków poprzestaje na jednym dziecku. Najczęściej wskazywane przyczyny takiej sytuacji to niewystarczające warunki materialne (74 proc.) lub obawa przed ich pogorszeniem (61 proc.). Co ciekawe, zdecydowanie rzadziej są wskazywane obawy związane z reakcją pracodawcy. Podobnie w przypadku czynników, które by mogły zachęcić do posiadania dzieci, na pierwszym miejscu są czynniki związane z polepszeniem sytuacji materialnej (80 proc.).

Stereotyp rządzi?

Wyniki przeprowadzonego badania pokazują, że istnieje wiele mitów, nieprawdziwych przekonań i stereotypów nagromadzonych wokół kwestii dzieci i tego, jak się ludziom wydaje, co powstrzymuje Polaków przed ich posiadaniem. Nie zawsze jest to zbieżne z realiami. Polacy zapytani ogólnie, co ich zdaniem jest najważniejszą przyczyną małej liczby urodzeń, wskazują obawę kobiet przed utratą pracy (55 proc.) oraz koncentrację na karierze (47 proc.). Natomiast respondenci zapytani, co ich samych powstrzymuje przed posiadaniem (większej liczby) dzieci, wskazują na pierwszym miejscu brak wsparcia finansowego ze strony państwa (43 proc.), trudności mieszkaniowe (33 proc.) i wysokie koszty wychowania dzieci (33 proc.). Obawy związane z utratą pracy lub zachwianiem kariery zawodowej są wskazywane zdecydowanie rzadziej.

Badanie zostało zrealizowane w styczniu 2015 roku przez Dom Badawczy "Maison" na zlecenie Warsaw Enterprise Institute. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI na próbie 1078 osób - dorosłych Polaków. Próba była ogólnopolska, reprezentatywna ze względu na płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania.

źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,173 ... BoxBizLink
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Google [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM