Jednak Drzewiecki miał rację mówiąc, że Polska, to dziki kraj...
==========================
Komentarze:
3xm
Ciekawe ile państwo wyda na śledztwo i proces. Prawo jest prawem, ale też głupota jest głupotą.
---------------------------------------
ergosumek
Człowiek naprawił krzywdę, jaką ślepa Temida wyrządziła choremu człowiekowi i za to nieludzkie państwo polskie, w majestacie swego chorego prawa, będzie karać tego człowieka, zamiast go wynagrodzić.
-----------------------------------------
spankeemee
Niech Pan się trzyma Panie Dyrektorze! Teraz będą Pana chcieli zniszczyć za to, że za Państwową pensję chciał Pan być także człowiekiem a nie bezduszną maszyną jak większość pozostałych urzędników. Wielka odwaga i wielkie serce!
----------------------------------------
samjack47
ludzie trzymajcie mnie to jakas paranoja tabuny urzędasów za moje pieniadze bedą teraz przez lata wyjsniać cz pułkownik popełnil wykroczenie
====================================
Wafelek wart był 99 gr. Złodziej, chory psychicznie, poszedł siedzieć. Dyrektor więzienia, który mu pomógł, jest w tarapatach
To historia o tym, jak wrażliwy funkcjonariusz na służbie państwa kierowany odruchem serca wyszedł poza procedury i pomógł słabemu obywatelowi. I państwo, któremu służy od wielu lat, chce go za to ukarać.
Dobry funkcjonariusz to Krzysztof Olkowicz, dyrektor Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie. Podlegają mu miejscowe areszty śledcze i więzienia. Olkowicz pracy w więziennictwie poświęcił prawie 30 lat.
We wrześniu 2013 r. do Olkowicza zadzwonił jeden z pracowników aresztu w Koszalinie.
- Powiedział, że będziemy mieli rekord, że do aresztu w celu odbycia kary doprowadzono mężczyznę skazanego za kradzież wafelka wartego 99 groszy. Wcześniej mieliśmy osobę skazaną za kradzież soku malinowego za 1,19 zł - mówi "Gazecie Wyborczej" Olkowicz. Dyrektor chciał zobaczyć, jak wygląda złodziej wafelka, i zapytać, dlaczego jest w areszcie.
Elvis prosi o przepustkę
Okazało się, że to 42-letni Arkadiusz K., z fryzurą stylizowaną na Elvisa Presleya. Występował m.in. w "Szansie na sukces". Chory na schizofrenię i ubezwłasnowolniony mężczyzna wafelek oblany czekoladą ukradł w 2011 r.
Policjanci, którzy go ujęli, sprawdzili dowód, ale nie zauważyli, że na dokumencie nie ma podpisu, co oznacza, że jest on ubezwłasnowolniony.
Sąd skazał go zaocznie (sprawca nie przyszedł na rozprawę) na 100 zł grzywny. Arkadiusz K. jej nie wpłacił, więc sąd zamienił mu ją na pięć dni aresztu. Orzeczenie wysłał do sprawcy, a ten się nie odwołał. Potem sąd będzie się tłumaczył, że to nie wina sądu, bo przecież można było się odwołać. A że sprawca jest ubezwłasnowolniony? Sąd odpowie: "Nie ma bazy psychicznie chorych, w przyszłości sytuacja może się powtórzyć".
Olkowicz spotkał się ze skazanym, gdy mężczyzna przebywał w celi trzeci dzień.
- Prosił, żeby dać mu przepustkę na godzinę do domu, bo chce nakarmić papużkę - mówi Olkowicz. - Zaproponował mi, że zaśpiewa piosenkę Elvisa Presleya. Od razu zorientowałem się, że nie powinno go tu być. Że ten człowiek wymaga opieki i pomocy, a nie kary więzienia. I to jeszcze za co? Za wafelek.
Zadzwonił do sekretarki i poprosił, żeby wpłaciła 40 zł, bo tyle były warte dwa pozostałe dni aresztu. Sekretarka dokonała wpłaty na nazwisko dyrektora, bo ten czuł, że mogą z tego być problemy. Oddał jej pieniądze. Gdyby dyrektor formalnie złożył wniosek o jego zwolnienie, procedury trwałyby długo.
Następnego dnia Arkadiusz K. wyszedł na wolność.
- Gdy wychodził, w bramie aresztu zaśpiewał mi "Love Me Tender" Presleya - mówi Olkowicz.
Życzliwi współpracownicy donoszą
Ta historia mogłaby mieć happy end. Ale po kilku dniach w Ministerstwie Sprawiedliwości ląduje anonim. "Byliśmy wielce zdumieni, oglądając Wiadomości TVP 1, gdzie dyrektor Olkowicz przyznaje się publicznie do wpłacenia z własnych pieniędzy grzywny za ukaranego, czyli przyznaje się do popełnienia wykroczenia z artykułu 57 kodeksu wykroczeń" - podpisane: "Zaniepokojeni funkcjonariusze okręgu koszalińskiego".
Artykuł 57 zabrania zbiórek na grzywnę oraz opłacania jej osobom nie będącymi krewnymi skazanego. Czemu nie spodobało się to funkcjonariuszom?
- Dlaczego został wykupiony tylko jeden ukarany, a nie wszyscy znajdujący się w podobnej sytuacji? - pytają ministra sprawiedliwości.
Z donosu wynika, że boli ich co innego. Dyr. Olkowicz w połowie 2013 r. wywołał trzęsienie ziemi w koszalińskim więziennictwie. Zrobił wszystko, żeby pomóc wyjść na wolność innemu choremu skazanemu Radkowi Agatowskiemu, który też trafił do więzienia za drobne kradzieże, a w celi przeżył piekło. Z opinii biegłego wynika, że współwięźniowie się nad nim znęcali, a nawet przypalali go papierosami. Prawdopodobnie też go molestowali seksualnie.
Funkcjonariusze żalą się w donosie, że w takich sytuacjach dyrektor nie stosuje procedur. Że po sprawie Agatowskiego zwołał naradę, na której mówił, że są "bezduszni i niekompetentni". Faktem jest, że Olkowicz wyciągnął konsekwencje służbowe.
Za pomoc - grzywna albo sąd
Ministerstwo na podstawie donosu złożyło zawiadomienie do komendanta policji w Koszalinie. Jako dowód opłacenia grzywny za Arkadiusza K. dołączyło kopię anonimu.
- Opisane działanie może wyczerpywać znamiona wykroczenia. W sprawie należy przeprowadzić czynności wyjaśniające w celu ustalenia, czy istnieją podstawy do wystąpienia z wnioskiem o ukaranie - podpisał sędzia Mirosław Przybylski z departamentu wykonania orzeczeń i probacji ministerstwa.
Co zrobiła policja z Koszalina?
- Zaproponowali mi, żebym dobrowolnie przyjął 50 zł grzywny. Ale za co? Za to, że pomogłem człowiekowi, który nigdy nie powinien znaleźć się w więzieniu? Prawo ma być bezduszne, a ja mam zamykać na to oczy? Gdybym tego nie zrobił, byłbym bezdusznym urzędnikiem. Nie chcę być tępym i ślepym wykonawcą wszystkiego. Mam się nie zastanawiać nad tym, co robię? Żeby sędzia chociaż widział, kogo skazuje. Tacy ludzie nie powinni trafiać do więzienia. Karanie ich więzieniem nie ma sensu - dziwi się Olkowicz.
Policja nie uznała jednak, że sprawa ma niski stopień szkodliwości społecznej i skierowała do sądu wniosek o ukaranie ludzkiego dyrektora. Sprawa czeka na termin.
Ministerstwo Sprawiedliwości tłumaczy się, że anonimowe pismo po prostu przekazało właściwym organom. A decyzja należy do sądu.
Z danych Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że upośledzonych osób w stopniu umiarkowanym i znacznym przebywa w więzieniach ponad 200. Ich intelekt jest porównywalny do intelektu dzieci w wieku 6-9 lat. Wymagają stałej opieki.
Olkowicz żartuje: - Będę się bronił, że te 40 zł to tantiemy za wykonanie "Love Me Tender".
Grozi mu grzywna lub areszt.
Dla "Wyborczej": Paweł Moczydłowski, szef więziennictwa w latach 90.:
Olkowicz to jeden z najlepszych dyrektorów więziennictwa. Ma energię, odwagę, żeby wyrażać niezadowolenie z błędnych decyzji sądu. Teraz się go szczypie i mówi: "cicho siedź". Czy urzędnik nie może być człowiekiem? Jego zachowanie to akceptowalna forma protestu, bo takich spraw jak ta jest więcej. Mamy przepełnione więzienia, kolejni skazani czekają w kolejce na odbycie kary, a my wsadzamy do celi ludzi skazanych za wafelek.
Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, UJ, były minister sprawiedliwości:
Dyrektor nie powinien tak robić. Ale tej sprawy nie powinno być ze względu na znikomą szkodliwość społeczną. To nie ma sensu, bo w tej sytuacji trzeba by wszcząć postępowanie wobec osób, które dopuściły do umieszczenia tego skazanego w areszcie. Trzeba zbadać, czy zawinił sąd, policja, prokuratura, czy poddano go badaniom psychiatrycznym.
źródło:
http://wyborcza.pl/1,75478,15400423,Waf ... borcza#Cuk