Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów:

wespazjan300

200, 300 a nawet ponad 500% podwyżki, to robi wrażenie! Nie trudno złapać się za głowę o co tutaj chodzi? Jednak jak na zdrowy rozum przyjąć do wiadomości fakt, że w centrum miasta można wynająć mieszkanie za kilkadziesiąt złotych/mc? Nie chodzi tutaj przecież o stare domy położone tuż przy samych torach, które często widać z okien pociągów a które zasiedlone są przez byłych pracowników PKP i ich rodziny. To zupełnie inna rzecz. Chodzi o zupełnie przyzwoite mieszkania w centrach dużych miast, które nawet po podwyżce 500%, będą i tak tanie jak barszcz. Nie można tutaj tłumaczyć tego faktu, żekomuś się coś należy, bo pracował w PKP. Wszyscy gdzieś kiedyś pracowali, bo taki był ustrój że wszystko było wszystkich. Ten przykład pokazuje, dlaczego ten kraj nasz wspaniały ciągle nie może się podnieść z kolan. Na każdym kroku zupełny bałagan, brak zarządzania a już na PKP ... to szkoda mówić. Dopóki nie zrobi się normalnie, to nie będzie dobrze.

--------------------------

gostek_gostek

To szokujące, że taki stan rzeczy ma miejsce do dzisiaj. To szokujące, że podwyżki są tak małe. Przecież wszyscy podatnicy dopłacają ciągle to tego PKP! te podzieliło się na tysiąc różnych spółek i w ten sposób doją nas podatników. Z jednej strony samorządy dopłacają do nierentownych spółek wożących ludzi a z drugiej płynie strumień pieniędzy ogromnych darmowych zasobów mieszkaniowych i tysięcy różnych aktywności gospodarczych prowadzonych przez PKP. Te mieszkania już dawno powinny zostać wyprzedane a zarząd tymi zasobami powinien pójść w ręce profesjonalnych zarządców lub właścicieli (jak kto woli). Z takich pieniędzy nie sposób utrzymać nieruchomość a co dopiero zapewnić jej jakiekolwiek remonty. Niebawem większość tych zasobów zostanie zrujnowanych a za ich odtworzenie znowu zapłaci podatnik!

=====================
PKP podwyższa czynsze nawet o 541 proc.
Obrazek
PKP SA chce od września podwyższyć czynsze w mieszkaniach kolejowych i zlikwidować w ten sposób 19-milionowy deficyt na działalności mieszkaniowej. Do tej pory najniższe stawki czynszów sięgały ledwie... 20-30 groszy za metr kwadratowy za miesiąc. Najemcy lokali PKP już protestują

PKP SA dysponuje ponad 25 tys. lokali mieszkalnych. Ich mieszkańcy to zazwyczaj kolejarze lub byli kolejarze czy ich rodziny. Mieszkania nie są w najlepszym standardzie, ale za to często są w niezłej lokalizacji. W Warszawie na przykład mieszkania kolejowe są na rogu ulicy Chmielnej i Żelaznej, na ulicy Pańskiej czy przy Dworcu Warszawa Gdańska.

PKP przez lata utrzymywało opłaty czynszowe na bardzo niskim poziomie. - Najniższe stawki to nawet 20-30 groszy za metr kwadratowy za miesiąc - mówi Katarzyna Mazurkiewicz, rzeczniczka PKP SA. - Ponadto występują różnice pomiędzy opłatami w budynkach kolejowych a opłatami w budynkach gminnych. Z uwagi na konieczność wyrównania tych stawek wzrost inflacji oraz opłat, takich jak np. podatki, od września bieżącego roku zaczną obowiązywać nowe stawki czynszu za mieszkania kolejowe - dodaje. Zmiany w czynszach nie dotyczą lokali usługowych należących do PKP.

Niektórzy mieszkańcy lokali należących do PKP będą musieli zapłacić kilkakrotnie więcej za czynsz. Nic więc dziwnego, że najemcy już piszą listy protestacyjne w sprawie podwyżek.

Podwyżki czynszu w województwie wielkopolskim sięgną średnio 541 proc., a śląskim - 333 proc., a w dolnośląskim - 320 proc. W wielkopolskim opłata za metr kwadratowy za miesiąc wzrośnie z 46 groszy do 2,95 zł. To oznacza, że wynajmujący mieszkanie o powierzchni 50 m kw. zamiast 23 zł czynszu zapłaci średnio miesięcznie 147,5 zł.

- To i tak mniej, niż wynoszą opłaty w gminnych mieszkaniach komunalnych - argumentuje Mazurkiewicz.

Znacznie mniejszych podwyżek mogą się spodziewać osoby zamieszkujące mieszkania kolejowe w Warszawie (wzrost o 30 proc) czy w województwie warmińsko-mazurskim (o 34 proc.).

- Dotychczasowe zmiany opłat równomiernie obciążały mieszkańców wszystkich lokali. Tym razem nowe stawki zostały wyliczone indywidualnie dla każdego lokalu mieszkalnego. Uwzględniono ponadto wysokość czynszów obowiązujących w gminach, na terenach których znajdują się lokale kolejowe, oraz ujednolicono stawki dla poszczególnych lokalizacji: miast, dzielnic, budynków - mówi Mazurkiewicz.

Co zyska PKP na podwyżkach czynszów? Liczy na to, że uda się choć trochę zmniejszyć deficyt wynikający z działalności mieszkaniowej. W zeszłym roku strata na działalności mieszkaniowej PKP sięgnęła 19 mln zł. - Wprowadzona podwyżka powinna poprawić wynik o około 14 mln zł w skali roku - mówi Mazurkiewicz.

Zmiany w opłatach czynszowych to tylko jedno z wielu działań oszczędnościowych, które w ostatnim roku wprowadziły nowe władze Grupy PKP. Głośne zatargi ze związkami zawodowymi, które skutkowały strajkiem ostrzegawczym, wywołały zmiany w ulgach na przejazdy kolejowe dla kolejarzy i ich rodzin.

Ostatnio władze PKP wykryły nieprawidłowości w swoich spółkach przy wprowadzaniu zamówień standardów zarządzania ISO. Zdaniem audytorów spółki z Grupy PKP znacząco za te zamówienia przepłaciły. W sumie usługa kosztowała 27 mln zł, a powinna kosztować około 0,5 mln zł. W jednej ze spółek - PKP LHS - odwołano prezesa i członka zarządu.

Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,139 ... z2UZvJcXlg
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

~ALFA
Po jaką cholerę kupowali "Penolino" skoro PESA-Bydgoszcz buduje podobnej klasy pociągi, z krajową aparaturą elektryczną , klimatyzowane, które już obecnie na próbach gonią około 160km/godz? W przyszłości mają osiągać ponad 200km/godz. Nie wiem czy się mylę, ale chyba ktoś nas wpakował (?) w włoskie części i serwis który bardzo, bardzo, bardzo drogo kosztuje. Nikt w Europie Zachodniej nie pozwala sobie na wypychanie swoich wyrobów z uzytkowania na swoich torach na rzecz obcych firm dostawczych. Takie draństwo może być tylko w naszym kochanym kraju. Smutne, ale prawdziwe.

========================

Afera na najwyższych szczeblach władzy w PKP
Prezes PKP Jakub Karnowski oraz jego zastępca Piotr Ciżkowicz mogli złamać prawo - ustaliła Wirtualna Polska. Obaj są szefami dwóch rad nadzorczych kolejowych spółek. Ustawa kominowa pozwala pełnić taką rolę tylko w jednej firmie należącej do Skarbu Państwa.

Według wpisów w Krajowym Rejestrze Sądowym szef PKP S.A. Jakub Karnowski od 2 lipca 2012 roku jest szefem rady nadzorczej spółki TK Telekom (spółka telekomunikacyjna należąca do PKP), a od 28 sierpnia nadzoruje także PKP Cargo. Jego zastępca, Piotr Ciżkowicz, 1 czerwca zeszłego roku został przewodniczącym rady nadzorczej spółki PKP Energetyka, a kilka dni później w KRS wpisano go jako szefa PKP Informatyka.

Zdaniem ekspertów obaj panowie pełnią swoje funkcje nielegalnie. Tak zwana ustawa kominowa mówi bowiem w artykule 4 wyraźnie, że jedna osoba może być członkiem rady nadzorczej tylko jednej spółki Skarbu Państwa. Wszystkie firmy, które nadzorują Jakub Karnowski i Piotr Ciżkowicz, są własnością państwa w 100 proc.

- Ustawa jest w tej kwestii bardzo precyzyjna i zakazuje jednej osobie zasiadać w więcej niż jednej radzie nadzorczej - mówi Paweł Kobierzewski, starszy prawnik w Grupie Trinity.

Jego słowa potwierdzają decyzje sądów. Swego czasu głośna była sprawa Andrzeja Pudełko z Urzędu Miejskiego w Lublinie, który zasiadał w kilku radach nadzorczych miejskich spółek i umieścił tam też swoich kolegów. Sąd uznał, że choć znali przepisy, to celowo nie zrezygnowali z pełnionych funkcji i pobierali przez lata wielotysięczne wynagrodzenia. Ostatecznie sąd skazał Andrzeja Pudełko na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.

W przypadku PKP najprawdopodobniej nie było jednak mowy o chęci dorobienia przez kolejowych szefów. Według Mirosława Kuka, rzecznika PKP S.A., obaj prezesi za zasiadanie w radach nadzorczych kolejowych spółek nie pobierają wynagrodzenia. W zeszłym roku PKP ujawniło, że Jakub Karnowski za pełnienie funkcji prezesa spółki dostaje na kontrakcie menadżerskim ok. 60 tys. zł miesięcznie, a jego zastępca Piotr Ciżkowicz - 40 tys. zł.

- Moim zdaniem doszło do zwykłej pomyłki. Ktoś w PKP po prostu nie zna prawa. Najprawdopodobniej góra zadecydowała, że chce nadzorować kolejowe spółki, a decyzja zapadła bez konsultacji z działem prawnym - uważa Paweł Kobierzewski.

Ta pomyłka może jednak sporo kosztować. PKP chce, jeszcze jesienią, wprowadzić swoją spółkę-córkę PKP Cargo na warszawską giełdę. Tymczasem przez ostatnie pół roku przewoźnik towarowy de facto nie miał przewodniczącego rady nadzorczej. Ponieważ Jakub Karnowski według KRS został najpierw mianowany nadzorcą TK Telekom, a dopiero w dwa miesiące później PKP Cargo, to według polskiego prawa do tej drugiej nominacji nigdy nie doszło.

Zgodnie z kodeksem spółek handlowych wszystkie głosowania i podpisy złożone przez osobę powołaną niezgodnie z prawem do rady nadzorczej są nieważne. Nie oznacza to jednak automatycznie, że nieważne są decyzje całej rady. Wszystko zależy od tego czy podczas podejmowania decyzji było quorum już bez osoby nieuprawnionej i czy bez jej udziału była odpowiednia liczba głosów za daną uchwałą - tłumaczy Paweł Kobierzewski.

Według informatora Wirtualnej Polski do błędu mogło dojść, bo Jakub Karnowski i Piotr Ciżkowicz chcą przejąć pełnię władzę w spółkach kolejowych.

- Pragną centralnie rządzić całą koleją. Wszędzie starają się wkładać swoich ludzi. Jak widać nie specjalnie jednak potrafią zarządzać PKP, skoro popełniają tak proste błędy - mówi nam osoba zbliżona do PKP.

Podobne głosy podnoszą ostatnio związkowcy w PKP Cargo. Kolejarzom nie podoba się, że do rozmów z nimi wyznaczany jest wiceprezes spółki Adam Purwin, który jest człowiekiem Jakuba Karnowskiego. Od zarządzania spółką odsuwany jest natomiast prezes PKP Cargo - Łukasz Boroń.

Jakub Karnowski prezesem PKP S.A. jest od kwietnia ubiegłego roku. Został wybrany na to stanowisko po wielomiesięcznych poszukiwaniach. Jako menadżerowi z wieloletnim doświadczeniem ministerstwo transportu zgodziło się na zaoferowanie bardzo wysokiego wynagrodzenia, a jako zadanie wyznaczono restrukturyzację spółki.

Jak dotąd PKP S.A. nie odpowiedziało na nasze pytanie, jak mogło dojść do tak rażącej pomyłki.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,104114,title,A ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów:

jerzy.zywiecki

To co zrobiono z polską koleją, tak jak i z całą gospodarką, woła o pomstę do nieba!
W ostatnich 3-ch miesiącach mam inny kuriozalny przykład pracy tej komunikacji. O ile mogę wykupić bilet w Bielsku Białej na pociągi do Warszawy, nawet na pociąg na lotnisko Okęcie., to w Warszawie , na Centralnym nie potrafią mi sprzedać biletu do Bielska. Kupuję tylko do Katowic a następnie w siedmiominutowej przerwie w połączeniach biegnę z bagażami do kas w Katowicach i kupuję bilet do Bielska B. Jedno co mogę powiedzieć, to że punktualność Kolei Śląskich znacznie się poprawiła i obsługa sympatyczniejsza.


---------------------------------

sprawiedliwy02

Ot i polska rzeczywistość jak z różnymi przepisami. Jakiś baran coś wymyślił i nie powiem bo idea ciekawa tylko dyrekcja PKP powinna ów pomysł wprowadzić dopiero jak będzie wszystko dopracowane włącznie z takimi baranami jak ten kolejarz.

========================
Bilet PKP Intercity na iPadzie? "Nie ma pan wydrukowanego, nie jedzie pan"
Obrazek
Nasz czytelnik kupił przez iPada bilet na pociąg z Krakowa do Gdańska i nie mógł z nim wejść do wagonu sypialnego. - Nie ma pan wydrukowanego biletu, nie jedzie pan - usłyszał. Dlaczego? Bo część kontrolerów nie ma czytników do takich biletów. - Pracujemy nad ich zakupem. Wkrótce takie sytuacje nie będą miały miejsca - zapewnia rzecznik PKP.
Do redakcji portalu Gazeta.pl napisał nasz czytelnik. Pan Piotr wybrał się w podróż z Krakowa do Gdańska pociągiem. - Żeby nie stać w kolejkach, kupiłem bilet przez internet. Chciałem się wyspać i móc pracować w Gdańsku, dopłaciłem za wagon z miejscami do leżenia. Jak się okazało, tylko chciałem... Podróżuję bardzo często z Krakowa do Warszawy i nigdy nie spotkałem się z problemem, jeżeli okażę bilet na iPadzie. Bo tak jest wygodniej, szybciej, nie trzeba drukować, a bilet można kupić wszędzie - wyjaśnia.

"Nie ma wydrukowanego biletu, to pan nie wejdzie"

Tym razem miał pecha. - Pan w wagonie sypialnym mówi: "Ma pan bilet, ale niewydrukowany, więc nie mogę pana wpuścić". Zamyka drzwi na kłódkę i odchodzi. Wsiadam więc do normalnych wagonów i idę do kierownika. Skanuje bilet, wszystko jest w porządku. Nie może mi jednak pomóc, bo tamtych wagonów nie obsługuje - relacjonuje pan Piotr.

Dzwoni więc pod numer podany na drzwiach wagonu sypialnego, słyszy: "Nie ma pan wydrukowanego biletu, nie jedzie pan". - Odpowiadam, że kierownik pociągu przeczytał kod na swoim urządzeniu, bilet jest ważny, połączenie zostało przerwane. Na próżno. Dzwonię więc do znajomego w Warszawie. Ten drukuje bilet, przynosi go o 4 na dworzec centralny i z tym samym biletem, ale już wydrukowanym, wsiadam do wagonu sypialnego - opowiada.

PKP: "Pracujemy nad tym"

Co na to PKP Intercity? Rzecznik przewoźnika zapewnia, że takie sytuacje wkrótce nie będą miały miejsca. - Konduktorzy wagonów sypialnych, czyli pracownicy WARS, nie mają na wyposażeniu odpowiednich czytników biletów elektronicznych, które umożliwiałyby im kontrolę biletów, zanim podróżny zajmie swoje miejsce w przedziale - twierdzi Zuzanna Szopowska, rzecznik prasowy i dyrektor biura komunikacji i public relations PKP Intercity.

Dodaje, że PKP wspólnie z Warsem pracują nad tym, aby ich konduktorzy mieli tablety z czytnikami. - Do tego czasu postaramy się wprowadzić procedurę sprawdzania biletów w pierwszej kolejności w wagonach sypialnych i kuszetkach - zapewnia Szopowska.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... SlotII3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Liczą na wsparcie KGHM i fundusze unijne
08.08.2013. Radio Elka

Wraca temat połączenia kolejowego Legnicy, Lubina, Polkowic i Głogowa. Szansę na jej utworzenie samorządowcy upatrują we współpracy z Polską Miedzią. - W piątek spotkamy się w tej sprawie między innymi z prezesem spółki Pol-Miedź Trans - informuje prezydent Jan Zubowski.

Linia kolejowa łącząca Legnicę, Lubin, Polkowice i Głogów jest dobrym pomysłem na skomunikowanie miedziowych miast. Niestety jest też pomysłem kosztownym. Wymaga bowiem nie tylko nakładów na remont istniejącej już kolejowej infrastruktury, ale też
nowych torów pomiędzy Polkowicami a Głogowem.

- Zdajemy sobie sprawę, że tej inwestycji nie można zrealizować wyłącznie środkami z samorządów. Szansą jest natomiast połączenie środków samorządowych z tymi pochodzącymi z KGHM i Unii Europejskiej - mówi prezydent Zubowski.

W piątek odbędzie się w siedzibie Polskiej Miedzi kolejne spotkanie poświęcone pomysłowi. Oprócz przedstawicieli dziesięciu samorządów oraz przedstawiciela zarządu KGHM, weźmie w nim przedstawiciel zarządu województwa oraz prezes spółko Pol-Miedź Trans.

- Prezesowi Pol-Miedź Transu zależy na tym, by został dokładnie oszacowany koszt całego przedsięwzięcia. Pozwoli to na konkretne już rozmowy z władzami województwa - twierdzi Zubowski.

Samorządowcy liczą również na to, że pieniądze na stworzenie linii kolejowej łączącej miasta miedziowego zagłębia, uda się pozyskać z funduszy unijnych w ramach programu Zintegrowane Inwestycje Terytorialne. (mai)

źródło: http://miedziowe.pl/content/view/64593/189/
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Pytania : Po co nam Pendolino, gdy nie mamy torów przystosowanych do prędkości 240 km/godz ? Po co nam 60 spółek w PKP ? Chyba tylko po to, żeby marnotrawić pieniądze z budżetu i niektórym przy okazji udało się dobrze ,,obłowić".
==================================

Sprytni chłopcy z bocznicy

W PKP trwa wojna. Z jednej strony związkowcy i układy. Z drugiej prezes, który zobowiązał się do sprywatyzowania największych spółek grupy. Plany chce mu pokrzyżować kolejarski beton. W tej sytuacji spuścił ze smyczy oddział specjalny: 18-osobowe biuro audytu.

Obrazek
Jak kręcić duże lody, to tylko w państwowej firmie. A mało która nadaje się do tego tak dobrze, jak PKP. Bo w tej grupie nic nie jest przejrzyste.

Z jednej strony Pendolino i nowe błyszczące dworce. Z drugiej - wyłudzenia, korupcja, nepotyzm. Ale czy może być inaczej? Grupa PKP to 50 spółek, 85 tys. pracowników, kilkaset związków zawodowych. Dla kogoś spoza tego świata bardzo trudne jest wniknięcie w złożoną, hermetyczną strukturę kolei i gąszcz wzajemnych powiązań między spółkami. A im mniej to wszystko przejrzyste, tym lepiej dla ciemnych interesów. Prokuratura oraz CBA mają w PKP pełne ręce roboty.

Nosił wilk razy kilka

Jeśli w mętnej wodzie łowi się najlepiej, to pociągi PKP Cargo są jak łodzie na bagnach. Józef Wilk, szef NSZZ "S" w Zakładzie Południe PKP Cargo, był w zakładzie w Nowym Sączu nazywany prezesem. Nabił sobie takie dodatki za służbę w nocy, niedziele i święta, za staż pracy itd., że po zsumowaniu z premiami uznaniowymi oraz rekompensatą za pracę na rzecz związku zarabiał więcej niż szef całej spółki. Z prezesem PKP Cargo łączy go też to, że obaj nie prowadzili ostatnio pociągów. Z tym że Józef Wilk powinien, bo jest starszym maszynistą. Prokuratura sprawdza, czy nie wyłudził pieniędzy, fałszując karty pracy, i czy nie doprowadził do ryzyka katastrofy w ruchu lądowym, bo na trudnych trasach zamiast dwóch maszynistów jeździł jeden. Grozi mu do ośmiu lat za kratkami.

Tabloidy mają używanie: pokazały już zdjęcia Wilka - z wydatnym brzuchem - wysiadającego z terenowego mercedesa z tytułem: "Tak upasł się kolejowy związkowiec". Po ujawnieniu tych faktów Wilk nie przestaje zaskakiwać. Jak dowiedział się DGP, przy średnim wynagrodzeniu 33 tys. zł brutto miesięcznie wystąpił ostatnio do spółki o... zapomogę na leki. Tych potrzebuje, bo schronił się przed zwolnieniem dyscyplinarnym na oddziale kardiologii w szpitalu w Nowym Sączu. W ubiegłym tygodniu oddział dyskretnie opuścił i ślad po nim chwilowo zaginął. Na dostarczenie wypowiedzenia pracodawca ma 30 dni, więc zabawa w kotka i myszkę trwa na całego.

To tylko wierzchołek góry lodowej. Do mediów wyciekają kolejne informacje o zarobkach liderów związków. Marek Podskalny, lider NSZZ w PKP Cargo, ma dostawać 15 tys. zł, a Waldemar Latała, szef Federacji Związków Zawodowych Maszynistów Lokomotyw w Wałbrzychu - 12 tys. zł. Łącznie związkowcy kosztują PKP ponad 30 mln zł rocznie, dwa razy więcej niż w KGHM. W tej atmosferze podenerwowany przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych Leszek Miętek pokazał nawet w telewizji swój wydruk RMUA (7,5 tys. zł). Wytknął, że dwa razy więcej od związków kosztują kolej liczni menedżerowie - z wynagrodzeniem prezesa 59 tys. zł miesięcznie łącznie, a z premią na poziomie prawie 100 tys. zł.


Bo to już jest otwarta wojna. Z jednej strony związkowcy i układy zakonserwowane na kolei przez lata. Z drugiej strony ekipa prezesa PKP Jakuba Karnowskiego, byłego finansisty i bankowca, który na kolei jest obcy, a zobowiązał się do sprywatyzowania największych spółek grupy i uzyskania w ten sposób środków na spłatę 4,2 mld zł długu PKP. Zadanie sprzedaży spółek, w szczególności PKP Cargo, utrudnia mu kolejarski beton, dlatego postanowił go częściowo skruszyć. To nie postawa szeryfa - to czysty makiawelizm. W tych okolicznościach prezes spuścił ze smyczy swój oddział specjalny: 18-osobowe biuro audytu skompletowane z dobrze opłacanych specjalistów z firm doradczych.

Ustawki w Intercity

Największy strzał grupy specjalnej: ujawnienie ustawki przetargu z 2011 r. na czyszczenie wagonów i lokomotyw PKP Intercity, który był wart blisko 200 mln zł. Do specyfikacji wpisano wymogi ograniczające konkurencję do konkretnych firm. Jak to się robi na kolei? Warunkiem udziału w grze był wymóg posiadania certyfikatu wydawanego przez Izbę Gospodarczą Transportu Lądowego. Takie certyfikaty, owszem, wydano ośmiu firmom, ale miesiąc po terminie składania ofert. Na dodatek w komisji wydającej certyfikaty zasiadał prezes firmy, która wygrała przetarg. I dodatkowy smaczek: procedura przetargowa ruszyła w terminie, który z góry uniemożliwiał jej zakończenie przed wygaśnięciem umów. Po tym terminie PKP Intercity zlecała intratne umowy z wolnej ręki dotychczasowym wykonawcom, słono przy tym przepłacając. W efekcie przez 10 miesięcy PKP miały stracić ponad 2 mln zł. W PKP Intercity poleciały głowy. Pracę stracił m.in. członek zarządu Tadeusz Matyla, który wcześniej - to ciekawy wątek - miał zasiadać w radzie nadzorczej spółki, która wygrywała przetargi. Tę sprawę do dziś bada prokuratura.

Inną ustawką był ubiegłoroczny przetarg PKP Intercity na modernizację wagonów restauracyjnych. Wagony do naprawy wysłano do Pesy Bydgoszcz na dwa dni nawet przed wskazaniem zwycięzcy przez komisję przetargową. Oczywiście, to właśnie ten wykonawca wygrał później przetarg. Komisja zgodziła się później na ofertę znacząco wyższą, niż przewidywał kosztorys inwestorski, ale uzasadnienie było takie, że Pesa jako jedyna zadeklarowała szybki termin, a wagony były na gwałt potrzebne. Mimo że potem wykonawca nie dostarczył wagonów w obiecanym terminie, przewoźnik i tak nie naliczył kar umownych.

Prostszym sposobem na wyprowadzanie pieniędzy był outsourcing - w trybie z wolnej ręki - zleceń, które bez kłopotu mogły być wykonane własnymi siłami spółki. Śledczy badają wątek zlecania przez PKP Intercity usług rewidenckich na zewnątrz, mimo że miesięczny koszt wykonania tego samego przez spółkę był o 200 tys. zł mniejszy. Władze PKP twierdzą, że udaremniły próbę przedłużenia tej współpracy na lata 2013-2015 o wartości 12 mln zł.

W ISO nie ma seksu


Jak wyciągnąć pieniądze na kolei bez ryzyka? Dobrze jest zakręcić się przy zleceniach, które są mało sexy dla mediów. Cóż może być nudniejszego od usług certyfikacyjnych ISO? Właśnie dlatego przez lata wykonawcy specjalnie dla spółek z Grupy PKP ustalali oferty wyższe co najmniej 10 razy od rynkowych. Dzięki zmowie cenowej ze spółek PKP zostało wyprowadzonych - bagatela - 27 mln zł. Nieprawidłowości wyszły na jaw początkowo w PKP Cargo, ale po rozszerzeniu śledztwa ujawniono ośmiornicę obejmującą też spółki TK Telekom, PKP LHS, Cargo Service i Trade Trans.

Mechanizm był dziecinnie prosty. W ustawce brały udział trzy firmy. Do nich, i tylko do nich, ze spółek kolejowych były wysyłane zapytania ofertowe. Dwie z nich bardzo szybko wycofywały się z postępowania. Wygrywała z reguły firma Qwantum, a pozostali oferenci w ramach rekompensaty zostawali jej podwykonawcami. Ta zabawa trwała w najlepsze przez kilka lat, aż PKP matka zwróciła się o opinię w sprawie wdrożenie ISO do spółki córki PKP Informatyka. Okazało się, że za prace, na które pięć kolejowych podmiotów wydało łącznie 27 mln zł, można było zapłacić 550 tys. zł, i to w przypadku zlecenia dla 10 spółek.

Z PKP po latach popłynęły w tej sprawie doniesienia do prokuratury i CBA. Odwołani zostali prezes PKP LHS Zbigniew Tracichleb i wiceprezes Dariusz Sikora. Zarząd PKP twierdzi, że w pozostałych czterech spółkach osoby odpowiedzialne za niekorzystne kontrakty już nie pracują. Co z tego, skoro kasa już została wytransferowana? Kolej zapowiada działania prawne, aby odzyskać bezpodstawnie zapłacone kwoty faktur. Grupa PKP ma w postępowaniu karnym status pokrzywdzonego i jest szansa, że część wypłaconych kwot wróci na kolejowe konta.

Inny niemedialny temat, na którym można przepłacić: rozbiórka zrujnowanych obiektów PKP. Wybór wykonawców odbywał się często w trybach niekonkurencyjnych, każdy z oddziałów robił to na własną rękę. Kiedy w tym roku PKP ogłosiły jedno wspólne postępowanie na rozbiórkę kilkuset budynków, mają do zapłaty 2,5 mln zł. W ubiegłym roku w przypadku 350 odrębnych postępowań to samo kosztowało ponad 15 mln zł. Rozdrobnione postępowania trwały od lat, a kasa wypływała z grupy szerokim strumieniem. Ile takich wydatków wciąż ma miejsce - nie wiadomo.

Rodzinny szczyt Kasprowy

Lody świetnie się też kręci w PKP w działalności poza działalnością podstawową, i z dala od oka spółki matki. Do maja tego roku PKP były właścicielem spółki Polskie Koleje Linowe, zarządzającej infrastrukturą turystyczną m.in. na Kasprowym Wierchu i Gubałówce. Spółka żyła własnym życiem bezpiecznie w górach, przez nikogo nienękana do jesieni 2012 r. To wtedy ruszyła procedura prywatyzacyjna, która nagle wymusiła transparentność. Kontrolerzy wykryli, że prezes Andrzej Laszczyk wynajmował atrakcyjne powierzchnie handlowe, np. na Kasprowym Wierchu i Krupówkach, firmom powiązanym ze swoją rodziną. Robił to w trybie z wolnej ręki, bez rozeznania stawek rynkowych. W efekcie na szczycie Kasprowego Wierchu działa dziś sieciówka Pizza Dominium, która pasuje do świętej góry narciarzy jak pięść do nosa.

Andrzej Laszczyk zapłacił za to stanowiskiem, ale nie musi tłumaczyć się przed śledczymi. - Zawiadomienia do prokuratury w tym przypadku nie było, bo nikt nie złamał prawa. Nepotyzm to zagadnienie etyki biznesu - przyznaje Jakub Karnowski, prezes PKP.

Jest też druga strona medalu. Pozbycie się ze spółki Laszczyka przyspieszyło proces prywatyzacji, co pokazuje, że paliwem dla tropienia nieprawidłowości są często doraźne interesy holidngu. Ze sprzedaży PKL spółce Polskie Koleje Górskie - de facto funduszowi Mid Europa Partners, który ma w niej 98 proc. udziałów - PKP uzyskały 215 mln zł. To jak na razie jedyny duży strzał prywatyzacyjny obecnego zarządu PKP. Transakcja czeka na zatwierdzenie przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Już wiadomo, że wypowiedzenie umowy pizzerii na Kasprowym będzie jednym z pierwszych posunięć nowego właściciela.

Przy wspomnianych numerach takie "drobnostki" jak kradzież 11 tys. litrów paliwa przez jednego pracownika PKP Energetyka nie robią wrażenia. Nikt tego nie zauważył - albo nie chciał zauważyć - mimo monitoringu. Po wykryciu ubocznej działalności paliwowej kolejarza zdarzył się cud: na stacjach zaczęły się nagle pojawiać nadwyżki paliwa, którego wcześniej notorycznie brakowało.

Atmosfera braku gospodarza zachęca grupy przestępcze do żerowania na PKP. Złodzieje infrastruktury kolejowej, z powodu których kolej tylko w tym roku straciła już prawie 10 mln zł, działają z taką pewnością siebie, że w PKP Polskich Liniach Kolejowych zapadła decyzja o utrzymywaniu pod napięciem 3000 V sieci trakcyjnej nawet na liniach czasowo wyłączonych z eksploatacji. Policja zwraca uwagę na fachowość przestępców. Śledczy badają, czy część z nich nie współpracuje z PKP i Strażą Ochrony Kolei.

Pieniądze wyciekają na kolei, jeśli coś trzeba zrobić szybko, bo cel uświęca środki. Tak było z remontami dworców przed Euro 2012, kiedy lekką ręką wydawano pieniądze na roboty dodatkowe. Z kontroli zleconej przez Ministerstwo Transportu wyszło, że nieprawidłowości dotyczą 35 obiektów, a wartość robót dodatkowych, dla których trudno znaleźć uzasadnienie, to ok. 27 mln zł. Celowe działanie czy nieumiejętność oszacowania kosztów na etapie planowania? To wątpliwości, które będą teraz sprawdzane. Faktem jest, że rachunek za szykowany na Euro 2012 Dworzec Centralny w Warszawie urósł z 47 mln do 55 mln zł, a kolejne 22 mln zł kolej chce wydać w tym roku na poprawki.

Jeśli dodamy do tego słabe wyniki komercjalizacji dworców (mniej niż 60 proc. wynajętej powierzchni handlowej na największych stacjach, i to po remontach), to menedżerowie PKP mogą mieć kaca. A propos: słabe wyniki tłumaczą zakazem sprzedaży alkoholu na dworcach, który zniechęca do PKP restauratorów.

Kto mieczem wojuje...

Opisane tu nieprawidłowości to w większości odkrycia ostatniego roku, a ich wartość to 200 mln zł. Za tę kwotę można kupić dwa pociągi Pendolino. Przy wydatkach grupy rzędu dziesiątków miliardów rocznie to czubek góry lodowej. Z ich powodu nikt za kratki nie trafił. Prokuratura, CBA i Urząd Zamówień Publicznych prowadzą postępowania wyjaśniające. Zanim sąd się nimi zajmie, miną lata. Duża część wiedzy jest na razie szczelnie zamknięta w gabinetach, bo jej ujawnienie może być niewygodne dla obecnej ekipy.

Jednak akcja powoduje kontrakcję, a tajemnicą poliszynela jest, że trwa poszukiwanie kompromitujących materiałów na ludzi z ekipy prezesów spółek PKP z nadania Karnowskiego, czyli tzw. bankomatów. Przy czym przejadły się już informacje o ich wyśrubowanych zarobkach. Według naszych informatorów, jeśli w przyszłości zmieni się układ rządzący resortem transportu i PKP, nowi audytorzy będą sprawdzać wątek dostawców systemów sterowania ruchem w Szczekocinach i ich powiązań politycznych. Wyjaśnień mogą wymagać kulisy zablokowania przez zarządcę infrastruktury PKP PLK wejścia na polski rynek czeskiego taniego przewoźnika Leo Express. Seksownym tematem będzie sprawdzenie, w jaki sposób przed laty z oferty przetargowej Pendolino wyparował system wychylnego pudła, dzięki czemu producent pociągów ograniczył koszty o 10 proc.

Kolej to tak wielki akwen mętnej wody, że śledczy zawsze będą mieli co łowić.

źródło: http://biznes.interia.pl/wiadomosci/new ... 41476,4199
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Odnośnie mego wpisu z 8 sierpnia 2013.

Cóż z tego jeżeli uda się w końcu doprowadzić do połączenia Legnicy, Lubina, Polkowic i Głogowa jednym szlakiem kolejowym, jeżeli nie istnieje połączenie Głogowa z Lesznem. Na trasie Głogów- Leszno nie kursują żadne pociągi, podobnie jak na trasie Legnica - Lubin - Głogów. Czarno ja to wszystko widzę. A kiedyś można było dojechać pociągiem bezpośrednio z Lubina do Szczecina i Warszawy, lub z przesiadką do Poznania. Czy te czasy jeszcze wrócą ?
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


LGOM - co dalej z pociągiem Legnica-Głogów

LGOM - co dalej z pociągiem Legnica-Głogów. Spółka Pol-Miedź-Trans wraz z samorządami i parlamentarzystami ziemi legnickiej podjęła inicjatywę modernizacji linii kolejowej 289 z Legnicy do Gwizdanowa, a następnie 273 do Głogowa.

Obrazek
- Kolej w obszarze LGOM służyć ma poprawie dostępności kolejowej zagłębia, dla ruchu towarowego (KGHM) i pasażerskiego - mówi Wiktor Lubieniecki, dyrektor departamentu infrastruktury w urzędzie marszałkowskim.

Dyrektor Lubieniecki dodaje, że LGOM to jest projekt rozwojowy, dlatego samorząd województwa uczestniczy w rozmowach. Jako jeden z organizatorów publicznego transportu zbiorowego, województwo mogłoby uruchomić na zmodernizowanej linii kolejowej w obszarze LGOM połączenia pasażerskie.

- A jako partner rządu w sprawie negocjacji tzw. Kontraktu Terytorialnego, samorząd województwa może podnieść wagę realizacji tego zadania infrastrukturalnego, a także uzgodnić sprawy ewentualnego dofinansowania inwestycji ze środków europejskich - dopowiada Wiktor Lubieniecki.

LGOM - co dalej z pociągiem Legnica-Głogów

Jednym z inicjatorów spotkania w sprawie połączenia kolejowego w LGOM (na początku sierpnia) był Robert Kropiwnicki, legnicki poseł Platformy Obywatelskiej.

- Do końca września ma być opracowana analiza wykonalności projektu budowy połączenia kolejowego z Legnicy przez Lubin, Polkowice do Głogowa - zapowiada Robert Kropiwnicki.

O kolei w LGOM mówi się od lat, ale jak do tej pory nie ma żadnych efektów. Bo o tym, że jest potrzebna, nikogo chyba przekonywać nie trzeba.

- To prawda, ale nie ma żadnej podstawy, ekonomicznego uzasadnienia tego przedsięwzięcia w LGOM - dodaje Kropiwnicki. - Trzeba przedstawić warianty, koszty i potencjał transportowy.

Trudno przewidzieć, czy plan stworzenia połączenia kolejowego w LGOM jest realny, a jeśli tak, to kiedy. Kluczową sprawą jest remont odcinka z Legnicy do Lubina, gdzie ruch pasażerski zawieszono. A tej inwestycji PKP PLK na razie w planach nie ma.

źródło: http://lubin.naszemiasto.pl/artykul/198 ... bd71,1,3,8
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Jest się czym pocieszyć.... My do tego pociągu w Lubinie wsiąść nie możemy.
======================
Odjazd przez objazd
Obrazek
Pociągi pasażerskie znów jeżdżą przez Lubin. Niestety, tylko tymczasowo. Miłośnicy tego typu transportu z rozrzewnieniem wspominają czasy, w których do miasta można było dotrzeć koleją.

Jak informuje nasz Czytelnik, zamknięty został most kolejowy w Brzegu Dolnym. Tak zdecydował wczoraj Urząd Transportu Kolejowego. Stan techniczny budowli zagraża bowiem bezpieczeństwu podróżnych.

– Pociągi pośpieszne, tak zwane TLK, do Zielonej Góry i Zamościa jeżdżą teraz okrężną drogą przez Lubin i tak będzie przez najbliższe dni. W tym roku to niepierwszy taki przypadek – informuje Jarosław Lizak, który dodaje, że być może na wiosnę ruszy wreszcie remont linii Legnica-Lubin Górniczy.

www.lubin.pl/aktualnosci,24401,co_z_tym ... gami_.html
www.lubin.pl/aktualnosci,11184,miala_by ... nanie.html

źródło: http://www.lubin.pl/aktualnosci,27034,o ... bjazd.html
Obrazek
Początkujący
Początkujący
Posty: 99
Rejestracja: 17 lip 2006, 17:17
Kontakt:
Początkujący
Początkujący

Post autor: Lupus »

Jakieś godziny tych pociągów, kiedy można je zobaczyć ?
"Nocny Bar jest jak Atlantyda Łez"
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Lupus, a to już z tym zapytaniem musisz się zwrócić do PKP, bo ja nie jestem władny w tym temacie. Przypuszczalnie , gdybyś zapytał, to odpowiedź otrzymasz po 3 tygodniach, jak już te pasażerskie pociągi przestaną przez Lubin przejeżdżać... :-)
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Czy wspólna kolej będzie opłacalna?
18.09.2013. Radio Elka

Czy śmiały projekt budowy wspólnej kolei łączącej miasta Zagłębia Miedziowego upadnie, zanim na dobre się rozwinie? W perspektywie powstania trasy szybkiego ruchu, osławionej już S3, nawet najwięksi zwolennicy sprawnej kolei dla LGOM-u już podchodzą do całego pomysłu z dystansem.

Największym optymistą budowy szybkiej i sprawnej kolei w Zagłębiu Miedziowym jest firma Pol-Miedź Trans. Transportowa spółka KGHM-u zainteresowana jest modernizacją całej kolejowej infrastruktury. Projektowi mocno kibicują samorządowcy z Legnicy, Lubina, Polkowic i Głogowa, ale po cichu mówi się, że cały pomysł znów może spalić na panewce.
Powód? Budowa dolnośląskiego odcinka S3.

Kolei próbuje bronić poseł Platformy Obywatelskiej, Robert Kropiwnicki, który od początku śledzi i koordynuje projekt "wspólnej kolei", ale z drugiej strony przyznaje, że trzeba wziąć wszystkie argumenty "za" i "przeciw". - Trasa S3 planowana jest jako połączenie ponad regionalne, ponad krajowe, bo to jest korytarz paneuropejski, ale może zdejmować część ruchu lokalnego i tranzytowego, dlatego taki parametr należy uwzględniać. Trzeba policzyć, jak dużo rochu kołowego tego lokalnego i krajowego może się przenieść na S3. Może się przecież okazać, że kolej nie będzie konkurencją, bo będzie jednak zbyt długa i kosztowna - uważa poseł Kropiwnicki.

Legnicki parlamentarzysta przypomina, że gdyby jednak zdecydowano się na modernizację kolei dla LGOM-u, muszą w tym partycypować lokalne samorządy. - Przedsięwzięcie jest tej skali, że nikogo samodzielnie nie będzie stać na zrealizowanie tej inwestycji. Inwestorzy muszą liczyć, jakie będą koszty w stosunku do zysku, dlatego z niecierpliwością, ale też pewnym niepokojem czekam na dokument przygotowywany przez Pol-Miedź Trans, z którego będzie wynikało opłacalność wspólnej kolei - dodaje na koniec Robert Kropiwnicki.

Dokument ma być gotowy pod koniec września. (tom)

źródło: http://miedziowe.pl/content/view/65272/78/
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Miasto czeka na PKP
O budowę węzła przesiadkowego w miejscu dawnego dworca kolejowego dopytują lubinianie. – Budynku nie ma już od dawna, a tam dalej nic się nie dzieje – zauważają nasi Czytelnicy. Jak informuje rzecznik prezydenta miasta, Jacek Mamiński, inwestycja jest uzależniona od PKP Polskich Linii Kolejowych.

– Dworzec został rozebrany ponad rok temu i co dalej? Przecież miało tam być wielkie centrum przesiadkowe. Czyżby prezydent zapomniał o swojej obietnicy? – dopytuje lubinianin.

Nic bardziej mylnego. Jak tłumaczy rzecznik prezydenta miasta, Robert Raczyński czeka na ruch PKP PLK, które już kilkakrotnie zapewniało miasto o remoncie torów na trasie Legnica-Lubin-Rudna Gwizdanów. Wówczas uruchomienie pętli byłoby konieczne.

– PKP w czerwcu zeszłego roku po raz kolejny obiecywało remont wspomnianej trasy, natomiast już w lipcu władze spółki wycofały się z tej inwestycji. Jako miasto jesteśmy uzależnieni od PKP, ponieważ budowa węzła przesiadkowego jest ściśle związana z remontem trasy Legnica-Lubin-Rudna Gwizdanów. Bez remontu, a co za tym idzie, ruchu pociągów, budowa węzła nie ma sensu, dlatego czekamy na ruch PKP – wyjaśnia Jacek Mamiński.

Jednak wciąż nie wiadomo, kiedy dokładnie możemy spodziewać się remontu lubińskiego torowiska. Jak informuje rzecznik prasowy PKP Polskich Linii Kolejowych Mirosław Siemieniec, rewitalizacja linii nr 289 Legnica-Rudna Gwizdanów planowana jest w nowej perspektywie unijnej na lata 2014-2020.

źródło: http://www.lubin.pl/aktualnosci,27694,m ... a_pkp.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Światełko w tunelu
Jest szansa na przywrócenie pociągów na trasie z Legnicy do Rudnej Gwizdanów. By omówić tę kwestię starosta Adam Myrda wybrał się do Warszawy, gdzie spotkał się z wiceministrem transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Zbigniewem Rynasiewiczem.

– Spotkanie było bardzo obiecujące. Minister przychylnie odniósł się do problemu przywrócenia linii kolejowej nr 289. Jest więc światełko w tunelu –przyznaje starosta Adam Myrda.

W drugim dniu wizyty w stolicy starosta rozmawiał na ten sam temat z Remigiuszem Paszkiewiczem, prezesem Polskich Linii Kolejowych oraz Marcinem Mochockim, pełnomocnikiem zarządu ds. strategii i planowania PLK. W trakcie spotkania padło zapewnienie, że jeżeli władze samorządowe miast i powiatów, przez tereny których będzie wiodła linia kolejowa, dojdą do porozumienia i będą współfinansować prace związane z przywróceniem linii kolejowej, PLK są gotowe rozpocząć procedury przetargowe.

Prezydent Lubina Robert Raczyński już dawno zapowiadał, że jeżeli dojdzie do przywrócenia linii kolejowej, działania urzędu skupią się na budowie dworca kolejowego i rozbudowie przystanku przy stadionie.

Wkrótce ma się też odbyć spotkanie władz miast i powiatów leżących wzdłuż nieistniejącej trasy kolejowej.

Pomysł rewitalizacji linii kolejowej z Legnicy do Rudnej powrócił w lipcu tego roku. Trasa znalazła się wśród dziewięciu podobnych projektów. Składy miały się zatrzymywać również w Lubinie, co przy ciągłym wzroście cen biletów za busy i rosnącej cenie paliw, mogłoby być ciekawą alternatywą dla mieszkańców regionu. Trasa ta miała być też ważną częścią wspólnej komunikacji dla Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego. Idea jest taka, żeby najpóźniej w 2017 roku mieszkańcy Zagłębia Miedziowego mogli jeździć kilkoma pociągami na jednym bilecie między Legnicą, Lubinem, Polkowicami a Głogowem.

źródło: http://www.lubin.pl/aktualnosci,28081,s ... unelu.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Kolej Zagłębia Miedziowego?
Tak, to całkiem możliwe przy zaangażowaniu jakie wykazuje KGHM w tym kierunku.

KGHM jest gotowy uczestniczyć w tym przedsięwzięciu także finansowo. Dwukrotnie trawały już rozmowy z samorządowcami na ten temat. PKP przewiduje bowiem rewitalizację linii nr 289 Legnica - Rudna Gwizdanów.

Samorządy także podtrzymują deklaracje aby od Legnicy do Głogowa, przez Lubin i Polkowice przebiegała szybka trasa kolejowa. Z prędkością pociągów 120 km/h.

Starosta powiatu głogowskiego jest pełen optymizmu - dzięki KGHM i jego współpracy i zaangażowaniu pomysł przybiera realne kształty i może zostać zrealizowane. Dotąd tylko się o tym mówiło.

Linia 289 Legnica - Rudna Gwizdanów stwarza duże możliwości dla Regionu Miedziowego, który zyskałby dodatkowy środek komunikacji dla niemal miliona osób. W tym pracowników miejscowych stref ekonomicznych, a także pracowników KGHM Polska Miedź S.A.

Czy władze Lubina zdążą więc zrealizować przedwyborczą obiecankę, czyli budowę nowoczesnego Centrum przesiadkowego czy raczej odbudują wyburzony historyczny dworzec PKP w Lubinie.?

Czas nagli bo rewitalizacja tego odcinka planowana jest w nowej perspektywie unijnej na lata 2015 - 2017, a gorszym wypadku 2020.

źródło: http://elubin.pl/wiadomosci,10884.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Elżbieta Mielczarek - ,,Poczekalnia PKP" - piosenka bluesowa sprzed ponad 30 lat. Genialne wykonanie ! http://www.youtube.com/watch?v=dnheIjKyrtU
===============
Piosenka doskonale oddaje klimat przełomu lat 70-80 - tych. Z autopsji go znam, więc mogę potwierdzić... :-)
================
A jeżeli Elżbieta Mielczarek jest komuś nieznana, to proszę zajrzeć tutaj http://www.youtube.com/watch?v=a4uqyOxkQi0

http://pl.wikipedia.org/wiki/El%C5%BCbieta_Mielczarek

Wiem, że to off topic w temacie, więc przepraszam, ale do Eli Mielczarek sentyment będę czuł zawsze... No cóż, bagaż lat wpływa na łeb... :-)
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM