Superwysokie drapacze chmur - współczesne wieże Babel
Drapacze chmur są prawdziwym cudem współczesnej architektury. Ozdabiają największe metropolie i wprawiają w zachwyt każdego. Na czym polega sekret ich projektowania? Czy mogą jeszcze urosnąć?
W latach 30. najwyższy budynek mierzył nieco ponad 70 metrów. Od tamtej pory zmieniło się praktycznie wszystko - struktura konstrukcji, materiały, projekty i technologia. To doprowadziło do narodzin nie tylko wyższych budowli, ale do powstania całkowicie nowej kategorii - superwysokich drapaczy chmur. Obecny rekord świata należy do Burj Khalifa w Dubaju, którego wysokość to ponad 820 metrów. A według serwisu PopSci - kolejne dziesięciolecia, co przyniosą jeszcze bardziej zdumiewające rekordy.
Coraz wyżej
Kategoria "superwysokich" została zdefiniowana przez Radę Wysokich Budynków i Środowisk Miejskich i obejmuje wszystko, co swoim wzrostem przekracza 300 metrów. To kryterium spełniają starsze konstrukcje, np. 381-metrowy Empire State Building czy nieistniejące już World Trade Center - wybudowane w 1966 roku mierzyły po około 416 metrów (co ciekawe, Sky Tower we Wrocławiu ma 212 metrów). Ale w ciągu ostatnich kilkunastu lat inżynierowie zaczęli postrzegać superwysokie budowle jako zupełnie nową kategorię i przede wszystkim - wyzwanie.
Przez osiągnięcie szczytu możliwości konstrukcyjnych budowniczy mieli związane ręce aż do lat 60. Nową erę zapoczątkował dopiero Fazlur Khan i nowy system strukturalny o nazwie "the tube". Zakładał on zastąpienie stalowego wewnętrznego szkieletu serią kolumn, znajdujących się na zewnątrz budynku, połączonych ze sobą i z rdzeniem wieżowca. W ten sposób najsilniejszą część budowli udało się umieścić na zewnątrz.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeszcze w latach 60. i 70. zaczęły się pojawiać potężne drapacze chmur, w tym John Hancock Center, Sears Tower i wspomniane World Trade Center. Rozwiązanie - w kwestii wysokości budynku - dawało architektom praktycznie nieograniczone możliwości, ale wieżowiec musiał spełniać jeden kluczowy warunek - jego podstawa musiała rosnąć proporcjonalnie do wysokości. To nie zdawało egzaminu w przypadku superwysokich konstrukcji. 150-piętrowy kolos musiałby mieć 1-2 mln metrów kwadratowych powierzchni biurowych - większość głęboko wewnątrz budynku.
Ograniczenia związane z rosnącą w nieskończoność powierzchnią obiektów przestały mieć znaczenie dopiero w latach 90. Pierwszym czynnikiem, który pchnął je ku niebu, okazała się ekonomia. Drapacze chmur, początkowo przepełnione powierzchniami biurowymi, stały się łakomym kąskiem dla hoteli, galerii handlowych, restauracji, a nawet - idealnym miejscem na własne mieszkanie. Zasada jest prosta - im wyżej, tym lepiej i przede wszystkim drożej. W 2000 roku wielofunkcyjnością cechowało się tylko 5 na 20 drapaczy chmur". W 2020 roku tylko 5 nie będzie.
Wraz ze zmianą przeznaczania powierzchni zmieniła się koncepcja całych konstrukcji. Miasta potrzebowały budynków wysokich i smukłych. Z pomocą przyszyli wówczas Bill Baker i Adrian Smith oraz ich rewolucyjny projekt chicagowskiego 7 South Dearborn. Zamiast rozwiązania the tube, architekci wykorzystali strukturę “stayed mast", opierającą się na centralnym rdzeniu, otoczonym przez osiem ogromnych kolumn. Budowla ukończona w 2005 roku mierzy 610 metrów, ma 71100 metrów kwadratowych powierzchni biurowych na 32 piętrach, apartamenty na 43 piętrach oraz wiele, wiele innych - w sumie 112 kondygnacji.
Czytaj więcej na
http://nt.interia.pl/technauka/news-sup ... gn=firefox