Regulamin forum
Działania radnych i urzędu miejskiego, komentarze i uwagi dot. rozwoju miasta.
Te tory między Lubinem i Legnicą, były podbijane tłuczniem i naprawiane Plasserem lub Matisą, kilka razy w latach 70-tych przez firmę, w której pracowałem. Ale to przynosiło tylko efekty na krótki czas. Te maszyny ma obecnie też KGHM i doraźne naprawy, na niedługo wystarczały. Ale nie o to chodzi, żeby szlak był co chwilę remontowany. Tak, jak pisze Lupus, ten tor wymaga generalnego remontu.

Nowy(a) na forum


Lupus a ty dalej swoje. Ja pracuje w PLK to wiem jakie są parametry techniczne.
Umiesz czytać ze zrozumieniem?80km/h masz z Rynarcic do Rudnej Gwizdanów ile wam to trzeba pisac 100 razy?
Dyskusja ta nie ma sensu wogóle.
Jak ktoś chce podyskutować na temat tej linii to zapraszam na forum infokolej.pl .Tam wypowiadają sie pracownicy kolei,miłośnicy którzy znają sie na tym i po zobaczeniu tych postów może wrescie zrozumiecie.
Bo jak narazie ta dyskusja w zła strone idzie,ja robie w PLK i pisze fakty ale byc może Lupus znasz sie lepiej w temacie...choc nie sądze.
Tory były na wakacjach podbijanie i nie przez KGHM tylko PLK.
Zeby sensownie dyskutowac to poczytajcie na forach na temat tej linii.
Umiesz czytać ze zrozumieniem?80km/h masz z Rynarcic do Rudnej Gwizdanów ile wam to trzeba pisac 100 razy?
Dyskusja ta nie ma sensu wogóle.
Jak ktoś chce podyskutować na temat tej linii to zapraszam na forum infokolej.pl .Tam wypowiadają sie pracownicy kolei,miłośnicy którzy znają sie na tym i po zobaczeniu tych postów może wrescie zrozumiecie.
Bo jak narazie ta dyskusja w zła strone idzie,ja robie w PLK i pisze fakty ale byc może Lupus znasz sie lepiej w temacie...choc nie sądze.
Tory były na wakacjach podbijanie i nie przez KGHM tylko PLK.
Zeby sensownie dyskutowac to poczytajcie na forach na temat tej linii.
Początkujący


A ja ci powtarzam że "podbijać" to sobie można piłeczke...Renowacja linii w moim mniemaniu to nowe torowiska,potężne maszyny i zamykanie linii by można było przeprowadzić wymianę torów,Miedziany trochę jeżdże po Polsce,interesuje się koleją i widzę jak jeżdżą na różnych trasach pociągi TOWAROWE,tylko TOWAROWE a jak jeżdżą na naszej trasie...Po 30,40 km/h i toczą się jak pełna beczka piwa.Więc podbijać to sobie można piłeczkę,zobacz sobie zdjęcia z generalnego remontu linii Reda-Hel,tak właśnie powinien wyglądać remont naszej linii a nie jakieś podbijanie.
"Nocny Bar jest jak Atlantyda Łez"
Kurde, naprawdę potrzeba by nam było takiego prężnego Gosiewskiego...
(Przypominam artykuły:http://infokolej.nowyekran.pl/post/5643 ... it-obalony
http://wpolityce.pl/artykuly/26563-pero ... -hitem-pkp
http://serwisy.gazetaprawna.pl/transpor ... oczno.html
http://forum.gazeta.pl/forum/w,17007,13 ... hitem.html )
(Przypominam artykuły:http://infokolej.nowyekran.pl/post/5643 ... it-obalony
http://wpolityce.pl/artykuly/26563-pero ... -hitem-pkp
http://serwisy.gazetaprawna.pl/transpor ... oczno.html
http://forum.gazeta.pl/forum/w,17007,13 ... hitem.html )
Kolej w PRL i dzisiaj - te mapy stały się hitem sieci. Zapytaliśmy o nie eksperta. Co powiedział?
Mapy pokazujące różnice w liczbie linii kolejowych w 1988 i 2009 roku są dziś przebojem na Facebooku. Mają - według niektórych - pokazywać, że PKP udało się to, "co nie udało się nikomu od roku 1918". Czyli wyrównanie różnic między terenami z różnych zaborów. Co na to ekspert? - To uproszczenie. Ale mapka jest prawdziwa - mówi Wojciech Śmiech w rozmowie z Gazeta.pl. "PKP udało się to, czego nie dokonał żaden rząd od roku 1918 - wyrównały różnice infrastrukturalne między dawnymi zaborami - na obrazku mapy linii kolejowych w roku 1988 i 2009 czerwona linia to granice zaborów (źródło: http://bezgranica.blog.onet.pl/wpis z 11 listopada 2009)" - napisał jeden z facebookowiczów. Mapy zaczęły błyskawicznie się roznosić po sieci. Tylko ten jeden post na Facebooku ma dwa tysiące udostępnień.
Mapy autentyczne. Linii będzie jeszcze mniej
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... _.html#Cuk

Rowerzyści = terroryści? Złote usta Andrzeja Massela z Ministerstwa Transportu
Możemy sobie mieć w kraju różnych posłów Mroczków, Bublewicz, czy innych proponujących różne antyrowerowe bzdury i absurdy. A na końcu i tak się okazuje, że najbardziej złote myśli i genialne wypowiedzi w temacie rowerów cechują ludzi związanych z koleją.
Strony Sejmu to fascynująca lektura. Szukanie rowerowych interpelacji naszych posłów zawsze prowadzi do ciekawych i wesołych odkryć, jak nie wśród pytań posłów, to wśród odpowiedzi ministrów. Na takie właśnie wesołe znalezisko trafił mój znajomy - Michał Beim z Sekcji Rowerzystów Miejskich w Poznaniu.
Na kolei Bareja wiecznie żywy?
Pytanie Posła Pawła Szałamachy z PiS było bardziej niż sensowne (i jako cyklista szczerze za nie dziękuję!). Poseł zauważył głupi zapis w jednym z rozporządzeń.
Zapis ten uznaje za wykroczenie wprowadzenie roweru na teren stacji kolejowej, jeżeli nie zamierzamy jechać z nim pociągiem. To głupota, która powoduje, że np przyjazd rowerem na stację PKP w celu kupienia biletu w przedsprzedaży komuś lub samemu sobie jest wykroczeniem, za które można dostać mandat. A SOK (jedyna firma ochroniarska z tak szerokimi uprawnieniami) oczywiście korzysta i mandaty za wykroczenie godne najbardziej zdeprawowanego marginesu wypisuje. Niewiele, bo kilkanascie sztuk co roku, ale jednak wypisuje. Karanie klienta za to, że chce skorzystać z usług firmy i dać jej zarobić - to jest możliwe tylko na PKP!
Poza tym dodatkowy tysiąc mandatów rocznie SOK robi na wypisywaniu kwitków za jazdę rowerem po terenie stacji, co też jest zakazane (a niekiedy konieczne, sam kilka razy niemal takiego mandatu nie dostałem). Słowem - na kolei Bareja wiecznie żywy!
Ministerstwo odpowiada
O ile pytanie Posła jest sensowne, o tyle odpowiedź Ministerstwa jest tak mięsna, że omal nie spadłem z krzesła. Oddajmy głos złotoustemu Andrzejowi Masselowi, podsekretarzowi stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, który z upoważnienia ministra pisze tak:
(...) podróżny z rowerem może utrudniać akcje ratownicze w sytuacjach ewentualnych zagrożeń oraz ograniczać sprawność przeprowadzenia ewakuacji osób. Ponadto nie wolno zapominać o różnych zagrożeniach, w których rower lub rower z bagażem bądź inny pojazd może posłużyć do celów terrorystycznych. (...)
Panowie, Panie, czapki z głów. To jest styl. To jest klasa! Poseł Mroczek, ani Posłanka Bublewicz ze swoimi pomysłami po prostu się nie umywają. Pan Massel wymiótł ich pomysły jednym króciutkim akapicikiem swojego pisma.
I choć pomysł z bombami w ramach rowerów jest nieco wtórny (wcześniej lansowało go warszawskie metro), to i tak Pan Andrzej Massel znikąd i znienacka wskoczył od razu na najwyższe miejsce podium w rywalizacji o najgłupszą wypowiedź roku 2012 w temacie rowerów. Gratulujemy!
źródło: http://polskanarowery.sport.pl/blogi/ty ... xSport2img
Możemy sobie mieć w kraju różnych posłów Mroczków, Bublewicz, czy innych proponujących różne antyrowerowe bzdury i absurdy. A na końcu i tak się okazuje, że najbardziej złote myśli i genialne wypowiedzi w temacie rowerów cechują ludzi związanych z koleją.
Strony Sejmu to fascynująca lektura. Szukanie rowerowych interpelacji naszych posłów zawsze prowadzi do ciekawych i wesołych odkryć, jak nie wśród pytań posłów, to wśród odpowiedzi ministrów. Na takie właśnie wesołe znalezisko trafił mój znajomy - Michał Beim z Sekcji Rowerzystów Miejskich w Poznaniu.
Na kolei Bareja wiecznie żywy?
Pytanie Posła Pawła Szałamachy z PiS było bardziej niż sensowne (i jako cyklista szczerze za nie dziękuję!). Poseł zauważył głupi zapis w jednym z rozporządzeń.
Zapis ten uznaje za wykroczenie wprowadzenie roweru na teren stacji kolejowej, jeżeli nie zamierzamy jechać z nim pociągiem. To głupota, która powoduje, że np przyjazd rowerem na stację PKP w celu kupienia biletu w przedsprzedaży komuś lub samemu sobie jest wykroczeniem, za które można dostać mandat. A SOK (jedyna firma ochroniarska z tak szerokimi uprawnieniami) oczywiście korzysta i mandaty za wykroczenie godne najbardziej zdeprawowanego marginesu wypisuje. Niewiele, bo kilkanascie sztuk co roku, ale jednak wypisuje. Karanie klienta za to, że chce skorzystać z usług firmy i dać jej zarobić - to jest możliwe tylko na PKP!
Poza tym dodatkowy tysiąc mandatów rocznie SOK robi na wypisywaniu kwitków za jazdę rowerem po terenie stacji, co też jest zakazane (a niekiedy konieczne, sam kilka razy niemal takiego mandatu nie dostałem). Słowem - na kolei Bareja wiecznie żywy!
Ministerstwo odpowiada
O ile pytanie Posła jest sensowne, o tyle odpowiedź Ministerstwa jest tak mięsna, że omal nie spadłem z krzesła. Oddajmy głos złotoustemu Andrzejowi Masselowi, podsekretarzowi stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, który z upoważnienia ministra pisze tak:
(...) podróżny z rowerem może utrudniać akcje ratownicze w sytuacjach ewentualnych zagrożeń oraz ograniczać sprawność przeprowadzenia ewakuacji osób. Ponadto nie wolno zapominać o różnych zagrożeniach, w których rower lub rower z bagażem bądź inny pojazd może posłużyć do celów terrorystycznych. (...)
Panowie, Panie, czapki z głów. To jest styl. To jest klasa! Poseł Mroczek, ani Posłanka Bublewicz ze swoimi pomysłami po prostu się nie umywają. Pan Massel wymiótł ich pomysły jednym króciutkim akapicikiem swojego pisma.
I choć pomysł z bombami w ramach rowerów jest nieco wtórny (wcześniej lansowało go warszawskie metro), to i tak Pan Andrzej Massel znikąd i znienacka wskoczył od razu na najwyższe miejsce podium w rywalizacji o najgłupszą wypowiedź roku 2012 w temacie rowerów. Gratulujemy!
źródło: http://polskanarowery.sport.pl/blogi/ty ... xSport2img

160 zamiast 250 km/h. Z taką prędkością pojedzie u nas super szybki pociąg (ZDJĘCIA)
Stolica Dolnego Śląska w tych planach pojawiła się teraz. - Pendolino do Wrocławia dojedzie przez Opole i Częstochowę - informuje Sławomir Sadowski, z biura prasowego ministerstwa transportu.
Nowoczesne pociągi osiągające prędkość 250 km/h zostaną wyprodukowane w fabryce firmy Alstom we Włoszech, która specjalizuje się właśnie w Pendolino. Na taką szybką jazdę nie mamy jednak co liczyć. Powód? Żadne tory w regionie nie są przystosowane do tego, by składy mogły się aż tak rozpędzić.
- Na Dolnym Śląsku mamy dwie zmodernizowane linie kolejowe, gdzie pociągi mogą rozwijać prędkość 160 mk/h - mówi Mirosław Siemieniec, rzecznik PKP Polskich Linii Kolejowych.
- To trasa E30 Węgliniec - Legnica - Wrocław - Opole, i trasa E59 Wrocław - Poznań.
160 km/h to jest granica, której na naszych torach Pendolino nie przeskoczy. Kolejarze nie ukrywają, że mamy odcinki gdzie składy wciąż poruszają się zaledwie 10 - 20 km/h. Tak jest np. na wrocławskim węźle kolejowym łączącym tory z różnych kierunków. Jego remont kilka lat temu jedynie zapowiadano.
Pendolino jadące do Wrocławia stanie się namiastką szumnie zapowiadanej Kolei Dużych Prędkości. Miała ona połączyć Wrocław z Warszawą i skrócić mękę podróżowania między tymi miastami z prawie 6 godzin do 1 godz. i 40 minut. W pierwszą taką podroż składem pędzącym ponad 300 km/h pasażerowie mieli wsiąść za siedem lat.
W przypadku tej inwestycji (została już ona jednak odłożona do szuflady) pociągi miały kursować po nowym szlaku i po nowych szynach. W przypadku Pendolino tak się nie stanie. Poseł PO Marek Łapiński uważa, że to nie ma znaczenia. - To jest dla nas świetna informacja. Pendolino i tak sprawi, że podróż koleją z Wrocławia do Warszawy skróci się nam do 3,5 godziny - cieszy się Łapiński.
Pendolino bowiem będzie wykorzystywane na modernizowanej trasie przez Centralną Magistralę Kolejową z Opolem przez Częstochowę. Kiedy Łapiński był marszałkiem Dolnego Śląska lobbował za realizacją tego projektu.
PKP Intercity ma już kontrakt na 20 supernowoczesnych pociągów za 665 milionów euro. Pendolino ma ruszyć w trasę pod koniec 2014 roku lub na początku 2015 roku.
Koszt samych pociągów to ok. 400 mln euro. Pojawił się jednak problem z finansowaniem pociągów. Połowę pieniędzy na ich zakup miała dołożyć Unia Europejska. Przewoźnik w tym miesiącu otrzymał jednak stanowisko Unii, w którym Bruksela zapowiada dofinansowanie jedynie w wysokości 22 procent wartości projektu.
- Teraz będziemy starali się pozyskać pieniądze z unijnego programu pomocy regionalnej, a więc z innego źródła, niż zakładaliśmy pierwotnie - mówi Beata Czemerajda. - Obu stronom zależy na sukcesie, dlatego zakładamy, że uda nam się pozyskać te środki.
Zdaniem Łapińskiego te dwa projekty: Pendolino i Kolej Dużych Prędkości nie są konkurencyjne. Przekonuje, że najważniejsze jest skrócenie czasu przejazdu z Wrocławia do Warszawy.
źródło: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html

Komentarz pod artykułem:
jbed
Z przesłania tego artykułu zrozumiałem, że jak kolejarze polscy czegoś się domagają to źle bo doprowadzają PKP do ruiny i wtedy wejdą na nasz rynek koleje niemieckie i czeskie. Ci zagraniczni kolejarze pewnie pracują za darmo i to właśnie dlatego ich firmy są takie dobre i ekspansywne. Drodzy dziennikarze czy uważacie, że Wasze artykuły czytają tylko kretyni?
Może wreszcie napiszecie jasno jaki jest prawdziwy problem polskich kolei?
==================================
Kiedy kolej na pasażerów?
Co się musi stać, by kolejowi związkowcy wreszcie zrozumieli, że dla nich to pasażerowie są najważniejsi? Może też powinniśmy zastrajkować?
W lutym cała Polska będzie śledziła rozmowy kolejarskich związków zawodowych z zarządem na temat ulgowych przejazdów. Od nich bowiem zależy to, czy Polskę sparaliżuje strajk generalny. Problem w tym, że na razie zamiast merytorycznych rozmów mieliśmy tylko pyskówki, które niczego nie rozwiązują.
Jeśli polscy kolejarze szybko nie zrozumieją, że kolej jest przede wszystkim dla pasażerów, to za mniej niż dekadę po Polsce pojeździmy sobie składami Deutsche Bahn. I pasażerowie nie będą z tego powodu narzekać.
(...) Spory o ulgi dla kolejarzy i wynagrodzenia prezesów są ważne, ale nie najważniejsze. Warto czasem spojrzeć nieco szerzej. Wszyscy pracownicy spółek kolejowych muszą wreszcie zrozumieć, że w ich interesie jest przede wszystkim zadowolenie pasażerów. Bo to oni, kupując bilety, składają się na pensje kolejarzy. Może więc czas porozmawiać nie o tym czy, gdzie i jak strajkować, tylko o tym, jak przychylić nieba pasażerom, żeby z chęcią wsiadali do pociągów i płacili za bilety.
Co się musi stać, by kolejowi związkowcy wreszcie zrozumieli, że to pasażerowie są dla nich najważniejsi? Może to my powinniśmy zastrajkować? (...)
Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,133 ... z2KaE82pxJ
jbed
Z przesłania tego artykułu zrozumiałem, że jak kolejarze polscy czegoś się domagają to źle bo doprowadzają PKP do ruiny i wtedy wejdą na nasz rynek koleje niemieckie i czeskie. Ci zagraniczni kolejarze pewnie pracują za darmo i to właśnie dlatego ich firmy są takie dobre i ekspansywne. Drodzy dziennikarze czy uważacie, że Wasze artykuły czytają tylko kretyni?
Może wreszcie napiszecie jasno jaki jest prawdziwy problem polskich kolei?
==================================
Kiedy kolej na pasażerów?
Co się musi stać, by kolejowi związkowcy wreszcie zrozumieli, że dla nich to pasażerowie są najważniejsi? Może też powinniśmy zastrajkować?
W lutym cała Polska będzie śledziła rozmowy kolejarskich związków zawodowych z zarządem na temat ulgowych przejazdów. Od nich bowiem zależy to, czy Polskę sparaliżuje strajk generalny. Problem w tym, że na razie zamiast merytorycznych rozmów mieliśmy tylko pyskówki, które niczego nie rozwiązują.
Jeśli polscy kolejarze szybko nie zrozumieją, że kolej jest przede wszystkim dla pasażerów, to za mniej niż dekadę po Polsce pojeździmy sobie składami Deutsche Bahn. I pasażerowie nie będą z tego powodu narzekać.
(...) Spory o ulgi dla kolejarzy i wynagrodzenia prezesów są ważne, ale nie najważniejsze. Warto czasem spojrzeć nieco szerzej. Wszyscy pracownicy spółek kolejowych muszą wreszcie zrozumieć, że w ich interesie jest przede wszystkim zadowolenie pasażerów. Bo to oni, kupując bilety, składają się na pensje kolejarzy. Może więc czas porozmawiać nie o tym czy, gdzie i jak strajkować, tylko o tym, jak przychylić nieba pasażerom, żeby z chęcią wsiadali do pociągów i płacili za bilety.
Co się musi stać, by kolejowi związkowcy wreszcie zrozumieli, że to pasażerowie są dla nich najważniejsi? Może to my powinniśmy zastrajkować? (...)
Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,133 ... z2KaE82pxJ

Pociąg dla Dolnego Śląska pobił rekord prędkości w Polsce
Pojazd wyprodukowany dla Kolei Dolnośląskich to pierwszy polski pociąg, który przekroczył prędkość 200 km/h, uznawaną za barierę Kolei Dużych PrędkościElektryczny zespół trakcyjny typu 31WE wyprodukowała firma Newag z Nowego Sącza. W zeszłym miesiącu pociąg testowany był na torze doświadczalnym pod Żmigrodem. Eksperci sprawdzali tam głównie jego hamulce i hałas, jaki powoduje podczas jazdy. Od soboty pojazd poddawany był kolejnym próbom. Tym razem mierzono maksymalną prędkość, jaką może osiągnąć. Eksperyment prowadzony był nocą na specjalnie z tego powodu zamkniętym odcinku Centralnej Magistrali Kolejowej. Dziś w nocy pociąg przekroczył prędkość 200 km/h. Jechał dokładnie 201,4 km/h.
- Nie chcieliśmy pobić rekordu, a tylko sprawdzić pojazd - mówi Józef Michalik, dyrektor marketingu w Newagu. - Ten pociąg ma dopuszczalną prędkość 160 km/h, pojechaliśmy nim ponad 200, by przekonać się, czy zastosowane w nim rozwiązania można wykorzystać przy produkcji szybszych pojazdów. Próba wypadła pomyślnie. 31WE jechał bardzo stabilnie, strachu nie było. Testy zakończyliśmy po godz. 3 w nocy.
Koleje Dolnośląskie kupiły pięć takich pociągów za prawie 100 mln zł. Mają one kursować między Wrocławiem a Węglińcem. Dwa pierwsze wyjadą na trasę 1 kwietnia, pozostałe - 1 czerwca.
źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3575 ... z2LLCUaoeb

Co z tymi pociągami?
Gdy w ubiegłym roku wydawało się, że pociągi wrócą do Lubina, nagle odwołano remont linii kolejowej. Teraz znowu pojawiły się informacje, że torowisko z Legnicy do Rudnej Gwizdanów zostanie odnowione. Wiceminister transportu Andrzej Massel zapewnił, że taki remont będzie. Jak informuje na swojej stronie internetowej Komitet Obrony Dolnośląskich Linii Kolejowych, wiceminister Massel potwierdził, że remont linii kolejowej z Legnicy przez Lubin do Rudnej Gwizdanów zostanie sfinansowany ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014-2020.
– Obecnie czekamy na oficjalne, na piśmie, potwierdzenie słów wiceministra Massela – mówi Grzegorz Oleś z Komitetu Obrony Dolnośląskich Linii Kolejowych, który zabiega o remont i przywrócenie połączenia z Legnicy przez Lubin do Rudnej Gwizdanów. – Według zapowiedzi, remont mógłby się rozpocząć w kwietniu 2014. A po jego zakończeniu można by było wznowić połączenia kolejowe do Lubina – dodaje.
Zbytni optymizm studzi poseł PiS Marzena Machałek, która uczestniczyła w nieformalnym spotkaniu zespołu parlamentarnego posłów z Dolnego Śląska, gdzie gościł właśnie Andrzej Massel z ministerstwa transportu.
– Wiceminister mówił o różnych planach dotyczących kolei. Właściwie nie powiedział niczego konkretnego. Wszystko zależy od tego, czy remont linii zostanie wpisany do RPO. Wspomniał, że linia z Legnicy do Rudnej Gwizdanów będzie remontowana, ale nie czułam, że jest to zobowiązująca odpowiedź – mówi poseł Marzena Machałek. – Z posłem Wojciechem Zubowskim podjęliśmy decyzję o złożeniu interpelacji w tej sprawie. Dopiero gdy dostaniemy oficjalną odpowiedź, będzie można powiedzieć coś na pewno. Mam wrażenie, że sytuacja wygląda dramatycznie z liniami kolejowymi. Bardzo dużo będzie likwidowanych – dodaje.
Przypomnijmy, że w lecie ubiegłego roku PKP PLK poinformował, że linia kolejowej nr 289 na odcinku Legnica – Rudna Gwizdanów zostanie wyremontowana i projekt rewitalizacji jest właśnie przygotowywany. Remont miał się rozpocząć w kwietniu 2013 roku i zakończyć w grudniu tego samego roku, wtedy też pociągi pasażerskie miały wrócić do Lubina.
Jednak już we wrześniu 2012 roku remont został przełożony na bliżej nieokreślony termin z powodu konieczności przeprowadzenia oceny oddziaływania inwestycji na środowisko.
Wcześniej pisaliśmy o sprawie przywrócenia pociągów tutaj:
www.lubin.pl/aktualnosci,21169,pociagi_ ... ubina.html
www.lubin.pl/aktualnosci,21945,pociagi_ ... ubina.html
www.lubin.pl/aktualnosci,22226,beda_wal ... ciagi.html
źródło: http://www.lubin.pl/aktualnosci,24401,c ... gami_.html

Transport intermodalny może przynieść Polakom niemal 3 mld zł oszczędności
Przewozy intermodalne, czyli łączące różne środki transportu, mogą do 2020 roku o 2,7 mld zł obniżyć koszty generowane przez transport, a ponoszone przez polskie społeczeństwo. Chodzi m.in. o redukcję emisji spalin, poziomu hałasu czy kosztów związanych z wypadkami.
By zwiększyć udział kolei w transporcie intermodalnym, potrzebna jest jednak modernizacja infrastruktury oraz racjonalna polityka wspierająca takie przewozy. PKP Cargo apeluje o mechanizm, który zrekompensuje przewoźnikom utrudniony dostęp do torów na czas remontów oraz zróżnicowanie stawek w zależności od przewożonych towarów.
Urząd Transportu Kolejowego zakłada, że do 2020 roku kolejowe przewozy intermodalne będą stanowiły 10 proc. zakresu pracy przewozowej. Dziś to jest niecałe 5 proc. w skali kraju. Według Daniela Ryczka, dyrektora zarządzającego i pełnomocnika zarządu ds. międzynarodowych PKP Cargo, to bardzo wyśrubowane założenie. By osiągnąć taki poziom, konieczne są spore zmiany.
- Potrzebna jest zmodernizowana sieć kolejowa, bo skupiamy się w tym momencie na tym właśnie kolejowym odcinku multimodalnego łańcucha transportowego - mówi Agencji Informacyjnej Newseria Ryczek i dodaje: - Z drugiej strony potrzebna jest mądra, logiczna, racjonalna polityka w zakresie udostępniania tej infrastruktury, czyli sensowny system pobierania opłat za dostęp do infrastruktury.
Dyrektor zarządzający PKP Cargo podkreśla, że transport intermodalny to dla polskiego społeczeństwa ogromne oszczędności. Do 2020 r. możemy zmniejszyć koszty społeczne o 2,7 mld zł. Wynika to z redukcji kosztów zewnętrznych transportu, czyli m.in. zanieczyszczenia, liczby wypadków i ofiar, hałasu. Transport kolejowy jest pod tym względem najkorzystniejszy i wyprzedza m.in. konkurencyjny transport drogowy.
Według niego, prowadzona obecnie na dużą skalę modernizacja infrastruktury kolejowej w Polsce ma dobre i złe strony. Inwestycje są potrzebne, bo obecna średnia prędkość handlowa dla pociągów towarowych wynosi jedynie 25 km/h i jest jedną z najniższych w Europie. Jednak z drugiej strony trwające prace oznaczają dla przewoźników duże utrudnienia.
- Żeby osiągnąć docelowy efekt zmodernizowanej sieci musimy mieć kilka lat stanu przejściowego, który w sposób bardzo dramatyczny pogarsza jakość naszego serwisu. Mówię tu o wydłużaniu czasu przejazdu na poszczególnych odcinkach, o konieczności jechania objazdami. A klienta, z którym mamy do czynienia na co dzień, nie interesuje, że jest to efekt prac modernizacyjnych prowadzonych przez PLK - mówi Daniel Ryczek.
Według niego, obecnie spółki przewozowe w całości ponoszą dodatkowe koszty związane z modernizacją infrastruktury, nie mogąc liczyć na żadne wsparcie z zewnątrz. Dlatego Ryczek podkreśla, że mechanizm kompensujący utrudnienia byłby bardzo pomocny dla wszystkich przewoźników. Dodaje, że jeśli takie instrumenty nie zostaną wprowadzone, część spółek na rynku może nie przetrwać.
Mechanizmy ułatwiające radzenie sobie z utrudnieniami w trakcie remontów to jednak tylko jedno z rozwiązań, o które apeluje PKP Cargo. Spółka chciałaby też różnicowania stawek za dostęp do infrastruktury, które obecnie należą - według Ryczka - do najwyższych w Europie.
- Mam na myśli chociażby konkretne zastosowanie tzw. reguły Ramsey'a, czyli różnicowania wysokości poziomu stawek dostępu do infrastruktury w oparciu o to, jaka grupa towarowa jest transportowana - wyjaśnia dyrektor zarządzający PKP Cargo.
Dodaje, że niektóre towary, np. kontenery, mogą być łatwo przenoszone pomiędzy różnymi gałęziami transportu, dlatego stawki za ich przewóz koleją powinny być obniżone. Z kolei przy tych towarach, które zawsze są przewożone pociągami, PKP PLK może naliczać wyższe marże. Jak podkreśla Ryczek, grupy towarowe są bardzo zróżnicowane pod względem popytu na transport kolejowy.
Takie rozwiązanie wcale nie musi oznaczać spadku przychodów PLK. Europejskie przykłady wskazują na wprost odwrotny trend. Tym bardziej, że PLK potrzebuje funduszy na wkład własny do współfinansowanych przez UE procesów modernizacyjnych.
- Bez wprowadzenia racjonalnych zasad korzystania z tej infrastruktury będziemy mieli bardzo duże problemy nie tylko z tym, żeby utrzymywać stabilne tempo wzrostu przewozów intermodalnych tak, żeby osiągnąć średnią europejską, ale będziemy mieli bardzo poważne problemy z tym, żeby ten segment nie zaczął się zwijać - przewiduje Daniel Ryczek.
Więcej: http://biznes.interia.pl/wiadomosci/new ... ld,1899479

A w Lubinie kiedy ?
=======================
Super nowoczesne i nieziemsko szybkie jak na realia polskiej kolei, dwa nowe szynobusy przyjechały z Wrocławia do Legnicy. Pociągami pochwaliły się dziś władze województwa dolnośląskiego. Trzy kolejne szynobusy pojawią się w czerwcu.
"Impuls" to nowy nabytek Kolei Dolnośląskich. Szynobusy są nie tylko komfortowe, posiadają klimatyzację i dostęp do bezprzewodowego Internetu, ale także szybkie. Maksymalnie mogą rozwinąć prędkość do 160 km/h. Dwa nowe składy triumfalnie wjechały na dworzec główny w Legnicy. - Dwa nowe pociągi już są, co oznacza, że będziemy jeździli szybciej i wygodniej, naprawdę w komfortowych,nowoczesnych warunkach. Trzy kolejne pociągi pojawią się w czerwcu, wszystkie są dedykowane na linię z Wrocławia przez Legnicę i Bolesławiec do Węglińca. Dla pasażerów oznacza to skrócenie czasu podróży i to co cenimy sobie najbardziej - komfort w czasie jazdy. W ciągu najbliższych lat kupimy kolejnych 11 takich składów, które będą obsługiwały linie do Rawicza, Wałbrzycha i Jeleniej Góry. To jest początek nowych czasów - zachwycał się marszałek województwa dolnośląskiego, Rafał Jurkowlaniec.
Na pokładzie szynobusów byli liderzy dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej z Grzegorzem Schetyną na czele. - Chciałbym przeprosić za niewielkie spóźnienie, ale to nie będzie typowe dla tego pociągu i tej linii. Mogę potwierdzić obietnicę marszałka województwa, że remont i modernizacja torów we Wrocławiu będzie przebiegał szybko. Dłużej jechaliśmy dzisiaj z Wrocławia Głównego do Leśnicy, niż z Leśnicy do Legnicy, więc tutaj trzeba jeszcze to zmienić - mówił Schetyna. Dzisiejszy przejazd z Wrocławia do Węglińca przez Legnicę był pokazowy. Nowe szynobusy znajdą się w rozkładzie jazdy Kolei Dolnośląskich już od 1 kwietnia. (tom)
źródło: http://miedziowe.pl/content/view/62309/149/
Czytaj też: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html
=======================
Początek nowych czasów na kolei
25.03.2013. Radio Elka Super nowoczesne i nieziemsko szybkie jak na realia polskiej kolei, dwa nowe szynobusy przyjechały z Wrocławia do Legnicy. Pociągami pochwaliły się dziś władze województwa dolnośląskiego. Trzy kolejne szynobusy pojawią się w czerwcu.
"Impuls" to nowy nabytek Kolei Dolnośląskich. Szynobusy są nie tylko komfortowe, posiadają klimatyzację i dostęp do bezprzewodowego Internetu, ale także szybkie. Maksymalnie mogą rozwinąć prędkość do 160 km/h. Dwa nowe składy triumfalnie wjechały na dworzec główny w Legnicy. - Dwa nowe pociągi już są, co oznacza, że będziemy jeździli szybciej i wygodniej, naprawdę w komfortowych,nowoczesnych warunkach. Trzy kolejne pociągi pojawią się w czerwcu, wszystkie są dedykowane na linię z Wrocławia przez Legnicę i Bolesławiec do Węglińca. Dla pasażerów oznacza to skrócenie czasu podróży i to co cenimy sobie najbardziej - komfort w czasie jazdy. W ciągu najbliższych lat kupimy kolejnych 11 takich składów, które będą obsługiwały linie do Rawicza, Wałbrzycha i Jeleniej Góry. To jest początek nowych czasów - zachwycał się marszałek województwa dolnośląskiego, Rafał Jurkowlaniec.
Na pokładzie szynobusów byli liderzy dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej z Grzegorzem Schetyną na czele. - Chciałbym przeprosić za niewielkie spóźnienie, ale to nie będzie typowe dla tego pociągu i tej linii. Mogę potwierdzić obietnicę marszałka województwa, że remont i modernizacja torów we Wrocławiu będzie przebiegał szybko. Dłużej jechaliśmy dzisiaj z Wrocławia Głównego do Leśnicy, niż z Leśnicy do Legnicy, więc tutaj trzeba jeszcze to zmienić - mówił Schetyna. Dzisiejszy przejazd z Wrocławia do Węglińca przez Legnicę był pokazowy. Nowe szynobusy znajdą się w rozkładzie jazdy Kolei Dolnośląskich już od 1 kwietnia. (tom)
źródło: http://miedziowe.pl/content/view/62309/149/
Czytaj też: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html

Jaskółka wiosny nie czyni, ale zdąża w dobrym kierunku.... 
======================
Po raz kolejny w Lubinie spotkali się przedstawiciele kilku samorządów zaangażowanych w projekt „Jeden bilet, jedna taryfa”. Omawiano kolejne zadania do zrealizowania. Najważniejsze to pozyskanie pieniędzy i powołanie do życia spółki, która zajmie się organizacją transportu na terenie Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego.
- To jednak nie jest takie łatwe - przyznaje wicestarosta polkowicki Kamil Ciupak. - Musi powstać regionalny przewoźnik, który będzie koordynował cały transport - dodaje. Jednym z pomysłów jest, by wszystkie zainteresowane powiaty wyłoniły lidera, którym zostałby powiat lubiński. Ten lider wraz z czterema największymi miastami powołał do życia spółkę. - Na przeszkodzie, by zacząć wreszcie mówić o konkretach, a nie o planach, stoi polityka poszczególnych samorządów i pieniądze. Każda gmina czy powiat ma swoje problemy. Trzeba rozważyć, czy przeznaczać pieniądze na wspólny transport, czy na budowę chodnika w jakiejś miejscowości - przyznaje K. Ciupak. Większość miast ma też własne spółki transportowe. Gdyby powstał jeden wspólny przewoźnik, to wtedy ich utrzymywanie będzie bezcelowe. Nie wiadomo jednak, co zrobić z ich bazami, taborem i pozostałym mieniem.
Zdaniem większości zainteresowanych nie ma na co czekać. Jest bowiem szansa na pozyskanie funduszy unijnych na ten cel. Wtedy poszczególne gminy czy powiaty dokładałyby stosunkowo niewiele. Koszt całego projektu jest obecnie szacowany na 100-150 milionów złotych. Kwota ta rozłoży się na kilka lat. Doliczając środki zewnętrzne, średnio każdy beneficjant miałby do wyłożenia zaledwie kilkaset tysięcy złotych rocznie. Jedną z najdroższych inwestycji będzie wybudowanie fragmentu linii kolejowej i wyremontowanie obecnych.
Zdaniem prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego trzeba działać samemu, bo na wsparcie rządu nie ma co liczyć. - Ponad rok temu padła propozycja ze strony rządu, że zostanie wyremontowana linia kolejowa Lubin-Legnica. Ostatnio jednak kolej otrzymała negatywną opinię środowiskową. Rząd sobie to sam załatwił, a kolej nie protestowała. My jednak nie odpuszczamy. Kolej na pewno powstanie. Nowe przepisy pozwolą nam się zintegrować i uruchomić projekt. Moim zdaniem to nie będzie kolejny wrzód dla samorządów. Kolej daje trwałe i nowoczesne miejsca pracy, bo tam gdzie jest kolej, tam są fabryki. Minęły już czasy, gdy samorządy budowały się sam. Muszą się otworzyć na otoczenie, bo same są za słabe - tłumaczy R. Raczyński.
Samorządy chcą, by partnerem projektem stał się KGHM. Korzyść byłaby obopólna. Z nowego transportu mogliby korzystać pracownicy kombinatu, z drugiej strony do przewozu pasażerskiego wykorzystano by linie kolejowe Pol-Miedź Transu. Rozmowy z KGHM nabiorą tempa, gdy powstanie regionalny przewoźnik, który byłby mocnym partnerem do rozmów. (mat)
źródło: http://miedziowe.pl/content/view/62807/78/
======================
Zaczynają rozmowy o konkretach
25.04.2013. Radio ElkaPo raz kolejny w Lubinie spotkali się przedstawiciele kilku samorządów zaangażowanych w projekt „Jeden bilet, jedna taryfa”. Omawiano kolejne zadania do zrealizowania. Najważniejsze to pozyskanie pieniędzy i powołanie do życia spółki, która zajmie się organizacją transportu na terenie Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego.
- To jednak nie jest takie łatwe - przyznaje wicestarosta polkowicki Kamil Ciupak. - Musi powstać regionalny przewoźnik, który będzie koordynował cały transport - dodaje. Jednym z pomysłów jest, by wszystkie zainteresowane powiaty wyłoniły lidera, którym zostałby powiat lubiński. Ten lider wraz z czterema największymi miastami powołał do życia spółkę. - Na przeszkodzie, by zacząć wreszcie mówić o konkretach, a nie o planach, stoi polityka poszczególnych samorządów i pieniądze. Każda gmina czy powiat ma swoje problemy. Trzeba rozważyć, czy przeznaczać pieniądze na wspólny transport, czy na budowę chodnika w jakiejś miejscowości - przyznaje K. Ciupak. Większość miast ma też własne spółki transportowe. Gdyby powstał jeden wspólny przewoźnik, to wtedy ich utrzymywanie będzie bezcelowe. Nie wiadomo jednak, co zrobić z ich bazami, taborem i pozostałym mieniem.
Zdaniem większości zainteresowanych nie ma na co czekać. Jest bowiem szansa na pozyskanie funduszy unijnych na ten cel. Wtedy poszczególne gminy czy powiaty dokładałyby stosunkowo niewiele. Koszt całego projektu jest obecnie szacowany na 100-150 milionów złotych. Kwota ta rozłoży się na kilka lat. Doliczając środki zewnętrzne, średnio każdy beneficjant miałby do wyłożenia zaledwie kilkaset tysięcy złotych rocznie. Jedną z najdroższych inwestycji będzie wybudowanie fragmentu linii kolejowej i wyremontowanie obecnych.
Zdaniem prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego trzeba działać samemu, bo na wsparcie rządu nie ma co liczyć. - Ponad rok temu padła propozycja ze strony rządu, że zostanie wyremontowana linia kolejowa Lubin-Legnica. Ostatnio jednak kolej otrzymała negatywną opinię środowiskową. Rząd sobie to sam załatwił, a kolej nie protestowała. My jednak nie odpuszczamy. Kolej na pewno powstanie. Nowe przepisy pozwolą nam się zintegrować i uruchomić projekt. Moim zdaniem to nie będzie kolejny wrzód dla samorządów. Kolej daje trwałe i nowoczesne miejsca pracy, bo tam gdzie jest kolej, tam są fabryki. Minęły już czasy, gdy samorządy budowały się sam. Muszą się otworzyć na otoczenie, bo same są za słabe - tłumaczy R. Raczyński.
Samorządy chcą, by partnerem projektem stał się KGHM. Korzyść byłaby obopólna. Z nowego transportu mogliby korzystać pracownicy kombinatu, z drugiej strony do przewozu pasażerskiego wykorzystano by linie kolejowe Pol-Miedź Transu. Rozmowy z KGHM nabiorą tempa, gdy powstanie regionalny przewoźnik, który byłby mocnym partnerem do rozmów. (mat)
źródło: http://miedziowe.pl/content/view/62807/78/

Kolej dopiero za dwa lata
Najwcześniej na początku 2015 roku Polskie Linie Kolejowe zajmą się remontem linii Legnica – Lubin – Rudna Gwizdanów. – Opóźnienie spowodował nakaz wykonania raportu środowiskowego – tłumaczy rzecznik PLK, Mirosław Siemieniec. Prezydent Lubina mówi wprost – na wsparcie rządu nie mamy już co liczyć. Jeszcze rok temu lubinianie cieszyli się z wiadomości, że miasto odzyska połączenia kolejowe. PLK od razu chciało ogłosić przetarg na przebudowę trasy z Legnicy do Rudnej Gwizdanowa. Te plany pokrzyżowała jednak Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.
– Rewitalizacja linii nr 289, relacji Legnica – Lubin – Rudna Gwizdanów, planowana jest w nowej perspektywie unijnej. Były zamiary, aby prace realizować z Programu Operacyjnego Infrastruktury i Środowiska jeszcze w obecnym okresie, jednak zgłoszona przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska potrzeba wykonania raportu środowiskowego sprawiła, że przedsięwzięcie przełożono – wyjaśnia rzecznik PLK.
Remont miałby polegać na gruntownej przebudowie lub całkowitej wymianie prawie 40-kilometrowego odcinka torów. Inwestycja szacowana jest na około 150 milionów. Na rewitalizacji, w obliczu planów stworzenia sieci transportowej dla mieszkańców Zagłębia Miedziowego, zależy włodarzowi Lubina. Dzięki temu lubinianie będą mogli podróżować po całym regionie kupując tylko jeden bilet.
– Zawsze powtarzam, że na komunikacji nie wolno oszczędzać, bo stwarza nowe, trwałe miejsca pracy, bo tam gdzie jest kolej, tam są fabryki. Minęły już czasy, gdy małe samorządy budowały się same. Musimy otworzyć się na otoczenie, bo sami jesteśmy za słabi – przyznaje Robert Raczyński.
Według prezydenta Lubin musi działać w pojedynkę, bo na wsparcie rządu nie ma co liczyć. – Każdy inwestor, który otrzymuje negatywną opinię środowiskową wstrzymującą jego inwestycję, się od niej odwołuje i walczy o realizację swoich planów. Rząd sam sobie załatwił opinię, a kolej nie protestuje. My jednak nie odpuszczamy. Ta linia zostanie uruchomiona – zapewnia włodarz.
źródło: http://www.lubin.pl/aktualnosci,25248,k ... _lata.html

Polskie Koleiny Państwowe
Likwidacja kolejnych odcinków, najczęściej uderzająca w Polską prowincję, zły stan taboru, brak przemyślanej strategii połączeń (którą dodatkowo potęguje rozdrobnienie PKPK na liczne podmioty), wydłużający się czas podróży koleją, zbyt krótkie składy pociągów, zamykanie kolejnych dworców, albo ich modernizacja w duchu „galerii handlowych” (szczególnie w dużych miastach), wreszcie kompletny chaos organizacyjny, który daje o sobie znać szczególnie zimą... to wszystko buduje mało krzepiący obraz fragmentu polskiej rzeczywistości. Ale na temat kondycji komunikacji i transportu publicznego mało się mówi. Publicyści poruszają niekiedy te kwestie, gdy sami spotkają się z niedogodnościami i absurdami PKP. Mają wówczas z reguły jedną receptę, jak przystało na ludzi wychowanych na czytankach z „Najwyższego Czasu” i „wczesnym Korwinie” z lat 80-tych: „sprywatyzować!”. A kształtowana przez media uwaga opinii publicznej wydaje się być skupiona jedynie na problemach autostrad. A przecież koleją wciąż podróżują rzesze ludzi! – do pracy, do szkoły, do urzędów, w sprawach rodzinnych, na wczasy. Rzadko się mówi choćby o tym, że uczniowie jak Polska długa i szeroka coraz więcej czasu spędzają w podróży, bo po pierwsze zamknięto szkoły w ich okolicy, po drugie wciąż obcina się połączenia kolejowe.
Istniejącą sytuację tłumaczę po części tym, że kolej wciąż w znacznej mierze obsługuje tzw. Polskę prowincjonalną, która z reguły jest mało interesująca zarówno dla polityków, jak mediów. Oglądanie rzeczywistości z perspektywy Warszawy to wygodne przyzwyczajenie naszych elit: nawet jeśli jest to stołeczny Dworzec Główny, czy odjeżdżające stamtąd pociągi „dla bogatych”, którzy załatwiają swoje interesy, podróżując od jednej do drugiej aglomeracji. Tymczasem, „niżej” istnieje zdecydowanie mniej luksusowa, źle zarządzona, afunkcjonalna, momentami wciąż przypominająca najgorsze wzory z PRL kolej „dla mas”: wcale nie taka tania, ale nieprzyjazna pasażerowi. Ktokolwiek próbuje się dziś „wydostać” pociągiem z polskich miast i miasteczek, wie o czym mowa.
Całkiem niedawno Agnieszka Romaszewska, szefowa Biełast TV na swoim facebookowym opublikowała status: „Jakie na tym zachodzie mają koleje. Ostatnio zachwycałam się w Austrii, teraz w Belgii. Kraj skromny w prezentowaniu spożycia (domy, samochody), nudny i przaśny, choć bogaty. Czyżby kolej była miarą cywilizacji? Chyba coś w tym jest”. Cóż, na Zachodzie mają nie tylko kapitalizm. Mają także solidarystyczne myślenie o własnym państwie i jego instytucjach oraz infrastrukturze publicznej. Na Zachodzie średniozamożni ludzie nie mają nowobogackich kompleksów, dlatego nie traktują podróży komunikacją miejską czy koleją jako obrazy dla własnej godności. Inna rzecz, że tamtejsza kolej nie likwiduje nieustannie połączeń i nie prowadzi do demontażu – także fizycznego – coraz to nowych odcinków. U nas sfery publicznej, która także stanowi część rzeczywistości społeczno-gospodarczej, prawie się nie szanuje. Więcej: brak zainteresowania nią jest właśnie swoistą „filozofią społeczną” w III RP. I Polskie Koleje Państwowe są najlepszym przykładem tych kolein, w jakich od dziesięcioleci znajduje się kraj.
PS. Czytelnikom naprawdę zainteresowanym kondycją polskich kolei polecam szczerze dwumiesięcznik „Z Biegiem Szyn”: fachowo, przystępnie, bez złudzeń.
źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/4116-polsk ... -panstwowe

Informacje
0 użytkowników » 2 gości







