(...)
Ostatnio stał się Pan mimowolnie twarzą kampanii promującej gaz łupkowy. Nawet na złość ekologom, którzy protestują przeciwko budowaniu instalacji wydobywczych, wypił Pan na wizji płyn do szczelinowania. Zaszkodził?
Nie zaszkodził, ale powiedziałem wiertnikom, żeby jeszcze trochę popracowali nad smakiem. Nie zrobiłem tego na złość ekologom. Chciałem przekonać tych, którzy straszą, że wydobycie gazu metodą szczelinowania hydraulicznego przy użyciu tego płynu będzie niebezpieczne dla wód gruntowych, że nie jest tak, jak mówią. Jeżeli ktoś twierdzi, że to niebezpieczne, musi potrafić to udowodnić. Niestety, nie tylko u nas, ale przede wszystkim w UE pojawił się niedobry zwyczaj, że mówi się o zagrożeniach, których tak naprawdę nikt nie widział, bo ich nie ma. Uważam, że każdy kraj powinien decydować o tym, z jakich źródeł energii będzie korzystał. Taką decyzję podjął zresztą w listopadzie Parlament Europejski, zadeklarowali to także wysocy urzędnicy unijni – komisarze ds. energii Günther Oettinger i ds. środowiska Janez Potočnik.
Na razie gaz łupkowy to przedsięwzięcie wysokiego ryzyka. Jak Pan skłonił do zaangażowania się w jego poszukiwania spółki z udziałem Skarbu Państwa?
Wiem, że rolą ministra nie jest decydowanie o projektach biznesowych, bo to są spółki giełdowe i przestrzegam zasad ładu korporacyjnego. Ale uważam, że warto przekonywać do podejmowania nowych wyzwań i inicjatyw, np. polska chemia, mająca dostęp do własnego taniego gazu, będzie mogła konkurować z produktami z Norwegii i Rosji. W latach 80. w USA jeden z przedsiębiorców próbował przekonać akcjonariuszy do poszukiwań gazu łupkowego. Zabrało mu to ponad 10 lat. My musimy działać o wiele szybciej, ponieważ to nasz projekt narodowy. Dlatego powstał „sojusz łupkowy”, czyli konsorcjum PGNiG, KGHM, Tauronu, Enei i PGE, które mają wyłożyć na ten cel 1,7 mld złotych. Szukamy synergii między spółkami z branży energetycznej, gazowej i chemicznej. (...)
Więcej: http://biznes.onet.pl/nie-gram-sam,1856 ... rasa-detal









