Poległ Rus i Lech, ostał nam się Czech - nasza drużyna na Euro
Na czas Euro 2012 Wrocław stał się czeski. Lepiej poznaliśmy i polubiliśmy naszych bliskich sąsiadów z południa. Polska drużyna już poległa, wesprzyjmy więc Czechów. Przecież są teraz z naszego miasta.

Nie uważam jak wielu fanów, że zwycięstwo na boisku to więcej niż sprawa życia i śmierci, bo piłka nożna jest czymś poważniejszym. Chciałbym, żeby wygrywali Polacy, ale skoro nie potrafią, cieszę się ze zwycięstw innych. Miałem nadzieję, że Chorwacja wyeliminuje Hiszpanów - nie udało się. W chwili gdy piszę ten tekst, nie wiadomo, jak pójdzie Ukrainie (pewnie nie dała rady świetnym Anglikom), ale będę jej gorąco kibicował.
Chcę przełamania futbolowej hegemonii najmocniejszych państw. Nawet kosztem gorszego stylu gry. Nic w przyrodzie nie ginie. Zyskiem będą potężne emocje. Niemcy, Francuzi czy Hiszpanie fantastycznie grają w piłkę, ale mają już dość trofeów. Marzy mi się piłkarskie europejskie TKM. Zależy mi, żeby na naszych i ukraińskich najnowocześniejszych dziś stadionach Europy grano piękną piłkę i po mistrzostwach. Ale ponieważ nas już nie ma na arenach Euro, niechby tym "my" był ktokolwiek spoza wielkich.
Życzmy tego Czechom. Oni nas ostatecznie wyeliminowali z grupy, bo byli po prostu lepsi. Drużyna mieszka w naszym mieście, stąd wyruszy na pojedynek (miejmy nadzieję nie ostatni) z Portugalią. A to nie jest hetka z pętelką, tylko mecz z południowcami, którzy futbol mają we krwi. I których supergwiazda Cristiano Ronaldo w spotkaniu z Holendrami zaczęła strzelać piękne bramki. Ronaldo ma teraz bardzo rozbudzony apetyt na gole.
Dajmy więc siłę braciom Czechom już we Wrocławiu. Ich kibice pognają do Warszawy, żeby dopingować drużynę z bliska. My tych kibiców dobrze poznaliśmy, wypiliśmy wspólnie hektolitry piwa, bawiliśmy się razem jak nigdy dotychczas w historii. My polubiliśmy ich, oni nas. Nie słyszałem, by ktoś nazywał ich lekceważąco Pepiczkami, a przecież ten termin jest (był?) w powszechnym użyciu w polszczyźnie.
W czasach polskiej piłkarskiej chwały dokopywaliśmy najpotężniejszym zespołom na świecie. Nie mieliśmy kompleksów, wierzyliśmy w siebie, choć to za komuny było. Czesi też mieli swoje wielkie dni. Jeśli Jiráeek pokonał Tytonia, to nie widzę powodu, dla którego nie mógłby poradzić sobie z Rui Patrioci, bramkarzem Portugalczyków.
W środę o godz. 11 piłkarze reprezentacji czeskiej wyjeżdżają autokarem na lotnisko i lecą do Warszawy.
Bracia Czesi, dokopcie ekipie Ronaldo.
źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3575 ... uzyna.html













