Najpierw niech Rosjanie przeproszą nas
Kiedy byłem młodym chłopakiem, na obozach i koloniach naszywaliśmy sobie na ciuchy amerykańskie flagi, najczęściej w kształcie litery "V" - tak zwane pacyfy. Oczywiście pacyfistami nie byliśmy, przy ogniskach śpiewało się na melodię "Lotu trzmiela" coś takiego: "Leci B-52, a Wietnamczyk w gacie sra"… Oczywiście były to debilizmy, ale młodzieży wydawało się, że wszystko co amerykańskie kojarzy się z wolnością, bogactwem, szczęściem (gdy było dokładnie na odwrót).
No więc dziś amerykańską flagę przyszyłbym sobie, bądź wywiesił, tylko pod jednym warunkiem - jakbym najpierw na głowę upadł. I nie tylko ja. Chyba każdy.
No więc w ciągu jednego polskiego pokolenia dokonała się zmiana fundamentalna. Dziś symbolem dumy i wolności jest polska flaga. I czy się tego chce czy nie - tak stało się dzięki piłce nożnej. Tej nudnej w polskim wykonaniu, słabej, skorumpowanej i biednej dziedzinie życia, tak lekceważonej, o której zawsze sądzono, że jest zajęciem wyłącznie dla półgłówków. Ha, to znaczy zatem, że jest nas 40 milionów półgłówków!
Jest w nas jakieś zbiorowe uniesienie, i to nie dlatego, że ktokolwiek liczy na mistrzostwo Europy, raczej nie, poza półgłówkami (ale tych - 40 milionów!). To uniesienie wypływa z tego, że wreszcie mamy coś własnego, odrębnego, czego będziemy bronić. Tak, bronić.
Od wczoraj słyszę tysiące ludzi przepraszających Rosjan. Pozwolę sobie mieć zdanie odrębne - najpierw niech Rosjanie przeproszą nas, a za co - nie chcę im robić wstydu. Nie trzeba urządzać na polskiej ziemi pochodów, i wieszać na trybunach rycerzy z nożem w ręku…
Nie można zachowywać się po chamsku i przemocy nikt nie usprawiedliwia, zwłaszcza tej najbardziej prymitywnej, ulicznej. Ale na ulicę rywalizację przenieśli Rosjanie. I tyle. Ale popełniliście błąd. Bo teraz to nie was, ale nas - mnogo… I wszyscy jesteśmy biało-czerwoni.
Oczywiście błądzimy, jak każde młode społeczeństwo, ale to nie Warszawa płonęła, tylko niedawno Ateny, wcześniej Londyn, Paryż, zatem kolebki demokracji, która u nas dopiero raczkuje, a jednym z jej elementów jest tolerowanie odrębności, odmiennego zdania, czego staram się w malutkim zakresie uczyć, uciekając się często do prowokacji myślowej, skrótowej, kontrastowej… Im więcej z was z tego weźmie wzór, tym łatwiej będzie poruszać się w życiu. Nie tylko sportowym.
No więc, podpadając zawsze i regularnie, mam w tym jakiś cel. No więc po dniu wczorajszym dziwne wnioski - idiotyczne jest wybieranie pomiędzy Szczęsnym a Tytoniem - bo my mamy gole strzelać Czechom, musimy, a nie bronić, szukać rozwiązań w ataku (a będzie bicie głową w mur i może wrzutki, przecież Pepikom starczy 0:0, a poza tym oni bramkarza mają, tego w czapce).
I znów Lewandowski ma być sam? Przecież drużynę z jednym gościem łatwo wyłączyć, nawet faulem. No więc jak zwykle my Polacy dyskutujemy nie na temat, licząc że Smuda na farcie… No więc największego Smuda ma farta, że nigdy nie dostał kary za Widzew, za Lubin, za transfery do legii, ale chyba nie o takiego farta nam chodzi w sobotę…
Ale zobaczcie - jakie życie przewrotne. Bo Wrocław zniszczył życie niejednego trenera. A Smuda ma szansę tam zacząć. Ale musi coś zmienić.
Bo trener, jak nie robi w swej pracy zmian, to w końcu zmieniają jego.
Paweł Zarzeczny
źródło:
http://euro.wp.pl/title,Najpierw-niech- ... omosc.html