A opowiadałem ci o dwóch kolegach, co autobusem na dworzec jechali, jeden biletu nie miał i go kanary złapały?
Nie, opowiadaj.
No to oni jadą, przystanek przed dworcem wchodzą kanary. Ten pierwszy kolega wyjmuje bilet, legitkę, wszystko OK.
Ten drugi coś wkręcił, że mu się suwak w plecaku zaciął, i nie może wyjąć biletu i legitki, ale mówi, oni wysiadają na następnym przystanku, na dworcu, niech kanary z nimi wysiądą i sprawdzą, może mu się uda otworzyć ten plecak.
Kanary się zgodziły
A biletu nie miał? :>
No nie miał. I są już na tym dworcu, wysiadają, kanary za nimi, i jeden pyta się "dobra, dawaj ten bilet"
A ten koleżka taki bulwers i na głos na cały dworzec drze jape: "No <font color=red>[...]</font> !! Na przystanku będzie <font color=red>[...]</font> bilet sprawdzał!"
Kanary się szybko ulotniły
Córka nowego ruskiego biznesmena przychodzi do ojca i oświadcza, że wychodzi za mąż.
- Za kogo?
- Za popa.
- Zwariowałaś?
- Miłość, tato... Serce, nie sługa.
- No dobrze, przyprowadź go jutro.
Córka przyprowadza młodego diakona. Jedzą, piją. Ojciec mówi:
- Wiesz, że moja córka co miesiąc musi mieć inną kreację za 10.000 dolców? Jak wy będziecie żyć? Jak ty ją utrzymasz?
- Bóg pomoże...
- A jeszcze ona przyzwyczajona co tydzień latać do fryzjera do Paryża. I co?
- Bóg pomoże...
- Ona jeździ tylko Ferrari i Porshe, i musi mieć zawsze najnowszy model. Jak ty sobie wyobrażasz życie z nią?
- Bóg pomoże...
Gdy narzeczony poszedł, córka pyta ojca biznesmena:
- I jak, tato, spodobał ci się?
- Burak, to prawda, ale podobało mi się, jak nazywał mnie Bogiem.
Premier Miller odwiedza wzorowe gospodarstwo rolne. Gdy znalazł się w chlewni, pośród stada dorodnych świń, towarzyszący grupie oficjeli fotoreporterzy natychmiast strzelają fotki. Na to Miller:
- Żeby mi tam nie było jakiegoś głupiego podpisu pod zdjęciem! Typu "Miller i świnie" czy coś takiego.
- Ależ skąd, panie premierze! - odpowiadają reporterzy. Wszystko będzie cacy.
Nazajutrz ukazuje się gazeta ze zdjęciem Millera wśród świń, podpis:
"Miller (drugi od lewej)".


