Dopra ... rozwiazujac konflikt opowiem swoja wizje biegu wydarzen ...
Wiec ... przyszlismy o godzinie 19:00 ... stoliczek, rezerwacja ... poczatkowo jako osoba nie przyzwyczajona do takich klimatow (rocko-reage) siedzialem w kacie laweczki saczac piwko w celu wkomponowania sie w towarzystwo ... zaczela grac muzyka ... muzyczka bardzo pasujaca do miejsca ... zaczelo robic sie klimatycznie moze za sprawa 2 piw ktore w skupieniu saczylem ... widac ze specyfik zaczol dzialac wlasciwie bo zaczely sie pierwsze dyskusje... ludzie ktorzy dotad sie nie znali (junglos, marian, iwona, inka i justyna) zaczeli ze soba rozmawiac ... padlo wiele porywajacych wypowiedzi i atmosfera zaczela robic sie coraz bardziej namietna ... misiek zamowil wierze co chwile uzupelniajac zapas piwa nagromadzony w kuflu. Ku uciesze wiekszosci ekipy ktora nie wprawiona byla w "te klimaty" misiem zaczelo powoli kolowac ... dajac upust nakumulowanej energii poszlismy poskakac przy rockowych brzmieniach "cominiars". Przy parkieto-scenie (ciezko to okreslic bo zespol gral praktycznie z ludzmi bawiacymi sie wkolo co dodawalo klimatu zrzycia z publicznoscia) tanczacy tlum, blyskajace stoboskopy i brzmienie gitar wprawialo publicznosc w stan upojenia muzycznego. Poddalem sie tej fali pozytywnych wibracji i wkomponowujac sie w tlum mimo iz w c'est la vie bylem po raz pierwszy - poczulem sie jak wsrod swoich. Powrociwszy do stolu przy ktorym misiu zdarzyl rozpracowac juz pierwsza wierze poczulem uczucie zimna na mojej nogawce ... niestety szklanka nie dala rady i wyproznila sie wraz z zawartoscia rozdrabniajac sie na drobne na stole. Nie wnikam w jakich okolicznosciach ale podejrzewam ze na sktorek upojenia alkoholowego miska i uzewnetrzniajacego optymizmu iwonki. Impreza sie rozkrecala... do naszego stolika zaczely przysiadac sie rozne, nieznane mi dotad osoby ktore rownie rozentuzjowane jak nasza ekipa oddawaly klimat tego miejsca ... jakos tak puzniej wyszlo ze polowa c'est la vie w nastepstwie przysiadania sie do nas zaczela nosic nasze vlepki w roznych, czasem imtymnych czesciach ciala

misiek w miedzyczasie czujac wewnetrzny niedosyt zlocistego plynu zaczol rozpracowywac druga wierze ... szczeze mowiac nawet nie zauwazylem kiedy druga wierza zostala oprozniona ale "chlopak ma leb"

z justyna rownie milo i przyjemnie sie rozmawialo jak ze znajoma mi ekipa. dziewczyna odznaczajaca sie niezwyklym optymizmem i osobowoscia. marian rowniez okazal sie czlowiekiem niezwykle sympatycznym i potrafiacym sie "dobrze bawic" ... o znajomych pisac nie bede... niech to opisza inni
Impreza byla pelna dobrej muzyki, pozytywnych wibracji i niemal "rodzinnej atmosfery". Kapele graly wysmienicie i jestem przekonany, ze juz wkrotce odwiedzimy C'est La Vie jeszcze raz i bedzie rownie zajefajnie jak nie lepiej.
<a href="
https://pl.linkedin.com/pub/jacek-wieczorek/ab/728/2b2" style="text-decoration:none;"><span style="font: 80% Arial,sans-serif; color:#0783B6;"><img src="
https://static.licdn.com/scds/common/u/ ... _20x15.png" width="20" height="15" alt="Wyświetl mój profil" style="vertical-align:middle;" border="0"> Wyświetl profil użytkownika Jacek Wieczorek</span></a>