Będą duże zmiany na kolei? Unia chce je wymusić
Unia Europejska chce zmusić kraje członkowskie do otwarcia swoich rynków kolejowych dla przewoźników z innych państw. Ma to dać kolei na całym kontynencie przysłowiowego kopa. Podobny impuls dostał kilkanaście lat temu rynek lotniczy. Wtedy się udało. Teraz będzie trudniej.
Polska zliberalizowała rynek lotniczy na krótko przed wejściem do Unii. W 2003 wystartował pierwszy niskokosztowy przewoźnik AirPolonia. Od tego czasu branża przeżywa rozkwit. Ceny biletów lotniczych mocno spadły, liniom przybyło 20 milionów pasażerów, a regionalne lotniska zaczęły się gwałtownie rozwijać. Choć po AirPolonia nie ma już nawet śladu, to Polacy pokochali latać. Podobnie mogłoby być z koleją. Ale raczej nie będzie.
Czwarty pakiet kolejowy - po co to komu?
Miesiąc temu Parlament Europejski zaakceptował tzw. czwarty pakiet kolejowy, czyli zbiór przepisów liberalizujących unijny rynek transportowy. Przepisy opublikowano w unijnym dzienniku urzędowym tuż przed świętami. Chodzi o otwarcie rynku dla przewoźników spoza własnego kraju. Zagraniczni przewoźnicy będą mogli oferować swoje usługi komercyjne od połowy grudnia 2020 r. Nowe przepisy wymuszą też organizowanie przetargów na wybór przewoźnika, który będzie obsługiwał trasy, do których dopłaca państwo lub samorząd. Tak ma być od połowy grudnia 2023 r.
Teoretycznie zagraniczny przewoźnik już teraz mógłby wozić polskich pasażerów. Jednak uzyskanie dostępu do naszych torów to droga przez mękę. Polska zresztą nie jest wyjątkiem. Każde państwo mniej lub bardziej chroni swój rynek kolejowy.
Jednak prawdziwą zmianą byłoby zmuszenie rządów i samorządów do ogłaszania przetargów na przewozy, do których dopłaca się z publicznych pieniędzy. W całej Unii takich właśnie przewozów jest większość. Podobnie i w Polsce. Połączenia międzywojewódzkie, w ramach służby publicznej, obsługuje na mocy umowy z ministerstwem infrastruktury, państwowy PKP Intercity, w przypadku poszczególnych województw są to na ogół przewoźnicy samorządowi. Przetargi się zdarzają - jak na przykład w województwie kujawsko-pomorskim - ale bardziej popularny jest model stosowany przez Mazowsze, gdzie samorząd ma własnego przewoźnika, który obsługuje połączenia kolejowe w granicach województwa. Dlatego obowiązkowe przetargi mocno zamieszałyby na polskim rynku.
- To jest rewolucja. Ale jest też czas, żeby się do niej przygotować - mówi WP money Krzysztof Mamiński, prezes Przewozów Regionalnych - największego polskiego przewoźnika kolejowego. - Mamy okres przejściowy, żeby polskie firmy transportowe, takie firmy jak Przewozy Regionalne, mogły się do tej liberalizacji przygotować. Czyli na przykład wykorzystać najbliższe lata na realizowanie usług w formule powierzenia, a w otwartej formule przetargowej dopiero startować w latach następnych - dodaje.
Kolejowa porażka Komisji Europejskiej
Więcej:
http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 35129.html