Tu nie chodzi o celebrycki skandalik, bo znana wokalistka pijana w sztok wsiadła za kierownicę. Nawet nie o to, że przed Beatą K. na podwójnym gazie jechał peleton gwiazd. W prowadzeniu po alkoholu równie przerażająca od konsekwencji jest banalizacja tego przestępstwa. Śmiesznie niskie wyroki normalizują potencjalnych morderców. Wszystkich, bez względu na liczbę złotych płyt.
Beata K. usłyszała zarzut prowadzenia auta w stanie nietrzeźwośc
Po tym, gdy liderka zespołu Bajm została zatrzymana w środę przez kierowców, widzących jak jej BMW zygzakiem pokonuje ulice Warszawy, reszta następujących po sobie wydarzeń była w zasadzie do przewidzenia. Na miejsce oczywiście przyjechała policja, zbadała "stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu", czasowo zatrzymała samochód Beaty K. oraz prawo jazdy, spisała, a następnie… wypuściła artystkę z dwoma promilami taksówką do domu.
Ta z kolei, gdy już wytrzeźwiała, opublikowała na Instagramie rzewne przeprosiny. Jak to jest jej żal, jak bardzo wstyd i że od dzisiaj trzeba się wziąć za siebie. Ponad wszystko jednak, wokalistka zapewniła, że "musi ponieść konsekwencje tego, co się stało" oraz, że "jest na to gotowa".
Zbrodnia bez kary
I co, myślicie, że gwiazda show-biznesu trafi do aresztu? Pakuje już szczoteczkę do zębów, a wakacje na Zanzibarze zamieni na zimę w pokoju jednoosobowym pod stolicą? Sąd skaże ją z art. 178a § 1 kodeksu karnego na bezwzględne pozbawienie wolności? Zbierze prawo jazdy na stałe? Skonfiskuje auto? Nałoży dotkliwą dla jej stanu materialnego grzywnę?
Więcej: https://gwiazdy.wp.pl/beatko-kazdemu-si ... 781253472a

