Od kilku miesięcy mamy do czynienia z inflacją na poziomie, który może niepokoić. Lipcowy wskaźnik wyniósł 5 proc. To najwyższa wartość od dekady - jeżeli zajrzymy do danych Głównego Urzędu Statystycznego, to okaże się, że 5-procentowy wzrost cen względem analogicznego miesiąca roku poprzedniego miał miejsce w maju 2011 roku.
Od początku wakacji media zalewają również "paragony grozy", z których można by wnosić, że do frytek i flądry we Władysławowie dodawane są opiłki złota, a zupa rybna w Ustce gotowana jest na rekinich płetwach.
Oliwy do ognia (o tym, jak wysoki jest płomień, jeszcze będę pisał) dolał premier Mateusz Morawiecki, który pod koniec lipca stwierdził, że "jeśli wynagrodzenia rosną dwa razy szybciej [niż inflacja], oznacza to, że za zarobioną kwotę możemy kupić dwa razy więcej."
Więcej: https://finanse.wp.pl/inflacja-morawiec ... 463327232a


