Nowy(a) na forum


Stały bywalec


A jeśli potrzebujecie kredytu konsolidacyjnego, to ten artykuł http://kredyt-konsolidacyjny.eu/kredyt-konsolidacyjny-gdzie-najlepiej-wziac/ radzi, gdzie najlepiej go wziąć.
Frankowicze szturmują kancelarie. Jakie mają szanse?
Kancelarie są oblegane przez klientów, którzy po uwierzyli, że z bankami da się wygrać. Pokazujemy, jak mogą dochodzić swoich roszczeń i ile to kosztuje.- Z dnia na dzień do naszej kancelarii coraz częściej dzwonią frankowicze i pytają na jakich zasadach mogą dochodzić swoich praw przed sądem. Po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej można mówić o prawdziwej fali zainteresowania naszymi usługami – mówi Agnieszka Sobczyk radca prawny z K&L LEGAL Granat i Wspólnicy Sp.k. To jedna z co najmniej kilkunastu wrocławskich kancelarii prawnych specjalizujących się w obsłudze spraw frankowiczów. Część z nich rekomendowana jest zresztą przez stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu.
- Po tym co się stało w Luksemburgu przed ponad miesiącem dało ludziom wiarę w to, że mogą podjąć walkę z bankami, a co ważniejsze nasze sądy dostały czytelną instrukcję, jak postępować w tych sprawach – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia SBB.
Więcej: https://gazetawroclawska.pl/frankowicze ... d/39901977

Komentarze:
~nie_kredytom-
mój dziadek mawiał: "pamiętaj wnusiu, że pożyczasz cudze, a oddajesz swoje" i "jak nie stać Cię na kupienie czegoś za gotówkę, to tym bardziej nie stać cię na kupienie tego za pożyczone" staram się pamiętać o tym. A "frankowiczów" nie żałuję gdyż sądzę, że jeżeli frank kosztowałby dzisiaj 1,5 PLN, to śmiali by się do rozpuku i chełpili jacy to oni byli mądrzy.. z pewnością żaden z nich nie wzywałby do urealnienia (przeliczenia franka nie po 15 a po 2,5 PLN) kursu franka, czy przewalutowania, tak aby ich kredyty finalnie były porównywalne do złotówkowych. Chcieli być cwani - nie wyszło - ot co. Większość z "frankowiczów" to ludzie dobrze wykształceni i nie przemawia do mnie twierdzenie, że nie byli świadomi ryzyka
---------------------------------
~Mietek-
Dwa lata wcześniej rozpocząłem budowę domu pod miastem na wsi . Kupiłem okazyjnie działkę wiedząc że w planach gminy za kilka lat będzie droga asfaltowa i wodociąg oraz gaz Śmiali się kolesie z pracy że będę stawiał go 10 lat bo nie chciałem jak oni brać kredytu. Jak kolesie tak i koleżanki w euforii brali kredyty na mieszkania jak mieszkanie to i mebelki i samochodzik by się przydał. Mieszkanka były na rynku od tzw ręki a było w czym wybierać a 80 metrów było normą bo każdy musiał pochwalić się APARTAMENTEM z dużym holem w środku i klitkami pokoikami oraz "ogrodem zimowym" czyli balkonem za który płacili extra . I nagle zawał serca. Krach. I lament . I zwolnienia z roboty . A ja dom skończyłem stawiać w trzy lata. Dzisiaj śpię spokojnie oni no cóż , kilku nie dożyło , reszta z długami po uszy większość po rozwodach.
====================================
15 stycznia mija pięć lat od tzw. "czarnego czwartku" - dnia, który wstrząsnął rynkiem walutowym i dramatycznie wpłynął na życie tysięcy Polaków, posiadających kredyt we frankach szwajcarskich. To właśnie tego dnia szwajcarski bank centralny podjął decyzję o uwolnieniu kursu franka wobec euro, co w praktyce oznaczało gwałtowny wzrost rat kredytowych. Wspomnienia tamtych wydarzeń przywołują "Banksterzy" - pierwsza w historii krajowego kina produkcja, ukazująca kulisy największej afery finansowej III RP, której dramatyczne konsekwencje odczuwa do dziś ponad 750 tysięcy polskich rodzin.
Wyreżyserowany przez Marcina Ziębińskiego ("Dublerzy") film, pokaże zarówno międzynarodowe mechanizmy, które doprowadziły do wprowadzenia toksycznych pożyczek we frankach, jak również drobiazgowo zaplanowane manipulacje banków, zachęcających klientów do korzystania ze szkodliwych usług.
Pełen napięcia, emocji i ludzkich dramatów obraz został zainspirowany prawdziwymi historiami osób, które wpadły w pułapkę kredytów w obcej walucie. Jego konsultantami merytorycznymi byli dawni pracownicy banków, a także specjaliści od rynku kapitałowego w Polsce oraz członkowie stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.
Karolina (Katarzyna Zawadzka) pracuje w banku, jest energiczna, pewna siebie, przebojowa. Kiedy w jej ręce wpada najnowszy produkt walutowy - kredyt we frankach szwajcarskich, kobieta otrzymuje wielką szansę, żeby się wykazać. Mając pełne przyzwolenie szefa - Adama (Tomasz Karolak), bez skrupułów zaczyna namawiać klientów na najbardziej ryzykowne i niekorzystne inwestycje. Jan (Jan Frycz) jest szarą eminencją krajowej finansjery. W swoim telefonie ma kontakty do prezesów największych banków w Polsce. Jego cyniczne pomysły i decyzje, z dnia na dzień, wpływają na gospodarkę i losy setek tysięcy osób.
Takich jak Artur (Rafał Zawierucha) - ambitny szef firmy IT, który, by rozwijać działalność, decyduje się na opcje walutowe. Jego wspólnikiem jest Mateusz (Antoni Królikowski), który marzy o niezależności, własnym lokum i upragnionej wyprowadzce od teściów. Choć młode małżeństwo pozostaje nieufne wobec proponowanych przez banki rozwiązań, to przyparte do muru daje się wciągnąć w finansową pułapkę. Wkrótce losy bohaterów po obu stronach barykady splotą się w pętli wstrząsających wydarzeń, których przebieg ujawni szokujący mechanizm manipulacji, żerujących na potrzebach i emocjach, ale też bezwzględną i bezduszną siłę systemu bankowego. A gdy skończą się wszystkie racjonalne rozwiązania, bohaterom pozostaną już tylko najbardziej dramatyczne wybory.
"Banksterzy" to opowieść o systemie bankowym, o mechanizmach jego funkcjonowania, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, generujących zdarzenia mające wpływ bezpośrednio lub pośrednio na życie codzienne milionów ludzi.
To także rzecz o instytucji zaufania publicznego, która perfidnie, świadomie i konsekwentnie nadużywała tego zaufania w stosunku do swoich klientów, o totalnej bezsilności i inercji systemu nadzoru bankowego i struktur państwa, które winny dawać gwarancję stabilności i bezpieczeństwa także finansowego obywatelom, o bezwzględnych działaniach w imię partykularnych interesów zwalczających się ugrupowań politycznych. Ale ta opowieść jest przede wszystkim o ludziach, ich namiętnościach, dążeniach, marzeniach i o pieniądzu, który jest tu siłą sprawczą, wartością samą w sobie i środkiem do osiągnięcia celu.
źródło: https://film.interia.pl/wiadomosci/news ... e=worthsee
~nie_kredytom-
mój dziadek mawiał: "pamiętaj wnusiu, że pożyczasz cudze, a oddajesz swoje" i "jak nie stać Cię na kupienie czegoś za gotówkę, to tym bardziej nie stać cię na kupienie tego za pożyczone" staram się pamiętać o tym. A "frankowiczów" nie żałuję gdyż sądzę, że jeżeli frank kosztowałby dzisiaj 1,5 PLN, to śmiali by się do rozpuku i chełpili jacy to oni byli mądrzy.. z pewnością żaden z nich nie wzywałby do urealnienia (przeliczenia franka nie po 15 a po 2,5 PLN) kursu franka, czy przewalutowania, tak aby ich kredyty finalnie były porównywalne do złotówkowych. Chcieli być cwani - nie wyszło - ot co. Większość z "frankowiczów" to ludzie dobrze wykształceni i nie przemawia do mnie twierdzenie, że nie byli świadomi ryzyka
---------------------------------
~Mietek-
Dwa lata wcześniej rozpocząłem budowę domu pod miastem na wsi . Kupiłem okazyjnie działkę wiedząc że w planach gminy za kilka lat będzie droga asfaltowa i wodociąg oraz gaz Śmiali się kolesie z pracy że będę stawiał go 10 lat bo nie chciałem jak oni brać kredytu. Jak kolesie tak i koleżanki w euforii brali kredyty na mieszkania jak mieszkanie to i mebelki i samochodzik by się przydał. Mieszkanka były na rynku od tzw ręki a było w czym wybierać a 80 metrów było normą bo każdy musiał pochwalić się APARTAMENTEM z dużym holem w środku i klitkami pokoikami oraz "ogrodem zimowym" czyli balkonem za który płacili extra . I nagle zawał serca. Krach. I lament . I zwolnienia z roboty . A ja dom skończyłem stawiać w trzy lata. Dzisiaj śpię spokojnie oni no cóż , kilku nie dożyło , reszta z długami po uszy większość po rozwodach.
====================================
"Banksterzy": Wstrząsający film, którego boją się banki
15 stycznia mija pięć lat od tzw. "czarnego czwartku" - dnia, który wstrząsnął rynkiem walutowym i dramatycznie wpłynął na życie tysięcy Polaków, posiadających kredyt we frankach szwajcarskich. To właśnie tego dnia szwajcarski bank centralny podjął decyzję o uwolnieniu kursu franka wobec euro, co w praktyce oznaczało gwałtowny wzrost rat kredytowych. Wspomnienia tamtych wydarzeń przywołują "Banksterzy" - pierwsza w historii krajowego kina produkcja, ukazująca kulisy największej afery finansowej III RP, której dramatyczne konsekwencje odczuwa do dziś ponad 750 tysięcy polskich rodzin.

Wyreżyserowany przez Marcina Ziębińskiego ("Dublerzy") film, pokaże zarówno międzynarodowe mechanizmy, które doprowadziły do wprowadzenia toksycznych pożyczek we frankach, jak również drobiazgowo zaplanowane manipulacje banków, zachęcających klientów do korzystania ze szkodliwych usług.
Pełen napięcia, emocji i ludzkich dramatów obraz został zainspirowany prawdziwymi historiami osób, które wpadły w pułapkę kredytów w obcej walucie. Jego konsultantami merytorycznymi byli dawni pracownicy banków, a także specjaliści od rynku kapitałowego w Polsce oraz członkowie stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.
Karolina (Katarzyna Zawadzka) pracuje w banku, jest energiczna, pewna siebie, przebojowa. Kiedy w jej ręce wpada najnowszy produkt walutowy - kredyt we frankach szwajcarskich, kobieta otrzymuje wielką szansę, żeby się wykazać. Mając pełne przyzwolenie szefa - Adama (Tomasz Karolak), bez skrupułów zaczyna namawiać klientów na najbardziej ryzykowne i niekorzystne inwestycje. Jan (Jan Frycz) jest szarą eminencją krajowej finansjery. W swoim telefonie ma kontakty do prezesów największych banków w Polsce. Jego cyniczne pomysły i decyzje, z dnia na dzień, wpływają na gospodarkę i losy setek tysięcy osób.
Takich jak Artur (Rafał Zawierucha) - ambitny szef firmy IT, który, by rozwijać działalność, decyduje się na opcje walutowe. Jego wspólnikiem jest Mateusz (Antoni Królikowski), który marzy o niezależności, własnym lokum i upragnionej wyprowadzce od teściów. Choć młode małżeństwo pozostaje nieufne wobec proponowanych przez banki rozwiązań, to przyparte do muru daje się wciągnąć w finansową pułapkę. Wkrótce losy bohaterów po obu stronach barykady splotą się w pętli wstrząsających wydarzeń, których przebieg ujawni szokujący mechanizm manipulacji, żerujących na potrzebach i emocjach, ale też bezwzględną i bezduszną siłę systemu bankowego. A gdy skończą się wszystkie racjonalne rozwiązania, bohaterom pozostaną już tylko najbardziej dramatyczne wybory.
"Banksterzy" to opowieść o systemie bankowym, o mechanizmach jego funkcjonowania, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, generujących zdarzenia mające wpływ bezpośrednio lub pośrednio na życie codzienne milionów ludzi.
To także rzecz o instytucji zaufania publicznego, która perfidnie, świadomie i konsekwentnie nadużywała tego zaufania w stosunku do swoich klientów, o totalnej bezsilności i inercji systemu nadzoru bankowego i struktur państwa, które winny dawać gwarancję stabilności i bezpieczeństwa także finansowego obywatelom, o bezwzględnych działaniach w imię partykularnych interesów zwalczających się ugrupowań politycznych. Ale ta opowieść jest przede wszystkim o ludziach, ich namiętnościach, dążeniach, marzeniach i o pieniądzu, który jest tu siłą sprawczą, wartością samą w sobie i środkiem do osiągnięcia celu.
źródło: https://film.interia.pl/wiadomosci/news ... e=worthsee


Jesteśmy zadłużeni po uszy i się tego nie wstydzimy. "Kto by się przejmował głupotami"
Oficjalnie, gdy ktoś pyta, niemal wszyscy deklarujemy, że długi należy spłacać. A gdy nikt nie pyta, dopiero wtedy moralność dostaje w kość. Dług przestaje być powodem do wstydu. Dominują postawy "jakoś to będzie" albo "kto by się przejmował głupotami".„Wszyscy ludzie są moralni. Tylko ich bliźni nie są” - pisał John Steinbeck w swoim dziele „Zima naszej goryczy”. Choć cytat liczy ponad pół wieku, pełne odzwierciedlenie znajduje w dzisiejszej Polsce, o czym świadczą dane instytucji badających zadłużenie.
Najpierw wersja oficjalna
Oficjalnie 94 proc. Polaków uważa, że spłacanie finansowych zobowiązań jest naszą moralną powinnością. Jednak ta moralność ma dwie strony. Bowiem paradoksalnie w tym samym czasie większość z nas nie widzi nic nieetycznego w pracy na czarno w celu uniknięcia ściągania z pensji nieopłaconych należności (57,5 proc.), w przepisywaniu majątku na rodzinę, by umknąć wierzycielom (52,8 proc.) czy zatajaniu informacji, które mogłyby uniemożliwić wzięcie kredytu (48 proc.).
To wyniki sondażu przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych, który od czterech lat bada moralność finansową Polaków. Nie lepszy obraz stereotypowego, zadłużonego Kowalskiego malują dane Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.
Okazuje się, że w pierwszym kwartale 2019 roku zaległości Polaków w spłacaniu zobowiązań wynosiły już ponad 76 mld złotych. To oznacza, że wystarczyły zaledwie cztery lata, by wzrosły one aż o 66 proc.
Jednocześnie aż 38 proc. z zadłużonych, którzy spóźniają się z opłacaniem rat, nie odczuwa z tego powodu zażenowania i nie przejmuje się skumulowanymi zadłużeniami. Tę grupę można podzielić na dwa typy - ludzi, którzy wierzą, że „jakoś to będzie” i środki na spłacenie długów w końcu się znajdą oraz tych, którzy zwyczajnie nie zamierzają płacić.
Niepoprawni optymiści
Pierwszą grupę reprezentuje Rafał*, 30-letni mieszkaniec Warszawy pracujący w branży rozrywkowej. Rok temu potrzebował pieniędzy na wykończenie swojego mieszkania. Poszedł drogą najłatwiejszą i najszybszą - do firm oferujących chwilówki.
– Choć kredyty wziąłem na siebie, to planowałem je spłacać razem ze swoją partnerką. Nie przewidziałem jednak, że po jakimś czasie się rozstaniemy. Dziś wszystkie długi zostały na mojej głowie i zwyczajnie mnie nie stać, aby płacić raty w terminie – wspomina w rozmowie z INNPoland.pl.
Rafał ma obecnie 75 tys. złotych zadłużenia w chwilówkach. Mimo to twierdzi, że się nimi nie przejmuje. Wierzy, że „da sobie radę”. Choć zdaje sobie sprawę, że nie panuje nad wszystkim i jego sytuacja jest poważna, to jest optymistą i „nie przejmuje się głupotami”.
– To, jakby nie patrzeć, są pierdoły. Najważniejsze jest to, że codziennie rano wstaję z łóżka zdrowy. Poza tym realizuję właśnie plan na spłacenie tych zaległych rat. Żyję na absolutnym minimum i zastanawiam się nad sprzedażą mieszkania. Dodatkowo mam teraz lepszą koniunkturę i spływają do mnie zlecenia, które pozwalają mi przeżyć to wszystko – tłumaczy.
Jak wynika z badania „Polacy o długach” autorstwa Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu i Grupy KRUK, zadłużeni są częściej bardziej optymistycznie nastawieni do życia niż osoby bez długów. 54 proc. ludzi posiadających niespłacone zobowiązania finansowe jest przekonana, że sytuacja finansowa ich gospodarstwa domowego poprawi się w ciągu najbliższych lat.
Więcej: https://innpoland.pl/157375,polacy-maja ... ich-placic

Frankowicze dostali po kieszeni. Koronawirus gorszy niż "czarny czwartek"
Epidemia koronawirusa była dla posiadaczy kredytów we frankach gorsza niż pamiętny "czarny czwartek" w styczniu 2015 roku - zauważa Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors. Ich raty w ostatnich tygodniach były najwyższe w historii. Koronawirus dotknął wiele branż polskiej gospodarki, ale mocno uderzył również w kredytobiorców. Szczególnie tych, którzy zadłużyli się we frankach szwajcarskich.
Jak pisze w najnowszej analizie Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors, obecna sytuacja jest dla nich znacznie gorsza niż ta sprzed ponad 5 lat. To wtedy kurs franka chwilowo wystrzelił nawet do ponad 5 złotych.
Teraz co prawda takich wzrostów nie było, ale są one bardziej dotkliwe. Z dwóch względów. Po pierwsze - utrzymują się znacznie dłużej.
"Od 18 marca do 20 maja, czyli przez 2 miesiące, kurs franka szwajcarskiego niemal w każdym dniu przekraczał poziom 4,30 zł. Dla porównania w 2015 r. było tylko siedem takich dni. Wtedy trzeba było więc mieć pecha, żeby zapłacić naprawdę wysoką ratę" - zwraca uwagę Sadowski.
Jeśli więc ktoś nie skorzystał z wakacji kredytowych lub nie miał uzbieranych wcześniej franków, to przez dwa miesiące tracił na racie nawet kilkaset złotych.
Więcej: https://www.money.pl/pieniadze/frankowi ... 4417a.html

Komentarze:
Antypelo
wszystko co mowi CZAJKO-SZAMBOLAN jest wyjatkowo perfidnym klamstwem.Najwiekszym tego dowodem jest 8 lat rzadow POpaprancow-gdzie decydowal rowniez trzaskowski.Za ich rzadow to tylko ryba nie brala.
------------------------------
Sważyc@Sważyc
Brawo Panie Stanisławie!Hipokryzje Dublera należy obnażać i piętnować na każdym kroku.
===========================
W czasach wspaniałych rządów PO (i Rafała Trzaskowskiego) Polska naruszała „europejski standard polegający na prawie dostępu do sądu”.
Rafał Trzaskowski i politycy Platformy Obywatelskiej lubią rozliczać prezydenta Andrzeja Dudę ze zobowiązań wobec frankowiczów. Może więc warto także ich rozliczyć w tej kwestii. Co przyjdzie tym łatwiej, że istnieje oficjalne, pisemne stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej z 14 października 2014 r. Stanowisko tak jasne, że jaśniejsze być nie może. Przygotowało je w imieniu Polski Ministerstwo Spraw Zagranicznych i tak się składa, że sekretarzem stanu ds. europejskich, czyli odpowiedzialnym za „oficjalne stanowiska RP” był wówczas nie kto inny, jak Rafał Trzaskowski, obecny kandydat na prezydenta Polski. A stanowisko Polski (a więc także wiceministra Trzaskowskiego, a może jego przede wszystkim), było takie, że frankowicze sami są sobie winni, a banki są w porządku. Ale po kolei.
W czasie, gdy rządziła Platforma Obywatelska, a polskie sąd były tak niezależne jak zarządzanie nowozelandzkim Wellington jest niezależne od zarządzania Warszawą, frankowiczów masowo wysyłano na bambus. Nie tylko przegrywali oni sprawy w sądach, ale też te sądy nie chciały wysyłać do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytań prejudycjalnych dotyczących kredytów indeksowanych i denominowanych. Oczywiście żadne rozwiązania ustawowe dotyczące frankowiczów nie wchodziły w grę. Gdy już rządziła zjednoczona prawica, niezależne sądy z upodobaniem wysyłały za to pytania prejudycjalne we własnej sprawie.
Inaczej niż polskie zachowywały się sądy węgierskie, zapewne zniewolone przez Viktora Orbana. I węgierskie sądy zadały TSUE pytania prejudycjalne dotyczące węgierskich frankowiczów (sprawa C-312/14 Banif Plus Bank, rozstrzygana przez sąd krajowy Ráckevei Járásbíróság). Polska była zobowiązana do zajęcia stanowiska w tej sprawie i zajęła je w czasie, gdy w MSZ odpowiadał za to wiceminister Rafał Trzaskowski. I w tym polskim (Trzaskowskim) stanowisku przyjęto, iż „obie strony umowy ponoszą ryzyko walutowe, gdyż kurs waluty może albo wzrosnąć (wówczas wzrośnie suma kredytu do spłaty, a także wysokość spłacanych rat, co jest niekorzystne dla kredytobiorcy) albo spaść (wówczas suma kredytu do spłaty ulegnie obniżeniu, co jest niekorzystne dla banku). Postanowienia (klauzule) walutowe zawarte w umowie kredytu walutowego nie stanowią instrumentu finansowego (instrumentu pochodnego) i nie mogą być postrzegane jako usługa inwestycyjna, do której powinny mieć zastosowanie postanowienia dyrektywy 2004/39/WE dotyczące obowiązku dokonania oceny adekwatności. Ich celem jest bowiem wyłącznie realizacja wzajemnych świadczeń stron umowy kredytu”.
Wszystko to działo się w czasie, gdy w Polsce, jak to wykazał prof. Waldemar Gontarski, „obwiązywał błędnie przetłumaczony na język polski przepis zawarty w art. 4 ust. 1 dyrektywy 93/13, sprostowany dopiero od 2016 r.”. Błąd „polegał na tym, że w okresie obowiązywania błędnie przetłumaczonego przepisu zostało wydane absurdalne orzecznictwo, np. wyrok SN z 19 marca 2015 r., IV CSK – w myśl którego w lepszej sytuacji prawnej w stosunku do kredytobiorcy wykonującego umowę byłby kredytobiorca, który odmawiając wykonania umowy nie doprowadziłby do sanowania abuzywności”. A „bezprawie” usankcjonowane wyrokiem Sądu Najwyższego było potem „multiplikowane w orzecznictwie sądów powszechnych”.
W czasach wspaniałych rządów PO (i Trzaskowskiego) Polska naruszała „europejski standard polegający na prawie dostępu do sądu”. Zamiast, zgodnie z art. 13a ustawy z 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, frankowicz wnoszący powództwo przeciwko bankowi nie ponosił opłaty 1 tys. zł, ale obejmowały go zasady ogólne, czyli wpis sądowy do 100 tys. zł. Innymi słowy, jeszcze w 2014 r. (gdy Rafał Trzaskowski był sekretarzem stanu w MSZ) Polska nie tylko nie zabiegała o sprostowanie art. 4 ust. 1 dyrektywy, lecz wykorzystano błędnie przetłumaczony przepis w obronie banków. Także w odpowiedzi Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie węgierskiego Banif Plus Banku.
Rozczulające jest zawarte w stanowisku stwierdzenie, iż „Rzeczpospolita Polska sygnalizuje, że stwierdzenie nieważności postanowień walutowych zawartych w umowach kredytów denominowanych a w konsekwencji orzeczenie obowiązku przewalutowania takich kredytów, mogłoby spowodować daleko idące negatywne konsekwencje dla rynku finansowego. Przykładowo, w przypadku Polski, przewalutowanie kredytów walutowych kursu z dnia ich udzielenia mogłoby się wiązać z obniżeniem wyceny większości takich kredytów o ok. 30-40% i mogłaby wygenerować po stronie banków straty w wysokości nawet kilkudziesięciu miliardów złotych”. Biedne banki i nieodpowiedzialni frankowicze – o to chodziło w stanowisku RP.
Trybunał w Luksemburg nie posłuchał dobrych rad płynących z Polski (pod nadzorem Rafała Trzaskowskiego) w sprawie frankowiczów (węgierskich i polskich). To otworzyło pole do domagania się przez kredytobiorców, niepoinformowanych przed zawarciem umowy o całkowitym koszcie kredytu oraz o konsekwencjach finansowych klauzuli indeksacyjnej przez cały okres obowiązywania umowy, do żądania nieważności umowy kredytu wyrażonego w walucie obcej. Nie tylko ze względu na abuzywność klauzuli indeksacyjnej, ale przede wszystkim ze względu na wprowadzenie w błąd co do całkowitego kosztu kredytu. Jeśli ktoś przejmował się więc frankowiczami, to na pewno nie był to rząd Platformy Obywatelskiej i nie był to Rafał Trzaskowski. Wręcz przeciwnie.
źródło: https://wpolityce.pl/polityka/504820-tr ... szej-bujdy
Antypelo
wszystko co mowi CZAJKO-SZAMBOLAN jest wyjatkowo perfidnym klamstwem.Najwiekszym tego dowodem jest 8 lat rzadow POpaprancow-gdzie decydowal rowniez trzaskowski.Za ich rzadow to tylko ryba nie brala.
------------------------------
Sważyc@Sważyc
Brawo Panie Stanisławie!Hipokryzje Dublera należy obnażać i piętnować na każdym kroku.
===========================
Trzaskowski zatroskany o frankowiczów? Nie ma większej bujdy, czego dowodem dokument z 2014 r.

Rafał Trzaskowski i politycy Platformy Obywatelskiej lubią rozliczać prezydenta Andrzeja Dudę ze zobowiązań wobec frankowiczów. Może więc warto także ich rozliczyć w tej kwestii. Co przyjdzie tym łatwiej, że istnieje oficjalne, pisemne stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej z 14 października 2014 r. Stanowisko tak jasne, że jaśniejsze być nie może. Przygotowało je w imieniu Polski Ministerstwo Spraw Zagranicznych i tak się składa, że sekretarzem stanu ds. europejskich, czyli odpowiedzialnym za „oficjalne stanowiska RP” był wówczas nie kto inny, jak Rafał Trzaskowski, obecny kandydat na prezydenta Polski. A stanowisko Polski (a więc także wiceministra Trzaskowskiego, a może jego przede wszystkim), było takie, że frankowicze sami są sobie winni, a banki są w porządku. Ale po kolei.
W czasie, gdy rządziła Platforma Obywatelska, a polskie sąd były tak niezależne jak zarządzanie nowozelandzkim Wellington jest niezależne od zarządzania Warszawą, frankowiczów masowo wysyłano na bambus. Nie tylko przegrywali oni sprawy w sądach, ale też te sądy nie chciały wysyłać do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytań prejudycjalnych dotyczących kredytów indeksowanych i denominowanych. Oczywiście żadne rozwiązania ustawowe dotyczące frankowiczów nie wchodziły w grę. Gdy już rządziła zjednoczona prawica, niezależne sądy z upodobaniem wysyłały za to pytania prejudycjalne we własnej sprawie.
Inaczej niż polskie zachowywały się sądy węgierskie, zapewne zniewolone przez Viktora Orbana. I węgierskie sądy zadały TSUE pytania prejudycjalne dotyczące węgierskich frankowiczów (sprawa C-312/14 Banif Plus Bank, rozstrzygana przez sąd krajowy Ráckevei Járásbíróság). Polska była zobowiązana do zajęcia stanowiska w tej sprawie i zajęła je w czasie, gdy w MSZ odpowiadał za to wiceminister Rafał Trzaskowski. I w tym polskim (Trzaskowskim) stanowisku przyjęto, iż „obie strony umowy ponoszą ryzyko walutowe, gdyż kurs waluty może albo wzrosnąć (wówczas wzrośnie suma kredytu do spłaty, a także wysokość spłacanych rat, co jest niekorzystne dla kredytobiorcy) albo spaść (wówczas suma kredytu do spłaty ulegnie obniżeniu, co jest niekorzystne dla banku). Postanowienia (klauzule) walutowe zawarte w umowie kredytu walutowego nie stanowią instrumentu finansowego (instrumentu pochodnego) i nie mogą być postrzegane jako usługa inwestycyjna, do której powinny mieć zastosowanie postanowienia dyrektywy 2004/39/WE dotyczące obowiązku dokonania oceny adekwatności. Ich celem jest bowiem wyłącznie realizacja wzajemnych świadczeń stron umowy kredytu”.
Wszystko to działo się w czasie, gdy w Polsce, jak to wykazał prof. Waldemar Gontarski, „obwiązywał błędnie przetłumaczony na język polski przepis zawarty w art. 4 ust. 1 dyrektywy 93/13, sprostowany dopiero od 2016 r.”. Błąd „polegał na tym, że w okresie obowiązywania błędnie przetłumaczonego przepisu zostało wydane absurdalne orzecznictwo, np. wyrok SN z 19 marca 2015 r., IV CSK – w myśl którego w lepszej sytuacji prawnej w stosunku do kredytobiorcy wykonującego umowę byłby kredytobiorca, który odmawiając wykonania umowy nie doprowadziłby do sanowania abuzywności”. A „bezprawie” usankcjonowane wyrokiem Sądu Najwyższego było potem „multiplikowane w orzecznictwie sądów powszechnych”.
W czasach wspaniałych rządów PO (i Trzaskowskiego) Polska naruszała „europejski standard polegający na prawie dostępu do sądu”. Zamiast, zgodnie z art. 13a ustawy z 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, frankowicz wnoszący powództwo przeciwko bankowi nie ponosił opłaty 1 tys. zł, ale obejmowały go zasady ogólne, czyli wpis sądowy do 100 tys. zł. Innymi słowy, jeszcze w 2014 r. (gdy Rafał Trzaskowski był sekretarzem stanu w MSZ) Polska nie tylko nie zabiegała o sprostowanie art. 4 ust. 1 dyrektywy, lecz wykorzystano błędnie przetłumaczony przepis w obronie banków. Także w odpowiedzi Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie węgierskiego Banif Plus Banku.
Rozczulające jest zawarte w stanowisku stwierdzenie, iż „Rzeczpospolita Polska sygnalizuje, że stwierdzenie nieważności postanowień walutowych zawartych w umowach kredytów denominowanych a w konsekwencji orzeczenie obowiązku przewalutowania takich kredytów, mogłoby spowodować daleko idące negatywne konsekwencje dla rynku finansowego. Przykładowo, w przypadku Polski, przewalutowanie kredytów walutowych kursu z dnia ich udzielenia mogłoby się wiązać z obniżeniem wyceny większości takich kredytów o ok. 30-40% i mogłaby wygenerować po stronie banków straty w wysokości nawet kilkudziesięciu miliardów złotych”. Biedne banki i nieodpowiedzialni frankowicze – o to chodziło w stanowisku RP.
Trybunał w Luksemburg nie posłuchał dobrych rad płynących z Polski (pod nadzorem Rafała Trzaskowskiego) w sprawie frankowiczów (węgierskich i polskich). To otworzyło pole do domagania się przez kredytobiorców, niepoinformowanych przed zawarciem umowy o całkowitym koszcie kredytu oraz o konsekwencjach finansowych klauzuli indeksacyjnej przez cały okres obowiązywania umowy, do żądania nieważności umowy kredytu wyrażonego w walucie obcej. Nie tylko ze względu na abuzywność klauzuli indeksacyjnej, ale przede wszystkim ze względu na wprowadzenie w błąd co do całkowitego kosztu kredytu. Jeśli ktoś przejmował się więc frankowiczami, to na pewno nie był to rząd Platformy Obywatelskiej i nie był to Rafał Trzaskowski. Wręcz przeciwnie.
źródło: https://wpolityce.pl/polityka/504820-tr ... szej-bujdy

Przybywa pozwów frankowiczów, a sądy unieważniają umowy kredytowe
Po upływie roku od wyroku TSUE w sprawie Dziubak, polskie sądy orzekają zazwyczaj na korzyść tzw. frankowiczów. Częściej unieważniają umowy, niż zamieniają kredyt frankowy w złotowy ze stawką LIBOR - podaje serwis Prawo.pl.
Jednak, według portalu, banki nie są skłonne do zawierania ugód. Mogłoby to zmienić ujednolicenie orzecznictwa lub kolejny wyrok TSUE.
Czytaj więcej na https://biznes.interia.pl/finanse/news- ... gn=firefox

Kryzys złotego. Euro najdroższe od marca
Za euro dziś przed południem trzeba było płacić więcej niż 4,62 zł. Po raz ostatni wspólna waluta kosztowała tak dużo ponad pół roku temu - w ostatniej dekadzie marca. Dzisiejsza cena franka szwajcarskiego to prawie 4,32 zł. Niektórzy "frankowicze" w listopadzie zapłacą najwyższą ratę kredytu w historii.
"Frankowicze" w opałach
Frank szwajcarski na poziomie 4,32 zł jest o kilka groszy tańszy niż podczas marcowego kryzysu pandemicznego. Jednak jak policzył Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander, dla niektórych osób zadłużonych w walucie Helwetów listopadowa rata kredytu będzie najwyższa w historii.
Czytaj więcej na https://biznes.interia.pl/waluty/aktual ... gn=firefox

Część frankowiczów zapłaci najwyższą ratę w historii
W ostatnich dniach frank wyraźnie zdrożał, ale wciąż jest tańszy niż wiosną. Wtedy jednak kilkaset tysięcy kredytobiorców skorzystało z wakacji kredytowych i w ten sposób uniknęło konieczności płacenia wysokich rat. Dlatego dla wielu kredytobiorców to listopadowa rata może być najwyższą w historii.
Więcej: https://biznes.interia.pl/finanse/news- ... Id,4822890

Nowy pomysł KNF dla kredytów frankowych. Zadłużenie i raty mocno w dół [WYKRES DNIA]
Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Jacek Jastrzębski ma propozycję na rozwiązanie problemu kredytów frankowych. W największym skrócie - zakłada ona, że cały kredyt frankowicza byłby przeliczony w ten sposób, jakby od początku był kredytem w złotych.
Więcej: https://next.gazeta.pl/next/7,151003,26 ... =BoxOpImg1

Budżet państwa dorzuci się do ugód i przewalutowania franków
Resort finansów już w marcu zgodził się na wrzucanie przez banki w koszty kwot umorzenia kredytów.
Zdaniem Andrzeja Powierży, analityka w Domu Maklerskim Banku Handlowego, może to być kwota 34 mld zł. Tyle kosztowałaby zamiana kredytów frankowych na złotowe z wzięciem przez banki na siebie strat, które obecnie ponoszą klienci w związku ze wzrostem wartości franka szwajcarskiego. Latem 2008 r. za franka trzeba było zapłacić mniej niż 2 zł. Obecny kurs to 4,17 zł.
Koszty poniesione przez banki będą miały znaczenie dla budżetu. W ostatnich latach sektor finansowy był na czele listy największych płatników podatku dochodowego. Resort finansów już na początku tego roku zgodził się na zmniejszenie wpływów w przypadku przewalutowania kredytów. W przyjętym w marcu rozporządzeniu zwolnił z podatku klientów, którzy zarobiliby na umorzeniu przez banki części należności. Ale nie tylko ich.
Czytaj więcej na https://biznes.interia.pl/finanse/news- ... gn=firefox

Nowy(a) na forum


W przypadku samochodów, zazwyczaj sensowniejszym rozwiązaniem jest leasing. Zresztą leasing nie dotyczy tylko aut, można kupować w ten sposób np. maszyny. Ja w swoim życiu raz korzystałem z leasingu, był to leasing Forda Mondeo, który obecnie spłacam. Korzystałem z możliwości leasingowania nowego auta, chociaż na używane też dają. Nawet sprawnie idzie spłata, nie mam problemów z nieterminową spłatą itd. Wiadomo, głównie rozwiązanie dla firm, ale wystarczy już jednoosobowa działalność. Chociaż z tego co się orientuje jest też leasing konsumencki.
Nowy(a) na forum


Stały bywalec


Ja to nie wiem czemu ludzie nie chcą korzystać z pomocy doradcy kredytowego przy wyborze kredytu hipotecznego. Ostatnio korzystałem z pomocy https://intuum.pl/ i na prawdę nie wyobrażam sobie przechodzić tego procesu sam.
Informacje
Google [Bot] » 1 gość

