~W temacie-
Śmieciarze to jest mafia. Wiecie dlaczego idą w górę? Facet co się tym zajmuje powiedział mi krótko: ludzie mają kasę to niech mi płacą. Druga sprawa ustawione przetargi, dogadują się między sobą kto w której miejscowości daje jaką cenę i już wygrane.
-----------------------------
zimny-
na "porażkę" śmieciową składają się i ustawa i brak ustawy. Ustawa istniejąca, nie wiem czy pisana pod lobbystów po prostu zniechęca. Całe życie człowiek wie, że szklanka jest szklana, lustro też i butelka i słoik. Ale nie dla ustawy. To chyba lepiej w sortowni oddzielić to co się nadaje bezpośrednio do przetwórstwa a co niekoniecznie niż robić z obywatela barana?. To jest pierwszy powód bo niejasności jest znacznie więcej. Drugi to brak ustawy zakazującej sprzedaż czegokolwiek w opakowaniach plastikowych chyba, że są to opakowania zwrotne i istnieje system ich automatycznego recyclingu. Wróćmy do napojów w butelkach, śmietany w butelkach i jogurtów w butelkach lub słoikach. Wróćmy do pakowania wędlin czy serów w papier lub w dedykowane do tego np. szklane czy plastikowe pojemniki wielorazowe. Tylko taka ustawa zmniejszy masę śmieci.
=======================
Zniesienie regionalizacji i rozbicie monopoli zakładów przetwarzania odpadów, które blokowały rozwój konkurencyjnych instalacji i windowały ceny. To miała być recepta na lawinowo rosnące ceny za zagospodarowanie odpadów, przedstawiona przez Ministerstwo Środowiska przy okazji prac nad nowelizacją ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz.U. z 2019 r. poz. 730 ze zm.).
Weszła ona w życie na początku września, jednak pierwsze tygodnie obowiązywania nowych przepisów nie przyniosły wyczekiwanych efektów. Sygnały z rynku świadczą, że zamiast rozbicia nieuczciwej konkurencji nastąpiło jedynie przetasowanie. Widać to po cenach, które dalej rosną. Od grudnia w Łodzi za śmieci zapłacimy już nie 13, ale 24 zł od osoby. Taki wzrost ma, w ocenie wiceprezydenta Tomasza Treli, zapewnić samofinansowanie systemu. - To niezbędne minimum. Mimo tej podwyżki Łódź będzie się plasować w środku miast, jeśli chodzi o wysokość opłat za śmieci - podkreśla.
To nieodosobniony przypadek, bo wiele gmin rozstrzyga teraz przetargi. A raczej próbuje, bo dysproporcje pomiędzy składanymi ofertami a zaplanowanymi na ten cel wydatkami są drastyczne. Do wyłonienia podmiotu, który miałby zagospodarować odpady, często więc w ogóle nie dochodzi, bo do przetargu zgłasza się jedna firma, a jej oferta jest zaporowa.
Problem ten odczuli samorządowcy z Przemyśla. - Pierwszy przetarg został unieważniony z powodu rażącej dysproporcji, która wynosiła prawie 5,5 mln zł brutto - wyjaśnia Wojciech Bakun, prezydent miasta. Z wstępnych wyliczeń urzędu wynika, że cena za odpady selektywnie zbierane może wynieść od 1 stycznia 2020 r. ok. 30 zł od osoby. A to już blisko górnego limitu określonego w przepisach, który wynosi 32,15 zł.
Próby ratowania systemu
Mimo ostatniej śmieciowej reformy mieszkańcy płacą coraz więcej. Samorządy są pod ścianą i apelują o kolejne zmiany przepisów.
Zniesienie regionalizacji i rozbicie monopoli zakładów przetwarzania odpadów, które blokowały rozwój konkurencyjnych instalacji i windowały ceny. To miała być recepta na lawinowo rosnące ceny za zagospodarowanie odpadów, przedstawiona przez Ministerstwo Środowiska przy okazji prac nad nowelizacją ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz.U. z 2019 r. poz. 730 ze zm.).
Weszła ona w życie na początku września, jednak pierwsze tygodnie obowiązywania nowych przepisów nie przyniosły wyczekiwanych efektów. Sygnały z rynku świadczą, że zamiast rozbicia nieuczciwej konkurencji nastąpiło jedynie przetasowanie. Widać to po cenach, które dalej rosną. Od grudnia w Łodzi za śmieci zapłacimy już nie 13, ale 24 zł od osoby. Taki wzrost ma, w ocenie wiceprezydenta Tomasza Treli, zapewnić samofinansowanie systemu. - To niezbędne minimum. Mimo tej podwyżki Łódź będzie się plasować w środku miast, jeśli chodzi o wysokość opłat za śmieci - podkreśla.
To nieodosobniony przypadek, bo wiele gmin rozstrzyga teraz przetargi. A raczej próbuje, bo dysproporcje pomiędzy składanymi ofertami a zaplanowanymi na ten cel wydatkami są drastyczne. Do wyłonienia podmiotu, który miałby zagospodarować odpady, często więc w ogóle nie dochodzi, bo do przetargu zgłasza się jedna firma, a jej oferta jest zaporowa.
Problem ten odczuli samorządowcy z Przemyśla. - Pierwszy przetarg został unieważniony z powodu rażącej dysproporcji, która wynosiła prawie 5,5 mln zł brutto - wyjaśnia Wojciech Bakun, prezydent miasta. Z wstępnych wyliczeń urzędu wynika, że cena za odpady selektywnie zbierane może wynieść od 1 stycznia 2020 r. ok. 30 zł od osoby. A to już blisko górnego limitu określonego w przepisach, który wynosi 32,15 zł.
Więcej: https://biznes.interia.pl/wiadomosci/ne ... 32453,4199













