Komentarze:
Wollna
A biedne emerytki oddaja ostatni grosz na tace. Wiekszosc ksiezy to homoseksualisci i pedofile.Co to za matka, ktora swiadomie i z premedytacja zezwala synowi na sypianie w jedbnym lozku z ksiedzem i abyksiadz zaspokojal swoje zadze...i gwalcil jej dziecko. TO MATKI SA WINNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-----------------------------
Zbyszek
Pamiętać należy, że to patron "Solidarności" więc jaki patron taki twór objęty patronatem.
-----------------------------
Krysia
8 mindla mnie matka Sławka to dziwna kobieta.....kto tak wierzy w takie głupkowate tłumaczenia,że chłopak śpi tylko dla jego zdrowia w jednym łóżku toż to już daje bardzo do myślenia,a jeszcze żeby mi dziecko ze szkoły zwalniał bez mojej wiedzy!!!! NIEDOCZEKANIE
czy nie było pani tak wygodnie,a może strach że straci pracę za 800 zł gdy dla syna robił jak mówi prezenty za 2000 zł...śmieszne 
=======================
Miłość księdza prałata. Oto, co działo się w parafii Św. Brygidy w Gdańsku
Zaprzyjaźnieni z parafią przedsiębiorcy z branży mięsnej dali za darmo wędliny; restauratorzy – obsługę kelnerską; importer win – to, co miał najlepszego, a właściciel gorzelni – wódkę. Jubilat pije umiarkowanie, je ostrożnie – ma już w tym czasie pokaźny brzuch i cukrzycę. Humor mu jednak dopisuje. Właśnie zaczyna się jego gorący romans z czternastoletnim Sławkiem.
[Tekst jest fragmentem książki Piotra Głuchowskiego i ś.p. Bożeny Aksamit, pt. "Uzurpator", publikujemy go dzięki uprzejmości wydawnictwa AGORA. Książka opowiada o życiu ks. prałata Henryka Jankowskiego. Zmarły w 2010 roku duchowny był oskarżany o pedofilię. Po latach jego domniemane ofiary zaczęły mówić.]
18 grudnia, z okazji swoich sześćdziesiątych piątych urodzin, ksiądz Henryk [Jankowski] zaprasza do Opery Bałtyckiej prezydenta, solidarnościowych radnych i ponad pięć setek innych gości. Prosi o przynoszenie kopert zamiast kwiatów – potrzeba przecież pieniędzy na bursztynowy ołtarz. Wśród przybyłych brak arcybiskupa Gocłowskiego, ale jest awuesowski marszałek pomorski Jan Zarębski (ten od BBWR i wody Nata), jest Wałęsa (wyjdzie w trakcie), jego żona Danuta i Marian Krzaklewski ze swoim zastępcą Januszem Śniadkiem. Lech i obecny szef "Solidarności" siedzą przy stolikach w bezpiecznej odległości od siebie. Hostessom z tacami pełnymi szampana towarzyszą ubrani w jednakowe garnitury chłopcy ze służby porządkowej parafii. Zawsze wierni. [...]
Sławek
Sławek urodził się w 1988 roku w wiosce na Kaszubach, osiem lat później jego rodzice – Maria i Roman R. – przeprowadzili się do Gdańska, do sutereny obłupanej kamienicy czynszowej na terenie parafii Świętej Brygidy. Matka nie ma zawodu, ojciec jest kolejarzem. Mają jeszcze dużo młodszą od Sławka córkę.
Po pierwszej komunii chłopiec zostaje jednym z ponad dwudziestu ministrantów w bazylice przy Profesorskiej. Służy do mszy każdej niedzieli, często dwukrotnie, do tego przynajmniej raz w dzień powszedni – zgodnie z grafikiem dyżurów ministranckich, które ustala ksiądz Krzysztof Czaja. Po jednej z wieczornych mszy – w październiku 2001 – nie wraca do domu.
Rodzice czekają, robi się bardzo późno. Zaniepokojona matka idzie do świątyni. Od kościelnego słyszy, że jej syn zasłabł podczas nabożeństwa i proboszcz zabrał go do swoich apartamentów. Kobieta wraca do mieszkania, godziny mijają, syn nie dzwoni, pleban też nie. Ojciec Sławka idzie na Profesorską, ale nie śmie dzwonić do furty o pierwszej w nocy. Stoi na chłodzie i czeka.
W tym czasie pleban dzwoni do Marii. Przedstawia się i informuje, że chłopiec odpoczywa w domu parafialnym. Mama Sławka mówi, że mąż poszedł po niego i pewnie stoi przed budynkiem. Duchowny wychodzi na zewnątrz i wpuszcza Romana do środka.
– Z opowieści męża wiem, że ksiądz zaprosił go na plebanię i mówił mu, że pomoże Sławkowi w życiu, ale nie wyjaśnił, na czym ta pomoc ma polegać – zezna potem w gdańskiej prokuraturze kobieta.
– Syn po powrocie był zauroczony wizytą, opowiadał o szablach i o orderach. Od tego czasu ksiądz Jankowski zaczął do nas do domu bardzo często dzwonić, było to nawet codziennie. Rozmawiał ze mną i mówił, że Sławek może przyjść do niego w każdej chwili, kiedy chce. Rozmawiał telefonicznie ze Sławkiem. Te rozmowy były zawsze zaproszeniem syna na plebanię. Początkowo te telefony były wieczorem albo po obiedzie. Później syn chodził na plebanię prosto ze szkoły. Zostawał tam na trzy–cztery godziny, a później już na całą noc [...].
Pierwszy raz
Więcej:
https://ksiazki.wp.pl/milosc-ksiedza-pr ... 391531137a