
— mówi portalowi wPolityce.pl Andrzej Gwiazda, działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL.
wPolityce.pl: Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz usłyszał kolejne zarzuty. Tym razem chodzi o zatajenie 180 tys. zł. Czy jest pan zaskoczony?
Andrzej Gwiazda: Zdążyłem się już przyzwyczaić do takich informacji. Sytuacja w Gdańsku przypomina rozpruty worek, z którego już tylko się sypie. Na trójmiejskich ulicach już można usłyszeć o aferach, które jeszcze nie zostały ujawnione i nie zdążyły się przebić do opinii publicznej. Niestety układ trójmiejski przez lata trzymał się mocno i miał ochronę rządzących. Pozostaje tylko pytanie, ile jeszcze spraw wyjdzie na światło dzienne. Chciałbym, żeby to była tylko kwestia czasu.
Adamowicz już wcześniej miał kłopoty, a mimo to zdecydował się na taki krok. Z czego mogła wynikać taka postawa?
Wciąż nie wiemy, jak głęboko jest zakorzeniony układ gdański. Wszystko wskazuje na to, że bardzo głęboko. Pamiętajmy, że znaczna część ekipy rządzącej montowanej przez Tuska pochodziła z Gdańska. Niestety to wrosło w tkankę państwa. Mogą być w to zamieszani ludzie postawieni bardzo wysoko, ale stojący nieco z boku. Dlatego nadzieje na to, że wszystko się wyda, mogą pozostać tylko nadziejami. Tym bardziej, że cały proceder odbywał się pod ochroną sądów.
W czym pana zdaniem zawinili przedstawiciele Temidy?
Cały pion sądownictwa pracował na tę aferę.
W jaki sposób?
Nie doszłoby do takich patologii, z jakimi mamy do czynienia w Trójmieście, gdyby sądownictwo było rzeczywiście niezależne, a nie tylko niezależne od logiki. To dotyczy również innych spraw. Np. niedawno dowiedziałem się, że sąd administracyjny cofnął wszystkie decyzje wojewody dotyczące zmiany nazw ulicy, ponieważ stanął na stanowisku, że zmian mógł dokonać tylko samorząd, natomiast wojewoda nie miał takiego prawa. Rokosz jest oczywisty.
Mówimy o rozmaitych układach, ale chyba żaden nie ma takiej „renomy” jak ten trójmiejski. W czym tkwi jego siła?
W Gdańsku trafił im się ten najgorszy wypadek - „Solidarność”. Dlatego ludzie służb właśnie tu skoncentrowali swoją uwagę. Doszło niemal do pacyfikacji nastrojów, jakie zrodził Sierpień’80. Doszło nawet do tego, że ludzie, którzy brali udział w tych wydarzeniach, sami zmienili pogląd na swoją przeszłość. Zamknięto stocznię, a potem od samych pracowników słyszałem, że za „Solidarności” w zakładzie był bałagan. A kto pamięta, w ilu miejscach pracy na terenie całego kraju, właśnie dzięki „Solidarności”, zrobił się porządek? Niestety w Gdańsku mieliśmy „Solidarność” wałęsowską i tutaj upatrywałbym przyczyny zjawisk, o których mówimy. Może się okazać, że źródła układu trójmiejskiego tkwią nie w III RP, ale już w latach 80.
Gdańsk był kolebką przełomu, ale obecnie uchodzi raczej za przykład siedliska patologicznych zależności. To musi być dla pana przykra perspektywa…
Kamieniem węgielnym tej trójmiejskiej katastrofy jest to, że ludzie ubóstwili Wałęsę. W ten sposób bezpieka sparaliżowała Polskę. Zniszczono niemal cały przemysł, nie tylko stocznię. Na wszelkie głosu sprzeciwu odpowiadano argumentem: „Nie przeszkadzajmy Wałęsie”. Pozwolono zniszczyć warsztaty pracy, ludzie szli pod most, ale nad wszystkim rozlegało się echo: „Nie przeszkadzajmy Wałęsie”. Lech Wałęsa doskonale wiedział co robi. Miał instrukcję. Resztę historii już znamy. Wszelkie antypolskie hasła w stylu „Pierwszy milion trzeba ukraść” czy „Bezrobocie jest potrzebne” poszły właśnie z Gdańska. Trójmiasto już w 1989 roku było podporządkowane określonym grupom interesu.
A czym uwiódł gdańszczan Paweł Adamowicz? Słyszymy o kolejnych zarzutach, a mimo to prezydent cieszy się sporym poparciem.
Co ciekawe, wszyscy, którzy zaczepiają mnie na ulicy, pytają dokładnie o to samo, co Pan. Znaczna część mieszkańców Gdańska ma świadomość nadużyć finansowych, do jakich dochodziło na przestrzeni ostatnich lat. Nie możemy jednak zapominać o znacznej grupie tych, którzy chcą, żeby „było tak jak było”. Ich postawa wynika z faktu, że korzystali – choćby i w nieznacznym stopniu – z patologicznych zależności, jakie rozrosły się w Gdańsku. Złodzieje wykazywali się ogromną solidarnością, a miasto stało się ośrodkiem walki ze społeczeństwem.
Paradoks historii?
Powtórka z dziejów. Konstytucja 3 Maja była bezpośrednim powodem rozbiorów. Jej przyjęcia było sygnałem, że kraj wkroczy w okres gwałtownego rozwoju. To wywołało brutalną reakcję. Podobnie było w przypadku Sierpnia. Gdybyśmy podążyli drogą wytyczoną w 1980 roku Polska mogłaby być w zupełnie innym miejscu niż jest obecnie.
źródło: https://wpolityce.pl/polityka/388982-na ... -sie-mocno















