forum LUBIN pl Strona Główna
Współpraca: eLubin.pl forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
forum LUBIN pl Strona Główna
FAQSzukajUżytkownicyGrupyProfilRejestracjaZalogujDodaj do ulubionych!Startuj z nami!Współpraca/reklamaKontakt
forum LUBIN pl Strona Główna » Nasze miasto - Lubin » Hydepark » Co się w tym kraju dzieje ? ! Poprzedni temat :: Następny temat
Co się w tym kraju dzieje ? !
Autor Wiadomość
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lis 13, 2017 22:51

Komentarze:

[email protected]

"W końcu dochodzimy tutaj do muru, do stwierdzenia, że każda forma protestu przeciwko islamowi, islamizacji czy islamistom może być poczytana za nawoływanie do nienawiści na tle religijnym".

I o to chodzi by postawić społeczeństwo pod murem. Wystraszeni i nawet bez prawa do protestu przeciw islamizacji. Co na to PiS - Kaczyński, Ziobro? Czy prezydent Duda jest zadowolony z wymiaru sprawiedliwości, z akcji gnębienia Polaków w Polsce, protestujących przeciw sprowadzaniu wrogich "kultur"?


-------------------------------------------

[email protected]

Ci sędziowie powinni być wypier....ni z pracy z wilczym biletem.... ich działania to działania przeciwko własnemu narodowi który ich utrzymuje za wielkie pieniądze... obleśni niegodziwcy.....

---------------------------

kama

Jeszcze jeden powód do reformy głębokiej sądów. Kasta oszalała ze swojej nieomylności poprawno-politycznej.

==============================

Gdański sąd chce ukarać za protest przeciw islamizacji?! Adw. Sawicki: „Próba obrony własnej cywilizacji uważana jest za nawoływanie do nienawiści”




Dwa lata temu – 13 listopada 2015 r. – w stolicy Francji doszło do serii tragicznych ataków, dokonanych przez islamskich terrorystów. Zginęło 130 osób, a setki zostały rannych. Czy można się dziwić, że wielu Europejczyków odebrało to jako fiasko polityki migracyjnej i efekt pobłażliwości wobec muzułmańskiego radykalizmu?

Tydzień po tych tragicznych wydarzeniach w Paryżu w wielu miejscach w Polsce zorganizowano pochody przeciwko islamizacji, której krwawe owoce były widoczne jak na dłoni. Można oczywiście dyskutować, czy ostre hasła, jakie podnieśli ich uczestnicy, nie były przesadzone, ale nie ma wątpliwości, że wymiar sprawiedliwości przekroczył granicę absurdu. Niektórym manifestantom, którzy wyrażali swój sprzeciw wobec islamizacji w Europie, postawiono bowiem zarzuty… „nawoływania do nienawiści na tle wyznania religijnego”!

Adwokat Bartosz Sawicki – obrońca jednego z uczestników gdańskiego pochodu - w rozmowie z portalem wPolityce.pl opowiedział o tej kuriozalnej sprawie, w której polityczna poprawność zdaje się być ważniejsza niż zdrowy rozsądek.

Nie możemy przecież abstrahować od kontekstu sprawy – mieliśmy tu do czynienia z reakcją na przekazywane za pośrednictwem mediów krwawe obrazy z zamachów terrorystycznych w Paryżu. Można oczywiście twierdzić, że jedyną formą protestu w takiej sytuacji winno być rysowanie kredkami ulic i czekanie na następny zamach, ale moim zdaniem nie można odmówić obywatelom prawa do głośniejszego i dosadniejszego wyrażania swojego sprzeciwu. Nawet jeśli mamy tu jakąś wulgarność, to czy w kontekście krwi i zabitych, których pokazywano w mediach parę dni wcześniej, nie jest to wulgarność w pewien sposób uzasadniona emocjami?

— mówił adw. Bartosz Sawicki.

wPolityce.pl: Czy mógłby Pan Mecenas opowiedzieć, jak to się stało, że Panu klientowi postawiono zarzuty nawoływania do nienawiści na tle religijnym?

Adw. Bartosz Sawicki:
Przede wszystkim chciałbym spojrzeć na temat bardziej ogólnie, bo gdyby dotyczył jedynie mojego klienta, nie byłby chyba godny uwagi. Sytuacja ma jednak charakter powszechny, wydaje mi się że jest to już jakaś zorganizowana akcja. Mój klient uczestniczył w demonstracji, która została zorganizowana po zamachach w Paryżu, które miały miejsce 13 listopada 2015 roku. Podczas tej demonstracji, w której notabene uczestniczyły przeróżne środowiska – od fanów Korwin-Mikkego, przez zwykłych mieszkańców, czy kibiców, po narodowców z ONR – wznoszono między innymi hasła „J…ć islam” oraz „A na drzewach zamiast liści, będą wisieć islamiści”. To, że policja zainteresowała się treścią tych haseł, byłoby może śmieszne, ale takie działania, jak się okazało, mają charakter powszechny. Co chwilę dowiaduję się o kolejnych osobach ściganych za udział w tej demonstracji, jak i o innych analogicznych sprawach, które miały miejsce na przykład w Olsztynie czy w Gorzowie. To zaczyna być przerażające.

Więcej: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/366816-nasz-wywiad-gdanski-sad-chce-ukarac-za-protest-przeciw-islamizacji-adw-sawicki-proba-obrony-wlasnej-cywilizacji-uwazana-jest-za-nawolywanie-do-nienawisci

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Lis 14, 2017 16:36

Komentarze:

gość

To jest zdumiewające, jak ci ludzie występują przeciwko własnemu pracodawcy. Oni chcą istnieć obok społeczeństwa? Funkcjonować jako niezależna od nikogo trupa objazdowa sędziów?

---------------------------------

rkgg

Brzydko to sformułuję wieprze w togach kwiczą. Reformować tą patologię. Nie pasuje im wypad do demokracji za odrę

=========================

Kasta atakuje prezydencki projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Czego boją się sędziowie z „Iustitii”? Oczywiście utraty bezkarności!




Koniec udawanej przyjaźni między prezydentem Andrzejem Dudą, a sędziowską kastą, która liczyła,że weta w sprawie ustaw o SN i KRS, pozwolą jej na zachowanie nienależnych jej przywilejów. Stowarzyszenie sędziów „Iustitia” atakuje prezydencki projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Łatwo się domyślić, że sędziom ze stowarzyszenia najbardziej nie podobają się zapisy o postępowaniu dyscyplinarnym i słynnej już Izbie dyscyplinarnej, która ma być młotem na liczne patologie w środowisku sędziowskim.

Proponowane rozwiązania rozbudowują aparat ścigania przewinień dyscyplinarnych oraz podporządkowują prowadzenie postępowań dyscyplinarnych przeciwko sędziom Ministrowi Sprawiedliwości, jak również zapewniają temu przedstawicielowi władzy wykonawczej znaczący wpływ na sądy dyscyplinarne. Wynikające z projektu standardy dotyczące prawa sędziów do obrony są niższe niż stosowane w postępowaniach sądowych wobec pozostałych obywateli.

– histeryzują przedstawiciele „Iustitii”.

„Iustitii” nie podobają się też zmiany dotyczące wprowadzenia trybu przyspieszonego dla rozpoznania wniosku o zezwolenie na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej lub tymczasowego aresztowanie sędziego ujętego na gorącym uczynku w przypadku poważnych przestępstw. Chodzi o te występki i zbrodnie, które zagrożone są karą co najmniej 8 lat pozbawienia wolności.

Przyspieszony, specjalny tryb postępowania immunitetowego wymaga zakończenia go w ciągu 24 godzin. (…)Termin 24-godzinny jest zbyt krótki. Należy podzielić pogląd, że albo spowoduje to powierzchowność realizacji gwarancyjnej funkcji sądu immunitetowego, albo będzie sprzyjać „ostrożnościowemu” oddalaniu wniosków. Obie hipotezy są bardzo niewskazane z punktu widzenia rzetelności posługiwania się postępowaniem immunitetowym w celu oczyszczenia „aparatu sprawiedliwości” i wiążą się z narażeniem na szwank jego prestiżu.

– twierdzą sędziowie, dla których „prestiż” jest wyraźnie ważniejszy niż skuteczne ściganie przestępstw popełnianych przez kolegów w togach.

Stowarzyszenie krytycznie ocenia wybór Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych oraz dwóch jego zastępców przez Ministra Sprawiedliwości wyłącznie według jego swobodnego uznania (zmiana art. 112 § 3 u.s.p.) oraz wybór zastępców rzeczników działających przy sądach okręgowych i apelacyjnych przez Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych spośród trzech kandydatów wskazanych przez zgromadzenia odpowiednio sądów apelacyjnych i okręgowych.

– piszą sędziowie w swojej opinii.

Więcej: https://wpolityce.pl/polityka/366981-kasta-atakuje-prezydencki-projekt-ustawy-o-sadzie-najwyzszym-czego-boja-sie-sedziowie-z-iustitii-oczywiscie-utraty-bezkarnosci

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Lis 14, 2017 23:32

Komentarze;

NSZ

Władziu...jest wycie ? Znakomicie ! A Jarkowi to do pięt nie dorastasz obłąkańcu !

-------------------------------------

max

TVN znowu podkręciło tego oszołoma Frasyniuka a wszystko aby dokopać Kaczyńskiemu! Powinno się odebrać koncesje tej szczujni!

----------------------------------

xc

Gdy brakuje argumentów tylko chamstwo

===============================

Haniebne słowa Frasyniuka do lidera PiS: "Jarku, jak się spotkasz z bratem, to ci napluje, tak jak faszysta napluł w twarz tej kobiecie"




Jarku, jak się spotkasz z bratem, to ci napluje, tak jak faszysta napluł w twarz tej kobiecie

—mówił w „Faktach po Faktach” w TVN24 Władysław Frasyniuk, który winą za pojawienie się na Marszu Niepodległości rasistowskich haseł obarcza Jarosława Kaczyńskiego.

Opozycjonista z czasów PRL przyzwyczaił nas do tego, że z kulturą języka ma na bakier, ale jego słowa powinny raz na zawsze wykluczyć go z możliwości zabierania głosu w debacie publicznej.

Jarku, z przykrością muszę powiedzieć, że znam cię osobiście i z całą pewnością nie jesteś człowiekiem, który nosi w sobie poglądy faszystowskie czy rasistowskie. Niestety, stałeś się twarzą tego marszu. Niestety, to ty ponosisz za to odpowiedzialność, cynicznie grając tymi ludźmi, ich słabościami, brakiem wykształcenia, brakiem identyfikacji. To ty ponosisz odpowiedzialność, dlatego że to ty przemawiasz przed panią premier, to ty decydujesz o tym, kiedy wejdzie, a kiedy wyjdzie prezydent państwa polskiego. Pełna odpowiedzialność spada na ciebie. Twarzą Polski staje się twarz Jarosława Kaczyńskiego o poglądach faszystowskich i rasistowskich. Jak się spotkasz z bratem, to ci napluje, tak jak faszysta napluł w twarz tej kobiecie

—histeryzował Frasyniuk.

Powiedzieć, że Frasyniuk swoją wypowiedzią sięgnął dna, to nie powiedzieć nic… Czy, ktoś z jego piewców, potępi te słowa? Czekamy.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/367051-haniebne-slowa-frasyniuka-do-lidera-pis-jarku-jak-sie-spotkasz-z-bratem-to-ci-napluje-tak-jak-faszysta-naplul-w-twarz-tej-kobiecie

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Lis 15, 2017 18:03

Marsz Niepodległości był "marszem 60 tys. nazistów", tak samo jak Przystanek Woodstock był "zlotem gwałcicieli i narkomanów"




Ilość czarnego pijaru, jaka globalnie wylała się na nasz kraj w ciągu ostatnich kilku dni jest chyba bez precedensu. Na Zachodzie rzeczywiście uwierzyli w fake-newsa rozsyłanego przez byłego doradcę Hilary Clinton, jakoby 11 listopada na ulice Warszawy wyszło 60 tys. nazistów. Oczywiście - Marsz Niepodległości był marszem "60 tys. nazistów" w takim samym stopniu, jak Przystanek Woodstock jest zlotem "200 tys. gwałcicieli i narkomanów". Kłamliwa propaganda jednak chwyciła, a stąd już prosta droga do odpowiedzialności za Holocaust i całe zło świata. Czy ktoś jest w stanie to powstrzymać?

Jesse Lehrich to były rzecznik Hillary Clinton ds. zagranicznych. Tuż po zakończeniu Marszu Niepodległości opublikował on tweeta, z którego wynika, iż 11 listopada na ulice Warszawy wyszło 60 tys. nazistów. Niestety, ta kłamliwa informacja obiegła cały świat. 12 listopada tweet Lehricha był najbardziej komentowanym i rozpowszechnianym tweetem w całym internecie. Tysiące (a może miliony?) osób uwierzyło, że w Warszawie rzeczywiście doszło do największej w powojennej historii świata manifestacji nazistów.

Na początek słowo wyjaśnienia - to, że pod marsz organizowany przez narodowców podpinają się idioci wyznający ideologie nazistowską (których populacja nie przekracza 0,5 proc. uczestników Marszu) nie oznacza, że to "Marsz nazistów". Marsz Niepodległości to marsz Polaków, którzy czują się po prostu dumni z faktu bycia Polakami i chcą godnie świętować Dzień Niepodległości. A z racji tej, że tego dnia nie ma innej alternatywy, idą w marszu organizowanym przez narodowców.

Twierdzić, że 11 listopada ulicami Warszawy przeszedł pochód 60 tys. nazistów, to tak jakby twierdzić, że Przystanek Woodstock to zlot 200 tys. gwałcicieli i narkomanów. Obie narracje są oczywiście zupełnie kłamliwe. Wyciąganie wniosków na podstawie kilku transparentów jest tak samo niesprawiedliwe, jak ocenianie imprezy Jerzego Owsiaka tylko i wyłącznie przez pryzmat kryminalnych incydentów, które w konfrontacji z liczbą uczestników tego wydarzenia stanowią jakiś drobny ułamek wszystkich interakcji.

Niestety, w dobie mediów społecznościowych na kłamliwych narracjach można budować fałszywe przekazy o danym wydarzeniu lub sprawie, które dotrą do wielu milionów odbiorców. Tak właśnie było z tweetem Jesse Lehricha. W efekcie ilość czarnego pijaru, jaka globalnie wylała się na nasz kraj w ciągu ostatnich kilku dni, była bez precedensu. Zaryzykuje stwierdzenie, że jeszcze nigdy nikt nie przysporzył nam tyle złej prasy co były doradca Hilarii Clinton swoim tweetem.

Powstaje pytanie - czy w tych okolicznościach Polska jest w stanie wygrać globalną wojnę informacyjną? Odpowiedź jest prosta: Tak. Wystarczy tylko narzucać innym skuteczne narracje/kontrnarracje oraz - broń Boże - nie obrażać się na tych, którzy zostali przez kłamliwe narracje zmanipulowani. Syndrom "oblężonej twierdzy" jest w tych okolicznościach najgorszym co sami sobie możemy zrobić.

Eryk Mistewicz w jednym ze swoich tekstów publicystycznych celnie zauważył, że Polska po 1989 roku nie potrafiła skutecznie opowiedzieć światu swojej historii. Nie potrafiła zarządzać swoją przeszłością dla osiągnięcia własnych, bieżących celów - choćby dla stworzenia poczucia jedności i godności narodu. Pozwoliliśmy, aby inni w sposób dowolny rysowali naszą historię, zgodnie z fundamentalną w tym przypadku zasadą, że niedopilnowane mity i narracje zostają w końcu przejmowane. Jesse Lehrich przejął naszą narrację dotyczącą święta niepodległości i przedstawił ją w nowym, nazistowskim wydaniu. Stulecie niepodległości, które będziemy obchodzić w przyszłym roku będzie idealną okazją, aby tę utraconą narrację nie tylko odzyskać, ale napisać ją na nowo - w jednoznacznie korzystnym dla nas świetle. Wymaga to oczywiście dużego poświęcenia oraz współdziałania na wielu frontach, ale nie jest niemożliwe. Zróbmy to wspólnie. Na złość Lehrichowi i jemu podobnym.

źródło: http://niewygodne.info.pl...podleglosci.htm

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Lis 15, 2017 19:04

Fabryka śniegu na polskim biegunie




Globalne ocieplenie wymusiło produkcję własnego śniegu, nawet na polskim biegunie zimna – Warmii i Mazurach. Jak coś budować - to z przytupem. Mamy więc teraz największą fabrykę śniegu w Europie

Największa fabryka śniegu powstała właśnie na polskim biegunie zimna – Warmii i Mazurach. Widać i tutaj dotarło globalne ocieplenie. A wszyscy chcemy białego puchu na święta i ferie.

Nowoczesny obiekt został wczoraj uruchomiony w ośrodku narciarskim Kurza Góra, w położonym w województwie warmińsko-mazurskim Kurzętniku. To największy ośrodek narciarski w północnej Polsce, zlokalizowany na ok 50ha gruntów i ma najdłuższą trasą zjazdową w tej części kraju - 770 m.

Dysponuje dwiema trasami narciarskimi o łącznej długości blisko 1,5 km. Obiekt ma sztuczne oświetlenie i trzy wyciągi orczykowe. Może obsłużyć ok. 3,5 tys. narciarzy na godzinę. W ośrodku jest też szkółka narciarska z wyciągiem taśmowym dla początkujących i dzieci, lokale gastronomiczne, wypożyczalnie i serwis sprzętu narciarskiego. Od najbliższego sezonu będzie też zadaszone lodowisko i trasa zjazdowa do snowtubingu.

Wydajność urządzenia wspomaganego przez wymiennik ciepła to 200 m sześciennych sztucznego śniegu wyprodukowanego na dobę. Te parametry pozwalają się całkowicie uniezależnić od kaprysów pogody. Bo to właśnie zmienność aury wpłynęła na decyzję dyrekcji ośrodka o wyposażeniu stoku we własny „śnieg”.

Grudniowe temperatury w ostatnich latach były na tyle wysokie, że „magiczne święta” w białym puchu nie mogły zostać urzeczywistnione w sposób naturalny. Od wczoraj narciarze mają dostępne trasy zjazdowe niezależnie od temperatury powietrza.

Dyrektor ośrodka planuje również odsprzedaż śniegu np. organizatorom zawodów – nawet w odległych krańcach kraju, dokąd można by go przetransportować specjalną chłodnią.

Producentem instalacji jest firma TechnoAlpin. Za uruchomienie urządzenia i naśnieżenie stoków odpowiada Geir Olsen, który wcześniej przygotowywał m.in trasy narciarskie podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi.

Nowoczesna fabryka opiera się na najnowszych technologiach. Wykorzystując technikę efektywnego wymiennika ciepła, produkuje się śniegu nawet przy temperaturze plus 30 stopni Celsjusza. Także jakoś śniegu jest nieporównywalnie lepsza od tego ze zwykłych armatek śnieżnych.

Pneumatyczny system przenośnikowy umożliwia rozrzucanie śniegu na odległość 200 m przy różnicy poziomów do 50 m.

Liczy się również aspekty ekologiczny. Śnieg powstaje z wody, bez konieczności dodawania środków chemicznych. Śnieżynki mają średnicę 1 mm i temperaturę minus 5 st. C. To spowalnia proces topnienia.

W Polsce pierwsze tzw. fabryki śniegu (Snow Factory) wspomagające tradycyjne systemy naśnieżania, powstały przed rokiem w Karpaczu i Szczyrku.

źródło: http://wgospodarce.pl/inf...olskim-biegunie

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Lis 15, 2017 22:51

Komentarze:

mrówa

Zgadzam się z Kukizem. Won z Polski peowskie łajdactwo.


---------------------------------

alfa

Też byłbym za tym, by tę totalną targowicę en bloc skazać nie tylko na infamię, ale też i banicję, a wcześniej zdrowo wybatożyć....

----------------------------------

nikczemnicy za eurosy w EU


Co to za ptak ,który kala swoje gniazdo! Zostańcie zdrajcy na zawsze, u swoich mocodawców.W Polsce nie macie już czego szukać.

============================

Ostro! Kukiz do totalnej opozycji: Kapusie platformiane, hańba wam! "Skoro nie potraficie załatwiać spraw w kraju - won z Polski"




Choć uważam, że PiS przekroczył granice arogancji, pychy i chciwości - powiem Wam jedno, kapusie platformiane. Hańba Wam! Sprawy polskie załatwia się w Polsce. A skoro nie potraficie - won z Polski

— w tak ostrych słowach Paweł Kukiz zwrócił się na Facebooku do przedstawicieli tzw. opozycji totalnej.

Lider ruchu Kukiz‘15 nie krył swojej irytacji postawą polityków PO i Nowoczesnej, którzy wspierali wysiłki, by Parlament Europejski przyjął nieprzychylną dla Polski rezolucję.

Postarajcie się o azyl polityczny, status uchodźcy czy co tam chcecie i zostańcie w tej Brukseli czy Strasburgu. Mieliście, uchole, osiem lat na zmianę ustroju. Więc teraz nie płaczcie

— czytamy.

Kukiz dodaje też, że „nigdy nie pogodzi się z targowickim sposobem załatwiania problemu”.

Nigdy nie zgodzę się na donosicielstwo i żądania „bratniej pomocy” od obcych Państw- czy to w postaci rezolucji czy czołgów

— napisał poseł.

Całość wpisu poniżej.

Więcej: https://wpolityce.pl/polityka/367220-ostro-kukiz-do-totalnej-opozycji-kapusie-platformiane-hanba-wam-skoro-nie-potraficie-zalatwiac-spraw-w-kraju-won-z-polski

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Lis 18, 2017 18:04

Wyprzedawali polski majątek za śmieszne pieniądze. Dziś są elitą eurokratów w Brukseli




Donald Tusk na początku lat 90-tych powiedział: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane". Okazało się, że czołobitnym realizatorem tych słów był nie kto inny, jak Janusz Lewandowski. "Kupić tanio od państwa - drogo sprzedać zagranicznym inwestorom" - zastosowanie tej przynoszącej gigantyczne zyski zasady przez Jana Kulczyka w stosunku do np. Browarów Wielkopolskich było możliwe tylko dlatego, że Lewandowski pełnił wówczas funkcję ministra ds. przekształceń własnościowych.


Janusz Lewandowski to niezwykle kontrowersyjna postać w historii III RP. Szczególnie jeśli spojrzymy na jego dokonania w zakresie przekształceń własnościowych z początku lat 90-tych. Funkcje ministra przekształceń własnościowych pełnił dwukrotnie - pierwszy raz w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991), a drugi raz w rządzie Hanny Suchockiej (1992 - 1993).

To za kadencji Lewandowskiego dochodziło do budzących duże wątpliwości prywatyzacji polskich przedsiębiorstw, które według dzisiaj obowiązujących standardów mogłyby być przez niektórych uznane za działania o charakterze kryminalnym. Przypomnijmy, że w 1992 roku doszło do głośnej prywatyzacji należących do Skarbu Państwa Zakładów Celulozowo-Papierniczych w Kwidzynie. Zakłady te zostały wielkimi nakładami zmodernizowane i na początku lat 90-tych stanowiły prawdziwą perłę wśród wszystkich zakładów produkcyjnych w Polsce. Lewandowski zgodził się je sprywatyzować za 120 mln USD, mimo iż niektóre szacunki mówiły, iż są warte dwukrotnie więcej.

Innym przykładem jest prywatyzacja Browarów Wielkopolskich z 1993 roku. Nabywcą w tym przypadku okazał się być Jan Kulczyk, który w tym przypadku chyba po raz pierwszy o zastosował zasadę: kupić tanio od państwa - drogo sprzedać zagranicznym inwestorom. Za pakiet 40 proc. akcji zapłacił wówczas 20 mln zł. Na transakcję zgodził się Janusz Lewandowski, który później tłumaczył się, że sądził, iż sprzedaje browary kapitałowi polskiemu. Kulczyk jednak do kooperacji zaprosił South African Breweries International (później SABMiller). Kiedy spadkobiercy Kulczyka w 2016 roku żegnali się ostatecznie z przemysłem browarniczym, zainkasowali łącznie na sprzedaży posiadanych przez siebie akcji SABMillera ok. 10,5 mld zł. To, że akcje światowego giganta produkcji piwa trafiły do Kulczyka, to w linii prostej konsekwencja przejęcia Browarów Wielkopolskich za śmieszne 20 mln zł.

Wszystko w myśl tego, co powiedział swego czasu Donald Tusk, że: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane". Wyprzedaż zakładów w Kwidzynie i Browarów w Poznaniu, to tylko dwa z wielu przykładów tego jak wyglądała "dzika" prywatyzacja w latach 90-tych. Aby była jasność - nie mam nic przeciwko inwestorom, którzy wykorzystując okazje postanowili wyłożyć określone środki finansowe, by przejąć dany biznes i zarabiać na nim pieniądze. Pretensje (i to uzasadnione) można mieć za to do neoliberalnych polityków, którzy uznali, że jedną szansą dla polskiej gospodarki jest jej wyprzedaż poniżej rzeczywistej wartości odpowiadającej potencjałowi i mocom wytwórczym.

źródło: http://niewygodne.info.pl...is-sa-elita.htm

Podpis użytkownika:
   
kociszcze
Bywalec


Dołączył: 09 Cze 2016
Posty: 277
Wysłany: Wto Lis 21, 2017 10:32

Takie i są te nasze elity. Nic dodać, nic ująć.

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Lis 22, 2017 23:52

To jest kolejny dowód na to, po co nam była potrzebna ta UE .

====================

Brytyjczycy chcą odkupić od Polski zamkniętą kopalnie i przywrócić ją do życia. Chodzi o ukryte pod ziemią 40 mld zł!


Sektor górniczy w Polsce znowu przynosi gigantyczne zyski. Po trzech kwartałach bieżącego roku działające na terytorium naszego kraju kopalnie węgla kamiennego odnotowały 1,66 mld zł czystego zysku. W tych okolicznościach nie powinno nas dziwić, że pojawiła się firma z Wlk. Brytanii, które chce odkupić od Polski zamkniętą nie tak dawno (z uwagi na nierentowność) kopalnie Krupiński, zainwestować w nią swoje pieniądze i powrócić do wydobywania zalegającego pod ziemią węgla, którego wartość ocenia się na 40 miliardów złotych!

Jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", brytyjska spółka Tamar Resources (zarejestrowana w Londynie, choć posiadająca kapitał amerykański) chce wznowić pracę zamkniętej nie tak dawno kopalni Krupiński

Warto podkreślić, że kopalnia ta była nierentowna (w 10 lat przyniosła 1 mld zł straty), bowiem jej poprzedni właściciel, tj. państwowa Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW), skupił się głównie na eksploatacji głębokich (a więc kosztownych w wydobyciu) złóż słabej jakość węgla energetycznego. Tymczasem Krupiński słynie z najwyższej jakości złoża węgla koksowego (niezbędnego do produkcji stali). Chodzi o złoże nr 405/1. Przy obecnych cenach wartość zlokalizowanego tam węgla przekracza 40 mld złotych!

Problem w tym, że JSW nie miała odpowiednio wielkich środków finansowych, które pokryłyby koszty inwestycji niezbędnych, aby dotrzeć do złoża nr 405/1. Stąd decyzja o wygaszeniu Krupińskiego, którego dalsze funkcjonowanie (w warunkach eksploatacji tylko i wyłącznie złóż węgla energetycznego) przynosiłoby same straty.

Nie wykluczone jednak, że Tamar Resources takie środki posiada. Powstaje pytanie - czy w dobie "renesansu" sektora górniczego w Polsce (po trzech kwartałach bieżącego roku działające na terytorium naszego kraju kopalnie węgla kamiennego odnotowały 1,66 mld zł czystego zysku) państwo polskie powinno się godzić na zagranicznego inwestora, który uzyskałby dostęp do złóż węgla o gigantycznej wartości rynkowej?

Nie to jednak może być największym problemem w tej sprawie. "Dziennik Gazeta Prawna" zwraca bowiem uwagę na fakt, iż Komisja Europejska wyraziła zgodę na wydanie przez polski rząd kwoty 8 mld zł (w ramach pomocy publicznej na ratowanie górnictwa) w zamian za zamknięcie m.in. kopalni Krupiński. Co z tego zatem, że brytyjski inwestor / JSW lub ktokolwiek inny będzie chciał reaktywować Krupińskiego mając przy tym odpowiednie środki na inwestycje, skoro na drodze może stanąć Bruksela z żądaniem zwrotu 8 mld zł pomocy publicznej. Takiej kwoty raczej nikt nie posiada...

źródło: http://niewygodne.info.pl...ta-kopalnie.htm

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sob Lis 25, 2017 21:49

http://wiadomosci.gazeta....-tacy.html#Prze Warto przeczytać

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lis 27, 2017 17:48

Mało znany fakt: W latach rządów PO-PSL podjęto decyzję o likwidacji aż 3 tys. km sieci kolejowej w Polsce




Na początku transformacji ustrojowej Polska posiadała jedną z bardziej rozbudowanych sieci kolejowych w Europie. W 1990 r. nasz kraj był opleciony 26 tysiącami kilometrów torów kolejowych. Zarządcy III RP szybko uznali jednak, że taka sieć jest niepotrzebna i zaczęli jej stopniową likwidację. Proces ten nabrał tempa po przejęciu władzy przez PO-PSL. Wówczas to podjęto decyzję o likwidacji aż 3 tys. km połączeń. Efekt jest taki, że całkowita długość sieci zmniejszyła się do ok. 18,5 tys. km (2016), co jest ewenementem na skalę świata.

W 1990 roku na terytorium Polski funkcjonowała sieć kolejowa o łącznej długości ok. 26 tys. kilometrów. To oznacza, że statystycznie na 1 km/2 powierzchni naszego kraju przypadało 0,083 km torów kolejowych. W kolejnych latach decyzje w zakresie stopniowej likwidacji sieci kolejowej w Polsce spowodowały, że całkowita długość eksploatowanych torów zmniejszyła się do poziomu ok. 18,5 tys. kilometrów (na 1 km/2 przypada już tylko ok. 0,059 km torów).

W Niemczech funkcjonuje 43,5 tys. kilometrów sieci kolejowych (dane za 2014 rok). To oznacza, że na 1 km/2 niemieckiego terytorium przypada 0,120 km torów, czyli dwa razy więcej niż w Polsce. Mimo to nikt zza Odrą nie planuje masowej likwidacji sieci kolejowej.

W kontekście powyższego warto przypomnieć, że w czasach kiedy krajem rządziła koalicja PO-PSL, państwowa spółka odpowiadająca za zarządzanie siecią kolei w Polsce (tj. PKP Polskie Linie Kolejowe) wynajęła międzynarodową firmę doradczą McKinsey, która miała jej podpowiedzieć jakie linie kolejowe w Polsce powinny być zlikwidowane. Rezultat tego "doradztwa" był szokujący. Wg McKinsleya zamknięte miałyby zostać tory świeżo po modernizacji, np. wyremontowany za 50 mln zł w latach 2011–2012 odcinek Lublin – Lubartów. Do wycofania z ruchu została wytypowana także linia między Piłą i Ulikowem, która stanowi część reaktywowanego we wrześniu 2012 roku połączenia z Piły do Szczecina. Ten sam los miałby spotkać tory z Olsztyna do Szczytna, który są modernizowane kosztem 188 mln zł.

Jakby tego było mało na liście McKinseya znalazł się odcinek z Płocka do Sierpca, który stanowi łącznik rafinerii Orlenu z północną częścią kraju oraz linia z Małkini stanowiąca alternatywny dojazd transportów z węglem do elektrowni w Ostrołęce. Kolej miałaby także wycofać się z utrzymywania torów, m.in. do baz PGNiG w Barnówku i Rejowcu, kopalni węgla kamiennego w Bełchatowie i zakładów chemicznych w Policach. Całość transportu miałyby tam przejąć ciężarówki (sic!). Łącznie McKinsey chciało, aby w ciągu kilku lat w Polsce znikło dodatkowo 8 tys. km połączeń kolejowych!

Ostatecznie PKP PLK oraz rząd Tuska nie posłuchali "ekspertów" z McKinsey'a. Zamiast likwidacji 8 tys. km podjęli oni wówczas decyzję o likwidacji 3 tys. km sieci kolejowej, co też zostało oficjalnie ujęte w strategii PKP do 2015 roku. W tym kontekście jakże inaczej brzmią zapewnienia obecnych przedstawicieli resortu Infrastruktury i Budownictwa oraz kadry zarządzającej PKP PLK, aby w najbliższym czasie wybudować aż 1,5 tys. kilometrów zupełnie nowych linii kolejowych w związku z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego.

źródło: http://niewygodne.info.pl...wa-w-Polsce.htm

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Pon Lis 27, 2017 23:46

Komentarze:

Krzysztof Klamann · Właściciel firmy w firmie EKO Sklepik "A&K


Nie wiem jakie lobby ma kościół katolicki w parlamencie węgierskim, ale u nas ma bardzo silne. Tylko mądrzy ludzie uczą się na cudzych błędach, natomiast głupcy nie dostrzegają swoich nie mówiąc o nauce.

----------------------------
Marcelina May

Niedziela dzień jak każdy inny. Nie rozumiem przesłanek do tego zakazu. Przecież teraz się pracuje w różnych porach, w różnych miejscach...
===========================
Tak Węgrzy rozprawili się z zakazem handlu w niedziele. "Setki ludzi w hipermarketach poszło wtedy na zieloną łączkę


Zakaz na Węgrzech trwał równo rok i to wystarczyło, by czym prędzej się z niego wycofać. Sam pomysł, podobnie jak w Polsce od początku budził ogromne kontrowersje, ale nikt – podobnie jak u nas – głośno przeciwko niemu nie protestował. Jednak po roku zaczął generować coraz więcej sfrustrowanych pracowników, którzy potracili bonusy za prace w niedziele albo pracę w ogóle. I balon pękł szybciej, niż można by się spodziewać. Lekcja dla Polski? Czu u nas może być inaczej?


Zakaz na Węgrzech trwał równo rok i to wystarczyło, by czym prędzej się z niego wycofać. Sam pomysł, podobnie jak w Polsce od początku budził ogromne kontrowersje, ale nikt – podobnie jak u nas – głośno przeciwko niemu nie protestował. Jednak po roku zaczął generować coraz więcej sfrustrowanych pracowników, którzy potracili bonusy za prace w niedziele albo pracę w ogóle. I balon pękł szybciej, niż można by się spodziewać. Lekcja dla Polski? Czu u nas może być inaczej?

To, o czym mówi się teraz w Polsce, Węgrzy na własnej skórze zaczęli testować dwa lata temu. Dokładnie od wiosny 2015 roku do wiosny 2016. Tyle wystarczyło, by zobaczyć, że zakaz handlu w niedzielę, który forsowano już od dobrych kilku lat, zupełnie się w tym kraju nie sprawdza

– Społeczeństwo pokazało, że jest przeciwko i dziś na Węgrzech w ogóle nie ma tematu. Nikt tej kwestii już nie podnosi, w ogóle się do tego nie wraca. Decyzja zapadła zgodnie z wolą społeczeństwa – mówi naTemat prof. Zsolt Eneydi z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie.


– Społeczeństwo pokazało, że jest przeciwko i dziś na Węgrzech w ogóle nie ma tematu. Nikt tej kwestii już nie podnosi, w ogóle się do tego nie wraca. Decyzja zapadła zgodnie z wolą społeczeństwa – mówi naTemat prof. Zsolt Eneydi z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie.

Bogu dzięki, że go znieśli"

Ale za sprawą Polski, węgierski temat wraca u nas. Bo od jakiegoś czasu straszy się nas właśnie scenariuszem węgierskim, co się stanie, gdy PiS wprowadzi zakaz handlu w niedziele. Że małe sklepy, które mogły być otwarte w niedziele, zaczęły tam plajtować na niespotykaną skalę. Że po wprowadzeniu zakazu internetowe sklepy z żywnością zaczęły odnotowywać kilkunastoprocentowe wzrosty sprzedaży. A także, że mnóstwo pracowników supermarketów potraciło pracę dopóki rząd się nie opamiętał i nie cofnął zakazu.
W sieci nie brak komentarzy, że po tym zakazie potrzeba było kilku miesięcy, by sklepy wróciły do dawnego poziomu sprzedaży.

– Bogu dzięki, że go znieśli. W ogóle nie zdał egzaminu. Ani z powodu ludzkich przyzwyczajeń, ani handlowo. Wie pani, ile ludzie w hipermarketach poszło na zieloną łączkę? Setki – mówi nam pani Anna, Polka, która od kilkunastu lat mieszka w Budapeszcie. Zaznacza, że sama zakupów w niedziele nie robiła, ale za to w piątki i soboty były tłumy. Jakby cały naród musiał wtedy zrobić zakupy. – Mnóstwo ludzi potraciło pracę, bo skoro w niedziele sklepy były nieczynne, nie potrzeba było już tak dużo personelu. Niektóre związki zawodowe mocno się z tego powodu burzyły – mówi

Dane były bezlitosne. W czerwcu 2015 roku podano, że od lutego pracę straciło ponad 2400 pracowników sklepów, głównie supermarketów. A ci z umowami o pracę, musieli brać nadgodziny, bo z powodu niedzielnego zakazu, niektóre sklepy wydłużyły godziny pracy w pozostałe dni. Więcej przez to zarabiali? Owszem. Ale pracując w niedziele mogli liczyć na 50 proc. bonus, a w tygodniu – 30 proc. i nie wszystkim się to podobało.

– Kobieto, o czym pani mówi? Oczywiście, że mniej ludzi potrzeba było do pracy! – tak nerwowo reaguje pani Anna, gdy – mimo wszystko – naiwnie próbuję szukać plusów zamknięcia sklepów w niedzielę...Bo skoro w piątek czy sobotę był większy ruch, to może – na zdrowy rozum – w te dni potrzeba było więcej pracowników?
"To był zły pomysł od początku"

Ogólnie, od samego początku sondaże pokazywały, że przeciwko zakazowi handlu w niedzielę było niemal 70 procent węgierskiego społeczeństwa i do czasu – nikt ich nie słuchał. "Węgrzy szybko się do tego przyzwyczają" – przekonywał rzecznik rządu. "To był zły pomysł, tak jak wszyscy podejrzewali od samego początku" – wypominały potem opozycyjne media.

Jak słyszę, okazuje się, że Węgrzy wcale tak tłumnie zakupów w niedziele nie robią, ale chcą mieć komfort wyboru. I mimo konserwatywnej orientacji władz w Warszawie i Budapeszcie, społeczeństwa w obu krajach są inne i Węgrzy mniej kierują się względami religii. W tym przypadku co innego jest dla nich ważne.

– Węgrzy nie są tak bardzo zainteresowani polityką, ale mają silne poczucie ochrony własnego życia prywatnego. I nagle okazuje się, że rząd decyduje, kiedy mają wypoczywać. Nie ważne, czy to niedziela, czy wtorek. Chodziło o narzucenie tego, jak mają żyć, a Węgrom bardzo nie podoba się, gdy rząd ingeruje w ich prywatne życie – mówi prof. Zsolt Eneydi.

"Fidesz robi wszystko, by nie dopuszczać do referendum"


Zakaz był podobny do tego, jaki czeka nas w Polsce. Wyłączone były sklepy pracujące w szpitalach, hotelach, na lotniskach, stacjach benzynowych itp., a także osiedlowe sklepiki, z których część jak się później okazało, upadła. W centrach handlowych pracowały tylko m.in. kina, a kwiaciarnie czy cukiernie mogły być jedynie otwarte w określonych godzinach, np. od 5 rano do 12 w południe. I nawet kina biły na alarm, że ruch z tego powodu miał być mniejszy.

I rząd uległ. A być może chciał, by tak to wyglądało wizerunkowo. Gdy niezadowolenie zaczęło narastać, opozycja zaczęła zbierać głosy pod referendum w tej sprawie. – Fidesz robi wszystko, by nie dopuszczać do referendum w żadnej kwestii. Dlatego, widząc narastające niezadowolenie, wyprzedził ruch opozycji i ogłosił, że przywraca handel w niedziele – mówi prof. Eneydi.

W Polsce nie bardzo było słychać o referendum w tej kwestii. Ale jedna próba przy reformie edukacji i tak już pokazała, co rząd myśli o takiej inicjatywie. I presja społeczna – w przeciwieństwie do Węgier – na nic się tu zdała.

źródło: http://natemat.pl/223951,...-zielona-laczke

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Wto Lis 28, 2017 20:08

Baltic Pipe: W miejscu, gdzie powstać ma polsko-duński gazociąg ekolodzy odnajdą siedliska morświnów




Wynegocjowany przez Tuska i Pawlaka kontrakt jamalski pomiędzy PGNiG, a rosyjskim Gazpromem kończy się w 2022 roku. Jeśli polski rząd rzeczywiście chce uniezależnić się od dostaw z Rosji, to ma bardzo mało czasu na realizację Baltic Pipe, czyli duńsko-polskiego gazociągu na dnie Bałtyku, który mógłby doprowadzić do naszego kraju gaz z norweskich szelfów. Każde opóźnienie (spowodowane np. protestami ekologów o niejasnych źródłach finansowania) będzie oczywiście na rękę Gazpromowi. Gra toczy się o miliardy dolarów, więc wszystkie ciosy dozwolone

Przypomnijmy - Baltic Pipe to strategiczny projekt infrastrukturalny mający na celu utworzenie nowego korytarza dostaw gazu na europejskim rynku. Gazociąg ma biegnąc po dnie Bałtyku i połączyć polski system przesyłowy z duńskim, a przez to także z gazociągiem Skanled, który transportuje do Europy Zachodniej gaz ziemny ze złóż norweskich (19 koncesji na tamtejszym szelfie należy do PGNiG). Planowana przepustowość tego gazociągu ma wynieść 10 mld m3, co w praktyce powinno wystarczyć do zapewnienia Polsce całkowitej niezależności od dostaw gazu z kierunku wschodniego.

Wynegocjowany w 2010 roku przez Waldemara Pawlaka za zgodą Donalda Tuska kontrakt Jamalski gwarantował kontrolowanemu przez Kreml Gazpromowi gigantyczne zyski. Polska, do czasu wybudowania gazoportu LNG w Świnoujściu, była zmuszona kupować od Rosjan praktycznie najdroższy gaz w Europie. Szacuje się, że obecnie płacimy rocznie Gazpromowi około 4 miliardów dolarów za sprowadzane do Polski błękitne paliwo. Były jednak lata (2011 - 2012), kiedy kwota ta (z uwagi na stosowane przez Rosjan znacznie wyższe stawki niż obecnie) oscylowała w granicach 6 miliardów dolarów.

Wybudowanie Baltic Pipe w terminie (tj. do 2022 roku) spowoduje, że nasz kraj będzie mógł całkowicie zrezygnować z drogich dostaw z kierunku wschodniego na rzecz gazu sprowadzanego z szelfów norweskich na Morzu Północnym. Aby zdążyć na czas zostały tylko 4 lata. To bardzo mało, jeśli chodzi o tak strategiczne, wymagające wielkiego wysiłku oraz skoordynowania wielu działań, przedsięwzięcie.

Uwzględniając fakt, iż Baltic Pipe uderzy przede wszystkim w dochody rosyjskiego Gazpromu, wcale nie zdziwiłbym się, gdyby nagle po Bałtyku zaczęły kursować łodzie wypełnione ekologami twierdzącymi, że duńsko-polski gazociąg jest "śmiertelnym zagrożeniem dla siedlisk morświna" i nie może być ułożony według pierwotnego planu.

Każda, nawet kilkumiesięczna "obsuwa" w terminie oddania do użytku tej inwestycji, może się przyczynić do tego, iż polski PGNiG w 2022 roku będzie "skazany" na zawarcie kosztującego gigantyczne pieniądze aneksu do kontraktu jamalskiego, który przedłuży dostawy rosyjskiego gazu do Polski na np. kolejne 2 lata. Wówczas jednak musimy być gotowi na dopłacenie Rosjanom "specjalnej marży", która w skali roku może wynieść dodatkowy miliard dolarów.

źródło: http://niewygodne.info.pl...a-morswinow.htm

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Sro Lis 29, 2017 22:06

Zrzutka na nowy smartfon dla Kijowskiego czyli męczeństwa w walce z reżimem ciąg dalszy




W rankingu osób skutecznie kompromitujących antypisowską opozycję Mateusz Kijowski zajmuje miejsce poczesne. Aż dziwne, że nikt nie oskarżył go jeszcze o to, że jest zamaskowanym „kretem” Jarosława Kaczyńskiego, którego zadaniem jest ośmieszanie przeciwników prawicy

Publiczna zbiórka pieniędzy na utrzymanie Mateusza Kijowskiego jest tak groteskowym przedsięwzięciem, że można pomyśleć, iż wymyślili ją spin-doktorzy PiS. Jej inicjatorką jest wprawdzie Elżbieta Pawłowicz – siostra znanej posłanki PiS – ale obie panie dzieli polityczna przepaść. Żenada na określenie tej zrzutki to najwłaściwsze słowo. Nic dziwnego, że od akcji pomocy Kijowskiemu odcięła się przytłaczająca większość liberalnych mediów.

Kijowski bardzo zasmakował w życiu na cudzy rachunek. Ze zrzutek uczynił sobie stałe źródło dochodu, za które – jeśli wierzyć mediom – kupował sobie elektroniczne gadżety i fundował wycieczki do Ameryki. Nie gardził też brytyjskimi funtami, które miały pójść na wydanie za granicą jego biografii (zagraniczne wydanie miało uchronić książkę przed „pisowską cenzurą”. Kto uwierzył, ten wpłacił, oczywiście książka dotąd się nie ukazała). Cudzych pieniędzy nie wystarczało jednak na spłatę alimentów, a dziś – jak przekonuje były lider KOD – nie ma już ich nawet na zakupy czy bilety na tramwaj. Zamiast iść do pracy Kijowski woli jednak – jak można domniemywać – wylegiwać się od rana do wieczora i tłumaczyć, że jego bezrobocie jest skutkiem antyrządowej aktywności. Że nie może znaleźć pracy, bo ma wilczy bilet.

Bzdura goni tu bzdurę. Można powiedzieć, że mężczyźnie – zwłaszcza jeśli ma dzieci – takie dyrdymały nie przystoją. Ale – z drugiej strony – cóż to za mężczyna, który robił sobie kiedyś zdjęcia w spódnicy? Dlatego nawet nie warto z tymi opowieściami polemizować, tym bardziej że Kijowskiemu oferowano już pracę. Zignorował ofertę, bo chodziło o restaurację. Zapewne wolałby posadę kierowniczą, ale kto ją da człowiekowi, który nigdy nie dojrzał do dorosłego życia? Prawda jest taka, że każdy leń znajdzie sobie wytłumaczenie własnego nieróbstwa. Gorzej, że są ludzie, którzy są nieuleczalnie naiwni lub mają tak przeprane mózgi antypisowską propagandą, że wierzą w bajeczki Kijowskiego, nawet wtedy, gdy ten opowiada je kolejny raz. I wpłacają na jego rzecz pieniądze.

Oczywiście każdy sam decyduje, co zrobić z własnymi pieniędzmi. Szkoda jednak, że sponsorzy Kijowskiego, nie są tak samo hojni wobec ludzi naprawdę potrzebujących wsparcia. W internecie jest mnóstwo zbiórek na rzecz nieuleczalnie chorych dzieci, rozpaczliwie szukających ratunku. Kijowski zebrał ponad 10 tys. złotych w kilka dni (i pewnie wyda je na nowy smartfon), podczas gdy wiele chorych dzieci ciągle czeka na uratowanie życia (o ile się w ogóle doczeka). To smutna prawda o tym, co polityczna histeria może zrobić z umysłami i sumieniami niektórych ludzi.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/369484-zrzutka-na-nowy-smartfon-dla-kijowskiego-czyli-meczenstwa-w-walce-z-rezimem-ciag-dalszy

Podpis użytkownika:
   
NEVIL
Przyjaciel Forum
NEVIL



Dołączył: 07 Kwi 2005
Posty: 14465
Skąd: LUBIN
Osiedle: Przylesie
Wysłany: Czw Lis 30, 2017 23:17

Stronniczy jak Tusk. Dlaczego Bruksela to akceptuje? Bo w Komisji Europejskiej rządzą dziś ludzie zaprzyjaźnieni z PO




Donald Tusk zasugerował niedawno, że rząd PiS realizuje "plan Kremla". Pomijam, że wypowiedział to człowiek, który powinien otrzymać złoty medal od Federacji Rosyjskiej za zasługi na rzecz interesów Gazpromu. Fakt jest taki, że stronnicza wypowiedź Tuska była bardzo poważną insynuacją, sprzeczną z zasadami Kodeksu Dobrego Postępowania Administracyjnego KE. Dlaczego Komisja Europejska to akceptuje? Bo zasiadają tam osoby zaprzyjaźnione z Tuskiem i PO, przez co dzisiaj nie może być ona traktowana jako organ obiektywny i nieuprzedzony politycznie.

Czy ktoś kiedyś się zastanawiał dlaczego Komisja Europejska atakuje tylko jedną ze stron politycznego sporu w Polsce? Dlaczego eurokraci z Brukseli milczeli, kiedy ekipa Platformy Obywatelskiej w trybie pilnym zmieniała ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, tak aby rzutem na taśmę, tuż przed wyborami parlamentarnymi z 2015 roku obsadzić swoimi ludźmi wszystkie wolne stanowiska sędziowskie w TK? Dlaczego Komisja Europejska nie interesowała się wycinką w Puszczy Białowieskiej, jaka miała miejsce przed 2015 rokiem? A przecież była ona wówczas znacznie większa niż obecnie. Dlaczego wybory samorządowe z 2014 roku, gdzie doszło do całego mnóstwa nieprawidłowości i "cudów" nad urnami, nie wzbudziły wśród przedstawicieli brukselskiej elity żadnego niepokoju? Dlaczego nie widzi błędów po stronie partii, którą założył obecny szef Rady Europejskiej, czyli Donald Tusk?

Odpowiedź jest prosta - tak się składa, że w wyniku wyborów do europarlamentu z 2014 roku, czołowe stanowiska w Komisji Europejskiej pozajmowali kumple Platformy Obywatelskiej z Europejskiej Partii Ludowej (EPP) z Donaldem Tuskiem na czele. Tak się też składa, że władzę u naszych zachodnich sąsiadów piastowali do tej pory również ludzie powiązany z EPP. Platforma Obywatelska, Merkel i Komisja Europejska to zatem jedno, powiązane wspólnymi poglądami i interesami towarzystwo. W takim układzie nie trudno przewidzieć unijną nawalankę w rząd, który nie ma kumpli w EPP, lecz w opcji alternatywnej dla EPP, czyli wśród Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR).

Gdyby wybory do Parlamentu Europejskiego z 2014 roku wygrali przedstawiciele ECR, a dzięki temu obsadzili kluczowe stanowiska w Komisji Europejskiej, to dziś zapewne nie byłoby żadnego postępowania Unii przeciwko Polsce w/s praworządności, a niemieccy politycy oraz niemieckie media byłyby zdecydowanie bardziej powściągliwe.

Warto pamiętać, że Komisja Europejska nie jest żadnym obiektywnym czy nieuprzedzonym politycznie organem. To zbiór ludzi, którzy mają określone poglądy i sympatie. Dzisiaj rządzą tam ludzie związani lub sympatyzujący z PO. Nie wykluczone jednak, że przy okazji najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego sytuacja ta ulegnie totalnej zmianie. Na tym polega współczesna polityka.

źródło: http://niewygodne.info.pl...czosc-Tuska.htm

Podpis użytkownika:
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 291 z 346  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Posty na Forum są własnością ich autorów - redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść postów.