10.01.2013 , aktualizacja: 10.01.2013 10:58
LIST CZYTELNIKA. Pozwalam sobie zabrać głos w sprawie obecności psów w mieście. Dla porządku - wypada zdefiniować na wstępie swoją sytuację: nie mam psa. Mam dwoje dzieci (4 i 12 lat). Korzystam z przestrzeni publicznej: chodzę chodnikami, bywamy na spacerze w parku, czasami całą rodziną wybieramy się na podmiejską wyprawę rowerami.
Poruszyła mnie wypowiedź czytelniczki oczekującej uznania psa jako "pełnoprawnego członka społeczeństwa, w którym żyje". Przyznaję - o ile nie dziwi ów postulat (w końcu niektórzy np. chcą w Polsce monarchii, i są w tym śmiertelnie poważni), to o zdumienie przyprawiają informacje przez panią podane mimochodem. Zastanawia też brak refleksji nad skrzeczącą rzeczywistością.
Eksperyment z siekierą
Czytelniczka deklaruje zatem zupełnie swobodnie prowadzanie psa bez smyczy i zachowania typu "jak ktoś zwraca mi uwagę, to psa biorę na smycz, ale zaraz potem spuszczam go z powrotem". Nie pogratuluję szacunku dla prawa, które nakazuje prowadzenie zwierzęcia na smyczy - to w Polsce towar deficytowy, nie ma podstaw, aby oczekiwać, że czytelniczka jest wyjątkiem. Ale nie pogratuluję też tzw. horyzontów, zdolności przewidywania i empatii, bo chyba nie ma czego. Jako ojciec mogę opowiedzieć liczne, a powtarzalne do znudzenia historyjki, kiedy w parku do mojego dziecka biegnie jakiś hasający luzem pies, a właścicielka drze się z daleka "Proszę się nie bać, on nie gryzie!!".
Brutalnie powiem - mam w nosie, co ktoś krzyczy, dla mnie ważne jest to, że moje dziecko stoi sparaliżowane strachem. Nie życzę sobie, aby moje dziecko przeżywało coś takiego z powodu cudzej głupoty i nieodpowiedzialności. Trudno to zrozumieć? Jeśli jednak ktoś miałby problem z oceną takiej sytuacji, to proponuję eksperyment.
Pies ma zęby; umówmy się, że ich odpowiednikiem w rękach człowieka będzie siekiera i długi nóż. Spotkajmy się w parku; uzbroję się w rzeczone narzędzia i wyjąc (odpowiednik szczekania), zacznę kogoś gonić, a moja żona z oddali będzie krzyczeć "Proszę się nie bać, on nic nie zrobi". Po wszystkim - kiedy już uśmiechnę się uprzejmie - będę ciekaw impresji...
Na chodnikach, na trawnikach
Czytelniczka pisze bardzo emocjonalnie o potrzebach psów i zachowaniach odpowiedzialnych właścicieli. Zdumiewające przy tym, że zakres owej odpowiedzialności obejmuje jedynie zobowiązania wobec czworonoga. Nie ma słowa o zobowiązaniach wobec otoczenia.
W każdej chwili mogę wysłać zdjęcia psich kup. Na chodnikach. Na trawnikach. Na murku przy skarpie. Na podeście przed wejściem do klatki schodowej. Na klatce schodowej i w windzie. Jeśli ktoś nie zauważa tego problemu, to polecam spacer - zwłaszcza po odwilży. Kiedy ustępuje śnieg - wybaczą państwo dosadność - wszystko wokół zasłane jest psim gównem. To, co w czasie mrozów zamarzło, co sukcesywnie przykrywał śnieg, po odwilży ujawnia się w całej krasie.
Dorosły może przemieszczać się pośród kup uważnym slalomem, unikając przykrego kontaktu z nimi. Ja również uprawiam ten sport - w sumie jestem do niego nieustannie zmuszany przez rzeczywistość. Ale proszę zmusić do równie wytężonej uwagi i skuteczności w omijaniu kup rozgadaną czterolatkę wracającą z przedszkola albo nieco zaspanego dwunastolatka wlokącego się do szkoły. Proszę powiedzieć, dlaczego codziennością po powrocie do domu ma być dla mnie wydłubywanie psiego gówna z podeszew butów mojej córki? Dlaczego jestem zmuszony wozić w samochodzie zapasowe buty dla niej, bo jeśli będziemy mieć pecha w drodze na parking, to mała wysmaruje mi kupą tapicerkę w aucie?
Pies w mieście to luksus
Pies jako równoprawny mieszkaniec miasta. Brzmi nieźle. Nie zniżę się w odpowiedzi do uwagi, że ja i moje dzieci też jesteśmy równoprawnymi mieszkańcami, a jednak ja - póki co - nie ganiam nikogo z siekierą (co prawda aby wyrazić jedynie swoją radość ze spotkania, ale kto mnie tam wie...), a dzieci - za przeproszeniem - nie robią kupy przed wejściem do niczyjego mieszkania. Może jednak będę mógł dookreślić warunki tej koegzystencji?
Umówmy się najpierw, że miasto (śródmieście/centrum/zabudowa wielorodzinna, etc.) to nie jest środowisko sprzyjające trzymaniu psa. I z punktu widzenia psa (to w tym miejscu pomijam, bo to problem sumienia ludzi fundujących swoim pupilom nieustający stres), i z punktu widzenia otoczenia. Otoczenie więc musi znosić wycie/szczekanie zwierzaka zamykanego w mieszkaniu na 10-12 godzin (bo właściciele w pracy), otoczenie niebezpiecznie plącze się w smyczach (bo pies po jednej stronie ścieżki rowerowej, a właściciel - po drugiej). Musi omijać kupy na chodnikach, inwestować w nasadzenia zieleni (bo ileż psiego moczu jest w stanie znieść drzewko na dorobku?) i zawyżać stawki pracownikom koszącym miejskie trawniki (przy okazji proszę zapytać tych panów z kosiarkami o ich zdanie na temat psów jako części społeczeństwa...). Pies w mieście - poza psami użytkowymi - to luksus. W tej chwili to jest luksus na cudzy (w tym i mój) koszt. Będę zobowiązany, jeśli ów koszt zostanie przypisany tym, którzy owe luksusy chcą posiadać.
Warunki koegzystencji
Punkt pierwszy zatem: odpowiednio wysokie opłaty. Jeśli właściciel psa będzie płacił rocznie tysiąc lub dwa, będzie mógł żądać obecności worków na psie kupy, pojemników, itp. Bo dotychczas jest tak, że ten pies jest prywatny, kupy są psa, a obsługę sanitarną w ich utylizacji fundują jego właścicielowi wszyscy inni, m.in. ja.
Punkt drugi: czipowanie (i drakońskie kary za unikanie tego obowiązku) jako element systemu ściągania opłat i identyfikacji zwierząt.
Punkt trzeci: zero tolerancji za łamanie zasad: niesprzątanie po psie, puszczanie psa wolno. Oczywiście wsparte drakońskimi karami.
Punkt czwarty: stały, wysoki poziom aktywności straży miejskiej w egzekucji powyższych zasad.
Zanim ktoś oburzy się na nieludzkość moich propozycji, powiem więcej: są takie miejsca na świecie, gdzie rejestr psów w mieście uzupełniony jest o ich dane genetyczne (standardowa procedura przy czipowaniu). Lokalna straż miejska natykając się na nieuprzątniętą psią kupę bierze próbkę, identyfikuje ją w oparciu o DNA z bazy i wysyła właścicielowi mandat. I tylko proszę mnie tam nie wysyłać wraz z rodziną, bo zacznę podejrzewać, że dla właścicieli psów nie jestem równoprawnym mieszkańcem miasta....
źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3575 ... kiera.html





