Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Fobia posła Budki. Jeździ po Polsce i straszy: "Każdy z was może być kolejną ofiarą państwa PiS"
Obrazek
W sobotniej demonstracji pod katowickim pomnikiem Powstańców Śląskich uczestniczyła grupa demonstrantów KOD i parlamentarzyści Platformy i Nowoczesnej.

Borys Budka przejawia ostatnio wydatkowa aktywność. Jeździ po Polsce i straszy.

Mieliśmy już jedną słuszną partię, mieliśmy jednego słusznego sekretarza, mieliśmy sądy, które były podległe i mieliśmy również tych, którzy się nie zgadzali i lądowali w więzieniach albo tracili pracę. Tak może być, jeżeli nie obronimy niezależnych sądów, jeżeli nie obronimy niezawisłości sędziowskiej. Nie wierzcie w to, że to jest dobra zmiana - to jest podła zmiana

—przekonywał Budka.

Nawiązał do śledztwa ws. wypadku z udziałem premier Beaty Szydło i wypowiedzi niektórych polityków ws. podejrzanego o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Dziś są to sędziowie, jutro będą lekarze, będą nauczyciele, być może górnicy - każdy z was może być takim Sebastianem K., każdy z was może być kolejną ofiarą państwa PiS, jeśli Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego kolegom nie będzie po drodze z daną grupą zawodową

—mówił Borys Budka.

W trakcie katowickiej demonstracji były minister sprawiedliwości mówił na każdy temat, byle tylko pokazać co mu się nie podoba w rządach PiS.

Zawłaszczyli media, nazywając je mediami narodowymi, do których zatrudniono najgorszych hejterów; ludzi znanych tylko z tego, że potrafią obrażać innych. Zawłaszczyli urzędy państwowe, zawłaszczyli Trybunał Konstytucyjny, zawłaszczyli każdą przestrzeń publiczną podległą tej władzy. Ale nie zawłaszczą Polski i serc Polaków. Polacy nie dadzą się nabrać, musimy być razem

—apelował.

Poseł PO zaczyna cierpieć na jakieś natręctwa, nie potrafi już mówić o niczym innym, tylko o Prawie i Sprawiedliwości oraz o Jarosławie Kaczyńskim.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/329140-fob ... anstwa-pis
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Co zrobić, gdy już nawet wyborcy cię nie rozumieją?
Wpadek lidera Nowoczesnej nie sposób już zliczyć. Ryszard Petru chciałby uchodzić za poważnego polityka, ale jego medialne wystąpienia dają głównie pretekst do kpin. Kiedy pojawia się przed kamerami, można z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładać, że znowu coś palnie. Tym razem internauci wychwycili nie tyle słowa samego lidera .N ale to, co stało tuż za nim....

Jak podaje oficjalny profil społecznościowy partii lider Nowoczesnej podczas spotkania z wyborcami w Katowicach, podzielił się kolejną złotą myślą: "Jesteśmy jedyną partią, która nie musi udowadniać na siłę, że wszystko, co było poprzednio było dobre".

Pomijąjąc fakt, że ciężko byłoby tę tezę udowodnić, nawet na siłę, to nie ta wypowiedź przykuła uwagę internautów.

Dla motywacji słuchaczy @Nowoczesna postawiła Petru obok baru sowicie zastawionego butelkami gorzały (po lewej). Przez żołądek do serca ! pic.twitter.com/WuHijXnaml

— Stanislas Balcerac (@sbalcerac) 26 lutego 2017

@sbalcerac @Nowoczesna Nie. Być może raczej na trzeźwo nie dało się przemawiać, a tym bardziej słuchać ;) Taki happening. ;)

— Marcin Wątrobiński (@mar_watrobinski) 26 lutego 2017

@sbalcerac @zyziza @Nowoczesna Rozsądnie, ciekawe w którym momencie wystąpienia się skończyła. Ryśka na trzeźwo słuchać się nie da...

— Marek A. Kostur (@Quaerendir) 26 lutego 2017

Bystrzy internauci dostrzegli, że trunek na najwyższej półce sponsorujący Petru to niemiecki Jägermeister (logo z jeleniem). Prezent z DE ? pic.twitter.com/70PHhJdoqI

— Stanislas Balcerac (@sbalcerac) 26 lutego 2017

Więcej: http://niezalezna.pl/94564-co-zrobic-gd ... -rozumieja
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Mówiła, że za „10 tys. żyć da się tylko na prowincji”. ZOBACZ ile zarabia prezes SN
Obrazek
Myśleliśmy, że więcej zaskoczeń w tym temacie już nie będzie. Nic bardziej mylnego. Piastująca od 2014 roku stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf zasłynęła stwierdzeniem, że „za 10 tys. dobrze żyć można tylko na prowincji”. Wyszło na jaw ile pani prezes zarabia. I bańka pękła…

Byli już tacy, którzy twierdzili, że: za 2 tys. zł miesięcznie nie da się wyżyć, że za 6 tys. pracuje tylko „złodziej albo idiota”. Teraz słyszymy, że za 10 tys. „dobrze żyć można tylko na prowincji”. A są to słowa najważniejszej rangi sędzi w Polsce - sędzi Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf, która miesięcznie zarabia… 27 tys. zł. Teraz już wiemy skąd te skandaliczne słowa o „10 tys. zł” - o których większość Polaków może tylko pomarzyć.

„Super Express” ustalił, że miesięczne zarobki prezes Gersdorf to 27 tys. zł brutto. Dla porównania podano, że jest to kwota dwa razy wyższa niż otrzymuje premier polskiego rządu.

Przypomnijmy, jak sędzia Gersdorf tłumaczyła, że sędzia wcale tak dużo nie zarabia.

Przeciętny radca prawny zarabia więcej, niż sędzia sądu rejonowego. 7 tys. to straszne pieniądze? Na tym szczeblu 70 proc. nominacji to kobiety. Zarobki nie są wystarczające, by mężczyźni podejmowali ten zawód. Nieco lepiej jest w sądach okręgowych, ale za te ok. 10 tys. brutto dobrze żyć można tylko na prowincji. A co jest na samym szczycie? Dobry adwokat ma się lepiej, niż sędzia Sądu Najwyższego

– mówiła w wywiadzie Gersdorf.

Wicepremier Gowin odniósł się do jej słów.

Nie lubię używania ostrych słów, więc nie chcę używać przymiotnika, że ta wypowiedź jest skandaliczna, ale ona, niestety, potwierdza sposób, w jaki spora część środowiska sędziowskiego myśli o sobie

– mówił o „wypowiedzi” Gersdorf wicepremier Jarosław Gowin.

Pamiętamy sformułowanie, które wyszło z ust jednej z takich autorytetów środowiska sędziowskiego, która powiedziała, że my, sędziowie, jesteśmy kastą nadzwyczajnych ludzi. I słowo kasta, i słowo nadzwyczajna, a teraz to, że za 10 tys. to się da przeżyć tylko na prowincji - to wszystko pokazuje, że jednak spora część środowiska sędziowskiego odrywa się od rzeczywistości i zapomina o tym, że sędziowie powinni być niezawiśli

– dodał.

Taka właśnie „nadzwyczajna kasta”…

źródło: http://niezalezna.pl/94581-mowila-ze-za ... -prezes-sn
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Tutaj możecie sobie sprawdzić kogo chcecie.

============================
Wystarczy kliknąć i wiesz! Sprawdź, kto był tajnym współpracownikiem SB
Obrazek
Od teraz to bardzo proste. Nowy inwentarz archiwalny Instytutu Pamięci Narodowej pozwala każdemu sprawdzić, kto pracował w Służbie Bezpieczeństwa, kto był tajnym współpracownikiem, a kto był osobą pokrzywdzoną przez system komunistyczny.

Nowy inwentarz archiwalny IPN ma pełnić rolę czytelnego spisu treści dla wszystkich korzystających z archiwaliów IPN. Dostępny jest na stronie inwentarz.ipn.gov.pl i przedstawia opis zasobu instytutu poprzez informacje o konkretnych jednostkach archiwalnych. Inwentarz IPN nie zawiera treści dokumentów.

IPN podjął decyzję, by w inwentarzu znalazły się informacje o rodzaju akt osobowych. Na przykład o tym, czy ktoś był funkcjonariuszem komunistycznego państwa czy osobą rozpracowywaną przez bezpiekę czy też tajnym agentem SB. W ocenie archiwistów i badaczy najnowszej historii Polski, to bardzo ważna zmiana w działalności archiwalnej Instytutu.
To efekt decyzji prezesa IPN Jarosława Szarka oraz Kolegium IPN. Dzięki niej został zmieniony dotychczasowy sposób opisu dokumentacji osobowej. Do inwentarza wprowadzone zostały przede wszystkim informacje, które pozwalają na określenie, z jakimi dokumentami mamy do czynienia. W ten sposób spełniamy od dawna formułowane oczekiwania historyków i dziennikarzy, którym brakuje informacji o charakterze zgromadzonych w Instytucie dokumentów. Publikacja inwentarza archiwalnego rozpoczęta w 2012 roku jest odpowiedzią na postulat pełnego otwarcia archiwum IPN

– tłumaczyła w rozmowie z PAP dyrektor Archiwum IPN Marzena Kruk.

Dotychczas inwentarz w przypadku „akt o charakterze osobowym” pozwalał jedynie ustalić, czy w archiwum są akta danej osoby czy nie. Po wpisaniu do wyszukiwarki hasła np. „Czesław Kiszczak” odbiorca otrzymywał w polu „tytuł jednostki archiwalnej” i pełne dane osobowe, jednak bez informacji, jakiego rodzaju są to akta. Po zmianie czytelnik inwentarza otrzymuje precyzyjne dane, jakiego rodzaju są to akta.
W tym przypadku chodzi o znaną postać, szefa MSW w latach 80. i łatwo domyślić się, jakie akta jej dotyczące są przechowywane w archiwum IPN. Natomiast takiej jasności nie było w przypadku osób mniej znanych czy nawet tych rozpoznawalnych, których akta mogą mieć różny charakter. Mogą to być akta osoby rozpracowywanej, ale mogą to też być akta OZI, czyli osoby współpracującej z organami bezpieczeństwa PRL

– dodała Kruk.

Specjaliści IPN liczą, że precyzyjny opis jednostek archiwalnych pozwoli uniknąć problemów, które pojawiły się przy okazji upublicznienia tzw. listy Wildsteina. Była ona spisem katalogowym ponad 160 tys. nazwisk funkcjonariuszy, tajnych współpracowników służb PRL i osób wytypowanych do współpracy, ale także ludzi mogących być pokrzywdzonymi w myśl ówcześnie obowiązującej ustawy o IPN. Niestety, po ujawnieniu tego zasobu padało wiele fałszywych oskarżeń, które niekiedy utrzymują się do tej pory np. w mediach społecznościowych.

Inwentarz archiwalny nie obejmuje jeszcze całego zasobu Instytutu Pamięci Narodowej. Obecnie osoba zainteresowana jego zawartością ma do dyspozycji ponad 1,5 mln rekordów (czyli informacji o tylu jednostkach archiwalnych łącznie z ich sygnaturami). Utworzenie cyfrowej wersji inwentarza wiąże się z nowelizacją ustawy o IPN jeszcze z 2010 r. Wówczas parlament zobowiązał Instytut do opublikowania informacji o całym zasobie archiwalnym IPN do końca grudnia 2012 r.

Wykonanie tego zadania w terminie wskazanym w ustawie od początku było skazane na porażkę, ponieważ archiwa IPN liczą ponad 90 kilometrów akt i opisanie tego zbioru na poziomie jednostki archiwalnej to praca na wiele lat. Warto podkreślić, iż do inwentarza archiwalnego trafiają tylko te opisy, które zweryfikowano

– podkreśliła dyrektor Archiwum IPN. Na zasób archiwalny IPN składają się nie tylko dokumenty papierowe, ale również mikrofilmy, około 39 mln fotografii, nagrania filmowe i dźwiękowe. Znaczną część zasobu stanowią kartoteki, których zbiór liczy ponad 10 km.

W inwentarzu archiwalnym można również odnaleźć informacje o tym, które akta wyłączono z tzw. zbioru zastrzeżonego, gdyż w polu „sygnatury dawne” zamieszczana jest sygnatura jaką materiały te były oznaczone, gdy były częścią tego zbioru. Sygnatura ta zawiera literę „Z”.

źródło: http://niezalezna.pl/94596-wystarczy-kl ... wnikiem-sb
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

qaz

czy to zawieszenie oznacza, że nie będzie otrzymywał za ten okres wynagrodzenia, czy mamy kolejnego złodzieja na utrzymaniu ?

---------------------

CIEKAWSKI

Do sadu nie może przychodzić a do tego sklepu gdzie kradł może?

-------------------------

pro

sędzia rybiński ze zdjęcia powinien zgłosić do brukselki ten wyrok jako przykład prześladowania i niszczenia sędziów, już , natychmiast, a poza tym te nieszczęsne 15 tysięcy jałmużny co miesiąc

===================

Sędzia podejrzany o kradzież ze sklepu zawieszony! Do 30 maja nie może przychodzić do sądu
Obrazek
Sędzia Bartłomiej Wróblewski z wrocławskiego sądu apelacyjnego ma być zawieszony w swoich czynnościach służbowych do 30 maja. Podejrzany o to, że kradł drobny sprzęt elektroniczny, sędzia ma czekać na decyzję rzecznika dyscyplinarnego. Sędziemu grozi nawet wydalenie sędziego z zawodu. Z informacji TVP Info wynika, że sędzia od 12 lutego przebywa w szpitalu.

Sędzia konsekwentnie zaprzecza informacjom, dotyczącym jego rzekomej kradzieży we wrocławskim sklepie z elektroniką. Twierdzi, że cążki i nożyk, który znaleźli przy nim ochroniarze sklepu służą mu do drobnych napraw w samochodzie, a sprzęt który przy nim zabezpieczono miał rzekomo zakupić w sklepie.

Ta wersja, zdaniem śledczych, nie trzyma się jednak kupy. Jak zeznali ochroniarze, sędzia, zachowywał się podejrzanie już po wejściu do sklepu. Ruszyli więc jego śladem i stwierdzili, że sporo pudełek ze sprzętem zostało otwartych, a towaru brakuje. Sędziego zatrzymano już po jego odejściu od kasy. Wróblewski miał rzekomo wezwać policję, ale sam zasłaniał się immunitetem.

Sprawą sędziego Wróblewskiego zajmie się Sąd Apelacyjny w Warszawie.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/329259-sed ... ic-do-sadu
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Co za kunszt aktorski! Hadacz zapłakany wciela się w ofiarę prowokacji: "To co oni robią jest nieprawdopodobne. To jest skandal, wielki skandal..."
Obrazek
To co oni robią jest nieprawdopodobne. To jest skandal, wielki skandal. Jak można takie rzeczy robić?

—łkał w rozmowie z reporterem „Wiadomości” Andrzej Hadacz. Materiał poświęcony był ostatnim doniesieniom portalu wPolityce.pl o współpracy prowokatora z Krakowskiego Przedmieścia ze służbami specjalnymi PRL.

Sam zainteresowany nie krył wzburzenia doniesieniami portalu. Ze łzami w oczach zaprzeczał informacjom portalu wPolityce.pl. Co ciekawe, Hadacz, który znany jest z licznym prowokacji, przyznał, że sam padł ofiarą… prowokacji.

To jest rzeczy niebywała, aby rzucać oskarżenia pod moim adresem. Chcą ze mnie zrobić… Może coś na prezydent Lecha Wałęsę było, ale na mnie? Młodego chłopaka?

—pytał ze łzami w oczach.

Andrzej Hadacz znany jest przede wszystkim jako prowokator spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Po tym jak „bronił krzyża”, protestował także pod domem Wojciecha Jaruzelskiego. W pewnym momencie jednak zmienił swoje sympatie polityczne i zaczął angażować się w kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego. Już jako zwolennik kandydata Platformy Obywatelskiej wsławił się atakiem na sztabowców Andrzeja Dudy podczas kampanii prezydenckiej. Jak się później okazało, była to zaplanowana akcja, której dowodził biznesmen związany ze sztabem PO.

Być może komuś zależało żeby taka właśnie osoba skompromitowała to środowisko, oczywiście środowisko sympatyzujące z Prawem i Sprawiedliwością, i żeby temu środowisku przypisać te wszystkie niegodne działania, i tę postawę na Krakowskim Przedmieściu

—mówiła dla „Wiadomości” posłanka Anita Czerwińska.

Jak przyznał senator Adam Bielan ostatnie doniesienia dot. Hadcza, każą zadać pytanie o związki PO ze służbami specjalnymi z czasów PRL.

Należy zadać pytanie o związki byłych służb specjalnych z politykami PO

—podkreślił Bielan.

Po wygranej Prawa i Sprawiedliwości Hadacz jednak nie zakończył swojej aktywności. Wielokrotnie spotykał się z Mateuszem Kijowskim, jak również bronił kobiet na czarnych protestach. Apelował także do prof. Andrzeja Rzeplińskiego, którego ostrzegał, że powinien mieć osobistą ochronę, ponieważ „może skończyć jak Andrzej Lepper”.

To nie był jednak koniec popisów aktorskich Hadacza. W rozmowie dla „W tyle wizji” płakał i zaklinał się, że przychodzili do niego ludzie z Watykanu…

Od dzieciństwa już mi mówiono, że będę aktywistą. Telewizje prawicowe zrobiły mi wielką krzywdę. (…) Rozmawiałem z ministrem Bartoszewskim, tu byli ludzie z Watykanu, oni wszyscy do mnie przychodzili bo czuli, że coś jest w tym facecie uczciwego i oni to wykorzystali w sposób fatalny. Oni powinni iść do więzienia za to co mi zrobili! (…) Jest taka miejscowość w Polsce, gdzie jakbym brał udział w wyborach, to miałbym 100 proc.

—podkreślał Hadacz.

Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/329346-co- ... ki-skandal
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

ww

trzeba być prawdziwym jeleniem, żeby temu oszustowi wrzucać do puszki

------------------------

lemon

Mienią się elitą a nabierają się na takie zero...do pani piszę pani Janda,Zborowski,Cielecka i inni...

-----------------------------

jan

Po co takie pokrętne określenia: "mija się z prawdą". Po prostu kłamie, KŁAMIE, KŁAMIE, KŁAMIE !!!! Rozumiesz to redaktorku, który stworzyłeś ten tekst? Albo się mówi prawdę, albo się KŁAMIE.

=====================

KOD zbiera kasę na alimenty swojego lidera! Dziennikarze dotarli do dokumentów i maili, które wskazują, że Kijowski mijał się z prawdą
Obrazek
Chociaż Mateusz Kijowski zapewniał, że nie interesują go zbiórki na spłatę jego alimentów, korespondencja z sympatykiem podejmującym taką inicjatywę wskazuje na coś zupełnie innego. Portal Wirtualna Polska opublikował treść rozmów i dokumentów, które po raz kolejny zdemaskowały sposób działania lidera KOD-u.

Jak podaje wp.pl, Kijowski wyrażał aprobatę dla pomysłu zbiórki na jego alimenty, a jej inicjatora kierował do bydgoskiego działacza Komitetu, Krzysztofa A., który organizował podobne przedsięwzięcie „z zachowaniem daleko idącej dyskrecji i zgodnie z prawem”.

Lider KOD-u poinformował jednak 14 lutego na portalu społecznościowym, że odcina się od rozpoczetej 2 lutego na gofund.me zbiórki pieniędzy, a o przedsięwzięciu dowiedział się dopiero 12 lutego.

Próbowałem się skontaktować z organizatorami akcji („Wspieraj KOD” – przy. red.), żeby wyjaśnić całą sytuację oraz prosić o zaniechanie takich działań, a w szczególności o niewiązanie moich spraw osobistych z ruchem KOD czy ze stowarzyszeniem. W związku z tym, że nie udało się nawiązać komunikacji, ustalić jakichkolwiek faktów ani doprowadzić do zamknięcia akcji oświadczam, że nie mam z tą akcją nic wspólnego, nie wspieram jej i nie jestem jej beneficjentem

— powiedział lider KOD.

Ustalenia dziennikarzy wskazują jednak, że Kijowski mijał się z prawdą – o zbiórce dowiedział się wcześniej i miał się wyrażać o niej przychylnie.

Dopiero m.in. fiasko akcji „Wspieraj KOD” oraz analogicznej inicjatywy na portalu pomagam.pl i brak wpłat sprawił, że postanowił się od pierwszej z nich odciąć

— pisze Marcin Makowski.

Strona wisiała na portalu [gofund.me] od 11 dni. W lokalnych strukturach KOD-u zastanawiano się, kto za nią stoi i kilka osób pytało Mateusza, jaki ma do podobnych zbiórek stosunek. On powiedział, że to nie jego akcja i nie zna tej osoby, ale może ktoś to robi z dobrej woli i nie można go od razu potępiać

— relacjonuje informator Wirtualnej Polski działający w pomorskich strukturach KOD.

Równolegle działacz KOD-u Krzysztof A. organizował zbiórkę dla wtajemniczonych osób, które chciały zasilić konto Kikowskiego.

Akcja darowizna nie jest zbiórką publiczną – jest tylko wybiórczym informowaniem ludzi nam znajomych, popierających Mateusza w kandydowaniu na przewodniczącego KOD-u, o sposobie całkowicie indywidualnego wsparcia w pozbyciu się komorniczego (a nie alimentacyjnego) garbu

— podkreślał działacz.

Cała akcja wymagała podejmowania dobrze przemyślanych kroków pozwalających omijać polskie prawo.

Jedynym problemem jest dotarcie do nich z odpowiednia informacją. (…) ta informacja nie może być rozpowszechniana publicznie, bo wymyka się z definicji umowy darowizny między dwoma stronami. Najlepszym sposobem na przyspieszenie akcji jest nadanie jej charakteru jądrowej reakcji łańcuchowej, jak najwięcej rozgałęzień przepływu informacji i jak najmniej braku dalszego przekazania pałeczki. Szczególnie cenne jest przekazanie informacji poza swój najbliższy krąg, chodzi o szybkie rozpowszechnienie informacji w całej Polsce

— czytamy w korespondencji, do której dotarła Wirtualna Polska. Portal opublikował również dokumenty, jakie były przesyłane osobom zainteresowanym „Akcją darowizna”.

Sam Kijowski wydaje się być zirytowany dociekliwością dziennikarzy. Lider KOD miał m.in. stwierdzić, że media nie powinny zajmować się jego prywatnymi wiadomościami.

Kończę rozmowę, ponieważ temat jest idiotyczny. Jeśli pan chce biegać na pasku prowokatorów proszę bardzo

— powiedział reporterowi wp.pl.

I pewnie dalej nawet nie przyjdzie mu do głowy myśl o dymisji…

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/329373-kod ... e-z-prawda
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Człowiek ze styropianu

Widocznie jakiś następny układowy cycek z którego ssał się przytkał i stąd deprecha następnego wielkiego autorytetu moralnego. A lądowanie na twardej ziemi rzeczywistości jest bolesne i frustrujące.

------------------------------

Kostek@kostekspeedway1

To jest nieprawdopodobne i niezrozumiałe, że ktoś taki jak Radziwiłowicz - inteligentne rysy twarzy, uznany w środowisku i wśród publiczności, miewa poglądy a'la infantyloza lemingus hiperbolus. Chciałbym go poznac i zdiagnozować.

---------------------------

Noel

Nowa jednostka chorobowa: Choroba wściekłych aktorów! Myśleć o szczepionce bo być może grozi nam pandemia!
======================

Aktor Radziwiłowicz rozgryzł prezesa Kaczyńskiego: będzie w Polsce hiszpańska inkwizycja i tortury
Obrazek
Wybitny aktor Jerzy Radziwiłowicz, jak wielu przed nim i zapewne wielu po nim, postanowił przeprowadzić dekonstrukcję rządów PiS i uświadomić naród, kim naprawdę jest Jarosław Kaczyński. Jakżeby inaczej – w mediach Agory. Każdy, w tym dowolny aktor, może sobie dekonstruować to, co chce. To nie podlega dyskusji. Zwykle taka dekonstrukcja dużo mówi jednak o dekonstruującym oraz środowisku, z którym się identyfikuje. I pierwsze, co się rzuca w oczy, to potwierdzenie, że aktorzy najlepiej mówią cudzym tekstem. Bo to, co opowiada Jerzy Radziwiłowicz jest cudzym tekstem. Jest powtórzeniem tego, co wcześniej mówili Agnieszka Holland, Jerzy i Maciej Stuhrowie, Daniel Olbrychski, Wojciech Malajkat, Krzysztof Kowalewski czy Maja Ostaszewska. I żadna z tych osób nie jest autorem tekstów, które wypowiadała. A wypowiadają coś, co można by nazwać brykiem z „Gazety Wyborczej”, czyli zestawem banałów, kalek i mądrości z obszaru kuchennej psychologii, podlanych sosem troski demonstrowanej na przemian z różnymi fobiami. Skądinąd najczęściej robią to na łamach organu Michnika. Oczywiście aktorzy, nawet wybitni, mają prawo do banału, fobii i kuchennej psychologii. Jedyny problem polega na tym, że chyba nie mają świadomości, kim mówią i ile to jest warte. Ale i do tego mają pełne prawo.

Jerzy Radziwiłowicz dramatycznie i bardzo odważnie pyta: „kim jest Jarosław Kaczyński, żeby mi mówić, co mam robić? Co mam myśleć? Co mi wolno?”. Z całym szacunkiem i z pełną odpowiedzialnością można odpowiedzieć Jerzemu Radziwiłowiczowi, że Jarosława Kaczyńskiego kompletnie nie interesuje, co ten aktor „ma mówić, robić i myśleć”, więc niczego mu nie podpowie ani nie będzie niczego od niego wymagał. Kiedy Jerzy Radziwiłowicz bohatersko deklaruje: „wolno mi wszystko, co nie jest zabronione przez prawo. W całej reszcie ja wybieram, z czym się zgadzam. Kierując się sumieniem”, przekonuje chyba tylko Adama Michnika. Każdy normalny mieszkaniec Polski wie, że Jerzy Radziwiłowicz może to wszystko robić bez cienia heroizmu, bowiem rządzących to zupełnie nie interesuje. Ale wybitny aktor nie zamierza odpuścić, wznosząc się na wyżyny odwagi i nonkonformizmu: „I nie będzie mi jakiś facet urządzał mi mojego myślenia, mojego sumienia i w dodatku nie będzie mi mówił, kim jestem”. Faktycznie Kaczyński nie będzie niczego Radziwiłowiczowi urządzał, bo prawie na pewno nie wie, jakie dramaty wybitny aktor przeżywa i jakie toczy heroiczne boje z samym sobą. Prezes PiS nie będzie tego robił, nawet gdyby przeczytał, że wybitny aktor uważa, iż „z ich strony obserwujemy jakąś okropną mowę nienawiści od czasu katastrofy smoleńskiej, odkąd co miesiąc zaczęli robić te parteitagi na Krakowskim Przedmieściu udając, że to są msze”. Mówiąc to Jerzy Radziwiłowicz jest oczywiście święcie przekonany, że sam nie używa mowy nienawiści.

Jerzy Radziwiłowicz odkrył: „Kiedyś Kaczyński zarzucał wszystkim innym, że są knajakami, bo on jest inteligentem. Otóż knajactwo jest przede wszystkim w nim samym”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zarzucałby „wszystkim innym” poza sobą czegokolwiek, bo to niemądre i zwyczajnie niemożliwe, a co można udowodnić dziecinnie łatwo. Nie zarzucał też tego „wszystkim innym” Jarosław Kaczyński. Tym bardziej że z poczucia bycia inteligentem logicznie nie wynika, że „wszyscy inni są knajakami”. Logicznie i semantycznie jest to nonsens, choć wybitny aktor Jerzy Radziwiłowicz nie musi tego wiedzieć. Logika nie ma tu jednak znaczenia, bowiem zasadnicze jest leninowskie pytanie: „Что делать?” - „co robić?” (tu w wersji: „cóż można na to poradzić?”). I tu, niestety, wybitnego aktora dopadła rezygnacja, bo sam sobie odpowiedział: „Tylko rozłożyć ręce”. Na szczęście nie zrezygnowała dziennikarka organu Michnika i wskazała alternatywę: „pójść zaprotestować”. Wybitny aktor tego nie odrzucił, lecz uświadomił, jakim byłoby to szaleńczym heroizmem: „Z pełną świadomością, że potem prezes, premier, prezydent i minister spraw wewnętrznych powiedzą kim jesteśmy. Czyli nas zelżą. Albo będą ścigać. Bierzmy to pod uwagę”. Nieco wcześniej wybitny aktor wprost ostrzega: „pewne środowiska uznają, że wolno im więcej niż innym. I będą próbować tych innych karać w ten sposób, w jaki potrafią to robić - czyli bić. To jest najsmutniejsze i tego się obawiam”.

Już widzę te narady z udziałem prezesa, prezydenta, pani premier i szefa MSW, gdzie układa się grafik prześladowań wybitnego aktora Jerzego Radziwiłowicza i jego kolegów. Gdzie toczą się zażarte debaty między Jarosławem Kaczyńskim, Andrzejem Dudą, Beatą Szydło i Mariuszem Błaszczakiem, czy wobec Jerzego Stuhra zastosować narzędzie tortur zwane „żelazną dziewicą”, wobec jego syna „widelec heretyka”, w stosunku do Agnieszki Holland – „zgniatacz głowy”, a wobec samego Jerzego Radziwiłowicza - „kocią łapkę”. Najpierw wspomniane grono ułożyłoby precyzyjny kalendarz „ścigania” tych wszystkich osób. Włos się jeży na głowie, gdy o tym pomyśleć. Nie dziwi zatem lęk wybitnego aktora przed tym, że znajdzie się w sytuacji jak przeciętni ludzie w 15. odcinku „Latającego Cyrku Monty Pythona”. Tam trzech kardynałów nagle wpadło do pomieszczenia krzycząc: „Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!”. I kogo popadnie oskarżyli o herezję, karaną wymyślnymi torturami, np. „miękkimi poduszkami” i „wygodnym fotelem”. Jerzy Radziwiłowicz jako aktor łatwo może sobie wyobrazić, jak straszne może być siedzenie w wygodnym fotelu, tym bardziej zaordynowanym przez Jarosława Kaczyńskiego. To tortura nie do zniesienia.

„Mniej niepokoi mnie to, co ci z władzy mówią i robią, a bardziej to, że ludziom się to podoba i część - duża - Polaków za tym idzie. To jest dziwne i niepokojące” – głosi zatroskany Jerzy Radziwiłowicz. To, co on sam oraz jego duchowi pobratymcy mówią i robią też się komuś podoba i część Polaków również za tym idzie. Czy jest to „dziwne i niepokojące?”. Na pewno nie, gdyż to jest słuszna sprawa i słuszny kierunek. Co innego niesłuszna pisowska władza panów. Słusznie zatem wybitny aktor Jerzy Radziwiłowicz zachęca: „Może dziennikarze napiszą list do Kaczyńskiego z pytaniami, co taki pan może i czego się po nim spodziewać? Żebyśmy my, poddani wiedzieli, co mamy robić, żebyśmy się na to przygotowali”. Pewne rzeczy można wskazać bez czekania na odpowiedź Jarosława Kaczyńskiego. Na pewno można się spodziewać najgorszego i zaskakującego – jak nagłego wkroczenia hiszpańskiej inkwizycji w skeczach Monty Pythona. Poddani na pewno zyskają jaką taką przychylność panów chodząc na kolanach w okolicach ulicy Nowogrodzkiej, biczując się po każdej złej myśli o Prawie i Sprawiedliwości czy głodząc się, żeby takie złe myśli nawet nie przychodziły do głowy. A resztę rasa panów na pewno ogłosi w jakimś biuletynie, który trzeba będzie obowiązkowo przeczytać, bo inaczej poddanych, w tym wybitnego aktora Jerzego Radziwiłowicza, mogłaby spotkać kara najstraszniejsza ze strasznych – torturowanie leżeniem na miękkich poduszkach.

„Czy się boję?” – dramatycznie pyta Jerzy Radziwiłowicz. I odpowiada: „Życie staje się nieprzyjemne, gdy w grę wchodzi lęk nie o to, że zrobiło się coś złego, tylko o to, że wypowiedzenie własnego zdania może mieć nieprzyjemne konsekwencje”. Cały problem w tym, żeby było to własne zdanie. Ale nawet jeśli jest własne z katalogu Agory, jego wypowiedzenie faktycznie może mieć straszne konsekwencje. Na przykład takie, że niewiele osób te wszystkie rzeczy przeczyta, a jeśli nawet, to mogą nie dostrzec grozy sytuacji. Żeby do tego nie dopuścić, przeczytałem rozmowę z wybitnym aktorem Jerzym Radziwiłowiczem i podaję jej najważniejsze wątki ku przestrodze. Nikt nie może być pewien dnia ani godziny, gdy wpadnie do niego hiszpańska inkwizycja i podda wymyślnym torturom „miękkich poduszek” oraz „wygodnego fotela”. Wobec takiej perspektywy trzeba jasno powiedzieć: „No pasarán!”.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/329470-akt ... -i-tortury
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Młoda matka do ministra Szyszko: "Czy taką Polskę zostawimy naszym dzieciom?"
Obrazek
Sfotografowała się wśród ściętych drzew karmiąc piersią 5 - miesięcznego syna. Mówi, że chciała stworzyć wymowny obrazek. Zapytana o to, co chciałaby powiedzieć ministrowi Szyszko odpowiada – Zapytałabym, o co mu właściwie chodzi? Oto Cecylia Malik i jej wyjątkowa forma protestu.

Co się dzieje z drzewami?

Minister środowiska Jan Szyszko od początku roku prowadzi wycinkę drzew w całej Polsce. Działa tym samym zgodnie z ustawą o wycince drzew, którą politycy uchwalili w ekspresowym tempie, bez konsultacji zewnętrznych. To znaczy dokładnie tak, jak mają ostatnio w zwyczaju.

Równolegle do coraz poważniejszego problemu stężenia zanieczyszczeń w powietrzu politycy zadbali o to, by okradać krajobraz z drzew w największych miastach w kraju. Do masowego wycinania drzew dochodzi więc w Warszawie, Krakowie…

"Wokół słychać piły"


W tym drugim mieście żyje i mieszka Cecylia Malik. Artystka i performerka. Od kilku miesięcy również matka. Bardzo aktywnie manifestuje swój protest przeciwko wycince drzew wykorzystując do tego różne środki artystycznego przekazu.

Media obiegło zdjęcie, na którym młoda matka karmi piersią swojego 5 – miesięcznego syna Ignasia piersią… na pniu jednego ze ściętych drzew.
Skontaktowaliśmy się z artystką, zapytaliśmy, co chce przekazać portretami i dlaczego zaangażowała się w protest:

Cecylia Malik
Artystka

Sześć lat temu realizowałam projekt o nazwie "365 drzew". Polegał na tym, że codziennie wchodziłam na inne drzewo. Każdego dnia, z każdego drzewa powstawało zdjęcie. Finalnie obrazki zostały złożone w album, a ja naturalnie stałam się ekologiczną aktywistką.

To, co dzieje się teraz w całej Polsce i w moim mieście Krakowie jest okropne. Wokół słychać dźwięki pił, kolejne drzewa zostają wycinane. To dzieje się od lat, jednak ostatnio przybrało niekontrolowane tempo i sposób. Drzewa znikają w masowej ilości.

Gdybym miała możliwość spotkania z ministrem, który jest za to odpowiedzialny zapytałabym: O co mu właściwie chodzi? Wycinki przeprowadzone są pod zabudowę, w miejscach gdzie już jest jej za dużo. Zanikają korytarze przewietrzenia miasta, w Krakowie walczymy ze smogiem, a to o się dzieje, w żaden sposób tej walki nie wyrównuje.

Od kiedy zostałam matką, są takie dni, że przez smog jestem dosłownie uwięziona w domu. Mamy problem z infekcjami, każdego dnia odczuwamy efekty zanieczyszczonego powietrza. To poważny problem, którego nie wolno bagatelizować. Wycinanie drzew w takiej sytuacji? Naprawdę nie rozumiem celowości tych działań.

Poprosiłam męża, by wykonał mi zdjęcie podczas karmienia Ignacego, na pniu ściętego drzewa. Zależało mi na stworzeniu wymownego obrazka. Przekaz jest bardzo prosty: "Taką Polskę zostawimy naszym dzieciom".

Patrząc na to, co się dzieje czuję bezsilność. Jest ona jednak motywująca, czuję, że jako artystka, matka i silna kobieta mam pewną misję. Nie mogę pozostać obojętna, wobec tak okrutnych działań.

źródło: http://mamadu.pl/130795,artystka-protes ... ie-piersia
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Pycha kroczy zawsze przed upadkiem. Morawiecki: "Jestem pewien, że będziemy rządzić co najmniej 12 lat"
Obrazek

Beata Szydło, w trakcie wygłaszanego w 2015 roku expose, obiecywała pokorę, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Pod tym względem ostatnia wypowiedź Mateusza Morawieckiego, w której wyraził pewność, że będzie rządził jeszcze przez co najmniej 12 lat, jest zupełnym zaprzeczeniem tego co obiecywała pani premier w w trakcie swojego expose. Wygląda na to, że co niektórym w PiS sodówa uderzyła mocno do głowy. Więcej pokory, panowie. Pokory, umiaru, roztropności i odpowiedzialności.


Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki udzielił wywiadu dla Polskiej Agencji Prasowej. Wśród wielu poruszonych kwestii pojawiło się też pytanie o to, czy cztery lata to wystarczający czas, aby zmienić Polskę. Morawiecki odpowiedział: - "To mało. Krótko. Ale wystarczy, żeby zostawić po sobie coś znaczącego. Nie martwię się o te cztery lata ponieważ jestem pewien, że będziemy rządzić co najmniej 12 lat – do 2027 roku".

Jak powiadają - pycha kroczy zawsze przed upadkiem. Wypowiedzi takie jak powyżej cytowana pokazują, że co niektórym w PiS chyba sodówa uderzyła do głowy. Pisałem już o tym jakiś czas temu, ale nie zaszkodzi powtórzyć - im szybciej przedstawiciele tej partii odrzucą dogmat o swojej nieomylności, im szybciej władze PiS zrozumieją, że w wyborach do Sejmu aż 62 proc. głosujących wyborców oddało swoje głosy na inne opcje polityczne, a parlamentarną większość zdobyli tylko i wyłącznie dzięki temu, że Adrian Zandberg postanowił przyjść do studia TVP na przedwyborczą debatę i wykosił tym samym SLD z Sejmu, tym większe - paradoksalnie - zachowają szanse na rządy w drugiej i kolejnej kadencji.

Mówienie publicznie, że "ma się pewność, iż będzie się rządziło przez 12 lat" jest w mojej opinii jawnym zaprzeczeniem przekazu z expose wygłoszonego w 2015 roku, kiedy premier Szydło stwierdziła:

"Polska polityka musi być inna. Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność. A przede wszystkim słuchanie obywateli. To są zasady, którymi będziemy się kierować. Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą".

Jeśli z pychą miał być koniec, to minister Morawiecki powinien bardziej ważyć słowa. Inaczej tylko podgrzewa anty-PiSowskie nastroje wśród nie tylko jawnych przeciwników rządu (co jest zupełnie zrozumiałe), ale także wśród tych, którzy do tej pory byli raczej neutralni wobec partii Kaczyńskiego, którzy otwarcie nie popierali PiS, ale też nie byli jego przeciwnikami. Morawiecki powinien wiedzieć, że to właśnie ten elektorat decyduje kto wygrywa wybory. To czy będzie rządził 4 lata, 8 czy 12 zależy właśnie od takich "umiarkowanych", którzy cenią sobie umiar, roztropność i efektywną pracę, a nie pyszne i aroganckie wypowiedzi.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0362 ... adkiem.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Ustawa o rynku mocy. Ceny prądu pójdą w górę
Obrazek
Ustawa o rynku mocy proponowana przez Ministerstwo Energii spowoduje wzrost cen prądu - ostrzegają organizacje zrzeszone w Koalicji Klimatycznej. Przeciętny Kowalski zapłaci miesięcznie około 11 zł zł więcej. O wiele mocnej po kieszeni dostaną małe i średnie firmy.

Projekt ustawy ujrzał światło dzienne w grudniu. W założeniu zmiana przepisów ma zapobiec niedoborom mocy wytwórczych. Rząd chce stworzyć ekonomiczne zachęty do budowy nowych jednostek wytwórczych i modernizacji tych, które już działają.

Ile zapłacimy za prąd


Jednak pieniądze na te zachęty trzeba skądś wziąć. Rynek mocy ma pochłaniać po kilka miliardów złotych rocznie: w 2021 r. ma to być 4,1 mld zł, a pięć lat później - w 2026 r. - już 5,1 mld zł. Te koszty zostaną przerzucone na małe i średnie firmy oraz gospodarstwa domowe. Od tych pierwszych rząd planuje zebrać 1,7 mld zł w 2021 r. i 2,2 mld zł w 2026. Od gospodarstw domowych zaś 1,4 mld zł w 2021 r. i 1,7 mld w 2026 r.

(...)Polska stoi na węglu. Importowanym

Na tym krytyka rządowych propozycji się nie kończy. Zdaniem Koalicji ustawa nie tylko nie rozwiąże problemów polskiej energetyki, lecz tylko je utrwali. Szczególnie, że system planowanych zachęt spowoduje, że najbardziej będzie opłacało się budować nowe bloki węglowe. To według organizacji nie tylko nie rozwiąże problemów z niedoborem mocy, ale i uzależni Polskę od importowanego węgla.

- Z mlekiem matki wysysamy przekonanie, że Polska stoi na węglu i tego węgla nam nigdy nie zabraknie. Rzeczywiście, geologicznie mamy go dużo, ale łatwo dostępne złoża się wyczerpują. Wydobycie będzie coraz droższe, a do tego dojdą opłaty za emisję CO2. Polska już jest importerem netto węgla energetycznego, a ta tendencja będzie się pogłębiać - zauważa Zbigniew Karaczun.

Dodaje, że proponowane przez rząd rozwiązania nie doprowadzą do poprawy czystości powietrza i zmniejszenia ilości ścieków, a reforma całego sektora mogłaby stać się do tego dobrą okazją.

- Teraz się decyduje, jak będzie wyglądała nasza energetyka przez najbliższe 30-50 lat. Powinniśmy rozmawiać na ten temat. Potrafiliśmy jako społeczeństwo zbudować szeroki konsensu wokół naszej akcesji do Unii Europejskiej i NATO. Dyskusja o naszym bezpieczeństwie energetycznym ma taką samą wagę - mówi prof. Karaczun. (...)

Więcej: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 71031.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Postępujące skołowacenie Marcinkiewicza: Były premier ogłasza: "Polska karleje. Kolor szary i niestety brunatny, zastępuje biało- czerwony"
Obrazek
Marcinkiewicz stracił orientację i nagle wywyższając się stwierdza: „Polska przestała być silnym, dynamicznie rozwijającym się państwem”.

Co się stało z byłym premierem? Czuje się wielkim autorytetem i znawcą spraw polskich i europejskich i nie czuje, że coraz mniej osób liczy się z jego zdaniem. W swoich wywodach po prostu żałosny.

Polska karleje, staje się mała, ponura i szara, właściwie w każdym swoim wymiarze. Skarlała władza, która nie jest sługa narodu, tylko Panem. Władza zawłaszcza państwo każdego dnia, w każdym jego wymiarze. Przestały się liczył kwalifikacje, kompetencje, doświadczenie, a jedynie posłuszeństwo stanowi o „wartości człowieka”

—pisze na Facebooku.

Wykwity umysłu Marcinkiewicza, który jest ostatnio jest gwiazdą TVN24 i „Gazety Wyborczej” zadziwiają.

Zemsta na elitach narodu, zawiść, w miejsce wspólnego dążenia do sukcesu, nienawiść w miejsce bohaterstwa, pogarda w miejsce szacunku, siłowe narzucanie rozwiązań, w miejsce współpracy i solidarności. Kolor szary i niestety brunatny, zastępuje biało- czerwony

—twierdzi.

Można jeszcze bardziej absurdalnie? Można. W kolejnych zdaniach Marcinkiewicz przechodzi samego siebie.

Służby państwa nie służą obywatelom, a tylko jednej partii. Do tego stopnia, że za normalne uważa się, że JK interweniuje w śledztwo dotyczące członków jego rodziny. Tak niemoralnej i nieetycznej władzy, tak skarlałej władzy jeszcze w Polsce nie było

—czytając te wywody nie sposób nie zadać sobie pytania, czy były premier przypadkiem nie zapomniał o historii Polski i czy potrafi jeszcze trzeźwo ocenić rzeczywistość? Chyba niestety nie potrafi, bo na koniec swojego absurdalnego wywodu dodaje:

Skazuje nas na wegetację i odwrót od państwa zachodniego, na państwo wschodu, z ponurymi dyktatorkami, nie sięgającymi wyżej swego nosa, z wschodnia mentalnością zarówno rządzących, jak i wielkiej części społeczeństwa. Polska przestała być silnym, dynamicznie rozwijającym się państwem. Polska skarlała.

Nie ma takiej bzdury, której nie wymyśli Marcinkiewicz…


Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/329550-pos ... o-czerwony
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Leonard Borowski

Wzruszenie ogarnia człowieka podczas czytania tego tekstu. Dziękuję. Co do tej czerwonej zarazy, to rzeczywiście jest jej jeszcze dużo. Robię co mogę, aby w pokojowy sposób z nią walczyć. Na razie spotykają mnie szykany ze strony tzw. "organów ścigania", de facto mafijnych organizacji. Stojących po stronie zdegenerowanego lokalnego ubekistanu i zwykłych agresywnych oszustów, oficjalnie robiących za prezesów spółdzielni mieszkaniowej czy "przedsiębiorców", o bolszewickich powiązaniach. Dopiero na sali sądowej mam okazję się oczyścić. Tu bywało różnie, ale obecnych sędziów, nie da się porównać z sądowymi oprawcami w togach, skazujących naszych Bohaterów na śmierć i zapomnienie.Takich jak Ojciec pana Marka. Cześć i wieczna chwała Bohaterom!

===========================
Syn ostatniego Żołnierza Wyklętego. „Tato, trzeba było wyciąć więcej tej czerwonej zarazy”
Obrazek
Wiele lat czekałem na tę sytuację. Niezłomni wrócili do świadomości Polaków, głównie za sprawą młodych ludzi. To oni, szukając swoich wzorców, odkryli to, co komuniści starali się przez dziesiątki lat pogrzebać – powiedział „Codziennej” Marek Franczak, syn jednego z najsławniejszych Żołnierzy Wyklętych, Józefa Franczaka ps. Lalek. Od 2011 roku, 1 marca obchodzony jest jako Dzień Żołnierzy Wyklętych.

Powiedział Pan, że komunistyczna władza zwalczała bohaterów polskiego podziemia wszelkimi możliwymi sposobami. Znamy wiele wypadków, kiedy również ich rodziny były prześladowane, torturowane. Jak wyglądało życie w Pańskim domu?

Łatwo niestety nie było. Mama jak najdłużej starała się trzymać mnie pod kloszem, z dala od środowiska, rodziny i znajomych ojca. Z czasem zacząłem ich poznawać i coraz więcej rozumiałem. W szkole natomiast wielu nauczycieli wmawiało mi, że jestem synem bandyty, że mój ojciec jest zwykłym złodziejem i mordercą, że jestem gorszy od reszty. Każda okazja była dobra, aby mnie w ten sposób zrugać. Z powodu taty nie pozwolono mi iść do liceum, mimo dobrych wyników w nauce. Byłem zmuszony pójść do górniczej zawodówki, a ambicje schować do kieszeni. Gdy miałem 16–17 lat, intensywnie zaczęła się mną interesować ówczesna milicja, która również przypominała mi, kim jestem. Pewnego dnia w szkole wybuchł niewielki pożar, prawdopodobnie od niedopałków papierosów. Jako jeden z pierwszych schwyciłem za gaśnicę i go opanowałem. Po tej sytuacji byłem wielokrotnie wzywany na posterunek jako sprawca pożaru. Dla milicjantów to ja byłem winowajcą, ponieważ miałem „bandyckie korzenie”. Zresztą to niejedyna taka sytuacja. Nieraz bywało, że gdy jechałem na przykład na zabawę z kolegami, nasze auto było zatrzymywane przez mundurowych, a mnie siłą z niego wyciągano. Kolegom kazali dalej jechać, a ja dostawałem „pały”. Oczywiście koledzy czekali kawałek dalej. Nie zostawiali mnie, ale też nie mogli nic więcej zrobić.

Czy kiedykolwiek poznał Pan tatę?

Niestety. Chociaż była jedna sytuacja, z której pamiętam zarys sylwetki taty. Miałem kilka lat, razem z matką mieszkaliśmy niedaleko Lublina. Pewnego dnia zabrała mnie na spacer na skraj lasu. Tam widziałem postać, która patrzyła w naszą stronę, była kilkaset metrów od nas. To trwało kilka chwil, następnie tajemnicza postać weszła do lasu i zniknęła za drzewami. Domyślałem się, kto to mógł być. Jednak dopiero kilka lat później mama mi powiedziała, że to był mój ojciec, mój bohaterski tata.

Co Pan czuł, kiedy mama potwierdziła to, czego wcześniej się Pan domyślał?

Piorunujące uczucie. Po pierwsze, chciałem sobie wszystko z tamtego dnia przypomnieć. Zarys sylwetki, może twarz, otoczenie, jego wzrok. Chciałem zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Rozmyte wspomnienie to było jedyne, co miałem po tacie. Gdy człowiek za kimś tęskni i kogoś straci, to nawet jeden taki kadr jest na wagę złota. Czułem wielki żal, a jednocześnie rozumiałem, że tata musiał tak postąpić. Widziałem swoich kolegów, którzy bawili się z ojcami, widziałem szczęśliwe rodziny, bardzo mi tego brakowało. Trudno jest to opisać, ale tęsknota za nim była potężna.

Żołnierze Wyklęci są symbolem walki do końca, są ludźmi, którzy tracili życie za to, w co wierzyli, nie wiedząc, czy to poświęcenie się opłaci. Czy uważa Pan, że pamięć o nich jest odpowiednio pielęgnowana?

Wiele lat czekałem na tę sytuację. Niezłomni wrócili do świadomości Polaków, głównie za sprawą młodych ludzi. To oni, szukając swoich wzorców, odkryli to, co komuniści starali się przez dziesiątki lat pogrzebać. Jestem im wdzięczny i cieszę się, że Polska odzyskuje swoją tożsamość, oddzielając prawdziwych bohaterów od zdrajców i okupantów.

Gdyby mógł Pan chwilę porozmawiać z tatą, co by mu Pan powiedział?

Tato, jestem z Ciebie bardzo dumny. Ty i Twoi Niezłomni kompani zrobiliście dużo, ale trzeba było wyciąć więcej tej czerwonej zarazy.

źródło: http://niezalezna.pl/94673-tylko-u-nas- ... erwonej-za
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

~ekolog

Jakoś nikt z PiS nie krytykuje Szyszki jak przelewa państwowe (podatnika) pieniądze na uczelnię Rydzyka a dokładnie na wydział na którym wykłada razem z córką. PiSowaska hipokryzja.

=============================

Kierowca seicento nie dostanie na razie 150 tys. zł na nowy samochód
150 tys. zł na nowe seicento dla Sebastiana K., który uczestniczył w wypadku premier Beaty Szydło, na razie do niego nie trafi. Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, w najbliższych dniach pieniądze zostaną przelane na specjalne konto. Sebastian K. będzie miał do nich dostęp po zakończeniu postępowania prokuratorskiego.
Obrazek
Z informacji organizatora zbiórki wynika, że pieniądze nadal są na koncie pomagam.pl. To za pośrednictwem tego serwisu zbierano środki na nowe seicento. W sumie ponad osiem tysięcy osób wpłaciło łącznie 150 tys. zł.

Pełnomocnik Sebastiana K. mec. Władysław Pociej jest w kontakcie z Rafałem Biegunem, organizatorem zbiórki. - W najbliższych dniach zostanie założone konto, na które trafią pieniądze dla mojego klienta - mówi Wirtualnej Polsce adwokat. W transakcji będzie pośredniczył notariusz.

Sebastian K. nie od razu będzie mógł skorzystać z pieniędzy i - jeśli tak zdecyduje - kupić nowe seicento. - Poza tym, że hejtują mnie środowiska związane z PiS, zarzucają Sebastianowi, że chce się wzbogacić na wypadku. Dlatego pieniądze te będą do jego dyspozycji po zakończeniu postępowania przez prokuraturę - komentuje w rozmowie z nami Rafał Biegun.

- W porozumieniu z moim klientem zdecydowaliśmy, że tak będzie najlepiej. Na razie nie wiadomo, jak dokładnie zostaną spożytkowane. Rozważamy cel charytatywny - dodaje mec. Pociej.

Kilka dni temu w mediach wybuchła burza, że pieniądze ze zbiórki zniknęły. Rafał Biegun sprostował te informacje. - Te kłamstwa, że zniknąłem z pieniędzmi, to typowa zagrywka prawicowców, którzy puścili bzdurę w obieg. Tym kłamstwem chcą podważyć wiarygodność moją i tej zbiórki. Bylem cały czas dostępny, jak informowały już inne media. Kontakt ze mną zajął im kilka minut - zaznacza Rafał Biegun.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,36474,title ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Ależ buta! Rzepliński nie odpuszcza: "Waszczykowski będzie mi tworzył nową kulturę? Co on ma do powiedzenia? Gdybym go przeegzaminował..."
Obrazek
Jadł z ręki, był posłuszny. (…) Później sfiksował. Myślę, że on był zafiksowany na zostaniu sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Kilka razy ze mną o tym rozmawiał

— kpił prof. Andrzej Rzepliński z wpisu na Twitterze Kamila Zaradkiewicza.

Chodzi o ten wpis:

Później Rzepliński krytykował sposób, w jaki został wybrany ostatni sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

Jeden z przedstawicieli obozu rządzącego mówił, że muszą skończyć z biegunką legislacyjną. Częścią tej biegunki był tryb wyboru sędziego Jędrejka, obrażający godność urzędu sędziego. (…) Jędrejek? Nie znam. Prawników, którzy mają tytuł doktora habilitowanego prawa jest w Polsce dobrze ponad półtora tysiąca. Tylko ktoś o znakomitej pamięci, kto bada profesorów prawa, znałby nazwiska wszystkich

— ocenił.

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego krytykował również sytuację w TK.

Jest problem konfliktu interesów

— mówił Rzepliński, oceniając fakt, że prezes Julia Przyłębska jest żoną ambasadora RP w Niemczech.

Prof. Rzepliński nawiązał również do jednego z ostatnich słów prof. Gersdorf i jej

Taka jest uroda mediów. Coś jest wyłapane, to na ludziach robi wrażenie… Praktykujący prawników jest 100 tysięcy, prawników absolwentów studiów prawniczych jest ok. 300 tysięcy, więc awans do grupy 15 sędziów konstytucyjnych czy 90 sędziów najwyższych, czy 130 sędziów naczelnego sądu administracyjnego to szczyt kariery. Ale to ciężka katorga. (…) To chodzenie na dodatkowe zajęcia, ciężka praca w szkole, 27 lat ciężkiej pracy

— ocenił.

Kasta? Pani redaktor, sędziowie - to jest wpisane w logikę tego zawodu - są między sobą w ustawicznym sporze. (…) To kasta sędziów spierających się między sobą sędziów. Jeżeli tak, to jest to kasta w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest to najwyższej klasy grupa prawników, która poświęca się wyłącznie stosowaniu prawa

— dodawał prof. Rzepliński.

Były prezes TK odniósł się również do pomysłu bojkotu KRS, co zaproponowała prof. Gersdorf.

Sądzę, że to element dyskusji. Już powiedziałem publicznie, że jeżeli KRS miałaby być podzielona na dwie izby, to ostateczny głos musiałaby mieć ta izba sądownicza

— powiedział Rzepliński.

Pytany o wymianę zdań Witolda Waszczykowskiego i Fransa Timmermansa, prof. Rzepliński nie krył zdenerwowania.

Po co Waszczykowski wstępuje w pojedynki, będąc na z góry przegranej pozycji? Także pod kątem wiedzy… Nie jestem tego w stanie zrozumieć. W ogóle… jako minister spraw zagranicznych nie przeczytał choćby preambuły do traktatu. (…) Już nie mówię o konwencji praw człowieka, o traktacie o UE… (…) On mówi: pozwólcie interpretować ducha naszej konstytucji tak jak chcemy. W europejskiej kulturze prawnej wyznajemy wspólne wartości! To oferta państw unijnych, oparta na wspólnych wartościach, tworzonych od dwóch i półtysiąca lat. I Waszczykowski będzie mi tworzył nową kulturę? Co on ma do powiedzenia? Gdybym go przeegzaminował z treści europejskiej konwencji czy traktatu o UE, to miałby kłopot ze zdaniem!

— stwierdził.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/329707-ale ... gzaminowal
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  0 użytkowników  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM