Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Czyszczenia Trybunału ciąg dalszy. Czas na pracowników biura
Obrazek
Po wejściu w życie nowej ustawy dotyczącej Trybunału Konstytucyjnego zmieni się struktura jego biura. A to może stanowić doskonały pretekst do pozbycia się dotychczasowych pracowników.

To kolejny etap szykanowania sędziów, którzy nie godzą się na to, co PiS robi z trybunałem – słyszymy nieoficjalnie. Po wejściu w życie zmian mogą oni bowiem zostać pozbawieni najbliższych współpracowników – z pracą najprawdopodobniej będą musieli pożegnać się m.in. ich obecni asystenci.

Reorganizację biura TK przewiduje projekt ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym. To spore zaskoczenie, bo do tej pory to nie ustawodawca decydował o tym, jak wygląda struktura biura. Kolejne ustawy o TK, łącznie z obecnie obowiązującą z lipca, pozostawiały to w gestii zgromadzenia ogólnego sędziów TK. Organ ten uchwalał statut biura TK, w którym określano m.in., jakie jednostki wchodzą w jego skład.

Po wejściu w życie nowej ustawy zamiast biura TK będziemy mieli dwie nowe jednostki: „Biuro Służby Prawnej Trybunału” oraz „Kancelarię Trybunału”. W ich skład nie będą wchodziły dotychczasowe komórki. Obecny Zespół Orzecznictwa i Studiów będzie „Wydziałem Studiów nad Orzecznictwem i Analiz Prawnych”, a Zespół Wstępnej Kontroli Skarg Konstytucyjnych i Wniosków – „Wydziałem do spraw Wstępnej Weryfikacji Pism Inicjujących Postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym”. Autorzy projektu nie odpuścili nawet straży Trybunału Konstytucyjnego. W nowym porządku ma ona zostać przerobiona na „Wydział Straży Trybunalskiej”.

Więcej: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/9 ... iurze.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Zorianin62@Zorianin62


dwa ścierwojady żarły frykasy, teraz została tylko padlina do ogryzania, to był piękny sen.
-------------------
Z uk

Widzialem ich wczoraj w onecie. zero argumentacji. Same bluzgi i ponizajace okreslenia wobec wszystkich co maja inne poglady. Dno....

=================

Ależ ich to boli! Lis i Michnik nadal nie mogą pogodzić się z wyborem Polaków. "Polska się zapomniała i poszła na noc z łobuzem"
Obrazek

Jeżeli ostatnie 25 lat było snem, to był to piękny sen, z którego nigdy się nie obudzę. Zrobię wszystko, żeby ten kraj ponownie w niego zapadł. Czasem piękna kobieta się zapomina. Polska się zapomniała i poszła na noc z łobuzem, ale oprzytomnieje


—mówił Adam Michnik w programie „Tomasz Lis”, wyjaśniając przyczyny wygranych wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość i Andrzeja Dudę.

Mogło się wydawać, że rok to wystarczająco dużo czasu, by pogodzić się z porażką, zaakceptować wyniki wyborów i demokratycznie wybrany rząd. Niestety, nie w przypadku Tomasza Lisa. Redaktor gościł w swoim programie naczelnego „Gazety Wyborczej” i robił niemal wszystko, aby w końcu zrozumieć, jak do tego wszystkiego doszło. Widać, że nie przyjmuje do wiadomości, iż osiem lat rządów PO-PSL jest najprostszą odpowiedzią. Wszystko wytłumaczył mu więc Michnik.

Narodowi i kobiecie nie daruje się chwili nieuwagi kiedy uległa łobuzowi. Ja bym darował, to była chwila nieuwagi, sprzyjały temu okoliczności. (…) Klasę średnią, elity i krąg liberalnej demokracji zgubiła arogancja i przekonanie, że to co mamy jest na wieczność. (…) Byliśmy przesadnie ufni w racjonale reagowanie wielkich grup społecznych na rzeczywistość. Trzeba to spokojnie przyjąć, uczymy się na własnych porażkach

—tłumaczył naczelny „Wyborczej”.

Od pana Michnika i Lisa nauczyliśmy się nie oczekiwać zbyt wiele. Porównywanie wyboru kilku milionów Polaków do „pójścia na noc z łobuzem” potwierdza jedynie jak przez lata traktowali Polskę. Kiedy „szła na noc z łobuzami” z PO i PSL, którzy dzielili ją pomiędzy zagranicznych „łobuzów”, wszystko było ok. Polska jednak nie jest już „piękną kobietą”, z której do woli mogą korzystać panowie pokroju Lisa i Michnika. Dla naczelnego „Newsweeka” sytuacja, w której władzę sprawuje Prawo i Sprawiedliwość to niewątpliwie największa życiowa porażka, próbował to również wmówić Michnikowi. Naczelny „GW” ma jednak inne zdanie.

Przegrałem z Polską i z Polską wygram. Nie czuję się przegrany, bo ciągle mam poczucie, że żyję w kraju niepodległym, gdzie demokracja jest niszczona, ale nie jest jeszcze zniszczona

—mówił Michnik.

Lis kontynuował:

Ludzie, których uważasz za niegodnych rządzenia, rządzą. Wydaje się, że w polityce międzynarodowej maszerujemy na Wschód. Przegrałeś na wszystkich frontach.

Michnik zaprzeczył i wskazał na źródło nadziei.

Sondaże można interpretować różnie. Jeżeli podsumujesz zwolenników demokratycznego państwa prawa, to zwyciężą. Kiedy znajduję się na marszach KOD to mam poczucie, że żyje w wolnej w Polsce. (…) Znam ludzi z KOD i z opozycji, i wiem jak oni myślą, czego chcą i wiem, że zwyciężą. (…) Ta Polska, która idzie do przodu to polska parasolek i KOD, a nie Polska Kaczyńskiego.

—podkreślił.

Naczelny „Newsweeka” nie jest jednak takim optymistą.

KOD i parasolki idą do tyłu. Widzę coraz większy zamordyzm. Władza ma wszystkie zabawki, aby uprzykrzyć nam życie

—zaznaczył, dopytując: „Michnik tonie?”

Jak na razie umiem pływać, chyba nie utonę. Nie pierwsi chcą mnie utopić, ale nie wybieram się utonąć

—odpowiedział Michnik.

Wydaje się, że miną jeszcze długie miesiące, a może i lata zanim Tomasz Lis zrozumie i pogodzi się z wyborem milionów Polaków. Czekamy…

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/313810-ale ... -z-lobuzem
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Kupujesz w Biedronce i Lidlu? O tym musisz wiedzieć
Obrazek

Sieci handlowe od dłuższego czasu chwalą się polskością swoich produktów, podkreślają polskość w kampaniach promocyjnych. Jak na razie wśród liderów rynku lepiej wychodzi to Biedronce. Jest bardziej wiarygodna od Lidla.


Biedronka organizuje cykliczne kampanie wspierające polskie produkty i rodzimych producentów, w czerwcu tego roku odbyło się jej 11. wydanie pod hasłem „Wiemy, co dobre – wspieramy naszych".

Obecność w swoich sieciach polskich produktów podkreśla także niemiecki Lidl. 3 listopada kolejny raz rusza tam „Tydzień Polski". Klienci sieci kupią ryby słodkowodne z polskich stawów, polskie wędliny, nabiał czy „soki 100 proc. z polskich owoców".

Taka strategia nie dziwi. Z sondażu serwisu Ceneo.pl wynika, że aż 71 proc. badanych Polaków preferuje krajowe produkty żywnościowe. Z badań wynika ponadto, że 51 procent badanych jest skłonnych zapłacić więcej za produkt polski niż zagraniczny, a 74 procentom nie podoba się, gdy polskie marki przyjmują obco brzmiące nazwy.

A Jak jest naprawdę z polskimi produktami w zagranicznych dyskontach? Z ubiegłorocznych danych agencji badawczej ABR Sesta wynika, że w Biedronce 68 proc. asortymentu dostępnego w kategoriach FMCG, czyli dóbr szybko zbywalnych, wyprodukowano w Polsce. W przypadku sieci Lidl ich udział był znacznie skromniejszy i wyniósł 19 proc.

Dlaczego polskość jest tak ważna?

Agnieszka Górnicka, prezes firmy badawczej Inquiry wyjaśnia, że jednym z powodów stawiania sieci handlowych na polskość jest przesyt produktami zagranicznymi wśród rodzimych konsumentów. Polscy przyzwyczajeni są ponadto do polskich smaków, wybierają produkty, które znają i lubią.

- Niekoniecznie to oznacza, że preferujemy polskie marki - raczej marki, które traktujemy jak „swoje". Dotyczy to i sieci handlowych, i produktów – mówi cytowana przez portal dlahandlu.pl Agnieszka Górnicka.

Polskość Biedronki sprawdza się


Zdaniem prezes Inquiry, hasła związane z polskością najbardziej wiarygodnie brzmią w wydaniu Biedronki. Sieć – mimo iż portugalska - ma polską nazwę, polskie korzenie, jest kojarzona z reprezentacją Polski w piłce nożnej, na trwałe wpisała się w nasz krajobraz, a wielu Polaków rzeczywiście lubi chodzić tam na zakupy.

W opinii Górnickiej portugalska sieć właśnie dlatego jest liderem w Polsce, że dociera do klienta stawiając na to, co jest mu bliskie, polskie rodzime. Jeśli sieć dba o dobre relacje z konsumentami, nie przeszkadza im to, że robią zakupy w zagranicznej firmie.

- Jeśli tak na to popatrzymy, to polskość w komunikacji staje się oczywistością – podkreśla Agnieszka Górnicka.

źródło: http://www.rp.pl/Handel/310309986-Kupuj ... .html#ap-1
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

45 milionów złotych na nagrody z okazji "Dnia Pracownika ZUS". Przypomnijmy - ZUS to jeden z największych pracodawców w Polsce!
Obrazek
Gdyby ZUS traktować jako firmę, to okazałoby się, że w rankingu pracodawców zatrudniających największą ilość pracowników w Polsce, nasz narodowy ubezpieczyciel zająłby 4. miejsce. Pracuje w nim bowiem około 46,5 tys. osób (dane za 2014 rok). Warto odnotować, że prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych właśnie podjęła decyzję, aby z okazji "Dnia Pracownika ZUS" przyznać urzędnikom nagrody pieniężne w wysokości 1 tysiąca złotych brutto. Do nagrody zakwalifikowało się 45 tys. osób. Łatwo zatem wyliczyć, że pochłoną one łącznie 45 mln zł...

Powołana w lutym br. na stanowisko prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Gertruda Uścińska, właśnie podjęła decyzję, aby z okazji "Dnia Pracownika ZUS" podległym sobie urzędnikom przyznać po 1000 zł nagrody brutto. - "Prezes, w uzgodnieniu z Ministrem Finansów oraz ze związkami zawodowymi, wygospodarowała w ramach budżetu Zakładu dodatkowe środki, by nagrodzić ciężką pracę personelu" - wyjaśnia rzecznik ZUS-u Wojciech Andrusiewicz w rozmowie z tvn24bis.pl.

Problem w tym, że gdyby ZUS traktować jako firmę, to okazałoby się, że w rankingu pracodawców zatrudniających największą ilość pracowników w Polsce, nasz narodowy ubezpieczyciel zająłby 4. miejsce (za Pocztą Polską, Kompanią Węglową i siecią sklepów Biedronka). Według danych z 2014 roku pracowało w nim bowiem około 46,5 tys. osób.

Zgodnie z ujawnionymi informacjami, nagrody z okazji "Dnia Pracownika ZUS" ma otrzymać 45 tysięcy urzędników. Łatwo zatem wyliczyć, że pochłoną one łącznie 45 mln zł. Okazuje się jednak, że kwota ta to zaledwie kropla w morzu wydatków na wynagrodzenia dla pracowników ZUS. Zgodnie z informacjami opublikowanymi w corocznym "Sprawozdaniu z działalności ZUS" całkowita kwota składek i podatków jaka jest przeznaczana na wynagrodzenia, ubezpieczenia społeczne oraz inne świadczenia na rzecz pracowników w 2014 roku przekroczyła 2 mld 563 mln zł.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0339 ... ka-ZUS.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Ceny węgla szybują ostro do góry, a jego sprzedaż znowu bije rekordy. I pomyśleć, że jeszcze rok temu "eksperci" mówili, iż kopalnie to można już tylko pozamykać...
Obrazek
Z danych opublikowanych przez Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP) wynika, że wrzesień był rekordowy pod względem sprzedaży węgla wyprodukowanego w Polsce. Nasze kopalnie sprzedały go łącznie w ilości 8,4 mln ton, kiedy w poprzednich miesiącach średnia sprzedaż wahała się między 5,3 a 6,5 mln ton. Co więcej - cena węgla na światowych rynkach ostro szybuje do góry. Od kwietnia urosła już o ponad 75 proc.! I pomyśleć, że jeszcze rok temu "eksperci" mówili, iż kopalnie to można już tylko zamykać...

Monitorująca sytuację w sektorze węglowym Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) opublikowała pod koniec ubiegłego tygodnia dane, z których wynika, że we wrześniu nastąpił skokowy, nieobserwowany w poprzednich miesiącach roku, wzrost sprzedaży węgla oraz znaczące obniżenie stanu zwałów. Według ARP, we wrześniu br. wydobycie węgla zbliżyło się do 6,2 mln ton (wobec niespełna 6,1 mln ton w tym samym czasie przed rokiem), a sprzedaż przekroczyła 8,4 mln ton (wobec prawie 6,4 mln ton we wrześniu 2015 r.). Od stycznia do sierpnia miesięczna wielkość sprzedaży wahała się od 5,3 mln ton (w czerwcu) do ponad 6,5 mln ton (w kwietniu).

Co istotne - ten skokowy wzrost sprzedaży idzie w parze ze wzrostem cen węgla na światowych giełdach. Jeszcze w połowie kwietnia za 1 tonę węgla energetycznego dostarczanego do portów Amsterdam - Rotterdam - Antwerpia (tzw. węgiel "ARA") trzeba było płacić ok. 45 dolarów. Dzisiaj cena ta kształtuje się na poziomie 77-80 dolarów za tonę (skok o ponad 75 proc.).

Jeśli tak dalej pójdzie to nasz sektor górniczy może w bardzo szybkim czasie znowu stanąć na nogi, a wydobycie węgla ponownie stanie się bardzo opłacalną gałęzią gospodarki. Pozytywną perspektywę można odczytać choćby po zachowaniu akcji dwóch największych spółek węglowych notowanych na warszawskiej giełdzie. Jeszcze w styczniu za 1 walor Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) na giełdzie trzeba było płacić ok. 9 zł. Teraz kosztuje on 72 zł, co oznacza wzrost o 700%! Za 1 walor Bogdanki trzeba było płacić ok. 31 zł. Obecnie kosztuje on blisko 69 zł, co oznacza wzrost o ponad 120%.

I pomyśleć, że jeszcze nieco ponad rok temu "eksperci" mówili, iż kopalnie w Polsce to można już tylko pozamykać...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0339 ... nictwa.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Wygodne życie Marzeny K. Wyszła z aresztu i za miliony od miasta buduje sobie posiadłość na peryferiach Warszawy
Obrazek
Oskarżona Marzena K, wyszła na wolność, spokojnie żyje i buduje dla swojej rodziny bardzo wygodną posiadłość na peryferiach Warszawy. I nikt nie może, przynajmniej na razie, nic jej zrobić.

Ze stołecznego ratusza dostała już na konto niemal 40 mln zł. 18 października wyszło na jaw, że pazerna urzędniczka Ministrostwa Sprawiedliwości domaga się jeszcze 80 milionów złotych odszkodowania za teren na warszawskim Powiślu.

Nic więc dziwnego, że Marzena K. znalazła pół miliona złotych na kaucję, by szybko wyjść z aresztu.

Teraz ma nie tylko dużo pieniędzy, ale i czasu by doglądać wykończenia domu, który buduje sobie na peryferiach Warszawy


—opisuje fakt.pl.

Oskarżona Marzena K. dba żeby jej życie wyglądało zwyczajnie i nie obnosi się z tym, ile ma pieniędzy.

Jeździ nie rzucającym się w oczy suzuki, zakupy robi w jednym z popularnych dyskontów. Na nowym lokum jednak oszczędzać nie zamierza. Razem z mężem kończy budowę „komfortowego domu jednorodzinnego, niepodpiwniczonego, przeznaczonego dla 5-6 osobowej rodziny z garażem dwumiejscowym”

—opisuje tabloid.

Ładna działka w dobrym miejscu, duży dom i jego wykończenie - to daje pokaźną sumę. Marzena K. wciąż ma z czego płacić i o pieniądze nie musi się martwić. Bezkarność może się jednak szybko skończyć…

źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/31396 ... h-warszawy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Patryk Jaki o Komisji Weryfikacyjnej: "Udowodnimy, że polskie państwo nie będzie na kolanach przed grupą cwaniaków!"
Obrazek
W Polsce nie ma zgody na cenzurę. Polska jest kolebką demokracji

— powiedział wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, pytany o akcję blokowania stron promujących Marsz Niepodległości na portalach spolecznościowych.

Jak zapowiedział, jego resort będzie analizował problem pod kątem prawnym.

To co się dzieje na Facebooku i Twitterze woła o pomstę do nieba. Mogą być tam strony, które obrażają Kościół Katolicki - wulgarnie nawiązując do idelogii komunistycznej, natomiast nie może być polskich haseł patriotycznych. No coś tutaj jest nie w wporządku

— przyznał.

Będziemy się zastanawiali, co możemy zrobić. Pewnie możliwości mamy ograniczone, ale postaramy się je wykorzystać

— zadeklarował.

Myślę, że to kwestia osób, które odpowiadają za Facebook i Twitter w Polsce. Mówi się, że są sympatykami KODU. To można zweryfikować

— dodał.

Na pytanie, czy zdaniem prokuratury w Smoleńsku doszło do zamachu - Jaki odpowiedział:

Prokuratura nie wyklucza żadnej tezy, ani żadnej możliwości. Zadaniem prokuratury jest przede wszystkim przeprowadzić rzetelne śledztwo, którego do tej pory nie było. Nadal niewiele wiemy na temat tej katastrofy…

Jak tłumaczył wiceminister, przy badaniu katastrof komunikacyjnych, normą jest korzystanie z dowodów jakimi są wyniki sekcji zwłok.

Problem polega na tym, że w Rosji te sekcje zwłok fałszowano. Wychodziło z nich m.in. że śp. Przemysław Gosiewski jest wysokim blondynem. Pozamieniano ciała. Trudno, żeby dzisiejsza prokuratra nie przeprowadziła takiej ekshumacji, bo to jeden z podstawowych dowodów

— podkreślił.

My po latach przeprowadziliśmy ekshumację ciała generała Sikorskiego, dzięki czemu udało się wykluczyć teorie, które krążyły przez wiele lat , takie jak uduszenie czy otrucie. Po 60-ciu latach się dało. To dlaczego teraz ma się nie udać? Póki jest szansa powinniśmy to zrobić

— argumentował Patryk Jaki.

To co prokuratura może zrobić, to przeprowadzić te ekshumacje z wielkim szacunkiem i uszanowaniem stron. Jeżeli zależy nam na bezpieczeństwie, na prestizu polskiego państwa musimy zrobić wszystko,, by pokazać, że ono działa a nie jest teoretyczne…

— mówił.

Na pytanie, czy to właśnie on stanie na czele Komisji Weryfikacyjnej - Patryk Jaki zapewnił , że nie ma jeszcze takiej decyzji.

Nie jest wykluczone, że któryś inny wiceminister. Komisja powstanie na początku przyszłego roku. Nie uchylę się od tego, ale raczej bedzie to któryś innych z wiceministrów

— powiedział.Jak tłumaczył komisja ma uzasadnienie nie tylko w związku z aferą warszawską.

Niemal w każdym powiecie w Polsce była jakas reprywatyzacja, gdzie zniknął jakiś wielki zakład, który kiedyś świetnie się trzymał, jakiś cwaniak się na tym dorobił, setki osób straciło źródło dochodu, po drodze klepnął to jakis sąd… I na koniec mówi się nie da się nic zrobić. Teraz chcemy pokazać, że będzie inaczej

— podkreślił. Jak zauważył wstarczyła zapowiedź tej komisji, by ludzie „odświeżyli sobie pamięć”.

Hanna Gronkiewicz-Waltz nagle donosi sama do siebie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i nagle mówi, że kamienica, którą przejęła jej rodzina - być może nie została przejęta zgodnie z prawem. Słynny mecenas nagle zgłosił się do jednego z mediów. Wszyscy odświeżają sobie pamięć, bo boją się Komisji Weryfikacyjnej. Dlatego takie działania państwa mają sens

— przekonywał.

Ta Komisja będzie działała na ścieżce administracyjnej, w charakterze władzy wykonawczej. Będzie miała prawo nakladania rożnego rodzaju kar. Choć to właściwie nie będzie kara, tylko rekompensata . I jeżeli jakaś osoba stwierdzi, że jakaś osoba niesłusznie przywłąszczyła sobie majątek w ramach reprywatyzacji wartości 15 mln, to komisja będzie mogła nałożyć karę w wysokości 15 mln. Będzie sprawiedliwość? Będzie sprawiedliwość! Udowodnimy, że polskie państwo nie będzie na kolanach przed grupą cwaniaków. Bo w przypadku warszawskiej reprywatyzacji możemy mówić o mafii.

Jak zapewnił komisja będzie robiła co w jej mocy, by rozpatrzyć wszystkie zgłoszone do niej sprawy.

Ale nawet jeśli tylko cześci obywateli przywróci poczucie sprawiedliwości, to będę uważał, że bylo warto. Za czasów PO mieliśmy do czynienia jeszcze z jedną rzeczą , najbardziej haniebną - rozwinięciem skrzydeł, jeśli chodzi o „czyszczenie” kamienic. W wyniku tego wyrzucano brutalnie ludzi do piwnicy. Doszło nawet do tego, że wyrzucono 90-letniego oficera AK do piwnicy. Bo jakiś cwaniak musiał zarobić kolejne miliony. I to jest sprawa, nad którą nie można przejść do porządku dziennego. Ci wszyscy cwaniacy będą musieli stanąć przed Komisją Weryfikacyjną i opowiedzieć jak to było.

Jak tłumaczył wiceminister Komisja Weryfikacyjna będzie miała jeszcze jedno narzędzie. Otóż, jeżeli ktoś ujawni okoliczności, w jakich dochodziło do nieuczciwych repryatyzacji będzie mógł liczyć na niższą karę.

Jestem przekonany, że to jest narzędzie bedzie działało skuteczniej niż inne.

Jak dodał, trudno sprawę reprywatyzacji pozostawić sądom, gdyż część z nich sama brała udział w tym procederze.

Dlatego jest potrzebna nowa instytucja, która ma przywrócić elementarną sprawiedliwość w państwie.

— podkreślił , zapewniając że projekt ustawy dotyczący tej komisji trafi do Sejmu jeśli nie w najbliższych dniach, to tygodniach a sama komisja rozpocznie prace od przyszłego roku.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/313941-pat ... -cwaniakow
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Panika na Czerskiej!? "Wyborcza" piórem Czuchnowskiego atakuje pomysł odtajnienia zbioru zastrzeżonego i uderza w Cenckiewicza
Obrazek

Blady strach padł na „Gazetę Wyborczą” i środowiska, które tytuł z Czerskiej konsekwentnie reprezentuje. Czołowy propagandysta tytułu Adama Michnika, Wojciech Czuchnowski, atakuje pomysły IPN i uderza w wiceprzewodniczącego Kolegium IPN Sławomira Cenckiewicza. Czego tak bardzo boją się w Agorze?


Głównymi orędownikami odtajnienia są szef MON Antoni Macierewicz oraz wiceprzewodniczący Kolegium IPN, „historyk walczący”, Sławomir Cenckiewicz. Już przed wyborami Macierewicz zapowiadał ujawnienie zawartości zbioru, a gdy PiS zaczął rządzić, zrobił Cenckiewicza szefem Centralnego Archiwum Wojskowego. Historyk doradzał też PiS przy nowej ustawie o IPN, w której znalazł się zapis o likwidacji zbioru. Wszedł też w skład kolegium Instytutu, gdzie nadaje ton pracom. IPN odtajni tzw. zbiór zastrzeżony, czyli ostatnie akta komunistycznych służb specjalnych. Część działaczy prawicy uważa, że odkryje to „całą prawdę o III RP”, ożywi lustrację i przywróci zainteresowanie teczkami bezpieki.

– wyzłośliwia się w artykule pt. „Wraca lustracja, tęskniliście?” Wojciech Czuchnowski z portalu wyborcza.pl.

Autor „analizy” podważa wartość zbioru zastrzeżonego i twierdzi, że o większości akt niemal wszyscy już wiedzą. Uderza też w intencje Cenckiewicza. Widać jednak, że „Wyborcza” naprawdę ma stracha.

Tym, co w zbiorze najbardziej interesuje prawicę, są akta agentury przejętej po 1989 r. od bezpieki i nadal pracującej – już na rzecz niepodległego państwa. Według Macierewicza i Cenckiewicza są tam nazwiska, które „układ Okrągłego Stołu” chciał ukryć przed opinią publiczną, zaś ich ujawnienie będzie dziś „bombą” i „wyjaśni wiele sekretów”. Osoby znające zawartość zbioru studzą te oczekiwania, wskazując, że duża jego część to plany zagranicznych placówek dyplomatycznych, gdzie bezpieka zakładała podsłuchy, adresy tajnych lokali służb oraz akta spraw operacyjnych (niekoniecznie o politycznym charakterze) kontynuowanych po upadku PRL.

– pisze Czuchnowski w wyborcza.pl.

Czuchnowski pisząc o „pobudzona wyobraźni prawicy” oraz o „powrocie lustracji” potwierdza tylko słuszność odtajnienia zbioru. Może się bowiem okazać, że wiele tzw. autorytetów III RP, w świetle tajnych akt, autorytetami nie było, a układ „okrągłostołowy” mógł kryć agenturę w wielu instytucjach po 1989 roku. Histerie Czuchnowskiego i jego pisanina na nic tu się nie przyda. Tym razem gazeta Michnika nikt z rządzących się już nie przejmuje.


źródło: http://wpolityce.pl/polityka/314020-pan ... nckiewicza
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Sierżanty-Aspiranty

Już mnie to WKUR.... zaczyna!!! To niech im Błaszczak płaci ze swojej kieszeni, a nie zdzierać na nierobów i niedouków z moich podatków!!!! Jest dużo więcej instytucji w budżetówce gdzie te pieniądze są naprawdę potrzebne!


------------------------------

ma

Może zacznijmy rzetelnie sprawdzać chorych na zwolnieniach lekarskich wszystkich resortów policji i straży szczególnie 12na 24 godz odpoczynku niektórzy nie mają ponieważ idą do drugiej pracy jak przemęczeni idą na zwolnienie lekarskie i ciągną drugą prace na czarno . gdyby sprawdzać w jaki sposób się leczą rzetelnie napewno frekwencja zwolnień by spadała


========================

Mundurówka znów dostanie 100 proc. wynagrodzenia podczas L4. Mariusz Błaszczak chce częściowo cofnąć reformę poprzedników
Obrazek
Pracownicy służb mundurowych znów dostaną 100 proc. wynagrodzenia podczas zwolnienia lekarskiego? Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych administracji obiecał związkom zawodowym częściowe cofnięcie reformy poprzedników. - Była krzywdząca dla funkcjonariuszy - ocenia Błaszczak.

Zmiany w wynagrodzeniu pracowników tzw. mundurówki podczas choroby oficjalnie ogłosił Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji podczas spotkania ze związkowcami.

- W ciągu roku w 100 procentach będzie płatne 30 dni zwolnienia lekarskiego funkcjonariuszy - zapowiedział szef MSWiA na Forum Dialogu Społecznego pod koniec października. To właśnie na forum minister cyklicznie spotyka się ze związkowcami i omawia ich postulaty.

W końcu przychylił się do jednej z głównych próśb - przywróci pełnopłatne zwolnienia lekarskie, choć tylko w pewnym zakresie. Zdaniem Błaszczaka, reforma jego poprzedników była dla funkcjonariuszy krzywdząca. I krzywdy czas naprawić. Jak szybko? "Niezwłocznie".
O obietnicy Błaszczaka pierwsza napisała "Gazeta Wyborcza". MSWiA nie kryje się jednak ze swoimi zapowiedziami - potwierdza je na oficjalnych stronach. Propozycja podoba się również związkowcom.

Dlaczego Platforma Obywatelska i PSL zdecydowały się na reformę? Niektórzy funkcjonariusze zbyt często wykorzystywali przywileje. I podczas chorobowego jeździli na wakacje lub nawet szukali innej pracy. Jak wynika z rządowych raportów z tamtego okresu - z prawie 100 tysięcy policjantów codziennie średnio 6 tysięcy przebywało na zwolnieniu chorobowym. 6 proc. stanu kadrowego policji było po prostu niedostępne, a otrzymywało pełne wynagrodzenia.

Dla porównania niemundurowi pracownicy chorują ponad czterokrotnie rzadziej. Na prawie 10 mln pracujących w 2015 roku stale na zwolnieniu lekarskim przebywało tylko około 1,3 proc. pracujących.

O tym, że w mundurowce spora część funkcjonariuszy naciągała pod siebie przepisy świadczą również statystyki z okresu po wprowadzeniu zmian. Gdy policjanci zaczęli dostawać 80 proc. wynagrodzenia podczas choroby - rzadziej zaczęli brać zwolnienia lekarskie. Jak podawało dwa lata temu MSWiA, w ciągu pierwszych trzech miesięcy działania ustawy, czyli od 1 czerwca do 31 sierpnia 2014 r. - liczba policjantów, przebywających na zwolnieniach lekarskich, spadła nagle o 30 proc.

Rząd kilkukrotnie ogłaszał sukces tej reformy. "Nowelizacja ustawy L-4 pozwoliła na znaczące ograniczenie zwolnień lekarskich funkcjonariuszy. Już pierwsze dane dot. zwolnień lekarskich po 1 czerwca 2014 roku, zarówno kwartalne, jak i półroczne, wskazywały jednoznacznie na pozytywny trend. Dzięki zmianom, w służbie obywateli pozostawało więcej funkcjonariuszy" - napisano w komunikacie MSWiA po roku obowiązywania ustawy.

Codziennie na służbie było w całej Polsce więcej o 1,8 tys. policjantów. Warto podkreślić, że pieniądze nie zostały wciągnięte przez budżet na inne wydatki, tylko zostały w policji. Oszczędności przeznaczane zostały w całości na nagrody w ramach funduszu nagród i zapomóg.

W tej chwili sto procent uposażenia za zwolnienia lekarskie wypłaca się od dwóch lat tylko w specjalnych sytuacjach, m.in. z powodu choroby mającej związek ze służbą, wypadków podczas służby i chorób zawodowych, wypadków w drodze do służby lub ze służby, lub choroby przypadającej w czasie ciąży. I właśnie to chce zmienić minister Błaszczak. Związkowcy zarzuty rządu Donalda Tuska nazywają tylko "czarnym PRem", na którym nikt nie skorzystał. Osłabić się miało z kolei zaufanie do służb mundurowych.

Na pomysł przychylnym okiem patrzą również związkowcy. Związki w tym wypadku postulowały jednak, by przywrócić 100-procentowe wynagrodzenie na chorobowym przez okres aż 90 dni. Jak pisaliśmy w money.pl - 5 lipca do MSWiA wpłynęło pismo szefa NSZZ Policjantów Grzegorza Nemsa, w którym zwrócił się do ministra Błaszczaka o "podjęcie stosownych prac" w kwestii przywrócenia pełnego uposażenia funkcjonariuszy w przypadku zwolnienia lekarskiego.

Więcej: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 82484.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Fundacja, która żyje z publicznych dotacji, szkoli ludzi z innych fundacji, jak wnioskować o publiczne dotacje na fundacje... Tak wygląda wzorcowe zapętlenie systemu!
"Zdecydowana większość tych różnych fundacji i NGO-sów, to bezczelne wyłudzanie i marnowanie pieniędzy podatników w imię szczytnych haseł" - w taki sposób prof. Stanisław Żerko ocenił ostatnie doniesienia medialne nt. milionowych dotacji przekazywanych fundacjom, w których władzach zasiadają ludzie sympatyzujący z KOD/PO. Czy prof. Żerko ma rację? Należy sobie uświadomić, że niektóre z tych fundacji biorą publiczną kasę, aby szkolić ludzi z innych fundacji, jak brać publiczną kasę na fundację...

Przypomnijmy - zarządzana przez Jerzego Stępnia "Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej" otrzymywała od rządu PO-PSL gigantyczne dotacje na działalność. W 2011 roku otrzymała od ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego 2,59 mln zł dotacji. Rok później Boni był jeszcze bardziej hojniejszy - przekazał bowiem dotację w wysokości 6,46 mln zł. W 2013 roku minister Rafał Trzaskowski przekazał dla ww. fundacji 6,23 mln zł. Rok później minister Andrzej Halicki przelał na konta fundacji Stępnia kwotę 1,45 mln zł. Łącznie w latach 2011 - 2014 z Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji "Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej" otrzymała w dotacjach około 17 mln zł.

Prof. Stanisław Żerko w sposób dość jednoznaczny wyraził się na temat funkcjonowania sponsorowanych przez podatnika fundacji. Poniżej screen z jego twittera:
Obrazek
Warto zauważyć, że na stronie internetowej wspominanej powyżej "Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej" widnieje propozycja szkolenia pt. "Jak przygotować wniosek o dotację do m.st. Warszawy". Zgodnie z tym, co możemy przeczytać szkolenie przeznaczone jest dla organizacji działających na rzecz mieszkańców Warszawy, a jego zakres merytoryczny dotyczy "nowej procedury konkursowej, nowym formularzom wniosku o dotację oraz sposobom korzystania z generatora w jakim organizacje będą składać wnioski o dotacje".

Dokonując pewnego uproszczenia można powiedzieć, że mamy do czynienia z pięknym zapętleniem się systemu. Oto bowiem fundacja, której jednym z głównych źródeł utrzymania są dotacje (publiczna kasa), szkoli ludzi z innych fundacji, jak brać dotacje (publiczną kasę) na funkcjonowanie fundacji...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0339 ... ndacji.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Kiedy inflacja zniszczy nasze oszczędności?
Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad zadłużenie globalne na poziomie osobistym, korporacyjnym oraz rządowym dosłownie eksplodowało. W teorii im bardziej jesteśmy zadłużeni, tym instytucje finansowe mają nad nami większą kontrolę. Obecnie jednak dług doszedł do takich rozmiarów, że potencjalne bankructwa są w stanie zagrozić systemowi monetarnemu.

Aby przeprowadzić kontrolowane bankructwa i podnieść poziom centralizacji planowano postraszyć nas wariantem cypryjskim na masową skalę. Decyzje odnośnie kształtu przyszłego systemu monetarnego nie mogą zapaść bez poprzedzającego je kryzysu. Ostatecznie, jeżeli ludzi postraszy się wystarczająco skutecznie, sami domagają się, aby rząd „coś z tym zrobił”.

Kradzież oszczędności na masową skalę ma jednak ogromną wadę. Wzbudza powszechny gniew społeczeństwa. Jeszcze na fali niezadowolenia do władzy mógłby dojść prawdziwy reformator, który obnażyłby, jak działa system. Dodatkowo, społeczeństwo, któremu przystrzyże się oszczędności, naturalnie zwraca się w kierunku gotówki, a walka z nią wydaje się celem nadrzędnym.

Długi są jednak długami. Ich nagromadzenie zagraża ciągłości systemu. Ich wysokość należy więc zredukować do poziomów, przy których będzie można przeprowadzić dalsze reformy, podnoszące poziom władzy nad walutą. Skoro bezpośrednia redukcja długów za pośrednictwem Bail-in’ów okazała się zbyt ryzykowna, należało skorzystać z innego rozwiązania - wysokiej inflacji.

Od roku 2008 banki centralne podejmowały różne działania, żeby wywołać inflację. Zwiększano podaż waluty na poziomie banków centralnych, ale większość nowowykreowanych środków płatniczych pozostawała w bilansach banków. Stopy procentowe zredukowano do zera, aby z jednej strony zmusić społeczeństwo do wydawania oszczędności, a z drugiej ułatwić rządom zapanowanie nad kosztami obsługi horrendalnego długu.

Inflacja dwucyfrowa się jednak nie pojawiła, a taka jest konieczna, aby dług rzeczywiście zaczął się dewaluować. Jeżeli długu nominalnie przybywa o 3% - 5% rocznie (odsetki + deficyt budżetowy), a jednocześnie mamy rzeczywistą 10% inflację, to w ujęciu realnym zadłużenie spada 5%- 7% rocznie. Jeden rok oczywiście niczego nie zmieni, ale na przestrzeni dekady można osiągnąć pożądany efekt.

Wiele sygnałów wskazuje właśnie na to, że banki centralne wybrały destrukcję waluty, aby obniżyć wartość długu do poziomów, przy których spadnie ryzyko zapaści całego systemu. Jeżeli mam rację, to na przestrzeni kolejnej dekady utrzymane zostaną praktycznie zerowe stopy procentowe, przyśpieszy dodruk i co ważne, zostanie on przeznaczony na finansowanie deficytów tak, aby jak najwięcej waluty rzeczywiście trafiło do ludzi. Case Japonii z dodrukiem niepodnoszącym zadłużenia (perpetual bonds) opisywany w oddzielnym artykule, stanie się nowym standardem.

Jakich konsekwencji możemy oczekiwać?

a) Musimy zdać sobie sprawę, że odsetki od lokat, czy tzw. bezpiecznych obligacji nie będą nam w stanie zrekompensować inflacji, nie mówiąc już o zyskach.

b) Większość tzw. bezpiecznych funduszy zobligowana jest do inwestowania głównie w obligacje, aby ograniczyć ryzyko. Dzięki prawnym regulacjom oraz interwencjom banków centralnych obniżających rentowność obligacji, fundusze te nie będą w stanie utrzymać siły nabywczej naszych oszczędności, o zyskach nie wspominając. Już dziś wielu zarządzających funduszami inwestycyjnymi szuka bezowocnie inwestycji generujących dochód na poziomie chociażby 3%.

Jest to tragiczne, zwłaszcza że jeszcze 10 - 15 lat temu zysk rzędu 5% powyżej inflacji nie wiązał się praktycznie z żadnym ryzykiem. Dziś o takich zwrotach można zapomnieć. Przyszłość zapowiada się jeszcze gorzej.

c) Spadnie realna siła nabywcza emerytur i rent. Rządy co roku rewaloryzują stałe świadczenia o wartość inflacji CPI, która nijak ma się do rzeczywistego wzrostu cen. Absolutnie nie ma co liczyć na to, że urealni się metodologia liczenia inflacji lub świadczenia będą rosły powyżej inflacji. Gdy w zeszłym roku w Wenezueli MFW wskazywał na 70% inflację, dane rządowe mówiły o co najwyżej 30%. Owe 40% stanowi bardzo znaczącą różnicę, zwłaszcza jeżeli o tyle spada siła nabywcza świadczeń wypłacanych przez rząd. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: rządy, nawet zbankrutowane, będą wypłacać emerytury, ale ich siła nabywcza znacząco spadnie w stosunku do obecnych poziomów.

Skoro pieniądz się dewaluuje, to nic tylko zaciągać kredyty :-)

Więcej: http://independenttrader.pl/kiedy-infla ... sci-1.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

generał

Winnych zamknąć. Konfiskata majątków z tych pieniędzy uzupełnić straty przedsiębiorstw. Wieś Chobielin z pałacem buca sikorskiego pod młotek.

-------------------------

Humanista

Dlaczego te zera odpowiedzialne za takie straty nie są w więzieniu. Tonie jest głupota, to jest celowe działanie zdrajców. Zabrać majątki, pozbawić obywatelstwa...

========================
PGZ ujawnia kolejne przekręty w polskim przemyśle zbrojeniowym! PO i PSL omal nie zniszczyły polskiej stoczni. Straty idą w miliony!
Obrazek

Do końca tego tygodnia złożymy doniesienie do prokuratury w sprawie kontraktu na budowę statku naukowo – badawczego „Oceanograf”, dla Uniwersytetu Gdańskiego podczas rządu koalicji PO-PSL – poinformował prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) Arkadiusz Siwko. Wadliwie podpisany kontrakt miał doprowadzić do strat finansowych gdyńską stocznię Nauta. Straty szacowane są na ok.16,5 mln zł.


Pomimo braku zgody rady nadzorczej, podpisano umowę ze stocznią Nauta opiewającą na kwotę 33,2 mln zł. Bez możliwości dodatkowego wynagrodzenia, która powinna zostać ustalona dopiero po badaniach modelowych. W kontrakcie zapisano także, że wszelkie dodatkowe koszty wynikające później z konieczności zmiany wymiarów i kształtu kadłuba zostaną pokryte przez wykonawcę czyli stocznię Nauta. Rzeczywiście w trakcie realizacji kontraktu renegocjowano umowę. Uniwersytet Gdański stwierdził na podstawie negatywnego wyniku badań modelowych, że potrzebny będzie statek o 9,5 m dłuższy. W efekcie koszt budowy wzrósł o 14 mln zł., którym obciążono stocznię Nauta. Aneks oraz protokół konieczności zostały podpisane pomimo negatywnej opinii kierownika projektu. W sumie wadliwie podpisany kontrakt doprowadził do strat finansowych stoczni Nauta z Gdyni szacowane na 16,5 mln zł.

Sprawa tej niekorzystnej umowy wypłynęła przy okazji audytu jaki przeprowadził nowy zarząd PGZ. Główne wnioski z przeprowadzonej kontroli to brak stabilizacji i koncepcji funkcjonowania polskiego przemysłu obronnego w latach 2009-2015, co miało znacząco osłabić pozycję rynkowa krajowych zakładów przemysłu obronnego jako dostawców uzbrojenia i sprzętu dla resortu obrony.

Waldemar Skowron, prezes zarządu grupy MESKO jako przykład braku troski koalicji PO i PSL podaje zakłady zbrojeniowe w Pionkach. W 2011 r. zadłużenie tej fabryki amunicji osiągnęło wartość przekraczającą 35 mln zł. Zwolniono wszystkich pracowników. Gdyby dopuszczono do upadku ZPS Pionki nie mielibyśmy polskiej amunicji m.in. do czołgów Leopard i nie byłoby mowy o realizacji kontraktu podpisanego z Jordanią.

Polska byłaby całkowicie uzależniona od dostaw prochu od zagranicznych producentów upadłość tych zakładów zablokowałaby nasz eksport. Następnym przykładem nieprzemyślanych decyzji rządu PO i PSL było doprowadzenie do upadłości zakładów Zachem SA, która spowodowała do dzisiaj trwające perturbacje i zadłużenie firmy NITRO-CHEM Bydgoszcz, jedynego producenta materiałów wybuchowych. Dzisiaj zadłużenie tej firmy sięga 30 mln zł.

– twierdzi prezes Skowron z MESKO S.A.

Jak zapowiada prezes PSG w tej chwili przygotowywane są plany pomocy oraz zamówień dla wszystkich polskich stoczni.

Obecnie wszystkie stocznie walczą o ten sam kontrakt. Teraz ma się to zmienić, każda ze stoczni dostałaby część zamówienia. Chcemy również udzielać pomocy finansowej stoczniom w postaci pożyczek.

– dodaje Siwko prezes PZG.

W ramach nowego Planu Modernizacji Technicznej w latach 2017-2022 nakłady na dostawy uzbrojenia i sprzętu dla wojska mają wynieść 100 mld zł.

Szymon Szadkowski

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/314110-nas ... -w-miliony
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Były oficer WSI skazany za wyprowadzanie milionów ze SKOK "Wołomin". Za kratami spędzi 5 lat
Obrazek
Piotr P. były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych i główny oskarżony o wyprowadzenie milionów z SKOK Wołomin, został właśnie skazany w aferze Fundacji „Pro Civili” — informuje portal tvp.info.

Wyrok w sprawie fundacji „Pro Civili” zapadł przed Warszawskim Sądem Okręgowym. Najwyższą karę otrzymał Piotr P., były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych.

Sąd skazał go na karę łączną 5 lat pozbawienia wolności i 180 stawek dziennych grzywny po 150 złotych, orzekł też obowiązek naprawienia szkody wyrządzonej dwoma przestępstwami w kwotach 2 093 236,99 złotych i 1 467 225,61 złotych

-– informuje sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie.

Razem z Piotrem P. skazani zostali inni bohaterowie głośnej afery lat 90. ubiegłego wieku. Na 5 lata bezwzględnego więzienia sąd skazał m.in. Krzysztofa W., byłego prezesa Fundacji „Pro Civili”.

Jak wynika z raportu z weryfikacji WSI, na początku lat 90. Piotr P. wszedł w skład specjalnego zespołu, który rozpracowywał środowiska partii prawicowych. W 1995 roku odszedł ze służby i zajął się biznesem. Rok później trafił do „Pro Civili” założonej przez dwóch obywateli Austrii.

„Fundacja została założona 5 lipca 1994 roku z kapitałem założycielskim 300 tys. starych zł. Miała zajmować się ochroną pracowników i funkcjonariuszy służb państwowych i samorządowych oraz działaczy”

—można przeczytać w raporcie z weryfikacji WSI. Austriacy założyli w Polsce i za granicą sieć spółek, które później służyły do wyprowadzenia pieniędzy z polskich banków.

Ważnym ogniwem w całym procederze była Wojskowa Akademia Techniczna, z którą współpracowała fundacja.

„Znaczna część transakcji z udziałem WAT i Fundacji >>Pro Civili<< była operacjami gospodarczymi mającymi pozorny charakter. Ich jedynymi celami było wyłudzenie wielomilionowego zwrotu podatku VAT, uzyskanie kredytów bankowych oraz sprzedaż bankom wierzytelności z umów leasingowych”

-– czytamy w aneksie z weryfikacji WSI.

„Proceder polegał na podpisywaniu przez CUP WAT umów wieloletnich na dostawę towarów bądź świadczeń usług na rzecz WAT z różnymi spółkami. Znaczna część z nich miała bardzo bliskie powiązania z Fundacją „Pro Civili”

—wskazano w dokumencie.

Proceder był prosty. Spółki zakładane przez osoby związane z decydentami fundacją podpisywały umowy z WAT, lub wystawiały uczelni faktury za zakup konkretnych usług bądź produktów. Wszystko kończyło się jednak na etapie faktury lub umowy, z którymi przedstawiciele spółek szli następnie do banku PKO BP i na ich podstawie brali kredyty. Jak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, wyłudzono w ten sposób 113 mln zł.

Kiedy przedstawiciele PKO BP zorientowali się, że mogli stracić pieniądze, zgłosili się do WAT. Uczelnia wyparła się jednak umów i faktur. Bank został z niczym, pieniądze zaś poprzez łańcuszek firm zostały wyprowadzone do rajów podatkowych. Część spółek, które brały udział w karuzeli, zostało założonych przez obcokrajowców, w tym obywateli byłych republik ZSRR.

W przypadku Piotra P. prokuratura ustaliła, że w 1998 roku reprezentując spółkę Olbart zawarł z PKO BP dwie umowy na przelew 3,6 mln zł wierzytelności z umów leasingowych zawartych z WAT. Cała transakcja była fikcją.

Piotr P. został oskarżony o wyłudzenie 2,093 mln zł i 1,543 mln zł na szkodę PKO BP SA

-– informuje prok. Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W czasie kiedy kwitł proceder związany ze spółkami powiązanymi z „Pro Civili”, WAT formalnie podlegała ochronie kontrwywiadowczej WSI. W 2014 roku tygodnik „Wprost” opisał dokumenty, które mogły posłużyć do napisania aneksu z weryfikacji WSI.

„Wojskowe Służby Informacyjne, które odpowiedzialne były za kontrwywiadowczą osłonę technologii rozwijanych w ramach projektów badawczych na WAT, same przekazywały je w obce ręce. Odpowiedzialność za to ponosi nie tylko ówczesny szef WSI, ale także były szef MON. Bronisław Komorowski w sposób szczególny traktował wszystkie kwestie związane z WAT i interesami uczelni. Działo się tak zwłaszcza w okresie, gdy kierownictwo we WSI sprawował gen. Tadeusz Rusak”

-— pisał w 2014 roku we „Wprost” Cezary Bielakowski.

W raporcie z weryfikacji WSI, gdzie również opisany jest ten wątek, rola byłego prezydenta nie została tak dobitnie przedstawiona, jak w notatkach do których dotarli dziennikarze tygodnika.

Na „Pro Civili” działalność Piotra P. się jednak nie skończyła. Kiedy w 2000 roku śledztwo w sprawie fundacji prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, były oficer WSI trafił do rady nadzorczej SKOK Wołomin. Po latach okazało się, że z kasy zniknęło ponad 800 mln zł. Pieniądze wyprowadzono dzięki lewym kredytom. Mózgiem całej operacji miał być Piotr P.

W czerwcu 2016 roku Wydział do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie wysłała do warszawskiego sądu akt oskarżenia wobec byłego oficera WSI. Śledczy zarzucają mu kierowanie grupą przestępczą wyłudzającą kredyty.

W sumie prokuratorzy przypisują mu 310 kredytów z SKOK Wołomin na kwotę 436 mln zł. Kredyty były udzielane na podstawione osoby, często posługujące się fałszywymi dokumentami potwierdzającymi ich zatrudnienie.

Prokuratura i CBŚ nadal sprawdzają co stało się z pieniędzmi, które wyparowały z banku. Jedna z hipotez, którą rozważają śledczy mówi, że zostały wytransferowane do rajów podatkowych.

źródło: http://wpolityce.pl/kryminal/314171-byl ... edzi-5-lat
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Manipulacje i błędy! Znamy szczegóły raportu polskich ekspertów, którzy analizowali rosyjskie sekcje zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej
Obrazek
Portal wPolityce.pl dotarł do szczegółów raportu, który wykonali eksperci Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, analizujący rosyjską dokumentację sekcji zwłok katastrofy smoleńskiej. Rosyjskie sekcje okazały się szokującą kpiną! Okazuje się, że Rosjanie nie wpisywali stanów po przebytych chorobach, nie przeprowadzali wszystkich niezbędnych czynności sekcyjnych lub wpisywali w sekcję narządy, których zmarli nie posiadali. Błędy dotyczą 90 proc. ofiar smoleńskich.

Ciała ofiar tragedii smoleńskiej przywieziono do Polski w zaplombowanych przez Rosjan trumnach. Rodzinom zakazano ich otwierać, mimo zgłaszanych już wtedy przez bliskich ofiar wątpliwości dotyczących rzetelnego przeprowadzenia oględzin ciał w prosektorium w Moskwie. Zastrzeżenia potwierdziła analiza dostarczonej przez Rosjan dokumentacji sądowo-medycznej, dokonana przez ekspertów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Ogólne założenia raportu przedstawiła w ubiegłym tygodniu Polska Agencja Prasowa. Portal wPolityce.pl poznał dokładne zarzuty polskich ekspertów wobec rosyjskich odpowiedników. Oto ich główne ustalenia:

1. W przypadku 41 osób brakuje opisu stanów po przebytych zabiegach medycznych, są np. opisywane narządy, których zmarli nie mieli, ponieważ za życia usunięto je podczas operacji.

2. W przypadku 48 osób stwierdzono błędne rozpoznanie obrażeń albo ich wzajemnie sprzeczny opis.

3. W przypadku 35 osób zaniechano niektórych czynności sekcyjnych.

4. W przypadku 6 osób jest sprzeczny opis ciał lub poszczególnych narządów na kolejnych etapach badania.

5. W przypadku 7 osób mamy do czynienia z fałszywymi opisami czynności sądowo-medycznych, z których wynika np., że sekcje były wykonywane wcześniej niż zewnętrzne oględziny ciała.

Z kolei jak w ubiegłym tygodniu ustaliła Polska Agencja Prasowa, spośród dziewięciu ofiar katastrofy, których ekshumacje dotąd przeprowadzono, aż w sześciu przypadkach doszło do zamiany ciał. Dotyczyły tak znanych osób, jak były prezydent Rzeczypospolitej na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, jedna z założycielek „Solidarności” Anna Walentynowicz i kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej ksiądz Zdzisław Król. Ujawniono też przypadki bezczeszczenia zwłok. W ciałach ofiar Rosjanie zaszywali takie przedmioty, jak niedopałek papierosa, fragment plastikowego kubka i gumowe rękawiczki.

Wszystkie te informacje tylko potwierdzają potrzebę ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej. W obliczu szokujących błędów sekcyjnych, których dopuścili się rosyjscy lekarze, jest ona niezbędna dla dobra prowadzonego śledztwa.

źródło: http://wpolityce.pl/smolensk/314251-man ... molenskiej
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Coraz więcej Polaków choruje na niby. ZUS odzyskał 195 mln zł. za lewe zwolnienia z pracy
Obrazek
W 2014 roku na zwolnieniu lekarskim Polacy przebywali 212 milionów dni, co wygenerowało koszty 13,5 mld zł. W 2015 roku absencja chorobowa trwała już 266 milionów dni, a więc jej koszty mogły wynieść prawie 17 mld zł. Firmy, w których absencja kształtuje się na średnim poziomie około 5 proc., wydają na koszty z nią związane nawet od 3 do 4,5 tys. zł. rocznie w przeliczeniu na jednego pracownika.

To wydatki większe o prawie 26 proc – podkreśla Mikołaj Zając z firmy Conperio. Jakie jednak dokładnie są koszty absencji – nie wiadomo, bo nie można ich w pełni oszacować. Można posługiwać się danymi GUS, ZUS lub Eurostatu, ale nie uwzględniają one kosztów rekrutacji lub przeszkolenia nowych pracowników zastępujących na danym stanowisku chorych kolegów, kosztów zlecenia wykonania określonych produktów lub usług na zewnątrz, kosztów wynikających z opóźnionej lub niewykonanej pracy czy obsługi administracyjnej zwolnień. Dlatego tak ważne jest, by skutecznie wykrywać przyczyny absencji i tam, gdzie to możliwe – eliminować je - twierdzi Zając z Conperio.

Diagnoza przyczyn absencji

Absencja chorobowa dotyczy głównie takich gałęzi gospodarki jak przetwórstwo przemysłowe oraz handel. Co ważne, jej powodem wcale nie muszą być wypadki przy pracy. Eksperci z Conperio informują, że często wskazywaną przyczyną są choroby układu kostno-stawowego, mięśniowego i tkanki łącznej (14,7 proc. dni absencji ogółem w skali roku), choroby układu oddechowego (12,8 proc.) czy choroby układu nerwowego (8,5 proc.).

Warto też zwrócić uwagę na dane Eurostatu, który wśród powodów absencji chorobowej wymieniają również stres. W ciągu roku może on odpowiadać za około 20 dni nieobecności pracownika w pracy. Kolejne ciekawe informacje można znaleźć w publikacjach Centralnego Instytutu Ochrony Pracy. Z danych, które Instytut przytacza wynika, że 25 proc. Polaków, w ciągu ostatnich 12 miesięcy, zaraziło się chorobą, taką jak na przykład grypa, od swoich współpracowników, którzy pomimo infekcji przychodzili do pracy. Zjawisko przychodzenia do pracy pomimo choroby nazywa się prezenteizmem i to właśnie może być przyczyną zwiększonej absencji chorobowej, ponieważ ostatecznie na zwolnienie lekarskie pójdą zarówno nowo zarażeni, jak i ci, którzy infekcję rozprzestrzenili w pracy.

Powyższe dane wskazują, jak ważna jest kontrola absencji chorobowej. Poprzez efektywne monitorowanie i próby zdiagnozowania jej przyczyn można znacząco ograniczyć liczbę pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim, a nawet przyczynić się do poprawy stanu ich zdrowia ogólnego.> twierdzi Zając z Conperio.

Jak zapobiegać absencji?

Pracodawcy mogą starać się ograniczyć absencję chorobową na wiele sposobów. Może to być m.in. tworzenie zdrowych i bezpiecznych warunków pracy, większe angażowanie się w sprawy BHP, sprawna komunikacja kierownictwa z resztą zespołu, lepszy proces planowania, zakupów, zapewnienie pracownikom lepszego dostępu do pomocy medycznej, wprowadzenie elastycznych godzin pracy lub bardziej optymalne rozmieszczenie narzędzi pracy – dodaje Mikołaj Zając z Conperio >

Rozwiązania są różne i zależą od przyczyn nieobecności pracowników w pracy.

-Sztuką jest ich zidentyfikowanie, opisanie za pomocą wskaźników statystycznych i przedstawienie w formie raportu wraz z wnioskami pomagającymi ograniczyć absencję – Zdarzają się przypadki, w których wystarczy porozmawiać z pracownikami, by zidentyfikować problem. Czasem trzeba przeprowadzić bardziej szczegółowy audyt. Warto się na to zdecydować, bo odpowiednio dobrane działania w tym zakresie mogą ograniczyć wydatki przedsiębiorstwa ponoszone w związku z absencją od kilku do nawet 70%. – tłumaczy Mikołaj Zając z Conperio.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/30489- ... ia-z-pracy
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Google [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM