Nowy(a) na forum


Jeszcze nigdy nie widziałem tak zdenerwowanej HGW. "Chmielna 70 to wierzchołek góry lodowej"

—mówił w rozmowie z portalem wPolityce.pl - poseł PiS Jarosław Krajewski.
wPolityce.pl: Wydaje się, że na horyzoncie nie ma nikogo, kto wsparłby Hannę Gronkiewicz-Waltz w tej kryzysowej sytuacji. Prezydent Warszawy ulegnie naciskom i poda się do dymisji?
Jarosław Krajewski: Od chwili kiedy zostałem wybrany radnym Warszawy w 2006 roku, obserwowałem niejedną sytuację kryzysową w warszawskim Ratuszu i jeszcze nigdy nie widziałem tak zdenerwowanej Hanny Gronkiewicz-Waltz jak dziś. Podczas piątkowej konferencji stosowała te same PR-owe sztuczki, jak Donald Tusk kiedy był prezesem Rady Ministrów.
Propozycje prezydent Warszawy są zdecydowanie spóźnione, a przede wszystkim są próbą odwrócenia uwagi od osobistej odpowiedzialności konkretnych osób ze środowiska Platformy Obywatelskiej. Hanna Gronkiewicz-Waltz jest prezydentem miasta od grudnia 2006 r. dlatego ponosi pełną odpowiedzialność za kształt reprywatyzacji w Warszawie. To ona bezpośrednio nadzorowała przez kilka lat Biuro Gospodarki Nieruchomościami. W mojej ocenie afera reprywatyzacyjna jest jednym z najpoważniejszych kryzysów politycznych w Warszawie.
Pani prezydent przez ostatnie 10 lat zbyt mało czasu poświęcała na codzienne zarządzanie Warszawą. Hanna Gronkiewicz-Waltz oprócz prezydentury zajmowała się dodatkową działalnością zarobkową, jak i sprawowaniem funkcji wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej. Dziennikarze wielokrotnie wskazywali, że w Ratuszu rządzi tzw. dyrektoriat. Polegał on na znacznej samodzielności w podejmowaniu decyzji przez dyrektorów biur w warszawskim ratuszu, czego przyczyną było zbyt małe zaangażowanie w zarządzanie miastem przez Hannę Gronkiewicz-Waltz.
Można przypuszczać, że gdyby zaprzyjaźnione z HGW media nie odwróciły się od niej, sprawy by nie było. Nie zaskoczyła Pana zmiana kursu przez „TVN” i „Gazety Wyborczej”?
Niezależnie od redakcji i poglądów politycznych nikt nie chce bronić sprawy beznadziejnej. Myślę, że po publikacjach prasowych każda osoba, która przeczytała artykuł dot. działki przy ul. Chmielnej 70 nie miała żadnych złudzeń, że podjęto skandaliczną decyzję. Należy podkreślić, że Ministerstwo Finansów informowało Ratusz przed wydaniem decyzji o zwrocie tej nieruchomości, o tym że obywatel Danii jako przedwojenny współwłaściciel nieruchomości uzyskał już stosowne odszkodowanie za działkę przy ul. Chmielnej 70.
Trudno jest uwierzyć, że urzędnik miasta stołecznego Warszawy podejmując tak istotną decyzję dotyczącą zwrotu działki w samym centrum stolicy, nie konsultował jej z Panią prezydent. Wszystko wskazuje na to, że Hanna Gronkiewicz-Waltz wiedziała, że w jej imieniu urzędnik Biura Gospodarki Nieruchomościami podjął taką decyzję. Jest to jednak kwestia wymagająca uzyskania dalszych wyjaśnień ze strony ratusza.
Pan Ryszard Czarnecki nazwał Gronkiewicz-Waltz „matką chrzestną warszawskiego układu”…
Już od dłuższego czasu pojawiało się coraz więcej informacji o kulisach dzikiej reprywatyzacji. Zgadzam się z tymi osobami, które twierdzą, że sprawa działki przy ul. Chmielnej 70 może być wierzchołkiem góry lodowej.
Prawo i Sprawiedliwość ma już swojego potencjalnego kandydata na prezydenta Warszawy?
Rozmowa na ten temat jest przedwczesna. Myślę, że zamiast spekulacji medialnych należy skoncentrować się na tym, aby afera reprywatyzacyjna została wyjaśniona. W tym zakresie liczę na działanie niezależnej prokuratury oraz Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Wierzę w to, że odpowiednie instytucje państwa zareagują na kolejne informacje, które są ujawniane przez media.
źródło: http://wpolityce.pl/polityka/306160-nas ... j?strona=2

Samobójcza strategia Platformy. Obrona Hanny Gronkiewicz-Waltz może być gwoździem do trumny Grzegorza Schetyny

Obrona Hanny Gronkiewicz- Waltz pokazuje jak daleko obecna Platforma Obywatelska odeszła od sposobu funkcjonowania z czasów Donalda Tuska. W sytuacji kryzysu zamiast „ucieczki do przodu” mamy „pójście w zaparte”. Co musi zaowocować konsekwencjami.
Po dzisiejszej konferencji prezydent Warszawy właściwie trudno było spodziewać się wiele więcej. Już pierwsze sygnały z rausza świadczyły o tym, że jego szefowa nie zamierza ponosić politycznej odpowiedzialności za ujawnioną aferę. Nieprzypadkowe wzmianki o tym, że ten czy inny urzędnik był zatrudniany jeszcze przez Lecha Kaczyńskiego, najwyraźniej miały rozmydlić winę obecnych włodarzy miasta. I tę strategię pani prezydent kontynuowała przez cały dzień. Co drugi zarzut zbywała wtrętem, że „za rządów PiS…”
Główna obrona sprowadzała się do odmieniania przez wszystkie przypadki, że winni są urzędnicy, ministerstwo finansów, a nawet śp. Lech Kaczyński i reszta PiS-u. Wszyscy, tylko nie ona. Ani żaden z jej zastępców.
Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/306171-sam ... a-schetyny

Niejasne prawo podatkowe oraz błędy urzędników powodują wielomilionowe odszkodowania. Dlaczego za wszystko płacimy my, a nie odpowiedzialni za to politycy/urzędnicy?

Marek Isański był właścicielem Towarzystwa Finansowo-Leasingowego (TFL), które w latach 90-tych ubiegłego wieku zajmowało się leasingowaniem pojazdów. Urzędnicy fiskusa stwierdzili, że Isański - poprzez swoją firmę - wyłudza od państwa podatek VAT. Po wielu latach procesów Isański został prawomocnie i całkowicie oczyszczony z wszelkich zarzutów. Jego firmy nie udało się jednak uratować. Złożył on zatem pozew o odszkodowanie od Skarbu Państwa za zniszczenie jego TFL. Pierwotną wartość przedmiotu sporu oszacował na 157 mln zł. Biegli sądowi stwierdzili jednak, że kwota ta jest zdecydowanie zaniżona. Ich zdaniem, gdyby nie błędna decyzja urzędników skarbowych, to dzisiaj firma Isańskiego byłaby warta 817 mln zł! W praktyce oznacza to, że sąd może zdecydować, aby kosztem wszystkich podatników wypłacić byłemu właścicielowi TFL właśnie takie odszkodowanie.
Więcej:: http://niewygodne.info.pl/artykul7/0324 ... owania.htm

Czy HG-W sama opuści statek? Aby to zrobić trzeba mieć klasę. Prawdę mówiąc, nie spodziewam się, aby było ją na to stać

Warszawska reprywatyzacja jest na tyle grubą aferą, że niemal natychmiastowe odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz ze stanowiska prezydenta Warszawy jest sprawą oczywistą. To już wcześniej mówili inni, mimo to powiem jeszcze raz HG-W nie może zdjąć z siebie odpowiedzialności, co od początku próbuje robić. Przerzucić winę na kilku urzędników, zwolnić ich dyscyplinarnie i sugerować jaką jest świetną szefową zarządu stolicy. Jaką rygorystką, potrafiąca twardą ręką pozbyć się podwładnych, którzy prowadząc sprawy reprywatyzacji, narazili stolicę na duże straty finansowe, a magistrat warszawski na samorząd o rzadkiej specjalizacji „przekręty reprywatyzacyjne”. Nie ma znaczenia, czy ich ciemne konta powstały na skutek braku profesjonalizmu, niedbalstwa, lenistwa czy w wyniku świadomej, czynnej roli uczestniczenia w oszustwach.
Kapitanem statku jest HGW. Ona za wszystko, cokolwiek dzieje się na statku, odpowiada. Dlatego właśnie zasługuje na nagrody i wyróżnienia, gdy dzieją się rzeczy korzystne dla Warszawy, ale nie może uniknąć nagany, gdy sprawy poszły w złym kierunku. Nie może uniknąć kary, gdy pod jej zarządem mają miejsce rzeczy skandaliczne, kompromitujące. Nie znamy jeszcze do końca ich natury, roli poszczególnych osób, skali materialnych strat, krzywdy ludzkiej, jak wiemy nieprzeliczalnej na żadną miarę. Być może afera kryje w sobie wątki czysto kryminalne. To okaże się dopiero za jakiś czas, kiedy tysiące dokumentów rozszyfrują, pewnie setki rozmów przeprowadzą odpowiednie organy – prokuratura, biegli, służby specjalne. To może trwać wiele miesięcy, a nawet kilka lat.
Hanna Gronkiewicz-Waltz nie powinna nadal pozostawać prezydentem stolicy. Z wielu powodów. Jednym z istotnych jest ten, aby podczas badania sprawy urzędnicy ratusza mogli już całkowicie swobodnie składać wyjaśnienia.
Gdyby HG-W miała trochę charakteru (nie chcę używać wielkiego słowa –honoru), sama podałaby się do dymisji.
Muszę z przykrością przyznać, że akurat na tym odcinku całkowicie zawaliłam sprawę
-– mogłaby uzasadnić swój krok. Aby to zrobić trzeba mieć klasę. Prawdę mówiąc, nie spodziewam się, aby obecną prezydent Warszawy było na to stać. Dotychczasowy przebieg wydarzeń w ostatnim tygodniu wskazuje raczej na to, że HG-W będzie walczyła o to, aby dogorywać na tym stanowisku do końca kadencji.
Nie zdaje sobie sprawy, że to z jej punktu widzenia jest najbardziej niekorzystnym rozwiązaniem.
źródło: http://wpolityce.pl/polityka/306253-czy ... na-to-stac

Komentarz:
klimert
Popieram gorąco PIS,ale jeśli nie zrobi porządku z Bufetową i jej złodziejskim zapleczem,i nie pociągnie drani do odpowiedzialności finansowej,to przestanę wierzyć obecnie rządzącym.
======================
Kolejny skandal wstrząśnie Warszawą? Na horyzoncie „afera przejściowa”
Miliony złotych płyną do prywatnej firmy z nielegalnego podnajmowania terenu, który formalnie należy do Miasta Stołecznego Warszawy. Osoby, które buntowały się, traciły swoje interesy, a pieniądze, zamiast zasilać budżet stolicy, trafiają do prywatnej firmy. O skandalu poinformowała Telewizja Republika.
Urzędnicy warszawskiego ratusza oddali firmie WPP kontrolę nad lukratywnymi przejściami pomiędzy Dworcem Centralnym a Hotelem Mariott. Firma dzięki temu zarządza przejściami podziemnymi bez umowy, bez przetargu tylko na podstawie decyzji administracyjnej. Na tej podstawie pobiera od przedsiębiorców opłatę, tak jakby była właścicielem terenu – relacjonuje portal TV Republika.
Cały proceder opisuje jeden z przedsiębiorców, bezpośrednio dotknięty działaniami urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz:
Mały biznes nie jest w stanie przebić się przez hydrę miejsko-polityczno-sądowo-prokuratorską. Poinformowaliśmy władze miasta w jaki sposób zarządzany jest teren miejski. Prywatna spółka zarabia na nim na czysto od 1.5 do 2 milionów złotych miesięcznie, płacąc do miasta 40 zł za metr miesięcznie. Jak coś im nie pasuje to robią plac budowy, zagradzają teren, moich 9 pawilonów wywieźli
– mówił Jacek Strasz, rozgoryczony przedsiębiorca handlujący w podziemiach.
Kto kryje się za firmą, która doprowadziła do upadku wielu firm rodzinnych?
Jednym z udziałowców firmy jest Piotr B., notowany w IPN-ie pod numerem 00143/1001. Jako młody człowiek walczyłem z komuną, na dzień dzisiejszy nie mogę sobie darować, że tacy ludzie są tak ustawieni, zarabiają na tym przejściu 20 milionów rocznie
– podkreślał w rozmowie z TV Republika przedsiębiorca Robert Gralewski.
źródło: http://niezalezna.pl/85260-kolejny-skan ... rzejsciowa
klimert
Popieram gorąco PIS,ale jeśli nie zrobi porządku z Bufetową i jej złodziejskim zapleczem,i nie pociągnie drani do odpowiedzialności finansowej,to przestanę wierzyć obecnie rządzącym.
======================
Kolejny skandal wstrząśnie Warszawą? Na horyzoncie „afera przejściowa”

Urzędnicy warszawskiego ratusza oddali firmie WPP kontrolę nad lukratywnymi przejściami pomiędzy Dworcem Centralnym a Hotelem Mariott. Firma dzięki temu zarządza przejściami podziemnymi bez umowy, bez przetargu tylko na podstawie decyzji administracyjnej. Na tej podstawie pobiera od przedsiębiorców opłatę, tak jakby była właścicielem terenu – relacjonuje portal TV Republika.
Cały proceder opisuje jeden z przedsiębiorców, bezpośrednio dotknięty działaniami urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz:
Mały biznes nie jest w stanie przebić się przez hydrę miejsko-polityczno-sądowo-prokuratorską. Poinformowaliśmy władze miasta w jaki sposób zarządzany jest teren miejski. Prywatna spółka zarabia na nim na czysto od 1.5 do 2 milionów złotych miesięcznie, płacąc do miasta 40 zł za metr miesięcznie. Jak coś im nie pasuje to robią plac budowy, zagradzają teren, moich 9 pawilonów wywieźli
– mówił Jacek Strasz, rozgoryczony przedsiębiorca handlujący w podziemiach.
Kto kryje się za firmą, która doprowadziła do upadku wielu firm rodzinnych?
Jednym z udziałowców firmy jest Piotr B., notowany w IPN-ie pod numerem 00143/1001. Jako młody człowiek walczyłem z komuną, na dzień dzisiejszy nie mogę sobie darować, że tacy ludzie są tak ustawieni, zarabiają na tym przejściu 20 milionów rocznie
– podkreślał w rozmowie z TV Republika przedsiębiorca Robert Gralewski.
źródło: http://niezalezna.pl/85260-kolejny-skan ... rzejsciowa

Złomowa karuzela VAT w Rzeszowie: prawie 220 mln zł strat

Hiszpański biznesmen Josep D.H. jest podejrzany o założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz o wyłudzenie prawie 220 mln zł podatku VAT. Rzeszowska prokuratura regionalna w piątek skierowała do sądu wniosek o jego aresztowanie na trzy miesiące.
Hiszpan, który był poszukiwany listem gończym i ENA został zatrzymany pod koniec lipca w Hiszpanii, a następnie przewieziony do Polski. Grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.
W piątek rzeszowska prokuratura skierowała wniosek o jego aresztowanie. Posiedzenie sądu w tej sprawie wyznaczono na wtorek.
Jak wyjaśnił PAP prokurator prowadzący śledztwo Jerzy Bułaś, nie ma pośpiechu w kwestii posiedzenia aresztowanego, bowiem ciągle przebywa on w areszcie na mocy wcześniejszej decyzji sądu. Zastosowanie aresztu było wtedy konieczne, aby można było wydać za D.H. list gończy i ENA.
Śledztwo dotyczące działalności międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się wyłudzaniem podatku VAT w związku z wewnątrzunijnym handlem złomem miedzi oraz katodami miedzi i innych metali kolorowych nadzoruje Prokuratura Regionalna w Rzeszowie.
Według dotychczasowych ustaleń w wyniku działalności grupy przestępczej polski Skarb Państwa stracił prawie 220 mln złotych.
Grupa przestępcza, której członkami byli obywatele Polski, Hiszpanii, Chile i Kolumbii działała na terenie Polski, Hiszpanii, Niemiec, Słowacji, Bułgarii, Czech.
Bułaś dodał, że z zebranych dowodów wynika, iż w latach 2006-2010 członkowie grupy, chcąc uniknąć płacenia podatku VAT i utrudnić wykrycie tego procederu przez Urzędy Skarbowe, utworzyli sieć spółek. Część z nich wystawiała nierzetelne faktury potwierdzające nabycie złomu miedzi i niklu za granicą, a później jego sprzedaż w kraju. Inne spółki natomiast wystawiały fikcyjne faktury dotyczące obrotu złomem na terenie kraju oraz jego zbycia za granicę.
Jedna ze spółek kierowana przez Josepa D.H. działała w Rzeszowie.
Dzięki takim działaniom w dokumentacji handlowej powstawały nadwyżki naliczonego podatku VAT, który następnie potrącano z podatku faktycznie należnego Skarbowi Państwa. Skutkiem tego było m.in. wypłacenie ze Skarbu Państwa na konto jednej ze spółek kwoty ponad 70 mln zł. Pozostała kwota z 220 mln zł to należność dla SP, której podejrzani nie wpłacili z tytułu handlu wewnątrz UE.
Ponadto przestępcy mieli też prać brudne pieniądze pochodzące z tej działalności.
Łącznie w sprawie podejrzanych jest 12 osób z Polski, Hiszpanii, Chile i Kolumbii.
Wobec dwóch obywateli Kolumbii Sąd Okręgowy w Rzeszowie zastosował Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Ponadto, poszukiwani są oni listem gończym. Po ich zatrzymaniu zostaną im postawione zarzuty prania brudnych pieniędzy, przestępstw podatkowych i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.
Natomiast siedmiu podejrzanych zostało zatrzymanych w 2010 roku pod zarzutem udziału w grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy i oszustw podatkowych. Na początku przebywali oni w aresztach, które później zamieniono na zakazy opuszczania kraju, dozory policji i poręczenia majątkowe.
Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w czerwcu 2009 roku przez Prokuraturę Okręgową w Rzeszowie, ale jego prowadzenie powierzono rzeszowskiej delegaturze ABW. Później sprawę przejęła PR.
Na poczet przyszłych kar na rachunkach bankowych szefa grupy i spółek zamieszanych w proceder zabezpieczono łącznie ponad 60 mln zł w gotówce i nieruchomościach. Z tych środków ponad 20 mln zł zostało już przekazane na roszczenia Skarbu Państwa.
źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/28898- ... n-zl-strat

Wałęsa ubrał się na pogrzeb „Inki" i „Zagończyka” jak na plażę. Internauci oburzeni. „Robi wiochę”. ZOBACZ ZDJĘCIA

W pożegnaniu bohaterów uczestniczy również Lech Wałęsa. Część internautów wytknęła jednak byłemu prezydentowi nieodpowiedni strój – pisze „Super Express”.
Według gazety Wałęsa ubrał się na państwowy pogrzeb jak na safari albo plażę. Były prezydent założył na uroczystość, na którą wszyscy politycy (obecni i byli) przyszli w garniturze, beżową koszulę z krótkim rękawem oraz – nieco pogniecione - spodnie w tym samym kolorze.

—kpił na Twitterze wykładowca UKSW/PAN Piotr Bajda.
Były prezydent długo na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka” nie gościł. Po kilku minutach, podczas których głównie gapił się w telefon, opuścił Bazylikę Mariacką w Gdańsku. Najwyraźniej chciał uniknąć przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy.
Nabożeństwo odprawił metropolita gdański ks. abp Sławoj Leszek Głódź. Kondukt pogrzebowy przeszedł ok. dwóch kilometrów, ulicami miasta, na Cmentarz Garnizonowy.
Więcej: http://wpolityce.pl/polityka/306315-wal ... cz-zdjecia

Maciej Wąsik o aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie

Grupa ludzi, której celem było wyłudzanie milionów, miała szklarniane warunki, żeby się rozwijać – mówi zastępca koordynatora służb specjalnych.
"Rzeczpospolita": Hanna Gronkiewicz-Waltz zwalnia z pracy urzędników, ale zapewnia, że nie odpowiada za nieprawidłowości.
Maciej Wąsik, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera, zastępca koordynatora służb specjalnych: Zrzucając odpowiedzialność na trzech swoich urzędników za zbyt szybki zwrot działki, brnie w ślepy zaułek. Przypomnę, że mowa o nieruchomości w centrum Warszawy, której wartość szacuje się na 160 mln zł! To przecież ogromna suma i poważne decyzje. Czy prezydent Warszawy kontroluje w ogóle to, co się dzieje w stolicy, skoro tłumaczy się w ten sposób? To zwykła próba uniknięcia odpowiedzialności.
Proszę sobie wyobrazić instytucję czy urząd, gdzie o tak poważnych sprawach decydowaliby zwykli urzędnicy, a nie szef. To musiało odbywać się albo za jej pełną akceptacją lub zgodą, czy choćby po zapoznaniu się przez nią z dokumentacją. Mamy do czynienia z ewidentnym niedopełnieniem obowiązków przez panią prezydent i działaniem na szkodę miasta.
Ale na razie dowodów na to brak. Prokuratura nie stawia żadnych zarzutów.
Kwestie dowodów i ich oceny zostawmy śledczym. Ja mogę powiedzieć, że CBA wraz z prokuraturą działają od miesięcy i gromadzą wszystkie istotne informacje w tej sprawie. Zadaniem jest zdobycie niepodważalnych dowodów ewentualnych przestępstw.
Więcej: http://www.rp.pl/Reprywatyzacja-w-Warsz ... zawie.html

Komentarze:
klozet
Niech chodzi do ubikacji jak nie ma gdzie chodzić. Ten przybytek nazywają wychodkiem. Tam jej miejsce.
----------------------------
Gość
Dialog klimakteryczny - dwie starsze panie z młodzieżówki KOD-u.
=======================
Janda żali się Jethon: Ja też chodzę na marsze KOD-u, bo gdzie mam chodzić? "No i przyszli ci, co powiedzieli - im zabierzemy, a Wam damy..."
Krystyna Janda Mesjaszem narodu! Aktorka w rozmowie z Magdaleną Jehton z portalu koduj24.pl histeryzuje w swoim stylu na temat groźby rzekomej dyktatury Prawa i Sprawiedliwości i twierdzi, że o ojczyźnie myśli więcej niż inni Polacy!
W egzaltowanej rozmowie obu pań dobrze wybrzmiewa rozczarowanie pani Jandy, która ubolewa nad polską młodzieżą oraz słabą kondycją opozycji. Ma też swoje zdanie na temat sukcesu wyborczego PiS.
No i przyszli ci, co powiedzieli – im zabierzemy, a Wam damy. No i Bóg, honor, ojczyzna, w najprymitywniejszy sposób, a reszta zamknąć się albo wyp……ać! No i za zezwoleniem nienawiść i chęć zemsty podniosła głos.
– opowiada Krystyna Janda.
Magdalena Jehton rozpaczliwie szuka jednak sposobów, które „uratują” Polskę. Aktorka jest jednak nastawiona do tego pesymistycznie.
Nic się nie da zrobić? Nikt w Polsce nie ma wpływu na to, co robi Jarosław Kaczyński, nie ma wyważonych doradców?Zna Pani osobiście prezesa Kaczyńskiego?
– dopytuje Jehton.
Nie.
– odpowiada aktorka, która sugeruje, że polskich,, rzekomo „niepokornych artystów szykanuje się tez poza granicami Polski.
Do ambasad polskich dotarły listy artystów, których „mają nie obsługiwać”.
– „ujawnia” Janda.
„Na szczęście” dla umęczonej i szykanowanej Krystyny Jandy jest jeden promyk nadziei. To marsze Komitetu Obrony Demokracji.
Ja też chodzę na marsze KOD-u, bo gdzie mam chodzić? Nigdy nie należałam do żadnej partii, a społeczność KOD-u jest bezpartyjna, i tym samym mówię, że trudno mi się z tym wszystkim pogodzić, że nasz kraj skręca w stronę, która jest dla mnie nie do zaakceptowania.
– twierdzi aktorka.
Ciężko się dziwić pani Krystynie Jandzie, że szuka poparcia w KOD. Pozbawiona gigantycznych dotacji z naszych kieszeni musi radzić sobie w normalnych warunkach konkurencji na rynku kultury. Źle to znosi. Liczy więc, że ludzie Komitetu Obrony Demokracji pomogą jej w jej działalności. I nie może być rozczarowana. Za spektakl w Poznaniu, który finansowany był z budżetu miasta, Krystyna Janda otrzymała 320 tys. złotych.
Znany ze wspierania KOD prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak okazał się więc wyjątkowo hojny.
źródło: http://wpolityce.pl/polityka/306437-jan ... a-wam-damy
klozet
Niech chodzi do ubikacji jak nie ma gdzie chodzić. Ten przybytek nazywają wychodkiem. Tam jej miejsce.
----------------------------
Gość
Dialog klimakteryczny - dwie starsze panie z młodzieżówki KOD-u.
=======================
Janda żali się Jethon: Ja też chodzę na marsze KOD-u, bo gdzie mam chodzić? "No i przyszli ci, co powiedzieli - im zabierzemy, a Wam damy..."

Krystyna Janda Mesjaszem narodu! Aktorka w rozmowie z Magdaleną Jehton z portalu koduj24.pl histeryzuje w swoim stylu na temat groźby rzekomej dyktatury Prawa i Sprawiedliwości i twierdzi, że o ojczyźnie myśli więcej niż inni Polacy!
W egzaltowanej rozmowie obu pań dobrze wybrzmiewa rozczarowanie pani Jandy, która ubolewa nad polską młodzieżą oraz słabą kondycją opozycji. Ma też swoje zdanie na temat sukcesu wyborczego PiS.
No i przyszli ci, co powiedzieli – im zabierzemy, a Wam damy. No i Bóg, honor, ojczyzna, w najprymitywniejszy sposób, a reszta zamknąć się albo wyp……ać! No i za zezwoleniem nienawiść i chęć zemsty podniosła głos.
– opowiada Krystyna Janda.
Magdalena Jehton rozpaczliwie szuka jednak sposobów, które „uratują” Polskę. Aktorka jest jednak nastawiona do tego pesymistycznie.
Nic się nie da zrobić? Nikt w Polsce nie ma wpływu na to, co robi Jarosław Kaczyński, nie ma wyważonych doradców?Zna Pani osobiście prezesa Kaczyńskiego?
– dopytuje Jehton.
Nie.
– odpowiada aktorka, która sugeruje, że polskich,, rzekomo „niepokornych artystów szykanuje się tez poza granicami Polski.
Do ambasad polskich dotarły listy artystów, których „mają nie obsługiwać”.
– „ujawnia” Janda.
„Na szczęście” dla umęczonej i szykanowanej Krystyny Jandy jest jeden promyk nadziei. To marsze Komitetu Obrony Demokracji.
Ja też chodzę na marsze KOD-u, bo gdzie mam chodzić? Nigdy nie należałam do żadnej partii, a społeczność KOD-u jest bezpartyjna, i tym samym mówię, że trudno mi się z tym wszystkim pogodzić, że nasz kraj skręca w stronę, która jest dla mnie nie do zaakceptowania.
– twierdzi aktorka.
Ciężko się dziwić pani Krystynie Jandzie, że szuka poparcia w KOD. Pozbawiona gigantycznych dotacji z naszych kieszeni musi radzić sobie w normalnych warunkach konkurencji na rynku kultury. Źle to znosi. Liczy więc, że ludzie Komitetu Obrony Demokracji pomogą jej w jej działalności. I nie może być rozczarowana. Za spektakl w Poznaniu, który finansowany był z budżetu miasta, Krystyna Janda otrzymała 320 tys. złotych.
Znany ze wspierania KOD prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak okazał się więc wyjątkowo hojny.
źródło: http://wpolityce.pl/polityka/306437-jan ... a-wam-damy

Komentarze:
m
Nie można sędziego podać do sądu? Przecież to jakiś matrix te polskie sądy!
--------------------------
decapitatio
Sędzia widać przejął się ciosami, jakie dosięgają celebrytów i dotychczasowych pieszczochów władzy więc postanowił osłodzić im życie wyżywając się na gazecie. Biedny, zagubiony człowiek...
===================
Kolejny skandaliczny wyrok polskiego sądu. Młody sędzia skazuje gazetę na nieistnienie. Za co? Za to, że opisywała fakty.
Chodzi o sprawę Janiny Drzewieckiej (żony byłego ministra) i Moniki Janowskiej (żony celebryty). W 2012 roku zostały one aresztowane na Florydzie. Detektyw w miejscowym sklepie obserwowała zachowanie kobiet i zatrzymała je, gdy wynosiły ubrania; wcześniej, jak twierdziła, usuwały umieszczone w nich klipy z alarmem. Detektyw wezwała policjanta, który opisał sprawę i aresztował obie panie. Janowska (wtedy jeszcze Głodek) częściowo przyznała się do przestępstwa. Później wycofała zeznanie. Kobiety zostały zwolnione po zapłaceniu kaucji.
Wszystko to opisywał „Super Express”. Cytował zeznania świadków, sklepowego detektywa i policjanta. Zainteresowane odmówiły jakichkolwiek komentarzy.
Po jakimś czasie sklep wycofał się z oskarżenia, a zatrudniona w nim detektyw straciła pamięć. Prokuratura odstąpiła od sprawy.
Panie Drzewiecka i Janowska mogłyby wystąpić do amerykańskiego sądu przeciwko USA o niesłuszne oskarżenie. Za takie sprawy w Stanach uzyskać można sowite odszkodowania. Wybrały one jednak inne rozwiązanie i pozwały do polskiego sądu opisującą sprawę gazetę czyli „Super Express”.
Sędzia Lipiński nie chciał przesłuchiwać amerykańskich świadków, nie wziął pod uwagę urzędowych notatek. „Dał wiarę” zatrzymanym kobietom, a nie dał redaktorowi pisma. W efekcie skazał „Super Express” na grzywnę 150 tys. złotych i – uwaga – drukowanie przez 30 dni jako materiału na całość tytułowej strony przeprosin gazety w stosunku do „ofiar”.
Wykonanie tego wyroku oznacza najprawdopodobniej śmierć gazety. Jej nabywcy kierują się okładkami. Jeśli wypełniają je wyłącznie przeprosiny, szansa na sprzedaż gazety staje się znikoma.
Można „Super Expressu” nie lubić. Niemniej uznanie, że to sędzia arbitralnie decydował będzie o jego istnieniu jest złamaniem wszelkich zasad jakie, podobno, stanowią o naszym systemie. Sędzia nie przejął się w ogóle badaniem prawdy rzeczowej. „Nie dał wiary”. Czy sympatie takiego pana decydować mają o losie mediów w Polsce?
Wydaje się mi, że wyrok ten w drugiej instancji nie może się utrzymać. Mimo to, niepokój pozostaje. Sędzia Lipiński sądził będzie dalej. Kto nas obroni przed takimi sędziami? I kiedy wreszcie państwo prawników, jakim jest III RP, stanie się państwem prawa?
źródło: http://wpolityce.pl/media/306460-kto-na ... a?strona=1
m
Nie można sędziego podać do sądu? Przecież to jakiś matrix te polskie sądy!
--------------------------
decapitatio
Sędzia widać przejął się ciosami, jakie dosięgają celebrytów i dotychczasowych pieszczochów władzy więc postanowił osłodzić im życie wyżywając się na gazecie. Biedny, zagubiony człowiek...
===================
Kto nas obroni przed sądami? Kiedy wreszcie państwo prawników, jakim jest III RP, stanie się państwem prawa?

Chodzi o sprawę Janiny Drzewieckiej (żony byłego ministra) i Moniki Janowskiej (żony celebryty). W 2012 roku zostały one aresztowane na Florydzie. Detektyw w miejscowym sklepie obserwowała zachowanie kobiet i zatrzymała je, gdy wynosiły ubrania; wcześniej, jak twierdziła, usuwały umieszczone w nich klipy z alarmem. Detektyw wezwała policjanta, który opisał sprawę i aresztował obie panie. Janowska (wtedy jeszcze Głodek) częściowo przyznała się do przestępstwa. Później wycofała zeznanie. Kobiety zostały zwolnione po zapłaceniu kaucji.
Wszystko to opisywał „Super Express”. Cytował zeznania świadków, sklepowego detektywa i policjanta. Zainteresowane odmówiły jakichkolwiek komentarzy.
Po jakimś czasie sklep wycofał się z oskarżenia, a zatrudniona w nim detektyw straciła pamięć. Prokuratura odstąpiła od sprawy.
Panie Drzewiecka i Janowska mogłyby wystąpić do amerykańskiego sądu przeciwko USA o niesłuszne oskarżenie. Za takie sprawy w Stanach uzyskać można sowite odszkodowania. Wybrały one jednak inne rozwiązanie i pozwały do polskiego sądu opisującą sprawę gazetę czyli „Super Express”.
Sędzia Lipiński nie chciał przesłuchiwać amerykańskich świadków, nie wziął pod uwagę urzędowych notatek. „Dał wiarę” zatrzymanym kobietom, a nie dał redaktorowi pisma. W efekcie skazał „Super Express” na grzywnę 150 tys. złotych i – uwaga – drukowanie przez 30 dni jako materiału na całość tytułowej strony przeprosin gazety w stosunku do „ofiar”.
Wykonanie tego wyroku oznacza najprawdopodobniej śmierć gazety. Jej nabywcy kierują się okładkami. Jeśli wypełniają je wyłącznie przeprosiny, szansa na sprzedaż gazety staje się znikoma.
Można „Super Expressu” nie lubić. Niemniej uznanie, że to sędzia arbitralnie decydował będzie o jego istnieniu jest złamaniem wszelkich zasad jakie, podobno, stanowią o naszym systemie. Sędzia nie przejął się w ogóle badaniem prawdy rzeczowej. „Nie dał wiary”. Czy sympatie takiego pana decydować mają o losie mediów w Polsce?
Wydaje się mi, że wyrok ten w drugiej instancji nie może się utrzymać. Mimo to, niepokój pozostaje. Sędzia Lipiński sądził będzie dalej. Kto nas obroni przed takimi sędziami? I kiedy wreszcie państwo prawników, jakim jest III RP, stanie się państwem prawa?
źródło: http://wpolityce.pl/media/306460-kto-na ... a?strona=1

Funkcjonariusz BOR pijany na służbie. Nieodpowiedzialny oficer pilnował Kancelarii Premiera mając ok. 2 promili alkoholu

Fotoreporter „Super Expressu” poczuł woń alkoholu od funkcjonariusza BOR, który pilnował głównego wjazdu do Kancelarii Premiera. Według relacji oficer bełkotał i uciekł do budynków Kancelarii chwiejnym krokiem.
„SE” zwraca uwagę, że stało się to na chwilę przed przyjazdem samochodu rządowego z premier Szydło.
Sprawą zajęła się wezwana policja stołeczna, a także Biuro Ochrony Rządu. Służby potwierdziły, że funkcjonariusz pełnił służbę pod wpływem alkoholu.
Skierowana na miejsce policyjna załoga potwierdziła ten fakt. Sporządzoną w tej sprawie dokumentację przekazano służbom kontrolnym Biura Ochrony Rządu
— powiedział Tomasz Oleszczuk z Komendy Stołecznej Policji.
Wszczęliśmy postępowanie dyscyplinarne wobec naszego funkcjonariusza. Nie będziemy tolerować takich zachowań
— mówił Grzegorz Bilski z BOR
„SE” podał również, że w wydychanym powietrzu BOR-owiec miał ok. 2 promili alkoholu. Nie dziwi więc informacja, że straci pracę.
źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/30652 ... i-alkoholu

NASZA RELACJA z protestu przed Sądem Najwyższym! Pikietujący domagają się uwolnienia Zygmunta Miernika i dekomunizacji sądów.

Zygmunt Miernik został skazany na dziesięć miesięcy pozbawienia wolności za to, że w 2013 r. rzucił tortem w sędziego, który zdecydował o zawieszeniu i utajnieniu procesu przeciwko Czesławowi Kiszczakowi.
Środowiska, które zorganizowały protest, określają Miernika mianem więźnia politycznego. Zapowiedziały, że pozostaną na miejscu, aż nie zostanie on uwolniony.
Weteran opozycji niepodległościowej trafił za kraty natomiast zbrodniarze komunistyczni pozostają bezkarni
— czytamy w apelu.
Protestujący domagają się dekomunizacji i lustracji władzy sądowniczej oraz wprowadzenia nad nią społecznej kontroli.
W rozmowie z portalem wPolityce.pl Adam Słomka ze Stowarzyszenia „Niezłomni”, działacz opozycji w PRL, były poseł i organizator projektu, mówił, że Zygmunt Miernik został za rzucenie tortem tak nieporównywalnie surowo ukarany, a przecież zbrodniarze, którzy strzelali do Polaków, przywódcy komunistyczni nie spędzili ani jednego dnia w więzieniu.
Wyrok na Miernika był demonstracją. Został skazany tak wysoko, ponieważ on tym tortem wymusił skazanie, chociaż symboliczne, Kiszczaka
— mówił Słomka.
My tu robimy bitwę, która ma pokazać, że Miernik skupia jak w soczewce to bezprawie, jest jego „miernikiem”
— dodał.
Wezwał także, by tę walkę podjął również rząd. Trzeba jego zdaniem kasacji w sprawie Miernika, a także notyfikacji, że w Polsce są skazywani sędziowie polityczni.
Słomka zwraca uwagę, że Miernik odsiaduje wyrok w ośmioosobowej celi, z kryminalistami, co jest niezgodne z zasadami traktowania więźniów sumienia.
Wybraliśmy Sąd Najwyższy dlatego, że tu jest najwyższy współczynnik sędziów komunistycznych w zestawieniu do wszystkich sądów w Polsce. (…) Wystarczy wejść do tego gmachu i spojrzeć na galerię prezesów Sądu Najwyższego. Sześciu z nich to sędziowie komunistyczni.
— zaznaczył polityk.
Mówił, że przecież sędziowie aparatu komunistycznego dokonywali tak wielu mordów sądowych, jak było chociażby w przypadku „Inki”.
Do tego zbrodniczego procederu, komunistycznych zbrodni przeciwko ludzkości, użyto ogromnego aparatu. Oni przecież nie wyparowali i wciąż żyją. Oni dalej blokują dobrą zmianę!
— podkreślił.
Słomka dodał, że przecież ostatnie wyroki śmierci wydawano jeszcze w latach 80. XX wieku.
Ludzie, którzy je wydali, dalej pracują i są obecni w wymiarze sprawiedliwości
— powiedział.
Protestujący wskazują gorącą potrzebę zmian w sądownictwie. Podkreślają, że nie ma żadnej kontroli nad trzecią władzą. Jako dobry przykład reformy podają powrót ławy przysięgłych do polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Trwa teraz rokosz sędziów. I my jako weterani bierzemy to na swoje plecy, ponieważ mamy moralną siłę, której nikt nie ma, żeby powiedzieć: to zbrodniarze nas represjonowali, nas zamykali i trzeba ich pogonić
— mówił Słomka.
Walczymy przecież nie z trupami, a z żywymi; żywymi zbrodniarzami, którzy są wśród nas i to często na eksponowanych miejscach
— dodał polityk.
źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/30658 ... ow-zdjecia

Leszek Miller o działaniach Hanny Gronkiewicz-Waltz: "Too little, too late" - za mało i za późno

— stwierdził Leszek Miller na antenie Polsat News pytany o kwestię dzikiej reprywatyzacji w stolicy.
Były premier wrócił też do sprawy śmierci Jolanty Brzeskiej.
Według Leszka Millera reakcja prezydent Warszawy na aferę reprywatyzacyjną polegająca na zwolnieniu trzech urzędników wzięła się z nacisków mediów i „demaskatorskich artykułów”.
Miller przypomniał, że kilka miesięcy temu, kiedy radni Warszawy chcieli przeprowadzić dyskusję na ten temat i zaprosić do niej Gronkiewicz-Waltz, „ta nie chciała przyjść”. Dodał, że ta sprawa może zakończyć się dymisją prezydent.
Myślę, że prezydent Warszawy zlekceważyła śmierć Jolanty Brzeskiej. Jej zwłoki znaleziono spalone (w 2011 r.- red.), a prokuratura szybko uznała, że to samobójstwo. To było zdumiewające. Wtedy był czas, żeby pani prezydent wykazała jakąś inicjatywę. Szkoda, że przeszła nad tym do porządku dziennego
— ocenił były szef SLD.
Jolanta Brzeska była działaczką społeczną walczącą o prawa lokatorów i nagłaśniającą problem dzikiej reprywatyzacji kamienic. Zaginęła 1 marca 2011 r. Jej spalone szczątki znaleziono w Lesie Kabackim w Warszawie. Niedawno minister sprawiedliwości-prokurator generalny Zbigniew Ziobro zapowiedział, że śledztwo w tej sprawie zostanie podjęte na nowo.
Miller stwierdził też, że problem reprywatyzacji nie dotyczy jedynie Warszawy.
To jest na pewno przypadek Łodzi, może Krakowa, może innych miast. Mam przykre wrażenie, że bez udziału lokalnych polityków, takie mafie złożone z prawników i urzędników nie mogłyby tak efektownie działać
-– powiedział.
Tematem rozmowy były również słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który w niedzielę w Gdańsku mówił m.in. że pogrzeb Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” przywraca godność państwu polskiemu, które przez lata nie potrafiło uhonorować bohaterów.
To tezy fałszywe, które zamiast łączyć Polaków, wykopują kolejne rowy. Będzie je bardzo trudno zasypać. To oczywiste, że sprawa „Inki” a wcześniej żołnierzy wyklętych miała różne fazy po 1989 roku, ale jeżeli ktoś mówi, że nic w tej sprawie nie zrobiono, że dalej panuje w tej sprawie bierność i milczenie, to po prostu się myli
-– ocenił polityk.
Były premier stwierdził, że jeśli prezydent cały okres po 1989 traktuje z pogardą, to „warto przypomnieć, że przez dwa lata rządził jego obóz. Premierami byli Kazimierz Marcinkiewicz i Jarosław Kaczyński”.
Nie wiem, czy prezydent Duda o tym pamięta
— ironizował Miller.
źródło: http://wpolityce.pl/polityka/306611-les ... i-za-pozno

Bywalec


Informacje
Google [Bot], Marecki11 » 2 gości
