Komentarze:
zydgejmasoncyklista
3 lata bez wyroku w areszcie?!? To jest patologia. Bez względu na winę/ niewinność taka sytuacja nie ma prawa mieć miejsca w państwie prawa. Trybunał praw człowieka się kłania - znów wstyd przed całą Europą.
---------------------------
otalplus
I kto będzie płacił później odszkodowanie za siedzenie bez wyroku i ciągłe przedłużanie aresztu? Chyba pani sedzina z własnej kasy... Już raz ETPC nas za to potępił - jeszcze im mało?
--------------------
nino.rota
to jest skandal, bez względu na to czy ten człowiek jest kibicem, wędkarzem czy brydżystą!
Jeśli są dowody (inne niż pomówienia świadka koronnego - a to jest b. częste w przypadku tej isntytucji) - to go skazać
Jeśli nie ma - wypuścić!
A przełożeni powinni przyjrzeć się pracy pani sędzi, przecież jest jakiś nadzór merytoryczny nad prowadzonymi przez sędziów sprawami (prezes sądu, szef wydziału itp.)
========================
Legia Warszawa: oskarżony kibic pozywa sędzię prowadzącą proces
Maciej Dobrowolski, kibic Legii, który trzeci rok siedzi w areszcie, pozwał sędzię prowadzącą jego proces. - To akt desperacji - mówi jego ojciec
- Na ostatnim widzeniu powiedział mi: "Tato, gorzej już być nie może. Siedzę i siedzę" - relacjonuje Jerzy Dobrowolski. Jego 37-letni syn Maciej, kibic Legii Warszawa, od blisko trzech lat siedzi w areszcie oskarżony o udział w przemycie marihuany z Holandii do Polski. Sąd właśnie przedłużył mu areszt o kolejne trzy miesiące. Za kraty posłał go swoimi zeznaniami świadek koronny Marek H., ps. "Hanior".
Kilka dni temu Maciej Dobrowolski (zgadza się na publikację nazwiska, bo czuje się niewinny) wniósł do sądu pozew cywilny przeciwko sędzi Aleksandrze Kussyk, która jest przewodniczącą składu sędziowskiego w procesie, w którym Dobrowolski jest oskarżonym. - Maciek jest załamany tym, co dzieje się z jego sprawą. Złożenie pozwu to akt desperacji - mówi jego ojciec.
Oddzieleni pleksą
Pozew dotyczy naruszenia dóbr osobistych, m.in. prawa do prywatności, prawa do kontaktu z bliskimi oraz prawa do kontaktu z obrońcami. Dobrowolski nie domaga się żadnego zadośćuczynienia ani przeprosin. Wnosi jedynie, by sąd w wyroku zakazał sędzi Aleksandrze Kussyk "podejmowania działań", które te dobra naruszają.
W pozwie pisze m.in., że sąd limituje mu widzenia z rodziną, a także uniemożliwia mu telefoniczny kontakt z obrońcą. Sędzia Kussyk nie zgodziła się na to, by oskarżony mógł dzwonić z aresztu do obrońców, mimo że Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepis, który zakazuje takich praktyk, jest niezgodny z konstytucją. Co więcej, w tym samym wydziale Sądu Okręgowego w Warszawie, w innym procesie, inny oskarżony może bez przeszkód dzwonić do swoich adwokatów.
Dobrowolski pisze też w pozwie, że jedynym powodem ograniczenia liczby widzeń "jest duży wpływ wniosków o widzenia, czyli po prostu niewydolność administracji sądu, na którą nie mam wpływu".
- Wcześniej mieliśmy widzenia przy stoliku, ale od pewnego czasu możemy porozmawiać z Maćkiem tylko przez słuchawki, oddzieleni ścianką z przezroczystej pleksy - mówi Jerzy Dobrowolski. - Nie wiem, czym kieruje się sąd, decydując o takim, a nie innym charakterze widzenia. Nie znamy żadnych kryteriów.
Czujemy się bezsilni
To, że pozew wpłynął, potwierdziła "Stołecznej" sędzia Katarzyna Kisiel, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie. - Niniejsza sprawa jest obecnie na etapie uzupełniania braków formalnych - informuje sędzia Kisiel. Jeżeli pozew zostanie przyjęty, proces odbędzie się w XXV wydziale cywilnym stołecznego sądu.
To nie pierwsza sprawa przeciwko sędziemu, ale najczęściej na wokandę wchodzą pozwy osób zawiedzionych wyrokiem. Tymczasem Maciej Dobrowolski pozwał sędzię z procesu, który właściwie ledwie co się rozpoczął. Skąd taka determinacja?
Jeden z jego obrońców mec. Michał Korolczuk nie chce tego komentować. - To samodzielna decyzja mojego klienta - mówi jedynie.
- Jesteśmy załamani i czujemy się bezsilni. Syn siedzi już trzy lata w areszcie. Najgorsze jest to, że nawet nie wiadomo, ile to jeszcze może potrwać - mówi Jerzy Dobrowolski. - To jakieś wielkie nieporozumienie. Jak można trzymać kogoś za kratami tak długo tylko na podstawie pomówienia jednej osoby? Gdyby jeszcze ktoś złapał Maćka za rękę albo coś u niego znalazł. Wtedy może inaczej bym spojrzał na tę sprawę - dodaje.
Szmugiel organizował "Szkatuła"
W procesie, który rozpoczął się po Nowym Roku, odbyło się już kilkadziesiąt rozpraw. Jednak w ocenie stron sąd nie doszedł nawet do połowy sprawy. Zeznania złożyło ledwie kilkanaście osób, prokuratura chce przesłuchania około stu. Obecnie trwają przesłuchania Marka H., ps. "Hanior". Pytań do niego jest tyle, że może to zająć nawet 10 rozpraw.
Marek H., niegdyś stały bywalec "Żylety" i kibolskich ustawek, a także wieloletni diler narkotyków poszedł na współpracę z prokuraturą i wsypał dawnych "braci po szalu". Na trybunach Legii uważany jest obecnie za wroga nr 1.
Według zeznań "Haniora" Dobrowolski miał być tłumaczem podczas wyjazdów do Holandii, z których przywożono do Polski marihuanę. Za narkotykowym szmuglem miała stać grupa gangstera "Szkatuły" i jego przyrodniego brata "Belmondziaka". Dobrowolski potwierdza, że był kilka razy w Holandii razem z Haniorem, bo korzystał z taniej podwózki. Jeździł tam, bo w środowisku kibiców Legii odpowiadał za kontakty z klubem FC Den Haag, z którym legioniści mają tzw. zgodę. Nie przyznaje się do zarzutów. Nigdy wcześniej nie był karany. W środowisku kibiców zajmował się przede wszystkim logistyką, organizował m.in. pociągi na mecze wyjazdowe.
Mały koronny nie potwierdza
Oprócz zeznań "Haniora" prokuratura nie ma innych dowodów. Jego udziału w przemycie marihuany nie potwierdził też Sebastian R., który po marihuanę miał według prokuratury jeździć jako tłumacz, wówczas gdy nie mógł jechać Dobrowolski.
R. też współpracuje z prokuraturą, ma status tzw. małego świadka koronnego. Podczas przesłuchania powiedział, że nie wie, kim jest Maciej Dobrowolski.
źródło:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... Czolka3Img