Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Tam była Polska. Dziś pozostały tylko polskie groby
Rzeź Wołyńska - jedna z najtrudniejszych kart polsko-ukraińskiej historii. Dla Polaków UPA to bandyci, mordercy, którzy bezwzględnie realizowali przyjęty plan ideologiczny. W skrócie brzmiał - kto nie Ukrainiec, nie może tu żyć. Nie wypędzali, nie przesiedlali, tylko mordowali, żeby już tu nigdy Lachów nie było - mówią ci, którzy przeżyli. Po banderowskich mordach pozostały polskie cmentarze. Nieliczni jednak mają własne groby. W większości ich szczątki leżą w miejscach, w których były polskie wsie. Były….

Obrazek
Oto historia m.in. Ostrówek, ale takich wsi - tylko jednego dnia, 30 sierpnia 1943 roku - zniknęło z mapy ponad 30. Wieś, która istniała od XVI wieku, przestała istnieć w ciągu kilku godzin. Zamordowano pół tysiąca mieszkańców. Nie ma jej nawet na mapie.

Trafić tam? Próżno pytać o drogę. To kilkanaście kilometrów w bok od Lubomla. Pytając o drogę, można tylko stracić czas. Mam przewodnika, dojeżdżam na miejsce.
Cmentarz zamiast wsi

Cmentarz był od zawsze, ale teraz jest tylko on. Może sto nagrobków, a może i nie. Przy wejściu symboliczny pomnik. Duży krzyż z napisem polskim i ukraińskim "Pamięci Mieszkańców, którzy zginęli 30 sierpnia 1943 roku". Dlaczego zginęli, kto ich zamordował- tego już nie napisano.

Ostrówki przestały istnieć praktycznie w ciągu kilku godzin. Rankiem 30 sierpnia 1943 roku banderowcy otoczyli kilka wsi polskich, właściwie ponad 30 - opowiada dr Leon Popek, historyk z lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, badacz tych terenów. Ostrówki, Wola Ostrowiecka, Jankowce, Kąty, Borki, Czmykos - to były wsie, gdzie mieszkała większość Polaków, jeżeli nie całe wsie zamieszkałe przez nich. One zniknęły w jednym dniu, co świadczy o tym, jak dużych sił użyła UPA. Przypomnę, że w Ostrówkach zostało zamordowanych w sposób niezwykle okrutny 475 osób. W Woli Ostrowieckiej 576 osób, w Jankowcach ok. 80 osób, w Kątach prawie 200 osób, w Borkach ok. 60 osób, w Czmykosie prawie 200 osób. W ten dzień zginęło ok. 2 500 Polaków - mówi dr Popek. W linii prostej od Ostrówki, Wolan to około 20-30 kilometrów.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-t ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Obrazek
Kiedy po śmierci bliskiej osoby sacrum rozbija się o biznesowe profanum, wiele osób doznaje szoku. Bo na śmierci się zarabia. I to niemało. W rodzajach urn i trumien możemy przebierać do woli. Ksiądz "co łaska" inkasuje średnio 800 zł od pochówku. Do tego dochodzą jeszcze opłaty cmentarne, usługi pogrzebowe, no i rachunek za ewentualną stypę. Trzeba w końcu postawić pytanie: czy śmierć w Polsce jest droga?

Pierwsze, co uderza podczas zbierania materiałów do tekstu o kosztach pogrzebu, to milczenie. Nagle każdy nabiera finansowej wody w usta. Trzeba udać potencjalnego klienta, żeby dowiedzieć się, ile to wszystko kosztuje. Od pierwszych opłat w zakładzie pogrzebowym po ostatni łyk herbaty na stypie.

Czy mówienie o śmierci jest dla nas wstydliwe? - Mamy problem ze śmiercią w Polsce. Nie bardzo umiemy o niej mówić. Nie potrafimy dzielić się swoimi emocjami z bliskimi. A merkantylne i biznesowe podejście do sprawy instytucji, które się zajmują śmiercią na co dzień, wcale nam tego nie ułatwia - mówi Zuzanna Celmer, psycholożka i psychoterapeutka. Nam jednak udało się dotrzeć do kilku danych i sprawdzić, jak to jest z tą śmiercią nad Wisłą.

„Organista wziął litra”

Więcej:: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,1385 ... a.html#Cuk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Modernizacja polskiej armii tylko na papierze. Zapowiedzi rządu PO-PSL nie są realizowane
Obrazek

Bronisław Komorowski w dniu święta Wojska Polskiego obiecał budowę silnej i nowoczesnej armii, a rząd przyjął w 2013 roku plan modernizacji warty 130 mld zł. Problem w tym, że są to jedynie jałowe słowa i dokumenty, z których - póki co - nic nie wynika. Czyżby kolejne oszustwo ekipy PO-PSL?


Pierwsze pytanie jakie nasuwa się, jeśli chodzi o modernizację i rozbudowę polskich sił zbrojnych, jest następujące: dlaczego ekipa PO-PSL zmarnowała dotychczasowe 7 lat swoich rządów? Dlaczego w tym bardzo długim okresie nie przeprowadzono gruntownego unowocześnienia i powiększenia naszego wojska? Dlaczego dopuszczono do - de facto - likwidacji potencjału niektórych części naszych sił zbrojnych (np. marynarki wojennej, gdzie nawet dowództwo przeniesiono z Gdyni do Warszawy)? Nie można ukrywać faktu, że za stan polskiej armii odpowiadają politycy partii rządzącej. To ich decyzje przyczyniły się do tego, że dzisiaj eksperci z zakresu obronności dają nam maksymalnie trzy dni regularnej obrony, w razie konwencjonalnego ataku i przekroczenia granic przez obce siły. Później już tylko partyzantka...

Ekipa rządowa próbowała ostatnio przypudrować nieco swoje dotychczasowe "dokonania" z zakresu likwidacji potencjału Wojska Polskiego i we wrześniu ubiegłego roku obiecała, że do 2022 r. na modernizację wydanych zostanie 130 mld zł. Problem w tym, że póki co idzie jak po grudzie, a eksperci nie mają wątpliwości - plany rządu PO-PSL są niemożliwe do spełnienia. Po pierwsze - w 2014 r. na realizację 14 głównych programów modernizacyjnych zaplanowano wydatki rzędu 3,5 mld zł. Przez pierwsze pół roku wydano zaledwie 840 mln zł. Niemal wszędzie są poważne opóźnienia w stosunku do założonego harmonogramu, mimo że to dopiero początek całego procesu. Poza tym wątpliwości budzą także kwoty przeznaczane na poszczególne programy. O ile modernizacją armii można nazwać zakup nowych śmigłowców czy okrętów podwodnych, to wątpliwości budzi fakt, czy do modernizacji można zaliczyć zakup... paliwa. Według planu rządu do 2022 roku na ten "modernizacyjny" cel zostanie wydana kwota 4 mld zł. Inną kwestią są także całkowite sumy jakie rząd chce w ciągu roku przeznaczać na unowocześnienie i rozbudowę armii. Dla przykładu - budżet MON na 2014 rok wynosi 32 mld zł. Jednak tylko 8 mld zł pójdzie na wydatki majątkowe (utrzymanie dotychczasowego stanu posiadania, uzupełnienie amunicji itp.) oraz modernizację (przypomnijmy, że do połowy roku wydano jedynie 0,84 mld zł). Reszta to "administracyjne" koszty funkcjonowania wojska typu wynagrodzenia żołnierzy czy pracowników MON. Poza tym plan rządu przewiduje, że worek z pieniędzmi na realne unowocześnienie wojska otworzy się dopiero od 2017 roku. Pytanie - co do tego czasu? Czy mamy trwać w nadziei, że geopolitycznie nic złego się nie wydarzy, a wszyscy nasi sąsiedzi staną się wyznawcami pacyfizmu? Wątpliwe...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0180 ... pierze.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

popijajac_piwo

"powierzanie pracownikom dodatkowych obowiązków, nadmierne i ciągle zwiększające się "obciążenie pracą"

Nagle okazało się, że w ZUSie trzeba pracować?...


----------------------------

bartosowa

Ja pójdę pracować do zusu za tych narzekających i nie będę narzekała, obiecuję!

-------------------------

michau1122

Skoro w tym ZUS-ie tak źle, że nawet pracownicy narzekają, a sama instytucja jest kosmicznie niegospodarna i przeżera pieniądze, to może by ją po prostu w cholerę zlikwidować?

----------------------------

demolca

Ciekawe ilu ludzi popełniło samobójstwo bo nie miało z czego zapłacić składek lub odsetek?
Ilu zamknęło swój mikrobiznesik i wyjechało za chlebem?


============================


Mobbing i dyskryminacja w ZUS? Pracownicy piszą list do prezesa i premiera
Pracownicy ZUS są przemęczeni i mobbingowani. Jedna osoba popełniła nawet samobójstwo - piszą związki zawodowe do prezesa Zakładu i premier Ewy Kopacz. Sprawę będzie wyjaśniać rada nadzorcza

Kilka dni temu Zakład obchodził 80-lecie istnienia. (24 października 1934 r. rozporządzenie w sprawie powołania ZUS podpisał prezydent Ignacy Mościcki). "Tylko przyjazna instytucja publiczna daje nadzieję, że system emerytalny w Polsce nie będzie postrzegany jako zbędny balast, ale bardzo ważny i dobroczynny element kapitału społecznego wspólnoty narodowej" - napisał prezes Zakładu Zbigniew Derdziuk z okazji jubileuszu.

Tylko czy Zakład rzeczywiście jest instytucją przyjazną? Wielu pracowników ma co do tego wątpliwości.

Mobbing i dyskryminacja


Więcej: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,16903987.html[b][/b]
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

sztos-1


zdrowie i porządek publiczny? no jasne... bo wóda to lekarstwo na wszystko.

---------------------------


hlynurbjorn


Trzeba zatem zakazać uprawy tytoniu i wielu innych roślin. Pie**ni hipokryci.

----------------------------


piotrqpl


Szkoda, że każdy może się napić jak dzika świnia, zataczać na chodniku, zaczepiać ludzi i wyczyniać inne cuda po alkoholu i jest to jego święte prawo, a jak ktoś sobie spokojnie hoduje konopie na własny użytek, żeby nie dokarmiać dilerów i macherów, to jest nagle wrogiem publicznym. Jaki jest tego sens?
Że Państwo od każdego litra spirytusu inkasuje grubą kasiorę z akcyzy itp. to w sumie niech sobie ludzie piją, a jak politycznym samobójstwem byłoby zalegalizowanie (i opodatkowanie!) marihuany to już trzeba ją tępić?
Dostrzegam 'moralność Kalego' i zwykłą głupotę.

===================

Trzy lata więzienia za uprawę konopi na własny użytek zgodne z konstytucją
Obrazek
Przepisy dotyczące karania za uprawę konopi na własny użytek i ich posiadanie są zgodne z konstytucją - orzekł Trybunał Konstytucyjny. Skargę konstytucyjną w tej sprawie złożył mężczyzna skazany za takie przestępstwo.

- Wbrew twierdzeniom skarżącego, negatywne skutki używania marihuany są bezsporne - mówił, uzasadniając orzeczenie sędzia TK Piotr Tuleja. Dodał, że ochrona prawa do prywatności i decydowania o samym sobie nie ma charakteru absolutnego, a wartościami, które przemawiają za karalnością w takich przypadkach, są zdrowie i porządek publiczny.

W 2011 r. policja znalazła u skarżącego uprawę konopi oraz susz ich ziela, czyli marihuanę. Sąd skazał go na więzienie w zawieszeniu.

Kara "nadmiernie dolegliwa"

Zgodnie z zaskarżonymi przepisami, "kto, wbrew przepisom ustawy, uprawia mak, z wyjątkiem maku niskomorfinowego, konopie, z wyjątkiem konopi włóknistych, lub krzew koki, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech". Taka sama kara grozi za posiadanie - wbrew przepisom ustawy - środków odurzających lub substancji psychotropowych.

Oceniając te kary za "nadmiernie dolegliwe", skarżący wniósł o uznanie ich za sprzeczne z konstytucyjnymi zasadami prawa do prywatności, wolności sumienia i wyznania, prawa do ochrony zdrowia oraz zakazu nieludzkiego traktowania. Prokuratura Generalna i Sejm wnosiły o uznanie przepisu za konstytucyjny.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Polki mają rodzić w pełnym bólu! Resort Zdrowia forsuje absurdalny pomysł
Obrazek
We Francji znieczulenie podczas porodu jest proponowane każdej rodzącej kobiecie, a w niektórych szpitalach decyduje się na nie ponad 80 proc. pacjentek. Podobnie jest w innych krajach Europy. W Polsce nadal mamy XIX wiek i poród naturalny musi się odbyć w bólach. Dlatego 40 proc. rodzących decyduje się na cesarskie cięcie. Rządzącym naszym krajem to się nie podoba i wpadli na pomysł, aby ograniczyć liczbę "cesarek". W jaki sposób? - NFZ będzie płacił szpitalom za cesarskie cięcie mniej aniżeli za poród naturalny.

Rząd PO-PSL chce, aby zarządzający szpitalami oraz lekarze żyli pod presją. Zrobicie cesarkę na życzenie? - Nie ma problemu, ale dostaniecie za to mniej pieniędzy, niż w przypadku gdy przyjmiecie poród naturalnie. Dzisiaj obie procedury porodu są przez NFZ wyceniane tak samo - po 1,7 tys. zł, mimo że poród za pomocą cesarskiego cięcia wymaga de facto znacznie większych nakładów finansowych. Niebawem może się to jednak zmienić. Według propozycji Ministerstwa Zdrowia refundacja porodu naturalnego ma być dla szpitala bardziej opłacalna niż refundacja cesarki. Ekipa rządowa nawet nie ukrywa, że celem takiego rozwiązania ma być zmniejszenie liczby przeprowadzanych w naszym kraju operacji cesarskiego cięcia, tak aby więcej było porodów naturalnych bez znieczulenia i w pełnym bólu.

Dlaczego III RP pod tym względem przypomina XIX wieczne państwo? Dlaczego kobiety, płacąc niemałe składki zdrowotne, muszą się liczyć z tym, że podczas naturalnego porodu nie otrzymają znieczulenia? Dlaczego nie mają prawa rodzić po ludzku, bez stresu i bólu? Dlaczego coś, co od wielu lat jest normą w europejskich porodówkach, w Polsce nadal jest rzadkością? Dlaczego rządzący naszym krajem nie chcą tego zmienić? Dlaczego dążą do tego, aby jak najwięcej kobiet cierpiało wydając na świat swoje dzieci? Czy tak ma w naszym kraju wyglądać polityka pro-rodzinna?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0180 ... drowia.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Na e-administrację wydano w ciągu 3 lat blisko 1,5 mld zł, a i tak przybywa nowych urzędniczych etatów
Obrazek
Od 2012 roku na wdrożenie i utrzymanie państwowych systemów e-administracji poszło ok. 1,5 mld zł z pieniędzy zabranych wcześniej podatnikom. Mimo sporych kosztów takich projektów jak ePUAP, CEPiK czy ZUS-PUE, armia nie-wirtualnych urzędników nadal rośnie. Najwyraźniej są potrzebni do obsługi e-systemów.

Szacuje się, że w ciągu 7 lat rządów PO-PSL liczba urzędników w naszym kraju wzrosła o 13 proc. to jest o 80 tys. ludzi. W 2008 roku w administracji centralnej i samorządowej było zatrudnionych łącznie 612 tys. urzędników. W 2014 roku było ich już 692 tys. W tym czasie rząd podjął się zadania stworzenia e-administracji, która miała odciążyć urzędnicze etaty i sprawić, że Polacy będą mogli swoje sprawy załatwić nie wychodząc z domu za pośrednictwem internetu. Rzeczywistość okazała się być jednak nieco inna. Mimo gigantycznych środków przeznaczanych na realizację projektu e-administracji (od 2012 roku łączne koszty z tym związane pochłonęły 1,465 mld zł), liczba urzędników wcale się nie zmniejszyła. Wręcz przeciwnie - nadal utrzymuje się tendencja wzrostowa. Najwyraźniej rządzący naszym krajem uznali, że systemami informatycznymi, dzięki którym liczba urzędników miała spaść, ktoś musi zarządzać. Są potrzebne nowe kadry do obsługi wspomnianych ePUAP, CEPiK czy ZUS-PUE. Co gorsze - spadać nie mają również kwoty, które rząd zamierza w najbliższym czasie przeznaczyć na rozbudowę systemu e-administracji (będzie jeszcze e-Zdrowie i e-Podatki). W ciągu kilku najbliższych lat na ten cel pójdzie minimum 4,6 mld zł. Właściciele zaprzyjaźnionych firm informatycznych już zacierają ręce. Potok publicznych pieniędzy znowu zaleje ich konta do pełna, co wcale nie wpłynie na liczbę zatrudnionych w administracji urzędników. A wszystko na koszt polskiego podatnika. By żyło się lepiej!

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0181 ... zybywa.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zbigniew Stonoga odkupił długi rzecznika policji! Domaga się teraz wycofania fałszywych słów ZOBACZ FILM

Obrazek
Zbigniew Stonoga tym razem ostro zabrał się za tych, którzy rozpuszczają na jego temat kłamstwa. Ze szczególnym uwzględnieniem rzecznika rzecznika Komendy Głównej Policji Mariusza Sokołowskiego.

Mianowicie - wykupił jego długi. I domaga się by Sokołowski odwołał swoje słowa o 29 wyrokach na Stonodze.

źródło + video: http://wgospodarce.pl/opinie/17164-zbig ... obacz-film
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Prokuratorzy zarabiają grosze, dlatego czasami muszą kraść batoniki z dyskontów
Obrazek
Czas najwyższy podnieść pensje prokuratorom, bo najwyraźniej zarabiają takie grosze, że muszą kraść zakupy z dyskontów. Taki przypadek miał miejsce pod Bydgoszczą gdzie lokalny prokurator ze sklepu ukradł batonik i krem.

O sprawie informuje platforma Kontakt24.

Otrzymaliśmy zgłoszenie o kradzieży w jednym z dyskontów - poinformował nas rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Potwierdził też, że zgłoszenie dotyczyło jednego z prokuratorów Prokuratury Rejonowej w Szubinie - Ośrodek Zamiejscowy w Żninie, który miał ukraść dwa batony i krem. Trwa postępowanie wyjaśniające.

Zatrzymany został natychmiast przewieziony. Do szpitala! Z pewnością będzie badany pod kątem psychiatrycznym. I zapewne uznany za niepoczytalnego, co umorzy sprawę. Sęk w tym, że nawet wariat będzie mógł dalej pełnić funkcję prokuratora.

Jak powiedział, prokurator miał ukraść dwa batony i krem. - Nie znamy jeszcze jego stanowiska - powiedział rzecznik. W tej chwili podejrzewany przebywa w szpitalu na badaniach, które "mają określić, czy jakieś problemy zdrowotne mogły mieć wpływ na to zachowanie". Prokurator z Bydgoszczy nie mógł udzielić nam informacji, o jakie badania chodzi.

Jak kara czeka prokuratora, jeśli zostanie mimo wszystko udowodniona mu wina? Zapewne skromna grzywna.

Natomiast my postulujemy - zwiększyć uposażenia prokuratorów jeszcze bardziej! Być może wtedy nie bedą musieli z biedy kraść batonów i kremów z dyskontów.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/17173- ... -dyskontow
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

W końcu wezmą się za Kiszczaka?! Sąd nakazał doprowadzić „człowieka honoru” siłą na badania
Obrazek
Czesław Kiszczak będzie doprowadzony na badania mające ustalić, czy szef komunistycznej milicji i bezpieki w latach 80. może składać przed sądem zeznania.

Jak przypomina „Super Express” do tej pory Kiszczak tłumaczył, że jest tak chory, że… nie może poddać się badaniom. Miał uskarżać się m.in. na „bolesne miejsce po migdałkach”, które usunięto mu 64 lata temu i „zapalenie lewego ucha”, wyleczone przed 50 lat.

Jednak media wciąż fotografowały Kiszczaka, gdy ten swobodnie i beztrosko poruszał na terenie swojej mazurskiej posiadłości.

Być może te informacje przelały czarę goryczy wymiaru sprawiedliwości.

Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał zarządzenie, aby gen. Kiszczaka przymusowo doprowadzić w asyście policji na badania po uprzednim jego zatrzymaniu. Panu generałowi przysługuje od tej decyzji sądu zażalenie. Chcemy, aby badania odbyły się jak najszybciej, jeszcze w listopadzie

— powiedział „SE” Barbara Trębska, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Być może jednak sąd uznał, że w obliczu publikowanych fotografii ze zdrowym „człowiekiem honoru” nie da się dłużej robić idiotów ze społeczeństwa. Na osądzenie czeka jego udział w nielegalnym (nawet według prawa PRL) wprowadzeniu stanu wojennego.

źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/22089 ... na-badania
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

jerjar

Gin prawdopodobnie piły te eleganckie panie przez słomkę, bo słoma ma to do siebie, że lubi wyjść z butów.

Ze względu na zawodowy przerost ego zwłaszcza politykom oraz im małżonkom.


------------------

fakiba

To znaczy że wreszcie żona Hofmanowi wydobrzała , gratulacje

-----------------

t0maszek44

Niedobry z pana mąż panie Jackiewicz, żona boi się latać a pan ją ciąga po Madrytach

----------------------

deryl01

Majac wlasny alkohol juz przed startem zaplanowali picie. tzw. bojaznie na loty to zwykle oszustwo na odloty.


=======================

Awantura na pokładzie samolotu Ryanair. Żony polityków PiS piły własny alkohol
Obrazek
Mariusz Antoni Kamiński, Adam Hofman, Adam Rogacki i europoseł Dawid Jackiewicz wraz z żonami dali prawdziwy popis na pokładzie samolotu linii Ryanair - donosi "Fakt". Kiedy stewardessa zauważyła, że grupa oprócz zamówionych drinków ma swój własny alkohol, kobiety polityków miały wszcząć awanturę. Europoseł w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przyznaje, że doszło do incydentu, choć uważa, że wersja tabloidu jest "mocno przesadzona".

Do zdarzenia miało dojść w samolocie Ryanair na trasie Warszawa-Madryt. Jak podaje dziennik "Fakt", poszło o zbyt głośne zachowanie na pokładzie i zabronione picie własnego alkoholu. Żona Jackiewicza, która - wg tabloidu - zachowywała się agresywnie, szturchała interweniującą stewardessę.

"Żona boi się latać"

Europoseł przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" we Wrocławiu, że politycy i ich żony wnieśli na pokład własny alkohol. Zbagatelizował jednak całą sytuację. - Wersja wydarzeń przedstawiona przez "Fakt" jest mocno przesadzona. - Nie byliśmy pijani, wypiliśmy tylko po lampce wina. Mieliśmy też alkohol kupiony na lotnisku, ale oddaliśmy go stewardesie, gdy o to poprosiła - mówi.

Jak dodaje, "cała sytuacja była raczej zabawna", "nikt nie zachowywał się agresywnie", a w całym samolocie panowała "luźna" i "wesoła" atmosfera. Polityk twierdzi też, że... to jego żona próbowała uspokajać stewardessę, nie odwrotnie: - Kiedy zainterweniowała stewardessa, moja żona chciała ją uspokoić i wtedy jej dotknęła. Ale w żadnym razie nie doszło do żadnych przepychanek. Nikt nie zachowywał się agresywnie.

Gin z tonikiem i inne trunki

Nieco inaczej sytuację zapamiętał jeden z pasażerów wypowiadający się w "Fakcie". Do kłótni miało dojść około godziny po starcie. - Towarzystwo, już wsiadając, było podpite - opowiada tabloidowi pasażer.

Politycy PiS i ich żony zamówili gin z tonikiem. Okazało się, że oprócz tego mieli swoje własne trunki. Ponieważ picie wniesionego alkoholu na pokład jest zabronione, stewardesa zwróciła pasażerom uwagę i poprosiła o oddanie butelek. Anna Jackiewicz sprzeciwiła się. Razem z Joanną Hofman zaczęły krzyczeć, że to są ich prywatne rzeczy.

Według świadka doszło do przepychanek. Małżonka europosła Dawida Jackiewicza podobno złapała stewardesę za łokieć, kiedy ta powiedziała, że nie powinna jej dotykać. Anna Jackiewicz miała ją prowokacyjnie szturchać.

Wkroczył kapitan

Stewardesa, która najwidoczniej miała dość takiego zachowania, poszła ze skargą do kapitana, który postanowił zainterweniować. Dopiero rozmowa z nim przywołała grupę do porządku. Ilona Klejnowska, żona Kamińskiego obiecała kapitanowi, że sytuacja się nie powtórzy.

Gdyby sprawy nie udałoby się załagodzić, awanturującym się pasażerom groziło przymusowe międzylądowanie, a co za tym idzie, obciążenie kosztami i policyjny areszt. Skończyło się na tym, że żony polityków, oprócz małżonki Rogackiego, która nie brała w tym udziału, oddały alkohol.

- Zachowanie naganne, ale z tego, co wiem, Dawid Jackiewicz już w imieniu swojej małżonki przeprosił. Wytłumaczył, że jego żona boi się latać, że ta cała sytuacja była wynikiem olbrzymiego stresu. Przyjmuje to wyjaśnienie - powiedział Joachim Brudziński, poseł PiS, który był dziś gościem Moniki Olejnik w Radiu Zet.

Polityk dodał, że sprawa została wyjaśniona już na pokładzie samolotu. - Żony moich kolegów nie powinny się tak zachowywać. Przeprosiły za to zarówno stewardesy, jak i kapitana. Ja mogę wyrazić tylko swój żal, że w ogóle do takiej sytuacji doszło - mówił Brudziński.

Ryanair sprawdza sprawę

Poprosiliśmy linie lotnicze Ryanair o komentarz. - Sprawdzamy sprawę. Nie będziemy komentować i angażować się w plotki czy spekulacje. Nie możemy wypowiadać się temat zachowania indywidualnych klientów - informuje Kasia Gaborec-McEvoy z biura prasowego Ryanair. - Zgodnie z politykę firmy i warunkami przewozu klienci nie mogą spożywać własnego alkoholu na pokładzie - dodaje.

Więcej informacji Ryanair ma podać, po rozmowach z członkami załogi, które obsługiwały opisany lot.

źródło:: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... xSlotI3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

semigetuza

"byli juz policjanci", jeden 44 lata, drugi lat 45 zostali "wyrzuceni" z policji na zasluzone emerytury. Policzmy 44 lata. Pozyje taki ktos do 75 lat, a wiec 31 lat. Do Policji poszedl majac lat 25 /przedstem szkola policyjna na koszt nas wszystkich/. "Przepracowal" az!! 19 lat, drugi az!! 20 lat. Srednia emerytura to okolo 2,5 tys zlotych + coroczna waloryzacja odpowiednai do tej, jaka obowiazuje na ostatnim zajmowanym stanowisku + darmowa sluzba zdrowia /resortowa, kolejki mniejsze o jakies 60%/. ten lobuz bedzie kosztowal Ciebie, drogi Polaku-podatniku 930 tys zlotych+ koszty ubezpieczenia i leczenia. czyli dwojak tych lobuzow to jeden milion osiemset szescdziesiat tysiecy zlotych. Doliczajac koszty ubezpieczenia i leczenia daje to okolo 2,5 milona zlotych. Przez nastepne 31 lat Polacy-podatnicy zaplaca tym lobuzom za to, ze sie pochlali i narozarbiali 2,5 miliona zlotych. Pracujac do 67 roku zycia, lub zdychajac an bezrobociu. Bo bezrobotni tez zaplaca. W VAT, PIT, akcyzie.
Moje gratulacje dla Polakow, ktorzy lekka reka utrzymuja pijakow i lobuzow.


------------------------

spluwa-orginal

Prokurator kradnie i nic . Immunitet.
Policjanci ,wysokiej rangi rozrabiaja i nic .Zasluzona emerytura .
Raj na ziemi .

----------------------

stachud

I dlatego moje dzieci nie będą pracować w tym chorym kraju i płacić na emerytury takich policyjnych byków.

========================

B. oficerowie policji skazani za rozróbę w Lizard Kingu
Dwaj emerytowani już policjanci z b. władz komendy wojewódzkiej w Bydgoszczy zapłacą grzywny i nawiązki za awanturę podczas oficerskiej popijawy w klubie Lizard King - zawyrokował toruński sąd. Incydent będzie kosztował każdego ponad 8 tys. zł.

Nieco głębiej do portfela będzie musiał sięgnąć 44-letni Rafał M. - b. naczelnik wydziału techniki operacyjnej w bydgoskiej KWP - bo sąd dowiódł mu, że podczas burdy naruszył nietykalność cielesną dwóch pracowników toruńskiego klubu. Łącznie ma wyłożyć co najmniej 8,3 tys. zł, z czego 6 tys. zł na grzywnę, zaś po 700 zł na nawiązki dla obu pokrzywdzonych.

Rok starszy Maciej Z. - b. pierwszy zastępca szefa kujawsko-pomorskiej policji - który znieważył wówczas pięć osób, m.in. trzech interweniujących funkcjonariuszy, dostał do zapłaty minimum 8 tys. zł, w tym 5 tys. zł grzywny i pięć nawiązek po 500 zł dla poszkodowanych. Kwoty kar nie są ostateczne, bo dojdą do nich jeszcze koszty sprawy, a te nie zostały jak dotąd oszacowane.

Choć sąd utajnił proces - większość zarzutów dotyczyła bowiem zniewag, a w takich przypadkach jawność rozpraw jest wyłączana "z mocy prawa" - wiadomo, że incydent z 1 marca ub.r. miał niejako dwie odsłony. Do pierwszej doszło, gdy opijający w klubie przy ul. Kopernika awans kolegi oficerowie ze ścisłego kierownictwa KWP - było ich tam ok. 10 - zaczęli naprzykrzać się innym gościom, zwłaszcza paniom. Pracujący tego wieczoru w Lizard Kingu selekcjoner i ochroniarz zapowiedzieli wówczas Maciejowi Z. i Rafałowi M., że nie dostaną więcej alkoholu i nakazali im opuścić lokal. Ale tylko rozwścieczyli nienawykłych do wykonywania takich komend funkcjonariuszy. Obaj wulgarnie oznajmili każdemu z osobna, że "już tu nie pracuje" i "jest zwolniony", oraz rozkazali: "idź psie do budy" i "do budy idź szczekać". Sąd ponadto ustalił, że naczelnik M. dopuścił się także rękoczynów: popchnął selekcjonera i spoliczkował ochroniarza.

Druga odsłona awantury rozegrała się, gdy obsługa klubu wezwała na pomoc policję. Prym wiódł wtedy komendant Maciej Z.: nazwał trzech interweniujących funkcjonariuszy - jednego w randze komisarza - "debilami". Zaś na odchodnym - używając tego samego epitetu - zakazał rozmawiać z nimi kierowcy, który przyjechał odebrać oficerów z imprezy.

Proces nie potwierdził jedynie tego, że owego komisarza znieważył również Rafał M. 44-latek ponoć kazał mu spier... Sąd nie puścił tego płazem i wymierzył b. naczelnikowi 300 zł grzywny za używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym (działo się to na ulicy przed lokalem), co jest wykroczeniem.

Podczas śledztwa oskarżeni nie przyznawali się do winy, nie wiadomo, czy zrobili to na sali rozpraw. Obaj nie pracują już w policji, ale na opłacenie kar - jeśli się uprawomocnią - będzie ich stać. Mają niemałe emerytury resortowe, a wyrok nie pozbawi ich tego przywileju. Maciej Z. postanowił z niego skorzystać już dzień po rozróbie, gdy przełożeni odwołali go z funkcji zastępcy komendanta. Rafał M. poszedł w jego ślady dopiero w styczniu br., gdy już było jasne, że stanie przed sądem i incydent nie skończy się tylko postępowaniem dyscyplinarnym.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... izard.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Gigantyczna różnica pomiędzy pensjami rządowych polityków, a poborami zwykłych Polaków
Obrazek
Gdyby wierzyć jedynie statystykom GUS, to logiczne byłoby stwierdzenie, że w Polsce żyje się całkiem przyzwoicie. Przeciętny Kowalski zarabia ok. 4000 zł brutto. Może nie kokosy, ale spokojnie wystarczy aby godnie przeżyć miesiąc. Niestety są to tylko rządowe statystyki, nie mające z rzeczywistością wiele wspólnego. Przeciętny Polak zarabia bowiem znacznie mniej niż wspomniane 4000 zł, w odróżnieniu od... polityków rządowych, którzy zarabiają wielokrotność tej kwoty.

Szacuje się, że co ósmy Polak na etacie pracuje za głodową minimalną krajową, a zdecydowana większość zarabia poniżej tzw. średniej krajowej (ok. 4000 zł brutto) wyliczanej przez GUS dla przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 osób. Skąd o tym wiemy? - Wystarczy spojrzeć na tzw. medianę wynagrodzenia Polaków, która o wiele bardziej uwzględnia rzeczywistość panującą w naszym kraju aniżeli "przeciętne wynagrodzenie". Mediana to określona wartość liczbowa powyżej i poniżej której znajduje się jednakowa ilość zarówno wyższych jak i niższych wartości liczbowych w danym zbiorze. Przekładając to na język bardzie ludzki: mediana dzieli pracujących Polaków dokładnie na pół. Jedni zarabiają poniżej mediany, a drudzy powyżej. Ile zatem ta mediana wynosi? Zgodnie z ostatnim opublikowanym przez GUS raportem dotyczącym mediany wynagrodzenia w Polsce (GUS publikuje takie raporty co 2 lata) - w 2012 roku dokładnie 50 proc. osób pracujących w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób otrzymywało miesięcznie mniej niż 3115 zł brutto, a drugie 50 proc. osób otrzymywało więcej niż 3115 zł brutto. Medianą wynagrodzenia była kwota 3115 zł (około 2200 zł "na rękę"). I taka właśnie wartość jest bliższa przeciętnemu-realnemu wynagrodzeniu statystycznego Kowalskiego, niż to co podaje GUS w comiesięcznych raportach na temat "przeciętnego wynagrodzenia" w sektorze przedsiębiorstw (gdzie o medianie wynagrodzenia nie ma mowy).

Diametralnie inaczej wygląda sytuacja rządowych polityków związanych z Platformą Obywatelską. Donald Tusk co miesiąc otrzymuje 105 tys. zł. Jego koleżanka - Elżbieta Bieńkowska - 87 tys. zł. Wynagrodzenie Bronisława Komorowskiego to 20,1 tys. zł. Ewa Kopacz może liczyć na 16,7 tys. zł miesięcznego uposażenia. Marszałkowie Sejmu i Senatu - Radosław Sikorski i Bogdan Borusewicz - również dostają po 16,7 tys. zł. Wszyscy ministrowie mogą liczyć na pensje między 14,0 - 14,5 tys. zł. Widać zatem zasadniczą różnice między rządowymi politykami, a zwykłymi Polakami.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0181 ... zepasc.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Gość

Boże Drogi,w jakim kraju przyszło żyć mnie i moim najbliższym? Honor,uczciwość nie znaczą już nic?Jak bardzo trzeba się złachmanić,by zrozumieć że to tylko pieniądze? Polska jest spętana przez zaprzańców,sprzedawczyków i złodziei.I tak ich należy nazywać...po imieniu. Profesor kłamca,doktor habilitowany Łajza,profesor zwyczajny złodziej. Nie bójmy się pluć tym łachudrom w twarz.

=======================

Tajemnica zarobków medycznych tuzów - ile lekarze dostają od koncernów medycznych?
Profesor Wiesław W. Jędrzejczak, legenda polskiej hematologii i były konsultant krajowy demonstracyjnie sprzeciwił się podawaniu do powszechnej wiadomości informacji o zarobkach, jakie lekarze - konsultanci otrzymują od firm medycznych.

TVN-owska „Uwaga” próbowała w wywiadzie z prof. Wiesławem W. Jędrzejczakiem znaleźć odpowiedź pytanie, czy pacjenci powinni wiedzieć o kontaktach sław medycyny z koncernami farmaceutycznymi.

Profesor jest jednak zbyt wytrawnym graczem, aby wpaść w sidła zastawione przez dziennikarza. Zręcznie unikał odpowiedzi na pytania o swoje kontakty z koncernami farmaceutycznymi, zarobki i działalność na styku biznesu i służby zdrowia. O lobbystach profesor nawet się nie zająknął.

Profesor Wiesław W. Jędrzejczak jest kierownikiem Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Dotarłem przy okazji do wykazu kilkudziesięciu międzynarodowych programów badawczych, w jakich klinika brała udział. Można się jedynie domyślać, że takie badania nie są przeprowadzane za darmo, a płacą koncerny farmaceutyczne. Komu? Tego nie wiadomo, bo raport jest zanonimizowany – nie ma żadnych nazwisk, tylko kody pocztowe szpitali.

Profesor W.W. Jędrzejczak nie ukrywał swoich bliskich związków z Fundacją DKMS, która agresywnie działa w Polsce. Medialną burzę wywołał kilka lat temu proceder wywożenia przez DKMS polskich dawców szpiku do Niemiec, gdzie pobierano od nich szpik dla… polskiego dawcy. Taka operacja przynosiła spore zyski Fundacji DKMS, bo „szpik z importu” był wielokrotnie droższy. Płacił naturalnie polski podatnik.

Podczas wystąpienia przed senacką komisją zdrowia 17 grudnia 2013 r. prof. Jędrzejczak był szczery i przyznał się do lobbowania za umożliwieniem Fundacji DKMS działalności w Polsce i zmianą przepisów:

„W momencie kiedy zorientowałem się, że DKMS ma zamiar wejść do Polski, i że w Polsce jest prawo, które dowolnemu podmiotowi pozwala otworzyć fundację działającą na prawie polskim, to wystosowałem pismo do Pani Minister Kopacz informując ją, że występuje taka sytuacja. Stwierdziłem, że moim zdaniem jest nie do pomyślenia sytuacja, żeby tak potężna organizacja weszła do kraju, w którym nie ma żadnych przepisów prawnych, które to regulują, w związku z tym zwróciłem się o to, żeby Pani Minister Kopacz powołała zespół do nowelizacji ustawy i taki zespół został powołany”.

Dotarłem do umowy, jaka Fundacja DKMS zawarła z Samodzielnym Publicznym Centralnym Szpitalem Klinicznym w Warszawie (SPCSK) przy ul. Banacha 1a, w którym mieści się klinika kierowana przez byłego konsultanta krajowego. Fundacja DKMS za pobranie szpiku od jednego dawcy płaciła 8000 złotych. Czy część z tej kwoty trafiała do personelu kliniki i jej szefa? Kto robi dobry interes?

Policzmy. Fundacja DKMS według tejże umowy płaci szpitalowi 2100 zł brutto za pobranie szpiku wraz z wykonaniem badań diagnostycznych, kosztów materiałów jednorazowych bloku operacyjnego i znieczulenia ogólnego oraz kosztów materiałów z banku tkanek. Koszty bieżące szpitala to 1000 zł brutto, a wynagrodzenie przekazane przez szpital bezpośrednim wykonawcom umowy, czyli zespołowi profesora - 8000 zł brutto.

Ile z tej kwoty trafia do kieszeni profesora Jędrzejczaka, a ile – zespołu? Z moich informacji zebranych w szpitalu wynika, że pobrania dla DKMS (około 40 miesięcznie) odbywały się w godzinach pracy lekarzy i pielęgniarek zespołu w SPCSK. Kilka lat temu na stronach internetowych Ministerstwa Zdrowia pojawił się rejestr korzyści. Profesor Wiesław Wiktor Jędrzejczak, ówczesny konsultant krajowy ds. hematologii ujawnił sporo zawartych umów-zleceń z koncernami farmaceutycznymi. Profesor pobierał wynagrodzenia m.in. od Novartis-Polska, BMS Polska, Polpharma, Janssen-Cilag, Celgene, Genzyme.

Profesor jako jedyny zabronił ujawniania źródeł swoich dochodów, bo w rubryce „Rejestru…” widniała jego adnotacja: „Oświadczenie to składam do wyłącznej wiedzy władz AOTM oraz Ministra Zdrowia i nie zgadzam się na jakąkolwiek formę podania go do wiadomości publicznej, a jeśli to nastąpi podejmę czynności prawne w stosunku do osób odpowiedzialnych w związku z naruszeniem moich praw osobistych”.

Takie stanowisko tłumaczył wtedy m.in. obawą przed wytoczeniem ewentualnych spraw sądowych za wystawione opinie dla Agencję Oceny Technologii Medycznych przez koncerny farmaceutyczne. Umowy z koncernami farmaceutycznymi wyjawili wtedy także inni członkowie ówczesnej Rady Konsultacyjnej AOTM (znaleźli się w składzie Rady Przejrzystości): kardiolog prof. Tomasz Pasierski (Schering-Plough i Sanofi Aventis) i onkolog prof. Rafał Suwiński (wyjeżdżał na sympozja organizowane przez koncern Astra-Zeneca).

W przeszłości

Prof. W. W. Jędrzejczak oraz prof. Jerzy Hołowiecki brali udział w opiniowaniu finansowania terapii azacytydyną w leczeniu pacjentów z ostrą białaczką szpikową. Producentem substancji czynnej w tym leku jest koncern Celgene, z którym krajowy konsultant ds. hematologii miał umowę-zlecenie.

Lobbyści, którzy działają na zlecenie koncernów farmaceutycznych nierzadko wchodzą w bliskie relacje z medycznymi VIP-ami. Konsultanci krajowi mogą być wyjątkowo skuteczni, gdy chodzi o przekonywanie Ministra Zdrowia o zaletach nawet kontrowersyjnych leków. Prof. Wiesław Jędrzejczak, kiedy był konsultantem krajowym ds. hematologii, proponował, aby u chorych na szpiczaka z niewydolnością nerek od początku terapii stosować jeden z nowych leków - bortezomib.

Prof. W. Jędrzejczak jest jednocześnie Prezesem Fundacji „Hematologii i Onkologii”.

„Nie widzę tu konfliktu interesów pomiędzy funkcją konsultanta krajowego a funkcją społecznego prezesa. Fundacja Hematologii i Onkologii jest organizacją pożytku publicznego, która nie prowadzi działalności gospodarczej. Jej jedynym celem jest wspieranie rozwoju hematologii i onkologii. W praktyce jest to konto bankowe, na które zbierane są darowizny, a gromadzone środki są wykorzystywane na remonty i zakupy sprzętu do kierowanej przez mnie Kliniki, która mieści się w publicznym szpitalu. Sprzęt jest następnie przekazywany szpitalowi na własność. Wyjątkowo darczyńcami są firmy farmaceutyczne, a najczęściej osoby prywatne Zdarzały się prywatne darowizny w wysokości 100 tysięcy złotych” – wyjaśniał profesor w jednym z artykułów.

Profesor także milczy na temat swojej przeszłości. Szkoda. Z kartoteki MON wynika, że Wiesław Jędrzejczak syn Wiktora i Kseni z domu Siemierzyk, został pozyskany do współpracy 29 marca 1968 roku przez Zarząd Wojskowej Służby Wewnętrznej Pomorskiego Okręgu Wojskowego (Oddział WSW w Łodzi) i zarejestrowany jako TW "Wiktor" (nr rejestracyjny 16343). Z życiorysu WWJ wynika, że był wtedy 21-letnim studentem WAM w Łodzi. Akta „Wiktora” zostały zniszczone 21 sierpnia 1990 roku.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/17178-taje ... medycznych
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Czym zapłacił Tusk za swoje stanowisko w Brukseli?
Obrazek
Mija powoli w mediach euforia związana z objęciem przez Donalda Tuska stanowiska przewodniczącego Rady i coraz częściej w niezależnych mediach pojawiają się informacje, które sugerują, że to stanowisko dla premiera naszego kraju już obecnie kosztuje nas niezmiernie dużo, a w przyszłości będzie kosztowało jeszcze więcej.

We wczorajszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” ukazał się artykuł redaktora Mariusza Staniszewskiego pod znamiennym tytułem „Ile kosztuje stanowisko Tuska”, w którym autor wskazuje na przynajmniej 4 obszary kosztów, które ponosimy lub poniesiemy w przyszłości.

W artykule wymienione są między innymi takie sprawy jak rezygnacja z polskiej polityki zagranicznej dotyczącej Ukrainy, wyraźne spowolnienie w sprawie budowy w Polsce elektrowni atomowej, ślimaczenie się wydobywania gazu łupkowego i wreszcie przyzwolenie na takie położenie gazociągu Północnego, że blokuje on Gazoport w Świnoujściu.

Autor analizuje każdy z tych obszarów i pewnie w mainstreamowych mediach zostanie posądzony o propagowanie spiskowej teorii dziejów, tyle tylko, że wszystko o czym pisze znajduje niestety potwierdzenie w rzeczywistości. W sprawie Ukrainy od Majdanu trzymaliśmy rękę na pulsie, to dzięki polskiej inicjatywie w najtrudniejszych momentach do Kijowa jeździli ministrowie spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji i kiedy zaczęto podejmować strategiczne decyzje dotyczące przyszłości Ukrainy, nagle naszego kraju przy tym stole zabrakło.

Nawet politycy Platformy nieoficjalnie przyznają, że była to świadoma decyzja rządu Tuska, który nie chciał aby przy tym stole negocjacyjnym pojawiły się wyraźne różnice pomiędzy Warszawą i Berlinem.

Niemcy i Francuzi chcą bowiem za wszelką cenę porozumienia z Moskwą i przymuszają Ukrainę do kolejnych ustępstw, Polsce takie decyzje nie byłyby na rękę więc Donald Tusk zdecydował, że nie będzie nas przy tym stole.

W sprawie budowy elektrowni atomowych w Polsce rząd Tuska był niezwykle optymistyczny już od początku swojego urzędowania, w 2009 roku przyjęto strategię energetyczną do roku 2030, w której wykazano konieczność budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce do roku 2020.
W tym celu w ramach największego polskiego koncernu energetycznego Polska Grupa Energetyczna (PGE) powołano specjalną spółkę PGE EJ1, której prezesem w roku 2011 został były minister skarbu Aleksander Grad.

Spółka wydała do tej pory przynajmniej kilkaset milionów złotych na różnego rodzaju opracowania związane z tą inwestycją ale od stycznia 2012 roku kiedy do Komisji Europejskiej wpłynął protest kilku niemieckich landów podpisany przez 50 tysięcy mieszkańców, prace nad jej budową przypominają do złudzenia „puszczanie pary w gwizdek”.

Wprawdzie PGE EJ1 pod światłym kierownictwem prezesa Grada wydaje kolejne dziesiątki milionów złotych na przygotowanie inwestycji ale już wiadomo, że skoro Niemcy się jej przeciwstawiają (u siebie wygasili wszystkie elektrownie atomowe), to nie ma szans aby powstała.

O łupkach w Polsce i Gazociągu Północnym nie wypada nawet wspominać, wiemy doskonale, że przy rządach Platformy i PSL-u obydwie sprawy są przegrane.
Koalicja Platformy i PSL-u prowadzi tak przez 7 lat sprawy wydobycia gazu łupkowego w Polsce, że większość zagranicznych inwestorów już się z Polski wycofała (intensywne poszukiwania gazu łupkowego w Polsce bardzo nie podobały się Niemcom i Francuzom, a także co oczywiste Rosjanom), a własnymi siłami z tym problemem sobie nie poradzimy.

Z kolei rury Gazociągu Północnego na wysokości Świnoujścia zostały tak położone, że do Gazoportu będą dopływały tylko gazowce o niedużej wyporności. Donald Tusk został uspokojony przez kanclerz Angelę Merkel, że jak będzie taka potrzeba to gazociąg się zakopie. Wprawdzie każde dziecko wie, że ta obietnica jest kompletnie nierealna, jednak Tusk ją przyjął bez zmrużenia oka, bo tak należało skoro już wtedy starał się o wysokie stanowisko unijne.

Jak wynika z tego zestawienia koszty stanowiska Tuska w Brukseli są dla Polski ogromne ale z mediów tzw. „mętnego nurtu”, nie dowiemy się niestety nic na ten temat.
Dobrze, że w obszarze niezależnych mediów pojawiają się tego rodzaju publikacje, to one uświadamiają Polakom, że w tej ponoć solidarnej Unii Europejskiej nie ma nic za darmo, ba jeszcze za wygodę możnych tego świata (Niemiec, Francji, wszak Tusk na stanowisku przewodniczącego Rady będzie dla tych wielkich niezwykle pożyteczny), trzeba jednak zapłacić ogromną cenę.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/17163-czym ... w-brukseli
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot], Google [Bot]  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM