Komentarz:
turpin
Sąd go zapewne na cośtam skaże, zaś koledzy z Izby Lekarskiej zapewne ograniczą się do braterskiego upomnienia. Człowiek, który najpewniej stanął naćpany przed sądem i nie jest w stanie manewrować kierownicą, będzie dalej dłubał przy czyichś oczach. No cóż, skoro swego czasu pozwolono praktykować po odsiadce lekarzowi-mordercy (póki nie zgwałcił pacjentki), to mało co już dziwi.
==================================
Doktor nie zdołał wyleczyć się sam
Lubelski okulista pił, ćpał, podkradał leki - i przyjmował w szpitalu, gdzie pracuje jego tata. Sprawa wyszła na jaw, gdy po kielichu staranował swoim bmw samochód wiozący oficerów CBŚ.
25 marca br. doktor Sebastian N. akurat jest na chorobowym. 33-latek na co dzień robi specjalizację okulistyczną w renomowanej lecznicy - szpitalu klinicznym nr 1 w Lublinie. Po godz. 22 lekarz pędzi srebrnym bmw w stronę skrzyżowania alei Solidarności z ulicą Sikorskiego. Mimo późnej pory aut jest sporo. Bmw z impetem wjeżdża w trzy samochody czekające na czerwonym świetle. Sebastian N. próbuje odjechać, ale nie może. Gdy chce uciec na piechotę, okazuje się, że ma ogromnego pecha. W jednym ze staranowanych pojazdów siedzą policjanci: dwóch funkcjonariuszy z Centralnego Biura Śledczego i policjantka z wydziału kryminalnego komendy wojewódzkiej. Zatrzymują go do czasu przyjazdu radiowozu. Lekarz jest agresywny, więc trzeba go skuć. Nie zamierza dmuchać w alkomat. Policjanci wiozą go do szpitala, gdzie pobierają krew. Doktor bełkoce.
To nie pierwszy jego wybryk. Już dwa razy zabierano mu prawo jazdy. Raz prowadził samochód po kieliszku, za drugim razem przekroczył limit punktów karnych. Wygląda na to, że lubi docisnąć pedał gazu. Na Facebooku relacjonuje, jak latem ub.r. zatrzymała go drogówka. Do wpisu dodaje zdjęcie prędkościomierza pokazującego 250 km/godz. i wskaźnika paliwa, który dobija do zera. "Dobrze ze stacja obok..i tak mnie dojechali 10pkt i 8 stow ale zapronowalem im leczenie oczow for free i wczesniejszy termin i skonczylo sie na milego dnia" [pisownia oryginalna]. Z innych postów wynika, że N. pasjonuje się wyścigami.
Tym razem policjanci nie zamierzają odpuszczać doktorowi. Najpierw dostają wyniki badań krwi: 2,29 promila alkoholu. Po kilku miesiącach przychodzą kolejne ekspertyzy. Wykryto lek psychotropowy dziesięć razy mocniejszy od relanium. Czy możliwe, że lekarz się nim leczył? Według biegłych dawka psychotropu była dwukrotnie wyższa niż norma przy zwykłej terapii. Co więcej, medykament wykazuje "toksyczny synergizm" z alkoholem. Potęguje upojenie.
Sprawa lekarza staje się głośna. Dyrektor szpitala deklaruje, że wystąpi do wojewody, by ten wykreślił okulistę ze specjalizacji. Mijają kolejne miesiące, wojewoda czeka, a wniosku dyrektora nie ma. 12 października br. Sebastian N. spokojnie kończy specjalizację okulistyczną.
Przyjmuje pacjentów "w Lublinie i okolicznych miejscowościach", jak mówi jego adwokat. Poza tym pełni dyżury w izbie przyjęć szpitala w Opolu Lubelskim.
Kradzież mniejszej wagi
Tymczasem prokuratura szykuje akt oskarżenia. Kara za wcześniejszą jazdę po pijanemu już się zatarła, ale jest coś jeszcze. W 2013 r. sąd warunkowo umorzył postępowanie przeciwko doktorowi. Chodziło o kradzież. Lekarz zabrał z karetki pogotowia w Rykach dwie ampułki odurzającego medykamentu. Rycki sąd potraktował to jako tzw. wypadek mniejszej wagi. Uznał winę Sebastiana N., ale odstąpił od wydania wyroku.
W drugiej połowie sierpnia lekarz zostaje oskarżony o jazdę w stanie nietrzeźwości i pod wpływem psychotropów. Grozi mu do dwóch lat więzienia. W ostatni czwartek rozpoczyna się jego proces. Pełnomocnik lekarza prosi, by rozprawy nie filmowano, a fotoreporterzy - wyszli.
- Lekarz to zawód zaufania publicznego. Począwszy od marca tego roku, media kreują bardzo negatywny wizerunek mojego klienta. Może to skutkować odwróceniem się od niego części pacjentów - mówi adwokat.
Sędzia Agnieszka Straub-Cegiełko decyduje, że dziennikarze mogą zostać na sali, ale kamery i aparaty mają być wyłączone.
Doktor przyznaje się do winy. Nie chce składać wyjaśnień. Jego prawnik zapowiada, że dobrowolnie podda się karze. Proponuje trzy lata zakazu prowadzenia pojazdów, 1,5 tys. złotych grzywny oraz rok więzienia z zawieszeniem na dwa lata. Obecna na rozprawie prokuratorka oponuje: okres próby powinien wynosić trzy lata. Pełnomocnik Sebastiana N. się zgadza. Sędzia pyta, co na to sam doktor. Gdyby potwierdził słowa adwokata, proces skończyłby się na tej jednej rozprawie.
Jednak doktor zaczyna negocjować. Mówi coś pod nosem. Sędzia słyszy tylko słowo "łagodniej". Docieka więc, co ma być "łagodniejsze": zakaz prowadzenia aut, okres zawieszenia? Lekarz precyzuje ściszonym głosem, że chodzi mu o krótsze "zawiasy". Zachowuje się jednak tak, że sędzia zaczyna wątpić, czy okulista wie, co robi i mówi. Powoli cedzi słowa, plącze się, potrzebuje podszeptów czerwonego ze wstydu adwokata. Tłumaczy się "roztrzęsieniem" i kiepskim stanem zdrowia. Leczy się z depresji. Sędzia docieka więc: gdzie i od kiedy się leczy? N. przypomina sobie, że dopiero ma zacząć kurację.
Sędzia postanawia: - Na podstawie zachowania oskarżonego na rozprawie sąd powziął wątpliwości, czy oskarżony może w sposób świadomy brać udział w postępowaniu i czy był poczytalny w chwili czynu [kolizji]. Sąd nakazuje sprawdzenie, czy N. jest uzależniony od środków odurzających. Doktora mają teraz przebadać dwaj biegli psychiatrzy. Kolejna rozprawa w grudniu.
Prezesowi nikt nie doniósł
Dzwonię do kilku lekarzy, którzy znają Sebastiana N., i pytam o niego. Żaden nie zgadza się na rozmowę pod nazwiskiem. Powtarzają, że słyszeli plotki o "dziwnym" zachowaniu kolegi po fachu. Jakim cudem ma dyżury w izbie przyjęć szpitala w Opolu Lubelskim? Może pomógł fakt, że pracuje tam jego ojciec, znany lubelski lekarz?
Lecznicę prowadzi spółka Powiatowe Centrum Zdrowia. Jej prezes Robert Lis nie odbiera komórki. W mailu relacjonuję mu czwartkową rozprawę i poprzednie "grzeszki" Sebastiana N.
"Jeszcze nie znam decyzji sądu, a także nie mam informacji o przebiegu sprawy" - odpisuje mi prezes Lis. "Pan doktor ma umowę ważną do końca tego roku. Pełni w miesiącu tylko kilka dyżurów, ale w związku z wątpliwościami, które się pojawiły, wydałem polecenie, aby do czasu wyjaśnienia sprawy pan N. nie figurował w grafiku. W tym celu zatrudniliśmy dodatkowo lekarza. Nie ma mowy o tym, aby pan N. w świetle faktów, które pan przytoczył, pełnił jakąkolwiek rolę lekarza w PCZ. Niestety, nie znałem spraw, o których pan wspomina. Być może to dziwi, ale takie są fakty i nikt nie doniósł mi o tym wcześniej".
źródło:
http://wyborcza.pl/1,87648,16874964,Dok ... am.html#MT