Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Polacy! Nic się nie stało! Sponsorowany przez rząd CBOS daje Platformie 38 procent poparcia :-)))
Obrazek
Afery, korupcja, zadłużenie państwa, osłabienie armii, fatalna sytuacja w służbie zdrowia, poczucie zagrożenia czy nieporadność na arenie międzynarodowej nie mają znaczenia dla respondentów przepytywanych przez CBOS. Dla nich liczy się tylko Platforma, która - gdyby wybory odbyły się dzisiaj - miałaby rzekomo wygrać z gigantycznym poparciem. Czy ktoś wierzy jeszcze w tą propagandę? W PRL musiało być podobnie...

Po pierwsze - według najnowszego sondażu CBOS, partia Tuska może liczyć na najlepszy wynik od 2012 roku. Gdyby wybory odbyły się dzisiaj, miałaby rzekomo wygrać z poparciem 38 proc.



Po drugie - CBOS to uzależniony finansowo od rządu ośrodek badania opinii publicznej. Powołany do życia w stanie wojennym na zlecenie Wojciecha Jaruzelskiego, dziś formalnie jest fundacją, nad którą nadzór sprawuje Prezes Rady Ministrów. Warto podkreślić, że działalność CBOS jest współfinansowana z budżetu państwa. W 2011 dotacja podmiotowa dla CBOS wyniosła 3,124 mln zł, zaś w 2012 oraz 2013 roku - po 3,2 mln zł.

Po trzecie - w kontekście kuriozalnych rezultatów sondażu CBOS warto przypomnieć główne osiągnięcia ekipy Tuska: Grabież oszczędności Polaków z OFE (153 mld zł); Podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat; Wzrost zadłużenia kraju (z 530 do 970 mld zł); Osłabienie armii; Wzrost fiskalizmu, zamrożenie progów podatkowych (coraz biedniejsi muszą płacić coraz większe podatki), podwyżka podatku VAT do 23 proc., kilkukrotne podwyżki akcyzy, podwyżki składek ZUS, likwidacja ulg podatkowych (budowlanej i internetowej), zmniejszenie o 1/3 zasiłku pogrzebowego; Przyjęcie zabójczego dla polskiej gospodarki pakietu klimatycznego; Paraliż legislacyjny w sprawie wydobywania gazu łupkowego; Rozrost biurokracji (sto tysięcy nowych etatów); Doprowadzenie do agonii służby zdrowia (czekanie po kilka lat na wizytę u lekarza specjalisty); Ograniczenie roli naszego kraju w relacjach międzynarodowych; Przyjęcie ustawy o tzw. bratniej pomocy; Podpisanie długoterminowego kontraktu na dostawy gazu z Gazpromem; Wyprzedaż majątku narodowego za ponad 65 mld zł (w tym spółek strategicznych takich jak Azoty Tarnów); Drenaż Funduszu Rezerwy Demograficznej; Zmielenie miliona podpisów w/s JOW; Odrzucenie podpisanych przez miliony Polaków wniosków o referenda w/s 6-latków i wieku emerytalnego; Wszechobecny nepotyzm i kolesiostwo, a ponadto: afera taśmowa, afera hazardowa, afera wyciągowa, afera stadionowa, afera autostradowa, afera stoczniowa, afera AmberGold, afera gazowa, Info-afera.

Po blisko 7. latach rządów ekipy Tuska wyłania się obraz Polski osłabionej, targanej korupcją czy kryminalnymi układami, zredukowanej do roli dostarczyciela taniej siły roboczej i łatwego kapitału dla innych gospodarek.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0165 ... rocent.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Słuchając Kopacz, chciałoby się zakrzyknąć: Tusku, wróć! Problem w tym, że to on skazał nas na ten cyrk
Obrazek

Chyba jeszcze nigdy dziennikarze od lewa do prawa nie byli tak zgodni w sprawie chłodnej oceny wystąpienia premiera rządu. Ewa Kopacz w 15 minut krótkiej konferencji prasowej dała radę udowodnić, że jest kompletnie nieprzygotowana do swojego stanowiska.


Jeśli decyzja Donalda Tuska miała na celu wywołanie tęsknoty za jego rządami, to udało mu się to w stu procentach. Już po pierwszej konferencji nowej pani premier chciałoby się zakrzyknąć: Tusku, wróć! Problem tylko w tym, że to były już premier skazał nas na rządy Ewy Kopacz. Nie wiem, co kierowało Tuskiem, że wyznaczył akurat byłą minister zdrowia (bo że to jego decyzja - nie ma wątpliwości), ale musi on bardzo nie lubić Polski i Polaków. Nie wierzę, że nie było mu wstyd, gdy zobaczył absurdalną wypowiedź Kopacz w najważniejszej w tej chwili sprawie - czyli rosyjskiej agresji na Ukrainie. Słowa nowej premier zostały zresztą już odpowiednio odebrane za granicą (także w Rosji). Sygnał był prosty: Polska odpuszcza sprawy Ukrainy, mówi o tym i zdanie Ewy Kopacz, i wymiana szefa polskiej dyplomacji, i nowy szef MSW.

Czasy są takie, że nie ma czasu na naukę bycia premierem. Dlatego apel Bronisława Komorowskiego o „100 dni spokoju” dla gabinetu Kopacz jest niedorzeczny. Nowa szef rządu nie ma czasu się docierać, uczyć kompetencji i fachu, co zresztą zajęłoby jej kilka ładnych lat. Premier Rzeczpospolitej Polskiej musi mieć tu i teraz szerokie rozeznanie w sprawach międzynarodowych i energetycznych, musi znać się na służbach specjalnych, zasadach działania wywiadu i kontrwywiadu, musi umieć przewidywać i myśleć o trzech ruchach do przodu. Trzy krótkie pytania od dziennikarzy na wczorajszej konferencji (na więcej, mimo naszych próśb, nie pozwolono) dobitnie udowodniły, że Kopacz nie spełnia żadnego z tych warunków. A przecież przed dziennikarzami nie da się uciekać w nieskończoność.

Byłem na auli politechniki podczas tego piętnastominutowego przedstawienia. Kopacz ewidentnie była przyuczona przez tego samego magika od public relations co Donald Tusk. Problem w tym, że Kopacz w porównaniu z Tuskiem jest mało pojętnym uczniem. Absurdalne (i seksistowskie) porównanie w sprawie broni na Ukrainie i mało skoordynowane ruchy rękoma mające pokazać jedność i obronę, zasłużyły na dwóję z wykrzyknikiem także w kategoriach PR. Były nerwy, mylenie funkcji nowych ministrów i wreszcie kuriozalna wypowiedź ws. Ukrainy. Objęty kierunek nowej premier, która pozycjonuje się jako gospodyni pilnująca ogniska domowego może nawet zdałby egzamin wizerunkowy, ale nie dziś, nie w tak trudnych czasach.

To rzecz jasna wielka szansa dla opozycji. Jarosław Kaczyński powinien dążyć do telewizyjnej debaty z Kopacz. O czymkolwiek - o ile Tusk był trudnym przeciwnikiem, o tyle Kopacz jest do pokonania.

Za puentę niech posłuży mała anegdota. Gdy podzieliłem się swoimi wątpliwościami co do kompetencji nowej premier z jedną z osób powołanych przez Kopacz do rządu, usłyszałem złośliwą odpowiedź: „Musimy być dzielni”.

Tyle nam pozostało. Dzielność. I nadzieja, że ten cyrk potrwa jeszcze tylko rok.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/214624-slu ... a-ten-cyrk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

ozon995

Wspaniały pomysł i taki nowoczesny.Towar w sklepie rozłoży dostawca,klient obsłuży się sam,personel można będzie zwolnić a zyski wytransferować za granicę.
Następne w kolejce są banki.Bankomaty,wpłatomaty,oddziały z dwojgiem pracowników bez obsługi kasowej.Wszystko załatwimy sobie sami w internecie albo na infolinii.Jeszcze tylko trzeba wyeliminować z obiegu gotówkę oraz karty.To takie kosztowne.No i jeszcze przekonać klientów do bankowania przez telefon:)
Polskich banków i dużych sklepów już nie ma.Na Polakach tylko dobrze się zarabia.

------------------------

ferrment

Wszystko by było ładnie gdyby nie ta karta lojalnościowa. Możecie mnie...

------------------------

veehoora

Ot, drapiezny kapitalizm...
Kasjerki chca wyrzucić na bruk. Ich pracę, ZA DARMO, maja wykonywać... klienci.
A może by tak zwolnić urzędasów z US? Kazdy sam skontroluje, czy uczciwie płaci podatki. Zwolnijcie tez straż miejską. Ludzie sami będą sobie zakłądać blokady.


=================================

Sklepy chcą, żebyś sam skanował swoje zakupy. Sprawdzamy, jak to działa
Posiadacze karty lojalnościowej sieci sklepów 'Piotr i Paweł' po zarejestrowaniu w systemie Scaneo będą mogli korzystać z przenośnych skanerów. Wystarczy zeskanować kartę w specjalnej ?szafie?. Następnie podświetlony skaner montujemy w uchwycie wózka i możemy ruszać na zakupy.

By zeskanować produkt wystarczy nacisnąć przycisk i skierować wiązkę lasera na kod kreskowy. Od razu wskoczy nam na listę zakupów. Analogicznie, gdy zechcemy usunąć przedmiot z listy. Za pomocą przycisków na skanerze wybieramy towar, którego się chcemy 'pozbyć' i skanujemy jego kod. Skaner na bieżąco podsumowuje nasze zakupy. Kwotę widzimy na ekranie.

Rozwiazanie nie bez wad

Jest kilka kategorii produktów, które mogą być problematyczne. Np. owoce i warzywa - jeszcze ich nie można skanować, choć jak zapewnia Roman Piaskowski właściciel sklepu 'Piotr i Paweł' w Brwinowie (działa na zasadzie franczyzy), gdzie testowaliśmy usługę wkrótce ma się to zmienić. Z kolei w przypadku pieczywa, trzeba zeskanować kod z etykiety danego rodzaju chleba naklejonej na regale z pieczywem. Możemy też sami skanować produkty z dodatkowym zabezpieczeniem przed kradzieżą, np. alkohole. Jednak na koniec i tak kasjer będzie musiał samodzielnie zdjąć zabezpieczenie. Problematyczna może być także weryfikacja towarów z koszyka - jest obowiązkowa przy pierwszym skorzystaniu ze skanera. Potem, przy kolejnych zakupach możemy zostać przez system do niej wylosowani. Wtedy kasjer przy kasie zeskanuje do ośmiu produktów.

Inne sklepy czekają

Delikatesy w Brwininowie są pierwszym miejscem sklepem w Polsce gdzie system jest testowany. Choć trzeba zaznaczyć, że podobne rozwiązanie ma już jeden hipermarketów E. Leclerc w Gdańsku.

Piaskowski jest bardzo zadowolony ze Scaneo. W pierwszych tygodniach po wdrożeniu systemu liczba transakcji z wykorzystaniem Scaneo wzrosła z 2 do 5 proc. Jeśli system sprawdzi się, zostanie wdrożony we wszystkich sklepach 'Piotr i Paweł'.

Po co to supermarketom?

Scaneo wydaje się być ciekawym gadżetem, choć ciężko powiedzieć, czy się przyjmie i upowszechni. Na pewno pomaga kontrolować wartość zakupów w wózku. Aktualne podsumowanie, cały czas widzimy na wyświetlaczu urządzenia. Mniej wygodne może być korzystanie z niego przy okazji mniejszych sprawunków, gdy zamiast wózka korzystamy z koszyka. Wyjmowanie i wkładanie go co chwilę do koszyka jest po prostu niewygodne. Wydaje się także, że taki skaner może przyspieszyć same zakupy, zwłaszcza jeśli wybierzemy się na nie z przygotowaną listą (my podczas nagrania takiej nie mieliśmy).

Jasno trzeba powiedzieć, że sieci handlowe mogą rozwijać podobne rozwiązania nie tylko dla wygody klientów. Dla marketów, ważna może być także ograniczenie liczby pracowników. Maszyna nie zastrajkuje, nie będzie miała wyższych oczekiwań płacowych, nie zażąda poprawy ogólnych warunków pracy, np. zwiększenia zatrudnienia, bo sama już nie wyrabia.

źródło + video: http://wyborcza.biz/biznes/10,100970,16 ... tml#CukVid
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Obrazek

Pełne marchwi, jabłek i śliwek są magazyny Świętokrzyskiego Banku Żywności w Ostrowcu Świętokrzyskim. - Zachęcajcie stowarzyszenia, by zgłaszały się po owoce i warzywa - apelowała do radnych sejmiku świętokrzyskiego Maria Adamczyk, prezes banku.


Po produkty z banku żywności mogą się zgłaszać przedstawiciele stowarzyszeń czy fundacji. Jabłka czy śliwki mogą później przekazać najbiedniejszym rodzinom, ale również np. studentom, dzieciom ze świetlic środowiskowych czy klubom seniora.

Od 10 września trafiło tam już 180 ton owoców. - Pracy mamy niesamowicie dużo, ale chciałabym pomóc wszystkim rolnikom i sadownikom, dlatego nie odmawiam. Jeśli ktoś przywiezie do nas produkty, to przyjmujemy - podkreśla Maria Adamczyk.

Wczoraj partię jabłek dostarczył sadownik Grzegorz Piotrowski. - Wiem, że trafią do potrzebujących, a sam nie będę miał problemu z towarem, który teraz trudno sprzedać - stwierdził.

Owoce i warzywa w banku żywności w tym roku są po raz pierwszy w historii. Jest to oczywiście związane z rosyjskim embargiem na polskie produkty. Unia Europejska zapewniła, że nasi rolnicy i sadownicy dostaną rekompensaty. Postawiła jednak warunek: żywność musi zostać albo zniszczona, albo trafić do ludzi potrzebujących.

Niektórzy już odmawiają

Więcej: http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262, ... ro.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

W najbliższych wyborach głosujcie na PO, by żyło nam się lepiej... ;-)
===================
PKP jak duży bank. Pół miliona odprawy dla nowej minister
Obrazek
510 tysięcy złotych - tyle według RMF FM wyniesie odprawa dla Marii Wasiak. Była już wiceprezes PKP została ministrem infrastruktury.

Według informacji podawanych przez radio następczyni Elżbiety Bieńkowskiej odchodząc z Grupy PKP otrzyma roczne wynagrodzenie. Tak wynika z zapisów wewnętrznych kolejowej spółki. Każdy z odchodzących członków zarządu ma zagwarantowaną odprawę.

Według RMF FM Maria Wasiak zarabiała 42,5 tys. złotych miesięcznie. Oznacza to, że za rezygnację z zasiadania w zarządzie PKP S.A. i za przejście do nadzorowania tą spółką z pozycji ministra, otrzyma nieco ponad pół miliona złotych.

Wysokie zarobki zarządzającym kolejami załatwił w 2012 roku Sławomir Nowak. Ówczesny minister transportu ściągnął do PKP Jakuba Karnowskiego, ucznia Leszka Balcerowicza, który przez wiele lat pracował w branży finansowej. Maria Wasiak ustąpiła mu miejsca na stanowisku szefa PKP, ale zachowała stanowisko członka zarządu.

Oprócz standardowej pensji przysługiwała jej także roczna premia w wysokości sześciomiesięcznego uposażenia. Na dodatek zasiada w radach nadzorczych kolejowych spółek-córek, ale nie pobiera za to wynagrodzenia.

Przejście do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju Regionalnego będzie oznaczało dla Marii Wasiak sporą obniżkę pensji. Jej poprzedniczka Elżbieta Bieńkowska zarabiała miesięcznie ok. 15 tys. zł. Nowa minister dostanie nieco mniej, bo nie będzie mieć dodatku za wysługę lat.

źródło: http://www.biztok.pl/biznes/pkp-jak-duz ... ter_a17787
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Najbliższe wybory pokażą na co nas stać i jak podziękujemy PO, za ich rządy.
=============================

Komentarze:

wejsunek35

Wczoraj "Misia" Wasiak przytuliła pół bańki, teraz naftowiec Igor chce się sprawdzić w biznesie.
By żyło się lepiej...
Z Twoich pieniędzy, wyborco PO.
Idę się wyrzygać.


----------------------------

enochnuckythompson

Tusk jak widać kolegow i koleżanki poustawial.

Pytanie - kiedy laskawa wladza nagrodzi debi*** i jeleni co placa na nia podatki??? Kiedy przestana rzadzic nami poldePile ? Czysciciel kominiow, teraz pani doktor spod radomia i jej koleżanki.

Szanowne swinie to nie jest koryto dla swin. To niby 40mln państwo. Niby bo jak powiedział kolejny oszołom były minister de facto nie istnieje.


============================

PR-owiec Tuska dostał lukratywną posadę w Orlenie
Obrazek
Igor Ostachowicz, który przez siedem lat był ministrem w kancelarii premiera odpowiedzialnym za komunikację społeczną, został nowym członkiem zarządu PKN Orlen. Na tej posadzie zarabia się miliony złotych.

Ostachowicz został powołany do zarządu Orlenu bez konkursu przez ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego, który ma prawo mianować jednego członka zarządu tego koncernu. Nie udało nam się dodzwonić do rzeczniczki Karpińskiego, aby poznać powody tej nominacji.

Do tej pory od 2007 r. Igor Ostachowicz był ministrem w kancelarii premiera Donalda Tuska i uchodził w niej za szarą eminencję, jako osoba odpowiedzialna za PR i kreowanie wizerunku szefa rządu. Marketingiem Ostachowicz zajmował się już od 1996 r. Ma również ambicje pisarskie. Pod pseudonimem opublikował książkę "Potwór i panna", a pod własnym nazwiskiem wydał powieść fantastyczną "Noc żywych Żydów". Dwa dni temu dotychczasowa rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska mówiła, że po odejściu z kancelarii premier Ostachowicz będzie pisał książki.

Jako członek zarządu Orlenu dotychczasowy PR-owiec Tuska zostanie milionerem. Prezes tego kontrolowanego przez rząd koncernu zarabia łącznie ponad 3 mln zł rocznie, a jego zastępcy dostają wynagrodzenie ok. 2-2,7 mln zł rocznie. W sumie wynagrodzenie wszystkich członków zarządu w 2013 roku wyniosło 12 mln zł.

Według komunikatu Orlenu Igor Ostachowicz został powołany na kadencję, która upłynie po przyjęciu przez akcjonariuszy Orlenu sprawozdania za 2016 r. A to powinno stać się w połowie 2017 r.

- Pan Igor Ostachowicz obejmie funkcję członka zarządu ds. korporacyjnych i komunikacji i będzie odpowiedzialny za działania w zakresie komunikacji korporacyjnej, sprawy public affairs, w tym związane z obecnością koncernu na rynkach zagranicznych, pozyskiwanie funduszy rozwojowych, w tym funduszy unijnych, a także za kwestie związane z bezpieczeństwem energetycznym - podało w komunikacie biuro prasowe PKN Orlen.

Zgodnie ze statutem PKN Orlen, w skład zarządu spółki może wchodzić od 5 do 9 członków, w tym prezes i wiceprezesi. Wszystkich członków zarządu powołuje i odwołuje rada nadzorcza spółki. W statucie płockiego koncernu istnieje zastrzeżenie, że jedną osobę do zarządu powołuje i odwołuje rada nadzorcza na wniosek Ministra Skarbu Państwa do czasu zbycia przez Skarb Państwa ostatniej akcji spółki. W tym właśnie trybie powołano Ostachowicza do zarządu płockiego koncernu.

PKN Orlen jest największym w Polsce podmiotem branży rafineryjno-petrochemicznej i jednym z największych w Europie. Posiada m.in. spółki zależne w Niemczech, Czechach i na Litwie, a także w Kanadzie. Skarb Państwa ma 27,52 proc. akcji PKN Orlen, ING OFE - 9,35 proc., Aviva OFE - 7,01 proc., a pozostałe 56,11 proc. akcji należy do innych akcjonariuszy instytucjonalnych oraz indywidualnych.

źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,166 ... xSlotI3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze::

wuetend

Cóż to za relatywizowanie. Naprawdę nie uważacie, redaktorzy, że nominacja tego doświadczonego i z wiedzą marketingowca jest zwyczajnie - po ludzku - nieprzyzwoita?!

Co się musiałoby stać, abyście przyznali, że "liberalne", "prorynkowe" PO uprawia zwyczajne chamskie kolesiostwo, z którym tak zaciekle walczyli kiedy u władzy był PiS czy SLD???

--------------------------

buk.horror.dulszczyzna.00


Posady Obcym? NIE?
Sprawa jest oczywista,co na to kapelan w Orlenie?
Dlaczego nie było konkursu na to stanowisko?


=====================
"Kolega załatwił pracę koledze. Ostachowicz w Orlenie to amunicja dla opozycji"
Obrazek
- Wygląda to na załatwienie dobrej pracy, żeby doradcy premiera się dobrze działo i by się "odkuł". Żadne tłumaczenia tego nie zmienią. Żeby tego efektu uniknąć, należało poczekać 2-3 miesiące - tak nominację dla Igora Ostachowicza komentuje Paweł Wroński. Adam Szostkiewicz nie ma wątpliwości, że nowa praca doradcy Donalda Tuska to początek wielkich kłopotów dla rządu. Bo to wymarzona sytuacja dla opozycji.

Siedem lat pracy w KPRM, wcześniej kierowanie departamentem marketingu PGE i doradzanie minister rozwoju regionalnego w rządzie PiS - Grażynie Gęsickiej - tak w skrócie wygląda kariera zawodowa 46-letniego Igora Ostachowicza, od wczoraj członka zarządu PKN Orlen. Zaufany doradca Donalda Tuska ma zarabiać rocznie nawet 2,5 mln złotych.

- O człowieka z wiedzą i doświadczeniem Ostachowicza biłoby się bardzo wiele firm, za bardzo duże pieniądze. Ale kiedy usłyszałam o nominacji, to w pierwszej chwili pomyślałam: minister skarbu Włodzimierz Karpiński pospieszył się z powołaniem Ostachowicza - komentowała w TOK FM Janina Paradowska.

Dbamy o kolegę

Według Pawła Wrońskiego, nominacja dla Igora Ostachowicza jest praktycznie nie do obrony. - Wygląda to na załatwienie dobrej pracy doradcy byłego premiera, żeby mu się dobrze żyło i by się "odkuł". I żadne tłumaczenia tego nie zmienią. Sądzę, że należało poczekać przynajmniej dwa-trzy miesiące - ocenił dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Rząd Ewy Kopacz już powinien się zastanowić, jak rozbroić tę bombę. Bo sprawa nowej pracy Igora Ostachowicza może okazać się większym problemem niż protesty górników. - Wygląda to na początek poważnego problemu. Sprawa dostarcza opozycji amunicji politycznej, do atakowania rządu. Przed rządem powinno się zapalić światełko ostrzegawcze - uważa Adam Szostkiewicz z tygodnika "Polityka".

Na razie jedyną reakcją rządu jest oświadczenie z Ministerstwa Skarbu Państwa. "Minister chcąc wykorzystać wieloletnie doświadczenie i unikalne kompetencje Igora Ostachowicza, skorzystał z przysługującego mu prawa i złożył wniosek o powołanie go na członka zarządu"- napisano.

Spółki dla swoich

Przy okazji nominacji dla Igora Ostachowicza warto przypomnieć, że polityka i praca w spółkach skarbu państwa od dawno idą w parze. Znakomicie pokazała to słynna afera z taśmami PSL, dzięki której dowiedzieliśmy się, jak wielu bliskich ludowców pracuje w spółkach rolnych.

Także Orlen nie po raz pierwszy kojarzony jest z politycznymi nominacjami. W 2006 roku, kiedy do władz największej polskiej spółki paliwowej wszedł Piotr Kownacki, głośno mówiło się o jego znajomości z ówczesnym prezydentem Lechem Kaczyńskim. Panowie razem pracowali w Najwyższej Izbie Kontroli. Kownacki przez kilka tygodni był nawet szefem PKN Orlen - po odwołaniu Igora Chalupca. Potem pracował w Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego.

Łakomym kąskiem jest też KGHM. Zatrudnienie znaleźli tam m.in. syn Leszka Millera i żona posła Adama Hofmana. Pracę w spółkach często znajdują lokalni działacze partyjni. Za czasów rządów PO było tak m.in. w przypadku Jeleniogórskich Elektrowni Wodnych, których wiceprezesem został Hubert Papaj i Zakładów Chemicznych Police, których szefem był Arkadiusz Pawlak.

źródło: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,1670 ... xSlotI2img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


SLD chce zwrotu odprawy od minister Marii Wasiak i odwołania Igora Ostachowicza z PKN Orlen
Obrazek

Politycy SLD domagają się od minister infrastruktury i rozwoju Marii Wasiak, aby zwróciła 510 tys. zł odprawy, którą otrzymała z PKP. Sojusz chce też odwołania Igora Ostachowicza z zarządu PKN Orlen.


Rzecznik SLD Dariusz Joński powiedział na konferencji prasowej, że "gigantyczna" odprawa dla minister Wasiak i przejście Ostachowicza do zarządu PKN Orlen "przekraczają wszelkie granice bezczelności i cynizmu". - To jest nieprawdopodobny tupet, utrata jakichkolwiek hamulców moralnych, ale również standardów, o których mówiła Platforma - przekonywał polityk SLD

Więcej: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

bokaj

można tylko zęby ściskać z wściekłej bezsilności.
żeby ich wszystkich, co do jednego, po prostu pokręciło z przesytu!
kto w ogóle wymyśla takie horrendalne sumy?
ROZDRAPYWACZE, HIENY PRZEKLĘTE!!!!
ZŁODZIEJE, PO PROSTU ZŁODZIEJE - NIE MA PRACY WARTEJ TAKIEGO WYNAGRODZENIA!!!


===================
Przyszłe dochody byłego doradcy Tuska szokują? W innych spółkach Skarbu Państwa zarabia się równie dobrze
Obrazek
Powołanie byłego doradcy Donalda Tuska na członka zarządu PKN Orlen wielu przyjęło z oburzeniem. Najwięcej kontrowersji wywołuje nowe wynagrodzenie Igora Ostachowicza - w zarządzie spółki kontrolowanej przez Skarb Państwa ma zarabiać 2-2,5 mln zł rocznie. Jednak czy w innych państwowych spółkach członkowie zarządu dostają mniejsze pieniądze? Sprawdziliśmy. Zobacz nasze zestawienie.

Więcej: http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/56, ... BoxSlotIMT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Spór o Ostachowicza i Wasiak: ''A nie oburzali się, jak szefem KGHM zostawał skarbnik gminy Ruja i działacz PiS'' [TRZY SPOJRZENIA]
- Sprawa Ostachowicza nie oburzyła mnie. To najlepszy kandydat. Ale odprawa dla pani Wasiak wydaje mi się kuriozalna - ocenił w TOK FM Tomasz Lis. - Nie mam problemu z odprawą dla minister. Miała to zapisane w kontrakcie. A Ostachowicz został nominowany w trybie specjalnym. To gruby błąd - ripostował Łukasz Lipiński z "Polityka Insight".

Igor Ostachowicz zrezygnował z posady w zarządzie PKN Orlen, a min. Maria Wasiak odda ponad 500 tys. zł z odprawy na cele charytatywne. Pieniądze trafią do radomskiego Stowarzyszenia Centrum Młodzieży "Arka". Publicyści w TOK FM spierali się o te kwestie. Oto ich trzy opinie:

Stanowisko Lisa: Problemem jest hipokryzja

Awantura wokół stanowiska w Orlenie dla Ostachowicza to dowód hipokryzji - tak twierdzi Tomasz Lis. - Ci, którzy się dziś oburzają, nie wyrażali oburzenia, kiedy szefem największej polskiej firmy, KGHM, zostawał skarbnik gminy Ruja. Afera wynika z kombinacji nazwiska Ostachowicz, hasła Orlen i sumy pieniędzy - mówił w TOK FM. Krzysztof Skóra, skarbnik gminy Ruja, to do dziś aktywny działacz Prawa i Sprawiedliwości. Prezesem KGHM był przez dwa lata, od 2006 r.

Więcej: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,1670 ... BoxSlotIMT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Budżet 2015: Rząd Kopacz stawia sobie za cel utrzymanie wysokiego deficytu i rosnącego zadłużenia przy wysokich obciążeniach podatkowych
Obrazek
Rząd Ewy Kopacz przyjął mało ambitny projekt budżetu na 2015 rok. Zakłada on utrzymanie wysokiego deficytu, rosnącego zadłużenia i wysokich obciążeń podatkowych. By zwykli ludzie mogli nadal płacić podatki na milionowe pensje dla platformianych kolesi i raty kredytów u zagranicznych wierzycieli...

Niestety nic nie wskazuje na to, aby zlepiony w dużej części z przypadkowych osób rząd Ewy Kopacz zajął się na poważnie reperowaniem stanu finansów państwa. Przyjęty projekt budżetu na 2015 rok potwierdza tylko negatywny kierunek zmian w trzech zasadniczych obszarach: deficytu, zadłużenia i obciążeń podatkowych. Według założeń rządzących w przyszłym roku deficyt budżetowy ma osiągnąć gigantyczny poziom 46 mld zł. Tyle środków zabraknie, aby zbilansować wydatki z dochodami. W jaki sposób platformiana ekipa będzie chciała go pokryć? Proste: prowadząc w dalszym ciągu politykę nieustającego zwiększania zadłużenia. Żadnych reform. Żadnych cięć administracji czy zbędnych wydatków. Tylko wzrost zadłużenia. Okazuje się jednak, że aby związać koniec z końcem, rząd będzie musiał w przyszłym roku pożyczyć nie 46 mld zł, lecz astronomiczną kwotę 155 miliardów złotych! Na bieżące wydatki pójdą 54 miliardy (głównie sfinansowanie wspomnianej dziury budżetowej). Pozostałe 101 miliardów będzie przeznaczone na rolowanie starych długów. Innymi słowy - aby spłacić wymagalne zadłużenie ekipa Tuska musi zaciągać nowe długi. W takich okolicznościach nie ma szans na zmniejszenie bardzo wysokich obciążeń podatkowych. Warto odnotować, że w rankingu World Economic Forum mierzącym wysokość średniej stopy podatkowej zajęliśmy 87. miejsce na świecie. Przeciętny Polak za rządów PO-PSL oddaje w różnego rodzaju podatkach i daninach publicznych aż 41,6 proc. dochodów.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0168 ... uzenie.htm


--------------------------------------------------------------------------------
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

No nie dajmy się zwariować ! Jeżeli nagranie z kamery ma pomóc w ujęciu sprawców przestępstw drogowych, to niech GIODO nie szuka dziury w całym...

==============================
Kamery samochodowe - popularne i nielegalne?

Ich sprze­daż bije wszel­kie re­kor­dy, ale za­gma­twa­ne prze­pi­sy spra­wia­ją, że wy­ko­rzy­sty­wa­nie na­gra­nych nimi fil­mów może być nie­zgod­ne z pra­wem, jeśli fakt ich re­je­stro­wa­nia nie zo­sta­nie zgło­szo­ny Ge­ne­ral­ne­mu In­spek­to­ro­wi Ochro­ny Da­nych Oso­bo­wych
Obrazek
Na polskim rynku gadżetów elektronicznych kamerki samochodowe są prawdziwym przebojem, panuje na nie taki sam popyt jak kilka lat temu na CB-Radia. Już teraz w wielu miastach auta poruszające się po ulicach z kamerami za szybą spotkać można częściej niż pojazdy z nawigacjami GPS.

Moda na rejestratory przyszła do nas ze Wschodu. W Rosji czy na Ukrainie, gdzie tysiące aut nie mają ważnego ubezpieczenia OC, a przypadki ucieczek z miejsca wypadku zdarzają się znacznie częściej niż u nas, nagranie z samochodowej kamery bywa często jedynym sposobem na odnalezienie sprawcy wypadku.

Bat na bandytów i policjantów

Polscy kierowcy wśród powodów zainteresowania takim sprzętem wymieniają też często chęć zabezpieczenia się np. przed niesłusznymi oskarżeniami ze strony policji czy wręcz przeciwnie – możliwość zarejestrowania wykroczeń popełnianych przez innych kierowców po to, żeby móc zgłosić ich zachowanie policji.

Początkowo funkcjonariusze dosyć niechętnie podchodzili do takich materiałów i pomocy ze strony obywateli, ale ostatnio zaczęło się to zmieniać. W komendach wojewódzkich stworzono nawet specjalne adresy mailowe przeznaczone właśnie dla osób chcących przesłać zarejestrowane amatorskim sprzętem materiały dokumentujące wykroczenia.

Komenda stołeczna czeka na filmy pod adresem stopagresjidrogowej@ksp.policja.gov.pl, a np. w Poznaniu nagrania można przesyłać na stopagresjidrogowej@wielkopolska.policja.gov.pl.

Od pewnego czasu przedstawiciele innej instytucji publicznej – GIODO (Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych) przestrzegają, że wykorzystywanie nagrań z kamer umieszczonych w samochodach może w pewnych sytuacjach stanowić naruszenie prawa. Ponieważ w Polsce wciąż nie ma ustawy regulującej kwestie monitoringu wizyjnego, GIODO przyjmuje, że takie sprawy powinny być rozpatrywane w oparciu o przepisy dotyczące właśnie ochrony danych osobowych.

Zgodnie z obowiązującym prawem danymi osobowymi są wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Osobą możliwą do zidentyfikowania jest ktoś, kogo tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jego cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne. Informacji nie uważa się za umożliwiającą określenie tożsamości, jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu i działań.

Nieprecyzyjne przepisy

Definicja ta jest tak szeroka, że często nawet urzędnicy nie potrafią jednoznacznie określić, co jest chronionymi „danymi osobowymi”, a co nie. Problem dotyczy choćby numerów rejestracyjnych aut, bo np. dla instytucji, która może przyporządkować numer rejestracyjny auta do konkretnej osoby, zdjęcie, na którym widoczne jest auto w określonym miejscu i czasie, stanowi „dane osobowe” właściciela auta, a dla zwykłego Kowalskiego, dla którego określenie tożsamości osoby wymagałoby „nadmiernych kosztów, czasu i działań”, już prawdopodobnie nie.

Problem polega na tym, że osoba (instytucja) gromadząca dane musi m.in. zgłosić ten fakt do GIODO i spełnić wymogi dotyczące m.in. zabezpieczenia tych danych. Przepisy zawierają jednak pewną furtkę, bez której do GIODO musielibyśmy zgłaszać każdy notes z adresami i telefonami czy film z wakacji – ustawy o ochronie danych osobowych nie stosuje się do osób fizycznych, które przetwarzają dane wyłącznie w celach osobistych lub domowych.

Nagrywaj do woli

Nawet ci, którzy twierdzą, że nagrania z kamer samochodowych mogą zawierać chronione dane, są zgodni, że żaden przepis nie zabrania montowania i używania w aucie amatorskich wideorejestratorów. Nieco inaczej sprawa przedstawia się z wykorzystaniem nagrań do celów innych niż osobiste.

Niedawno w mediach cytowana była wypowiedź doktora Wojciecha Wiewiórowskiego, Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, z której wynika, że w jego opinii wykorzystanie tak nagranego filmu np. jako dowodu w sprawie sądowej nie stanowi już celu osobistego i oznacza konieczność m.in. zarejestrowania takiego zbioru w GIODO.

Inni prawnicy twierdzą, że cel osobisty kończy się wtedy, jeśli taki materiał zostałby przekazany osobie trzeciej, bo np. użycie go we własnym interesie, np. jako materiału dowodowego w sprawie, w której autor nagrania jest stroną, to też „cel osobisty”.

Każdy dowód się przyda

Jak to wy­glą­da w prak­ty­ce? W pol­skim pra­wie nie ist­nie­je in­sty­tu­cja tzw. owo­ców za­tru­te­go drze­wa – a to ozna­cza, że przed sądem do­pusz­czal­ne są rów­nież do­wo­dy zdo­by­te w spo­sób nie­zgod­ny z pra­wem. O tym, co zo­sta­nie uzna­ne za dowód, de­cy­du­je sąd. Nie zna­leź­li­śmy też żad­ne­go przy­pad­ku uka­ra­nia osoby za uży­cie filmu z ka­me­ry sa­mo­cho­do­wej.

Po­li­cja nie widzi żad­ne­go pro­ble­mu w wy­ko­rzy­sty­wa­niu ma­te­ria­łów na­gra­nych przez ama­to­rów. Funk­cjo­na­riu­sze zwy­kle jed­nak sta­wia­ją pe­wien wa­ru­nek – ano­ni­mo­we zgło­sze­nie czy za­miesz­cze­nie filmu w in­ter­ne­cie nie wy­star­czy, żeby wsz­cząć po­stę­po­wa­nie prze­ciw­ko do­mnie­ma­ne­mu spraw­cy za­re­je­stro­wa­nych prze­stępstw czy wy­kro­czeń – po­trzeb­ne jest też zgło­sze­nie za­wie­ra­ją­ce in­for­ma­cje o oko­licz­no­ściach na­gra­nia ma­te­ria­łu i ze­zna­nie au­to­ra filmu.

Ochro­na wi­ze­run­ku

Po­waż­niej­szym pro­ble­mem od kwe­stii ochro­ny da­nych oso­bo­wych jest ochro­na wi­ze­run­ku na­gry­wa­nych osób. Jeśli film ma zo­stać opu­bli­ko­wa­ny np. w in­ter­ne­cie, to na roz­po­wszech­nia­nie wi­ze­run­ku wi­docz­nych na nim osób na­le­ży uzy­skać od nich zgodę!

Wy­ją­tek od tej re­gu­ły sta­no­wi sy­tu­acja, kiedy osoba jest je­dy­nie ele­men­tem tłumu czy zgro­ma­dze­nia, albo za po­zo­wa­nie otrzy­ma­ła wy­na­gro­dze­nie. Nie trze­ba mieć też zgody na pu­bli­ka­cję wi­ze­run­ku osoby utrwa­lo­ne­go w związ­ku z peł­nie­niem przez nią funk­cji pu­blicz­nych, np. po­li­ty­ka czy funk­cjo­na­riu­sza na służ­bie.

Pu­bli­ku­jąc kry­tycz­ny fil­mik, po­win­ni­śmy też mieć świa­do­mość, że jego bo­ha­te­ro­wie mogą się po­czuć ura­że­ni i wy­stą­pić na drogę praw­ną, za­rzu­ca­jąc nam na­ru­sze­nie swo­ich dóbr oso­bi­stych.

Ka­mer­ka to nie po­li­cyj­ny wi­de­ore­je­stra­tor

Ama­tor­skie ka­me­ry sa­mo­cho­do­we – nawet te wy­po­sa­żo­ne w od­bior­ni­ki GPS i wy­świe­tla­ją­ce na na­gra­niu czas, miej­sce i pręd­kość po­jaz­du - w prze­ci­wień­stwie do po­li­cyj­nych wi­de­ore­je­stra­to­rów nie są le­ga­li­zo­wa­nym sprzę­tem po­mia­ro­wym. To ozna­cza, że na pod­sta­wie filmu z ta­kie­go urzą­dze­nia nie da się ni­ko­go uka­rać np. za za­re­je­stro­wa­ne na fil­mie prze­kro­cze­nie pręd­ko­ści. Jeśli spra­wa jest po­waż­na, np. do­ty­czy wy­pad­ku, sąd może po­wo­łać bie­głe­go, który na pod­sta­wie ana­li­zy ma­te­ria­łu osza­cu­je pręd­kość.

W przy­pad­ku in­nych wy­kro­czeń, np. za­je­cha­nia drogi, prze­jaz­du przez linię cią­głą czy spo­wo­do­wa­nia ko­li­zji, film z ka­me­ry wraz z ze­zna­niem świad­ka z re­gu­ły sta­no­wi mocny dowód w spra­wie i to nie tylko do­pie­ro w są­dzie – zda­rza się, że po­li­cja we­zwa­na do zda­rze­nia na­kła­da na do­mnie­ma­ne­go spraw­cę man­dat na pod­sta­wie filmu na­gra­ne­go przez jed­ne­go z uczest­ni­ków.

źródło: http://moto.onet.pl/porady-ekspertow/ka ... alne/3d9cw
Czytaj też: http://www.lubin.pl/aktualnosci,32918,_ ... onosy.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Ponad 7 mln złotych odprawy dla Bieleckiego?! Były premier wściekły na Czarzastego
Obrazek
Zazgrzytało na linii Jan Krzysztof Bielecki - Włodzimierz Czarzasty. Były premier, a obecnie doradca gabinetów stworzonych przez Platformę Obywatelską, chce pozwać do sądu polityka SLD. Powód? Słowa Czarzastego, który mówił o 7 milionach złotych odprawy Bieleckiego.

Czarzasty przekonywał bowiem na antenie tvn24, że SLD chce sprawdzić, jak wyglądały sumy, które otrzymywali odchodzący członkowie państwowych spółek. W tym kontekście wymienił właśnie Bieleckiego, który dostał ponad 7 mln złotych ,gdy odchodził z Pekao SA.

Bieleckiego oburzyła obecność na tej liście.

W Pekao SA nie ma cienia majątku Skarbu Państwa

— irytował się były premier.

Zażądał sprostowania tej wypowiedzi i zagroził Czarzastemu sądem. Polityk SLD odsyła jednak do publikacji „Dziennika Gazety Prawnej” i zapowiedział, że chętnie spotka się z Bieleckim w sądzie.

Mówię o kwestii zjawiska, które jest moim zdaniem naganne. Czy to była państwowa spółka czy prywatna, 7,2 mln złotych (Bielecki - red.) wziął

— przekonywał.

Co prawda przeprosił za nazwanie Pekao „publiczną spółką”, ale stwierdził, że nie to mogło być istotą problemu.

Myślę, że bardziej go uraziło to, że wszyscy obywatele się dowiedzieli, że szef doradców Donalda Tuska wziął 7,2 mln złotych. To jest chyba bolesne

— dodał Czarzasty.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/215806-pon ... zarzastego
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

rezun-one

W realnym wymiarze, ksiądz za miliony dostał mniej, niż gostek za wafelek za 99 groszy.

------------------------

@rezun-one

Pani sedzia nie dostanie po spowedzi rozgrzeszenia

----------------------------

dybciu32

@rezun-one



To już nie Polska tylko Watykańska Kolonia, pieprzooonny Klechostan. Polska nigdy nie będzie naprawde niepodległa, za dużo tu bezmyślnych baranów


---------------------------

a_chacun_son_paradis

@rezun-one


Kiedyś chyba wytoczę proces dziennikarzom, gdy trafi mnie szlag po takich wiadomościach. Podejrzewam, że w głowie niejednego normalnego obywatela kołacze tylko jedna myśl - złapać takich sukinsynów i gołymi rekami pokręcać im łby. Wszystkich po kolei. Od klechów począwszy na sądach skończywszy. Ku... w głowie się to nie mieści


-------------------------------

Kriss Janik

NO I CO? MOŻNA W RP KRAŚĆ MILIONY I NIE IŚĆ SIEDZIEĆ??? MOŻNA!

============================

Afera w kościelnym wydawnictwie. Skazany b. dyrektor Stella Maris
Obrazek
Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zapadł w poniedziałek wyrok w głośnej aferze finansowej w wydawnictwie archidiecezji gdańskiej Stella Maris. Ksiądz Zbigniew B. - były dyrektor tego wydawnictwa i kapelan arcybiskupa - został skazany na karę więzienia w zawieszeniu i grzywnę.

To jeden z największych procesów, jakie kiedykolwiek toczyły się przed gdańskim sądem okręgowym. Od pierwszej rozprawy minęło sześć lat.

Oprócz księdza Zbigniewa B. na ławie oskarżonych zasiadały jeszcze trzy osoby: b. pełnomocnik Stella Maris Tomasz W. oraz dwóch właścicieli firm konsultingowych - Janusz B. i jego wspólnik Konrad K.

Prokuratura zarzuciła wszystkim współudział w przywłaszczeniu mienia ponad 20 spółek handlowych - głównie pod pozorem fikcyjnych usług konsultingowych - na łączną kwotę ponad 67 mln zł oraz pranie pieniędzy i uszczuplenia podatkowe na szkodę skarbu państwa w wysokości kilkunastu milionów złotych. Dochodziło do tego w latach 1997-2001.

Ksiądz współpracował

66-letni duchowny, który od początku przyznawał się do winy, został w poniedziałek skazany na 55 tys. zł grzywny oraz trzy lata i osiem miesięcy pozbawienia wolności. 51-letni Tomasz W. usłyszał wyrok trzech lat i 10 miesięcy więzienia i 120 tys. zł grzywny. Obaj nie trafią jednak za kraty, bo sąd zawiesił im wykonanie kar. Miał na to m.in. wpływ fakt, że podczas śledztwa i w trakcie procesu obaj współpracowali z wymiarem sprawiedliwości i szczegółowo wyjawili cały mechanizm przestępstwa.

- Wyjaśnienia tych oskarżonych - logiczne i wiarygodne - zostały poparte także innymi dowodami, które potwierdzają dokonywanie nielegalnych transakcji - mówi autor aktu oskarżenia, prokurator Przemysław Strzelecki z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Ogłoszenie wyroku, a potem jego uzasadnienie trwało prawie osiem godzin. W sądzie był tłum dziennikarzy, ale nie pojawił się żaden z czterech oskarżonych.

Z ustaleń śledczych wynika, że tzw. mózgiem afery Stella Maris był Janusz B. (w latach PRL-u był pracownikiem cenzury). Został on skazany na karę bezwzględnego więzienia, ma spędzić za kratami 4,5 roku. Konrad K. został skazany na trzy lata więzienia. Obaj mają także zapłacić grzywnę w wysokości 432 i 144 tys. zł oraz otrzymali sądowy zakazał pełnienia stanowisk we władzach spółek przez pięć lat.

Część zarzutów przedawniona

Kary te mogłyby być bardziej surowe, ale część zarzucanych czynów uległa już przedawnieniu z końcem 2012 roku.

- Chodzi o przestępstwa karnoskarbowe, uszczuplenia podatkowe i oszustwo podatkowe - poinformowała sędzia Aneta Szteler-Olszewska, która na ostatniej rozprawie w ub. tygodniu poinformowała o zmianie kwalifikacji czynu. W tej sytuacji oskarżeni odpowiadali tylko za przywłaszczenia mienia.

Z ustaleń prokuratury i sądu wynika, że firmy konsultingowe Janusza B. Konrada K. zawierały z różnymi spółkami kontrakty na doradztwo, a ich wykonanie powierzali wydawnictwu Stella Maris. W rzeczywistości usługi te były całkowicie fikcyjne i żadne zlecenia nigdy nie były wykonywane. Mimo to pieniądze ze spółek, które zlecały fikcyjne usługi Januszowi B. i Konradowi K., przelewane były najpierw na konta ich firm, a później, po odjęciu kilku procent na konto Stella Maris. Wydawnictwo pobierało dla siebie kolejne kilka procent prowizji i na końcu większość pieniędzy wracała do osób zarządzających spółkami.

Stella Maris, działając jako podmiot gospodarczy w ramach archidiecezji gdańskiej, była zwolniona z podatku dochodowego od osób prawnych w części przeznaczonej na cele statutowe Kościoła. Transfery pieniędzy miały miejsce w latach 1997-2001.

Gdzie pieniądze?

Jeszcze przed rozpoczęciem procesu, we wrześniu 2008 roku ksiądz B. i Tomasz W. chcieli dobrowolnie poddać się karze. Duchowny zaproponował dla siebie karę czterech lat więzienia w zawieszeniu na dziewięć lat oraz 100 tys. zł grzywny, a b. pełnomocnik wydawnictwa wnioskował o cztery lata więzienia w zawieszeniu na osiem lat i 150 tys. zł grzywny. Gdański sąd odrzucił jednak oba wnioski.

Ksiądz Zbigniew B. od kilku lat pracuje w parafii w Gdyni-Cisowej. Do dziś nie ustalono, gdzie ostatecznie trafiły wyprowadzone pieniądze.

Dwa wyroki już zapadły


Wyrok, który zapadł w poniedziałek, jest nieprawomocny. Obrońcy skazanych na kary bezwzględnego więzienia najprawdopodobniej wniosą apelację. Tymczasem na rozpatrzenie przez sąd apelacyjny czeka już inny wyrok dotyczący afery w wydawnictwie Stella Maris. Chodzi o sprawę, w której skazany został Jerzy J., były szef pomorskiego SLD. W grudniu ub. roku Sąd Okręgowy w Gdańsku wymierzył mu karę 3,5 roku więzienia i 305 tys. zł grzywny.

J. odpowiadał za wyprowadzenie ponad 30 mln zł z firmy Energobudowa, której był prezesem, wypranie 14 mln zł oraz uszczuplenia podatkowe. Miesiąc wcześniej Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał archidiecezji zwrócić niemal 6,7 mln zł odsetek, które kilka lat wcześniej gdański urząd skarbowy niesłusznie wypłacił wydawnictwu Stella Maris. Tamten wyrok jest już prawomocny.

Przypomnijmy, w 2007 roku Urząd Skarbowy w Gdańsku przelał na konto gdańskiej archidiecezji 14 milionów złotych. Był to zwrot podatku za transakcje przeprowadzone przez kościelne wydawnictwo w latach 1999-2002. Niemal połowę tej kwoty stanowiły ustawowe odsetki. Pieniądze wypłacono Kościołowi, gdy było już wiadomo, że transakcje wydawnictwa były fikcyjne i nie istniała podstawa prawna do wypłacenia odsetek tej wysokości. W wyroku z listopada ub. roku sąd uznał, że nie było to świadczenie należne archidiecezji i jako takie podlega zwrotowi. I dodał, że doszło do "bezpodstawnego wzbogacenia".

źródło: http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/ ... BoxWiadTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

fakiba


Przecież nic w tym dziwnego że an prezydent Nowej Soli zyskał sympatię u wszystkich oprócz górników , nikt nie lubi jak mu prawdę mówią , a górnicy najbardziej , bo oni od czasów Gierka są przekonani że wszystkie przywileje im się należą


----------------------------

xan-ti

Nikt nie kwestionuje ciezkiej pracy gornikow, tylko sens wydobywania surowca, na ktory z racji kosmicznej ceny - nie ma popytu. Gornicy chca zeby podatnicy finansowali bezsensowny proceder wydobywania, choc towar zalega na haldach i nikt kupowac nie chce. Kazdy by tak chcial. Naprodukowac ile wejdzie, popytu nie ma, to do "panstwa" leci, zeby doilo podatnika i dotowalo straty, wyciagajac kase z kieszni obytwateli.

----------------------------

maks1956

jak spytałem górnika na śląsku czy to jest sprawiedliwe by z naszych podatków opłacać ich żądania to mi odpowiedział krótko" sp.....j"

============================
Obrazek
"Czy dzieci górników mają inne żołądki?" - zapytał dziś prezydent Nowej Soli, żaląc się na duże dofinansowanie upadających kopalni. Internauci przyznają mu rację i gratulują odwagi: "W końcu ktoś ma jaja", "pierwszy człowiek, który miał odwagę". To świetny wstęp do kampanii samorządowej.

Prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz napisał na swoim profilu na Facebooku o rozgoryczeniu, które czuje w związku z przyznaniem górnikom ze Śląska pomocy od Państwa. Pisał między innymi, że "my, biedacy, dopłacimy 100 mln zł do upadającej firmy" oraz pytał: "Dlaczego żyjemy w takim dziwnym kraju, w którym zawsze są równi i równiejsi?". Odnosił się przy tym do sytuacji upadających zakładów przemysłowych w jego regionie.

Wadim Tyszkiewicz
Blog osobisty · ·


Siła argumentów, czy argument siły? Górnicy znowu górą. Gratuluję. Jednak... kiedy upadały Nowosolskie fabryki, kiedy bezrobocie sięgało blisko 40%, kiedy matki nie miały za co nakarmić swoich dzieci, kiedy w tym mieście w garażach i piwnicach produkowano krasnale, żeby zarobić na chleb... "pies z kulawą nogą" nie zainteresował się losem tysięcy ludzi tracących pracę w jednym z najbardziej uprzemysłowionych miast w Polsce, w Nowej Soli. Wolny rynek zrobił swoje. Dzisiaj czytam, że górnicy wywalczyli zaległe wypłaty, będą nadal dostawać deputaty, dopłaty do komunikacji, 13-ste i 14-ste pensje itd. Mimo ogromnych strat, nadal utrzymają swoje przywileje, dzięki dotacji z budżetu państwa. Czyli my, biedacy, dopłacimy 100 mln zł (słownie: STO milionów!!!) do upadającej firmy. Śląsk jest jednym z najbogatszych regionów w kraju. Skoro tam jest tak dobrze, to dlaczego tam jest tak źle? Dlaczego przez dziesięciolecia my, Polacy, dokładamy do niedochodowego górnictwa, dlaczego kolejne rządy ustępują przed argumentami siły? Tchórzostwo? Kupowanie sobie spokoju przed wyborami? Doceniam pracę górnika dołowego. Trudny i niebezpieczny zawód. Ale jest wolny rynek. Nikt nikogo nie zmusza do robienia czegoś, co się nie opłaca. Jeśli coś jest za drogie, to nic dziwnego, że szuka się czegoś tańszego. Czy ktoś zgodzi się, w imię solidaryzmu z górnikami, płacić drożej za swoje ogrzewanie? Jeśli sprzedawca gazet w kiosku jest za drogi, to bankrutuje. Dlaczego my mamy się mierzyć z wolnym rynkiem, a górnicy nie? Czy dzieci górników mają inne żołądki, niż dzieci pracowników upadłych fabryk Odry czy Dozametu? Może ja czegoś nie rozumiem? Będę wdzięczny za oświecenie. Dlaczego żyjemy w takim dziwnym kraju, w którym zawsze są równi i równiejsi?


Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... Ma.html#MT
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM