Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

pbru

Kazda skrzywdzona przez kosciol osoba powinna zastanowic sie nad wniesieniem sprawy o zadoscuczynienie i rente, moze gdyby KK zaczal plynac finansowo, daloby to do myslenia niektorym decydentom......

I prosze niech sie nie bronia brakiem pieniedzy, nie potrzebne :koszmarny Lichen, wiekszy Jezus niz w Rio, albo makabryla Swiatyni Opatrznosci Bozej. Jezus chodzil w sandalach a nie jezdzil Maybachem.....


==========================

Wychowanek siostry Bernadetty chce miliona złotych zadośćuczynienia
Obrazek
Przebywająca w więzieniu siostra Bernadetta oraz Kongregacja Sióstr Miłosierdzia im. Karola Boromeusza otrzymały wezwanie do zapłaty miliona złotych zadośćuczynienia oraz 2,5 tys. zł miesięcznej renty dla jednego z molestowanych wychowanków ośrodka w Zabrzu.

- Siostry lubiły bezwzględną ciszę. Czasem prosiły starszych chłopaków: Dajcie im nauczkę. Wtedy prowadzili nas do pokoju z gwiazdą na podłodze. Tam nas rozbierali, bili do krwi. Siostry patrzyły - tak o Ośrodku Sióstr Boromeuszek w Zabrzu mówi jego wychowanek Paweł. W ośrodku mieszkał do 2006 roku. Został przeniesiony w wieku 14 lat, gdy o zdarzeniach opowiedział nauczycielce. Siostry zamykały go z dwójką starszych wychowanków na noc w pokoju na klucz. Paweł zgłaszał, że jest gwałcony. Dyrektor ośrodka nie reagowała, powiedziała tylko: To już jest twoja sypialnia. - Pierwszy raz przyszli do mnie w nocy, jak miałem sześć lat. Spałem i rozebrał mnie starszy chłopak, kazał mi różne rzeczy zrobić. Od razu powiedziałem siostrze dyrektor Bernadetcie i bardzo się bałem, bo siostra nie zareagowała - mówi Paweł.

System kar, który przez kilkadziesiąt lat panował w Ośrodku Sióstr Boromeuszek, opisałam w reportażu: "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" w "Dużym Formacie".

22 wychowanków przed sądem


Więcej: http://wyborcza.pl/1,75478,16579178,Wyc ... xSlotI3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

anty_ekolog

Niech wyślą prośbę do Putina, żeby ich służby przestały się wygłupiać z opowiadaniem o szkodliwości polskiego mięsa, jabłek, mołdawskiego wina, gruzińskiej wody mineralnej itd.
Polscy celnicy spojrzą wtedy na ich problemy z większą życzliwością.


========================
Polscy celnicy aresztowali polskie mięso... od Rosjan. Rosjanie protestują
Obrazek

Choć to Rosja nałożyła embargo na wieprzowinę z Polski, to nasi celnicy, a nie rosyjscy, rekwirują kupione legalnie w Polsce mięso mieszkańcom obwodu kaliningradzkiego. Rosjanie protestują i walczą o zwrot skonfiskowanego towaru


Rzecz dzieje się na przejściu granicznym w Bezledach i Braniewie. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby to rosyjscy celnicy odbierali kupione u nas mięso, bo po ogłoszeniu embarga do Rosji można wwieźć tylko 5 kg wieprzowiny na potrzeby własne. Rosyjska służba celna czasami zawraca mięso do Polski. Ale to Polacy je konfiskują. W przygranicznych chłodniach leży już 7 ton odebranej wieprzowiny.

Rosjanie kupują w Polsce


Rosyjskie embargo uderzyło w zwykłych zjadaczy kiełbasy. Dlatego Rosjanie robią zakupy w zakładach mięsnych blisko granicy z obwodem kaliningradzkim. Kupują mięso dopuszczone do obrotu na naszym rynku. Jedni mniej, drudzy więcej, ale, jak mówią, dla siebie i rodziny. Czasami też dla całej wsi. Bo taniej.

- W zatrzymywanych przez nas busach były całe półtusze wieprzowe. Czasami do tony mięsa. Pojazdy nie miały chłodni ani nie były oplombowane, czego wymagają przepisy - mówi Ryszard Chudy, rzecznik prasowy Izby Celnej w Olsztynie. - Trudno przyjąć, że to mięso na potrzeby własne.

Rosjanie odpowiadają: - Ale na przejściu w Braniewie konfiskowano nawet i 40 kilo mięsa.

- Część zakupionej wieprzowiny i jej produktów miała być przeznaczona na duże rodzinne spotkanie. Reszta na przetwory - opowiadał niedawno mecenasowi Lechowi Obarze mieszkaniec Kaliningradu. Obara jest pełnomocnikiem kilku Rosjan, którym skonfiskowano zakupy. - Mamy tragiczną sytuację zaopatrzeniową w obwodzie kaliningradzkim - mówią.

Skarżą się przede wszystkim ci, którzy przewozili większe ładunki. Siergiej miał w busie tonę mięsa. 7 sierpnia został zatrzymany przez pograniczników.

- Na przejściu granicznym w Bezledach usłyszałem od strażnika granicznego, że Rosja zakazała importu mięsa, dlatego musi poinformować celników, co przewożę - mówił.

Rosjanin miał przy sobie paragony, które są dowodem, że wieprzowinę kupił legalnie. Pokazywał je. Nie pomogło. Celnicy, powołując się na przepisy i procedury, przeładowali wieprzowinę do chłodni.

Obiecali, że zasięgną opinii powiatowego lekarza weterynarii, czy i kiedy mogą ją ewentualnie zwrócić.

Dalej było tylko gorzej.

Legalne mięso nielegalnie skonfiskowane?

Więcej: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,165 ... BoxSlotIMT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Uwaga! PGNiG zmienia zasady wyliczania opłat za gaz. Pojawiły się głosy o możliwości nierzetelnego rozliczania rachunków
Obrazek
PGNiG zmienia zasady wyliczania opłat za gaz dla masowych odbiorców. Od teraz rachunki będą naliczane nie za ilość zużytego paliwa, lecz za... zużytą energię. Problem w tym, że przeciętny Kowalski nie będzie mógł zweryfikować ile energii zużył, bowiem montowane do tej pory w Polsce liczniki gazowe wskazują ilość zużytego gazu, a nie ilość zużytej energii.

PGNiG wysyła do swoich klientów informację, że teraz zapłacą nie za każdy wypalony metr sześcienny gazu, ale za ilość zużytej energii podawanej w kWh (kilowatogodzinach). W kontekście powyższego pojawiły się zasadne pytania, o to jak zwykły odbiorca będzie mógł sprawdzić ile zużył energii skoro licznik wskazuje ilość zużytego gazu w m3 (metrach sześciennych). Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uspokaja twierdząc, że PGNiG będzie na rachunkach podawał ilość zużytej energii oraz odpowiadającą temu ilość zużytego gazu. Jeśli wyliczenie proporcji zużytego gazu do zużytej energii nie będzie obwarowane jakimiś skomplikowanymi algorytmami o różnych zmiennych, to nie ma problemu. Gorzej jeśli PGNiG zacznie stosować niejasne zasady rozliczania. Wówczas sens zmiany będzie można skwitować do jednego zdania - chodziło o to, aby nikt się nie połapał za co i ile ma płacić.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0162 ... za-gaz.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Polskie Inwestycje Rozwojowe rozbiły się o "kupę kamieni", a kapitan Tusk jako pierwszy zwiał z pokładu
Obrazek
"Flagowa inwestycja skoku cywilizacyjnego Tuska – Polskie Inwestycje Rozwojowe – walnęła nosem w kamieni kupę i tonie na oczach, jak Costa Concodria. A Tusk, tak jak kapitan Schettino, uciekł z pokładu i rżnie przysłowiowego głupa w mediach" - czytamy w felietonie Stanislasa Balceraca.

"Naszym skromnym zdaniem funkcja premiera dużego europejskiego kraju ma polegać na sprawnym zarządzaniu państwem a nie na grze w piłkę i deklamacji bonmotów w mediach" - trafnie zauważa publicysta.

Czytaj więcej: Habemus problemus (Monsieurb.neon24.pl)

wpis z dnia 8/09/2014

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0162 ... ucieka.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Tusk nie zapłaci w Polsce ani grosza podatku dochodowego od gigantycznych unijnych pensji
Obrazek

Okazuje się, że Donald Tusk i Elżbieta Bieńkowska, którzy będą otrzymywać równowartość - odpowiednio - ok. 1,3 miliona i 1,0 miliona złotych rocznie, nie odprowadzą z tego tytułu ani grosza podatku dochodowego w Polsce. Wszelkie podatki będą za nich płacić europejscy podatnicy bezpośrednio do unijnej kasy.


Informacje o niepłaceniu podatku dochodowego w Polsce przez Tuska i Bieńkowską obiegły wczoraj sporą część serwisów informacyjnych. Warto jednak sprostować wydźwięk tej wiadomości. Urzędnicy, co do zasady, nie wytwarzają żadnych dóbr ani usług. Co za tym idzie, Donald Tusk będąc, czy to premierem, czy szefem Rady Europejskiej, nie płacił i nie będzie musiał płacić podatków z własnej kieszeni. Podatki zapłacą za niego w rzeczywistości... podatnicy. Prawda jest taka, że zarówno urzędnicze pensje, jak i podatki naliczane od tych pensji są opłacane z podatków zabranym przez aparat fiskalny zwykłym ludziom. Dzięki temu każdy z nas po części dołoży się do pensji Tuska, jak i każdy z nas zapłaci za niego podatek dochodowy. By żyło mu się lepiej.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0162 ... pensji.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

strach_sie_bac

Jak nie lubię Niesioła tak tym razem z nim się zgadzam. KK to zakłamani hipokryci i nie tylko w kwestii in vitro. Nakazują żyć "po Bożemu" a sami żyją po swojemu.

=====================

Niesiołowski o kard. Dziwiszu: Jak można tak kłamać ws. in vitro?!
Obrazek
- To jest przykre i bolesne, że polski Kościół zapisuje najczarniejszy rozdział od czasów, gdy popierał Targowicę i carycę Katarzynę - powiedział Stefan Niesiołowski w Radiu ZET. Poseł ostro skrytykował kardynała Stanisława Dziwisza za jego wypowiedź o in vitro. - Jak kardynał może tak kłamać?! - wykrzykiwał.

- Kłamał, kiedy mówił, że są inne metody niż in vitro, bo nie ma alternatywy. Z in vitro wchodzi się wtedy, kiedy wszystko inne zawiedzie - powiedział w rozmowie z Moniką Olejnik Stefan Niesiołowski. - Niech kardynał Dziwisz powie to małżeństwom, które nigdy nie zobaczą własnego dziecka. Nie zobaczą jak idzie do szkoły, jak się uczy na rowerku jeździć. Bo kardynał uważa, że jest inna metoda, której nie ma - dodał w audycji "Gość Radia ZET".

Niesiołowski podkreślił, że "ma do Kościoła tylko jedną prośbę". - Żeby Kościół nie kłamał. Kiedy z pseudokatolickich mediów, "Niedzieli", "Naszego Dziennika" i Radia "Maryja", idzie nieustająca fala kłamstw, a biskupi tego nie widzą, to jest kompromitacja Kościoła. Jakim autorytetem ma być instytucja, która kłamie? - pytał Niesiołowski.

"Panie Dzierżawski, odrzucimy pana brednie"


Stefan Niesiołowski mówił także o obywatelskim projekcie ustawy penalizującej edukację seksualną. - Pan Dzierżawski powinien pojechać do ajatollaha Chamenei, bo to jest mniej więcej mentor jego, pani Godek i pana Elbanowskiego - powiedział polityk.

- Panie Dzierżawski, odrzucimy pana brednie, odrzucimy je w Sejmie dużą większością głosów - zwrócił się na antenie do organizatora akcji.

Były wicemarszałek Sejmu powiedział, że środowiska skrajnej prawicy "co jakiś czas zamulają Sejm tego typu projektami". Ocenił, że można rozmawiać o edukacji seksualnej, jej formach i szczegółach. - Ale edukacja seksualna w ogóle ma być karana więzieniem?! To za chwilę krótkie sukienki i za duże dekolty mogą być karane. Pan Dzierżawski jest blisko tego - stwierdził.

źródło + video: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


PGNiG: Dostawy gazu ze wschodu już 45 proc. niższe. Gazprom żegna rząd Tuska
Obrazek

Rosyjski koncern coraz bardziej przykręca kurek z gazem dla Polski. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ratuje się, importując gaz jamalską rurą z Niemiec. W czwartek PGNiG poinformowało, że dostawy ze wschodu są już 45 proc. niższe


- W środę Gazprom nie dostarczył aż 45 proc. gazu zamówionego przez PGNiG - poinformował koncernu. Dostawy do gazociągów na granicy Polski z Białorusią i Ukrainą maleją już od początku tygodnia. W poniedziałek rosyjski koncern nie zrealizował 20 proc. zamówienia PGNiG, a we wtorek 24 proc.

"Trwa wyjaśnianie przyczyn zmniejszenia dostaw gazu z kierunku wschodniego, w szczególności, czy mają one charakter techniczny czy handlowy" - uspokaja PGNiG.

Zastrzeżenia polskiej firmy Gazprom próbuje zdezawuować. - Obecnie dostawy surowca do Polski utrzymują się na takim samym poziomie jak w poprzednich dniach i wynoszą 23 mln m sześc. gazu dziennie - powiedział w środę wieczorem rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow. I utrzymywał, że rosyjski koncern nie realizuje tylko zamówień na zwiększone dostawy. Dodał, że koncern nie realizuje zwiększonych zamówień eksportowych, bo gromadzi gaz na zimę.

A PGNiG wskazuje, że tłumaczenia są nieprawdziwe i Gazprom nie wywiązuje się z długoterminowego kontraktu (tzw. kontraktu jamalskiego). "Wolumeny [gazu] zamówione przez PGNiG były mniejsze od ilości maksymalnych - czyli zgodne z kontraktem. Mimo to, nie zostały zrealizowane przez Gazprom Eksport" - stwierdził w swoim komunikacie polski koncern.

Aby uzupełnić niedobory gazu z Rosji, od początku tygodnia PGNiG zwiększyło import gazu z Czech i Niemiec, połączeniem w pobliżu Zgorzelca. Dodatkowo w czwartek polski koncern zaczął fizyczny import gazu z Niemiec za pośrednictwem tranzytowego gazociągu jamalskiego, którym z reguły gaz płynie w odwrotnym kierunku - z Rosji do Niemiec.

Nagłe ograniczenie dostaw gazu z Rosji do Polski uderzyło także w Ukrainę. W środę z powodu obcięcia dostaw gazu z Rosji do gazociągów na wschodzie Polski, nasza firma Gaz-System musiała zawiesić przesył gazu dostarczanego na Ukrainę za pośrednictwem Polski. Chodzi o surowiec kupowany przez Ukrainę od niemieckiego koncernu RWE, który jest transportowany na Ukrainę polskimi gazociągami.

Dostawy te mają żywotne znaczenie dla Ukrainy, której Gazprom nie dostarcza gazu od połowy czerwca.

Jak nam wyjaśniła rzeczniczka Gaz-Systemu Małgorzata Polkowska, dostawy na Ukrainę trzeba było wstrzymać "ze względu na konieczność zmian ruchu w systemie przesyłowym, których musieliśmy dokonać z powodu ograniczenia dostaw z kierunku wschodniego". Szef UkrTransGazu stwierdził, że dostawy zostaną wznowione za dwa dni, kiedy do polskich gazociągów dopłyną dodatkowe partie surowca z Zachodu.

Nie ma zakłóceń dla polskich klientów


Więcej + video : http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,166 ... BoxSlotIMT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Ekipa Tuska skutecznie likwiduje struktury polskiego państwa
Obrazek

Jeśli spróbować podsumować główne dokonania ekipy Tuska, to z pewnością jednym z nich było spektakularne zlikwidowanie sporej części struktur polskiego państwa. W ciągu ostatnich 7 lat z mapy kraju znikło blisko 1000 szkół podstawowych, około 400 posterunków policji oraz 900 placówek pocztowych. Zmiany te realnie wpływają na jakość życia. Zamiast załatwić sprawę na miejscu, trzeba jeździć do sąsiednich miejscowości, poświęcając przy tym czas i pieniądze.


Donald Tusk, gdy przejmował władzę w Polsce, obiecywał, że ludziom będzie żyło się lepiej. Szybko okazało się jednak, że był to pusty frazes, nic nie znaczące hasło wyborcze, które miało przekonać do oddania głosu na Platformę większą ilość ludzi. W ciągu blisko 7 lat rządów ekipy Tuska w Polsce zlikwidowano blisko 1000 szkół (większość na terenach wiejskich), ograniczono liczbę posterunków policji (na początku 2007 r. istniały 804 posterunki, podczas gdy na początku 2014 r. było ich już jedynie 430) oraz zredukowano ilość placówek i urzędów pocztowych (ich liczba zmniejszyła się o około 1000). Między innymi dzięki tym niekorzystnym zmianom Polska małych miasteczek i wsi zamieniła się w przygnębiającą pustynię, na której spotkać można jedynie coraz starszych, coraz bardziej schorowanych i bezbronnych ludzi, skazanych na powolne wymieranie w biedzie i poczuciu beznadziei.

Czytaj więcej: Raport ze znikającego państwa (NowyObywatel.pl)
wpis z dnia 11/09/2014

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0163 ... a-trwa.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Szmaciany biznes - oszustwo czy przysługa?
- To oszustwo. Myślałam, że pomagam potrzebującym. Nie przypuszczałam, że moje rzeczy trafią do lumpeksu – mówi Maria, która niedawno wrzuciła do metalowych pojemników dwa worki używanych ubrań. - Nie dramatyzujmy – mówi z kolei Jolanta. - Wolę oddać niż gromadzić w piwnicy. Nie mam komu przekazać, a na śmietnik trochę żal – dodaje.

Nie ma chyba miasta w Polsce, w którym nie znajduje się choćby jeden piaskowo-żółty kontener na używaną odzież. Kilka lat temu widniało na nich logo PCK, więc wszyscy z góry założyli, że wszystko trafi stamtąd do potrzebujących. Tak nie było, i nadal nie jest. Droga, jaką przebywa odzieżowy asortyment jest od wielu lat niezmienna. Używane rzeczy trafiają do gigantycznej sortowni. Najlepsze ubrania jadą do second-handów, trochę za granicę, część do krajów Trzeciego Świata. Resztki idą do recyklingu.

Firma, w tym przypadku Wtórpol ze Skarżyska-Kamiennej, pionier w branży przetwarzania używanej odzieży, w zamian za użyczenie logo PCK, uiszczała tej organizacji odpowiednią opłatę. Ponad 2 mln zł rocznie. Obie strony były zadowolone.

Jednak prawdziwa burza medialna rozpętała się dopiero wtedy, gdy z kontenerów zniknęło logo PCK, a firmę posądzono o niepłacenie za ustawione w miastach kontenery. - Jak to właściwie jest? Wrzucając odzież do kontenerów pomagamy komuś, czy nie? - pytali mieszkańcy miast i miasteczek. I pytania te zadają do dziś.

Jeden się cieszy, drugi obraża

Społeczeństwo podzieliło się wówczas na trzy grupy – na tych, którzy uznali, że to oszustwo i przestali wyrzucać do kontenerów ubrania, na tych, którym było i jest wszystko jedno, gdzie zużyte rzeczy trafiają, byleby tylko nie zalegały w szafach i domowych piwnicach oraz tych, których do dziś nie interesuje kwestia kontenerów. Używane ubrania osobiście oddają potrzebującym lub po prostu zostawiają na śmietniku.

- Jakiś czas temu wrzuciłam do kontenera ubrania, a potem żałowałam. Ktoś mi powiedział, że odzież ta ląduje potem w lumpeksach i ktoś zarabia mnóstwo kasy na naszej naiwności oraz dobrym sercu – mówi Maria Bielak z małego miasteczka niedaleko Wrocławia.

W podobnym tonie wypowiada się Zofia Kamola. - Bardzo nieładne postępowanie – twierdzi. - Jak można tak wprowadzać ludzi w błąd? My dajemy coś z serca, a ktoś to bierze i sprzedaje. I na dodatek chyba podszywa się pod jakąś organizację charytatywną, tak? - dopytuje, nie do końca rozumiejąc reguły zbiórki odzieży.

Innego zdania jest Jolanta Jaworska. - Kiedyś zadzwoniłam do PCK z pytaniem, czy chcą używane ubrania. Powiedzieli, że nie, bo nie mają miejsca, transportu, ludzi itp. Okazało się, że woleliby inną formę pomocy – podkreśla. - Miałam więc do wyboru: albo komuś to oddać, albo sprzedać na aukcji. Ani na jedno, ani na drugie nie miałam czasu, więc wyrzuciłam do kontenera. Nie interesuje mnie, co się z tym stanie. Przynajmniej nie zalega w moich szafach – dodaje.

Według Joanny Konopackiej najważniejsze, że takie rzeczy nie trafiają na wysypisko. - W domach wielu z nas zaczyna segregować i rośnie w nas świadomość proekologiczna. Cieszę się, że takie rzeczy nie trafiają na wysypisko, że nie są mieszane z obierkami od ziemniaków czy innymi odpadami. Nie wyobrażam sobie tej góry odzieżowych odpadów na śmietniskach i wysypiskach po wiosennych porządkach. To byłby dramat dla środowiska– reasumuje.

Czerwony krzyż jak magnes

Specjalista od marketingu i PR Janusz Zaborski uważa, że każda firma szuka sposobu na wypromowanie swojej marki. - Współpraca firmy Wtórpol z instytucją charytatywną nie jest czymś ani nowym, ani dziwnym. Na zachodzie takie kontenerowe zbiórki są normą i nikt nie robi z tego afery – mówi. – Wiele osób jest oburzonych tym, że firma zbiera używane rzeczy i je przerabia, mniej zaś tym, że sprzedawane w sklepach szynki są nasączane wodą, że w parówkach znajdują się same śmieci, w jogurtach mamy udawane owoce, a w sokach dziwne substancje. Czy to nie jest gorsze? – pyta.

Przyznać jednak należy, że właśnie PCK-owskie logo stało się wabikiem, dzięki któremu kontenery pękały w szwach. - Wiele osób mogło poczuć się oszukanych, może nawet wykorzystanych. To mogło pozostawić w nich jakiś niesmak i znieczulić do pomocy potrzebującym w przyszłości – zaznacza psycholog Dagmara Piotrowiak.

Co na to wszystko PCK? - Dwuletnia współpraca zakończyła się w 2008 r. w okresie trudności ekonomicznych, które dotknęły cały rynek, w tym branżę recyklingową i uniemożliwiły firmie Wtórpol dalsze opłacanie licencji na wykorzystanie znaku PCK na pojemnikach. Polski Czerwony Krzyż podszedł do tej decyzji ze zrozumieniem i pozostał z firmą w dobrych relacjach. - W ostatnich latach realizowaliśmy wspólnie inne projekty, na przykład program przekazywania sprzętu osobom niepełnosprawnym, zaś Wtórpol wspierał wybrane oddziały, przekazując darowizny – wyjaśnia Andrzej Antoń, kierownik administracji BZG PCK. Nie ukrywa jednak, że pieniądze, jakie otrzymywali od firmy bardzo się przydawały, a ich brak organizacja dość mocno odczuła.

Rozstanie z PCK nie spowodowało, że firma zupełnie wycofała się z pomocy potrzebującym. Jak nas poinformowała Jolanta Czyżewska z działu PR Wtórpolu, od początku działalności, czyli od 1992 roku firma na cele charytatywne przekazała ponad 20 mln zł, wspierając zarówno osoby fizyczne, jak też instytucje.

Dwa lata temu właściciel firmy Lech Wojteczek założył Fundację Eco Textil „Od was dla was”. Logo tej właśnie fundacji znajduje się obecnie na kontenerach firmy. Do tej pory na pomoc dzieciom niepełnosprawnym (turnusy, rehabilitację, zakup sprzętu i darowizny) fundacja przeznaczyła łącznie ponad 1 100 000 zł. W październiku 2013 roku rozpoczęła z kolei realizację programu „Rower dla niepełnosprawnego”. Do tej pory przekazała ponad 476 jednośladów.

Batalia o używaną odzież

Od wielu lat branża odzieży używanej rozwija się bardzo intensywnie. Krajowa Izba Gospodarki Tekstylnych Surowców Wtórnych trzy lata temu oszacowała liczbę polskich lumpeksów na 24 tys. W samym tylko 2010 r. powstało ponad 3 tys. second-handów. Natomiast udział w rynku stanowi ok. 6,5 proc. wszystkich sklepów detalicznych. Szacuje się, że rynek ten wart jest blisko 100 mln zł miesięcznie. To bardzo dużo. Dlatego też nie brakuje naśladowców Wtórpolu. Kontenery w miastach rosną jak grzyby po deszczu. Jedne oklejone hasłami, inne logo różnych fundacji, jeszcze inne przemalowały kosze na inne kolory.

Nieliczne zajmują się recyklingiem. Większość jedynie handlem. Wtórpol postawił na jedno i drugie. Dziś ma jedną z największych sortowni używanej odzieży na świecie. To właśnie tam trafia odzież z kontenerów. Rocznie blisko 35 mln ton. Najlepsze ubrania idą do sprzedaży, również za granicę, część nadającej się do noszenia odzieży wysyłana jest do krajów Trzeciego Świata. Z rzeczy, które nie nadają się do użytku produkowane jest czyściwo.

- Nasi zagraniczni kontrahenci kupowaną od nas używaną odzież sprzedają lub przetwarzają (np. w Indiach stare swetry służą jako surowiec do wytwarzania dywanów). W 2013 roku wyeksportowaliśmy ogółem 26 mln 412 tys. kg tekstyliów – wyjaśnia Jolanta Czyżewska z Wtórpolu. Firma nie ukrywa także, że ma około 70 swoich sklepów, głównie na terenie południowo – wschodniej Polski, w których sprzedaje wysortowaną odzież.

Czy wszystkim podoba się taka działalność? Nie. Jednak są tacy, którym taki sposób zbierania przypadł do gustu. Prawda jest taka, że wrzucając zużyte ubrania do kontenerów – czy to Wtórpolu, czy innej firmy - nie mamy znaczącego wpływu na los biednych i potrzebujących. Przyczyniamy się za to do zysków przedsiębiorstwa, co wielu osobom może się nie podobać.

Jest jednak i druga strona medalu – bez względu na to, do jakiego pojemnika taką odzież wrzucimy, chronimy środowisko. Recykling bowiem jest najbardziej efektywnym sposobem utylizacji odpadów. - Jeśli ktoś bardzo nie chce oddać odzieży, lub ma wątpliwości, niech sam spróbuje poszukać potrzebujących i osobiście wręczyć im rzeczy. Mamy wybór. Nikt nam nie przystawia pistoletu do głowy i nie każe zapełniać kontenerów należących do prywatnej firmy. Tylko, na Boga, nie wrzucajmy używanych ubrań do śmietników – apeluje miłośniczka proekologicznego stylu życia, Joanna Konopacka.

źródło: http://biznes.onet.pl/szmaciany-biznes- ... news-detal
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Geniusz Arłukowicza
Napisałem kilka miesięcy temu tekst w którym dowodziłem daremności starań o wypełnienie rozkazu premiera Tuska, by w ciągu trzech miesięcy zniknęły kolejki do lekarzy, bo po prostu z teorii kolejek wynika, że jest to niemożliwe, długość kolejek jest bowiem wynikiem relacji liczby osób oczekujących na obsługę do liczby stanowisk obsługi. Z jednej strony są chorzy, z drugiej lekarze na swych stanowiskach pracy. Liczba chorych to pewien procent ogółu ludności, a liczba mieszkańców naszej Ojczyzny w stosunku do liczby lekarzy – należy do najwyższych w Europie (za nami tylko Cypr i Turcja), bo po prostu mamy mało lekarzy. A stało się tak, ponieważ dopuszczono do gigantycznego drenażu polskiego rynku pracy, „wytransferowania” z Polski przez zachodnie firmy rekrutujące fachowców medycznych znacznej liczby lekarzy, przede wszystkim specjalistów. Tam poprawiono sobie sytuację w ochronie zdrowia, skrócono kolejki – kosztem Polski.

Ale cóż, namądrzyłem się, namądrzyłem, ale nie wziąłem pod uwagę, że geniusze potrafią obalić naukę. Oto przychodzi pacjent do warszawskiej przychodni, gdzie zawsze były kolejki – pusto, ani jednej osoby – kolejki znikły. Pyta, dlaczego – i sprawa jasna: oto NFZ obciął limity - i do doktorów specjalistów nie ma zapisów do końca roku. Genialne – no przecież wystarczyło po prostu kolejki skasować i zniknęły. Ileż to problemów można by rozwiązać, dzięki takiemu geniuszowi. W komunizmie doskwierały nam nieustanne kolejki, tośmy go obalili – a tymczasem, panowie byli PZPR-owcy, trzeba było zlikwidować sklepy, to i nie byłoby kolejek. Geniuszu wam brakowało.

Ale żartować nie wypada, bo sprawa jest poważna: cierpią ludzie, a my mamy do czynienia z rażącą niekompetencją pana Arłukowicza. Oto w Gazecie pojawiła się informacja o nowym genialnym pomyśle - to pomysł na zmniejszenie kolejek do leczenia zaćmy: wystarczy połowę pacjentów z zaćmą odesłać na prywatne, a co za tym idzie płatne operacje – i problem z głowy (z głowy pana ministra ma się rozumieć). Wedle tego pomysłu do refundowanych przez NFZ operacji usunięcia zaćmy okuliści mają kwalifikować tylko pacjentów z zaawansowaną chorobą. Reszta chorych zapłaci za operację z własnej kieszeni, minimum 3 tys. zł. Kogo nie będzie stać, będzie musiał czekać, aż jego wzrok się pogorszy.

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/16067-geniusz-arlukowicza
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

~K.K. :

Wygląda na to,ze GAZPROM dba lepiej o interesy Polski niz jej tzw. wolnosciowy i demokratyczny rząd. Przeciez nie ulega zadnej wątpliwosci ,ze zwiększoną ilosc gazu Polska zamówiła po to aby przesłac go na uKRAINĘ. O zapłacie ze strony Ukrainskiej nikt nic nie mówi. Przy dzisiejszych zdolnosciach płatniczych Ukrainy tych pieniędzy Polska nigdy nie będzie oglądac. Czyli za faneberie rządzących zapłacą jak zwykle najbiedniejsi. Rosja nie naiwnym krajem in nie pozewoli na to aby ktos prz jej pomocy wspierał jej wrogów.
========================
Gazprom: nie możemy spełnić wszystkich próśb Polski ws. dostaw gazu
Ro­syj­ski kon­cern Gaz­prom oświad­czył, że jest w sta­nie eks­por­to­wać do Pol­ski gaz je­dy­nie na po­zio­mie mi­ni­mal­nym prze­wi­dzia­nym w kon­trak­tach, a nie w ilo­ści, o jaką prosi War­sza­wa. Uza­sad­nie­nia nie po­da­no.
Obrazek
- Oni (Polska - red.) proszą o przesył maksymalnego wolumenu gazu, ale jesteśmy w stanie dostarczać jedynie dzienne minimum - powiedział agencji Reutera rzecznik Gazpromu.

Gazowy gigant nie wyjaśnił, czym spowodowane są te ograniczenia. Reuters przypomina jednak, że już kilka dni temu Gazprom oświadczył, że ilość tłoczonego gazu zależy od posiadanych obecnie zasobów na eksport oraz trwającego zapełniania podziemnych magazynów na terytorium Federacji Rosyjskiej.

Jak podają rosyjskie media, kontrakty Gazpromu z partnerami w Europie są sformułowane w taki sposób, że zmniejszenie dostaw koncern może zrekompensować ich zwiększeniem w innym terminie. Kontrakty określają minimalne ilości gazu, które Gazprom dostarczyć musi i maksymalne, które dostarczyć może.

Zdaniem polskich analityków branży energetycznej Rosja może celowo ograniczać przesył błękitnego paliwa na Zachód, by zniechęcić Unię Europejską do wdrożenia nowej rundy sankcji za rolę Moskwy w kryzysie ukraińskim.

SPP, importer gazu na Słowacji, przez którą do UE płynie większość rosyjskiego surowca, poinformował, że w sobotę, czwarty dzień z rzędu, dostawy były mniejsze o 10 proc.

Z kolei minister energetyki Rumunii Razvan Nicolescu przekazał również w sobotę, że Gazprom postanowił nie zmniejszać dostaw do tego kraju o 9 proc. w sobotę i o 5 proc. w niedzielę, jak to planował jeszcze dzień wcześniej.

Polska, podobnie jak Słowacja i Węgry, uczestniczy w tzw. dostawach rewersowych gazu na Ukrainę, która od czerwca nie otrzymuje surowca z Rosji z powodu utrzymującego się sporu z Gazpromem o cenę surowca i zaległe płatności po stronie Kijowa.

UE opublikowała w piątek nową listę sankcji przeciw Rosji za destabilizowanie Ukrainy. Restrykcjami wizowymi i finansowymi objęto kolejne 24 osoby, w tym członków parlamentu. UE ograniczyła też dostęp do kapitału dużym rosyjskim firmom naftowym i zbrojeniowym.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/swiat/gazprom ... gazu/h4fqp
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Polski przemysł wciąż jest tylko naśladowcą. W dużej mierze wynika to z drenażu naszej gospodarki przez państwa zachodnie
Obrazek

Raport Komisji Europejskiej na temat konkurencyjności przemysłu w UE nie pozostawia złudzeń. Ćwierćwiecze "transformacji" (czytaj: przejęć i likwidacji) przyczyniło się do tego, że polska gospodarka stała się uzależniona od kosztownego transferu technologii z Zachodu, a przez to mało innowacyjna. Nie ma się czemu dziwić skoro w Polsce powstają głównie montownie, a większość fabryk z prawdziwego zdarzenia została zamknięta.


Nie ulega wątpliwości, że szalona prywatyzacja i likwidacja sporej części sektora przemysłowego w latach 90-tych była na rękę państwom zachodnim. Jaki bowiem miałyby pożytek z konkurencyjnej gospodarki? Jaki miałyby pożytek z mocnego gospodarczo kraju, którego sukces byłby oparty na silnym przemyśle? Odpowiedź jest prosta - żaden. Państwa zachodnie, a głównie Niemcy, upatrywały w polskim przemyśle wroga, z którym trzeba było podjąć walkę. Stąd fala przejęć, a następnie likwidacji sporej części sektora wytwórczego w Polsce. Zamiast wspierających innowacje fabryk i zakładów przemysłowych, powstały należące do zagranicznych właścicieli montownie, których produkcja oparta jest na kosztownym transferze technologii. Stopniowe ograniczanie potencjału polskiej gospodarki i przejmowanie kontroli nad kluczowymi jej obszarami stało się faktem. Dzięki temu owoce polskiego wzrostu przejadane są we Frankfurcie, Londynie czy Paryżu. Tam są bowiem ulokowane centrale owych montowni, składających dostarczone z zagranicy części za 1/4 tego, co zarobi przeciętny robotnik spod Hamburga czy Rotterdamu. Drenaż zysków za granice widać najlepiej na wskaźniku kosztów związanych z zatrudnieniem w relacji do PKB. Statystyka ta pokazuje, jaka część wytworzonego PKB została przeznaczona na potrzeby ludzi w formie wynagrodzeń za pracę, składek emerytalno-rentowych i zdrowotnych oraz podatków na sfinansowanie tzw. konsumpcji zbiorowej, np. szkolnictwa i transportu publicznego, przychodni i szpitali itp. Generalnie zasada jest prosta: im wyższy udział kosztów związanych z zatrudnieniem w relacji do PKB danego kraju, tym większy panuje dobrobyt. W Szwajcarii do pracowniczych kieszeni i fiskusa trafia prawie 60 proc. PKB. W USA – ponad 55 proc. PKB, w Niemczech i większości państw Europy Zachodniej od 42 do 55 proc. PKB. Jak ten wskaźnik wygląda w Polsce? W 2008 r. wynosił 37,1 proc., a w ciągu kolejnych kilku lat obniżył się do zaledwie 36 procent (przedostatnie miejsce w Europie).

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0163 ... townie.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

Gość

Zgadzam się z każdym zdaniem. Nowe samochody stoją na ogromnych parkingach i nikt tego kupić nie chce a kolejne schodzą z taśmy więc kierownictwo np. szmecwagenów czy innych dyliżansów dwoi się i troi żeby coś się w temacie ruszyło. Stąd taki głupkowaty pomysł żeby "zachęcić" ludzi do kupna czegoś nowego. Sam śmigam corsą z 96 roku i nie zamierzam jej zmieniać bo i po co jeśli jest ok? A nawet gdybym w przyszłości kupował samochód to na pewno będzie to auto z drugiej ręki albo nawet i trzeciej:) A mazda to rzeczywiście dobre kółka- miałem 323:)


-----------------------

abcd

Racja!!! Jeśli nawet zabronią mi kupić/zarejestrować stare auto to prędzej przesiądę się na rower bo nie stać mnie na nową furę z salonu, poza tym te nowe auta niższych i średnich klas to badziewia z tanimi trzeszczącymi plastikami i masą awaryjnej elektroniki. Ja już wolę te kilkunastoletnie proste autka, proste w budowie i obsłudze. Zatem artykuł prawdziwy jak nasze życie i nie sposób nie zgodzić się

===========================

Dlaczego wolę złom? Na właścicieli starszych aut nałożone zostaną kary
Obrazek
Od czasu do czasu popularne portale internetowe, a raczej ich działy motoryzacyjne krzyczą tytułem typu „Polska złomowiskiem Europy!!!111oneoneone” czy „Polacy jeżdżą wrakami!”. Tego typu sformułowania wywołują u mnie jedynie uśmiech politowania i drapanie się po głowie z pytaniem – kto za to płaci?

I któregoś dnia, przeglądając strony branżowe, otrzymałem odpowiedź na swoje pytanie – Stowarzyszenie Dealerów Audi i Volkswagena złożyło projekt ustawy, zgodnie z którą na kierowców starych samochodów miały być nałożone kar... to znaczy podatki ekologiczne. Projekt przewidywał także zakaz rejestrowania samochodów starszych niż 12-letnie, jeśli był kiedykolwiek zarejestrowany za granicą. Rozumiem jakby cichaczem przepchnęła to Dacia, Ford albo Fiat. Ale absurdalne i idealnie pokazujące oderwanie prezesów od rzeczywistości, jest sądzenie, że ktoś kto nie może zarejestrować swojej 15-letniej Astry, wartej 1500 zł, pójdzie do salonu po nowe Audi (najtańsze A1 to wydatek 70 000 zł).

W tego typu artykułach argumentem dotyczącym straszenia wiekiem jest to, że auta stają się mniej sprawne, a jeżdżenie nimi jest ekstrahiperniebezpieczne, bo hamulce, bo amortyzatory, bo to bo tamto. Nieważne, że są to normalne części eksploatacyjne, które podlegają czasowej wymianie zarówno w rocznym, jak i pełnoletnim samochodzie – niebezpieczne to i już! Uświadomiłem więc sobie, że jestem samobójcą, a do tego mordercą, gdyż pod moim domem stoi 16-letnia mazda, którą poruszam się na co dzień. Stwarzam zagrożenie zarówno dla siebie, jak i pasażerów, gdyż nie jeżdżę nowym SUVem Przy okazji dowiedziałem się także, że nie jestem ekologiczny, a każdy kilometr mojej jazdy to zabite trzy jeże i jeden borsuk. Jestem niebezpieczny, bo mój samochód ma w dowodzie rejestracyjnym rok produkcji 1998, po prostu. Czas więc wziąć się za odkłamanie tego mitu – dalej nie będzie żadnych błyskotliwych parafraz i porównań – będzie tekst tak prosty, jak silnik z gaźnikiem.

Szkoda, że autorzy wszystkich tych tekstów to najczęściej „eksperci”, którzy wzięli się, wraz ze swoimi poglądami z kosmosu, a wnioski które wyciągają są całkowicie błędne. Nie jest dla nich istotne, że auto corocznie bez problemu przechodzi przegląd, na którym diagnosta sprawdza czy auto skręca, hamuje i czy światła świecą (a co więcej trzeba do jazdy?) – a więc czy nadaje się do ruchu na terenie Unii Europejskiej. Prawda jest taka, że to nowsze auta, naszpikowane elektroniką, która steruje wszystkim od wtrysku paliwa do hamulców, są bardziej narażone na ryzyko usterki zagrażającej życiu, a tym samym niebezpieczne niż proste auta, gdzie wszystko opiera się na mechanice i elektryce. Zacinanie się karty startowej w Renault Lagunie (gość musiał jeździć po autostradzie, aż mu brakło paliwa) czy samozapłon Peugeota 307. To wszystko wynikało tylko i wyłącznie z elektroniki i stopnia skomplikowania tych pojazdów.

Proponuję przejść po postoju taksówek i zapytać obecnych tam kierowców jakim autem najchętniej oni sami by jeździli. Od co najmniej kilku usłyszycie, że Mercedesem W124 „Baleronem”. Ludzie, którzy na co dzień zajmują się zawodowo przewozem ludzi, najchętniej jeździliby 25-letnim niemieckim żelastwem – bo jest bezawaryjne i pewne. Przerzucają się najczęściej dlatego, że ich klienci chcą jeździć „w prestiżu”. Swego czasu czytałem na złomnik.pl (polecam, facet kocha złom bardziej niż ja) z życia wziętą historię, w której facet nie chciał jechać taksówką bo miała więcej niż 5 lat, a takie pojazdy się psują. Na pytanie dlaczego jedzie taxi odpowiedział, że jego roczne auto stoi w serwisie...

Muszę rozprawić się także z wynaturzeniami dotyczącymi ekologii. Powszechnie sądzi się, że wymiana samochodu na nowszy, który emituje mniej spalin powoduje ratowanie środowiska naturalnego. Dlatego kto może przesiada się do Insighta czy do Priusa – fajnie jeśli i tak miał kupować nowe auto i wybrał ekologiczniejsze to miło. Ale jeśli kupując miejskie toczydło, uważa się za ekologicznego, bo jego emisja spalin jest o połowę mniejsza... ten jest okłamywany. Produkcja jego pojazdu emituje tyle CO2, ile jego poprzedni, starszy samochód przez 10-15 lat eksploatacji.

GRINPISY WAS OSZUKUJĄ. Nie mówiąc już o producentach samochodów, którzy podają oficjalnie spalanie uzyskane w warunkach laboratoryjnych. Najekologiczniejsza jest jak najdłuższa eksploatacja samochodu! Oczywiście, nie mówię, że wszyscy mamy się przesiąść do starych wozów, bo tak nie jest. Ale po prostu nie szerzmy fałszywej propagandy. A wszystkim, którzy mają fobię jeżdżenia autami starszymi niż pięcio czy dziesięcioletnie, polecam zapytać w liniach lotniczych w którym roku wyprodukowano ich Boeinga 737, którym lecą na wakacje. Mogą się mocno zdziwić.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/16091-dlac ... stana-kary
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Gigantyczne rolowanie długu przez ekipę Tuska w 2015 roku! Rząd będzie musiał pożyczyć aż 155 miliardów złotych!
Obrazek
Aby związać koniec z końcem, rząd będzie musiał w przyszłym roku pożyczyć łącznie aż 155 miliardów złotych. Na bieżące wydatki pójdą 54 miliardy (głównie sfinansowanie dziury budżetowej). Pozostałe 101 miliardów będzie przeznaczone na rolowanie starych długów. Innymi słowy - aby spłacić wymagalne zadłużenie ekipa Tuska musi zaciągać nowe długi.

Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega zwykłych Polaków, aby pod żadnym pozorem nie rolowali długów, czyli nie brali nowych, większych pożyczek w celu spłaty starych i wymagalnych. Niestety ekipa Tuska ma głęboko gdzieś te rady i roluje zadłużenie na potęgę. Okazuje się, że w przyszłym roku Platformersi zamierzają pozaciągać 155 miliardów złotych nowych długów. Według planu jedynie 54 miliardy mają iść na bieżące wydatki związane głównie z finansowaniem dziury budżetowej (w 2015 roku deficyt budżetowy ma wynieść ok. 46 mld zł). Reszta - tj. 101 miliardów złotych - ma być przeznaczona na tzw. rolowanie wymagalnych długów. W praktyce oznacza to, że rząd, aby spłacić stare długi będzie zaciągał nowe i to jeszcze większe pożyczki. To pokazuje w jak fatalnym stanie znajdują się finanse naszego państwa. Rząd zamiast przeznaczać pieniądze podatników na rozwój i inwestycje, musi je przelewać na zagraniczne konta wierzycieli, od których wcześniej ponabierał kredytów i pożyczek. Co gorsze - z roku na rok pieniędzy, które opuszczają w ten sposób Polskę, jest coraz więcej. Nie wykluczone, że właśnie za doprowadzenie do takiego stanu, Donald Tusk dostał "nagrodę" w postaci dobrze płatnej brukselskiej synekury.

Czytaj więcej: Budżet 2015: ponad 100 mld zł na spłatę długów (Rp.pl)

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0164 ... 5-roku.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

julek1980

Znów te same ryje przy korycie..

--------------------------

gazeta_mi_nieplaci


dyletant bez znajomosci ani jednego kezyka obcego - szefem MSZ...

o ja pierdziele, jaka zbieranina miernot


-----------------------

Borek Skorek

Minister Spraw Wewnętrznych - Teresa Piotrowska (ur. 5 lutego 1955 r) ukończyła studia na Wydziale Teologii Akademii Teologii Katolickiej. W latach 80. działała w Stowarzyszeniu Pax, była też członkiem Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego.

"Ciemność widzę ciemność"


=================================

Rząd Ewy Kopacz - zobacz jego pełny skład [ZDJĘCIA]
Obrazek
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... A_.html#MT
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  0 użytkowników  »  3 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM