Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

~OnGdy

"Prawnicy cytowani przez "DGP" przypominają, że dotąd przedsiębiorstwa, które chciały nawet zapewnić nocleg swoim pracownikom, narażały się na kary od ZUS." A co ma ZUS do tego?


==========================

Kierowca tira w kabinie spać nie może
Obrazek
Sąd Najwyższy uznał, że kabina tira nie zapewnia kierowcom noclegów. Dla branży transportowej uchwała to katastrofa. Firmy muszą teraz wszystkim swoim pracownikom zapewnić nocleg w hotelach - donosi "Dziennik Gazeta Prawna".

Wyrok SN oznacza, że przedsiębiorcy wszystkim swoim kierowcom w trasie międzynarodowej muszą zapewnić hotel lub zwrot kosztów, jeśli opłaci go sam pracownik. To jednak nie wszystko. Ponieważ większość firm nie zwracała pieniędzy za nocleg, to teraz będą musiały to zrobić ryczałtem. I to nawet za trzy lata wstecz.

Jak pisze "DGP" już wiele tego typu pozwów wpłynęło do sądów. Ich średnia wysokość obliczona na podstawie ryczałtu oscyluje w granicach 80 tys. zł. Branża szacuje, że koszt uchwały to między 1,5 a 2,5 mld zł, bo kierowców w Polsce jest nawet 500 tysięcy.

Wyrok to prawdziwa rewolucja. Nowe przepisy oznaczają spadek konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, wzrost cen w sklepach, a nawet upadek części firm. Transportowcy przypominają, że wypracowują 7-10 proc. PKB. Taka skala działalności oznacza, że ucierpi też cały budżet państwa.

Prawnicy cytowani przez "DGP" przypominają, że dotąd przedsiębiorstwa, które chciały nawet zapewnić nocleg swoim pracownikom, narażały się na kary od ZUS. Ten mógł bowiem uznać, że skoro jest kabina w tirze, to ryczałt na nocleg jest bezzasadny.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,1033703,title, ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Luksemburg na Kasprowym Wierchu. Starostwa mówią: Nie!
Obrazek
Kolejkę linową na Kasprowy Wierch wraz z ziemią w Tatrach kupiła firma z Luksemburga. Protestują starostwa tatrzańskie i nowotarskie, obawiając się m.in., że to może zagrażać obronności kraju. Samorządowcy negatywnie zaopiniowali sprzedaż ziemi w górach zagranicznemu inwestorowi.

W ostatni wtorek starostwo tatrzańskie poprzez wojewodę małopolskiego wysłało do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych opinię sprzeciwiającą się sprzedaży nieruchomości Polskich Kolei Linowych w Tatrach, m.in. gruntów znajdujących pod kolejką linową w Tatrach, firmie Altura zarejestrowanej w Luksemburgu. Podobnie postanowiło zrobić sąsiednie starostwo nowotarskie.

- Nie możemy się zgodzić, by tak cenne tereny, tuż przy granicy kraju, w dodatku w Tatrzańskim Parku Narodowym, nabyła firma zarejestrowana w Luksemburgu, na którą władze polskie nie mają żadnego wpływu. Przecież łatwo można sobie wyobrazić, że w przyszłości te tereny luksemburska firma sprzeda komuś, komu niespecjalnie zależy na polskim interesie. Taka transakcja zagraża bezpieczeństwu obronnemu kraju - uważa Andrzej Gąsienica-Makowski, starosta tatrzański.

Zagrożenie obronności

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Twierdzisz, że polski rząd nie uprawia zamordyzmu fiskalnego? Zobacz poniższą tabelkę!
Z roku na rok coraz większą część naszych dochodów zabierają podatki nakładane przez rządzących. Wszystko przez wzrost obciążeń fiskalnych (wyższy VAT, wyższe składki ZUS, wyższe podatki lokalne), jak również likwidowanie ulg oraz nieaktualizowanie wysokości progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku.
Obrazek
źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0142 ... -Tuska.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Wytrychem, dziabągiem, łamakiem. Tak się kradnie auta w Polsce
Obrazek
90 proc. samochodów jest rozbierane na części, które trafiają potem do warsztatów i na giełdy. Reszta jest legalizowana "na dubla" albo "na wraka". Złodziej ma z jednego auta 8-10 tys. zł. Straty? Same skradzione pojazdy są warte ponad pół miliarda

Dwa samochody i on: człowiek, który otworzy je bez kluczyka. Ile mu to zajmie? Najpierw opel astra II. Włączam stoper. - Na początek ją zwytrychuję - zapowiada pan Robert, wyciągając jakby dłutko i pęsetę. Pęsetę przykłada do dziurki w zamku i nieco przekręca ("muszę go lekko napiąć"). Zaś dłutkiem dłubie w środku ("muszę podnieść piny, czyli zapadki"). Jeszcze chwila i Stop! Drzwi otwarte. 37 sekund.

Dziabągiem łatwo, łamakiem szybko

Więcej: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,163 ... BoxSlotIMT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

"Murzyńskość" wyborców Platformy, czyli dlaczego od 7 lat rządzi ekipa Tuska
Jak to możliwe, że targany aferami, nepotyzmem i korupcją polityczną rząd Tuska nadal utrzymuje się przy władzy? Jak to możliwe, że ekipa, która odpowiada za bezprecedensowy wzrost obciążeń podatkowych oraz zadłużenia kraju w ostatnich wyborach (do Europarlamentu) dostaje wynik gwarantujący jej zwycięstwo? Jak to możliwe, że mimo tylu niepowodzeń i kompromitacji, Donald Tusk może nadal liczyć na całkiem spore poparcie? Odpowiedź jest prosta - wszystko przez "murzyńskość" wyborców Platformy.

Wachlarz antyobywatelskich decyzji, kompromitujących afer czy zakończonych totalną klapą inicjatyw ekipy Donalda Tuska jest bardzo szeroki. Począwszy od polityki fiskalnej (ciągły wzrost podatków), poprzez niespotykane do tej pory tempo zadłużania kraju, wydłużenie wieku emerytalnego, grabież oszczędności Polaków z OFE, masową emigrację, rozłożenie na łopatki obronności, służby zdrowia, przemysłu stoczniowego czy bezpieczeństwa energetycznego, a skończywszy na poważnych aferach o charakterze politycznym lub korupcyjnym. Skala niekompetencji ekipy Platformy jest porażająca. Mimo to, Platforma wygrywa 7. wybory z rzędu, nadal ciesząc się poparciem około 2,5 - 3,0 mln wyborców. Kim są ci ludzie? Kto stoi za zwycięstwami ekipy Tuska w wyborach? W mojej ocenie około 500 - 600 tys. osób, ze wspomnianych powyżej 2,5 - 3,0 mln wyborców - to bezpośredni beneficjenci systemu stworzonego przez Tuska. Mam tu przede wszystkim na myśli członków PO, którzy utrzymują się z publicznych pieniędzy oraz członków ich rodzin. Znacznie większą grupą (2,0 - 2,5 mln osób) są jednak - idąc słowami Radosława Sikorskiego - "Murzyni", czyli ludzie nie mający własnych poglądów politycznych, czy społecznych, po części dlatego, że nie widzą takiej potrzeby, po części dlatego, że nie umieją ich sobie wyrobić, skutkiem czego zawsze będą głosować wedle wskazań mediów jedynie słusznych, a więc na Platformę. Ludzie ci są spełnionym marzeniem Donalda Tuska, który kilka lat temu wołał z billboardów i spotów telewizyjnych: "Nie róbmy polityki. Budujmy boiska!". Nie róbmy polityki, a więc nie zajmujmy się sprawami publicznymi, nie interesujmy się tym co się dzieje wokół nas. Nie wnikajmy w to, co robi władza. Jedynie słuszna narracja wiodących mediów polskojęzycznych zrobiła resztę. W ten sposób spoglądające na świat przez pryzmat swojej "murzyńskości" lemingi, od siedmiu lat wybierają kastę Tuska. Na szczęście dla nas wszystkich, coraz częściej popieranie PO jest utożsamiane z obciachem i żenadą. A nic nie działa na umysły lemingów bardziej skutecznie jak pedagogika wstydu.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0143 ... tformy.htm
Obrazek
Nowy(a) na forum
Nowy(a) na forum
Posty: 2
Rejestracja: 17 lip 2014, 10:10
Kontakt:
Nowy(a) na forum
Nowy(a) na forum

Post autor: straciatellka »

Czysta patologia i nic więcej. Panie premierze, jak żyć?
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

zozo00

Pamiętam jak niejako zbawca polskiej gospodarki parł do sprzedaży KGHM amerykanom za 100 mln USD tj tyle ile wynosi teraz miesięczny zysk koncernu. A jesli ktos chce zobaczyc prawdziwie bandycka prywatyzacje nie uda sie do Krasnika gdzie za 50 mln USD sprzedano zasadnicza czesc Fabryki Lozysk Tocznych dlugi oczywiscie zostawiajac przy LT. Teraz FLT kupuje kulki i igielki od swojego bylego podzakladu mieszczacego sie na jej terenie

============================

Wielkie polskie firmy w zagranicznych rękach. "To kłamstwo, że kapitał nie ma narodowości. Nie zadbaliśmy o polskie marki" [WYWIAD]
Obrazek
Prywatyzacja? - Sprzedaliśmy polskie firmy, które dobrze prosperowały - mówi prof. Elżbieta Mączyńska, ekonomistka, szefowa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. W rozmowie z nami podkreśla, że są przypadki, kiedy marki wyszły na tym dobrze, ale wiele sprzedano za bezcen.

Oto 23 wielkie polskie firmy, które przeszły w zagraniczne ręce [ZOBACZ] >>>

Damian Szymański, Pieniadze.gazeta.pl: Jak ocenia pani jakość produktów w wykupionych firmach. Jest lepsza?

Prof. Elżbieta Mączyńska: Jestem wielką wielbicielką słodyczy. Wedel według mnie jest gorszy, ale to oczywiście subiektywne zdanie. Pudliszki? Różnicy nie zauważyłam, ale mogę się mylić.

Wyborowa, Kamis, Winiary... Te i wiele innych polskich marek zostało kupionych przez zagraniczne koncerny. Słychać głosy o wyprzedaniu polskiego majątku narodowego, z drugiej strony marki te istnieją i się rozwijają. Jak to w końcu jest: dobrze, że je sprzedaliśmy, czy źle?

- To zależy od podejścia koncernu do marki. Od tego, na jakich warunkach ekonomicznych została ona przejęta, jaka jest strategia wobec niej. Marka wymaga długookresowej strategii. Markę buduje się latami, a stracić jest bardzo łatwo, niemalże jednym pociągnięciem pióra. Jeżeli koncern będzie doceniał tradycję, dbał o receptury, pracowników, rozumiał produkt i rynek, na którym działa, to będzie sukces.

Jeżeli produkcja jest kontynuowana, zatrudnienie zwiększane, a podatki są odprowadzane u nas w kraju, można zgodzić się z twierdzeniem, że kapitał nie ma paszportu, nie ma narodowości. I wszystko jest w porządku. Jeśli jednak produkcja jest przeniesiona gdzie indziej, zatrudnienie jest gdzie indziej i podatki nie są płacone w Polsce, sprawa się mocno komplikuje.

A co z tymi podatkami? Głośno było niedawno o tym, że sieci hipermarketów płacą w Polsce bardzo niskie podatki.

Więcej: http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/1,1 ... To.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

bah28330

Jak można tak manipulować jak wy i usunąć wszystkie komentarze w tym mój tak wysoko łapkowany?
To jest już szczyt manipulacji.

Powtórzę więc swoją wypowiedź.

"Po pierwsze nikt nie wrzeszczy tylko w większości przypadków wynika to z braku informacji. To raz.

Skoro chcesz dawać zakaz chodzenia po górach to ja proponuję zakaz jazdy po drogach. Więcej wypadków i więcej ofiar śmiertelnych. Co więcej ci ludzie najczęściej łamią prawo drogowe. To dwa.

Dlaczego nie chcesz finansować akcji ratunkowych w górach, a każesz innym finansować leczenie chorych na raka spowodowane paleniem papierosów (którzy sami sobie jawnie szkodzili), czy ratunek i leczenie ludzi z wypadków drogowych, którzy wcześniej złamali prawo. To trzy.

W samym czerwcu zginęło w Polsce topiąc się 60 osób. To więcej niż ginie przez cały rok w całych polskich górach. Ale co tam warto pokrzyczeć, bo góry to chwytliwy temat. To cztery.

Budżet TOPRu to kilka milionów zł, z czego część jest pozyskiwana z % za bilety wstępu do TPN. W skali kraju to są jakieś grosze, które się trwoni na wiele nikomu nie potrzebnych bzdetów. To pięć.

Same polskie Tatry odwiedza rocznie 4 mln turystów. Skala wypadków i tak jest bardzo mała co oznacza, że z turystami górskimi nie jest źle. To sześć.

"Darmowe ratownictwo w górach - w Tatrach, to część polskiej kultury". To siedem.

Darmowe ratownictwo w tym z użyciem śmigłowca jest również w wielu innych krajach np. we Francji. To osiem.

Mógłbym tak wymieniać dalej, ale o czym my mówimy, to jest dyskusja z ludźmi nie mającymi pojęcia o górach, spędzającymi wolny czas przed TV czy komputerem. "


==============================

Tatry: Trwają poszukiwania 54-letniego turysty z Kanady
Obrazek

Ratownicy TOPR poszukują turysty z Kanady, który wczoraj wyszedł ze schroniska w Pięciu Stawach Polskich, nie powiadamiając o kierunku swojej wycieczki. O jego zaginięciu powiadomili dziś rano pracownicy schroniska - w którym pozostały rzeczy turysty.


- Poszukiwania z pokładu śmigłowca, ze względu na niski pułap chmur i zbliżającą się burzę, są utrudnione. Ekipy ratowników przeszukują w rejonie doliny te miejsca, w których najczęściej dochodzi do wypadków. Nie wykluczamy, że turysta mógł pójść ze schroniska do Zakopanego lub jednej z okolicznych miejscowości. Niestety, turysta nie pozostawił żadnej wiadomości o kierunku swojej wycieczki ani numeru telefonu komórkowego - mówi Adam Marasek, ratownik TOPR.

Po słowackiej stronie

Nie jest to jedyna akcja poszukiwawcza, którą w ostatnich godzinach prowadzili ratownicy TOPR. Około 3 w nocy ratownicy otrzymali informacje, że z wycieczki na Rysy nie powróciła 45-letnia kobieta i jej 16-letni syn. Mieli wrócili na noc do schroniska w Dolinie Roztoki - jednak tam nie dotarli. Poszukiwania prowadziło siedmiu ratowników oraz załoga śmigłowca. Ok. 8.45 do prowadzących akcję ratowników dotarła wiadomość, iż zaginieni są cali i zdrowi. Odnaleźli się po słowackiej stronie.

Zawiodła technika

- W tym wypadku zawiodła technika. Poszukiwani turyści będąc na Rysach w czasie, kiedy nadchodziła burza, skierowali się do schroniska pod Rysami, które znajduje się po słowackiej stronie. Było to najlepsze rozwiązanie, gdyż droga do Chaty pod Rysami jest o wiele krótsza i bezpieczniejsza. Po dotarciu do schroniska turyści próbowali skontaktować się ze znajomymi, żeby powiadomić ich o zmianie planu swojej wycieczki. Niestety zawiodła technika, gdyż ani połączenie głosowe, ani wysłany SMS nie dotarły do adresatów na czas - opowiada o nocnej akcji ratowników Tomasz Wojciechowski, ratownik dyżurny TOPR.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... anady.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

gragos

Nawrócony Chazan to idealny kandydat na świętego. W całej swej historii katolicyzm wyniósł na ołtarze wielu nieciekawych typów, utracjuszy, rozpustników, morderców, bo każdy taki nawrócony jest dla kościoła stokroć cenniejszy niż zwykła "owca". Hierarchowie motając się w tę histerię przekraczają wszelkie granice zdrowego rozsądku i zwykłej przyzwoitości.O stronie intelektualnej litościwie zamilczę. Zaroiło się w naszym życiu od strasznych potworów. Myślę, że większość z nas wyciągnie z tego odpowiednie wnioski.

---------------------------

matitalolo

Niepokalana panienka Pawłowicz, co ona może wiedzieć o ciąży. Za to Chazan wie dużo. Ma niezły cmentarzyk nienarodzonych.

========================

Święty Chazan
Obrazek
Były "morderca" niewinnych istot, prof. Bogdan Chazan, został wyniesiony na ołtarz Jasnej Góry. Biskupi robią z niego bohatera, jest dla nich symbolem zmagania się "cywilizacji śmierci z kulturą życia".

Prof. Chazan w latach 90. przeprowadzał aborcje, sam nie pamięta, czy przestał uprawiać ten proceder w 1992 czy 1993 r. Teraz to on decyduje, co pacjentka ma zrobić. Odmawia aborcji, choć wiadomo, że dziecko przeżyje tylko kilka dni.

Plącze się w wywiadach - raz mówi, że dziecko może nie przeżyć ciąży, innym razem, że pomoże pacjentce. Raz twierdzi, że nie ma granicy dopuszczania aborcji, że nie ma takiego terminu jak 24 tygodnie, a następnym razem powołuje się na Światową Organizację Zdrowia, która mówi o nieprzekraczalnym terminie 22 tygodni.

Prof. Chazan, zwolniony z funkcji dyrektora publicznego Szpitala im. Świętej Rodziny, zamiast odejść z honorem, uważa, że to prezydent Warszawy złamała prawo, i powołuje się na swoją podwójną rolę konsultanta krajowego i dyrektora szpitala.

Stał się też bohaterem Kościoła, bo Kościół zapomniał, że ustawę antyaborcyjną uważał za mniejsze zło niż aborcja na życzenie.

Trudno zrozumieć księży, dla których najważniejszy jest brzuch, którzy nie odczuwają empatii wobec matki ani wobec istoty bez połowy mózgu zmuszonej do przyjścia na świat. Takie jest oblicze polskiego Kościoła.

Prof. Krystyna Pawłowicz, która jest twarzą Prawa i Sprawiedliwości, oburza się, że matka chciała zmusić wierzącego lekarza do dokonania egzekucji. Sama do tego doprowadziła - twierdzi uczona profesor, bo przecież dziecko było z in vitro. Pytana o cierpienie kobiety odpowiada: "A z jakiego powodu cierpi? Z miłości do utraconego dziecka czy z miłości do siebie samej?". Według pani profesor pozew matki przeciwko prof. Chazanowi to bezczelność.

Prawica ma kłopot, bo mecenasem pacjentki jest Marcin Dubieniecki, mąż Marty Kaczyńskiej. Chyba prezes PiS będzie kazał się jej rozwieść.

Prawo i Sprawiedliwość grzmi na temat dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego, powstają filmy, książki, ale to dziedzictwo traktuje się wybiórczo. To prezydent Kaczyński nie chciał zmiany ustawy antyaborcyjnej.

Kiedy rządzili bracia Kaczyńscy, była taka możliwość, bo mieli większość w Sejmie, Marek Jurek w ramach protestu wyszedł z klubu PiS. Ale Kaczyński udaje, że tego nie było.

Prof. Pawłowicz na równi z braćmi Karnowskimi obraża Hannę Gronkiewicz-Waltz. Na okładce "W Sieci" prezydent Warszawy jest w stroju Piłata, a Chazan trzyma dzieciątko na ręku. Pawłowicz wyzywa Gronkiewicz-Waltz od etatowej katoliczki, która nie umiała zrezygnować ze splendorów.

Dziwny jest ten nasz Kościół. Ma problem z rozwiedzionymi małżeństwami, z rozwodnikami, a nie ma problemu z "mordercą" niewinnych istot.

Dziwne to miłosierdzie. Hipokryzja.

źródło : http://wyborcza.pl/1,75968,16342328,Swi ... z37oJLTmTS
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

dziadekjam

Niektórzy krytykują informatyka. Nie tyle, za jego gest, co za publiczne opisywanie tej sytuacji.
===============
A może szanowni krytykanci wskażą inny sposób propagowania pozytywnych wzorców? A może szpany Richarda Czarneckiego i jemu podobnych ścierw bardziej im odpowiadają?


+++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Zabrał bezdomnego do marketu i zapłacił za jego zakupy. Internauci poruszeni
Obrazek
Przed Tesco podszedł i zapytał, czy nie mam 10gr, bo na chleb zbiera. Wyglądał schludnie, nie zalatywało od niego alkoholem więc dostał 2 zł. Po chwili stał przed sklepem z bochenkiem chleba i jadł go tak, jakby to było najpyszniejsze jedzenie na świecie. Wziąłem go do sklepu i pozwoliłem zrobić zakupy. Oto co wybrał, przy czym jajka, kiełbasę i masło dołożyłem mu do koszyka ja, bo on wybierał chleb ten a nie tamten, bo ten 12gr tańszy, przy każdym produkcie przy okazji pytaj..

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... xSlotI3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zadłużenie Polski ciągle rośnie. Ekipa Tuska nie ma koncepcji na poprawę stanu finansów państwa

Tylko w ciągu pięciu pierwszych miesięcy tego roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 36,5 mld zł. Ekipa Tuska nadal nie ma koncepcji na poprawę stanu finansów państwa. Potrafi jedynie rolować zadłużenie, zaciągać nowe długi i proponować coraz to bardziej wymyślne podwyżki podatków.


Brak kompetencji w zarządzaniu finansami spowodował w ciągu kilku lat gigantyczny wzrost zadłużenia naszego państwa. Szacuje się, że całkowity dług sektora instytucji rządowych i samorządowych przekroczył już pułap 970 mld zł (nie uznaje tutaj rządowego skoku na oszczędności zgromadzone w OFE jako operacji, która miała częściowo obniżyć zadłużenie). Sama obsługa tego zadłużenia kosztuje nas w ciągu roku dziesiątki miliardów złotych. Miliardów, które zamiast być przeznaczane na budowę innowacyjnej gospodarki, są szerokim strumieniem wysyłane na konta zagranicznych wierzycieli. Wydaje się, że jedyną koncepcją ekipy Tuska na walkę z deficytem budżetowym jest... dalsze zadłużanie, rolowanie długów oraz wzrost obciążeń fiskalnych. Ministerstwo Finansów, aby spłacić stare długi (wraz z odsetkami) musi brać nowe pożyczki odpowiednio powiększone o odsetki, które wynikają ze starych długów. W ten sposób nieustannie rośnie spirala zadłużenia i nie widać perspektyw, aby proces ten miał się odwrócić. Dobrze widać to w statystykach na temat zapadalności (wymagalności) długu. O ile do końca tego roku trzeba będzie oddać wierzycielom jedynie 15,7 mld zł, o tyle w 2015 r. kwota ta powiększy się blisko 7-krotnie do wysokości 102,4 mld zł! W dłuższej perspektywie takie postępowanie nie może pomóc, a wręcz zaszkodzi i to nie tylko finansom publicznym, ale również całej gospodarce. To przypomina zaciskanie wokół szyi grubej pętli, która zaczyna coraz mocniej uwierać. Ostatecznie ograniczy całkowicie dopływ tlenu, a wówczas wszystko bezpowrotnie runie jak domek z kart.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0144 ... rosnie.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Korwin dał w pysk kapusiowi, bo mu się należało. Takie jest moje zdanie.
================

Niebezpieczny precedens Korwin-Mikkego
Obrazek

Świat obiegła wieść, że politycy w studio zmówili się i nie wpuścili na antenę innego polityka – Janusza Korwin-Mikkego. Bo nie chcą być z kimś takim na ekranie.

Gdy bojkot kontrowersyjnych postaci ogłaszają dane media, dziennikarze czy działacze społeczni, to mieści się to jeszcze w pewnych granicach dopuszczalności (mimo, iż według mnie powinno budzić zasadniczy sprzeciw). Jednak w momencie gdy bojkot jest ogłaszany przez polityków to mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem.

Czy mam prawo, jako osoba prywatna, bojkotować pewne treści, które mi nie odpowiadają? Oczywiście – to co dopuszczam do swojego intelektu, swojej świadomości to już moja prywatna sprawa. Czy mam prawo jako dziennikarz lub redaktor bojkotować pewne treści i osoby – do pewnego stopnia tak, jeśli te treści łamią ustalone standardy etyczno-moralne, nawołują do nienawiści, przemocy etc. Jako społeczeństwo ustaliliśmy pewne granice i normy debaty (chce się powiedzieć – „dżentelmeńskiej debaty”) i jednostki lub grupy promujące nienawiść lub przemoc powinny być z takiej debaty eliminowane. Nie po to by cenzurować lecz po to by właśnie te grupy miały impuls do zmiany swojego przekazu i jego treści. Dla dobra tych grup.

Ale gdy przychodzi do mnie polityk i mówi: „tego i tego polityka nie wpuszczamy” – no to już wtedy mamy do czynienia z bezczelną dyktaturą słowa i jawną cenzurą.

Zwłaszcza, że nie za bardzo wiem za co właściwie Korwin-Mikkego obecni już w studio politycy chcieli bojkotować? Za to, że jest on skrajnie anty-unijny, co ubiera w mocne publicystycznie frazy? To przecież Korwin-Mikke do pięt nie dorasta w brutalności i dosadności przekazu Palikotowi, który rzuca plugawymi wulgaryzmami normalnie na antenie telewizyjnej. Za to, że powiedział o „murzynach współczesnej Europy” na forum tejże? Przecież stwierdził tylko pewien fakt, stosując charakterystyczne, polskie określenie, fakt – że nieco archaiczne. Że jest absurdalnie pro-rosyjski? Panowie z SLD biją go w tym temacie na głowę.

I tak dalej.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, by do wGospodarce.pl przyszedł polityk i powiedział: Słuchajcie, tego gościa nie pytajcie o nic, a opinii tego – nie publikujcie. Polityk taki zostałby bardzo szybko spuszczony na przysłowiowy bambus. I sam, za taką próbę, objęty bojkotem przez nas.

Nie wiem jak nisko upadła nasza klasa polityczna, zasiedziała w parlamencie i hodująca opasłe brzuszyska za nasze, podatników, pieniądze, że uważa, iż można sporą grupę obywateli po prostu olać, a wybranego przez nich reprezentanta – nie wpuścić do studia. Jest to jednak wyraźny sygnał, iż ludzie ci zapomnieli co to jest demokracja i na czym ten ustrój polega. Za to sam Korwin-Mikke uzyskał potężny argument: „Widzicie! Kneblują mnie! To jedna banda! Wybierzcie mnie, ja ich wszystkich pogonię!”, czyli efekt będzie odwrotny od tego jaki sobie zamierzyli. Politycy – nie tylko bezczelni, ale też i głupi.

I na koniec wyjaśniam: Nie bronię tu Korwin-Mikkego, nie kreślę słowami aureoli, stosunek do niego mam dokładnie taki jak do każdego polityka, czyli całkowicie ambiwalentny z silną nutą nieufności. Jednak obecności danego polityka w mediach będę bronił. Choćby nie wiadomo o kogo chodziło. Na tym polega demokracja.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/14949-nieb ... in-mikkego
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Polak otrzymujący średnią krajową musi oszczędzać 50 lat, by kupić mieszkanie za gotówkę
Obrazek

Statystyczny Kowalski, zarabiający miesięcznie 2700 zł na rękę, aby uzbierać odpowiednią ilość gotówki na zakup 50-metrowego mieszkania w dużym mieście, musiałby oszczędzać przez... 50 lat. Statystycznemu Niemcowi uda się to o 33 lata szybciej.


Zakładamy, że cena 50-metrowego mieszkania w dużym mieście kształtuje się na poziomie 260-280 tys. zł, a przeciętny Polak, otrzymujący wynagrodzenie w wysokości średniej krajowej (ok. 2700 zł na rękę), jest w stanie miesięcznie odłożyć 10 proc. z tego co zarobi (chociaż oficjalne statystyki NBP mówią, że w latach 2008-2012 przeciętny Polak był w stanie odkładać jedynie ok. 5 proc. z tego co zarobi, tak więc dwukrotnie zawyżyłem tą wartość). Z prostego wyliczenia wychodzi, że osoba, która co miesiąc odkłada 10 proc. swojego wynagrodzenia (270 zł) na konto oszczędnościowe w banku (oprocentowane w wysokości 2 proc. w skali roku), aby uzbierać kwotę pozwalającą na zakup za gotówkę 50-metrowego mieszkania na przedmieściach dużego miasta, potrzebuje około... 50 lat!

Dla porównania weźmy statystycznego Mullera zza Odry. Okazuje się, że Niemiec zarabiający statystyczną średnią krajową (2865 € na rękę - dane za 2012 rok), który co miesiąc odkłada 16 proc. swojego wynagrodzenia (wg Eurostatu tyle wynosi średnia stopa oszczędności u Niemców za ostatnie 5 lat) na konto oszczędnościowe w banku (oprocentowane w wysokości 2 proc. w skali roku), aby uzbierać kwotę pozwalającą zakupić 50 metrowe mieszkanie w dużym mieście (sprawdziłem, że średnia cena 50-metrowego mieszkania w stolicy Niemiec kosztuje ok. 110 tys. €), potrzebuje na to około 17 lat, czyli o 33 lata krócej niż statystyczny Polak.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul4/0145 ... zkanie.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

hopekk

Szacunek na który mało kto zasługuję. Brawa.
-----------------------

Maa Marta

Panie Darku, można by rzec, że dokonał pan miemożliwego. Chylę czoła. Wielkie brawa!

======================

Niepełnosprawny maratończyk pokonał drogę przez piekło: "Ugięły się pod nim nogi, potem kolejne wymioty. Skubany wyczłapał"
Obrazek

Miał osiem lat, kiedy wychodząc ze szkolnego autobusu, wpadł pod ciężarówkę. Lekarze nie dawali mu szans. Przeszedł trzy trepanacje czaszki, przez dwa miesiące był w śpiączce, trzy przeleżał w szpitalu. Kiedy się obudził, nie pamiętał nic, nie poznawał nikogo. Na nowo musiał uczyć się świata. Po wypadku ma krótszą lewą nogę, niesprawną rękę, niedowład prawej części ciała i nie widzi na lewe oko. Po 45 godzinach 11 minutach i 10 sekundach Darek Strychalski dotarł na metę Badwater, morderczego ultramaratonu na 217 km w kalifornijskiej Dolinie Śmierci.


"Pobocze w Keeler, 34 godzina w trasie. W nogach naszego ultrasa jakieś 180 km. Potężny kryzys, nieprzytomny śpi w samochodzie z włączoną klimatyzacją. Czuwa przy nim Kamil, kierowca naszej eskapady. We trójkę z Kubą i Mikim siedzimy obok na piachu i zastanawiamy się co dalej. Przed chwilą przy próbie wyjścia z auta ugięły się pod nim nogi, potem kolejne wymioty. Po prostu zwłoki... Decyzja jest jednogłośna, jeśli do dwóch godzin jego stan się nie poprawi to kończymy zabawę.

Wieziemy go do Lone Pine i podłączamy pod kroplówę. Nasz ultrauparciuch sam sie doigrał. Dostaje przymusową porcje paliwa wszelkiej maści, pół godziny później zaczyna iść, trochę go zawiewa, ale daje radę. Wiadomo, że tu już nie będzie mowy o żadnym bieganiu. Zostało kilkadziesiąt kilometrów do mety, które trzeba wyczłapać. Skubany wyczłapał. Moc charakteru, pasja i wytrwałość wprost niespotykana. Jednocześnie też upór o podobnym nasileniu, który go prawie wykoleił. Poleciało kilka k..., były łzy wzruszenia, śmiechu kupa - było dobrze. Czuję szczęście i spełnienie po naszej wspólnej walce. Darek to WIELKI człowiek, który daje innym więcej niż sam dostał w życiu" - emocjonalna relacja Filipa Bojko, autora bloga badwater.pl, na którym opisywał niezwykłą misję Darka Strychalskiego, dobitnie oddaje to, co działo się podczas 217 kilometrów piekielnej drogi w Dolinie Śmierci

"Przyjechałeś tu biegać czy na spacer po parku?!"


Polski maratończyk w trakcie ekstremalnego Badwater przeżywał wiele kryzysów. Najgorszy dopadł go na 40 km przed metą. - Nie miałem siły, nogi były jak z waty, głowa ciężka jak z betonu, nie kontrolowałem własnego ciała. Organizm potrzebował pożywienia, ale głowa strajkowała i nie pozwalała mi nic przełknąć. Gdyby nie Filip, który wmusił we mnie żarcie siłą, nie ruszyłbym już z miejsca i - tak jak dwa lata temu - nie ukończyłbym Badwater - opowiada Strychalski na blogu badwater.pl.

I dodaje: - Pomógł też Mikołaj [Kowalski-Barysznikow, kolejny członek ekipy] wrzeszczący na mnie cały czas: „Darek, ruchy, przyjechałeś tu biegać czy na spacer po parku?! Do roboty!”. Na nieludzkim zmęczeniu te słowa dawały prawdziwego kopa. Jednak moja ekipa to nie tylko Filip i Mikołaj. To również Kuba i Kamil, którzy tak samo mocno dodawali mi siły.

Pieniądze na wylot do Kalifornii Darek zaczął zbierać w maju za pośrednictwem portalu Polak Potrafi. Koszt wyprawy wynosił 35 tys. zł. Cel osiągnięto zaledwie po 11 dniach zbiórki. W sumie na konto Darka wpłynęło aż 45,5 tys. zł. Do inicjatywy „Badwater - powrót” przyłączyło się ponad 600 osób z całego kraju! - Na początku bardzo się obawiałem tego zbierania na Polak Potrafi, nie byłem do tego przekonany, ale znajomi mnie przekonali. Kiedy otrzymałem kilka maili od ludzi, którzy pisali do mnie takie rzeczy, że aż łza w oku się kręciła, cieszyłem się, że mogę inspirować innych do biegania. Sam biegam już od 14 lat. Jestem wszystkim wdzięczny, że coś, co wydawało się marzeniem, teraz się realizuje - opowiadał przy wylotem do Kalifornii.

Ultramarathon Badwater

To bieg w Dolinie Śmierci liczący 217 km. Start przy wyschniętym jeziorze Badwater (86 metrów poniżej poziomu morza), meta znajduje się na szczycie Mount Whitney, 2530 m n.p.m. Zawodnicy biegną szosą, najczęściej pod górę. Badwater to nie tylko morderczy dystans, ale i wyjątkowo nieprzyjazna, pustynna pogoda. Temperatura w cieniu sięga tam w ciągu dnia 50, a w nocy nawet 40 stopni Celsjusza. Na pokonanie trasy biegacze mają 48 godzin.

W Badwater każdy, choćby największy kozak, przechodzi traumatyczne chwile. Nawet Scott Jurek, dwukrotny zwycięzca imprezy, przeżywał ogromne męki. - Mózg mi płonął. Ciało palił żywy ogień. Dolina Śmierci położyła mnie na patelni i postanowiła usmażyć. Chłopcy z mojej ekipy kazali mi wstawać, mówili, że dam radę i że oni wiedzą, że dam radę. Ale ja ich prawie nie słyszałem, bo byłem zajęty wymiotowaniem - napisał w swojej książce „Jedz i biegaj”.

Dwa lata temu Darek już raz zmierzył się z Badwater, ale przegrał z pogodą, udarem i z limitami czasowymi. Po wielu miesiącach oczekiwań i nadziei otrzymał szansę powrócić na trasę biegu i zmierzyć się z nią ponownie. O pierwszej próbie Darka powstał wielokrotnie nagradzany film dokumentalny „Zwycięzca”. Poprzez projekt „Badwater 2014 - Powrót” chciał udowodnić, że niepełnosprawny Polak też potrafi spełniać marzenia. - W 2012 roku nie dałem rady. Na 115 kilometrze, po wielu godzinach walki z udarem, musiałem zejść z trasy i zakończyć swój udział w biegu z powodu przekroczenia limitu czasu. Wtedy wziąłem udział w biegu właściwie z marszu. Przyleciałem na miejsce w przeddzień startu nie mając żadnych szans na aklimatyzację. Dziś myślę, że była to główna przyczyna, dla której mi się wówczas nie powiodło - opowiadał.

Trzy trepanacje czaszki

Darek jest osobą niepełnosprawną. W wieku 8 lat wychodząc ze szkolnego autobusu, wpadł pod ciężarówkę. Lekarze nie dawali mu szans. Przeszedł trzy trepanacje czaszki. Przez dwa miesiące był w śpiączce, trzy przeleżał w szpitalu. Kiedy się obudził, nie pamiętał nic. Nie poznawał nikogo i niczego. Na nowo musiał uczyć się świata. Po wypadku ma krótszą lewą nogę, niesprawną rękę, niedowład prawej części ciała i nie widzi na lewe oko. - Nie mogłem chodzić, ale po wielu latach rehabilitacji odzyskałem częściową sprawność. Pewnego dnia - mimo ruchowych ograniczeń - zacząłem biegać. I tak od ponad dziesięciu lat regularnie startuję w maratonach, a od jakiegoś czasu w biegach ultra, na bardzo długich, czasem nawet kilkusetkilometrowych, dystansach - opowiada Darek, który do lipcowego biegu harował od kilku miesięcy. Startował m.in. w greckim ultramaratonie Dolichos Ultra Race, Ultrabalatonie na Węgrzech (na 212 kilometrów) oraz w Biegu Rzeźnika w Bieszczadach na 80 kilometrów. - Poza tym codziennie pokonuję treningowo między 20 a 50 kilometrów po drogach mojego rodzinnego Podlasia. Dodatkowo kilka razy w tygodniu biegam z Łap do pracy do Białegostoku, gdzie pełnię funkcję pomocnika magazyniera w sklepie sportowym - opowiadał przed wylotem do Stanów.

- Moje bieganie zaczęło się śmiesznie, bo w 2000 roku, kiedy popsuł mi się rower. By nie stracić formy, zacząłem próbować. Najpierw było pół kilometra, potem kilometr, coraz bardziej systematyczne treningi po 20 kilometrów. Na początku zapisałem się do klubu osób niepełnosprawnych „Start” w Białymstoku. Potem zaczęły się biegi uliczne. Pierwszy maraton pobiegłem dwa lata później i czas mnie zaskoczył - miałem około 3 godzin. Od 2004 roku biegałem coraz szybciej, a w 2007 roku zaliczyłem ultrabieg. Po takim Ultrabalatonie na przykład, który ma 212 km, czuję się trochę „wyjechany”. Odpoczywam dopiero po dwóch dniach. Ale czym dłuższy dystans, tym lepiej się czuję. Ja nie walczę o wynik, o miejsce, ale o pokonanie tego dystansu. To jest bardziej walka z samym sobą - kończy

źródło: http://polskabiega.sport.pl/polskabiega ... i_.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Sprawa gazoportu. Zaginięcie dokumentów w Kancelarii Premiera, czyli o co tu chodzi?
Obrazek
Trudno o lekturę bardziej szokującą niż materiał tvn24.pl, który opisuje – na podstawie po raz pierwszy ujawnionych materiałów – cały ciąg skandali, związanych z budową świnoujskiego gazoportu.

Z prezentowanych tam dokumentów wynika że od początku budowy polski nadzór techniczny wykrywał – na masową skalę - błędy, których dopuszczali się włosko-francuscy wykonawcy. Błędy, mogące w przyszłości skutkować awarią całej instalacji.

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/15074-spra ... -tu-chodzi
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Amazon [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM