Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

moher75

Tusk poszedł na całość.
Nawet NIXON nie odważył się wysłać służb do redakcji Washington Post.


----------------------

ruchaka


O kur.. teraz to naprawdę przeginają. Faszyzm zajrzał do nas tylnymi drzwiami :(

------------------

gj61

"Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej jakiej dopuścił się PiS. Miliony Polaków mogły poznać dzięki tym nagraniom kulisy kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd... Dzisiaj wszyscy przyzwoici ludzie muszą się domagać natychmiastowego skrócenia kadencji Sejmu i dymisji rządu..."
Tak, to dokładnie słowa Tuska po aferze taśmowej... jednak z 2006 roku, gdy rządził PiS.

Teraz nasłano na dziennikarzy ABWehrę. Oto jak zmienia się punkt widzenia rodzimego Donaldo...

---------------------------

3alfa.alfa

To już nie jest Agencja Bezpieczeństwa tylko policja polityczna na usługach reżimu tuska, podobnie jak NKWD czy Gestapo

=============================

Majewski na Twitterze: ABW weszła do redakcji "Wprost". Redakcja odmówiła wydania nośników
Obrazek

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego weszli do redakcji tygodnika "Wprost". "Weszło trzech panów z ABW. Żądają wydania nośników" - napisał na Twitterze Michał Majewski, dziennikarz "Wprost". - Weszliśmy do jednej z redakcji - potwierdza ABW.


Informację o akcji ABW w siedzibie "Wprost" na Twitterze opublikował Michał Majewski. Wejście funkcjonariuszy do redakcji tygodnika nastąpiło kilka dni po głośnej publikacji "Wprost" i ujawnienia przez tytuł serii nagrań rozmów polskich polityków.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... t_.html#MT

Czytaj też: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Tonący Tusk chwyta się brzytwy ...?

=======================

Komentarze:

dziadekjam


"W tym kraju dochodzi do tego, że podsłuchiwane są rozmowy, które nigdy nie powinny być podsłuchane."
===================================================================
Przede wszystkim zło tkwi w tym, że podsłuchiwane są rozmowy, które nigdy nie POWINNY SIĘ ODBYĆ!


-------------------------

aghrra

Opublikować wszystkie materiały i spuścić PO w kiblu

-----------------------------

platfusy.ida.do.paki

Bo Platforma jest tak obywatelska jak Milicja Obywatelska.

----------------------------

niedlapoprawnosci


W końcu chodzi o zamach stanu. A to sprawa poważna. Wszak publikacja "Wprost" przeszkodziła premierowi w rozkoszowaniu się piłką kopaną i mistrzostwami. I jak tu teraz oglądać z wypiekami na twarzy mecze, gdy podli dziennikarze z "Wprost" knują. To destabilizuje pracę Premiera i rządu

===========================

Latkowski i Majewski: Dziwna sytuacja. Wpierw PO oskarża PiS o wykorzystywanie służb, a teraz sama wysyła je do dziennikarzy
Obrazek
- W tym kraju dochodzi do tego, że podsłuchiwane są rozmowy, które nigdy nie powinny zostać podsłuchane. BOR nie działa. Minister, któremu podlega BOR, nie panuje nad służbami. To my tym bardziej będziemy pilnowali procedur i nie ujawnimy naszego źródła informacji - mówił w czasie prowizorycznej konferencji prasowej redaktor naczelny "Wprost" Sylwester Latkowski. ABW, która po południu wkroczyła do siedziby tygodnika, nadal tam przebywa i przesłuchuje dziennikarzy.

Trzech funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego weszło dziś do redakcji "Wprost" z sądowym nakazem "wydania im nośników". W trakcie prowizorycznej konferencji prasowej w budynku wydawnictwa redaktor naczelny tytułu Sylwester Latkowski i jeden z autorów głośnego materiału Michał Majewski oświadczyli, że interwencję odbierają jako "próbę wywarcia na nich nacisku" i "dezorganizacji ich pracy".

"Zarejestrowaliśmy całe wejście ABW do nas"


- Poprosili nas o nośniki i poprosili, aby przychodziły (na przesłuchanie - red.) kolejne osoby, które brały udział w pracy nad tekstem. Poprosili dziewczynę, której nazwisko pomylili w tym wezwaniu... I Sylwester poprosił kapitana z ABW, aby zatelefonował do pani prokurator. Chcieliśmy nawiązać z nią kontakt, ale ona wydała im dyspozycje, aby kontynuowali swoje czynności - mówił Majewski.

- Całe wejście ABW jest zarejestrowane przez nas i bardzo bym prosił, aby temu (co zaszło w redakcji - red.) nie zaprzeczano. Chciałem pojechać do prokuratury i porozmawiać, chciałem, aby wyszli z redakcji, aby nie siedzieli w niej jak do tej pory, żeby po prostu stąd wyszli. A pani prokurator powiedziała: nie, niech sobie siedzą. Zdezorganizowano nam pracę. Zobaczcie, to jest kolejna godzina. My mieliśmy umówione kolejne spotkania w tym temacie... - tłumaczył Latkowski.

"Ujawniliśmy godzinę nagrania i od razu ruszyła machina"


- I jeszcze mnie zastanawia: ujawniliśmy pierwszą godzinę nagrania bez żadnego cięcia i nagle, tak szybko, ruszyła machina po to, aby doprowadzić do sytuacji takiej, aby poznać, co my tak naprawdę mamy. Tak to odbieram - opowiadał redaktor naczelny "Wprost".

Dziennikarze podkreślili, że "nie mają pretensji o realizację prawa", a chodzi im - jak podkreślili - o metody. - Dziwna jest forma, w której to się wszystko odbyło. Można było zadzwonić z prokuratury do Sylwestra i na pewno by się stawił. Natomiast przyjazd trzech funkcjonariuszy do redakcji na pewno nie jest rzeczą fajną, to nie jest trzymanie standardu, to jest nie w porządku... Można to było załatwić w bardziej cywilizowany sposób. I my to odczytujemy jako próbę wywarcia na nas presji, przeszkadzania nam w pracy dziennikarskiej - podkreślał Majewski.

- W tym kraju dochodzi do tego, że podsłuchiwane są rozmowy, które nigdy nie powinny zostać podsłuchane właśnie dlatego, że niezachowane zostały procedury i standardy, że BOR nie działa, że minister, któremu podlega BOR, nie panuje nad swoimi służbami. To tym bardziej będziemy my pilnowali procedur. To znaczy, jest źródło informacji i jest prawo prasowe. Prawo prasowe mówi, że jeżeli źródło informacji zastrzegło anonimowość, to ja nie mam wyboru - zastrzegał Latkowski.

"Opublikujemy wszystkie materiały w całości"

- Dziwna jest ta sytuacja, bo Platforma, która teraz rządzi, oskarżała swoich przeciwników politycznych, że wykorzystywali służby specjalne do niecnych celów. Tymczasem okazuje się, że ABW za rządów Platformy przychodzi do redakcji i próbuje wydobyć jakieś materiały od dziennikarzy. I robią to funkcjonariusze, którzy podlegają człowiekowi, który jest jednym z bohaterów tej całej historii, co jest dodatkowo paradoksalne i zabawne - przyznał Majewski.

Jak dodał Latkowski, "Wprost" i tak wszystkie nagrania, którymi dysponuje, opublikuje w całości: - Nie wszystko ujawniliśmy, pracujemy nad nimi, dziennikarsko nad nimi pracujemy.

Taśmy "Wprost" i jej bohaterowie


Na jednym z dwóch upublicznionych przez "Wprost" nagrań słychać, jak szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz rozmawia z prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką i byłym ministrem Sławomirem Cytryckim o hipotetycznym wsparciu przez NBP budżetu państwa kilka miesięcy przed wyborami, które może wygrać PiS. Belka w zamian za wsparcie stawia warunek dymisji ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego oraz nowelizacji ustawy o banku centralnym. Tygodnik twierdzi, że do rozmowy doszło w lipcu 2013 r. W listopadzie Rostowski został zdymisjonowany, pod koniec maja 2014 r. do Rady Ministrów wpłynął projekt założeń nowelizacji ustawy o NBP.

W drugiej nagranej rozmowie b. wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz mówi ówczesnemu ministrowi transportu Sławomirowi Nowakowi, że użył swych wpływów do zablokowania kontroli skarbowej u żony polityka. W sprawie treści tej rozmowy praska prokuratura wszczęła śledztwo już w poniedziałek.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... rw.html#MT

Czytaj też: http://tygodnik.onet.pl/wwwylacznie/abw ... utny/pvdm3
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Dziś rano przemawiał człowiek z przeszłości. To już „były premier Donald Tusk”
Kolejna konferencja premiera Tuska potwierdziła, że jedynym wyjściem z sytuacji jest dymisja całego rządu.

Premier ma rację: sytuacja jest bardzo poważna, to jest zamach na państwo. I już widać, że obecnie rządzący nie mają żadnego sensownego pomysłu na wyjście z sytuacji.

Widać przede wszystkim, że nie mają żadnego poważnego tropu, który mógłby doprowadzić do odpowiedzi na pytanie, kto nagrywał, po co, i gdzie są pozostałe taśmy.

Przyznaniem się do bezradności było wieczorne wejście ABW i prokuratury do redakcji tygodnika „Wprost”. Determinacja, by zdobyć choć jeden laptop pokazuje, że innych punktów zaczepienia nie ma.

Ta sytuacja dowodzi także, że władza wciąż nie docenia przeciwnika, z którym przyszło jej się zmierzyć. Jego zdolności do mobilizowania opinii publicznej i kreowania kolejnych dźwigni.

Bezradność bije także z apelu premiera o ujawnienie pozostałych taśm. Tusk sam podkreślał, że taśmy są zapewne skopiowane, i nie leżą w jednym miejscu. Nawet kolejne publikacje nie zakończą sprawy. Pewności, że to już wszystko, nie będzie nigdy.

Istotą obecnej afery, jej materiałem wybuchowym, nie są bowiem konkretne nagrania, ale świadomość, a nawet pewność, że nagrań jest więcej. To ten wątek trwale i ostatecznie zdestabilizował rząd. Zaatakowane państwo musi odpowiedzieć adekwatnie - wymianą rządzących. Tak, by nowi ludzie u steru nie musieli bać się szantażu.

„Minister Sienkiewicz jest osobą, której rozmowa została już ujawniona”, podkreślał Tusk, tłumacząc, dlaczego szef MSW pozostaje na stanowisku. Tym samym pośrednio przyznał, że wszyscy, których rozmowy nie zostały ujawnione, są de facto sparaliżowani. Nie mogą wykonać żadnego sensownego ruchu. Samą swoją obecnością osłabiają państwo, wiążą mu ręce.

Desperackie próby powrotu Tuska do roli sędziego (z której, dzięki przychylności mediów, korzysta od lat), nie powiodą się. Premier wciąż mówi: „Musimy znaleźć wspólne wyjście…”, „Mamy problem do rozwiązania…”, ale on już arbitrem nie jest. Traktowaniem władzy jako zabawki doprowadził do sytuacji, w której nawet „jego” dziennikarze czują, że gra jest skończona.

Dziś rano przemawiał człowiek z przeszłości. To już „były premier Donald Tusk”

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/201344-dzi ... onald-tusk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Dziennikarze nie ustąpią. Prokurator nie może żądać nagrań
Obrazek
Trwa wojna informacyjna po ujawnieniu części nagrań z rozmów ważnych osób w państwie będących w posiadaniu dziennikarzy, w której biorą udział m. in. politycy, prawnicy, politolodzy, spece od PR i inni. Dziennikarze bronią tajemnicy dziennikarskiej i własnej prywatności. Funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie udało się odebrać redaktorowi naczelnemu tygodnika „Wprost” jego laptopa.

Racji dziennikarzy broni nawet Naczelna Rada Adwokacka. „"W ocenie Adwokatury Polskiej poszukiwanie dowodów przestępstwa przez organy do tego powołane w żadnej mierze nie usprawiedliwia próby naruszenia tajemnicy zawodowej. Naruszenie tajemnicy dziennikarskiej oraz utrudnianie lub tłumienie krytyki prasowej nie może być tolerowane i akceptowane, bowiem bezpośrednio zagraża fundamentom demokratycznego państwa prawa" - napisano w uchwale prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej.

Dziennikarzy broni też Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

„Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko decyzji prokuratury i wkroczeniu funkcjonariuszy ABW i Policji do redakcji Tygodnika Wprost. Skala i charakter działań podjętych wobec dziennikarzy w sprawie ujawnionych przez nich nagrań jest nieadekwatna do sytuacji i wątpliwa prawnie. W naszej ocenie to nie są standardowe działania instytucji demokratycznego państwa. Domagamy się natychmiastowego ich zaprzestania. W państwie demokratycznym wolność słowa i wolne media powinny być szczególnie chronione” - napisali Krzysztof Skowroński (prezes), Agnieszka Romaszewska-Guzy i Piotr Legutko z SDP.

Tymczasem w programach telewizyjnych wypowiadają się nadal „znawcy prawa”, którzy nie widzą niczego złego w penetrowaniu redakcji i osobistych komputerów dziennikarzy. ABW dostała nakaz od prokuratora – tłumaczył rzecznik ABW Maciej Karczyński w TVP Info. Funkcjonariusze, którzy przeszukiwali pokój redaktora naczelnego „Wprost”, Sylwestra Latkowskiego nie dokończyli zadania, bo dziennikarze będący na zewnątrz razem z Piotrem Ikonowiczem wyważyli drzwi, a tamci ustąpili.

W nocy z Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem rozmawiał premier Donald Tusk. - Jeszcze wczoraj w nocy zwróciłem się do pana prokuratora Seremeta z taką jednoznaczną intencją, aby działania prokuratury brały pod uwagę ten być może nieuchronny konflikt z wolnością słowa" - powiedział dla IAR szef rządu. Czyżby? Poseł Przemysław Wipler apelował dziś o to, aby treść nocnej rozmowy Tuska z Seremetem ujawniono.

W czwartek na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Seremet łagodził zajście w redakcji "Wprost". - Ani ja jako prokurator generalny ani podlegli mi prokuratorzy ani konkretni prokuratorzy, którzy dokonywali tych czynności, których przebieg mogła cała Polska śledzić nie kierują się intencjami zmierzającymi do ograniczenia wolności prasy czy też do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej powiedział na konferencji.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka przyznaje, że jeżeli dziennikarze wydaliby organom ścigania nagrania, które otrzymali w tajemnicy, wówczas oni złamaliby prawo. Dorota Głowacka z HFPCz wskazuje na europejskie standardy i wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które jednoznacznie w podobnych sytuacjach naruszenia wolności dziennikarzy zapadały właśnie na ich korzyść. Choć ABW w przypadku „Wprost” zwróciła się do redakcji o dobrowolne wydanie materiałów nie złamała prawa, to przeszukiwanie pokoju redakcyjnego było naruszeniem wobec wykonujących zawód dziennikarza osób. Zwróćmy uwagę, że ABW posiadając laptop dziennikarza ma dostęp do innych treści, nie tylko tych, których obecnie szuka.

Funkcjonariusze ABW ponownie wtargnęli do redakcji Wprost w czwartek wieczorem - tym razem w towarzystwie prokuratora Józefa Gacka. Tym razem także nie nagrań, których żądali. Redaktor naczelny Wprost powiedział, że przekaże prokuratorze nagrania podsłuchów w sobotę w południe, ale po informacji od informatyka, że będzie ono zabezpieczone przed dotarciem do źródła. Zaznaczył, że redakcja nie posiada oryginałów nagrań, które chce przekazać, a nie żaden nośnik.

Kodeks karny stanowi, że na żądanie sądu lub prokuratora należy wydać rzeczy stanowiące dowód w sprawie i że w razie odmowy dobrowolnego wydania tej rzeczy, można przeprowadzić jej odebranie. Ale kodeks karny stanowi też, że osoby obowiązane do zachowania tajemnicy dziennikarskiej mogą być przesłuchiwane co do faktów objętych tą tajemnicą tylko wtedy, gdy jest to "niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu". O takim przesłuchaniu może zadecydować jedynie sąd. Prokuratura więc w normalnych okolicznościach, po odmowie wydania przez dziennikarzy nagrań skierowałaby sprawię do sądu i sprawa toczyłaby się trybem sądowym; z prawem złożenia zażalenia na decyzję sądu. Swoje zaniepokojenie "niemożliwymi do zaakceptowania metodami śledztwa" zastosowanymi w Polsce w stosunku do "Wprost" wyraziła też Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) wzywając władze Polski do przestrzegania zasad wolności mediów.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/14149-dzie ... dac-nagran
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zestawienie "osiągnięć" rządu Tuska i ekipy PO
Obrazek
Afery, nepotyzm czy kolesiostwo z jednej strony. Z drugiej zaś rozrost biurokracji, obciążeń fiskalnych czy zadłużenia kraju. Po blisko 7. latach rządów ekipy Tuska wyłania się obraz Polski osłabionej, targanej korupcją czy kryminalnymi układami, zredukowanej do roli dostarczyciela taniej siły roboczej i łatwego kapitału dla innych gospodarek.

Niebawem minie 7. lat od czasu przejęcia władzy przez Donalda Tuska i jego ekipę z Platformy Obywatelskiej. Myślę, że warto w jakiś sposób podsumować ten okres. Zastanowić się co udało się tym ludziom "osiągnąć"? Do czego doprowadzili? Co uchwalili? Czy hasło wyborcze z 2007 roku - "By żyło się lepiej" - zostało wcielone w życie? Jeśli tak, to wobec kogo? Czy beneficjentami rządów ekipy Tuska nie jest jedynie wąska grupa osób, tak zwana platformerska "sitwa", obstawiająca swoimi osobami zarządy spółek Skarbu Państwa i ustawiająca pod siebie intratne przetargi? Co z resztą społeczeństwa? Czy jego rolą ma być jedynie śledzenie w rządowych telewizjach historyjek o mamie Madzi oraz bezrefleksyjne płacenie coraz większych podatków?

Mając na względzie powyższe uważam, że głównymi osiągnięciami rządu Tuska oraz ekipy związanej z Platformą Obywatelską są:

Afera taśmowa, afera hazardowa, afera wyciągowa, afera stadionowa, afera autostradowa, afera stoczniowa, afera AmberGold, afera gazowa, Info-afera;

Grabież oszczędności Polaków z OFE (153 mld zł);

Podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat;

Wzrost zadłużenia kraju (z 530 do 970 mld zł)

Wzrost fiskalizmu, zamrożenie progów podatkowych (coraz biedniejsi muszą płacić coraz większe podatki), podwyżka podatku VAT do 23 proc., kilkukrotne podwyżki akcyzy, podwyżki składek ZUS, likwidacja ulg podatkowych (budowlanej i internetowej), zmniejszenie o 1/3 zasiłku pogrzebowego;

Przyjęcie zabójczego dla polskiej gospodarki pakietu klimatycznego;

Paraliż legislacyjny w sprawie wydobywania gazu łupkowego;

Rozrost biurokracji (sto tysięcy nowych etatów);

Doprowadzenie do agonii służby zdrowia (czekanie po kilka lat na wizytę u lekarza specjalisty)

Ograniczenie roli naszego kraju w relacjach międzynarodowych

Przyjęcie ustawy o tzw. bratniej pomocy;

Podpisanie długoterminowego kontraktu na dostawy gazu z Gazpromem;

Wyprzedaż majątku narodowego za ponad 65 mld zł (w tym spółek strategicznych takich jak Azoty Tarnów);

Drenaż Funduszu Rezerwy Demograficznej;

Zmielenie miliona podpisów w/s JOW;

Odrzucenie podpisanych przez miliony Polaków wniosków o referenda w/s 6-latków i wieku emerytalnego;

Wszechobecny nepotyzm i kolesiostwo.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0135 ... ipy-PO.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Za chwile wybuchnie kolejna wielka afera! Tym razem chodzi o miliardy złotych!
Obrazek
Taśmy Platformy Obywatelskiej rzuciły nowe światło na kwestię budowy gazoportu w Świnoujściu. Okazuje się, że konsekwencje opóźnień w realizacji tego projektu mogą być niezwykle kosztowne dla nas wszystkich, a mimo to nikt nie poniesie za ten stan rzeczy nawet najmniejszej odpowiedzialności. Tak właśnie funkcjonuje bananowa republika kolesi z ekipy Tuska.

Na ujawnionych przez tygodnik "Wprost" nagraniach były wiceminister finansów w rządzie Tuska, a od 2013 roku wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych PGNiG Andrzej Parafianowicz w rozmowie ze Sławomirem Nowakiem stwierdził, że podpisane przez rząd Tuska umowy na realizację terminalu LNG w Świnoujściu są bardzo niekorzystne, bowiem pozwalają wykonawcy bezkarnie opóźniać budowę wspomnianej infrastruktury. Podczas nagranej rozmowy pada nawet stwierdzenie, że nasz kraj będzie mógł odbierać gaz z Kataru dopiero w 2017 roku, mimo że kontrakt przewiduje rozpoczęcie dostaw skroplonego surowca już od drugiej połowy bieżącego roku.

Konsekwencje opóźnień czyli "take or pay"

Konsekwencje opóźnień w budowie gazoportu niosą ze sobą bardzo poważne skutki. Kontrakt na dostawę gazu z Kataru zawiera klauzulę "take or pay" (bierz lub płać), która wymusza na odbiorcy - czyli PGNiG - płacenie za zakontraktowany surowiec nawet wtedy, gdy nie zostanie on odebrany. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze - roczna wartość kontraktu opiewa bowiem na kwotę 550 mln USD. Wszystko zatem wskazuje na to, że już niebawem PGNiG zacznie ponosić gigantyczne straty finansowe. Będzie musiało płacić Katarczykom spore pieniądze za gaz, którego nie dostanie.

Gra na osłabienie PGNiG?

Ten potężny cios w finansowe struktury spółki może się przyczynić do jej istotnego osłabienia, a w konsekwencji podziału i wyprzedaży zagranicznym podmiotom, które chciałyby przejąć rynek produkcji i dystrybucji gazu w Polsce. Odpowiedzialny za ten stan rzeczy będzie rząd Tuska, który tak nieudolnie i nieprofesjonalnie spisał umowę na budowę gazoportu w Świnoujściu, że teraz nie może wymusić od wykonawcy ukończenia inwestycji w zakładanym terminie. Przypomnijmy, że terminal pierwotnie miał być gotowy na 30 czerwca 2014 roku, tak by od drugiej połowy 2014 roku mógł przyjmować zakontraktowany gaz z Kataru. Oficjalnie termin oddania gazoportu do użytku przesunięto już na koniec 2014 roku, choć według ekspertów jest on nierealny. Nie wykluczone, że racje miał Andrzej Parafianowicz, który w nagranej rozmowie ze Sławomirem Nowakiem stwierdził, że Polska będzie mogła odbierać gaz z Kataru dopiero w 2017 roku. Do tego czasu jednak PGNiG poniesie olbrzymie straty finansowe, które mogą przyczynić się do jej upadku.

Nieudolny Tusk pozostanie bezkarnym?

Czy Tusk poniesie za to odpowiedzialność? Mając na względzie ostatnią konferencję prasową premiera, podczas której wyparł się afery taśmowej swoich ludzi, szczerze w to wątpię. A może o to w tym wszystkim chodzi? Może ekipa Tuska celowo spisała niekorzystną umowę z wykonawcą gazoportu, dobrowolnie rezygnując z prawnych narzędzi wymuszenia realizacji inwestycji w terminie, bowiem zależało im na finansowym zniszczeniu PGNiG, podziale spółki i jej wyprzedaży? Wiedzieli bowiem, że Katarczycy będą nieugięci i w swoim kontrakcie zawrą klauzulę "take or pay". Może w całej tej pełzającej aferze chodzi o wymianę monopolisty na rynku gazu w Polsce? Firmę z polskim rodowodem ma zastąpić firma z rodowodem zagranicznym? W przypadku Donalda Tuska i jego skompromitowanej ekipy niczego nie można wykluczyć.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0134 ... -afera.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Władza szuka tego, kto ujawnił spisek zamiast ponieść polityczne konsekwencje swojego zachowania
Obrazek
Ujawnione nagranie ze spotkania szefa MSW z prezesem NBP nie pozostawia wątpliwości - doszło do zamachu na zasadę państwa prawa. Marek Belka był gotowy złamać obowiązujące w Polsce prawo - ustawę o NBP oraz Konstytucję - aby sfinansować nadmierne wydatki rządu Tuska i w ten sposób przyczynić się do zwycięstwa wyborczego Platformy nad PiS-em. Niestety władza zamiast ponieść polityczne konsekwencje tego zachowania, usilnie stara się znaleźć osobę, która spisek ujawniła.

Wyobraźmy sobie oto taką sytuację. Łapiemy za rękę złodzieja, który właśnie dokonywał swojego niecnego występku. W odpowiedzi złodziej stwierdza, że to nie jego ręką. Jakby tego było mało po chwili dodaje, że łapiąc go za rękę podczas kradzieży naruszyliśmy jego prawo do nietykalności i żąda od nas przeprosin oraz odszkodowania. Mniej więcej z taką właśnie absurdalną sytuacją mamy do czynienia obecnie. Ujawniono spisek. Wskazano winnych. Mimo to nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności. Nikt nie podał się do dymisji. Wszystko wygląda tak, jakby nic się nie stało. Co więcej - winni spisku wytoczyli najcięższe działa (prokuraturę, policję, ABW), aby odnaleźć osobę, która spisek ujawniła. Takie rzeczy są możliwe jedynie w Bananowej Republice Kolesi Platformy Obywatelskiej.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0135 ... spisek.htm
Obrazek
Początkujący
Początkujący
Posty: 67
Rejestracja: 23 paź 2009, 11:57
Kontakt:
Początkujący
Początkujący

Post autor: Benon »

Królowie życia za publiczne pieniądze

Odpryskiem obecnej afery podsłuchowej jest kwestia źródła z jakiego sfinansowano biesiadę, przy której odbywała się rozmowa Marka Belki, Bartłomieja Sienkiewicza i Sławomira Cytryckiego. 21 czerwca dziennik "Fakt" opublikował zdjęcie faktury, z której wynika że za wyszukane potrawy i napoje zapłacono pieniędzmi Narodowego Banku Polskiego. Koszt usługi gastronomicznej wynosił 1 435 zł brutto.

Dyrektor departamentu komunikacji i promocji NBP Marcin Kaszuba na łamach "Faktu" wyjaśnia, że "Koszty zostały pokryte z funduszu przeznaczonego na cele reprezentacyjne, który jest finansowany z pieniędzy zarobionych przez NBP. A nie z pieniędzy podatników!". Marne to jednak tłumaczenie, bowiem NBP jest instytucją państwową i dlatego jego środki są pieniędzmi płacących podatki. Ponadto z zysków NBP dokonywane są wpłaty do budżetu państwa. Zatem pieniądze, które polski bank centralny przeznacza na niepotrzebne imprezki mogłyby powiększyć pulę tych wpłat. [1], [2], [3]

Z kronikarskiego obowiązku nadmienię, że panowie dygnitarze podczas wspomnianej biesiady w warszawskiej restauracji "Sowa i Przyjaciele" raczyli się między innymi: ośmiornicą, carpaccio z matjasa holenderskiego, kawiorem z anchois i z łososia, tatarem, carpaccio z mlecznej jagnięciny, świeżymi szparagami, grillowanym kozim serem, a także policzkami i ogonami wołowymi. To wszystko podlali wódeczką oraz czerwonym winiaszem Château Musar rocznik 2004.

Zastanawiając się jakie konsekwencje powinien ponieść prezes Marek Belka za opłacenie pieniędzmi NBP bibki dla siebie i swoich kompanów, przypomniałem sobie nagłośnioną sprawę niejakiego Arkadiusza K. Choremu psychicznie i ubezwłasnowolnionemu Arkadiuszowi K. sąd wymierzył karę pięciu dni pozbawienia wolności za kradzież wafelka o wartości 99 gr. Przypomnę: uczta notabli kosztowała podatników 1 435 zł. Jeżeli zatem prezes Belka byłby sądzony według tej samej miary co Arkadiusz K., to trafiłby do paki na prawie 20 lat. [4]

Być może znajdą się "oświeceni" obrońcy owych trzech muszkieterów, którzy będą mnie uświadamiali, że tak naprawdę nic się nie stało, że te 1 435 zł w skali finansów państwa to po prostu pryszcz. Poproszę ich by to samo powiedzieli rodzicom dzieci będących w terminalnej fazie choroby nowotworowej. Kwota jaką ów dygnitarski tercet przeżarł i przepił w ciągu kilku godzin odpowiada kosztowi przeszło tygodniowej opieki nad jednym takim dzieckiem sprawowanej przez hospicjum domowe. A mamy przecież w Polsce tabuny oficjeli. Ile takich biesiad nie za swoje odbywa się w ciągu miesiąca? Ile każdego roku? [5]

Wstyd panowie dostojnicy! I panie zapewne też. Nie żałuję wam - żryjcie, chlajcie i kopulujcie. Ale za własne pieniądze! Stać was na to.
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zawiodło ich państwo
Krystyna Chojnacka popełniła samobójstwo, Janusz Kowalik przez 17 dni prowadził protest głodowy, a Zbigniew Stonoga wywiesił baner, na którym napisał, co myśli o fiskusie. Do takich aktów rozpaczy doprowadziły ich decyzje urzędnicze, które zniszczyły im i biznesy, i życie.

„Mój protest jest aktem rozpaczy i desperacji. Działania urzędników doprowadziły do upadku dobrze prosperującej i prowadzonej zgodnie z prawem firmy. Mam do zapłacenia blisko 12 mln zł. Jestem mężem i ojcem czwórki dzieci. Będę walczył o ich przyszłość i dobre imię do ostatniej kropli krwi” – tak rozpoczęcie protestu głodowego przed krakowską siedzibą izby skarbowej tłumaczył w czerwcu ubiegłego roku Janusz Kowalik. Chciał nagłośnić swoją sprawę. Tylko to mu zostało.

Szukali, szukali aż znaleźli

Żeby zrozumieć, co zmusiło Janusza Kowalika do rozpoczęcia protestu, trzeba cofnąć się do 2004 roku. To wtedy wraz z żoną i siostrą założyli firmę Impex Scrap & Recycling, zajmującą się handlem złomem. Interes szedł świetnie. Impex ściągnął do siebie najlepszych fachowców ze Szwecji, a przychody z każdym rokiem szybowały w górę. Z 3 mln w 2004 roku do 36 mln euro w 2006 roku. Rok później firma Kowalika była już w likwidacji upadłościowej. Do drzwi Impexu zapukali w 2005 roku urzędnicy kontroli skarbowej. Kowalik jest pewien, że nie była to rutynowa kontrola podatnika, a stał za nią donos konkurenta. – Z całą stanowczością mogę powiedzieć, że była to kontrola zlecona – mówi. Urząd szukał uchybień w Impexie przez ponad pięć lat. Zanim wydał decyzję, firma zdążyła stracić kontrahentów, zaufanie banków i ogłosić upadłość. – Do 2010 roku urząd kontroli skarbowej nie wydał żadnej decyzji, która zarzucałaby spółce jakiekolwiek uchybienia. Dopiero 28 maja 2010 roku zostały wydane 22 decyzje, zgodnie z którymi stwierdzono, że spółką nie zarządzał wykwalifikowany zarząd, a ślusarz, czyli ja. Owszem, mam instynkt kupiecki, ale z wykształceniem zawodowym nigdy nie zdecydowałbym się kierować takim gigantem – twierdzi Kowalik.

Walka o dobre imię

UKS oskarżył Impex o firmanctwo, czyli nielegalny sposób zmniejszenia obciążeń podatkowych. Nałożył kary na członków zarządu i na samego Kowalika. O tym ostatnim przypomniał sobie dopiero dwa lata później. W 2013 roku, w kwietniu, wezwał go do zapłaty blisko 12 mln zł z tytułu zaległości podatkowych za obrót złomem. Zrezygnowany Janusz Kowalik postanowił zwrócić oczy całej Polski na swoją sprawę. Przez 17 dni mieszkał w samochodzie przed siedzibą krakowskiej izby skarbowej i prowadził protest głodowy. „W dniu 11 kwietnia 2013 roku wydaną decyzją wydaliście na mnie ostatni wyrok, teraz możecie jedynie patrzeć na powolną śmierć albo mnie dobić” – napisał na tablicy, wywieszonej przed swoim samochodem. Głodował nie tylko dla siebie, ale i swoich dzieci. „Nie pozwolę na to, by moje dzieci żyły z myślą, że ich ojciec jest przestępcą” – mówił. Protest się skończył, ale 12 mln podatku do zapłaty i uraz do Polski pozostały.

Jedna decyzja, zniszczone życie

Gdy Janusz Kowalik głodował przed skarbówką, swój dramat w czterech ścianach przeżywała Krystyna Chojnacka. Od 20 lat toczyła walkę z urzędnikami. Chojnacka prowadziła wraz z mężem firmę zajmującą się konfekcją kosmetyków. Ich kłopoty zaczęły się 1993 roku, kiedy wprowadzono na kosmetyki podatek akcyzowy dla producentów i importerów. Urzędnicy nie mogli się zdecydować, czy firma Chojnackich powinna płacić akcyzę, czy nie. Decyzja była o tyle trudna, że małżeństwo zajmowało się konfekcją, czyli pakowaniem, a nie produkcją kosmetyków. De facto nie powinni więc płacić akcyzy. Ale urzędnicy zdecydowali inaczej. Naliczyli firmie 3 mln zł podatku, jak się później okazało bezpodstawnie. Chojnaccy płacili i jednocześnie walczyli o zwrot pieniędzy w sądzie. Walka trwająca latami wykończyła i firmę, i Chojnackich. „Moja żona pozostaje pod stałą opieką lekarzy psychiatrów od 2008 roku. Likwidacja firmy i utrata dorobku całego życia doprowadziły w grudniu 2012 roku do załamania nerwowego żony połączonego z próbą samobójczą” – pisał Jarosław Chojnacki w pełnym rozpaczy liście opublikowanym w mediach. Wydawało się, że w maju tego roku sprawa wreszcie znajdzie swój finał. Ale sąd przekazał ją kolejny raz do rozpatrzenia. Krystyna Chojnacka nie wytrzymała. Popełniła samobójstwo.

------------------------------------
Obrazek
Poszkodowany przez urzędników żąda 40 mln zł odszkodowania - Marek Kubala przez decyzję urzędników stracił cały majątek i 14 lat życia. Teraz chce się domagać 40 mln zł odszkodowania. Gdyby je uzyskał - byłby to rekord w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. - Onet. Video do pobrania po uruchomieniu linka na dole tekstu.
-----------------------------------

„Pied…fiskusa i złodziei z Wiejskiej”

Zwrotu podatku nie doczekał się też Zbigniew Stonoga, przedsiębiorca i diler samochodowy. W 2008 roku kupił nieruchomość w Zamościu od innej firmy od siebie zależnej. Od transakcji zapłacił 1,9 mln zł VAT. W związku z tym, że w nabytej nieruchomości miał prowadzić działalność gospodarczą ubiegał się o zwrot podatku. Ale fiskus zdecydował, że pieniędzy nie odda, podejrzewając, że mogło dojść do ich wyłudzenia. O sprawie dowiedział się cały kraj, gdy zdenerwowany przedsiębiorca wywiesił na swojej firmie kontrowersyjny baner: „Wyp…. nas Urząd Skarbowy W-wa Targówek na kwotę 1 900 000 - Dziękujemy Ci zas..na Polsko”. Później był kolejny i jeszcze jeden. Wszystkie w podobnej tonacji. Ale zamiast pomóc swojej sprawie, Stonoga narobił sobie tylko problemów. Jeden z producentów aut wypowiedział mu umowę, on sam zaś został oskarżony o obrażanie Polski. Problemy finansowe zmusiły go do zwolnienia pracowników i zwinięcia interesu. Stonoga zapowiada jednak, że nie odpuści. Wypowiedział wojnę systemowi i będzie ją prowadził dopóty, dopóki starczy mu sił.

Z dnia na dzień

O tym, że życie może wywrócić się do góry nogami z dnia na dzień przekonał się też Ryszard Gasparski. Prowadził szwalnię, w której zatrudniał 30 pracowników. Któregoś dnia do drzwi jego domu zapukała policja. Gasparski został zakuty w kajdanki i osadzony w więzieniu. Oskarżono go o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa podatkowe i handel tkaniną niewiadomego pochodzenia. Z aresztu wyszedł po czterech miesiącach, bo nikt nie był w stanie sporządzić przeciwko niemu aktu oskarżenia. I nie udało się to po dziś dzień. Po 10 latach sąd umorzył postępowanie, ale Gasparski stracił wszystko, co miał. Teraz chce walczyć o odszkodowanie od Skarbu Państwa.

Biznesmen w opałach


O rekompensatę walczy już Marek Kubala. Domaga się 40 mln zł. To najwyższy, jak dotąd, pozew przeciwko skarbowi państwa. Kubala od zawsze miał smykałkę do interesu. Zaczynał w późnych latach 80. jako budowlaniec, później otworzył w Wałbrzychu sex shop i zajął się sprzedażą aut używanych. Najpierw sprowadzał je z Holandii, później z Ameryki. Sprzedaż samochodów szła całkiem nieźle, dlatego Kubala postanowił zająć się tym na pełen etat. Został dilerem samochodowym i otworzył pierwszy na Dolnym Śląsku salon Seata. Biznes kręcił się do 13 grudnia 2000 roku. To wtedy do jego domu wkroczyła policja. Kubala został aresztowany i osadzony w więzieniu. Oskarżono go oszustwa podatkowe przy sprowadzaniu samochodów zza oceanu. Wyszedł po trzech tygodniach, ale nie było już czego ratować. Banki odmówiły kredytów, długi rosły. Dziś wynoszą 14 mln zł. Kubala nie odpuścił i poszedł na walkę o sprawiedliwość. Sam. Bez adwokata. Wygrał. W 2011 roku został oczyszczony z wszelkich zarzutów. Teraz chce 40 mln zł odszkodowania.

Bezkarni urzędnicy

Te historie spokojnie wystarczyłyby do nakręcenia kilku kolejnych części „Układu zamkniętego”, a filmy oglądałoby się z równie wielkim niedowierzaniem, jak ten pierwszy. Materiału nie brakuje. Życie pisze najlepsze scenariusze, choć w tym wypadku może wydałoby powiedzieć, że nie życie, a urzędnicy. Samo stowarzyszenie Niepokonani 2012 zrzesza ponad trzy tysiące osób poszkodowanych przez sądy, prokuratury, komorników, ZUS, banki, urzędników skarbowych i celnych. Ich sprawy ciągną się latami, ale nie to jest dla poszkodowanych najgorsze. Najbardziej zatrważające jest to, że za błędy, które zniszczyły im życie, nikt nie odpowiada. – W każdym z przypadków urzędnicy wydający decyzje, które zniszczyły świetnie zapowiadające się i rewelacyjnie prosperujące firmy, dalej trwają na swoich ciepłych posadkach, a my, przedsiębiorczy ludzie, walczymy każdego dnia o przeżycie, zapłacenie zaległych rat od zaciągniętych kredytów – mówi ze zrezygnowaniem Janusz Kowalik.

źródło: http://biznes.onet.pl/zawiodlo-ich-pans ... news-detal
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

RICO
Ostatni apel do mojego narodu ! Proszę o zdecydowane działanie,pozbawcie te zdegenerowane elity władzy do sprawowania prawa i rządów,bo to Wy wynieśliście ich na te stołki !

===========================
AFERA PODSŁUCHOWA CIĄG DALSZY: Rostowski i Sikorski. Szef MSZ w knajpie opowiada o tajemnicach polskiego wywiadu. Najciekawsze fragmenty rozmowy
Obrazek
Restauracja Sowa & Przyjaciele. Wiosna 2014. Radosław Sikorski czeka na Jacka Rostowskiego, popijając szampana. Były wicepremier przychodzi spóźniony. Na początek również zamawia szampana. Jest zadowolony. Mówi, że przechodzi „dekompresję”. Sikorski przegląda kartę win. Rostowski pyta o specjały - opisuje spotkanie tygodnik "Wprost".

Zamawianie potraw i dyskusja na ten temat trwają długo. Panowie nie mogą się zdecydować, czy lepsze są pierogi z farszem z królika, golonka glazurowana, pierożki cielęce, foie gras, czy tatar z tuńczyka. Ostatecznie minister spraw zagranicznych zamawia zupkę z dyni i krwistą polędwicę wołową. – Ach, zaszaleję – mówi zadowolony. Były wicepremier decyduje się na foie gras, czerwone wino i comber z królika. – Z dziesięć lat królika nie jadłem – cieszy się Rostowski. Do posiłku Sikorski proponuje bardzo drogie wino Pomerol z, jak mówi, kryzysowego 2008.

Sikorski (S): Rozumiem, że ambasadorstwo w Paryżu cię nie interesuje. Rostowski (R): Nie, na tym etapie dziękuję. S: Bo prezydent zgłasza mi swój pomysł i jak się już na niego zgodzę, nie będzie odwrotu.

R: Może być, że by mnie zainteresowało, jeśli nie będę [niezrozumiałe]. A kiedy musisz, bo ty mi rok temu mówiłeś, że musisz taką decyzję podjąć?

S: Teraz. R: Wtedy mówiłeś, że teraz.

S: Przedłużyłem Orłowskiemu, ale nie mogę mu przedłużać w nieskończoność.

R: A mogę do momentu ustalenia list?

S: A, to tyle dam.

R: W najgorszym to miesiąc.

S: Tyle mogę.

R: OK.

S: Nie no, masz to jak w banku. No listę. […] Słyszę nawet, że jesteś rozważany do mojego okręgu. […] W tej sprawie będę miał trochę do powiedzenia, nie wiem, czy chcemy cię w naszym…

R: Nie, nie, ja słyszałem, jeśli chcesz mnie […] jako konkurenta, to najlepszy sposób, żebym ja miał stuprocentową pewność w parlamencie.

S: No, możesz wejść do parlamentu i nadal być kandydatem.

R: Mogę, ale gdybyś ty mi pomógł w tym, to ja byłbym gotów, ja też dotrzymuję swoich zobowiązań.

S: Nie mogę w to uwierzyć [zanosi się śmiechem]. Mówię ci tak, nie masz dużo do stracenia.

Rozmowa schodzi na temat kandydatury Danuty Hübner.

R: To był skandaliczny pomysł ze starą komuszką.

S: Niesympatyczną.

Obaj źle oceniają swoją koleżankę. Są zgodni, że przyznanie jej pierwszego miejsca na liście w Warszawie Rostowski nazywa skandalem.

Deal

S: Żebym zrozumiał dobrze – proponujesz taki deal, jeśli ci pomogę być na pierwszym miejscu na liście gdzieś.

R: W Warszawie.

S: W Warszawie.

R: Gdzieś to ja mam zagwarantowane.

S: W Warszawie. Tego ci nie mogę obiecać.

R: Nie obiecasz mi, że to załatwisz.

S: Ale mogę ci obiecać, że cię poprę. Wtedy ty mi nie będziesz wadził w komisji? [dłuższa cisza]

S: Deal?

R: Deal.

S: No dobra, to jesteśmy po słowie.

R: Słucham?

S: Jesteśmy po słowie.

R: Nie, nie, chcę bardziej precyzyjnie, bo nie chcę, no wiesz. […] Mogę ci zagwarantować, ale pozwól mi się jeden dzień zastanowić, no wiesz, to są poważne sprawy. Podejmuję się czegoś, to przecież… To powiem ci tak, że gdyby to miał być ten portfel energetyczny.

S: A dla Polski byłoby dobrze.

R: To jest inna sprawa, ale gdyby to miał być, daj mi te parę dni, ja się zastanowię, żeby ci zagwarantować, że gdyby to był ten portfel, to tutaj bym ci nie podziałał przeciw, wręcz przeciwnie, bo cię lubię, ale przeciwko Lewandowskiemu, który się, wiesz… OK.

S: Po angielsku.

R: Dokładnie. Ale daj mi te parę dni. Do weekendu, do poweekendu. Pozwól mi sobie przemyśleć. […] Pozwól mi się troszkę zastanowić, ale jak się zobowiązuję, to oczywiście na fest…

S: A ja z kolei oczywiście nie aspiruję do innych jakichś tam finansowych czy gospodarczych. Ale przebiera nogami też Jan Krzysztof.

R: Nie.

S: Nie? Jesteś pewien?

R: On może na coś. Ale raczej nie. Ja się go pytałem i powiedziałem, ale to jest między nami, nie. […] Zdaje sobie, że jest więcej konkurentów…

Dalej "Wprost" opisuje jak były minister finansów Rostowski inicjuje toast. – Za nas, za naszego ukochanego… Sikorski kończy z entuzjazmem: – Najwyższego przywódcę, oby żył wiecznie. – życzenia kończą się gromkim śmiechem. Panowie ze znawstwem zabierają się za omawianie wina. Z satysfakcją chwalą swój wybór. Wszak, jak mówią, pomerol to jedno z najdroższych win, droższy jest petrus. Sikorski ma żal do Rostowskiego, że nie przyszedł do Pałacu Prezydenckiego na wręczenie szpady dyplomatycznej, czyli nagrody przyznawanej przez ministra spraw zagranicznych. Rostowski odpowiada, że nie wiedział, iż to taki zaszczyt. – Nie znam się na tym, nie znałem się na tym. Mogę tylko przeprosić – kaja się były wicepremier. Rozmowa znów schodzi na temat Danuty Hübner. – Czy ona jest nam w ogóle potrzebna? – pyta minister spraw zagranicznych. – W ogóle – odpowiada Rostowski. – Nadęte babsko – ucina rozmowę Sikorski i wraca do dyskusji o przyszłości. Swojej i Rostowskiego.

Operacja Zen

S: Ty, ja uważam, że można zajebać PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza.

R: No a co innego jest dzisiaj?

S: No taaak. Kaczyński się przyspawał do Macierewicza i teraz trzeba Macierewiczem ich obu na dno pociągnąć. To, co jest w materiałach prokuratorskich, jest miażdżące. Można zrobić dwuletni cyrk. I niech oni się tłumaczą. Tam są straszne rzeczy. Wiem, bo byłem przy tym.

R: Dobrze, tylko trzeba namówić. Musisz Donalda namówić.

S: Robię, robię.

R: Musisz, no. [niezrozumiałe]

S: Już jest Palikot, SLD i PSL.

R: Tylko Donald…

S: Donald się waha, ale lekko za. Powiedział: niewykluczone. Niech oni, najpierw będzie skarga do sądu na prokuraturę. […] No tak, bo to jest skandal, <font color=red>[...]</font>. Skandaliczne. [...]

R: To w takim przypadku powinien iść za to do więzienia.

S: I tak mógł produkować dokumenty ściśle tajne.

R: Wtedy to powinien za to pójść do więzienia, że ujawniał dokumenty.

S: Ta. Agenturę.

R: Za to. Jeżeli był osobą prywatną.

S: To jest ewidentny deal Seremeta z Tuskiem. To, co robią. […] Wiesz, na czym polegała operacja ZEN, którą Macierewicz ujawnił? To była operacja, nadzorowałem ją osobiście, zlokalizowania Al-Zawahiriego. Stary komuch. Oczywiście.

R: Oczywiście, ten, Malinowski.

S: Nie… Nie Malinowski, ale podobne […], ten, który tam dla talibów lokował walutę, jakieś szmaragdy, coś, i miał dość. I to była o tyle fajna operacja, że była samoweryfikująca się. My daliśmy tylko kasę na drobne wydatki, 20 tys. dolarów. I to, co oni chcieli od nas, Afgańczycy, że my zaświadczymy, przypilnujemy, że jak oni wystawią Al-Zawahiriego, to Amerykanie na pewno im wypłacą nagrodę. Wszystko było samoweryfikujące się. Bo chodziło tylko o to, żeby podać współrzędne, potem Amerykanie <font color=red>[...]</font> i potem albo jest ZEN, albo nie ma. I tam jedna próba nie wyszła, druga próba nie wyszła i miała być trzecia próba i jakby ta nie wyszła, to OK, kończymy operację. I ten skurwysyn ujawnił operację.

Ile wart jest sojusz Polski z USA?

Wątek afgański płynnie przechodzi w opis stosunków polsko-amerykańskich. Minister spraw zagranicznych nie ma wątpliwości, że polityka prowadzona przez premiera i szefa MON jest błędem. S: Wiesz, że polsko-amerykański sojusz to jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa

Rostowski dopytuje, dlaczego.

S: Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy.

O mentalności Polaków

S: Problem w Polsce jest, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę.

R: Taki sentymentalizm.

S: Taka murzyńskość.

R: Jak, jak?

S: Murzyńskość.

Po tym dialogu następuje zwrot akcji. Sikorski z Rostowskim zaczynają rozmawiać o europejskiej przyszłości premiera Donalda Tuska. Ze swadą omawiają zalety i wady szefa rządu. Zgodnie uznają, że premier bardziej nadaje się na następcę van Rompuya niż Barroso.

Przyszłość Schetyny

R: On może cicho siedzieć. Ale co on może potencjalnie?

S: Wiesz co, ja rozmawiałem o tym z Donaldem. On... znaczy teraz może cicho siedzieć, czekać, aż Donaldowi powinie się noga, czyli dokładnie to, co mógł robić od lat, tylko na niższym poziomie.

R: Dokładnie.

S: No to głupio.

R: Bardzo.

S: W indyjskiej polityce jest takie powiedzenie: jak nie możesz być lwem, to nie znaczy, że musisz być komarem.

R: Ale dygresja piękna, piękne, ale to piękne, piękne, piękne.

S: [śmiech] Głupia decyzja o niekandydowaniu, bo przecież jakby kandydował, toby dostał 40 procent i byłby kimś.

Schetyna byłby kimś, gdyby wystartował w wewnętrznych wyborach przeciwko Tuskowi. Panowie są co do tego zgodni. Zgadzają się również, że były marszałek Sejmu nie ma predyspozycji lidera. – On jest z żulii lwowskiej – podsumowuje Sikorski. Wniosek jest jeden: Schetyna jest ograniczony, a górny pułap jego politycznych możliwości to szefowanie MSWiA. Atmosfera robi się coraz weselsza, a rozmowa coraz głośniejsza. Biesiadnicy zaczynają opowiadać dowcipy.

Burdelowe dowcipy

S: Znasz to? Przychodzi pan Jacek do burdelu.

R: Pan Jacek?

S: Tak.

R: A może pan Radek? [śmiech] No, mówisz.

S: A burdelmama mówi: Panie Jacku, pan już dzisiaj trzeci raz.

R: [śmiech] S: <font color=red>[...]</font>, przez tę sklerozę to się <font color=red>[...]</font> na śmierć.

R: Piękne. [śmiech]

S: Słyszałem dziś kawał. Agencja towarzyska, oferta promocyjna, cennik. Szef agencji mówi „Panowie: blow job – 25 złotych. Anal job – 35 zł. To bardzo przystępnie”.

R: To bardzo przystępnie.

S: Klient pyta: a klasyczne <font color=red>[...]</font>? A szef burdelu odpowiada: klasyczne nie jest jeszcze w ofercie, bo niestety jestem jeszcze sam.

R: [śmiech] Ja bym taki właśnie opowiadał, że przychodzi do burdelu facet i prosi o najchudszą dziewczynę. Jedną z najchudszych, wysoką… Gdy dziewczyna się pojawia, klient mówi: proszę jej włożyć obrożę.

S: Obrożę?

R: Obrożę. Reks! [woła psa] A ta cała zdenerwowana. Burdelmama zdenerwowana. Reks, widzisz? Jak nie będziesz jadł, będziesz tak wyglądać.

Panowie jeszcze przez chwilę opowiadają stylowe dowcipy. Śmiejąc się głośno. Potem rozmowa znów zaczyna przypominać niezrozumiałą szeptankę. Po dwóch godzinach spotkanie dobiega końca. – Wiesz, ty i ja mamy podobny problem. Ludzie nie rozumieją, że można być poważnym i dowcipnym. Jak jesteś dowcipny, to znaczy, że nie jesteś poważny. To jest problem. A ja jestem w niektórych sprawach śmiertelnie poważny, a w innych mam poczucie humoru – podsumowuje wieczór minister spraw zagranicznych. – Po tym porto życie jest jeszcze lepsze – kwituje Rostowski.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/14201- ... ty-rozmowy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Rząd Tuska nadal zadłuża Polskę w ekspresowym tempie! Od początku roku dług powiększył się o 33,6 mld zł!
Obrazek
Ekipa Platformy Obywatelskiej nadal zadłuża nasz kraj w zastraszającym tempie. Od początku roku dług Skarbu Państwa wzrósł o 33,6 mld zł, dzięki czemu całkowity dług sektora instytucji rządowych i samorządowych osiągnął pułap 970 mld zł. Tylko i wyłącznie dzięki obrabowaniu Polaków przez rząd Tuska z oszczędności zgromadzonych w OFE, resort finansów w oficjalnych statystykach podaje, że zadłużenie kraju jest niższe o 96,8 mld zł.

Co gorsze - rząd roluje zadłużenie na potęgę. To oznacza, że aby spłacić stare długi (wraz z odsetkami) musi brać nowe pożyczki odpowiednio powiększone o odsetki, które wynikają ze starych długów. W ten sposób nieustannie rośnie spirala zadłużenia i nie widać perspektyw, aby proces ten miał się odwrócić. Dobrze widać to w statystykach na temat zapadalności (wymagalności) długu. O ile do końca tego roku trzeba będzie oddać wierzycielom jedynie 15,7 mld zł, o tyle w 2015 r. kwota ta powiększy się blisko 7-krotnie do wysokości 102,4 mld zł! Nie trzeba być dyplomowanym ekonomistą, aby stwierdzić, że Polski nie stać na zwrot tak gigantycznej kwoty w ciągu jednego roku. Jedynym ratunkiem jest wspomniane rolowanie długu, czyli zaciąganie nowych pożyczek, z których spłaci się długi właśnie zapadające. Taka polityka rządu Tuska doprowadziła do stanu, w którym całkowity dług sektora instytucji rządowych i samorządowych osiągnął pułap 970 mld zł (nie wliczam pieniędzy zabranych Polakom w operacji skoku na OFE) i lada chwila (perspektywa 3-6 miesięcy) przekroczy granicę 1 biliona złotych.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0135 ... tempie.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Tusk stracił poczucie rzeczywistości. Rzuca się jak wariat w pokoju bez klamek.
=====================

Komentarze:

senior

NIEWAŻNE KTO nagrał, ważne CO nagrał! Gdyby, chamy ministry i temu podobne bydło, zachowywali się jak na ministrów i prezesów przystało, to NIE BYŁOBY ŻADNYCH kompromitujących ich nagrań. A tak, to nawet świnie nie chcą ich wpuścić do swojego chlewa! I co, nadal winien ten co nagrał to bydlęce zachowanie?
Bartłomiej Sienkiewicz, to prawnuk Henryka Sienkiewicza! Tego od „Quo vadis” „Krzyżaków”, Trylogii. Toż on w grobie się przewraca nie tylko ze względu na język jakiego używa jego prawnuk ale szczególnie za "dobro" czynione Ojczyźnie. Jego pradziad podczas zaborów pisał Trylogię „ku pokrzepieniu serc”, a potomek nagrodzonego Noblem rozszarpuje Rzeczpospolitą jak Radziwiłłowie w "Potopie"! WSTYD! HAŃBA!
Macie u mnie już dawno przesr...e (za "waloryzację kwotową" emerytur i rent w 2012 r.). Teraz czekam na wybory żeby wam dopier...lić!


-----------------------------

Kvyat

Tusk, człowiek chory na głowę, oraz władzę, i nie wie co mówi... :-)

====================

Tusk reaguje na kolejne taśmy "Wprost": Rząd nie będzie działał pod dyktando przestępców (WIDEO)
Obrazek
Znaleźć nagrywających, upublicznić nagrania. Takie cele, w związku z aferą podsłuchową stawia swojemu rządowi Donald Tusk. Premier wygłosił oświadczenie w tej sprawie w Gdańsku po konsultacjach międzyrządowych z szefem rządu Hiszpanii. Premier podkreślił też, że nie będzie dymisjonował polityków za niecenzuralny język.

Wiecej + video : http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/805 ... komentarze
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

darkcrosser

Najobrzydliwsze w tym wszystkim jest to, że cena tego obiadu zapewne równała się miesięcznym zarobkom wielu, wielu ludzi... To nawet nie jest wkurzające, to jest po prostu strasznie smutne i bezczelne.

=====================

Taśmy ''Wprost''. Dziś premier w Sejmie przedstawi informację o ''aferze podsłuchowej''
Obrazek
Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta

- To skandal! Wyobrażam sobie od czasu do czasu posiłek opłacony służbową kartą, ale wtedy nie wolno twierdzić, że było to spotkanie prywatne. Miliony Polaków widzą że minister podczas prywatnego spotkania płaci służbową kartą. Trzeba wyjąć pieniądze z portfela i zapłacić - mówił w RMF FM Tomasz Nałęcz, prezydencki doradca. Resort stwierdził, że spotkanie opłacono służbową kartą ponieważ "powodem spotkania była propozycja objęcia placówki w Paryżu przez posła Jacka Rostowskiego".

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Awantura z ABW w redakcji "Wprost", jest decyzja tygodnika

"Wprost" składa zażalenie na działania prokuratury podczas próby uzyskania nagrań z nielegalnych podsłuchów. W ubiegłą środę prokuratorzy i funkcjonariusze ABW weszli do redakcji, żądając nośników; gdy im odmówiono, próbowali siłą odebrać laptopa naczelnemu.

Reprezentujący redaktora naczelnego tygodnika mec. Piotr Kruszyński powiedział PAP, że zażalenie zostanie złożone jeszcze w środę w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Pragi.

W ocenie Kruszyńskiego, o ile prokuratura miała prawo żądać wydania rzeczy - nośnika z nagraniem nielegalnych podsłuchów - to po informacji, że są na nim informacje chronione tajemnicą dziennikarską, powinna odstąpić od tych czynności. "W tym kierunku składamy zażalenie" - dodał. Według niego, jeśli prokuratorzy nadal uważali, że jest to im niezbędne, to powinni byli wystąpić do sądu o zwolnienie dziennikarza z obowiązku zachowania tajemnicy.

Mecenas podkreśla, że tajemnica dziennikarska, obok adwokackiej, radcowskiej i notarialnej, jest specjalnie chroniona w polskim prawie. "Tajemnica handlowa, bankowa, ubezpieczeniowa, nawet lekarska - w tym przypadku prokuratura może mieć dostęp do niej po zgodzie sądu. W przypadku sprawy o morderstwo czy zagrożenia podstawowych interesów państwa sąd może zwolnić z zachowania tajemnicy, ale i tak nie może dotyczyć to ujawnienia informatorów - powiedział.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-tasmy-wp ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Koniec kariery Sikorskiego
Obrazek
(...) Zaistniała afera ukazuje, jakiej dochowaliśmy się klasy politycznej. Kluczową w diagnozie jest informacja w jaki sposób w Polsce wyłaniane są kadry gospodarcze i fachowcy na najwyższe stanowiska. Tłumaczenie ministra skarbu państwa, że w przypadku najważniejszych nominacji decyzje pochodzą z „dużych wierchów”, a on je tylko „żyruje” i musi umieć tym procesem „zarządzać”, mimo że te osoby tak „intelektualnie i jeśli chodzi o doświadczenie” się nie nadają jest o tyle znamienna, że gdy w googlach sprawdzałem informację o osobie która była jednym z pierwszych beneficjentów zmienionego rozporządzenia dotyczącego członków rad nadzorczych, to mój współpracownik myślał że otworzyłem stronę plotkarską. A przecież z racji zawodowych taką „gwiazdę” polskiej palestry powinien znać i kojarzyć. Czy cokolwiek dobrego dla kraju mogą zrobić ludzie, którzy traktują państwo jako „istniejące tylko teoretycznie” i rozmawiają tak plugawym językiem? System polityczny oparty na takich „filarach” jest w stanie funkcjonować tylko dlatego, że prawda o jego kondycji nie dociera do opinii publicznej. Nie łudźmy się – ten język, to nonszalanckie traktowanie spraw publicznych – to nie jest kwestia tych kilku osób, ujawnionych ostatnio na taśmach z podsłuchu. To nie pierwszy skandal związany z podsłuchem czy ukrytą kamerą, to dotyczy praktycznie całej klasy politycznej. Zauważmy: dla nich największym problemem jest nie meritum – o czym i jak rozmawiali, lecz to, że sprawa wydostała się na zewnątrz wraz z pytaniem, kto ich podsłuchał.

Podsłuchiwanie stało się w świecie nagminne i należy się z tym liczyć że zarówno USA, Niemcy i Rosja nagrywają polskich decydentów. Wyraźnie widać, jakie to daje możliwości politycznego wykorzystania. Teraz ujawnione zostały taśmy uderzające w PO i prezesa NBP, ale nie tak dawno z ukrytej kamery sfilmowano polityków PiS – w ramach retorsji kolejne mogą ujrzeć światło dzienne, były taśmy na Samoobronę, materiały na jednego z polityków Solidarnej Polski, na byłego prezydenta, na lewicę, taśmy, które uruchomiły aferę Rywina. Materiały dyskredytujące polityków są wyciągane w zależności od sytuacji. Nagrywanie przygotowuje grunt do stosowania szantażu jak i służy do szachowania siebie nawzajem. Tak kształtuje się w Polsce elitę polityczną – poprzez podsłuchy i przecieki. Problemem jest stworzona w ten sposób jakość naszej klasy politycznej. Niemniej nie mówmy, że w Polsce nie ma ludzi porządnych oni są tylko „wypłukiwani” z establishmentu i owoce tego procesu boleśnie odczujemy. (...)

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/14292-koni ... ikorskiego
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM