Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Polskie F-16 bez pełnych zdolności bojowych? Nie mamy dostępu do systemu "swój-obcy" i rakiet dalekiego zasięgu
Obrazek
Polska posiada obecnie 48 sztuk myśliwców bojowych F-16. Problem w tym, że w sytuacji kryzysowej mogą one nie posiadać pełnej zdolności bojowej. Po pierwsze: mamy ograniczony dostęp do kodów systemu "swój-obcy" (Friend of Foe), bez którego niemożliwe jest rozpoznanie samolotów wroga / sojusznika. Obecnie kody do tego systemu dla polskich F-16 są układane za granicą. Za każdą zmianą musi do Polski przyjeżdżać amerykański serwisant, by wgrać aktualizację. Po drugie: nasze F-16 nie mają w swoim uzbrojeniu rakiet dalekiego zasięgu AGM-158 JASSM, które pozwalają precyzyjnie likwidować cele naziemne oddalone do 370 km (polskie F-16 mogą likwidować cele oddalone jedynie do 70 km).

Polska zakupiła od USA za miliardy dolarów myśliwce F-16 bez prawa do samodzielnego edytowania systemu "swój-obcy". System ten pozwala rozpoznać czy samolot, który planujemy zestrzelić należy do wroga czy sojusznika. Bez niego myśliwce nie mają żadnych zdolności walki w powietrzu. Problem w tym, ze obecnie kody do systemu "swój-obcy" dla polskich F-16 są układane za granicą. Za każdą zmianą musi do Polski przyjeżdżać amerykański serwisant, by wgrać aktualizację. Polacy nie mają prawa modyfikować ustawień w tym zakresie, bowiem nie przewidywał tego kontrakt na dostawę myśliwców do Polski. Inaczej zrobili Turcy. Samoloty F-16 składali u siebie w kraju, a w ramach offsetu wynegocjowali z Amerykanami pełen dostęp do technologii "swój-obcy".

Drugi problem jest taki, że polskie F-16 nie są wyposażone w rakiety dalekiego zasięgu AGM-158 JASSM, które pozwalają likwidować cele naziemne oddalone nawet do 370 km. Znajdujące się dzisiaj na wyposażeniu polskich sił powietrznych pociski mogą niszczyć cele w odległości zaledwie do 70 km. Posiadanie rakiet AGM-158 JASSM spowodowałoby znacznie zwiększenie zdolności bojowych polskich "jastrzębi". Niestety nic nie wskazuje na to, aby nasze F-16 zostały wyposażone w te rakiety przed 2015 rokiem...

Trzeci problem jest następujący: liczba polskich F-16 wcale nie jest imponująca, jeśli porównamy się z innymi państwami Europy. W norweskich siłach powietrznych służą 72 myśliwce F-16. W Belgii - 79. W Holandii - 105. W Grecji - 140, a w Turcji - aż 214! Nie ulega zatem wątpliwości, że liczba polskich jastrzębi mogłaby być co najmniej dwukrotnie większa.

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0116 ... ojowej.htm

Czytaj też + komentarze: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... jaja/mgy15
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

~hehehe

za czasów gdy służyłem po każdym poligonie na 10 wozów 2-4 wracały sprawne i ciekawi mnie po tym pokazie ile tych żyletek trafi na warsztat remontowy?:)

----------------------

~Nie strasz, nie strasz, bo...

Kły ? zapewne "mleczne"...

---------------------

~Pytia

Skąd my to znamy? Nie oddamy nawet guzika !!!!!!!!

===============================

"Polskie kły"
Tym polska armia chce odstraszyć wrogów - zdjęcia
W czerwcu 2013 roku Donald Tusk po raz pierwszy użył sformułowania "polskie kły" w stosunku do Sił Zbrojnych RP. W czasie tamtego przemówienia w bazie lotniczej w Łasku premier położył nacisk na strategię odstraszania.

W obliczu wtorkowej zapowiedzi wiceszefa resortu obrony o przyspieszeniu zakupów śmigłowców wielozadaniowych, które wpisują się w strategię przedstawioną przez premiera, przyjrzeliśmy się "kłom" naszej armii.

Niektóre z nich mogą kąsać już teraz, inne są dopiero w fazie wstępnego planowania. Jednak już obecnie jest prawie pewne, że szeroko zakrojony plan zbrojeniowy ministerstwa obrony na lata 2013-2022 wprowadzi polską armię w XXI wiek. Oto najciekawsze projekty rodzimych sił zbrojnych.

źródło + foto : http://wiadomosci.wp.pl/gid,16531524,im ... tml#opinie
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Jak zarabiają polskie dworce? Wrocław stracił 7,2 mln zł, a Warszawa?
Obrazek
W zeszłym roku najlepiej zarabiającym dużym dworcem była Warszawa Centralna. Zarobiła 10,3 mln zł. Najgorzej było we Wrocławiu, który stracił 7,2 mln zł.

W Polsce jest blisko 600 czynnych dworców kolejowych, ale tylko największe z nich na siebie zarabiają. Zyski z największych dworców są wykorzystywane do utrzymywania tych deficytowych. W sumie czynne dworce w 2013 r. miały deficyt wynoszący 46,2 mln zł. Rok wcześniej sięgał on 74,4 mln zł.

W zeszłym roku najlepiej zarabiającym dworcem kolejowym w Polsce była Warszawa Centralna. Przychody były o 10,3 mln zł wyższe niż koszty. Co ciekawe, dworzec ten jeszcze rok wcześniej przyniósł aż 6,7 mln zł straty. Ale wtedy było wynajęte tylko około 54 proc. z 7,3 tys. m kw. powierzchni komercyjnej. PKP udało się wynająć m.in. 1,5 tys. m kw. pod restaurację McDonald's.

Od lat jednym z lepiej zarabiających dworców w Polsce jest Warszawa Wileńska - w zeszłym roku jej zysk sięgnął 2 mln zł. To niewielki dworzec obsługujący trasy regionalne. Ale jest on połączony z galerią handlową, w której jest m.in. Carrefour.

Klucz do zysków - wynajem

Jeszcze w 2012 roku na głównych dworcach w Polsce (chodzi o Warszawę Centralną, Warszawę Wschodnią, Wrocław Główny, Gdynię Główną, Kraków Główny, Poznań Główny oraz Katowice) wynajęte było ledwie 36 proc. powierzchni. W zeszłym roku odsetek ten wzrósł do 70 proc., a w marcu tego roku sięgnął 72 proc.

- Przez lata zarządzanie stroną komercyjną dworców było zaniedbywane. Potrzeba czasu, żeby nadrobić zaległości - tłumaczy Jarosław Bator, dyrektor zarządzający pionem nieruchomości w PKP SA.

Wynajem powierzchni to klucz do zysków dworców. Dobrze to pokazuje przykład Wrocławia Głównego. W zeszłym roku miał on stratę wynoszącą 7,2 mln zł. Z czego ona wynikała? Wrocławski dworzec jest zabytkiem. Został wyremontowany na Euro 2012 za ponad 360 mln zł. Przy jego remoncie nie uwzględniono potrzeb najemców, co wywołało problem z wynajmem. W 2012 roku wynajmowano zaledwie 30 proc. jego powierzchni komercyjnej, w marcu tego roku - 38 proc.

Podobne problemy były w przypadku Gdyni Głównej, która miała w zeszłym roku 775 tys. zł straty. Ale dworzec w Gdyni zdecydowanie poprawił statystyki wynajmu: z 47 proc. w 2012 roku do 81 proc. w marcu tego roku. Można oczekiwać, że w tym roku wyjdzie na plus.

Zakaz sprzedaży alkoholu


Kto wynajmuje lokale na dworcach? Coraz częściej sklepy i sieciowe restauracje. W Krakowie i na dworcu Warszawa Wschodnia powstała Biedronka. Powierzchnie wynajmują też księgarnie (np. Matras) czy drogerie - Rossmann otwarto w zeszłym roku np. w Poznaniu i w Gdyni.

Ale dużym kłopotem dla kolejarzy jest... alkohol. Prawo zabrania jego sprzedaży na dworcach kolejowych. Chyba że sklep albo restauracja mają oddzielne wejście z zewnątrz. Przedstawiciele PKP często narzekają, że pierwszym pytaniem od restauratorów jest kwestia alkoholu. Gdy dowiadują się, że nie mogliby go sprzedawać, rezygnują w wynajmu. To jedna z przyczyn, dla których restauratorzy nie garną się do otwierania lokali na pięknie odremontowanym dworcu we Wrocławiu.

źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,157 ... SlotII3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

kain_brat_abla

40-piętrowy wieżowiec jako minaret, meczet dobuduje się później.

------------------------

tenare

Za petrodolary to nad jeziorem w Augustowie usypią sobie nawet pustynię, żeby czuli się jak u siebie w domu. Wszystko jest na sprzedaż, da się załatwić...

==============================
Arabscy inwestorzy chcą postawić wieżowiec w Puszczy Augustowskiej
Obrazek
40-piętrowy wieżowiec ma stanąć tuż nad jeziorem w Augustowie. Ekolodzy są oburzeni - pisze "Metro".

Władze miasta już rozmawiały z inwestorami z Arabii Saudyjskiej i Kataru, którzy nad jeziorem Necko, w ujściu rzeki Netty chcą zbudować drapacz chmur.

- To ma być hotel. Z początku byłem sceptyczny, bo jak tu w środku puszczy miałby wyrosnąć ogromny prostopadłościan - przyznaje burmistrz Augustowa. Ale budynek ma mieć kształt nie do końca rozwiniętego żagla, co korespondowałoby z naszymi jeziorami - dodaje Kazimierz Kożuchowski, oceniając, że atrakcja przyciągnie turystów.

Pierwszy wysokościowiec "Polski B" będzie nie tylko rewolucją dla Augustowa - dziś najwyższy tu budynek liczy 4 piętra, ale wprowadzi też zamieszanie w krajobrazie słynącej z walorów środowiskowych okolicy - twierdzi "Metro".

A dla ekologów to coś nie do pomyślenia. - Nie potrafię wyobrazić sobie tam drapacza chmur. Byłby zaprzeczeniem wszystkiego, co ludzi przyciąga do Augustowa - mówi Rafał Kosno, znany lokalnie ekoaktywista ze Stowarzyszenia Federacja Zielonych. Wątpię, by inwestor zaryzykował, bo nie znajdzie wielu chętnych na odpoczynek nad jeziorem w wieżowcu - ocenia.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Dywersyfikacja gospodarczego patriotyzmu

Dobiegło nas nawoływanie o więcej patriotyzmu ekonomicznego. Miałby się on przejawiać m. in. w świadomym wyborze przez konsumentów polskich produktów, a w wymiarze szerszym, państwowym w podejmowaniu inicjatyw wspierających rodzimą przedsiębiorczość. Jeśli chodzi o to pierwsze możemy stwierdzić, że nasz patriotyzm ekonomiczny ma wymierną i łatwo policzalną wartość. Jego miarą jest wielkość danin, które ponosimy na rzecz naszego państwa.
Chociaż w zasadzie ze względu właśnie na tę wielkość możemy powiedzieć - ojczyzny. Bo ojczyzna to pojęcie zawierające w sobie jakiś zbiorowy wysiłek, jakąś identyfikację, z której wynika tożsamość. I trzeba przyznać, że jest to dla nas wysiłek, ta codziennie składana danina i jest identyfikacja… tego oprawcy, który nam na barki ją włożył i jest tożsamość, bo w tożsamy sposób za poprzedniego reżymu byliśmy związani bezalternatywnie z kasą zapomogowo-pożyczkową w zakładach uspołecznionych.

Mając powyższe na względzie należy stwierdzić, że jesteśmy patriotami bezwzględnymi i bezsprzecznie jednymi z najżarliwszych w Europie. I to nas nobilituje. Grzesiuk ten syndrom nazwał „boso, ale w ostrogach”!

Jeśli chodzi o to drugie, słusznie nasz rząd i wspierający go zastęp parlamentarzystów postawił na dywersyfikację portfela przedsiębiorstw. Cały zestaw regulacji prawno-fiskalnych powoduje, że nasi przedsiębiorcy zakładają coraz więcej firm poza granicami ojczyzny.
Dlatego rodzący się w blasku fleszy i w towarzystwie obiektywów kamer narodowy program Inwestycje Polskie powinien wzbogacić się w nazewnictwie o człon „na obczyźnie”, bo tam jakąś aktywność inwestycyjną obserwujemy, a tutaj lokalnie w instytucji tej póki co powołano zarządcę, któremu przyporządkowano odpowiedniej wysokości uposażenie.

Wszystko to wpisuje się w wojenną wizję i pochodną jej retorykę pana Premiera, który swoją polityką daje dowód dbałości o nasze interesy np. na wypadek wkroczenia wrażych wojsk zza wschodniej granicy. W takim przypadku patriotycznie usposobieni przedsiębiorcy rezydujący na wyspach i w innych częściach Europy pospieszą z finansową pomocą wspierając wysiłek elit rządzących w dziele wojennym i późniejszej odbudowy. Poza wszystkim dywersyfikacja stała się nośnym politycznie hasłem. Co bardziej nieczuli i wrogo nastawieni do aktualnej władzy twierdzą, że ta dywersyfikacja to przymusowa emigracja, ale kto by dawał wiarę w zaklęcia grupki malkontentów. W przewidywanym scenariuszu ostatni zdywersyfikowany gasi światło.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/12305-dywe ... atriotyzmu
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zagraniczne banki maksymalizują swoje zyski w Polsce
Obrazek
"Zagraniczne banki traktują Polskę jako idealne miejsce na maksymalizację swoich zysków i rekompensowanie niższych dochodów z tytułu obsługi klientów w macierzystym kraju UE" - to wnioski jakie wyłaniają się analizy sporządzonej przez ekspertów Biura Analiz Sejmowych na zlecenie sejmowej podkomisji do spraw instytucji finansowych. Gigantyczne zyski banków działających na terytorium naszego kraju, co roku są transferowane do zagranicznych central. Przepływy sięgają miliardów złotych. To idealny przykład jak działa państwo kolonialne.

Przykładem maksymalizacji zysków zagranicznych banków działających na terytorium naszego kraju jest stosowane przez nie średnie rzeczywiste oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych. Na koniec 2013 r. wynosiło ono 20,18 proc. Dla porównania - średnie rzeczywiste oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych w strefie euro (skąd pochodzi większość właścicieli największych banków działających w Polsce) na koniec grudnia 2013 roku było niemal trzykrotnie niższe i wynosiło zaledwie 7,04 proc. Nie trzeba być ekonomicznym orłem, by stwierdzić, że niższe oprocentowanie to - w konsekwencji - niższe odsetki jakie trzeba płacić pożyczkodawcy. Dla gospodarki danego kraju ma olbrzymie znaczenie to, czy przeciętne oprocentowanie udzielanych pożyczek wynosi 7 czy 20 proc.

Prof. Witold Kieżun twierdzi, że aby powstrzymać proces masowej emigracji młodych i wymierania tych, co zostaną kraju, należy zmienić kolonialną strukturę gospodarczą na strukturę zrównoważoną, istniejącą w takich państwach jak Niemcy czy Wielka Brytania. Jednym ze sposobów na zmianę wspomnianej struktury z kolonialnej na zrównoważoną jest - zdaniem prof. Kieżuna - ponowne "unarodowienie" działającego w Polsce sektora bankowego. W Niemczech jedynie 6 proc. banków należy do zagranicznych właścicieli. We Francji współczynnik ten kształtuje się na poziomie 10 proc. W Danii około 20 proc. banków posiada przewagę zagranicznego kapitału. W Polsce ok. 64 proc. banków ma zagranicznych właścicieli. Taka struktura jest charakterystyczna dla kraju kolonialnego. W tym kontekście nie dziwi, że zagraniczne banki traktują Polskę jako "idealne miejsce na maksymalizację swoich zysków".

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0117 ... Polsce.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Niepokojące dane: Polacy wymierają coraz szybciej
Obrazek
Wysokie obciążenia podatkowe, niewolniczo niskie płace, wielka emigracja oraz bierna postawa rządu w kwestii polityki prorodzinnej spowodowały, że w ubiegłym roku liczba zgonów w Polsce była wyższa niż liczba nowo narodzonych dzieci. Paradoksalnie rząd Tuska nazwał tragiczny dla polskiej demografii rok 2013 - "Rokiem Rodziny".

Według GUS w 2013 roku liczba zgonów była większa o blisko 18 tys. od liczby urodzeń. To zdecydowanie najgorszy rezultat od czasów zakończenia II wojny światowej. Fatalne dane dotyczące liczby urodzeń i zgonów współgrają niestety z informacjami o powiększającej się liczbie osób przebywających na stałe poza granicami naszego kraju. Na zarobkowej emigracji według różnych szacunków przebywa obecnie od 2,3 do 3,0 mln Polaków. Są to przede wszystkim ludzie młodzi, którzy z powodu braku perspektyw na lepsze życie wcale nie zamierzają powrócić do "Zielonej Wyspy" Donalda Tuska. W ten sposób Polska, być może bezpowrotnie, traci swój potencjał rozwojowy. Szansa na dogonienie gospodarek zachodu oddala się z każdym rokiem, kiedy u władzy znajduje się ekipa dla której priorytetami jest "haratanie w gałę", homozwiązki i nałożenie wyższym podatkiem VAT dziecięcych ubranek. Oczywiście wszystko po to, by "żyło się lepiej". Pytanie tylko - komu?

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0116 ... ybciej.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

komentarz:

~ala
a co z przedsiębiorcami uniewinnionymi od podobnych zarzutów lub od zarzutów przestepstw podatkowych? co z i ch karierami, utraconymi majatkami?
========================
Były sędzia Andrzej Huras ma dostać 500 tys. zł za utracone zdrowie i karierę
500 tys. zł zadośćuczynienia za utracone zdrowie i karierę ma otrzymać od Skarbu Państwa sędzia Andrzej Huras, uniewinniony od zarzutu korupcji - orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie. Sąd potwierdził, że mogło dojść do fabrykowania dowodów przeciw Hurasowi.

70-letni dziś Huras to b. wiceprezes Sądu Okręgowego w Katowicach, któremu w 2000 r. zarzucono przyjęcie łapówki w tzw. śląskiej aferze korupcyjnej. Został wtedy odwołany z funkcji i zawieszony w czynnościach sędziego. W 2010 r. krakowski sąd prawomocnie uniewinnił go - z powodu niepopełnienia przestępstwa - wraz z innymi oskarżonymi.

W 2012 r., już jako sędzia w stanie spoczynku, wytoczył Skarbowi Państwa, a konkretnie prokuraturom w Gdańsku i Katowicach oraz szefowi ABW proces o zadośćuczynienie i odszkodowanie za utratę zdrowia, naruszenie godności i złamanie kariery. Zażądał za to pół miliona zł zadośćuczynienia z odsetkami oraz 5 tys. odszkodowania za koszty poniesione na leczenie. Prokuratoria Generalna wnosiła o oddalenie pozwu, gdyż uważa, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda przez pozwanych.

Więcej: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:
majestique

Szacun. Można mieć lata i wymiatać jak Chuck Norris.


-----------------------------------

wezyronly

Olek - to wielki sukces! Wszyscy marudzący, młodsi od niego niech przykład biorą!

------------------------------------

mr.knox

Kilka dni temu wyczyn Polaka opisala tez CNN.
www.cnn.com/2014/04/15/us/transatlantic ... ?hpt=hp_c3
Wielkie brawa!


==============================

Aleksander Doba przepłynął Atlantyk!
Obrazek

67-letni Aleksander Doba, płynąc samotnie kajakiem, dokonał pierwszego w historii przepłynięcia Atlantyku w jego najszerszym miejscu. Trasa z Lizbony na Florydę, którą pokonał Polak, liczy 9 tysięcy kilometrów.


O kończącej się podróży Olka pisze Piotr Chmieliński, koordynator finałowego etapu transatlantyckiej ekspedycji.

Po ponad pięciu miesiącach od opuszczenia Lizbony Aleksander Doba, płynąc samotnie kajakiem po Atlantyku, dotarł do wybrzeża Florydy w Cape Canaveral, realizując tym samym główne założenie swojej wyprawy: pokonanie trasy pomiędzy najbardziej oddalonymi od siebie punktami położonymi w Europie i Ameryce Północnej.

Wyprawa jeszcze trwa, bowiem celem Aleksandra jest New Smyrna Beach, do którego zostało jeszcze 60 km.
Obrazek
100 km dziennie

W ostatniej depeszy o postępach wyprawy pisaliśmy, że Dobie do celu zostało teoretycznie jeszcze 5-6 tygodni, ale porusza się w takim tempie, że powinien dotrzeć do mety dużo szybciej.

I rzeczywiście. Po opuszczeniu Bermudów, gdzie kajakarz naprawiał uszkodzony ster, podróż nabrała tempa. Olek pokonywał nawet około 100 kilometrów w ciągu doby. Punty SPOT na mapie wskazywały, że zmierza dokładnie do New Smyrna Beach. Pojawiły się jednak komplikacje.

Już w środę po południu odczyty lokalizacji „OLO” (nazwa kajaka) zaczęły pokazywać, że przesuwa się on w kierunku zachodnim, zamiast północnym. W czwartek było już jasne, że spychany jest przez silny wiatr prosto na Cape Canaveral, co potwierdził w przesłanej wiadomości tekstowej:

Piotrze, mam wybór: lądowanie awaryjne na terenach zakazanych albo port jachtowy w Cape Canaveral. Wybieram port. Mam go na mapie
.

Próba przeciwstawienia się siłom natury wiązałaby się w ogromnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa kajakarza. Aleksander Doba i tak doskonale poradził sobie w warunkach, z powodu których wydano zakaz wypływania na szerokie wody wszelkich jednostek przebywających w porcie.

Pozostawała jeszcze do rozstrzygnięcia ważna kwestia: czy w Cape Canaveral zakończona zostanie ekspedycja czy Olek zdecyduje się dotrzeć do punktu docelowego, czyli New Smyrna Beach, by w ten sposób zrealizować pierwotne założenie podjętego przez siebie przedsięwzięcia. Kiedy wynajętą łodzią wraz z ekipą dziennikarzy wypłynęliśmy kajakarzowi na spotkanie, poinformował nas, że wybiera - co było do przewidzenia - rozwiązanie drugie. Pomimo zmęczenia spowodowanego przede wszystkim walką z golfsztromem, którą porównał do ujeżdżania dzikiego mustanga, jest zdeterminowany doprowadzić swoją wyprawę do końca, do New Smyrna Beach, gdzie już oczekuje go niemal całe miasto, okoliczna Polonia i orkiestra.

Niemniej już w tej chwili Doba dokonał rzeczy historycznej.

Ostatnie 60 km


Wpływającego do portu Cape Canaveral Aleksandra Dobę powitały okrzyki radości, powiewające flagi biało-czerwone i podrzucane biało-czerwone czapki. Grupy polonijne, które dowiedziały się o modyfikacji trasy ostatniego etapu podróży, przyjechały na spotkanie 67-letniego bohatera. Wrzawa wywołała z kolei zainteresowanie US Coast Guard i miejscowej policji, które pomimo wcześniejszych uzgodnień, rozpoczęły procedurę kontroli emigracyjnej. Urzędnikom początkowo trudno było zrozumieć, dlaczego kajakarz nie może wręczyć im swojego paszportu na lądzie - zakłóciłoby to ideę jego wyprawy. Szybko jednak uświadomili sobie, jak niezwykłe jest to przedsięwzięcie i zaoferowali honorową eskortę do portu, gdzie Olek w kajaku miał spędzić noc.

W piątek około południa czasu polskiego Doba wyruszy w ostatnią 60 km podróż do New Smyrna Beach trasą wyznaczoną przez sieć wewnętrznych kanałów, które doprowadzą go wprost do celu.

Lepiej żyć jeden dzień jako tygrys, niż sto dni jako owca


Kim jest nasz bohater? Co go popchnęło do podjęcia się tego zadania?

- Któregoś dnia przyszedł do mnie i powiedział, że chce przepłynąć kajakiem Atlantyk. Był bardzo rzeczowy. W zasadzie to mnie nawet nie przekonywał. Po prostu przedstawił swój plan, poparł go swoimi wcześniejszymi dokonaniami. Wydał mi się osobą bardzo kompetentną i zdeterminowaną. Zgodziłem się mu pomóc i przez następny rok chyba tylko my dwaj wierzyliśmy, że to nie jest wariactwo - opowiada Andrzej Armiński, właściciel stoczni, w której powstał kajak ''Olo''.
Obrazek
źródło: http://off.sport.pl/off/1,111171,158226 ... oxSportTxt

Czytaj też: http://off.sport.pl/off/0,128818.html?t ... ander+doba

http://off.sport.pl/off/1,111171,152966 ... ntyk_.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

puzonik48

Bo Czesi to naród pracowity i pragmatyczny :) Przeprowadzając transformację nie skupili się na zmianie światopoglądu ,tylko na gospodarce .Nie czerpali wzorów z zamorskich krajów ,tylko od swoich najbliższych sąsiadów .Ratowali każde miejsce pracy ,nie stworzyli grupy wyrzuconych poza nawias społeczeństwa .Dbają o swoje otoczenie ,może być niebogato ale czysto .No i nie dowalono im na przysłowiową łopatę bandy niezasłużenie uprzywilejowanych ,niezliczonych rzesz watykańskich wysłanników ,nie oddali im ani piędzi swojej ziemi .Nie maja 20 tys.związków zawodowych .Mądry ,skromny naród ,chociaż i u nich trafiały się malwersacje sięgające szczytów władzy ,poradzili sobie znakomicie :)

===========================

Czech w portfelu ma 1200 euro, a Polak? Sporo mniej. Sprawdź, ile mamy "żywej" gotówki na tle innych państw UE [WYKRES DNIA]
- Zmiejszyła się liczba Polaków emigrujących zarobkowo za granicę. Za 7-9 lat Polska dogoni średnią europejską i wtedy liczba emigrujących za pracą spadnie - mówił jakiś czas temu Donald Tusk. Polacy za granicą szukają i lepszych zarobków, i lepszego standardu życia. Statystycznie rzecz biorąc, każdy Polak ma w portfelu 620 euro. To szóste od końca miejsce w Unii .

Średnio na każdego Polaka przypada 620 euro "żywej" gotówki - podaje Polityka Insight. Chodzi o środki, które nie są ani zdeponowane na koncie, ani w żaden sposób zainwestowane. Polska w tym zestawieniu wypada czterokrotnie gorzej niż dużo bogatsze Niemcy - 2600 euro czy Irlandia - 2500 euro.

Z kolei najmniej gotówki w Unii mają Bułgarzy - 160 euro, Rumuni - 250 euro oraz Portugalczycy - 290 euro. Porównaliśmy również kraje Grupy Wyszehradzkiej. Na przeciętnego Czecha przypada 1200 euro, na Słowaka - 940 euro, a na Węgra - 795 euro. Oczywiście statystycznie.

Więcej: http://pieniadze.gazeta.pl/pieniadz/1,1 ... _.html#Cuk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Raport OECD: za rządów PO-PSL nieustannie podnoszone są obciążenia podatkowe
OECD opublikowało raport, z którego wynika, że choć płace w Polsce wyrażone w kwocie brutto rosną, to z uwagi na fiskalizm rządu PO-PSL, te same płace wyrażone w kwocie netto nie przedstawiają się już tak różowo. Z roku na rok coraz większą część naszych dochodów zabierają podatki nakładane przez rządzących. Wszystko przez wzrost obciążeń fiskalnych (wyższy VAT, wyższe składki ZUS, wyższe podatki lokalne), jak również likwidowanie ulg oraz nieaktualizowanie wysokości progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku.

Rząd Donalda Tuska jest chyba jedynym rządem w Europie, który nakazuje płacić podatki od dochodów zapewniających człowiekowi tzw. minimum egzystencji. Ustawowo uznano w naszym kraju, że aby osoba dorosła mogła w Polsce przeżyć przez rok (czytaj: nie umrzeć z głodu i chłodu) musi mieć zapewniony minimalny dochód w wysokości ok. 6 tys. zł. Co jednak z tego, skoro rząd nakazuje płacić 18 proc. podatek dochodowy jeśli roczne dochody przekroczą - uwaga - 3091 zł! Co gorsze - wspomniana kwota wolna od podatku ostatni raz była aktualizowana przez rząd Tuska w 2009 roku. Urosła wówczas o... 2 zł.

W Europie nie ma drugiego takiego systemu podatkowego, w którym kwota wolna od podatku byłaby tak niska jak w Polsce. Normą jest, że jeśli ktoś w ciągu roku zarabia kwotę nie przekraczającą równowartość 3-4 średnich miesięcznych pensji, to w ogóle nie płaci podatku dochodowego. w Wielkiej Brytanii podatku dochodowego nie płacą ci, którzy zarobią w ciągu roku poniżej 10 tys. funtów, w Niemczech - 8,35 tys. euro, we Włoszech - 8 tys. euro, w Irlandii - 7,9 tys. euro, w USA - 10 tys. dolarów. W Polsce rządzonej przez ekipę PO-PSL, w efekcie obowiązywania kuriozalnie niskiej kwoty wolnej od podatku, rozliczać się z urzędem skarbowym muszą osoby, które zarabiają nawet po 260 zł miesięcznie, mimo że jest to kwota znacznie poniżej minimum gwarantującego biologiczną egzystencję! Media głównego nurtu o tym milczą, zaś politycy opozycyjni niechętnie wspominają. Wygląda zatem na to, że my - obywatele - sami musimy wziąć sprawy w swoje ręce. W tym kontekście może warto pomyśleć o oddolnej kampanii społecznej mającą na celu wywarcie presji na rządzących, tak aby od przyszłego roku podwyższyli oni stawkę kwoty wolnej od podatku do minimum 6 tys. zł. Chyba tylko w ten sposób możemy dać opór fiskalnemu amokowi Donalda Tuska...

źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul3/0118 ... odatki.htm
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Nastały lepsze czasy dla JKM. Co się w nas zmieniło?
Obrazek
Janusz Korwin-Mikke przez 20 lat nie mógł osiągnąć żadnego sukcesu w polityce. Był uważany za najbardziej znanego z najmniej znaczących polityków, który w dodatku głosi tak absurdalne hasła, że nie ma szans na elekcję w jakichkolwiek wyborach. Tak też było aż do teraz, gdy sondaże wskazują, że jego partia może przekroczyć próg wyborczy. Co się zmieniło w naszym kraju, że nastały lepsze czasy dla tzw. JKM-a?

Po pierwsze po raz pierwszy od upadku komunizmu mamy aż tak ustabilizowaną i zabetonowaną scenę polityczną. Od siedmiu lat z grubsza nic się nie zmieniło poza epizodem z powstaniem partii Janusza Palikota. W dodatku ta stabilizacja, co widać w badaniach, wielu się nie podoba. Szukają więc jakiejś alternatywy dla starych, jak na polskie warunki partii.

Większość z nich zniechęcona odsuwa się od polityki (w majowych eurowyborach grozi nam katastrofalna, kilkunastoprocentowa frekwencja). Jednak część zasila elektorat innych partii w tym i Kongresu Nowej Prawicy - obecnej partii JKM-a, który od zawsze jest w opozycji do wszystkich.

Po drugie (ten argument dotyczy w szczególności eurowyborów) korwiniści, po upadku LPR i Samoobrony, są obecnie najgłośniejszym i najagresywniejszym tzw. środowiskiem eurosceptycznym. Wielki kryzys finansowy oraz ostatnia niemoc UE ws. inwazji rosyjskiej na Ukrainie pokazały, jak słaba jest UE. Tymczasem od wielu lat mówiono nam, że Unia to samo dobro. Część wyborców widząc ten kontrast może zwrócić się do ludzi, którzy w ich mniemaniu jako jedyni mieli rację.

Przez lata metodą JKM było szokowanie

Wreszcie chyba najważniejszy czynnik - uodpornienie na oburzające opinie Korwina-Mikke dot. spraw światopoglądowych. Przez wiele lat metodą JKM-a było szokowanie. Tylko tak umiał się wyróżnić z tłumu trzeciorzędnych polityków. To skazywało go na mikroskopijne poparcie.

Jednak od paru lat z jednej strony przez zaostrzenie się wojny polsko-polskiej po katastrofie smoleńskiej, z drugiej przez wybryki Janusza Palikota i części jego partyjnych kolegów, poziom debaty publicznej stale się obniża. To powoduje, że teraz tezy JKM-a wcale tak nie bulwersują, jak jeszcze kilka lat temu. On nie wszedł do mainstreamu, to mainstream zbliżył się do niego.

Korwin-Mikke szykuje nam niespodziankę?

Trzeba jeszcze na końcu docenić wielką pracę jaką stale wykonuje Janusz Korwin-Mikke i jego środowisko. Od kilku lat niestrudzenie przemierza Polskę, gdzie spotyka się z wyborcami. Jednocześnie jego ludzie są teraz bardzo skuteczni w internecie (chyba najlepsi w polskiej polityce), które przez to że staje się medium dominującym, ma coraz większy wpływ na postawy elektoratu. Dzięki temu JKM-a zdobywa nowych wyborców, a jego słupki idą do góry.

Od połowy lat 90. poparcie dla partii JKM-a i jego samego oscylowało w granicach 1-1,5 proc. Wraz z kryzysem i betonowaniem sceny politycznej od 2007 r. zaczęło powoli rosnąć. W 2010 r. zdobył w wyborach prezydenckich 2,48 proc. głosów i był czwarty. To był jego najlepszy rezultat. W 2011 r. jego partii nie udało się zebrać podpisów, by startować w całym kraju. Jednak i tak partia ta zdobyła ponad 1 proc. głosów, wystawiając kandydatów w zaledwie połowie okręgów.

Gdyby startowali we wszystkich poparcie mogłoby sięgnąć nawet 3 proc., co by było najlepszym wynikiem od 20 lat. Teraz zaś wszystko wskazuje na to, że partia JKM-a może sprawić niespodziankę i przekroczyć próg. Do tego jednak musimy poczekać jeszcze 5 tygodni.

źródło: http://wybory.gazeta.pl/ParlamentEurope ... oxSlotIIMT
Obrazek
Początkujący
Początkujący
Posty: 71
Rejestracja: 30 sty 2014, 12:30
Kontakt:
Awatar użytkownika
Początkujący
Początkujący

Post autor: Pluto »

Trzymam kciuki za Pana Janusza.
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Obrazek
Gdy policjanci z podlaskiego Zambrowa zaczęli badać trop seksualnego wykorzystywania dziewcząt z sierocińca, wyśledzili kolegów. A także lokalnych notabli: ginekologa w złotym bmw, dewelopera o byczym karku i paru innych. Młode ciała od dawna były walutą.

Na ławie oskarżonych - na razie - siedzi pięciu mieszkańców podlaskiego miasteczka. Odpowiadają z wolnej stopy, więc po prostu dzwonię do jednego z nich:

- Chciałabym porozmawiać o zarzutach prokuratorskich.

- Ale ma pani głos, jakby co najmniej kilka osób umarło - śmieje się mój rozmówca. Będzie rozmawiał, ale bez publikowania nazwiska: - Wie pani, ja jestem tutaj znaną osobą, taka reklama mi niepotrzebna.

I tak mieszkańcy Zambrowa wiedzą, o kogo chodzi. To niewielkie miasto na trasie Białystok - Warszawa ma nieco ponad 20 tys. mieszkańców, w tym paru majętnych.

Pan K., branża budowlana, jest żonaty, ma byczy kark i lubi skórzaną konfekcję. Razem z dwoma innymi deweloperami kończy inwestycję obok komendy policji - apartamentowiec z usługami na dole. Jest też właścicielem innych nieruchomości - w samym Zambrowie i poza nim, przy trasie do Warszawy. Zawistni głowią się, skąd ma pieniądze, ale on tłumaczy, że skutecznie "sądził się z gazociągiem, co idzie przez jego tereny, to kasę ma".

Opowiada, jak było z seksaferą: - Dwie dziewczyny wyszły na miasto, wydzwaniały, do kogo mogły. Brały pieniążki, staniki, perfumy - biznesmen bardzo się stara, by doszlusować do zambrowskiej elity, ale czasem wyłażą braki polszczyzny: "Dziewczynki brali 40 złotych za to, że pojechali do lasu".

To przecież nie jest zbrodnia

Przynosi mi z samochodu papiery z prokuratury, wręcza i każe czytać na głos.

"...wiedząc, że E.P. jest małoletnią, doprowadził ją do odbycia stosunku płciowego, (...) udzielając jej w zamian korzyści majątkowej w kwocie 170 zł...". Drugi zarzut, podobnej treści, dotyczy innej dziewczyny, także wychowanki domu dziecka, i innej kwoty - 60 zł. Obydwa są z wiosny 2013 roku i obydwa postawione z art. 199 par. 3, który dotyczy seksualnego nadużycia stosunku zależności. Karze zaostrzonej - od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności - podlega ten, kto "doprowadza małoletniego do obcowania płciowego lub poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, nadużywając zaufania lub udzielając mu korzyści majątkowej lub osobistej, albo jej obietnicy". Istotne jest więc, że pokrzywdzoną musi być osoba przed 18. rokiem życia. Przepis ten skonstruowano specjalnie, by można było rozszerzyć karalność sprawców nawet w takich sytuacjach, do których dochodzi "z inicjatywy małoletniego".

Mówi K.: - Nawet jeśli seks by był, to jaka to zbrodnia? Ma skończone 15 lat, czyli żadne z niej dziecko. Godziła się na wszystko, wręcz inicjowała. A tak w ogóle to ja nie mam z tymi dziewczynami nic wspólnego, wszystko z palca wyssane.

Jego zdaniem prokuratura zabrnęła za daleko i nie wie, jak się wycofać. Tymczasem przed sądem rozpoczął się już pierwszy proces w sprawie wykorzystywania dziewcząt - nie jest to jeszcze sprawa dewelopera, lecz jego kolegi lekarza, męża również znanej w miasteczku stomatolożki.

Oskarżenie ma kłopoty, bo jedna z dziewczyn - głównych świadków - nie stawia się na rozprawy, druga zeznaje co innego niż w śledztwie. K. triumfuje, jest pewien, że zarzuty się nie ostaną. Sprawę śledzi na bieżąco:

- W prokuraturze zeznawała tak: "W czasie seksu mówiłam: nie mam skończonych 18 lat, jestem z domu dziecka". Mówiła tak też w czasie seksu oralnego. Ciekawe, z członkiem w buzi? W sądzie wszystko odwołała i przyznała, że zeznawała tak, jak jej kazali wychowawcy, bo bała się, że nie dostanie przepustki. A zresztą, jak pani idzie do burdelu, to o dowód pyta?

Zaburzony obraz świata

Zdaniem śledczych jedna z wychowanek domu dziecka, Klaudia*, dowiedziała się od starszej, 18-letniej koleżanki, że ta utrzymuje się z prostytucji, a to lekki zarobek. Poprosiła, by ją wciągnęła w "biznes". Na początku marca ubiegłego roku dziewczyny pojechały do biura oskarżonego dewelopera. Pojawił się tam jeszcze jego kolega, ginekolog A. Dziewczyny zajęły się obydwoma panami.

Klaudia wciągnęła także swoją koleżankę z placówki opiekuńczo-wychowawczej Justynę. Powiedzieć o nich, że są atrakcyjne, to nie powiedzieć nic. Taka uroda musi mieć oprawę, muszą być ray bany i markowe dżinsy, ale sprawiedliwości nie ma, przez całe ich krótkie życie miały pod górkę. Z 10 zł kieszonkowego miesięcznie nie dorówna się rówieśnikom, którym rodzice niczego nie żałują.

- Każde dziecko ma w zasięgu wzroku takie rzeczy, na które go nie stać. Gdyby stosować taki klucz, to należałoby wyciągnąć wnioski, że im uboższa rodzina, tym bardziej narażona na patologie, a przecież tak nie jest - mówi psycholog dziecięcy Ewa Czemierowska-Koruba ze stowarzyszenia Spójrz Inaczej. Prawdziwym problemem jest to, jakie urazowe sytuacje spotkały dziecko w życiu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że do placówek opiekuńczych trafiają dzieci z domów, gdzie była przemoc, alkohol, dysfunkcja. Mają zaburzony obraz świata. Bywa, że dziewczynki uciekają z domu, bo ojciec molestuje, a matka pije. Trudno się dziwić, że opiekun w placówce przez kilka miesięcy czy nawet lat nie zdąży nakłaść nastolatkom mądrości do głowy.

Młode ciała jako waluta towarzyska

- Dla pieniędzy - jedna z dziewcząt tak odpowiadała wprost na pytanie, dlaczego to robiła. Także z policjantami.

Policjanci, jak zeznała, płacili tyle, że szkoda gadać - 50 zł.

- Raz pojechali ze mną do lasu, jeden był nawet w mundurze, przyjechał radiowozem.

Lekarz - to co innego. Dawał nawet 150 zł za numerek.

Justyna sama do niego dzwoniła, umawiała się w gabinecie - tym samym, do którego chodziła na wizyty ginekologiczne. Kiedy wychowawcy zauważyli u dziewczyn gotówkę wykraczającą znacznie ponad kieszonkowe, drogie ciuchy i kosmetyki, zareagowali czujnie. Dyrektor domu dziecka w Zambrowie Marek Dąbrowski potwierdza, że sami zgłosili sprawę organom ścigania. Więcej nie chce dodawać ze względu na dobro wychowanków.

- Sprawa musi się spokojnie toczyć w sądzie - mówi.

Co myśli o funkcjonariuszach i lokalnych notablach, którzy korzystali z usług jego podopiecznych? Spuszcza głowę. Ocenianie nie do niego należy. A poza tym po tej całej sprawie trzeba będzie jakoś żyć w miasteczku.

W Zambrowie przez lata funkcjonował towarzyski układ przedsiębiorców i urzędników. Tzw. dziewczynki były nie tylko rozrywkowym elementem scalającym, ale także walutą w rozliczeniach biznesowych. Najpierw były to dorosłe prostytutki, co nikogo nie gorszyło. Czasem tylko zakotłowało się na forach internetowych. Jak wtedy, gdy biznesmen K. został zatrzymany przez straż graniczną w sprawie przemytu Wietnamczyków. Dowodów nie znaleziono, więc skarżył się dziennikarzom na fatalne potraktowanie. Pod tekstem w lokalnej gazecie ktoś wypomniał mu wtedy sprawki z "masażystkami".

Jak mówią moi informatorzy, w pogoni za coraz atrakcyjniejszymi dziewczynami, które można podesłać koledze (a ten się odwdzięczy), bogaci zambrowianie szukali coraz młodszych ciał. Dopiero gdy zeszli poniżej 18. roku życia, wkroczył prokurator.

Sprawa jest rozwojowa

Przed zambrowskim sądem rozpatrywany jest tylko jeden wątek sprawy - lekarza Roberta A. Znany ginekolog - a zarazem dyrektor Powiatowej Inspekcji Sanitarnej - oskarżony jest o to samo, co biznesmen K.: seksualne nadużycie stosunku zależności wobec małoletniej. Jego proces toczy się za zamkniętymi drzwiami.

Ze względu na utajnienie sprawy prokuratura milczy. Prokurator rejonowy z Łomży Dariusz Błażejczyk informuje tylko, że do płatnego seksu "miało dochodzić od początku marca do końca maja 2013 roku".

Początkowo, po zawiadomieniu z domu dziecka, sprawą interesowała się prokuratura w Zambrowie, ale wyłączyła się, gdy "wypłynęli" policjanci z miejscowej komendy, z którymi śledczy się znają. To właśnie Komenda Powiatowa Policji w Zambrowie badała seksaferę po zawiadomieniu z sierocińca i doszła do tego, że są w nią zamieszani dwaj jej funkcjonariusze. W czerwcu 2013 roku komendant powiatowy złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wystąpił także z wnioskiem o wydalenie podejrzanych ze służby. 30-latkowie z kilkuletnim stażem pracy odwołali się od decyzji, ale podtrzymał ją podlaski komendant wojewódzki policji.

Śledztwo przejęła Prokuratura Rejonowa w Łomży - i dopiero wtedy praca ruszyła z kopyta. W grudniu 2013 do sądu trafił pierwszy akt oskarżenia - przeciwko dwóm byłym już policjantom oraz lokalnym biznesmenom. Zambrowski sąd, podobnie jak wcześniej tutejsza prokuratura, musiał się wyłączyć ze względu na relacje z byłymi mundurowymi i dlatego wokandy prowadzi Sąd Rejonowy w Łomży.

Wiadomo już, że zarzuty postawiono jeszcze szóstej osobie. To niejaki P., właściciel firmy przewozowej. Jest w stosunkowo najlepszej sytuacji. Jedna z pokrzywdzonych wycofała zeznania przeciw niemu i niewykluczone, że prokuratura ostatecznie nie postawi go w stan oskarżenia.

Prokuratur Błażejczyk mówi mimo to: sprawa jest rozwojowa.

W Zambrowie poszła już fama, że na liście prokuratora jest 26 nazwisk. Sami szanowani obywatele.

- Do tej pory szanowani - pokpiwają mieszkańcy.

Biznesmen K.: - W aktach jest 26 osób zamieszanych, dlaczego tylko sześciu postawiono zarzuty? Osoba, która z osiem razy była z dziewczyną w hotelu, nie ma zarzutów, a doktor A. już na drugą rozprawę jest ciągany.

Złote samochody znikającego doktora

Ginekolog A. przed dziennikarzami ucieka jak przed zarazą. Mimo wszystko próbuję. Pod budynkiem sanepidu zaparkowana jest toyota highlander, złoty metalic, ale pracownice zarzekają się, że szefa nie ma. Jest w terenie, ma dużo obowiązków. Gdy wracam, okazuje się, że był, ale znowu musiał wyjechać.

W jego prywatnym gabinecie - w okazałej klinice, pod którą parkuje złote bmw - też doktora nie ma.


- On już jest strzępkiem nerwów, dajcie mu spokój - proszą koledzy.

A. wciąż pełni obowiązki szefa inspekcji sanitarnej, bo starosta powiatu, który jest jego zwierzchnikiem, jak twierdzi, nie ma uprawnień, by go odwołać. Mógłby, owszem, ale po prawomocnym wyroku skazującym.

Odwiedzam kolejnego oskarżonego, byłego policjanta, który pracuje teraz w firmie ojca pod Zambrowem. Proszę pracownika, by go zawołał. Wychodzi postawny mężczyzna, z wyglądu 30-letni, odziany w robocze ciuchy.

- Pan M.? - pytam.

- Może tak, a może nie.

Gdy tłumaczę, o co chodzi, decyduje się: - A, to nie ja. To ktoś z mojej rodziny, ale tu nie mieszka.

Nie idzie o morale, tylko o interesy


- Za tym wszystkim stoi deweloper Jan Polakowski - nieoczekiwanie oświadcza mi Eugeniusz Kaczyński, właściciel gastronomii przy zambrowskiej pływalni, radny powiatowy już przez trzy kadencje. - Pamiętam wszystkie jego rozgrywki.

- Ale co to ma wspólnego z wykorzystywaniem dziewczyn? - pytam.

- Ano ma wiele - przekonuje Kaczyński. To Polakowski rozpętał aferę na lokalnym forum internetowym już rok temu. Pisał, że dziewczynkom z domu dziecka doktorek przerywał ciąże. Pisał do skutku, aż nie dało się dłużej udawać, że nic się z dziewczynami nie dzieje.

Polakowski to lokalny przedsiębiorca z ambicjami politycznymi. W 2010 roku kandydował do rady miejskiej z ramienia PiS. Wspierał kontrkandydata obecnego burmistrza Kazimierza Dąbrowskiego. W czasie kampanii postawił naprzeciw urzędu miejskiego baner: on sam kopniakiem przepędzający kłębiące się świnie.

Po co miałby rozdmuchiwać seksaferę? Zdaniem Kaczyńskiego, bezpośredniego konkurenta Polakowskiego na rynku nieruchomości, pan Jan usuwa wszystkich, którzy przeszkadzają mu w robieniu pieniędzy.

Radny Kaczyński rozkłada na stole studium zagospodarowania przestrzennego gminy. Wskazuje tereny dawnych zambrowskich tzw. zakładów pracy. Na rogu Mazowieckiej i Magazynowej Polakowski od kilku lat buduje centrum handlowe BEM. To będzie gigant. Z oficjalnej strony inwestycji dowiadujemy się, że ma mieć powierzchnię 12 tys. m kw. Wśród najemców m.in. supermarket Marcpol, market budowlany Mrówka, Avans, Deichmann, CCC, Top Secret, Cropp Town, House itd. Właśnie trwają ostatnie prace wykończeniowe, są już schody ruchome, lada moment ma nastąpić otwarcie.

Kaczyński mówi, że Polakowski dostał od starostwa pozwolenie na taki wielki obiekt, bo finansował kampanię zwycięskiego PiS.

- To nieprawda, nic nie finansował - odpiera wicestarosta Stanisław Rykaczewski (PiS). - Pan Polakowski nigdy nawet nie był w szeregach PiS, startował jako sympatyk.

Kaczyński upiera się przy swoim. I opowiada jedną historię za drugą. Na przykład taką: gdy burmistrz Zambrowa sprzeciwił się inwestycji Polakowskiego, ten wysłał do Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokuratury zawiadomienie o przestępstwie. Jego zdaniem w powiecie pleni się korupcja. Niczego takiego nie potwierdzono.

- 14 maja otwieramy galerię - oznajmia mi Jan Polakowski. - Mówi, że konkurencja "rzuca mu kłody pod nogi". Dodaje coś o "łabędzim śpiewie tej zgrai z burmistrzem na czele".

Pytam dewelopera o stosunek do oskarżonych. - Powiem tyle, że mnie z tymi ludźmi, krzywdzącymi osoby wchodzące dopiero w dorosłe życie, nie jest po drodze - Polakowski, z wyglądu 50-latek, sprawia wrażenie dobrodusznego. - Każdy o tym wiedział, co oni z dziećmi robili, ale dopiero ja oficjalnie powiedziałem, że to skurwysyństwo.

Rzeczywiście: gdy wiosną tego roku telewizja TVN wyemitowała reportaż o krzywdzeniu dziewcząt w Zambrowie, Polakowski jako jeden z nielicznych znanych ludzi z miasteczka potępił oskarżonych, nazywając ich "pedofilami". Siebie przedstawił jako jedynego sprawiedliwego.

Mogłabym w jego czyste intencje uwierzyć, lecz osiem lat temu opisywałam perypetie mieszkańców pracowniczego bloku przy ul. Celowniczej w Białymstoku. Ich przedsiębiorstwo upadło, a należący do niego budynek kupił Polakowski. Dokuczał mieszkańcom, podniósł czynsze o 300 proc. Część została eksmitowana, pozostali sami wyprowadzili się z bloku.

Są w miasteczku ważniejsze tematy

Poszkodowane nastolatki już opuściły Zambrów. Justyna wróciła do mamy, druga, już pełnoletnia, do rodzinnego miasta. Wicedyrektor szkoły dziewcząt rozmawia ze mną przez telefon: - Ten szum medialny nie służy miastu. Coś pani powiem. W naszej auli odbył się koncert orkiestry Wojska Polskiego. To dopiero było wydarzenie dla zambrowian, takie rzeczy warto nagłaśniać! A teraz właśnie prowadzę młodzież na rekolekcje.

źródło: http://wyborcza.pl/1,87648,15833324,Sek ... ie.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

zwykły Polak

61 sekund PRopagandy sukcesu... szkoda, ze nie widać rynków miast- bank, lumpex, lumpex, do wynajęcia, lumpex, bank... ani kolejek po zupę do Caritasu... albo głodnych dzieci- są zbyt dumne, żeby to po sobie pokazać i bezrobocia i emigracji za chlebem... przed nami etap grecki, hiszpański i portugalski- kiedy bedą nas wyrzucać najpierw z pracy, a potem z domów- za co??? Właśnie za to- że szastamy nie swoją kasą na PRowe bzdety 7 133 126,50 : 61s = 117 000 za sekundę filmiku, który jako etiudkę nakręciłby student 1 roku PSF... mam dreszcze... czerwona zaraza wszy i pluskwy nadchodzą- już są i tną...

=======================
7 mln zł za spot, który pokazał premier. PiS: Niech PO wpisze to w koszty kampanii
Produkcja i emisja spotu związanego z rocznicą wejścia Polski do Unii Europejskiej kosztowała ponad 7 mln zł - dowiedziała się "Rz" w kancelarii premiera. PiS, chce, by materiał był emitowany jako wyborczy

Film został zaprezentowany dziś w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przez premiera Donalda Tuska i wicepremier Elżbietę Bieńkowską. Jest częścią kampanii Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju w związku z dziesiątą rocznicą wejścia Polski do Unii Europejskiej, która przypada 1 maja.

"Koszt produkcji i emisji filmu wynosi: 7 133 126,50 PLN brutto. Składają się na niego następujące elementy: koszt produkcji spotu – 922 843, 17 PLN bruttokoszt zakupu czasu antenowego – 6 210 283,33 PLN brutto" - poinformowało "Rz" Centrum Informacyjne Rządu.

85 proc. tych pieniędzy wyłożyła Unia Europejska. "Jako główny beneficjent funduszy unijnych mamy też obowiązek prawny informowania o tym jak wiele zawdzięczamy członkostwu w UE. (...) Spot pokazuje skok cywilizacyjny, który dokonał się na przestrzeni lat 2004-2014" - argumentują służby prasowe rządu.

Nie przekonuje to opozycji, która wskazuje, że politycy PO pokazują film współfinansowany z publicznych pieniędzy w kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jak dowiedziała się "Rz" jutro PiS zamierza wystąpić z wnioskiem do Państwowej Komisji Wyborczej, by zmusiła PO, do zakwalifikowania materiału do kosztów kampanii wyborczej.

- Nie ma problemu, żeby Tusk robił taką kampanię, ale niech zapłaci za to partia. Inne ugrupowania nie mają takich możliwości - argumentuje rzecznik PiS Adam Hofman. Przypomina, że PiS zostało zmuszone do określenia jako materiał wyborczy spotu, który zachęcał do udziału w obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej.

- Telewizje zmusiły nas do dodania informacji, że nasz spot jest materiałem wyborczym i tak samo powinny postąpić teraz - przekonuje Hofman. - W kampanii muszą być równe szanse dla rządu i opozycji, inaczej mamy Rosję albo Białoruś - dodaje.

Kampania spotowa jest częścią większej akcji promocyjnej. W jej ramach zostaną zorganizowane zostaną m.in. Dni Otwarte Funduszy Europejskich odbywające się w całej Polsce w dniach 1-11 maja i imprezy plenerowe organizowane 1 maja we wszystkich województwach.

źródło: http://www.rp.pl/artykul/1081230,110407 ... panii.html
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Google [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM