Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze:

Problemem jest, że ludzie myślą, że po zawodówce to ludzie gorszej kategorii. Nie każdy może być profesorem
-------------------------------------------------
Gość 2013-11-13 11:58:38

Tia? Wykształceni? A jeszcze więcej wyjeżdża marginesu który potem tworzy tam piekło swoim rodakom którzy chcą normalnie pracować. Tacy degeneraci, często z wyrokami, uciekający przed wyrokami, po wyrokach tam tworzą małe getta w których czują się bezkarni. Dlatego jeśli ktoś mądry wyjeżdza za granicę to odrazu odcina się od polaczków pijaczków którym 1200 euro miesięcznie potrzebne jest tylko by chlać, ćpać i rozrabiać. Wstyd.
---------------------------------------------

Gość 2013-11-13 11:43:59

Problemem jest brak miejsc pracy po zawodówkach i technikach oraz niskie pensję. Mój brat po zawodówce mechanicznej zarabia 1200 zł na czarno. Na wyższą pensję ma małe szanse. Rozważa wyjazd do Niemiec.
========================

Wykształceni Polacy uciekają z kraju. Wolą zmywaki?
Obrazek
Być może nie trzeba było przesadzać z tym studiowaniem.

Z Polski emigrują chętniej osoby wykształcone. Ponad 400 tys. emigrantów ma wyższe wykształcenie. Najczęściej wyjeżdżają ekonomista i prawnik – alarmuje "Dziennik Gazeta Prawna" bazując na danych GUS.

Ogólnie z Polski wyjechało aż 1,2 mln osób posiadających minimum średnie wykształcenie. Wśród emigrantów w wieku 13 lat i więcej jest ich 67 proc., podczas gdy w kraju taki poziom wykształcenia ma 49 proc. Polaków.

W większości przypadków wykształcenie na nic się emigrantom nie przydaje – za granicą otrzymują tę pracę, której nie chcą wykonywać lokalni mieszkańcy:

Młodzi, wykształceni Polacy trafiają często "na zmywak". Trwoni się więc ich wysiłek włożony w naukę i często pieniądze wydane w związku z edukacją – czytamy w "DGP".

Faktycznie, brzmi to fatalnie. Zwróćmy jednak uwagę na to, że przecież po 1989 w Polsce wdrożono system praktycznie eliminujący inny model edukacji niż tylko szkoła średnia – szkoła wyższa. Zawodówki i technika zlikwidowano. Młodzi Polacy zamiast uczyć się przydatnych zawodów, zaczęli masować uczęszczać do marnej jakości szkół wyższych, dostając nic nie warte dyplomy.

Po naprawdę dobrych studiach nie ma w Polsce aż takiego problemu ze znalezieniem pracy. A jeśli naprawdę dobrze wykształcony Polak wyjeżdża za granicę do pracy, to nie na zmywak.

Ci ludzie, którzy wg badań są oficjalnie "wykształconymi Polakami" tak naprawdę lepiej wyszliby na tym, gdyby skończyli zawodówkę. Wiedza, której nabyli (jeśli faktycznie jakąś nabyli) podczas studiów raczej im się do niczego nie przyda – teraz za to i tak muszą się sami uczyć np. zawodu hydraulika lub stolarza.

Niewykluczone, że gdyby Polska nie zniszczyła swojej edukacji zawodowej, to teraz wcale tak wiele osób by z niej nie wyjeżdżało - więcej zawodowych specjalistów przyczyniałoby się bowiem bardziej do rozwoju kraju, niż tysiące bezrobotnych po ekonomii.

źródło: http://www.hotmoney.pl/Wyksztalceni-Pol ... aki-a32491
===================
Ale Ci, którzy kończyli studia w Lubinie, Legnicy, czy w Polkowicach... to tylko na zmywak w Londynie :-)
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Abstrachuje obśmiewają pierwszą pracę. Szydzą z szefów i bonusów
Zamiast służbowego auta zniżkowe bilety na autobus i 5 minutowa przerwa na lunch. Choć w ogłoszeniach o pracę pracodawcy piszą o pracy w centrum miasta i ścieżce rozwoju, rzeczywistość bywa zupełnie inna. W kolejnym filmie AbstrachujeTv punktuje absurdy, tym razem- pierwszej pracy i zatrudniania na staż.

Więcej + video: http://www.hotmoney.pl/Abstrachuje-obsm ... sow-a32443
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Przepisy UE zlikwidują setki tysięcy miejsc pracy? Głównie w Polsce
Obrazek
Nowa dyrektywa o delegowaniu pracowników może uderzyć w polskie firmy świadczące usługi za granicą. Polskie firmy zastanawiają się, jak storpedować nowe unijne przepisy.

Polska to największy eksporter usług w UE, proponowane zmiany mogą doprowadzić do upadku nawet 15 tys. polskich firm. Unia Europejska opiera się na swobodnym przepływie dóbr, usług i siły roboczej - dyrektywa ta jest uderzeniem w fundamenty UE.

Miejsca pracy w Europie i w Polsce

- Według szacunków Komisji Europejskiej rocznie odbywa się ponad 1 mln delegowań w UE, z czego 230 tys. to pracownicy wysyłani z Polski. Zapisy tej dyrektywy doprowadzą do wykluczenia z rynku wewnętrznego UE rzetelnych polskich przedsiębiorców - chroni się pracowników kosztem miejsc pracy - komentuje Waldemar Nowakowski, Prezes Polskiej Izby Handlu.

Jak szacują przedstawiciele Inicjatywy Mobilności Pracy, polskie firmy mogą zlikwidować nawet... 340 tys. miejsc pracy, czyli więcej, niż pracowników delegują za granicę. Skąd ten paradoks? Praca za granicą podnosi rentowność polskich firm, w tej sytuacji z zagranicznych kontraktów często finansowana jest działalność w kraju.

Rosnąca biurokracja

Co zmieni się w przepisach? Przedsiębiorca delegujący pracownika za granicę będzie musiał spełnić nie tylko wszystkie warunki wynikające z polskiego kodeksu pracy, ale też wszystkie lokalne warunki, by mieć pewność, że deleguje w sposób legalny. Jak to wygląda w praktyce? Teoretycznie kierowca jadący z Polski przez całą Europę będzie musiał posiadać dokumenty osobowe w... każdym języku państw, przez które przejeżdża.

- Oznacza to brak jakichkolwiek reguł. Otwarta lista środków kontrolnych naraża polskie przedsiębiorstwa na praktyki protekcjonistyczne, wprowadza niepewność prawną i może z łatwością prowadzić do dyskryminacji przedsiębiorstw czasowo świadczących usługi w innym państwie członkowskim - tłumaczy Stefan Schwarz, przedsiębiorca i członek Inicjatywy Mobilności Pracy.

Dziwne przepisy


W praktyce dyrektywa oznacza też ogromne koszty i kłopoty. Przykładowo artykuł 3 dyrektywy mówi o czasowym delegowaniu pracowników, proponowany zapis wprowadza absurdalną interpretację pojęcia czasowego delegowania. Przekształca je w delegowanie jednorazowe, zakładając, że nie można wysłać pracownika na miejsce, w którym kiedykolwiek był delegowany inny pracownik - ogranicza to prace sezonowe, cykliczne oraz o charakterze wahadłowym. Artykuł 9 zawiera m.in.: obowiązek tłumaczenia całej dokumentacji na język kraju przyjmującego czy przechowywanie całej dokumentacji pracowników w kraju, gdzie wykonują pracę.

Polskie firmy protestują


W środę w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej odbyło się spotkanie w sprawie unijnej dyrektywy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług (dyr. 96/71/WE). Polska Izba Handlu wraz z innymi organizacjami złożyła na ręce ministra stanowisko dotyczące nowej dyrektywy. Środowisko postuluje zablokowanie lub zmianę niekorzystnych przepisów. Podkreślają też, że nowe przepisy ograniczające swobodę wymiany usług i pracy uderzają w podstawowe zasady Unii.

Więcej: http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,1494 ... #BoxBizTxt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Elastyczny czas pracy tylko za zgodą pracownika
Wiele przedsiębiorstw z radością przyjęło nowelizację Kodeksu Pracy w zakresie uelastycznienia czasu pracy. Choć weszła w życie 23 sierpnia 2013, wśród pracowników nieprzerwanie wzbudza wiele wątpliwości. Nowe przepisy uzależniają wprowadzenie zmian czasu pracy w organizacji od zgody związków zawodowych. A co z mniejszymi firmami, w których nie ma związków ani innej reprezentacji załogi?

Nie ma możliwości, by pracodawca sam zdecydował o wprowadzeniu zmian dotyczących czasu pracy. Znowelizowany Kodeks Pracy stanowi, że wprowadzenie wydłużonego okresu rozliczeniowego oraz ruchomego czasu pracy wymaga uzgodnienia z pracownikami tj. nie może nastąpić w drodze jednostronnej decyzji pracodawcy. Uzgodnienia te dokonywane są z zakładową organizacją związkową, jeśli taka istnieje w firmie, a w przypadku braku związków zawodowych – z radą pracowników lub w inny sposób wybranymi przedstawicielami pracowników.

Kodeks Pracy nie określa sposobu powoływania przedstawicieli pracowników, może go więc określić pracodawca w regulaminie pracy lub odrębnym obwieszczeniu przekazanym ogółowi pracowników (np. drogą mailową). Pracodawca nie może jednak samodzielnie wskazać takiej reprezentacji ani wpływać na proces ich wyboru. Optymalną formą wyłonienia delegatów załogi wydają się, zależnie od struktury firmy, zebranie wszystkich pracowników i głosowanie lub pisemne wybory według procedury określonej przez pracodawcę (np. co do sposobu zgłaszania kandydatów czy liczebności reprezentacji pracowników).


Może się zdarzyć, że pracownicy nie będą zainteresowani powołaniem swoich przedstawicieli lub nie będzie chętnych kandydatów - wtedy następuje pat. Czasami, by zablokować wprowadzenie niekorzystnych z punktu widzenia pracowników zmian organizacyjnych, mogą oni celowo unikać wyłonienia reprezentacji. Pracodawca może takie nieprzewidziane przeszkody ominąć, zapewniając minimum środków technicznych i organizacyjnych niezbędnych pracownikom do wyboru reprezentacji (np. w postaci pisemnej procedury wyborczej i organizacji zebrania załogi).

Dopiero w sytuacji, gdy pracodawca zdoła wykazać, że pracownicy mieli zapewnione możliwości wyboru reprezentacji, ale z nich nie skorzystali, można wprowadzić modyfikacje w systemie czasu pracy bez konsultacji z załogą. Jest to bardzo istotne dla ważności wdrożonych zmian.

Agnieszka Janowska, radca prawny, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers

źródło: http://www.prawo.egospodarka.pl/101464, ... ,34,3.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

~nikt :

Jak planować założenie rodziny w Polsce, gdzie płaca 5 razy niższa niż w UE, a ceny podobne ? Nie powinnam narzekać, doktorat, podyplomowe, praca na uczelni 2500 złotych na rękę i wegetacja tak już od 10 lat. Zero środków na badania, zero na rozwój naukowy, nie ma nawet na toner do drukarki. Najlepszy czas na założenie rodziny już minął, nie było mnie stać na nic na początku pracy z pensją 1200 złotych. Teraz przynajmniej płacę rachunki i mogę kupić nowe buty na zimę. Nie powinnam narzekać, odpowiadam za siebie. Obecnie pierwszy raz po 10 latach mamy jakieś podwyżki. Podziwiam i zazdroszczę rodzinom z dziećmi, zawsze o tym marzyłam. System skutecznie zniweczył podstawy przeżycia, dając tylko tyle, aby nie umrzeć z głodu, a jako młody naukowiec, mieszkający w wynajmowanej norze nie miałam szansy na nic. Tak, jestem ofiarą systemu polskiej nauki i tych, którzy skazali nas, naukowców-idealistów na wegetację w czasie gdy mogłam założyć szczęśliwą rodzinę. System skutecznie zniszczył radość życia i szanse szczęście. Pozdrawiam tych, którym się udało. Ja byłam za słaba na ciągłą walkę o kolejny dzień. Jestem pokoleniem, któremu nie dano szansy na normalne życie, jestem pokoleniem, które skazano na niebyt. Oskarżam was decydenci o niszczenie całych pokoleń uczciwych i ambitnych ludzi, oskarżam was decydenci o zmasowaną emigrację setek tysięcy, oskarżam was decydenci o katastrofę emerytalną i brak perspektyw na lepsze jutro.
======================
Obrazek
Magda nie boi się nowego szefa, choć ten do awansu chce dojść po trupach. Boi się o pracę, choć to tylko supermarket, naprawdę ciężka robota za nieduże pieniądze. Ale Magda nie może sobie pozwolić nawet na miesiąc przestoju w dochodach, jej domowy budżet już teraz dopina się na styk. Nie tylko jej. Z ledwo dopiętym budżetem i poczuciem strachu przed utratą pracy żyje dużo więcej Polaków.

- Boję się – zaczyna Magda. Spotkaliśmy się w Łodzi na kawie w dużym centrum handlowym. Magda skończyła właśnie pracę, nie musi się śpieszyć do domu, bo Olę, jej siedmioletnią córkę zabrali na weekend dziadkowie. Magda bez pośpiechu może opowiadać o swoim strachu.

- Boję się o jutro – precyzuje. - Mamy nowego dyrektora, któremu bardzo zależy na kolejnym awansie. Podkręca śrubę, ludziom nie daje złapać oddechu. Nikt się nie buntuje, bo wszyscy boją się stracić posady, choć praca ciężka i pieniądze marne. Tak naprawdę ci bardziej pyskaci to już u nas od dawna nie pracują. Sami odchodzili rzucając przekleństwami, albo wyrzucali ich z roboty pod byle pretekstem – likwidacji stanowiska pracy, optymalizacji kosztów. Karmią nas takimi sloganami cały czas – ciągnie swoją opowieść Magda.

Więcej: http://biznes.onet.pl/niepewni,18493,55 ... news-detal
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Co tydzień na Wyspach znika pięcioro Polaków
Jadą po lep­sze życie i... prze­pa­da­ją jak ka­mieą w wodę. Co roku, kil­ku­set Po­la­ków znika na te­re­nie Unii Eu­ro­pej­skiej. Nie każ­de­go udaje się od­na­leźć.
Obrazek
W 2011 roku, z którego fundacja Itaka udostępnia ostatnie dane, na terenie Unii Europejskiej zaginęło prawie 300 osób z Polski, z czego 73 w Anglii. Zapoznając się z takimi statystykami, pojawia się pytanie: jak można "zaginąć"? Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy na zachód jedziemy "na dowód", mamy dostęp do Internetu i telefonów komórkowych, a wrócić można choćby tanimi liniami za kilkadziesiąt złotych. Według fundacji Itaka, problemy zaczynają się od źle przygotowanego wyjazdu. Wierzymy, że bez znajomości języka obcego zarobimy kokosy i oddajemy się w ręce nieuczciwych pośredników lub jedziemy "w ciemno", licząc na łut szczęścia. Na miejscu zostajemy bez pieniędzy i perspektyw, co rodzi kolejne problemy. – Wielu Polaków, wstydząc się porażki, którą ponieśli za granicą, urywa kontakt z rodziną, pada ofiarą handlu ludźmi, łamie prawo. Zdarza się, że stają się bezdomni – tłumaczy Joanna Gogoliąska z Itaki. Życie kloszarda nie takie słodkie

Najwięcej o takim życiu możemy się dowiedzieć od osób, które szczęśliwie wróciły do Polski. Jedną z nich jest 24-letni Krzysiek, który nie chce wyjawić nazwiska. Pojechał do Anglii kilka lat temu z kolegą, bo był przekonany, że banalnie prosto jest dostać pracę, choćby na farmie owoców. – Wydawało nam się, że nie musimy zgłaszać się do agencji z Polski, bo jesteśmy lepsi niż większość osób, które szukają pracy miesiącami. W koącu znamy angielski, jesteśmy młodzi... Myśleliśmy, że świetnie się orientujemy w zagranicznych realiach – opowiada szczerze. Na miejscu długo błądzili od farmy do farmy, a pieniądze się koączyły. W koącu zatrudnili się na plantacji szparagów, ale bardzo niskie wynagrodzenie i ciężka praca, w połączeniu z mieszkaniem z kilkoma obcymi osobami w jednym baraku sprawiły, że postanowili poszukać szczęścia w Londynie. – Zbieraliśmy pieniądze na ulicy, spaliśmy w hostelach, w parku lub u przygodnie poznanych znajomych - wspomina. Okazało się, że śpiewanie na chodniku to wcale nie jest aż tak przyjemne zajęcie. Właściwie z nudów pojawiły się narkotyki, a jak są narkotyki, to potrzeba więcej pieniędzy. - Zaczęliśmy okradać domy – mówi Krzysiek. Tak minęło mu upojne lato. Gdy zaczęło się robić zimno, Krzysiek zdał sobie sprawę, że nie może ŚpaŚ i spać na ławce całą zimę i że życie na obczyźnie trochę wymknęło mu się spod kontroli. – Naprawdę miałem więcej szczęścia niż rozumu – podsumowuje po czasie. – Nie miałem nawet za co wrócić do domu, więc dojechałem na gapę nad morze, stanąłem przy wejściu na prom na angielskim wybrzeżu i prosiłem o podwózkę. Na szczęście spotkałem Czechów, z którymi pokonałem większość drogi, a potem złapałem autostop do Warszawy. Od wina zapomnieli jak mają na imię

Dziś Krzysiek pracuje jako telemarketer w Warszawie i nie wybiera się już za granicę. Nie żałuje swoich doświadczeą, ale ma świadomość, że niewiele brakowało, a to on byłby tym zaginionym. – Uratowało mnie w zasadzie tylko to, że byłem młody i za bardzo się nie martwiłem, no i znałem angielski. Jasne, głupio mi było wrócić do rodziców po paru miesiącach z niczym, ale nie chciałem skoączyć jak rodacy, którzy leżą pijani na dworcu, nie potrafią po angielsku nawet się przedstawić i zapomnieli od taniego wina jak mają na imię. A do tego było blisko - mówi. W 2011 roku odnalazło się 61 z 73 zaginionych w Anglii Polaków. Co roku więc kilkanaście osób przepada na stałe. Polacy, którzy wyjechali za granicę to 20 proc. wszystkich osób poszukiwanych przez fundację Itaka. Gdzie są teraz? Ci, którzy żyją, najczęściej – na ulicy. Jedni wstydzą się wrócić brudni i biedni do rodziny, inni nawet nie mają pomysłu jak to zrobić bez środków, choćby na telefon do domu. Tak jak opisywał to Krzysiek, wielu rodaków ucieka się więc do wegetacji, przetykanej co najwyżej pracą dorywczą. Jedzą szczury, żyją w namiocie

Przykłady takich historii opisywanych w brytyjskich i polskich mediach można mnożyć. "Daily Mail" alarmował o koczowisku bezdomnych z Polski, którzy spali w namiotach w Lincoln w środkowej Anglii, bo nie było ich stać nawet na bilet do Londynu, by w konsulacie wyrobić zagubiony dowód. "Wysokie obcasy" pisały z kolei o naszych rodakach, którzy w londyąskich zaułkach pieką szczury i gołębie, a także polują w parkach na dzikie kaczki. Megan Stewart, z organizacji pomagającej bezdomnym Thames Reach, wyznała w "The Guardian", że Polacy gotujący w garnku szczury w swoim koczowisku to najgorsze, co widziała przez 30 lat pracy. Londyąskie szczury są przy tym regularnie karmione trutką, więc zjedzenie takiego gryzonia może się skoączyć – i często koączy – tragicznie. Osoba po skosztowaniu takiego przysmaku wstydzi się pójść do szpitala, a tym bardziej wrócić chora i bezdomna do domu. Według fundacji "Barka", która stara się pomagać bezdomnym rodakom, bez żadnego źródła utrzymania na ulicy żyje w Anglii ok. 2-4 tysiące Polaków, a już co dziesiąty angielski bezdomny przyjechał znad Wisły. Z tego powodu doradca burmistrza Londynu stwierdził w marcu, że za losy bezdomnych z innych krajów, nie będzie dłużej odpowiadał rząd Wielkiej Brytanii. "Barka" boryka się więc z problemami finansowymi. Władze Londynu wycofują się z pomocy dla organizacji, której udało się odesłać do Polski już prawie 3 tysiące osób, a na rząd Polski nie ma co liczyć. NN znad Wisły

W jeszcze gorszej sytuacji niż bezdomni, którzy mogą liczyć na pomoc "Barki" są ci, którzy weszli na ścieżkę przestępczości lub padli jej ofiarą. Często takie osoby odnajdują się po latach, z dala od miejsca zamieszkania jako NN i tylko przypadek decyduje o tym czy rodzina kiedykolwiek dowie się o ich zgonie. Tak było np. w przypadku 27-letniego Andrzeja K., który został porwany w 2010 roku w Londynie i odnalazł się martwy 10. miesięcy później w centralnej Anglii. Z opublikowanej, przez Scotland Yard, listy 17. najbardziej poszukiwanych przestępców zza granicy, ukrywających się na Wyspach, 8. to Polacy. Niewesoło wygląda też sytuacja kobiet, które skusiła wizja wysokich zarobków jako "escort" lub striptizerka. Część z nich przyjechała do innej pracy, ale gdy okazało się, że nie jest o nią tak łatwo, wybrały karierę w sex biznesie. Zdarza się, że ze wstydu odcinają się od rodziny i ślad po nich ginie. Inne, pobite i wykoączone trafiają na ulicę lub jadą do innych, nie tylko europejskich krajów (nie zawsze z własnej inicjatywy), by dalej szukać szczęścia. Wstyd gorszy niż sama bezdomność

Jednak wbrew pozorom sytuacja osób, które znalazły się na ulicy, nie jest aż tak tragiczna. Zwykle to wstyd, żal czy przerażenie nie pozwalają zdesperowanym Polakom realnie ocenić sytuacji, a przecież często istnieją dla nich drogi ratunku. Szczególnie, jeśli wyciągniemy do nich rękę. Jeśli codziennie mijamy bezdomnego, który mówi po polsku, warto zapytać czy nie potrzebuje pomocy. Często takie osoby nawet nie wiedzą, gdzie jest konsulat i co mogą w nim uzyskać, niekiedy poddały się i nie umieją już szukać pomocy. Czasem wystarczy tylko podać takiej osobie numer do fundacji Itaka lub skontaktować się z jej rodziną, która będzie wdzięczna za jakikolwiek sygnał od krewnego. Osoby zajmujące się pomocą bezdomnym radzą, by pomagać wtedy, gdy możemy umożliwić komuś lepsze życie. A więc warto dawać jedzenie, zatrudnienie (choćby dorywcze) czy kupić bilet lotniczy, ale nie dawać pieniędzy, czy alkoholu, które mogą pogorszyć sytuację. Najlepiej jest zgłosić się do polonijnej organizacji, takiej jak „Barka”, która bezpośrednio pomaga potrzebującym tego Polakom. Sprawdzać pośredników

A jak uchronić się przed kłopotami za granicą? Przede wszystkim, jechać do kraju, którego język zna się co najmniej w stopniu komunikatywnym. Części rodaków Anglia jawi się jako eldorado, w którym praca czeka na każdego, podczas gdy w rzeczywistości konkurencja jest bardzo duża. Zanim więc wybierzemy się do pracy "w ciemno", warto przypomnieć sobie, jak traktowani są na polskiej ulicy np. Romowie, którzy chcą uzyskać pracę, a nie znają języka i polskich realiów. Jest im bardzo ciężko i nikt nie traktuje ich poważnie – tak samo będzie z Polakiem, który ledwo "duka" w obcym języku swoje imię. Druga uwaga dotyczy pośredników. Obecnie łatwo jest "prześwietlić" każdą firmę, wystarczy sprawdzić opinie o niej w Internecie, np. na stronie www.pracawunii.fora.pl. Każdy polski pośrednik musi też być zarejestrowany na stronie www.kraz.praca.gov.pl. Poradnik "Co trzeba wiedzieć, aby bezpiecznie wyjechać do pracy za granicę?" jest dostępny na stronie internetowej www.mpips.gov.pl, a Itaka ma portal bezpiecznapraca.eu, na którym są wszystkie wskazówki potrzebne do bezpiecznego wyjazdu. Dobrze jest też zabezpieczyć sobie finansowo pobyt (np. rezerwacja hostelu na pierwszy tydzień) i powrót, np. poprzez kupno otwartego biletu lotniczego. Przykładowo – w Wizzair można za 40 zł dodatkowej opłaty dowolnie zmieniać datę powrotu. Koniecznie dajmy też znać rodzinie, dokąd dokładnie wyjeżdżamy i zanotujmy adresy znajomych, a nawet polskich sklepów, parafii czy klubów w okolicy. W przeciwnym razie może nas spotkać los Polaka, który kilka miesięcy temu zamieścił na jednym z portali polonijnych takie ogłoszenie: "Witam, w UK jestem już drugi tydzień, nie mam pracy, mieszkania, przez to nie mam nawet konta w banku, a bez konta nigdzie mnie nie chcą przyjąć. Proszę o pomoc, nie mam gdzie wracać, mam 3 funty, nie mam co jeść i nie wiem co robić, mam 20 lat, podejmę każdą pracę". Konsul, La Strada, hostele

Co zrobić, jeśli znaleźliśmy się w podobnej sytuacji? Po pierwsze, skontaktować się z konsulatem RP w Londynie, mieszczącym się przy 73 New Cavendish Street. Pod adresem london.op@msz.gov.pl można zgłosić nieszczęśliwy wypadek, zatrzymanie, kradzież dokumentów lub inne kłopoty – poradę można uzyskać telefonicznie lub na miejscu. Konsul może np. założyć pieniądze za powrót do kraju. Pomocy kobietom, które padły ofiarą handlu ludźmi lub są zmuszone do prostytucji, udziela La Strada pod numerem +48 22 628 99 99. Na stronie www.homelessuk.org można natomiast znaleźć organizacje, które pomogą w znalezieniu mieszkania, pożywienia czy udzielą kredytu, by wyjść z najgorszej opresji. Pod numerem 0808 800 4444 w godzinach 8:00-20:00 można znaleźć informacje o noclegu lub poradę. Informacje udzielane są głównie po angielsku, ale warto pytać o tłumacza. Poza tym, warto zgłosić się do "Barki", która działa w Londynie. Informacje o adresach można znaleźć na stronie www.barkauk.org lub pod numerem 020 7357 6479. Organizacja ma wiele przykładów udanej pomocy ludziom, którzy kiedyś żyli na ulicy, a dziś zarabiają na swoje utrzymanie i coraz lepiej radzą sobie w Anglii. Poza tym nie każdy wie, że w Londynie istnieją hostele, kosztujące nawet od 4,50 funta za noc. Jednym z nich jest np. "639" przy 639 Harrow Road w dzielnicy Kensal Green. Skontaktują się z rodziną

Dla osób, które wstydzą lub obawiają się skontaktować z rodziną, Itaka ma całodobową infolinię (0801 24 70 70), dzięki której skontaktuje się z krewnymi w naszym imieniu. Powrót do domu z nieudanego wyjazdu bywa traumatycznym doświadczeniem, ale organizacja nie tylko pomaga w samym dostaniu się na miejsce, ale też w adaptacji do polskich warunków. Ma poradnię psychologiczną, a nawet poradnię dla rodzin, które z powodu zaginięcia krewnego (np. żywiciela rodziny) znalazły się w trudnej sytuacji materialnej. Warto też zapytać napotkanych w Anglii Polaków lub policję o adresy najbliższych organizacji polonijnych. Często klub, parafia czy sklep mogą udzielić choćby doraźnej pomocy. Zapytanie o nią nic nie kosztuje, a samotność na ulicy należy do jednych z bardziej przygnębiających doświadczeą. A co może zrobić rodzina zaginionego? Ambasada Polski w Londynie radzi na swojej stronie: "W tego rodzaju przypadkach należy zgłosić zaginięcie osoby w najbliższej jednostce policji w Polsce, właściwej zgodnie z ostatnim miejscem pobytu zaginionego. Policja za pośrednictwem Interpolu może podjąć poszukiwania takiej osoby". Wydział konsularny Ambasady RP w Londynie nie ma możliwości samodzielnego prowadzenia poszukiwaą na terytorium Wielkiej Brytanii. Dodatkowe informacje w sprawach osób zaginionych są dostępne pod adresem zaginieni.pl. źródło: http://wiadomosci.onet.pl/wielka-brytan ... akow/els87
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Przeczytajcie jak ludzie pracują. Złotówka za kilogram.
==========================================

Reporterka "Gazety" pracowała jako zawijacz w fabryce krówek: Jestem zszokowana warunkami pracy i płacy

Przez osiem godzin zawijam cukierki w papierki. Jak nabiorę wprawy, dostanę 3 złote za kilogram, potem - gdy będę jeszcze szybsza - już tylko złotówkę

Więcej: http://wyborcza.pl/1,87648,14968821,Zdz ... sc.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Abstrachuje obśmiewają pierwszą pracę. Szydzą z szefów i bonusów
Zamiast służbowego auta zniżkowe bilety na autobus i 5 minutowa przerwa na lunch. Choć w ogłoszeniach o pracę pracodawcy piszą o pracy w centrum miasta i ścieżce rozwoju, rzeczywistość bywa zupełnie inna. W kolejnym filmie AbstrachujeTv punktuje absurdy, tym razem- pierwszej pracy i zatrudniania na staż.

źródło + video: http://www.hotmoney.pl/Abstrachuje-obsm ... sow-a32443
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Umowy śmieciowe: czy można z nimi walczyć?
Umowy "śmieciowe". To bardzo modny w ostatnim czasie temat. Dzięki związkom zawodowym, które wrzuciły do nich na równi umowy zlecenia, o dzieło oraz umowy o pracę zawarte na czas określony, usiłuje się zmusić ustawodawcę polskiego do tego, by zmienił regulacje prawne w tym zakresie w taki sposób, by wyeliminować te umowy z obiegu.

Rzeczywiście jest tak, że duża grupa osób pracuje na umowach zlecenia lub o dzieło. Jednak sprzeciw przeciwko tym umowom nie do końca jest uzasadniony. Gro pracowników zatrudnionych na podstawie tego rodzaju umowach to studenci, którzy nie mogą sobie pozwolić na spędzanie w pracy całego etatu z jednej strony i którzy muszą jeszcze pogłębiać swoją wiedzę teoretyczną, jak i praktyczną, aby stać się pełnowartościowymi pracownikami z drugiej strony.

Więcej: http://www.prawo.egospodarka.pl/101915, ... ,34,3.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

anne-bonney

Gratuluję Pani odwagi i siły i życzę, żeby się Pani poukładało za granicą!
Pewnie przeczyta tu Pani jeszcze wiele niemiłych komentarzy, ale proszę się nie przejmować - tym, którym się w tym momencie lepiej układa, ciężko jest przyjąć do wiadomości, że mogą się znaleźć w podbramkowej sytuacji, nawet niekoniecznie tylko i wyłącznie ze swojej winy. "Bezpieczniej" wyobrażać sobie, że jak ktoś ma trudną sytuację finansową, to albo jest głupi, niezaradny, nie umiał jako nastolatek wybrać zawodu, albo wręcz przeciwnie jest za mądry, zbyt wykwalifikowany...Można by tutaj wpisać cokolwiek.
Wszyscy popełniamy błędy, nie każdy ma tyle szczęścia, aby spaść na cztery łapy. Trudno jednak dopuścić do siebie myśl, że każdego z nas może spotkać to samo.
A gdy już się znajdzie człowiek w krytycznej sytuacji, zostaje z tym zwykle sam, bo od rodaków usłyszy, że jest sam sobie winien, nieudacznik i generalnie najlepiej, żeby już jako niemowlę został zrzucony ze skały, bo słabych jednostek tutaj nie potrzebujemy. Żadnej solidarności, żadnej pomocy, każdy patrzy na siebie i swój portfel, byle tylko choćby nawet przez przypadek przyczynić się do polepszenia czyichś warunków. "MOJE podatki na to nie pójdą" - to jeden z moich "ulubionych komentarzy czytelników GW.
A Państwo tez ci nie pomoże, chociaż logicznym jest, że skoro tutaj pracujemy, oddajemy składki, podatki, to nie po to, aby później być pozostawionym na pastwę losu.
A to Państwo nie zapewnia wiele; ani równych praw, ani egzekwowania prawa pracy, ani dobrze działających urzędów, ani pomocy socjalnej w podbramkowej sytuacji - wymieniać można by długo. Zamiast tego posiedzenia sejmu często wyglądają jak kłótnie w piaskownicy, farsa.
Dlatego podobnie jak Pani, myślę o wyjeździe i oddaniu swojej siły, kreatywności, energii, podatków w miejscu, w którym wiem, że będę szanowana jako wyborca i człowiek, i w którym nie zostawia się osoby uczciwie pracującej przez wiele lat w potrzebie. W którym też ludziom nie wydaje się, że kapitalizm to coraz większy egoizm, obojętność wobec innych, spychanie słabszych, mających mniej szczęścia, po za nawias. To nie dorabianie się kosztem innych i zagarnianie zysku pod siebie. To właśnie nie podoba mi się u nas najbardziej.

=========================================

Mam 48 lat, od roku na emigracji, polskie państwo nigdy mi nie pomogło
Obrazek

Chcę opowiedzieć, jak to jest, kiedy jest się po prostu zwykłym, naiwnym człowiekiem, który jedynie potrafi dobrze pracować, być przyzwoitym, dobrym człowiekiem i nie krzywdzić innych.


Przeczytałam list "Poddaję się - emigruję. Pracuję od 20 lat i nie mam nic - tylko długi". Moja historia jest jakoś niezwykle podobna i zupełnie inna. Oto ona.

Mam 48 lat, w Polsce skończyłam studia humanistyczne, przepracowałam 26 lat w jednej państwowej firmie, a teraz od sześciu miesięcy jestem gosposią w angielskim domu.

Jak do tego doszło?

Więcej: http://wyborcza.pl/1,95892,15068782,Mam ... borcza#Cuk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Zamiast zielonej – bezludna wyspa!
Obrazek
Sześć lat urzędowania rządu premiera Donalda Tuska dobitnie pokazało, że zamiast tworzyć miejsca pracy, rząd woli, aby Polacy w poszukiwaniu pracy emigrowali za granicę. Dzięki temu stopa bezrobocia nie wzrosła tak gwałtownie w ostatnich latach, jak można było się tego spodziewać. Taka polityka jest jednak drogą donikąd. Już za kilka lat możemy bowiem stać się najbardziej wyludnionym krajem w UE, całkowicie pozbawionym ludzi młodych. A wtedy rozwój gospodarczy Polski może stać się nieosiągalnym marzeniem!

Niemiecki Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden poinformował, że liczba Polaków emigrujących do Niemiec w drugim półroczu 2013 r. zwiększyła się w stosunku do wyników z pierwszego półrocza o 4,3 proc.

Nie tylko miejsca pracy

Dane niemieckiego urzędu za pierwsze półrocze 2013 r. mówią, że do Niemiec przybyło 93 tysiące Polaków, zaś w ciągu czterech miesięcy drugiego półrocza do Niemiec przybyło ich już 97 tysięcy. Niemcy to nadal jeden z najważniejszych kierunków emigracji zarobkowej Polaków. Niemiecka gospodarka ma dzisiaj do zaoferowania Polakom m.in. aż 33 tysiące nieobsadzonych miejsc nauki zawodu. Strona niemiecka podkreśla, że szczególnie mile widziani są z kandydaci z Polski z dobrym wykształceniem i wysokimi kwalifikacjami. Na nich wszystkich ma czekać w Niemczech praca. Ale wraz z ofertą pracy Niemcy coraz częściej proponują Polakom jeszcze jedno udogodnienie, bardzo atrakcyjne. A mianowicie możliwość znacznie szybszego niż do tej pory uzyskania niemieckiego obywatelstwa. Gra jest zatem warta świeczki. Wystarczy przy tym wspomnieć, że osoba posiadająca niemieckie obywatelstwo ma w Niemczech czynne prawo wyborcze, możliwość udania się do USA bez wizy, a przede wszystkim jest w pierwszej kolejności zatrudniana przez niemieckich pracodawców. Oferta niemieckiego obywatelstwa połączona z dużymi szansami na pracę może być zatem dla wielu Polaków, zwłaszcza tych młodych, którzy w swoim kraju pozbawieni są jakichkolwiek perspektyw, bardzo kusząca.

Masowy exodus

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/8990-zamia ... udna-wyspa
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz:

~Roger z Krakowa :

Na Zielonej Wyspie Tuska powinno przysługiwać nie 3 dni, a 3 lata na poszukiwaniu pracy.

======================
Zwolnienie na poszukiwanie pracy
Długoletniemu pracownikowi-emerytowi, pracodawca wypowiedział umowę o pracę. Rozwiąże się ona po upływie trzech miesięcy, co nastąpi 31 grudnia 2013 r. Czy pracownikowi przysługują 3 dni wolnego na poszukiwanie pracy?
Obrazek
TAK. Uprawnieniem przysługującym pracownikowi, któremu pracodawca wypowiada stosunek pracy, są dni wolne na poszukiwanie pracy. Do skorzystania z tego prawa muszą być jednak spełnione pewne wymogi. Omawiane dni wolne przysługują pracownikowi w okresie co najmniej dwutygodniowego wypowiedzenia umowy o pracę, dokonanego wyłącznie przez pracodawcę (art. 37 § 1 Kodeksu pracy, Dz. U. z 1998 r. nr 21, poz. 94 ze zm.). Pracownik za ten okres zachowuje prawo do wynagrodzenia.

Wymiar zwolnienia wynosi:

2 dni robocze - w okresie dwutygodniowego i jednomiesięcznego wypowiedzenia,

3 dni robocze - w okresie trzymiesięcznego wypowiedzenia, także w przypadku jego skrócenia na podstawie art. 361 § 1 K.p.

Jak wynika z pytania, umowa została wypowiedziana przez pracodawcę i okres jej wypowiedzenia wynosi co najmniej 2 tygodnie. Zatem przesłanki ustawowe uprawniające do dni wolnych na poszukiwanie pracy są spełnione. Nie stoi na przeszkodzie także fakt, że pracownik posiada uprawnienia emerytalne. Status emeryta nie wyklucza bowiem podjęcia pracy zarobkowej. Odmowa udzielenia pracownikowi-emerytowi zwolnienia na poszukiwanie pracy, pomimo spełnienia warunków ustawowych, może być również uznana za nierówne traktowanie w zakresie rozwiązania stosunku pracy (dyskryminację).

źródło: http://biznes.onet.pl/praca/zwolnienie- ... news-detal
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Obrazek
Wielka Brytania zaostrza testy dla imigrantów, którzy ubiegają się o zasiłki. Urzędnicy będą teraz pytać m.in. o poszukiwania pracy w ojczyźnie i znajomość angielskiego.

Brytyjczycy od dawna sprawdzają, czy imigranci składający wniosek o wsparcie przybyli na Wyspy, aby osiedlić się na dobre i pracować, czy też są jedynie "turystami zasiłkowymi". Kilkanaście dni przed otwarciem rynku pracy dla obywateli Bułgarii i Rumunii zdecydowali się jednak zaostrzyć testy. Zmiany uderzą także w inne nacje, w tym Polaków, których według spisu z 2011 r. mieszka w Anglii i Walii ok. 580 tys.

Od przyszłego tygodnia urzędnicy będą mogli zadawać 100 nowych pytań, m.in. o poszukiwania pracy w ojczyźnie i znajomość angielskiego. Założenie jest proste: jeśli nie znasz języka, masz mniejsze szanse na zatrudnienie. A więc i na niektóre zasiłki, takie jak Jobseeker's Allowance (dla poszukujących pracy) lub Housing Benefit (mieszkaniowy).

Zaostrzenie przepisów skrytykowała Komisja Europejska. Podkreśliła ona, że celem testów powinno być ustalenie "centrów interesów życiowych" danej osoby, a nie badanie jej umiejętności językowych. - Wygląda na to, że rząd chce zaognić konflikt. Mam nadzieję, że ma dobrych prawników, bo inaczej Wielka Brytania zapłaci duże grzywny - komentuje na łamach "Daily Telegraph" anonimowy unijny dyplomata. - Dyskryminacja ludzi z uwagi na język jest nielegalna. Czy Londyn byłby szczęśliwy, gdyby emerytom w Hiszpanii lub emigrantom we Francji podsunięto test językowy, aby mogli dostawać świadczenia, do których są uprawnieni?

Bruksela i tak uważała dotychczasowe testy Brytyjczyków za zbyt ostre. Ma ku temu podstawy, bo między 2009 a 2011 r. Wielka Brytania odmówiła prawa do zasiłków aż 64 proc. z 42,8 tys. imigrantów z UE, którzy się o nie ubiegali.

Tymczasem Londyn szykuje już kolejne reformy. Pod koniec listopada premier David Cameron zapowiedział, że przez pierwsze trzy miesiące po przyjeździe imigrantom z UE nie będzie przysługiwać zasiłek dla bezrobotnych. A gdy później go dostaną, to tylko na pół roku - chyba że udowodnią, iż mają realne szanse na znalezienie pracy. Osoby bez zatrudnienia, które śpią na ulicy lub żebrzą, będą wydalane. Dostaną też roczny zakaz powrotu do Wielkiej Brytanii. A bezrobotni imigranci, którzy dopiero przybyli na Wyspy, nie będą uprawnieni do zasiłku mieszkaniowego.

Downing St. przekonuje, że zmiany są zgodne z unijnym prawem, ale dwie londyńskie ekspertki, które "Gazeta" poprosiła o ocenę, dr Helen Wray z Uniwersytetu Middlesex i prof. Elsbeth Guild z Uniwersytetu Królowej Marii stwierdziły inaczej.

Antyimigracyjna ofensywa rządzących konserwatystów wynika głównie ze strachu przed populistyczną Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która podbiera im wyborców. Coraz większą presję na Camerona wywierają też bardziej eurosceptyczni członkowie jego własnej partii.

Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii odbędą się w 2015 r. Cameron obiecał, że jeśli je wygra, postara się zreformować Unię, a następnie do końca 2017 r. przeprowadzi referendum na temat dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w UE.

Więcej:
http://wyborcza.pl/1,75477,15134418,Nie ... sz.html#MT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Praca przy zbiorach pieczarek

Zbiory pieczarek w Holandii od lat cieszą się dużym zainteresowaniem Polaków. To kraj przodujący w hodowli tych grzybów w Europie. Sezon na pieczarki trwa praktycznie przez cały rok. Do wykonywania tego zajęcia najczęściej zatrudniane są kobiety.

Obrazek
Holandia to drugi co do wielkości producent pieczarek w Europie. Po tym względem ustępuje jedynie... Polsce. Nic więc dziwnego, że to właśnie z naszego kraju rekrutuje się najwięcej osób zatrudnionych w tej branży. Jedną z nich jest Ania z Zarzecza (woj. podkarpackie), która w ciągu ostatnich trzech lat pracowała dwukrotnie przy zbiorach pieczarek w miejscowości Hedel w prowincji Geldria (Gelderland).

- Zajęcie to wymaga sporego wysiłku, a to ze względu na coraz wyższe normy narzucane pracownikom przez hodowców - podkreśla Ania. - Wiele zależy od tego do jakiej pieczarkarni się trafi. Wymagania stawiane pracownikom nie są zbyt wygórowane. - Pracują tam w większości Polacy, więc nie trzeba znać nawet języka, a i doświadczenie nie jest tu warunkiem koniecznym - mówi Ania. Stawka godzinowa dla zbieraczek waha się w granicach 7-8 euro. Przy czym trzeba podkreślić, że pracownicy rozliczani są najczęściej w systemie akordowym. Daje to szansę na wyższe z zarobki, choć ze względu na wspomniane normy nie jest to wcale takie oczywiste.

Praca na akord


- Wysokość godzinowej stawki zależy od ilości zebranych grzybów. Należy o tym pamiętać przy przeglądaniu ofert pracy - mówi Ania. - Pracodawcy i pośrednicy kusząc wysokimi zarobkami pomijają w ogłoszeniach normy, jakie należy wyrobić, by osiągnąć określoną stawkę. Najczęściej jest to 30-35 kg zebranych grzybów w ciągu godziny. Taki wynik jest w zasięgu ręki doświadczonej zbieraczki. Początkujący pracownicy muszą się liczyć z mniejszymi dochodami. - Każdy pracownik posiada swój własny kod, który przykleja na skrzynki z zebranymi pieczarkami - wyjaśnia Ania. - Dzięki temu pracodawca wie dokładnie, ile grzybów zebrały poszczególne osoby.

W większości przypadków hodowcy pieczarek zapewniają pracownikom odpłatne zakwaterowanie. Jest to wydatek rzędu 60-70 euro tygodniowo. Najczęstszym sposobem rozliczenia za mieszkanie jest potrącanie pieniędzy z wypłaty. Większość agencji oczekuje od zatrudnionych minimum ośmiu tygodni pracy.

Kobiece dłonie w cenie


Każdy, kto choć raz miał okazję przebywać w nowoczesnej pieczarkarni wie, że grzyby rosną tam na specjalnych regałach uprawowych, umieszczonych jedne pod drugim. Pieczarki zrywane są ręcznie przy pomocy aluminiowego wózka z ruchomym podestem, który umożliwia zbieranie grzybów z wyższych poziomów. Pracującą na wysokości zbieraczkę chronią barierki okalające podest lub szelki bezpieczeństwa mocowane klamrą do regału. Wysokość podestu regulowana jest za pomocą korby i hamulców blokujących. Choć w pieczarkarniach panuje duża wilgotność i wysokie temperatury, jest to o wiele przyjemniejsze zajęcie niż zbieranie plonów na polu.

- Pieczarki to w Holandii towar eksportowy. Odbiorcy grzybów, głównie przedstawiciele największych sieci supermarketów, przeprowadzają w pieczarkarniach regularne inspekcje, zwracając uwagę na jakość grzybów - mówi Ania. - Pieczarki należy zbierać delikatnie, aby możliwie w jak najmniejszym stopniu narażać je na dotyk dłoni. Hodowcy są na to szczególnie wyczuleni, gdyż każdy ślad palców na pieczarce przyspiesza psucie. Nieprzypadkowo przy rekrutacji pracowników pracodawcy preferują kobiety, głównie ze względu na ich delikatnie ręce. Grzyby sortowane są według wielkości, koloru blaszek, kształtu, trwałości, otwartych, zamkniętych kapeluszy itp. Następnie ważone i umieszczane w skrzynkach układanych na specjalnych regałach.

Uwaga na nadużycia


Zajęcia przy zbiorach pieczarek w Holandii najlepiej poszukać za pośrednictwem agencji zatrudnienia. W Polsce działa wiele filii holenderskich biur (głównie na Dolnym Śląsku) rekrutujących pracowników do takiej pracy. Odradzamy korzystanie z anonimowych ogłoszeń zamieszczanych w internecie przez prywatnych pośredników. Zdecydowana większość z nich to pospolici naciągacze szukający okazji do wyłudzenia pieniędzy.

W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z wieloma przypadkami wyzyskiwania Polaków przez hodowców pieczarek. Największym echem odbiło się bankructwo znanej pieczarkarni Prime Champ. Był to jeden z największych producentów pieczarek w Europie. Jedną z głównych przyczyn upadku firmy był wyzysk pracowników z Polski. Na to wszystko nałożyły się jeszcze kłopoty finansowe. W momencie ogłoszenia bankructwa w firmie pracowało ponad 750 osób. Sprawa Prime Champ stała się głośna na całą Holandię. Zabrał w niej głos nawet wicepremier i minister spraw społecznych Holandii Lodewijk Asscher. Miało to miejsce w styczniu tego roku, przy okazji aresztowania dyrektora tej holenderskiej firmy. Mężczyznę oskarżono o wyzyskiwanie zatrudnionych w jego zakładzie Polek. Okazało się, że nasze rodaczki pracowały tam po kilkanaście godzin dziennie bez możliwości uzyskania urlopu. Kobiety otrzymywały zaniżone wynagrodzenie, niezgodne z przepisami o płacy minimalnej. Ponadto stosowano bezprawne potrącenia za mieszkanie, ubezpieczenie i jedzenie.

Do nadużyć dochodziło też w innych pieczarkarniach. Nasi rodacy skarżyli się najczęściej na zawyżone normy i wydłużony czas pracy, sięgający nawet 16 godzin dziennie. Sporo do życzenia pozostawiały też warunki zakwaterowania. Zdarzało się, że pracownicy gnieździli się po kilka osób w niewielkich pokojach. Z uwagi na te naganne praktyki, lepiej omijać pieczarkarnie, które nie cieszą się dobrą opinią wśród Polaków.


źródło: http://praca.interia.pl/news-praca-przy ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Ale ze statystykami to jest tak: jak koń ma cztery nogi, a ja dwie, to średnio mamy po trzy... :-)
=================

Ranking wynagrodzeń: Ile można zarobić w małym mieście?
Obrazek

Statystyki dotyczące poziomu wynagrodzeń w miastach ograniczają się zazwyczaj do największych metropolii, a w szczególności do stolic województw. W przypadku mniejszych miejscowości publikowane są najczęściej dane ogólne. Ile zarabia się w stolicach powiatów?


Postanowiliśmy uzupełnić luki w tym zakresie i zbadać jak kształtują się płace w mniejszych miastach, w których liczba mieszkańców nie przekracza 75 tysięcy. Wśród mniejszych miast najwyższe przeciętne wynagrodzenia odnotowano w 2012 roku w Polkowicach. W tym dolnośląskim mieście mediana zarobków wyniosła 5 235 PLN brutto miesięcznie. Na drugim i trzecim miejscu rankingu znalazły się miasta wchodzące w skład aglomeracji warszawskiej – Piaseczno i Pruszków. Przeciętne wynagrodzenie wyniosło tam odpowiednio 5 000 PLN i 4 400 PLN. Warto podkreślić fakt, że 8 na 10 uwzględnionych w rankingu miast jest położonych w bezpośrednim sąsiedztwie miast wojewódzkich, co z pewnością jest jednym z czynników wpływających na wysokość płac.

Więcej: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i- ... escie.html
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  0 użytkowników  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM