Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Uważajcie na tego młodego ministra ( 32 lata) dwojga nazwisk, Władysława Kosiniaka - Kamysza. Robi wodę z mózgu w sposób niesamowity... Chyba się jakichś dopalaczy ,,ożarł", że mu ta wypowiedź tak gładko poszła... :-)

=====================

Minister pracy: Sytuacja młodych jest trudna, ale się poprawia
Obrazek
Sytuacja młodych ludzi jest trudna, ale poprawia się. Działania skierowane do tej grupy są jednym z naszych priorytetów - przekonywał w Sejmie minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. Żyjemy chyba w innym kraju - odpowiadali mu posłowie opozycji.

Minister przedstawił w piątek w Sejmie informację rządu na temat sytuacji młodych Polaków.

Podkreślił, że w całej Europie położenie młodych ludzi jest trudne - to ich najmocniej dotknął kryzys, jednak sytuacja poprawia się - zarówno jeśli chodzi o rynek pracy, jak i o inne dziedziny życia. Przypomniał, że stopa bezrobocia wśród młodych ludzi jest niższa niż jeszcze 10 lat temu, kiedy to przekraczała 40 proc.; dziś wynosi 26 proc.

Zaznaczył, że aktywizacja młodych ludzi i dopasowywanie oferty edukacyjnej do potrzeb rynku pracy należą do priorytetów rządu.

Kosiniak-Kamysz przyznał, że realia rynku pracy są dla młodych ludzi czynnikiem, który zniechęca do zakładania rodziny. "Chcemy to zmieniać i nie pozostawiamy młodych samym sobie" - powiedział.

Zaznaczył, że rząd wspiera młodych w przechodzeniu z systemu edukacji do zatrudnienia, a także później - w łączeniu życia zawodowego z rodzinnym. Wskazał m.in. na rozwijanie form opieki nad dziećmi, wydłużenie urlopów dla rodziców.

Minister mówił także o programach wspierających młodych w kupnie mieszkania - przypomniał, że projekt odpowiedniej ustawy został przyjęty przez rząd i jest procedowany w Sejmie. Wyraził nadzieję, ze już od początku przyszłego roku młodzi będą mogli skorzystać z dofinansowania przy kupnie mieszkania.

W podobnym tonie, jak minister wypowiadali się posłowie koalicji rządzącej. Cezary Tomczak (PO) mówił, że młodzi ludzie mają szanse, jakich nie miały poprzednie pokolenia, bo Polska weszła do UE, a z drugiej strony napotykają na trudności wywołane kryzysem. Przyznał, że mają utrudniony start na rynku pracy, jednak - jak przekonywał - wielu młodych ludzi, którzy potrzebują pomocy przy realizacji swoich życiowych aspiracji, może liczyć na wsparcie rządu.

Wskazywał na "dobre inicjatywy, które powstały w ostatnich latach", takich jak staże, dofinansowania do otwarcia działalności gospodarczej. "Młodzi wiedzą, gdzie szukać wsparcia, bo wiele instytucji zajmuje się tym, żeby tę wiedzę im przekazać. Także Piotr Walkowski (PSL) przekonywał, że działania rządu sukcesywnie poprawiają sytuację młodych ludzi.

Informację ministra zdrowia krytykowała opozycja. Marek Poznański (RP) uznał, że był to koncert życzeń. Według niego młodzi ludzie w Polsce nie mają pracy, mieszkań, banki nie chcą udzielać im kredytu, bo nawet jeśli mają stałe zatrudnienie, to zarabiają zbyt mało. Wszystko to, jak wskazywał, odbija się negatywnie na demografii, bo obawiają się zakładać rodziny lub po prostu nie stać ich na posiadanie dzieci. Powiedział, że jego klub "nie przyjmuje tej informacji".

Jan Ziobro (SP) wskazywał m.in. na brak możliwości usamodzielnienia i kupna mieszkania, brak programów socjalnych, które mogłyby zachęcić młodych ludzi do zakładania rodzin. W imieniu swojego klubu złożył wniosek o odrzucenie informacji.

Adam Kępiński (SLD) mówił, że odnosi wrażenie, iż minister oraz posłowie koalicji mówią o zupełnie innym kraju. Wskazywał, że wielu młodych ludzi, którzy mają pracę, to pracujący biedacy, dla większości z nich rodzina jest luksusem, na który nie mogą sobie pozwolić.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/6801-m ... e-poprawia
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Pracy szukamy coraz dłużej, umowy mamy na czas określony - jesteśmy na ostatnim miejscu Europy
Czas poszukiwania pracy w naszym kraju jest długi i systematycznie rośnie; blisko co trzeci pracownik (27 proc.) ma umowę na czas określony, co jest najwyższym współczynnikiem w UE - wynika z raportu NBP na temat rynku pracy.

Z opublikowanego dziś "Badania ankietowego rynku pracy 2013" wynika, że nieco mniej niż 1 na 5 aktywnie poszukujących pracy osób bezrobotnych otrzymuje jakąkolwiek ofertę. Z drugiej strony istotnie wzrósł odsetek pracodawców deklarujących, że nie redukowaliby kosztów związanych z zatrudnieniem w reakcji na pogorszenie koniunktury. W tym roku mniej firm oczekuje pogorszenia swojej kondycji i koniunktury.

W porównaniu do innych krajów regionu płace nie rosną w Polsce szybko. W okresie silnego przyspieszenia wzrostu, gdy dynamika wynagrodzeń w Polsce sięgała 12 proc. rok do roku, zarówno Niemcy, jak i inne kraje regionu doświadczały jeszcze szybszego wzrostu płac - wskazuje raport Narodowego Banku Polskiego.

Porównując jednostkowy koszt pracy pomiędzy 2005 i 2010 rokiem można stwierdzić, że na tle innych państw Europy tempo wzrostu wynagrodzeń jest w Polsce względnie blisko powiązane ze zmianami w produktywności. Jednak liderzy wzrostu w Europie (Irlandia, Finlandia, a także Czechy) poprawiły w tym okresie swoją pozycję konkurencyjną względem Polski.

Opracowanie obala mit, że jedną z często podawanych przyczyn zarówno presji płacowej, jak i utraty konkurencyjności gospodarki jest uzwiązkowienie. W Europie wysokie uzwiązkowienie charakterystyczne
jest dla krajów Skandynawii, systematycznie poprawiających swoją pozycję konkurencyjną. Uzwiązkowienie w Polsce należy natomiast do najniższych w Europie i na świecie.

NBP zwrócił uwagę w swojej publikacji, że cechą wyróżniającą polski rynek pracy na tle innych krajów UE jest wysoki udział elastycznych form zatrudnienia, takich jak umowy na czas określony.

W Polsce ok. 27 proc. pracujących ma taką właśnie umowę. To prawie dwukrotnie więcej niż w Niemczech i we Francji i prawie trzykrotnie więcej niż w Czechach i na Węgrzech. Na skutek takiej sytuacji w naszym kraju obserwujemy wysoki poziom ruchu kadrowego.

Więcej: http://wgospodarce.pl/informacje/6831-p ... scu-europy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Polacy zarabiają jak obywatele krajów trzeciego świata
Stało się wreszcie to co niektórzy zapowiadali od dawna - Polska nie powinna już porównywać się z rozwiniętymi państwami europejskimi. Zamiast tego możemy równać do krajów trzeciego świata. Zwłaszcza jeśli chodzi o zarobki. Szokujące dane przytacza "Fakt": "Wyliczenia, jakie pokazywał ostatnio amerykański Bloomberg nie pozostawiają złudzeń – po 20 latach kapitalizmu, polski pracownik zarabia jak w trzecim świecie. W tym zestawieniu tylko ciężko pracujący Filipińczyk zarabia dziennie mniej niż Polak".

Amerykański serwis finansowy Bloomberg przygotował zestawienie godzinowej stawki za pracę na podstawie średnich miesięcznych zarobków. Znalazła się w nim także Polska. Jak wypadliśmy? Według wyliczeń, polskich zarobków mogliby pozazdrościć jedynie Filipińczycy, którzy zamknęli ranking tuż za Polską na ostatnim, 30. miejscu.

Jak wyglądają zarobki w innych państwach?

Nasze zarobki wydają się być żenująco niskie, gdy porównujemy je z innymi krajami. Średnia stawka godzinowa w Polsce, to ok. 25 zł. Dla porównania liderzy rankingu – Szwajcarzy zarabiają średnio ponad 180 zł na godzinę. Niemcy – 144 zł., a Francuzi – 125 zł. Niestety blado wypadamy także na tle mniej rozwiniętych krajów. Więcej od nas zarabiają Węgrzy, Słowacy czy Czesi – kolejno 28, 35,5 i 37,5 zł. na godzinę.

A oto pełna lista Bloomberga.

1. Szwajcaria 181 zł
2. Belgia 163 zł
3. Szwecja 156 zł
4. Dania 152 zł
5. Australia 150 zł
6. Niemcy 144 zł
7. Finlandia 133 zł
8. Austria 130 zł
9. Francja 125 zł
10. Holandia 124 zł
11. Irlandia 120 zł
12. Kanada 115 zł
13. USA 112 zł
14. Japonia 111 zł
15. Włochy 107 zł
16. Wielka Brytnia 98 zł
17. Hiszpania 84 zł
18. Nowa Zelandia 77 zł
19. Singapur 76 zł
20. Izrael 63 zł
21. Grecja 61 zł
22. Argentyna 59 zł
23. Portugalia 38 zł
24. Czechy 37 zł
25. Słowacja 36 zł
26. Brazylia 35 zł
27. Estonia 32 zł
28. Węgry 28 zł
29. Polska 25 zł
30. Filipiny 7 zł

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/6889-p ... ego-swiata
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Tak mówimy w pracy
Obrazek
Naszpikowane angielskimi zwrotami specjalistyczne slangi drażnią najbardziej wtedy, gdy fachowcy używają ich zbyt często. Zwłaszcza w obecności osób, które nie bardzo je rozumieją. Bez znajomości jakich słów nie wypada pracować w korporacji?

Czy to tylko wygoda?


Specjaliści bronią się, że tak mówić jest im po prostu wygodniej. – Język polski bywa niewygodny w użyciu. Zdarza się, że zamiast użyć jednego wyrazu, co jest możliwe w angielskim, po polsku trzeba stosować opisowe zwroty. Po co, skoro wszyscy w otoczeniu rozumieją angielskie terminy? – pyta Piotr Kabaj, informatyk.

Ale wielu z nich jest zdania, że zapożyczeń z angielskiego w polskiej „korpomowie” wcale nie ma tak wiele. Dużo mówi się o nich, bo to chwytliwy temat dla mediów, nie ma on jednak pokrycia w rzeczywistości. – Z tych wszystkich zwrotów, wyciąganych jako przykłady w mediach, może z 30 proc. jest rzeczywiście używanych. Fakt, że czasami zapożycza się niektóre angielskie słowa, ale bez przesady! – to głos pracownika korporacji z forum internetowego.

Podobno w powszechnym użyciu w korporacjach są też rozmaite skrótowce: „asapy” czy „fakapy”, ale ile w tym prawdy? Są pracownicy, którzy twierdzą, że nigdy nie słyszeli podobnych sformułowań.
Obrazek
Wydarzenie w mieście czy iwent w tałnie

Kiedyś wystarczyło niewiele, by wzburzyć językowych purystów. Jedną z pierwszych ofiar oburzenia za zaśmiecanie języka padł wiele lat temu… znakomity piłkarz, Włodzimierz Lubański. Świeżo po zagranicznej szkole trenerskiej, nasiąknął w niej obcymi zwrotami. Nadużywał ich na antenie, co natychmiast mu wypomniano. Tym bardziej, że mało kto je rozumiał.

Dzisiaj prawdopodobnie nikt nie zwróciłby na taką manierę uwagi. Dziennikarze robią „risercze” i „brifingi”, bankowcy podpisują z klientami „fajnal czeki”, a urzędnicy „apdejtują” dokumenty. A czy ktoś wyobraża sobie język sprawozdawców sportowych bez słów takich jak faul, ofsajd, aut lub korner? Zresztą i samo słowo sport przyszło przecież do nas z angielskiego.

Ale zapożyczenia mimo wszystko potrafią irytować, i to również ludzi zawodowo związanych z angielszczyzną.

– Chodzi o sytuacje, w których używanie angielskiego pojęcia nie ma uzasadnienia – mówi doktor anglistyki z Uniwersytetu Gdańskiego Filip Rudolf. – Można by na przykład pomyśleć, że w Polsce niektórzy zapomnieli o istnieniu słowa „wydarzenie”. Dla nich liczą się tylko „iwenty”, bez tego słowa jakby nie wiedzieli, o co chodzi. Skąd to się bierze? Z poczucia niższości, braku światowości – twierdzą niektórzy. - Polacy jako naród są strasznie niepewni siebie. Wydaje im się, że jeśli powiedzą to samo, ale po angielsku, zaraz nabierze to innego, lepszego znaczenia – komentuje anglista.

Angielskie zło konieczne…

Językoznawcy zgadzają się, że nie ma problemu, gdy specjaliści porozumiewają się z użyciem zapożyczeń między sobą. Kłopotliwe staje się to wówczas, gdy np. informatykowi przychodzi współpracować z polonistą przy szlifowaniu jakiegoś projektu. Ten drugi może np. nie zrozumieć, że kolega, mówiąc o edytorze, ma na myśli termin komputerowy, a nie osobę – wydawcę. Nie zareaguje dostatecznie szybko na potrzebę hangapowania, a na polecenie „podejdź do hosta” będzie rozglądał się bezradnie, nie wiedząc, o co chodzi.

- Nawet po wdrożeniu i przyswojeniu wielu haseł ktoś wychowany w innej kulturze słowa nie przyjmie takiej ilości anglicyzmów jako zasady. Będzie traktował je zawsze jako zło konieczne, jako zaśmiecenie, zachwaszczenie języka – twierdzi Aleksandra, polonistka z wykształcenia, pracująca w firmie komputerowej.

Prawdą jest jednak, że od zapożyczeń nie uciekniemy. Ponadto wiele słów już powszechnie używanych pochodzi przecież z języka Szekspira. Używając ich, często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Przywędrowały do nas zza Kanału La Manche, czyli, jak mówią Brytyjczycy, Kanału Angielskiego.

Oto 13 najpopularniejszych (podobno) zapożyczeń z angielskiego, używanych przez pracowników korporacji i wyspecjalizowanych firm informatycznych:

1. Ałtsorsowanie – zlecanie zadań firmom z zewnątrz, niekiedy bardzo niebezpieczne, bo mogące się wiązać z redukcją

2. ASAP – as soon as possibile, tak szybko jak się da

3. Fakap – zawalenie sprawy

4. Czelendżowanie – motywowanie do walki z problemami

5. Dejtbazowanie – działanie w oparciu o bazę danych

6. IMHO (in my humble opinion) – moim skromnym zdaniem

7. Kejs – sprawa, projekt

8. Keszowanie – pozyskiwanie pieniędzy (dla firmy)

9. Nekststep – następne posunięcie, ale kto by się wysilał z wymową, ten zwrot przybiera formę „nekstep”, czyli… skróconą formę skrótu

10. Op – operator

11. Target – cel, a także, w zależności od branży, potencjalny odbiorca produktu

12. THX – dziękuję (w piśmie)

13. Webmaster – administrujący stroną internetową

źródło: http://praca.wp.pl/title,Tak-mowimy-w-p ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Czy CV przetrwa? Ekspert radzi
Obrazek
Od kilku lat stopniowo rośnie w Polsce liczba osób posiadających profil w biznesowych portalach społecznościowych, szczególnie w LinkedIn i Goldenline. Obserwuje się także zjawisko coraz częstszego wykorzystania wspomnianych portali przez headhunterów i rekruterów jako źródła wiedzy o potencjalnych kandydatach i narzędzia do ich wstępnej selekcji. Niedawne publikacje szacowały udział rekrutacji z wykorzystaniem tej metody w naszym kraju na ok. 25%, co jest ważnym wskazaniem dla wszystkich, którzy szukają pracy lub rozważają zmianę pracodawcy. Szczególne znaczenie może mieć ona dla menedżerów i specjalistów, gdyż to ich profile są zazwyczaj przedmiotem zainteresowania rekrutujących. Portale biznesowe nie tylko ułatwiają proces docierania do kandydatów, ale także wzbogacają tradycyjne metody poszukiwania zatrudnienia o niedostępne wcześniej możliwości autopromocji oraz bezpośredniego docierania do ludzi decydujących o wakatach i prowadzących procesy rekrutacyjne. Jeśli trend się utrzyma, być może w niedalekiej przyszłości CV w tradycyjnej formie stanie się niepotrzebne i przejdzie do historii.

Obecnie istotnym wyzwaniem staje się umiejętność skutecznego wykorzystania możliwości oferowanych przez sieciowe społeczności. Nowe realia zaczynają zmuszać nas do zarządzenia sytuacją, w której równoległe wykorzystuje się dwie formy własnej oferty. Prowadzi to do pytania, w jaki sposób zróżnicować treści podawane w CV oraz w portalu społecznościowym. Warto uświadomić sobie, że z różnych względów nie powinny one być identyczne. Jeśli headhunter trafi na profil, który jest właściwie kopią pełnego, profesjonalnego CV, może od ręki podjąć decyzję selekcyjną. Jeśli natomiast jest to wersja krótsza, która w syntetycznej formie wskazuje na konkretne obszary kompetencji i doświadczenia, prawdopodobnie sprowokuje kontakt ze strony osoby rekrutującej z prośbą o życiorys, aby poznać pełniejszy obraz kandydata. Należy przy tym pamiętać, że wizerunkowe oddziaływanie profilu obejmuje także listę grup, do których należy jego właściciel, rekomendacje ze strony przełożonych i współpracowników, a także listę znajomych, jeśli w danym portalu jest ona widoczna dla wszystkich zainteresowanych.

Pewną nowinką wśród polskich użytkowników takich portali jest zamieszczanie w CV linku do własnego profilu w LinkedIn czy Goldenline. Właściwym miejscem dla niego jest nagłówek, a konkretnie obszar danych kontaktowych pod numerem telefonu i adresem mailowym. Jest to praktyka dość już powszechna w USA czy Zachodniej Europie, która zapewne będzie popularyzować się także w naszym kraju. Obecność takiego linku w życiorysie niewątpliwie sugeruje, że jego właściciel jest osobą nowoczesną. Jednak, decydując się na taki zabieg, należy odpowiedzieć sobie na pytanie, co ma być wartością dodaną dla osoby przeglądającej CV. Czy chodzi tylko o łatwość otwarcia strony z profilem kandydata? Jeśli link przekieruje osobę rekrutującą do profilu, który będzie zaledwie uboższą wersją CV, może pojawiać się poczucie frustracji, a nie o to przecież chodziło. Właściwą strategią jest przemyślane i staranne podzielenie całości materiału na swój temat, tak aby osiągnąć efekt uzupełnienia informacji, niezależnie od kolejności, w jakiej życiorys i profil będą czytane. Zarządzanie wizerunkiem było do niedawna domeną specjalistów PR pracujących na potrzeby firm i polityków. Wkrótce może się okazać, że bez umiejętnego zarządzenia własnym wizerunkiem w Internecie nie uda się znaleźć pracy.

Jacek Zimnicki, Ekspert zarządzania karierą Lee Hecht Harrison DBM

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/7028-c ... pert-radzi
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

~anty-cep -

Bzdura, a niby na jakim gaize pali Irlandczyk, jakim Autem jeździ do jakiego marketu chodzi itd. Niemiec wstaje z wyra produkowanego w Polsce, wsiada do Auta niemieckiego ale produkowanego w Czechach, wklada niemieckie tenisowki made in China, reszte niemieckich ciuchow made in Tajlandia, gotuje na Ruskim gazie obiad, w niemieckich garnkach made in Turcja, i wlacza zarówke na Francuski prad kupiona we Francuskim markecie, by wykrecic z niemieckiej komorki made in China numer itd.potem oddaje polowe pensji w podatkach, by polowa tej polowy poszla do Brukseli a stamtad na dotacje budowy polskiej drogi i pensje urzednikow Europejskich.
=====================
"Polak jest tanim wyrobnikiem UE"
"Gdybym był okupantem i chciał zniszczyć naród, to wyganiałbym młodych, mądrych ludzi zagranicę za chlebem na emigrację, podnosiłbym podatki i wprowadzałbym nowe (...) - napisał w komentarzu do tekstu "Mieszkanie dla Młodych, starzy na cmentarz" użytkownik naszego serwisu - Jurek.

Dzień z życia Polaka: Wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo. Siada przed koreańskim komputerem i w amerykańskim banku zleca przelewy za internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia w hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino wraca do domu. Gotuje obiad na rosyjskim gazie. Na koniec siada na włoskiej kanapie i pijąc kolumbijską kawę, słodzoną ukraińskim cukrem szuka pracy w niemieckiej gazecie - znowu nie ma!

Zastanawia się, dlaczego w Polsce nie ma pracy, a jak jest, to za 1200??? Gdyby Irlandczyk, Grek czy Niemiec zarabiał 1500 euro i 5,50 euro wydawał na litr paliwa, 20 euro na kino i 250 euro na średniej klasy buty, 5 tys. euro za metr kw. mieszkania i 60 tys. euro za średniej klasy nowy samochód, to na ulicach panowałaby regularna, krwawa wojna!

Polska płaca minimalna 334 euro, minimalna płaca w Irlandii 1462 euro przy zbliżonych kosztach życia. Polacy to najgłupszy naród na świecie, od zawsze okradany i poniżany, i nawet nie zdający sobie z tego sprawy (vide wyniki wyborów). A teraz jeszcze będziemy się dokładać do wymienionych wyżej państw. Bo nas stać, a oni mają mityczny kryzys.

To, co jest w Polsce, to nawet nie można nazwać kryzysem, to jest od zawsze dno i dwa metry mułu!!! Polak jest tanim wyrobnikiem UE, a Polska rynkiem zbytu dla towarów drugiej i trzeciej kategorii po cenach wyższych niż w UE!!

LUDZIE! OTWÓRZCIE OCZY! Gdybym był okupantem i chciał zniszczyć naród, to wyganiałbym młodych, mądrych ludzi zagranicę za chlebem na emigrację, podnosiłbym podatki i wprowadzałbym nowe, dawał podwyżki i kolejne przywileje resortom siłowym, stawiałbym 500 nowych radarów, wzmacniałbym inwigilację obywateli, likwidowałbym państwowe szkolnictwo i służbę zdrowia oraz ograniczałbym do nich dostęp, oddałbym banki, media i handel obcym i wrogom Polski, wyśmiewałbym ich wartości i religię, skłócałbym młodych ze starszymi, aby przez odwróconą hipotekę przejąć za bezcen ich mieszkania i domy, zachęcałbym ich kobiety do feminizmu, prostytucji i aborcji, aby nie nadawały się na dobre matki i żony, zadłużałbym ich bezpośrednio oraz pośrednio przez państwo i gminy, aby nie mogli się temu sprzeciwiać, likwidowałbym ich przemysł, a w zamian budowałbym ogromne stadiony na kredyt, aby przynosiły straty, dopuszczałbym do sejmu złodziei i degeneratów, itd.

Rozejrzyj się wokoło!!!!!!

Autor: ~jurek

źródło: http://biznes.interia.pl/raport/kryzys_ ... gn=firefox

Czytaj też: http://biznes.interia.pl/nieruchomosci/ ... rz,1952774
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Masz licencjat? Twoja szansa na zatrudnienie i dobre zarobki spadła dwukrotnie
Obrazek

Licencjat nie jest przepustką do lepszej pracy. Standardem oczekiwanym przez pracodawcę został tytuł magistra. Dopiero doktorat pozwala wyróżnić się na rynku. Pierwszy stopień wyższego wykształcenia daje pięciokrotnie mniejszą stopę zwrotu niż magisterium. To wnioski z Diagnozy Społecznej 2013
.



– Licencjat się nie opłaca – komentuje prof. Janusz Czapiński z Uniwersytetu Warszawskiego, współautor badania.

Dodaje, że nakłady zarówno finansowe, jak i czasowe na te trzyletnie studia nie zwracają się w postaci lepszego wynagrodzenia, pracy w zawodzie i tym samym kariery.

Mimo to dyplom licencjata cieszy się niesłabnącą popularnością. W ciągu dwóch lat liczba absolwentów takich studiów wzrosła o 20 tys. W roku 2008/2009 było ich 74,5 tys., dwa lata później już ponad 95 tys. Liczba magistrów w tym samym czasie pozostała na podobnym poziomie ok. 100 tys.

Popyt na I stopień wyższej edukacji rośnie. Gorzej z popytem na takie osoby wśród pracodawców.

– Jeśli firma ma do wyboru osobę z dyplomem magisterskim lub licencjackim, wybiera oczywiście tę pierwszą – tłumaczy prof. Czapiński.

Rynek się nasycił, pracodawcy mogą przebierać w osobach z wyższym wykształceniem. Absolwenci studiów magisterskich zarabiają średnio o 42 proc. więcej niż ich rówieśnicy z gorszym wykształceniem. Ci po licencjacie tylko 8 proc.

– Dla dużej części pracodawców licencjat tak naprawdę wciąż nie jest wyższym wykształceniem. Duże firmy, korporacje z działami HR, owszem, wiedzą, co oznacza i jakie daje kompetencje, ale już wśród małych i średnich przedsiębiorstw, których szefowie i pracownicy kończyli naukę w starym systemie, nie jest on doceniany – przyznaje Dorota Pisula, kierownik biura karier na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

McLicencjat to prawie studia, po nich prawie kariera


„Polska gospodarka przemysłowo-surowcowa nie jest już w stanie wchłonąć rosnącej rzeszy absolwentów studiów licencjackich zgodnie z ich kompetencjami. Część z nich musi podejmować prostsze prace, gorzej opłacane, i otrzymywać za nie tyle, ile osoby po szkole średniej” – piszą autorzy Diagnozy Społecznej 2013. Analitycy rynku pracy zgadzają się z tą tezą.

– W Warszawie mamy 56 tys. zarejestrowanych bezrobotnych, co czwarty ma wyższe wykształcenie. Kilka lat temu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia – mówił Lech Antkowiak, zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Warszawie, podczas konferencji EduTrendy. – Nie ma się co oszukiwać: wyższe wykształcenie nie jest już gwarantem zatrudnienia – dodawał.

Według Diagnozy Społecznej w Polsce i tak o wiele korzystniej jest inwestować w wykształcenie niż w krajach o podobnym poziomie rozwoju. Najsłabiej ta sytuacja wygląda w przypadku licencjatów – ich opłacalność spada. Według ubiegłorocznych badań Ernst & Young osoby z wyższym wykształceniem na poziomie magistra zdobywają pracę w 78,8 proc. Absolwenci z tytułem licencjackim – o 15 proc. rzadziej.

– Papierek z napisem „licencjat” nic mi nie dał. Wszyscy świetnie wiedzą, że aby go zdobyć, nie trzeba się natrudzić. I na nic się nie przydał. Gdybym miał szukać pracy, rozsyłając CV, to wątpię, czy ten dyplom by mi pomógł – uważa Krzysztof, który od kilku lat pracuje w radiu. Zdaniem prof. Czapińskiego system narzucony przez proces boloński, wprowadzający trzy stopnie kształcenia, sam się zweryfikuje. Jak tłumaczy, zaczną padać szkoły oferujące tylko licencjat, a powstanie więcej szkół wyższych zawodowych.

Spada też znaczenie niektórych kierunków. Analitycy Diagnozy Społecznej podliczyli stopę zwrotu ze studiów. To stosunek kosztów studiów do zarobków po ich ukończeniu w porównaniu z zarobkami osób w tym samym wieku z niższym wykształceniem. W ostatnich latach najbardziej spadła opłacalność robienia samego licencjatu z marketingu, ekonomii i prawa. Mimo to prawo i medycyna na poziomie magisterskim to wciąż jedne z bardziej opłacalnych kierunków. Pierwsze miejsce zajmuje informatyka, ostatnie – nauki rolnicze.

Co ciekawe, mimo narzekania na brak inżynierów i uruchomienia przez państwo dopłat na kierunkach ścisłych stopa zwrotu z inwestowania w takie studia od początku XX w. wcale aż tak znacząco się nie zmieniła. – Same studia i dyplom w branżach technicznych, innowacyjnych to dziś za mało. Mamy nowe zjawisko: coraz więcej pracowników nawet w największych firmach albo z własnymi start-upami w ogóle nie ma wyższego wykształcenia, bo rzuciło szkołę na rzecz pracy i praktycznego zdobywania doświadczenia – twierdzi Luis Murguia, wiceprezes międzynarodowej firmy SAP odpowiadający za obszar Europy Środkowej, Azji i Afryki. – Do niedawna działy HR z miejsca odrzucały takie kandydatury, a dziś pracodawcy, szczególnie ci z branży innowacyjnej, starają się zatrudniać ludzi nie tyle z dyplomami, ile z talentami – dodaje Murguia.

Stąd też decyzje niektórych studentów o zakończeniu edukacji na licencjacie – opowiada Piotr Müller, przewodniczący Parlamentu Studentów RP. – Znam osoby, które po tym jak zaczęły stażować czy pracować, zdecydowały, że studia I stopnia im wystarczą i wolą zdobywać wykształcenie niż dyplom magistra – dodaje Mueller.

Co nie znaczy, że wyższe wykształcenie przestaje się liczyć. Coraz bardziej rośnie – skok był ponaddwuipółkrotny – w przypadku doktorów. Jak tłumaczy prof. Czapiński, pracodawcy szukają speców z danej dziedziny. Gdy np. firma otwiera dział zajmujący się innowacyjnymi badaniami, wtedy zatrudnia z dobrą pensją kogoś z odpowiednim wykształceniem. Także w administracji publicznej okazuje się to opłacalną inwestycją.

źródło: http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja ... bocia.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Prezenteizm czyli chory pracownik przychodzi do pracy
Obrazek

Ból głowy, złe samopoczucie czy przeziębienie powinny kojarzyć się z natychmiastową wizytą u lekarza. Tymczasem wśród pracowników coraz częściej choroba nie jest wystarczającym powodem, by iść na zwolnienie lekarskie. Pomimo niedyspozycji przychodzą do pracy i wykonują swoje obowiązki. Prezenteizm (ang. present – obecność), czyli przychodzenie do pracy dla samej obecności jest zjawiskiem stosunkowo nowym, ale już staje się coraz większym problemem, zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców.

Na zwolnionych obrotach


Osłabienie, trudności w koncentracji i nieprzyjemne bóle nie sprzyjają pracy. Według badań naukowców zajmujących się prezenteizmem, wydajność chorego pracownika spada nawet do 40 procent. Co prawda wykonuje on swoje obowiązki, ale robi to gorzej i może popełnić kosztowne, a nawet niebezpieczne błędy. Brak leczenia sprawia, że choroba się przedłuża, co prowadzi do dłuższej nieobecności. Ponadto, istnieje ryzyko zarażenia innych członków zespołu.

– Łatwo jest policzyć straty finansowe wynikające z nieobecności pracownika. Wielu pracodawcom wydaje się, że jeżeli ktoś pomimo tego, że jest chory, przyjdzie do pracy, to firma nic nie traci. To jednak błędne myślenie, a w tym przypadku poniesione koszty są trudne do oszacowania – mówi Magdalena Pawłowska, Konsultant HR24.com.pl. – Niższa efektywność, brak motywacji i złe samopoczucie działają na niekorzyść firmy, co przekłada się na konkretne straty. Wpływa źle nie tylko na zdrowie pracownika, ale i atmosferę pracy. Inni zatrudnieni będą czuli się zobowiązani do przedkładania obowiązków zawodowych nad zdrowie, a obecność w pracy mimo niedyspozycji stanie się regułą wymaganą przez szefostwo. To z kolei może prowadzić do wypalenia zawodowego i poważniejszych, przewlekłych problemów zdrowotnych.

Obawa przed L4

Popularne niegdyś wyłudzanie L4 na symulowane choroby zaczyna ustępować miejsca prezenteizmowi. Często pomimo zaleceń lekarza, pracownicy nie decydują się na pozostanie w domu i leczenie. Niektórzy wręcz wzbraniają się przed zwolnieniem, obawiając się niepełnej pensji, utraty premii, czy nawet stanowiska. Wśród innych powodów wyróżnia się niekorzystne warunki pracy, w tym rodzaj umowy oraz presję ze strony otoczenia.

– Zła sytuacja na rynku pracy spowodowała, że wiele osób boi się utraty posady i aby pokazać się pracodawcy z jak najlepszej strony często lekceważy swoje zdrowie i życie osobiste – tłumaczy Magdalena Pawłowska z HR24. – Młodzi ludzie często mają też zaburzone priorytety oraz wartości. Dla nich kariera wysuwa się na pierwsze miejsce, a inne sprawy schodzą na dalszy plan, nie mają umiaru, co może doprowadzić do patologicznej sytuacji, np. uzależnienia od pracy.

Zdrowa granica

By uniknąć rozwoju negatywnego zjawiska jakim jest prezenteizm, ważne aby walczyli z nim zarówno sami pracownicy jak i właściciele firm. Ci pierwsi muszą umiejętnie postawić granicę między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym i ustalić między nimi zdrowe proporcje. Z kolei szefostwo nie może wywierać presji na pracownikach i wymuszać, by przychodzili do pracy gdy źle się czują.

– Nie ma ludzi niezastąpionych. Odpowiednia polityka personalna i organizacja, np. możliwość pracy zdalnej z domu, pozwoli zarządzać pracą tak, by pracownik mógł wyleczyć się i wrócić do obowiązków już po chorobie. – dodaje Magdalena Pawłowska z HR24. – Przyniesie to obopólne korzyści. Wyjdzie na dobre i firmie i pracownikom.

źródło: http://www.moja-praca.egospodarka.pl/99 ... ,46,1.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

~lewy czerwcowy :

Cierpicie mobbing, wyścig szczurów w korporacjach, przez to popełniacie samobójstwa, zapadacie w nerwice, rozpadają się wasze rodziny, bo popełniacie grzech konsumpcjonizmu! Tak. Jesteście chciwi, zachłanni, nienasyceni. Za awans i służbową super-brykę sprzedacie kolegę z pokoju obok. Nie wystarczy ci samochód przeciętny, musisz mieć lepszy niż twój kolega! Musisz się pokazać! Stary, dobry telefon komórkowy - wyrzucić, musisz mieć najnowszego, super-hiper głupofona, bo przecież wszędzie go reklamuje piękna laska a koleżanka już go ma. Mieszkanie - trzeba mieć w "najlepszej" dzielnicy i to już, natychmiast. Na kredyt oczywiście. Później siedzicie, wypaleni i znerwicowani, sami w tych wypasionych mieszkaniach, bo nie macie czasu na prawdziwą miłość, przyjaźń. Nie zwalajcie winy, że "dziś takie czasy". Takie są czasy jacy ludzie. To wy tworzycie i napędzacie ten system nowego niewolnictwa. Bądźcie zdrowi!

==========================

"Newsweek" o mobbingu
Mob­bing pro­wa­dzi do ta­kie­go udrę­cze­nia, że można się zabić z roz­pa­czy – tak uważa pra­cow­nik. A we­dług pra­co­daw­cy to karta prze­tar­go­wa przy ne­go­cjo­wa­niu wyż­szej od­pra­wy. Przy­po­mi­na to dia­log głu­che­go ze śle­pym.
Obrazek
Marta wjeżdża windą na ostatnie piętro, staje przy otwartym oknie. Skoro na ziemi leży tyle śniegu, to on chyba zamortyzuje upadek, więc nie da rady się zabić. Marznie tak długo, aż znajdzie ją mąż, bo to przecież nie planowanie samobójstwa, tylko wołanie o ratunek.

Do domu wraca z płaczem, szlocha kilka godzin. Mąż pyta, pociesza, w końcu się przyzwyczaja i po prostu wychodzi pobiegać. Zaczynają rozmawiać o rozwodzie, chociaż dopiero co się pobrali, i zanim zaczęła pracę w tej korporacji, byli szczęśliwi.

Marta płacze też w pracy, ale w łazience. Nigdy przy Monice, swojej szefowej. Przecież zawsze była najlepsza. Kiedy dostała od konkurencji propozycję z pensją 8 tys. zł, a jej szefowa nie miała budżetu, żeby ją zatrzymać, Monika sama przyszła, że weźmie ją do swojego działu i może tyle zapłacić. – Widzę twój potencjał – chwaliła. Albo: – Jakość twoich prezentacji jest jak niebo i ziemia w porównaniu z tym, co dotąd dostawałam.

Tylko jak Marta coś przygotowała i chciała się podpisać, Monika zaznaczała: – Nie, nie. Jesteśmy zespołem, podpisujemy razem: Monika i Marta.

Oceny pracownicze na koniec ubiegłego roku – Monika daje Marcie słabe noty, a z komunikacji "poniżej oczekiwań".

– Ludzie mówią, że trudno się z tobą dogadać.

– Kto? Co mówi? Wyjaśnijmy to.

– Uwierz mi. Daję ci tylko radę, zastanów się nad tym.

Marta postanawia: będę pracować jeszcze więcej. Haruje, nie śpi, wpada w depresję, idzie w marcu na dwa tygodnie zwolnienia. Wraca, a tu niespodzianka. Monika daje jej najnudniejsze zadania, poniżej jej kompetencji.

Krzyk, sarkazm, agresja. Przy wypłacie wynagrodzenia Monika komentuje: – Nie wiem, czy w tym miesiącu na to zasłużyłaś.

W czerwcu Marta rozmawia z poprzednią szefową, żałuje, że od niej odeszła. Kiedy Monika się o tym dowiaduje, wpada w szał.

– Zaczęła szukać podkładki, żeby mnie zwolnić – opowiada Marta. – Przesyłała zadania e-mailem, żeby mieć dowód, gdybym czegoś nie wykonała.

W sierpniu Monika idzie na urlop, Marta dostaje dziewięć zadań. Prowadzi spotkania z innymi działami, odżywa. – Kogo zaprosiłaś na to spotkanie? Czy to jest skonsultowane? Pokaż swoje projekty? – krzyczy Monika po powrocie. Szuka błędów, znajduje kilka brakujących przecinków. Nie ma się do czego przyczepić. Wypala: – Zadowolona jesteś z siebie? To gratuluję, że tak myślisz.

Nazajutrz mają prezentację dla zarządu. Marta zapewnia, że sobie poradzi. Monika wybucha: – Twoja pewność siebie doprowadza mnie do szału!

Podczas prezentacji ciągle coś dopowiada, próbuje wychwycić błędy, ale błędów nie ma. Za to jest ochrzan po prezentacji.

Marta nie wytrzymuje, zgłasza mobbing. Potem jest konfrontacja z Moniką i dyrektorką HR. Z decyzją trzeba tydzień poczekać, aż wróci prezes. A prezes decyduje: Monika dostaje naganę za zachowanie wobec Marty podczas prezentacji dla zarządu. Marta zostałaby przeniesiona do innego działu, ale ponieważ rozsyłane przez nią e-maile spowodowały "utratę zaufania firmy" – otrzymuje wymówienie.

– Pracownik HR mnie odprowadził do wyjścia z dwiema torbami. Wsiadłam na rower, im dalej odjeżdżałam, tym lepiej się czułam – mówi Marta. Odwołała się w tym tygodniu do sądu pracy, kwestionuje powody wypowiedzenia. Będzie też składała pozew o mobbing, zażąda odszkodowania idącego w setki tysięcy złotych.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/newsweek ... ingu/09c1j
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Wypowiedzenie zmieniające warunki pracy i płacy
Wypowiedzenie zmieniające dokonuje w umowie zazwyczaj zmian niekorzystnych dla pracownika. Nie ma co prawda na celu rozwiązania stosunku pracy, jednakże zmienia dotychczasowe warunki pracy w przeważającej większości na gorsze, co nie spotyka się z akceptacją pracownika. W przypadku bowiem wspólnej woli stron stosunku prawnego co do zmian umowy wystarczające byłoby zawarcie porozumienia zmieniającego. W sytuacji jednak gdy pracownik nie chce zawrzeć porozumienia, konieczne może być właśnie wypowiedzenie pracownikowi warunków pracy i płacy. Jest to tzw. wypowiedzenie zmieniające, które może złożyć tylko i wyłącznie pracodawca. Pracownik może, w przypadku takiej woli, jedynie sugerować wprowadzenie dla niego korzystnych zmian do umowy. Nie ma jednak możliwości złożenia pracodawcy takiego wypowiedzenia.

Wypowiedzenie warunków pracy lub płacy uważa się za dokonane, jeżeli pracownikowi zaproponowano na piśmie nowe warunki. Jest to podstawowy obowiązek pracodawcy. Pracodawca musi złożyć w formie pisemnej wypowiedzenie oraz wskazać nie tylko na te elementy umowy, które mają ulec zmianie ale również zaproponować na piśmie nowe warunki pracy, które powinny być skonkretyzowane, a nie wskazane w sposób ogólnikowy.

Należy jednak zważyć, iż nie wszystkie warunki pracy będą wymagały złożenia wypowiedzenia zmieniającego. Wypowiedzeniu muszą ulec jedynie te warunki pracy, które wynikają z treści umowy o pracę i są – co niezwykle ważne - istotne. Są to zatem kwestie dotyczące wynagrodzenia, stanowiska pracy, rodzaju pracy czy rozkładu czasu pracy. Nie dotyczy to jednak rodzaju umowy o pracę – w takim przypadku strony muszą zawrzeć nową umowę lub porozumienie zmieniające. Nieistotne zmiany umowy mogą być z kolei zmieniane jednostronnie przez pracodawcę.

Więcej: http://www.prawo.egospodarka.pl/100014, ... ,34,3.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

~qwerty do ~js:

Jakiego sukcesu? Pisze jak byk, że rodzinka tej kobiety miała fabryki za granicą. Skoro komuniści pozwolili im na to oznacza to, że nie byli "ludźmi sukcesu" tylko "ludźmi z układami" a ludzie z układami po '89 czy raczej po '92 dorobili się w ekspresowym tempie miliardów. Dlatego, że te układy nie zniknęły lecz przy braku lustracji doskonale się utrzymały i zakamuflowały.

Dla mnie ta pani nie jest synonimem kobiety sukcesu. Sukces to dorobić się własną ciężką pracą a nie kombinatorką, jeśli ludzi z układami zaczniemy nazywać ludźmi sukcesu, równie dobrze możemy nimi nazwać wszystkich cwaniaków przy forsie, ludzi takich jak choćby Bagsik, Gąsiorowski czy Marcin P. z Amber Gold.

===========================

Dorota Soszyńska: lubię swoją pokorę
Obrazek
Jest współwłaścicielką i dyrektorem kreatywnym dwóch dużych firm. Czas dzieli pomiędzy pracę, dom, rodzinę, działalność charytatywną. W wolnych chwilach, razem z córką, pisze bloga. Wynika z niego, że jest osobą niezwykle aktywną i zajętą, ale jednocześnie otwartą i niestwarzająca dystansu.

Przyjeżdżam do firmy. Czysto, schludnie, przestronnie. Dopytuję, jak powinnam się zwracać podczas wywiadu: "pani prezes, pani dyrektor”? Na twarzach pracowników zdziwienie. "My tu wszyscy mówimy pani Doroto”.

Sala konferencyjna. Duży stół, jasne, równo ustawione krzesła, białe ściany, na półkach i parapecie nagrody branżowe. Na stole sok, woda i słodycze. W tej sali nic nie jest przypadkowe. Nie ma żadnego kabla na podłodze, niepotrzebnych papierów ani jednego elementu, który nie pasuje do całości. Jest ład, porządek i dbałość o szczegóły.

Wchodzi pani Dorota, drobna blondynka ubrana w ciemny golf i burgundową spódniczkę. Uścisk dłoni, uśmiech, możemy zaczynać. Ile mamy czasu? Tyle, ile nam potrzeba. "Jeśli już coś robimy, róbmy to najlepiej jak się da”. To zdanie uświadamia mi, jaka naprawdę jest Dorota Soszyńska, współwłaścicielka i dyrektor kreatywna firmy Oceanic i Euro Fragrance.

Dlaczego wszyscy w firmie zwracają się do pani "pani Doroto”?


Nie lubię całej tej tytułomanii i budowania sztucznego dystansu.

A co pani lubi?

Więcej: http://kobieta.onet.pl/uroda/twarz-i-ci ... kore/48njh
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Jak napisać zwycięskie CV?
Codziennie w mediach pojawiają się setki ogłoszeń rekrutacyjnych. Warto czytać je uważnie, aby znaleźć te, które rzeczywiście odpowiadają naszemu profilowi zawodowemu i opisują posiadane przez nas doświadczenie, umiejętności, cechy i wiedzę. Przy wyborze nie należy kierować się jedynie nazwą stanowiska, a raczej zakresem obowiązków i odpowiedzialności. W każdym ogłoszeniu rekrutacyjnym znajdują się wymagania kluczowe, które musimy spełnić, oraz pożądane, które można potraktować bardziej elastycznie. Do tych pierwszych, należą: znajomość języka obcego, doświadczenie i wykształcenie. Z reguły nie powinno się odpowiadać na oferty pracy, jeżeli nie spełniamy więcej niż jednego wymagania.

Badania dowodzą, że na pierwszym etapie rekrutacji czytający „skanuje wzrokiem” CV kandydata przez ok. 20 sekund. Jeżeli znajdzie odniesienia do wymagań obowiązkowych wczytuje się głębiej. Jeżeli nie, najczęściej odrzuca aplikację. Kolejny etap analizy CV to sprawdzenie w jakim stopniu jest ono powiązane ze stanowiskiem. Resume, które zdobywa zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną podkreśla najważniejsze, silne strony kandydata, jest wyraźnie powiązane z ogłoszeniem, ale także unika prezentacji szczegółów nie powiązanych ze stanowiskiem. Dlatego też powinniśmy za każdym razem sprawdzić czy nasze CV koresponduje z konkretnym ogłoszeniem, czy zawiera słowa kluczowe odnoszące się do oczekiwań pracodawcy, a jeżeli nie, koniecznie je dostosować.

„Jeżeli zamiast oczekiwanych 3 lat doświadczenia na danym stanowisku mamy tylko 2 lata, zgłaszajmy swoją kandydaturę. Tym bardziej gdy ten niewielki brak możemy zrekompensować dodatkowymi umiejętnościami, dyplomami czy też lepszą niż wymagana znajomością języka. Podobnie jest jeśli pracodawca oczekuje doświadczenia w danej branży, a my pracowaliśmy w branży pokrewnej. Jeżeli natomiast wymagana jest biegła znajomość języka angielskiego, a my słabo władamy tym językiem sprawdźmy uważnie opis stanowiska. Może nadzoruje ono pracę osób z różnych państw? W takim przypadku, jeżeli nie znamy języka na wysokim poziomie, nie będziemy mogli wypełnić obowiązków, a więc nie wysyłajmy CV” doradza Piotr Dziedzic, dyrektor w polskim oddziale międzynarodowej firmy rekrutacyjnej Page Personnel.

„CV, które wygrywa z konkurencją jest przede wszystkim dopasowane do opisu stanowiska i przejrzyste. Bardzo ważne jest także skoncentrowanie na unikalnych, wyróżniających osiągnięciach prezentujących wkład kandydata w rozwój organizacji, uzyskane wyniki, rozwiązane problemy, udoskonalone procesy lub pozyskanych klientów. Tam, gdzie to możliwe, warto wyrażać swoje osiągnięcia w liczbach, procentach lub kwotach” – doradza Piotr Dziedzic z Page Personnel.

Więcej: http://www.moja-praca.egospodarka.pl/10 ... ,46,1.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Wiemy, o co pytają na rozmowie kwalifikacyjnej w Amazon
Obrazek
Amerykański gigant e-commerce Amazon.com zatrudni w Polsce 6 tys. osób. W okolicy Wrocławia i w Poznaniu mają stanąć 3 olbrzymie centra logistyczne spółki, które ruszą w 2014 r. - donosiły media kilka tygodni temu. Dla tych, którzy chcą aplikować do pracy w Amazon podpowiadamy, jak należy przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej.

Do 5 nowych centrów (3 powstaną w Polsce, a 2 w Czechach) amerykański sklep internetowy chce przenieść z Niemiec dystrybucję swoich towarów i będzie stąd obsługiwał znaczną część zachodniej Europy. W 3 polskich centrach Amazon będzie miał 6 tys. stałych pracowników, a w sezonie zatrudni jeszcze 9 tysięcy.

A to oznacza największy w historii pod względem etatów projekt w Polsce wyliczając, że jeszcze nigdy żadna firma nie obiecała zatrudnienia 15 tys. osób (w tym 9 tys. pracowników tymczasowych w sezonie przedświątecznym). Szansa na znalezienie pracy jest więc spora. Na jakie pytania trzeba się przygotować, żeby odnieść sukces w rekrutacji?

16 pytań, które padają na rozmowie o pracę w Amazon

1. Czy wiesz, jak nazywa się prezes firmy? Jak wymówisz jego nazwisko?

2. W jaki sposób rozwiążesz problemy, gdybyś był/była z Marsa?

3. Opisz sytuację, w której musiałeś/aś kogoś przeprosić.

4. Jaka była najgorsza sytuacja, z którą miałeś/aś kiedykolwiek do czynienia i jak sobie z tym poradziłeś/aś?

5. W jaki sposób wycenia się książki w Amazon?

6. Kto był twoim najtrudniejszym klientem?

7. Pracujesz w Amazon i Samsung oferuje 10 tys. sztuk Samsung Galaxy 3s na 34 proc. zniżki. Czy to dobry interes?

8. Jaki jest najgorszy błąd, który popełniłeś/aś?

9. Co byś zrobił/a, gdybyś dowiedział/a się, że najbliższy przyjaciel w pracy kradnie?

10. Jeśli twój bezpośredni kierownik, wyda ci polecenie zrobienia czegoś, z czym się nie zgadzasz, jak zareagujesz?

11. Co według ciebie oznacza Human Resource?

12. Jak sprawdzisz, czy dane słowo jest palindromem?

13. Oto ciąg o numerach od 1-250 w losowej kolejności, ale brakuje jednego numeru. Jak znajdziesz pominięty numer?

14. Czy jesteś gotów do pracy na nogach przez dziesięć godzin, cztery dni w tygodniu?

15. Co byś zrobił/a, gdybyś zobaczył/a, że ktoś pracuje w niebezpiecznych warunkach?

16. Jak wytłumaczysz klientowi, co to jest Wi- Fi?

źródło: http://praca.wp.pl/title,Wiemy-o-co-pyt ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Najtrudniejsze pytanie na rozmowie kwalifikacyjnej. Jak się cenią kandydaci do pracy?
Obrazek
Powiem za mało, będę frajerem, powiem zbyt dużo, wystraszę ich i nie odezwą się do mnie - niemal każdy, kto rozmawia z przyszłym pracodawcą, ma kłopoty z wycenieniem swojej pracy. Całe rzesze kandydatów do pracy mają tendencję do zawyżania lub zaniżania swoich oczekiwań finansowych.

Wielu kandydatów twierdzi, że pytanie o zarobki jest najtrudniejszym podczas całej rozmowy kwalifikacyjnej. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli poda kwotę nieadekwatną do swoich kompetencji, pracodawca może nie być skłonny do prowadzenia dalszych rozmów.

- Rozmowa o wynagrodzeniu przysparza wielu kandydatom sporo wyzwań. Wielu z nich ma wątpliwości, czy nie „przestrzeli się” z oczekiwaniami lub nie poda kwoty zbyt niskiej. Duża część tych osób po prostu też nie potrafi wycenić swojej oferty dla pracodawcy - mówi Beata Kapcewicz, prezes Zespołu Architekci Kariery. - Wynagrodzenie jest bezpośrednio związane z wartością, jaką pracodawcy widzą w naszej ofercie. Jeden będzie skłonny zapłacić więcej, inny mniej. Warto pamiętać, że im bardziej pracodawca nas potrzebuje i widzi wartość w naszych kompetencjach, tym większą cenę jest gotowy za nie zapłacić.

Więcej: http://praca.wp.pl/title,Najtrudniejsze ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Od nowego roku dodatkowe wsparcie dla kobiet wracających po macierzyńskim do pracy

Od 2014 r. będą obowiązywały nowe rozwiązania, które mają wesprzeć kobiety w powrocie na rynek pracy. Jednym z nich będzie grant na telepracę instrument zachęcający pracodawcę albo przedsiębiorcę do zatrudnienia w formie telepracy bezrobotnych rodziców powracających na rynek pracy.

- W Polsce, podobnie jak w innych krajach, kobiety to jest lepiej wykształcona grupa i szkoda, żeby godzić się na ich bierność zawodową. Dlatego muszą powstawać programy, które będą pomagały łączyć obowiązki rodzinne z zawodowymi i wracać na rynek pracy chociażby w niepełnym wymiarze czy też w takich formach niestandardowych jak telepraca - mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Nowe rozwiązania prawne dotyczące pomocy dla kobiet, które po wychowaniu dziecka chcą wrócić do pracy, wejdą w życie w 2014 r. Będzie to między innymi o grant na telepracę, czyli instrument kierowany do pracodawcy albo przedsiębiorcy za zatrudnienie w formie telepracy bezrobotnych rodziców powracających na rynek.

Rodzice ci muszą wychowywać co najmniej jedno dziecko w wieku do 6 lat. Grant będzie można też otrzymać za zatrudnienie bezrobotnych, którzy zrezygnowali z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej z uwagi na konieczność sprawowania opieki nad osobą zależną.

Na podstawie umowy zawartej ze starostą pracodawca albo przedsiębiorca otrzyma z Funduszu Pracy grant do wysokości 6-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę brutto na utworzenie stanowiska pracy dla bezrobotnego rodzica lub bezrobotnego sprawującego opiekę nad osobą zależną. Pracodawca w umowie zagwarantuje utrzymanie zatrudnienia przez 12 miesięcy w pełnym wymiarze czasu pracy lub przez 18 miesięcy w wymiarze połowy etatu w przypadku niewywiązania się z tego warunku, będzie musiał zwrócić grant z odsetkami ustawowymi liczonymi od dnia jego otrzymania. Pracodawcy otrzymają także świadczenie aktywizacyjne z Funduszu Pracy za zatrudnienie skierowanych przez powiatowy urząd pracy bezrobotnych, powracających na rynek pracy po przerwie związanej z wychowywaniem dziecka (np. po urlopie wychowawczym) oraz za bezrobotnych, którzy zrezygnowali z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej z powodu konieczności sprawowania opieki nad osobą zależną.

Świadczenie to będzie wypłacane pracodawcy przez 12 miesięcy (w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia) lub 18 miesięcy (w wysokości 1/3 minimalnego wynagrodzenia) za zatrudnienie bezrobotnego rodzica lub bezrobotnego sprawującego opiekę nad osobą zależną. Pracodawca zagwarantuje zatrudnienie takiego bezrobotnego przez kolejne 6 lub 12 miesięcy. W przypadku niewywiązania się z tego zobowiązania, też będzie musiał zwrócić uzyskane świadczenie wraz z odsetkami ustawowymi.

Świadczenie aktywizacyjne nie będzie przysługiwało w przypadku uzyskania przez pracodawcę prawa do pożyczki z Funduszu Pracy na utworzenie miejsca pracy. Pracodawca będzie musiał zatem wybrać, czy ubiegać się o to świadczenie, czy o pożyczkę z Funduszu Pracy.

- Praca w domu może być atrakcyjną metodą łączenia obowiązków rodzinnych z zawodowymi, natomiast cały czas mimo że jest uregulowana od 2007 roku nie umie się przebić do świadomości. Chcielibyśmy, żeby co roku około 2-3 tysięcy kobiet mogło podejmować taki grant na telepracę - podkreśla wiceminister Męcina.

Wiceminister dodaje, że nowe formy pomocy będą połączone z nowym modelem pracy samych pośredniaków.

źródło: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Od-nowe ... 83058.html
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Google [Bot]  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM