Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D
Botnet

Post autor: NEVIL »


Gang botnetów - jak armie komputerów-zombie zagrażają sieci
Obrazek
Internet to niebezpieczne miejsce - do sieci podłączonych są miliony maszyn, które w każdej chwili mogą przeprowadzić niszczycielskie ataki na wybrany cel. Maszyn, których właściciele nie będą zdawać sobie sprawy, że pośrednio biorą udział w np. napadzie na bank.

Internet jest niczym Dziki Zachód - na tych, którzy nie boją się działać bezprawnie, czekają wielkie pieniądze. Oczywiście istnieje ryzyko złapania, ale tak jak dawniej na pograniczu Stanów Zjednoczonych, tak i w sieci szeryfowie mają utrudnioną robotę. Szczególnie, jeśli mają ścigać e-bandziorów operujących z Rosji czy Białorusi.

To, co jednak odróżnia internet od Dzikiego Zachodu, to możliwości. Nawet najsłynniejsze gangi nie były masowe i mogły uprzykrzać życie tylko w jednym zakątku globu. Tymczasem w sieci e-przestępcy mają na swoje zawołanie całe armie, które mogą uderzyć jednocześnie cele rozsiane po całym świecie. I co ciekawe, chętnie zaoferują swoje usługi temu, kto jest gotów za nie zapłacić.

Armie botów

Termin botnetów przewija się w niemal każdym newsie o cyberbezpieczeństwie. Nie bezpodstawnie - botnety są bronią. Przestępca bez botnetu jest niczym rabuś bez pistoletu lub noża. To dzięki nim możliwa staje się większość internetowych przestępstw.

Botnety robią ogromny użytek ze swojej skali - to wielkie sieci tysięcy (jeśli nie milionów) zainfekowanych komputerów. W momencie, kiedy na maszynę pechowego, nieraz przypadkowego użytkownika, zawita trojan, złośliwe oprogramowanie robi wszystko, żeby połączyć się z serwerem sterującym (C&C, Command and Control) i otrzymać instrukcję działania od swojego "pana”. Oczywiście całość przebiega bez wiedzy pechowej osoby.

Od przestępcy zależy, jak wykorzysta zainfekowane komputery. Może po prostu wykraść hasła i pliki z komputerów - niezwykle przydatne w szpiegostwie przemysłowym. Może jednak także przeprowadzić atak DDoS - w każdej chwili może rozkazać tysiącom komputerów, żeby jednocześnie starały się połączyć z określoną stroną/serwerem. Nagły wzrost obciążenia może skutecznie położyć nawet najlepsze konstrukcje. No i zawsze pozostaje rozsyłanie spamu.

Wszystko można kupić

Obrazek
Jak zauważa Fortinet, firma zajmująca się rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa, minęły już czasy samotnych hakerów. Teraz dominują zorganizowane grupy przestępcze, które mają hierarchiczną strukturę, z "zarządem” na górze i szeregowymi "mułami” na dole. Nad nowymi trojanami i wirusami nieraz pracują wysokiej klasy specjaliści, którzy dbają o to, żeby złośliwego oprogramowania nie dało się łatwo unieszkodliwić. Z czego te organizacje się utrzymują?

Z jednej strony mogą oczywiście dokonywać oszustw finansowych (w tym okradać konta bankowe) albo doić reklamodawców (poprzez zgarnianie pieniędzy za puste kliknięcia botów w reklamy). Mogą jednak także przyjmować... zlecenia.

Stworzenie własnego botnetu nie jest zbyt skomplikowane. Od kiedy w 2011 roku wyciekł kod źródłowy Zeusa, jednego z groźniejszych trojanów, powstał cały rynek zajmujący się tworzeniem jego "spersonalizowanych” wersji. Wystarczy zapłacić już 200 dolarów, aby otrzymać swojego własnego Zeusa. Jeśli zaś mamy do dyspozycji kilka tysięcy, możemy wynająć istniejącą sieć botów i... otrzymamy nawet całodobowe wsparcie techniczne!

Jeśli jednak nie chcemy być bezpośrednio zaangażowani w działalność botnetów, zawsze możemy zlecić jakiś atak. Choć może to brzmieć paradoksalnie, to przestępczość, jak "każdy inny biznes”, podlega prawom rynku. Technologia się rozwija i przeprowadzanie wielu operacji jest coraz tańsze. I tak możemy zalać kogoś spamem miliona e-maili już za 10 dolarów, zlecić atak DDoS za 30 dolarów lub włamać się na konto pocztowe za 162 dolarów.

Walka skazana na porażkę?

Jeśli po usłyszeniu tych cen bardziej ogarnia Cię przerażenie niż chęć zlecenia przestępczej działalności, to nie martw się - jesteś w doborowym towarzystwie. Niestety, choć walka z botnetami trwa od lat, to wciąż nie została wygrana. Nie brakuje nawet głosów, że jest to przegrana sprawa.

Botnety potrafią być niezwykle niebezpieczne. W czasach, kiedy wyłączenie serwisu na kilka godzin może kosztować fortunę, ataki DDoS są naprawdę groźne. A co z wykradaniem loginów i haseł? Kradzież tożsamości czy wyczyszczenie konta bankowego to nie przelewki. Szpiegostwo przemysłowe niejedną firmę może kosztować miliony.

Nic więc dziwnego, że walka się toczy i czasami udaje się odnieść sukces, jak w zeszłym roku, kiedy FBI wyłączyło serwery sterujące trojanem DNSChanger (w Polsce w samym 2011 roku miał zainfekować 370 tys. maszyn). Grupy przestępcze jednak nie próżnują. Kiedy coraz częściej wyłapywano trojany po tym, że próbują nawiązać połączenie z serwerem C&C (ujawniając tym samym jego lokalizację), programiści zmodyfikowali je tak, żeby kontaktowały się między sobą metodą P2P (Peer2Peer, niczym popularne torrenty), dzięki czemu znacznie trudniej nawiązać źródło poleceń.

I choć walka trwa, to jednak nie ma raczej co liczyć, że botnety przejdą do historii. A to niestety oznacza, że w pogotowiu zawsze będzie czekać jakaś wirtualna armia, gotowa w ciągu godzin wyrządzić niewyobrażalne straty. Armia złożona z komputerów osób, które najczęściej nie zdają sobie sprawy, że ich komputery mają "drugą osobowość”.

źródło: http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... azaja.html
Obrazek

Informacje

  0 użytkowników  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM