Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Młodzi bez szans na pracę
Kształcimy socjologów i politologów, którzy potem pracują na zmywaku w Londynie. Specjalistów od zarządzania mamy kilka razy więcej niż firm, którymi można byłoby zarządzać – donosi "Dziennik Polski".

Już 40 proc. młodych ludzi w północnej Małopolsce nie ma pracy. W kraju odsetek ten wynosi 28 proc. To wprawdzie sporo mniej niż w Hiszpanii i Grecji, ale dużo więcej niż w Skandynawii czy Niemczech. Naukowcy zwracają uwagę, że jest to ściśle związane z systemem edukacji. Tam, gdzie dominuje kształcenie ogólne, szaleje bezrobocie, a w krajach o nowoczesnym szkolnictwie zawodowym problemu nie ma.

Socjolog Marta Zahorska-Bugaj wspomina, że szkoły zawodowe zamykano na początku przemian, wraz z upadkiem państwowych fabryk, i po 1998 r., gdy szkolnictwo ponadpodstawowe przejęły powiaty. Ogólniaki okazały się tańsze w utrzymaniu. "Mamy w kraju 35 wydziałów prawa i tylko dwie szkoły dekarskie" – mówił mec. Marcin Imiołek, sekretarz Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie.

Zdaniem Artura Paska z Kuratorium Oświaty w Krakowie samorządy powinny reglamentować liczbę miejsc w liceach, ustalając minimalną liczbę punktów, z jaką można się tam dostać. Dziś wiele szkół nie ma limitów, więc do LO może pójść każdy.

źródło: http://biznes.onet.pl/praca/mlodzi-bez- ... news-detal
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów:

~Edi -

Pisowskie tłuki nigdy nie znajda pracy chyba że jak Hofman załatwi żonce sztuczne stanowisko w kghm. Weźcie się tłuki do roboty bo na Wasze zasiłki tyrają tak pogardzane przez Was lemingi
-------------------

~Kret5296 -

Po pierwsze - co z tego, że 0,01 % pracowników jest rozchwytywana, skoro 30 % w ogóle nie może znaleźć pracy odpowiedniej dla siebie i dla pracodawcy. Po drugie - nasze władze (Sejm z Senatem i Prezydentem; rząd; komisja trójstronna i związki zawodowe(?!) już zadbały o to aby pracownik pracował na taką umowę o pracę jaką mu zaproponują, tyle godzin ile mu każą i za takie wynagrodzenie jakie mu dadzą!!! Przecież jakieś przywileje pracownicze to wymysł komuny, a nie wolnego rynku!!!
-----------------------
~paweł cz=wa -

ja zostałem zwolniony z dnia na dzień, jak mnie pracodawca zatrudniał obiecywał że po miesiącu mnie zatrudni na umowę o pracę wynagrodzenie 2000 zł, po miesiącu odwidziało mu się to , potem stwierdził że nie może mnie zatrudnić dalej i tak zyskał ponad półtora miesiąca ZUS-u w kieszeni, tacy są pracodawcy w polsce !!!dodam ze mam 29 lat i dwa miesiące zarejestrowanej pracy , reszta to praca na czarno ...

===================

Specjaliści i menedżerowie nie muszą szukać zatrudnienia. Są zasypywani ofertami pracy
Doświadczeni specjaliści i menedżerowie nie muszą się obawiać o pracę. Z danych firmy Antal International wynika, że mogą przebierać w ofertach pracy - najlepsi otrzymują ich 11 rocznie. W konsekwencji mają coraz większe wymagania wobec pracodawców.
Obrazek
- Zainteresowanie najlepszymi specjalistami zależy od branży. Przykładowo branża niszowi specjaliści z branży IT są rozchwytywani. W branży produkcyjnej trudniej jest znaleźć zatrudnienie, bo jest większa podaż kandydatów na rynku - mówi Agencji Informacyjnej Newseria Aleksandra Kujawa, menedżer IT z firmy Antal International.

Z 3. edycji badania "Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy", przeprowadzonego przez Antal International wynika, że specjaliści z branży IT mogą liczyć średnio na 11 ofert pracy rocznie. Pozostałe grupy zawodowe otrzymują średnio 6 takich propozycji, z wyjątkiem przedstawicieli obszaru administracji i prawa.

- Większość kandydatów poszukuje pracy biernie, co oznacza, że nie odpowiadają na ogłoszenia, nie zaznaczają na profilach społecznościowych, że są otwarci na zmianę pracy, co nie zmienia faktu, że gdy head hunter czy wewnętrzny dział personalny skontaktuje się z nimi, chętnie rozważą daną ofertę pracy. Około 30-40 proc. co roku jest takich kandydatów, którzy aktywnie szukają, ponad 50 proc. to są kandydaci biernie podchodzący do rynku pracy - zauważa Aleksandra Kujawa.

Z badania wynika, że 15 proc. pracowników średniego i wyższego szczebla w ogóle nie poszukuje nowego zatrudnienia. Wśród specjalizacji do grupy osób nieposzukujących pracy należą najczęściej specjaliści i menedżerowie z obszaru: IT (21 proc.), HR (20 proc.) oraz finansów i księgowości (16 proc.).

- Obecnie w działach personalnych, księgowości, branży IT obserwujemy niechęć do zmiany pracy. Kandydaci są zadowoleni z atmosfery w pracy, są lojalni w stosunku do swojego pracodawcy, ale też zadowoleni z wynagrodzenia. To jest bardzo ważny motywator - podkreśla Aleksandra Kujawa.

Najczęstszym czynnikiem motywującym do pozostania w obecnej firmie (54 proc.) jest atmosfera i relacje personalne w firmie. Równie ważne jest otrzymywane wynagrodzenie (52 proc.). Prawie co drugi badany zwraca uwagę także na brak atrakcyjnych ofert pracy na rynku.

Fakt, że specjaliści i menedżerowi nie mają większych trudności ze znalezieniem pracy nie oznacza, że nie muszą podnosić swoich kwalifikacji.

- Specjaliści i menedżerowie powinni przede wszystkim rozwijać kompetencje językowe, doszkalać się, uzyskiwać konkretne certyfikaty, które pozwolą im dostosować się do rynku i zmian w prawie w swoich branżach - podsumowuje Aleksandra Kujawa.


źródło: http://praca.interia.pl/news-specjalisc ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz pod artykułem:
aaa
W efekcie liczba bezrobotnych, którzy znaleźli się w ewidencji pośredniaków z winy zakładów pracy, urosła w końcu czerwca do ponad 115 tys. (licząc także tych, którzy stracili pracę w ubiegłym roku i dotychczas nie znaleźli etatu). Tak dużo tego rodzaju osób bez zajęcia nie było od ośmiu lat.

Bardzo mądre zdanie. To nie PUP-y generują bezrobocie, one tylko rejestrują tych którzy zostali zwolnieni.
Biorę produkt do reki i czytam Made in Germany, myślę sobie no tak, Niemcom się opłaca robić a nam nie. Rząd oddał stocznie, oddał banki, odda LOT, a gdzie ludzie mają pracować ??

Nikt nie podniesie ręki na PUP-y, bo to jest licznik bezrobocia, które w końcu wyjdzie na ulice...

==============================
Firmy nie będą ciąć, a bezrobocie wzrośnie. Na rynku pracy pojawi się 400 tys. absolwentów
Obrazek[/size]
Od stycznia do końca czerwca w pośredniakach zarejestrowało się 88,5 tys. osób, które straciły pracę z powodu upadłości firm lub ich likwidacji, kłopotów finansowych przedsiębiorstw albo zmian organizacyjnych, produkcyjnych i technicznych – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz resortu pracy.

W pierwszym półroczu z winy zakładów pracy trafiło na bruk ponad dwa razy więcej pracowników niż w tym samym okresie ubiegłego roku.
W efekcie liczba bezrobotnych, którzy znaleźli się w ewidencji pośredniaków z winy zakładów pracy, urosła w końcu czerwca do ponad 115 tys. (licząc także tych, którzy stracili pracę w ubiegłym roku i dotychczas nie znaleźli etatu). Tak dużo tego rodzaju osób bez zajęcia nie było od ośmiu lat.

Zwolnienia dotknęły pracowników różnych branż. Na przykład w firmach energetycznych, w których liczba pracujących przekracza dziewięć osób, zatrudnienie zmniejszyło się w pierwszym półroczu aż o 4 tys., w przemyśle odzieżowym o 2 tys., w hutnictwie o 1 tys., a w budownictwie o okrągłe 20 tys. Pracę tracili także pracownicy m.in. firm kolejowych, ubezpieczeniowych, telekomunikacyjnych i banków.

– To efekt tego, że przedsiębiorstwa dostosowywały zatrudnienie do zdecydowanie słabszej niż przed rokiem koniunktury gospodarczej i do spadającego popytu – wyjaśnia Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP.

Jakie są perspektywy na rynku pracy? Według danych GUS 432 zakłady pracy zadeklarowały zwolnienie w najbliższym czasie 33,9 tys. pracowników. – Część firm, zwłaszcza produkcyjnych, które są zorientowane na eksport, może się z tych planów wycofać, bo można już dostrzec sygnały poprawy koniunktury gospodarczej zarówno w kraju, jak i za granicą – twierdzi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku. Wskazuje na to między innymi wyraźnie większy, niż się spodziewali nawet optymiści, wzrost produkcji przemysłowej, który w czerwcu wyniósł w naszym kraju w skali roku 3 proc.

Jednak choć fala zwolnień w zakładach może powoli wygasać, to sytuacja na rynku już od września może się znacznie pogorszać. Przede wszystkim dlatego, że ok. 400 tys. absolwentów różnego typu szkół będzie szukać zajęcia, tymczasem firmy tworzą mało nowych miejsc pracy. Należy się zatem spodziewać wzrostu bezrobocia. – W końcu roku może ono wzrosnąć do 14,2 proc. z 13,2 proc. w czerwcu – ocenia Sędzimir.

źródło: http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i- ... entow.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Bardzo dobre rozwiązanie.
===================

Przyszły urzędnik dowie się, ile zarobi
Powstanie ogólnopolska baza ogłoszeń o wolnych stanowiskach pracy w instytucjach publicznych. Każda taka jednostka będzie musiała przesyłać swoje oferty zatrudnienia do urzędu pracy - pisze "Rzeczpospolita".

Takie zmiany przewiduje najnowsza wersja projektu nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która trafiła do uzgodnień międzyresortowych.

W efekcie w jednym miejscu w internecie będzie można znaleźć ogłoszenia o naborze do korpusu służby cywilnej, na urzędników samorządowych, a także do szkół, przedszkoli i szpitali.

Nowością jest to, że w każdym anonsie ma być informacja o wysokości proponowanego wynagrodzenia brutto. "Obowiązek upubliczniania zarobków może się przełożyć na skuteczność naboru. Kandydaci nie będą już tracić czasu na gromadzenie dokumentów i uczestniczenie w rozmowach o pracę, z której by zrezygnowali ze względu na zbyt niską dla nich pensję" - mówi Wojciech Zieliński z kancelarii premiera.

Jak wylicza "Rz", teraz co piąty nabór w służbie cywilnej jest nieskuteczny. Bo choć dużo osób ubiega się o stanowiska (średnio 35), to wiele rezygnuje, gdy dowiaduje się, ile ma zarabiać.

źródło: http://praca.wp.pl/title,Przyszly-urzed ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Niedouczeni, roszczeniowi, niepotrzebni - studenci

Mówili mi, że jak skończę studia biznesowe to świetlana przyszłość przede mną. Mama cały czas powtarzała – idź na studia synku, ucz się, a zostaniesz „kimś”. Dowiesz się, jak robić pieniądze, założysz firmę i będziesz ży
ł.

(...) - Studenci coraz częściej ulegają kulturze lenistwa i wręcz żądają obniżenia wymagań, a uczelnia sprowadza się do automatu do wydawania dyplomów - konstatuje w wypowiedzi dla „Newsweeka” prof. Zbigniew Mikołejko z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie.

Oszukują się więc sami studenci. Wydaje się im, że wystarczy iść na studia i skończyć z papierkiem, żeby tydzień po graduacji zasiąść na ciepłym stołku za średnią krajową. Dziś już w trakcie studiów trzeba się angażować w niestandardowe działania, pomagać w organizacji eventów, podejmować praktyki (u nas najczęściej darmowe, albo za bułkę, ale co tam). Warto też udzielać się w organizacjach studenckich, tworzyć ciekawego bloga itp. Słowem pracować na to, żeby już w momencie ukończenia studiów móc się pochwalić wymiernymi osiągnięciami. Innymi, niż tylko piątka w indeksie i dyplom ukończenia uczelni z wyróżnieniem. Inaczej roszczeniowa postawa absolwenta, nawet uznanego kierunku biznesowego, szybko ulegnie przykrej konfrontacji z oczekiwaniami pracodawcy. Z tego samego badania wynika, że polscy absolwenci ograniczyli ostatnio swoje oczekiwania. W pierwszej pracy chcieliby zarabiać co najmniej 3 tys. zł miesięcznie, 200 zł mniej niż w 2012 r. Mniej od Polaków oczekują po studiach tylko Bułgarzy i Rumuni. Jednak Czesi oczekują znacznie wyższego wynagrodzenia - chcą po studiach dostawać średnio w przeliczeniu na złotówki 4,6 tysiąca złotych. (...)

(...) - Politycy mają wręcz obsesję na punkcie zwiększania liczby studentów, bo im ich więcej, tym więcej absolwentów, a im więcej absolwentów, tym ich zdaniem lepiej wyedukowane społeczeństwo – stwierdza profesor.
Żaden sejmowy mędrzec nie dopuszcza nawet do siebie myśli, że im więcej osób studiuje, tym studia są mniej warte. Academic Ranking of World Universities klasyfikuje corocznie (od 2003 roku) pięćset najlepszych uczelni świata. W rankingu znalazły się tylko trzy polskie uczelnie. Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński lokują się systematycznie w czwartej setce, a Uniwersytet Wrocławski dwukrotnie pojawił się na liście w setce piątej. Nie ma w nim żadnej polskiej uczelni technicznej. Z kolei w rankingu Times Higher Education i Thomson Reuters z 2012 r. na liście 400 uniwerków znalazły się tylko dwa polskie – Uniwersytet Jagielloński – na 318. miejscu i Uniwersytet Warszawski – na 348. miejscu. (...)

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/5825-niedo ... i-studenci
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Lepiej być ślusarzem niż politologiem. Szok na UW

To studenci przejrzeli na oczy czy najlepszą politologię w kraju dotknął niż demograficzny? Na Uniwersytecie Warszawskim pierwszy raz zdarzyło się, że na darmowe studia politologiczne nie było wystarczająco dużo chętnych. Tu i na wielu innych kierunkach humanistycznych, też na UKSW, trzeba powtarzać rekrutację


(...) - Kiedy zaczynałem politologię, profesorowie rozpościerali przed nami świetlane wizje: że to elitarne studia i uczelnia, że możemy pracować w administracji publicznej, samorządowej, w marketingu, w agencjach PR. A dziś mogę powiedzieć, że lepiej być ślusarzem niż politologiem - stwierdza Piotrek. To nawiązanie do słów premiera Donalda Tuska, który w zeszłym roku powiedział: "Gdybym miał wybierać, wolałbym być dobrze zarabiającym spawaczem niż wiecznie bezrobotnym politologiem". (...)

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... na_UW.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Ranking: W którym mieście zarobisz najlepiej?
W 2012 roku mediana całkowitego wynagrodzenia brutto wyniosła 4000 zł. Wyższe zarobki otrzymywali mieszkańcy Warszawy, Gdyni i Gdańska. W których miastach płace były najwyższe?
Obrazek
Według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego w 2012 roku przez Sedlak & Sedlak, najwyższe zarobki otrzymywały osoby zatrudnione w Warszawie. Mediana całkowitego wynagrodzenia brutto w stolicy naszego kraju wyniosła 6000 zł.

- Na wysokie płace w mieście stołecznym wpływ ma przede wszystkim obecność największych polskich i zagranicznych przedsiębiorstw oraz inna struktura zatrudniania. W stolicy pracuje zdecydowanie większy odsetek specjalistów, kierowników oraz dyrektorów niż w innych częściach naszego kraju - komentuje Sylwia Rębisz z Sedlak & Sedlak.

Na kolejnych miejscach znalazły się dwa trójmiejskie ośrodki - Gdynia (4545 zł) i Gdańsk (4500 zł). - Już od wielu lat Trójmiasto zajmuje czołowe pozycje w rankingu płac. Jest to przede wszystkim zasługa działania dużych przedsiębiorstw - w tym spółek Skarbu Państwa - dodaje Rębisz.

Tuż za podium znalazł się Wrocław (4500 zł), w którym z roku na rok wynagrodzenia są większe. Miasto jest dobrze postrzegane przez inwestorów. W ostatnim czasie rozwinął się tu przemysł wysokich technologii.

Kolejne, 5. miejsce zajął Poznań z medianą wynagrodzenia całkowitego brutto równą 4500 zł. Swoją pozycję zawdzięcza obecności wielkich, zagranicznych przedsiębiorstw przemysłowych. Należy jednak podkreślić, że w stolicy wielkopolski silnie rozwinięty jest przemysł motoryzacyjny, który niestety boryka się z coraz większymi problemami.

Na kolejnych miejscach znalazły się kolejno: Kraków (4200 zł), Katowice (4000 zł), Gliwice (4000 zł) i Szczecin (3992 zł). Dziesiątkę zamyka natomiast Łódź, w której mediana wynagrodzeń wyniosła w 2012 roku 3700 zł.


Czytaj więcej na http://praca.interia.pl/zarobki/news-ra ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Najgorsze prace dla młodych
Oto przewodnik, żebyś wiedział, czego się spodziewać. Kolejność przypadkowa, bo czymkolwiek się zajmiesz, będziesz żałować.
Obrazek
Skończyłeś wreszcie studia i bardziej niż tlenu potrzebujesz pracy. Szukasz, rozglądasz się, wysyłasz CV - przecież musi się znaleźć ktoś, kto będzie szczęśliwy, mogąc zatrudnić takiego orła jak ty. Z dumnym i błyszczącym nowością tytułem "mgr" przed nazwiskiem. Ale jakoś tak się składa, że nikt nie potrzebuje dobrze wyedukowanego dyrektora. Ostatnia nadzieja w internetowych pośredniakach pracy.

Zanim jednak wybierzesz sobie coś z listy podsuwanej skwapliwie przez portale, dobrze się zastanów. Może lepiej zapożyczyć się na tani przelot do Irlandii. Bo jeśli nie masz kochającego wujka mocno zaczepionego w Platformie albo stryjka będącego prezesem państwowej spółki, każda praca, jaką uda ci się dostać, będzie kiepska. Mówiąc wprost: tak kiepska, że po dwóch dniach pozazdrościsz fuchy babci klozetowej na dworcu kolejowym Warszawa Gdańska. Jej - babci - największym problemem jest to, że pod ziemią nie odbiera komórka i tnie się internet. Twoim będzie nieustanna jazda po sinusoidzie letalnych emocji: albo będziesz chciał kogoś zamordować, albo samemu umrzeć.

Przygotowaliśmy dla ciebie krótki przewodnik po dostępnych dla młodych ludzi zajęciach, żeby było jasne, czego się możesz spodziewać. Kolejność przypadkowa, bo trudno zdecydować, co jest najgorsze. Umówmy się: każda z tych robót to zgroza. Którąkolwiek weźmiesz, będziesz żałować.

Pracownik call center

Zanim pójdziesz pierwszego dnia do roboty, kup penaten na odparzone pośladki, kilka litrów napoju energetycznego (żeby nie zasnąć przez 14 godzin dniówki), które będziesz przegryzał tabletkami uspokajającymi. Będzie ci to potrzebne, bo zanim wrzask dobiegający ze słuchawki typu: "K...wa, wy j...ni złodzieje, będziecie rzygać krwią", przestaniesz brać do siebie, minie trochę czasu. Wtedy zresztą będziesz potrzebować troskliwej pomocy psychiatry. Bo znienawidzisz ludzi, zwłaszcza starszych, którym trzeba po dwie godziny tłumaczyć najprostsze rzeczy - np. że karta do telewizji satelitarnej nie ma nic wspólnego z układaniem pasjansów. Jeszcze bardziej będziesz nie cierpieć gości typu Wesoły Bolek, którzy po paru browcach dzwonią na infolinię, żeby się zabawić twoim kosztem. I porozmawiać o seksie. A ty musisz odpowiadać stanowczo, lecz grzecznie. Jeden wybuch i już dostajesz po premii. Zaleta tej roboty: ograniczysz znacznie rachunki za komórkę, bo sama myśl o tym, że masz porozmawiać z kimś przez telefon, będzie napełniać cię obrzydzeniem.

Telemarketer sprzedawca


Tutaj nie tylko siedzisz na słuchawce i pozwalasz obrażać się klientom, musisz im jeszcze coś sprzedać. Najłatwiej schodzą wszelkie produkty związane ze zdrowiem, dietą i seksem. "Dzień dobry panu, chciałabym zaproponować nasz kanał rozrywkowy. Co panu najbardziej odpowiada: nimfetki czy dominy?" - większość facetów po 35. roku życia się na to bierze. Kobietom najlepiej wciskać diety (do 40. roku życia) oraz garnki (do lat 98, potem zainteresowanie czymkolwiek raptownie spada). Jeśli nie uda ci się niczego sprzedać, za cały dzień mielenia językiem i słuchania wyzwisk zarobisz 20 zł, a więc równie dobrze mógłbyś iść uczyć języka tumanów na lektoratach językowych (pod warunkiem, że masz już tytuł doktora nauk). Do swojej pracy będziesz dojeżdżać trzy godziny w jedną stronę, bo położona jest na absolutnych suburbiach, w gwarze taksówkarskiej określanych jako trzecia strefa. A najgorsze jest to, że będziesz siedział obok Staśka, który w życiu nie przeczytał żadnej książki, chciałby co weekend chodzić do jakiegoś modnego klubu i zapoznawać (właśnie tak!) ładne i łatwe dziewczęta. Z drugiej strony pracuje Violetta z włosami zafarbowanymi na czarno, która robi sobie kawę w używanym tekturowym kubku z Coffee Heaven i mówi "najsamprzód". Choć nimi gardzisz, oni zarabiają więcej od ciebie, bo mają entuzjazm i pozytywne nastawienie do pracy.

Traffic manager

Jeśli skusicie się, by aplikować na tę niezwykle atrakcyjną posadę, zaopatrzcie się w wygodne buty. I poddajcie się lobotomii, co pozwoli wam uśmiechać się radośnie - a tego będą od was bezwzględnie wymagać. Równie dobrze to stanowisko można by nazwać po prostu posadą gońca, gdyż głównym zadaniem będzie bieganie między działami i roznoszenie papierów. Z tą jednak różnicą, że na gońca nikt się nie wydziera, a na ciebie wszyscy będą się drzeć. Będziesz także nosić zamówione przez kogoś towary (bo gońca akurat boli głowa) i liczyć pieniądze. Jeśli rachunek nie będzie się zgadzał, zapłacisz z własnej kieszeni. Jak któryś zespół spóźni się z realizacją zadania, ty poniesiesz karę. W niektórych firmach do twoich obowiązków - bo tak rozumie to stanowisko szef - będzie także należało rozprowadzanie gości przychodzących do firmy po odpowiednich pokojach. Będziesz żałować, że nie skończyłeś informatyki, bo wówczas mógłbyś zostać traffic managerem w rzeczywistości komputerowej i twoja robota polegałaby na sporządzaniu statystyk wejść na stronę. I płaciliby ci cztery razy tyle. Ale magistrze zarządzania, sam tego chciałeś.

Office manager

W siermiężnej rzeczywistości (poza największymi koncernami) oznacza to, że siedzisz na recepcji i odbierasz telefony oraz odpowiadasz na e-maile. I za to ci oficjalnie płacą. Ale wymagać będą także, abyś w razie potrzeby - ale bez ekstra wynagrodzenia - potrafił zastąpić dowolnego pracownika. W wolnych chwilach prowadzisz więc księgowość, użerasz się z dostawcami, kontrolujesz inwestorów etc. I oczywiście parzysz kawę i herbatę. Musisz znać ze dwa języki obce, mieć prawo jazdy na ciężarówkę i licencję na samolot.

Ochroniarz, czyli cieć

Kiedyś była to posada dla intelektualistów i filozofów: siedziało się w stróżówce, czytało książki lub zapraszało kumpli na wódkę. Dziś to robota dla najbardziej zdesperowanych oraz pozbawionych poczucia wstydu. Siarą jest już to, że musisz założyć wieśniacki mundur. Jeśli postawią cię na eksponowanym miejscu w supermarkecie, możesz się spodziewać, że żaden znajomy już nigdy nie zaprosi cię na imprezę. Jeśli będziesz mieć szczęście, zamiast do sklepu trafisz do biurowca. Albo do pilnowania fabryki. Tam też nie pożyjesz ani nie pośpisz. Raz, że każdemu trzeba mówić dzień dobry (nie dotyczy to roznosicieli pizzy i tym podobnych, na nich ty możesz się powyżywać). Jeśli jest to w miarę nowoczesny obiekt, nocki będziesz spędzać, chodząc w kółko i odbijając kartę w punktach kontrolnych. Wygrasz los na loterii, jeśli postawią cię na budowie. Jest szansa, że w baraku z blachy będzie można się napić przed skończeniem pracy. Uwaga: każda kontrola kończy się odebraniem premii.

Rozwoziciel pizzy (chińszczyzny itp.)


Praca jeszcze gorsza od cieciowania. Mundurek, w jakim będziesz się pokazywać, jest jeszcze bardziej wieśniacki (kto je projektuje i dlaczego jeszcze nie zapadł wyrok skazujący za celowe poniżanie ludzi?). Miejsce na drabinie społecznej - kilka szczebli niżej. Czego dowodem jest choćby to, że ciecie i gońcy mają prawo na ciebie krzyczeć. Nigdy nikt z twojej pracy nie jest zadowolony: zawsze przyjedziesz za późno, jedzenie jest zimne i za drogie. Pięć razy w ciągu dnia znajdzie się klient, który nie będzie chciał zapłacić. Ze dwa razy dostaniesz po głowie i będziesz mieć szczęście, jeśli zabiorą ci tylko pizzę (chińszczyznę, kotlety), a nie skuter (rower, samochód), którym przyjechałeś. Jeśli dostaniesz złotówkę napiwku, musisz okazać wdzięczność, jeśli 5 zł, będzie trzeba pocałować dobrodzieja w rękę. Po tygodniu wymiotujesz na sam zapach pizzy (kebabu, kotleta etc.). To oznacza, że cały dzień zmagasz się z mdłościami niczym ciężarna w pierwszych miesiącach błogosławionego stanu. Zalety: nagle masz mnóstwo przyjaciół. Wprawdzie nie witają się z tobą, kiedy jesteś w pracy, ale często dzwonią. W nadziei, że załatwisz im ekstrazniżkę na pizzę (i tak dalej).

Kurier. Po prostu kurier

Wszystko jedno, czy twoja praca będzie polegała na rozwożeniu tego-co-trzeba samochodem, motocyklem, rowerem czy na autonogach, nie dasz rady bez wspomagaczy. Schemat jest jeden: meldujesz się w centrali (czyli zwykle na magazynie) bladym świtem, wracasz do domu po północy. Zleceń jest tyle, że nie masz czasu się wysikać i zjeść. Nie obsłużysz wszystkich, będzie po premii (albo w ogóle utną ci kasę za dniówkę). Twoją zmorą będą inni kierowcy, policja, ciecie w biurowcach. Jednak prawdziwym wrogiem staną się klienci: zwłaszcza ci na tzw. poziomie, którzy będą koniecznie chcieli przy tobie rozpakować paczkę (czy zamówienie OK, czy rzecz nieuszkodzona). Albo, co gorsza, przeczytać umowę, podkreślić flamastrem niezrozumiałe kwestie i je z tobą przedyskutować. Uważaj na psy - one się żywią twoim ciałem i strachem. Po dwóch tygodniach będziesz ludzkim zombi, będziesz myśleć tylko o spaniu.

Sprzedawca w sklepie


Ta robota w porównaniu z poprzednimi wydaje się synekurą. Pod warunkiem, że:
a) masz przytępiony słuch, wtedy nie oszalejesz na każdy dźwięk brzęczyka rozlegającego się za każdym razem, kiedy klient otwiera drzwi;
b) masz przytępiony węch, więc nie będziesz wymiotować za każdym razem, kiedy pojawi się śmierdzący nieprzetrawionym alkoholem interesant;
c) jesteś mistrzem (mistrzynią) w sprincie, a oprócz tego znasz kilka obezwładniających chwytów, żeby poradzić sobie ze złodziejami;
d) masz za sobą szkolenie, które pozwoli ci odróżnić podrabiane pieniądze od prawdziwych;
e) nie przeszkadza ci, kiedy ktoś na ciebie krzyczy, używając wyrazów obelżywych;
f) masz siłę słonia i zdrowy kręgosłup, żeby nie zemdleć z wycieńczenia i bólu przy dźwiganiu paczek z towarem.

A oprócz tego musisz się uśmiechać, mówić: "Dziękujemy za zakupy w naszym sklepie i zapraszamy ponownie!", znosić końskie zaloty szefa (szefowej).

Kasjer(-ka) w supermarkecie

Jak wyżej. Z tym że potrzebne ci będą pampersy, ale o tym już powszechnie wiadomo.
Praca w sieciówce ze śmieciowym jedzeniem

Obciachowe ubranko to twój najmniejszy problem. Podobnie jak odciski na dłoniach od mopa i poparzone tłuszczem ręce. Jakoś zniesiesz tych wszystkich, którzy zamawiając hamburgera, mają minę, jakby ordynowali homara, a potem narzekają, że nie masz wydać dwóch groszy. Mobbing ze strony gówniary po zawodówce, która dochrapała się stanowiska kierownika zmiany, też można przeżyć. Ale nie to, że śmierdzisz. I już zawsze będziesz śmierdzieć jak przypalona frytkownica. Ludzie się odsuwają od ciebie w autobusie. Sympatia nie dzwoni od czasu ostatniej randki i nie odbiera telefonu. Jest jednak jeden plus tej pracy: udało ci się zrzucić 10 kilo w przeciągu miesiąca. I jesteś wegetarianinem. Prawie nic nie wydajesz na jedzenie, więc nie masz problemu, żeby dotrwać do pierwszego.
Świeżo upieczony prawnik na stażu

Co mówi po studiach młody prawnik do młodego prawnika w pierwszej pracy? "Hamburger, frytki i cola raz" - pewnie znacie tego suchara. Ale jeśli ominęła was kariera w którymś ze słynnych barów (przepraszam, restauracji) i trafiliście do prawdziwej kancelarii, wcale nie znaczy, że będzie lepiej. Chyba że ktoś lubi biegać z korespondencją na drugi koniec miasta (przecież szef nie wyda 10 zł na kuriera), gnać po kawę do Starbucksa oraz po jedzenie do ulubionej restauracji z sushi pana mecenasa. To w dzień. W nocy trzeba będzie posiedzieć, porządkując akta, poszukać w Lexie odpowiednich przepisów. I w ogóle - załatwić papierologię spraw, w których meritum nikt cię nie wtajemniczy. Dlatego przez pierwszy rok będziesz żyć z piętnem idioty, który nic nie rozumie.

Wieczny stażysta

W obojętnie jakiej firmie. Jak wyżej. Z tą różnicą, że pracujesz (parzysz kawę, obsługujesz ksero, porządkujesz dokumenty) także w wakacje i święta. Bierzesz dyżury za innych. Czasem nawet ci trochę płacą. Kiedy się buntujesz i chcesz odejść, słyszysz, że za miesiąc, dwa na pewno dostaniesz etat. Ani się obejrzysz, jak razem z najlepszą koleżanką (kumplem) w mlecznym barze świętujecie twoje trzydzieste urodziny. I przekonujecie się nawzajem, że bycie hipsterem wymaga poświęcenia.

Menedżer niskiego szczebla

Jest, jest! Masz wreszcie tę robotę (to co, że na umowę-zlecenie) i tytuł młodszego specjalisty. Jednak w twoim życiu niewiele się zmienia. Dalej porządkujesz dokumenty i parzysz kawę. Ale dochodzi nowy obowiązek: robisz prezentacje w PowerPoincie dla każdego wyższego szczeblem w firmie, kto ci tylko każe. Dlatego już w ogóle nie śpisz. Pijesz tanie energetyki i zagryzasz tabletkami tussipectu (na amfetamię cię nie stać).
Opiekun klienta w banku

Pociąga cię zapach pieniędzy, możesz spróbować odpowiedzieć na jeden z bankowych anonsów opatrzonych dopiskiem "bez doświadczenia". Oficjalnie będziesz odpowiadać za bieżącą obsługę klientów w oddziale, pod warunkiem że ich "aktywnie pozyskasz". W praktyce wygląda to tak, że po miesiącu rodzina, przyjaciele, bliżsi i dalsi znajomi będą w panice uciekać na twój widok. Bo każdemu z nich zdążyłeś już wcisnąć po dwie karty kredytowe, rachunek oszczędnościowy, lokatę, kredyt hipoteczny i dwie chwilówki. A to za mało, żeby wyrobić normę. Małym problemem będzie fakt, że masz na sobie okropne ubranko, które według twojego pracodawcy wpływa na kształtowanie jego pozytywnego wizerunku - wyglądasz w nim jak wolontariusz Armii Zbawienia.

Pracownik działu windykacyjnego

Kiedy już pogrążysz setki osób i nie ma w okolicy nikogo głupiego, żeby mu sprzedać któryś z wyjątkowych produktów finansowych proponowanych przez twoją firmę, możesz sprawdzić się w innym dziale. Warunek: absolutny brak empatii i silny rys psychopatyczny. Najłatwiej jest przez telefon: "Dzień dobry, informuję, że zalega pani z ratą hipoteczną. Jeśli nie zostanie uregulowana w ciągu trzech dni, dom zajmie komornik, tak samo jak konto bankowe. Pójdzie pani z dziećmi żebrać na ulicę. Oj, proszę nie płakać, jest szansa, że zostaną szybko zabrane do domu dziecka. Tam się stoczą, po czym dołączą do pani, żeby pomóc zarabiać na ulicy. Im szybciej spłacicie zadłużenie, tym dla wszystkich lepiej. Życzę miłego dnia i do usłyszenia". Kiedy się wprawisz, zostaniesz dopuszczony do akcji bezpośredniej: windykowania w domu klienta. Twoje zarobki będą zależeć od tego, ile kasy uda ci się ściągnąć. W efekcie możesz zostać zamożnym człowiekiem. Ale uwaga: osobniki słabsze psychicznie lądują na oddziałach psychiatrycznych z objawami ostrej depresji. Próby samobójcze wśród początkujących windykatorów zdarzają się równie często, jak wśród dłużników.

Przedstawiciel handlowy/akwizytor

Robota dla mocnych w gębie i w nogach. Wszystko jedno, co sprzedajesz, musisz pamiętać o kilku podstawowych sprawach. Twój produkt jest najlepszy na świecie, dzięki niemu klient wyleczy trądzik i raka, będzie szczęśliwy i bezpieczny, tudzież wzbudzi zazdrość sąsiadów. Powtarzaj to nawet wtedy, kiedy leżysz z twarzą w błocie, a wściekły ochroniarz w biurowcu (krewki gospodarz, żul spod taniego baru) kopie cię po całym ciele. Noś przy sobie gaz pieprzowy i surowe mięso dla psów (nienawidzą domokrążców jeszcze bardziej niż listonoszy i gazowników). Jeśli wyjeżdżasz w teren, najlepiej znajdź partnera: jedna osoba zawsze siedzi w samochodzie z zapalonym silnikiem, żeby móc uciec. Jest 70 proc. ryzyka, że wezmą was za świadków Jehowy lub windykatorów. Bezpieczniejsza wersja tego zajęcia to organizowanie wycieczek do Częstochowy połączona z pokazem handlowym ("A teraz szanowni pielgrzymi nie wrócicie do domu, zanim nie zakupicie tych wspaniałych kocy z wielbłądziej wełny po 5 tys. zł sztuka, dzięki którym wasza podagra i zapalenie prostaty minie jak zły sen"). Ale w tym segmencie jest tak duża konkurencja, że trudno wyjść na swoje.

Dziennikarz

Pani od polskiego mówiła, że ładnie piszesz wypracowania, twojego bloga zasubskrybowało 20 osób (z czego połowa to ciocie i wujkowie), a na Fejsie masz 3 tys. znajomych, którzy lajkują twoje wpisy? Możesz spróbować zarabiać na swojej pasji i zostać dziennikarzem. Jeśli umiesz parzyć kawę i lubisz biegać po chińszczyznę do budki na rogu, może cię gdzieś przyjmą na próbę. Zaczniesz swoją karierę od robienia researchu, czyli zbierania materiałów dla starszych kolegów (zapłatą będzie umieszczenie twojego nazwiska na końcu tekstu czcionką wielkości 2 pkt). Kiedy zaczniesz pisać własne teksty, zawsze będą one za krótkie albo za długie. Zawsze głupie. Jeśli je wydrukują, bo nic innego nie ma, i tak nie zapłacą. A jak zapłacą, będziesz płakać z żałości, że nie zostałeś cieciem. Nawet jeśli zatrudnisz się w piśmie branżowym, gdzie zajmować się będziesz kształtkami wentylacyjnymi, dla jednych będziesz lemingiem popierającym reżim, dla innych pisiorem. Jednak zaczniesz odkrywać dobre strony tego zajęcia, kiedy zaczną wysyłać cię na konferencje prasowe. Jedząc słone paluszki i pijąc słabą kawę, zaoszczędzisz na wydatkach na jedzenie. I zgromadzisz zapas długopisów firmowych. Będzie można je opchnąć na Allegro.

Hostessa

Do pracy musisz nosić wysokie obcasy, po robocie wkładasz obuwie ortopedyczne. Skóra się popsuła pod makijażem, wydajesz majątek na puder i kosmetyczkę. Jeśli nie masz za sobą intensywnych treningów, gwarantowane skurcze mięśni: stanie z ciężką tacą wypełnioną kubeczkami z jogurtem (serami, lekko podśmierdniętą szynką, którą trzeba szybko sprzedać etc.) wymaga nadludzkiej siły. Życzliwi dzwonią do rodziców, że zeszłaś na złą drogę, bo w tak krótkiej spódnicy mogą stać tylko prostytutki. Choć masz dwa fakultety, wszyscy uważają cię za kretynkę. Żałujesz, że nie poszłaś uczyć do szkoły.

Nauczyciel

Robota dla desperatów. Dzieci w klasie zamieniają się we wrzeszczącą, żądną krwi hordę. Albo wejdą ci na głowę, albo ty zamienisz się w potwora. Rodzice dzwonią do ciebie nawet w nocy i robią dzikie awantury. Ale i tak nie śpisz, bo piszesz konspekty, które na niewiele się zdadzą, bo przez większą część lekcji starasz się uspokoić bachory, przez resztę czasu odpowiadasz na kretyńskie pytania (np. dlaczego uczysz w szkole, zamiast zarabiać pieniądze?). Koleżanki i koledzy w pokoju nauczycielskim nienawidzą cię i nawet nie starają się tego ukryć. To minie po kilku latach, kiedy stracisz młodość, urodę i entuzjazm. Musisz przygotowywać wszystkie szkolne gazetki i dyżurujesz na każdej przerwie. Jeśli wytrwasz dłużej niż 6 lat, będziesz sadystą lub alkoholikiem.

Copywriter

Oczyma wyobraźni widzisz, jak odbierasz główną nagrodę na Cannes Lions International Advertising Festivalu. Wszyscy ci zazdroszczą: kreatywny, skuteczny, dobrze opakowany w markowe ciuchy wyglądasz jak parę milionów dolarów, które dzięki twojej kampanii zarobił wdzięczny klient. Twoja praca to nieustanna impreza. Stop, spójrzmy prawdzie w oczy. W rzeczywistości ganiasz starszym kolegom po pizzę. I układasz rymowankę reklamującą maść na hemoroidy. Fraza "piecze, piecze, co za ból" będzie ci towarzyszyć w każdej godzinie, symbolizując smutek i beznadzieję egzystencji. W dodatku hasło "robię w reklamie" nie jest już tak skutecznym lepem na osobników płci przeciwnej. Może podziałać najwyżej na pierwszy rocznik liceum. Będziesz więc kłamać, że pracujesz w firmie headhunterskiej. I zbierać pieniądze na bilet do Irlandii, mój młody Syzyfie z aspiracjami.


źródło: http://praca.interia.pl/news-najgorsze- ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Zasiłki: Tylko co szósty bezrobotny dostaje pieniądze z urzędu pracy
​Armia bezrobotnych rośnie, ale tylko niewielka część z nich ma prawo do zasiłku.
Obrazek
Jak wynika z danych GUS, na koniec czerwca w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad 2,1 mln osób bez zajęcia, a zaledwie 340 tys. z nich otrzymywało pieniądze, co stanowi raptem 16,1 proc. ogółu. Jest więc gorzej niż przed rokiem - w czerwcu 2012 r. odsetek bezrobotnych pobierających zasiłek wynosił 16,7 proc. I sporo gorzej niż w 2001 r., gdy pieniądze z urzędu pracy dostawało ponad 550 tys. osób - niemal 20 proc. wszystkich niepracujących.

Dlaczego obecnie tylko co szósta osoba bez pracy dostaje od państwa pieniądze na utrzymanie? - Większość zarejestrowanych jest długotrwale bezrobotna i nie spełnia kryteriów uprawniających do zasiłku - wyjaśnia Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. Te kryteria są bardzo rygorystyczne. Bezrobotny ma prawo do zasiłku, dopiero gdy udokumentuje, że w okresie 18 miesięcy poprzedzających dzień rejestracji w pośredniaku był zatrudniony co najmniej 365 dni i osiągnął co najmniej minimalne wynagrodzenie, od którego istnieje obowiązek opłacania składki na Fundusz Pracy. Tymczasem długotrwale bezrobotni nie spełniają tych wymogów - pozostają w rejestrach bezrobotnych przez ponad rok w okresie ostatnich dwóch lat. W czerwcu takich osób było niemal 1,1 mln - o 8,3 proc. więcej niż przed rokiem.

- Kryteriów upoważniających do zasiłku nie spełniają też na przykład bezrobotni, którzy mają odpowiedni staż, ale pracowali tylko na część etatu i zarabiali mniej, niż wynosi minimalne wynagrodzenie - dodaje Sędzimir. Szacuje jednocześnie, że w najbliższej przyszłości może się zwiększyć liczba osób uzyskujących finansowe wsparcie z pośredniaków. Bo po tym, jak skończą się prace sezonowe, przybędzie osób bez zajęcia. Część z nich uzyska zasiłek, bo po kilku miesiącach pracy i doliczeniu poprzedniego zatrudnienia spełni formalne wymogi.

W tym roku kwota na zasiłki została zwiększona - resort finansów zaplanował, że wydatki Funduszu Pracy na te świadczenie w porównaniu z ub.r. będą o ok. 200 mln zł wyższe i wyniosą ponad 3,7 mld zł. Jednak kwota pojedynczego zasiłku nadal jest bardzo skromna. Podstawowe świadczenie wynosi obecnie 823,60 zł brutto (do ręki 711,48 zł) w okresie pierwszych trzech miesięcy, a potem obniżane jest do 646,70 zł brutto (do ręki 568,50 zł). Spadek kwoty zasiłku ma mobilizować bezrobotnego do szukania pracy.

Eksperci nie mają wątpliwości, że nie sposób się utrzymać za tak niewielkie pieniądze, dlatego bezrobotni ponadto korzystają z oszczędności, zarobków innych członków rodziny, pomocy socjalnej, a część z nich podejmuje pracę w szarej strefie.

Przy tym wszystkim zasiłek przyznawany jest na ogół tylko na pół roku - dotyczy to powiatów, w których 30 czerwca poprzedniego roku stopa bezrobocia nie przekracza 150 proc. średniej krajowej. Lepiej mają bezrobotni w regionach, gdzie była wyższa niż 150 proc. średniej krajowej - takie świadczenia przysługują przez okrągły rok. W całym kraju z kolei przez pełne 12 miesięcy pieniądze z urzędów pobierają bezrobotni w wieku powyżej 50 lat, którzy jednocześnie przepracowali 20 lat.

Nie zmienia to faktu, że od Europy odstajemy. Na zachodzie 70-80 proc. osób bez pracy otrzymuje zasiłki, a do tego jeszcze zasiłki socjalne, jeśli dochód na osobę w rodzinie jest poniżej pewnego poziomu.

źródło: http://praca.interia.pl/news-zasilki-ty ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Rozkład ruchomego czasu pracy
Obrazek
Jutro, 23 sierpnia wchodzi w życie ustawa zmieniająca kodeks pracy. Uregulowano w kodeksie pracy materię, która dotychczas funkcjonowała w regulaminach pracy u wielu pracodawców, a odnoszącą się do tzw. ruchomego czasu pracy.

Pod pojęciem ruchomego czasu pracy rozumiano dotychczas taką organizację czasu pracy, w której pracodawca określa w przepisach wewnątrzzakładowych przedział czasu, w którym pracownicy mają stawić się w pracy by następnie przepracować liczbę godzin wynikającą z obowiązującego ich systemu i rozkładu czasu pracy. W ustawie uregulowano dwa warianty ruchomego czasu pracy, które można wprowadzić do zastosowania u danego pracodawcy w dwóch określonych tam trybach.

Pierwszy z nich zakłada, że obowiązujący pracownika rozkład czasu pracy może przewidywać różne godziny rozpoczynania pracy w dniach, które zgodnie z tym rozkładem są dla pracownika dniami pracy (art. 1401 § 1 kp.). W drugim jego wariancie zakłada się, że obowiązujący pracownika rozkład czasu pracy może wyznaczać przedział czasu, w którym pracownik decyduje o godzinie rozpoczęcia pracy w dniu, który zgodnie z tym rozkładem jest dla pracownika dniem pracy (art. 1401 §2 kp.).

Określone powyżej rozkłady „ruchomego czasu pracy” można ustalić w dwóch ustawowo określonych trybach. Oprócz trybu ich wprowadzenia w drodze porozumienia (UZP) z przedstawicielami pracowników (związkami zawodowymi) (art. 150 § 3 kp.), mogą być także stosowane na pisemny wniosek pracownika (art. 150 § 5 kp.). I tak ustalone mogą obowiązywać równolegle, niezależnie od siebie.

Stanowi się jednocześnie, że pracodawca nie ma obowiązku sporządzania rozkładu czasu pracy, jeżeli na pisemny wniosek pracownika stosuje się do niego rozkłady czasu pracy, o których mowa w art. 1401 kp. (art. 129 § 4 pkt. 3 kp.). Rozkład „ruchomego czasu pracy” w takim przypadku – jak się wydaje - sporządza dla właściwego sobie okresu rozliczeniowego, pracownik, a pracodawca jedynie bądź to akceptuje bądź też odmawia jego akceptacji.

Stosowanie rozkładów „ruchomego czasu pracy” formalnie nie może naruszać prawa do odpoczynku (co do zasady pracownik ma prawo do 11 – u godzin nieprzerwanego odpoczynku w każdej dobie
– 132 kp., i co do zasady 35 godzin nieprzerwanego odpoczynku w każdym tygodniu, obejmującego co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego). Ponowne wykonywanie pracy w tej samej dobie pracowniczej nie stanowi pracy w godzinach nadliczbowych.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/6186-rozkl ... zasu-pracy
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Stocznia Crist osiaga sukces dzięki zwolnieniu pracowników - państwowa agencja zachwycona
Crist w Gdyni: praca na czarno za psie pieniądze, zła organizacja, brak BHP, na działalności 15-18 zł, spawacze 20 zł i ostra orka – tak opisuje pracę w stoczni Crist internauta o nicku SPAWACZ GDYNIA, odpowiadając na nasz artykuł o tej firmie. Na bazie tej właśnie spółki Agencja Rozwoju Przemysłu zamierza budować holding stoczniowy.

Stocznia Crist, działająca na dawnych terenach Stoczni Gdynia szczyci się osiągnięciem miliardowego przychodu i prawie 80-milionowego zysku za ubiegły rok. Nie chwali się jednak, że prawie wszyscy pracownicy – około 1,7 tys. stoczniowców, którzy ten zysk wypracowują są jednoosobowymi firmami.

Gdyńska firma buduje swoją siłę przede wszystkim na obniżaniu kosztów pracy. To główne źródło jej konkurencyjności. Jej właściciele zdecydowali, że najłatwiejszym i najbardziej korzystnym z punktu widzenia finansowego sposobem na obniżenie kosztów pracy jest wykorzystywanie pracowników.

Zarząd Crista tak tłumaczy swoją strategię:

„Elementem stabilizowania kosztów w obliczu zmian rynkowych jest polityka zatrudnienia. Warunkowana jest ona wieloma czynnikami, od warunków zewnętrznych (poziom fiskalizmu, prawodawstwo dotyczące zatrudnienia, finansowanie projektów w których Crist uczestniczy) po obraną strategię. Ponieważ cykle produkcyjne w działalności Crista nie zawsze odpowiadają cyklom koniunktury rynkowej, w strategię tę wpisuje się elastyczne zatrudnienie, w zależności od potrzeb”.

Obniżanie kosztów według stoczni Crist


Jeszcze w sierpniu 2012 r. stocznia Crist zatrudniała 1302 pracowników, przed uzyskaniem pożyczki od ARP w 2010 r. – 492 osoby. Dziś na etacie jest tylko 50 pracowników. Pozostali są na samozatrudnieniu; nie mają prawa do świadczeń chorobowych, urlopowych, pracodawca nie odprowadza za nich składek emerytalnych i rentowych. Według okręgowego inspektora pracy w Gdańsku, na takich warunkach pracuje w Stoczni Crist ok. 1700 stoczniowców.

Niestety, nawet Państwowa Inspekcja Pracy, choć uważa, że jedyną korzystną dla pracownika formą zatrudnienia jest stała umowa o pracę, w kwestii plagi samozatrudnienia w firmach nie może nic zrobić.

Więcej: http://wgospodarce.pl/informacje/6241-s ... zachwycona
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Ile trzeba pracować na jedną kanapkę?
1. Australia - 18 min

***
Analitycy ConvergEx Group porównali minimalne płace na całym świecie używając jako punktu odniesienia nietypowego narzędzia: ceny Big Maca.
Dzięki temu, ranking uwzględnia nie tylko nominalną płacę, ale także różne poziomy cen produktów (średnia cena Big Maca w Chinach była prawie dwukrotnie niższa niż w Stanach Zjednoczonych).

Sprawdź, ile godzin pracownicy z różnych krajów muszą pracować, żeby móc kupić popularną kanapkę. Zaskakujące miejsce w zestawieniu przypadło Polsce.

------------------------------------


10. Polska - 54 min

==============================

Komentarze internautów:

~Polak :

Postawmy pytanie inaczej-
Ile Tusk pracuje na dzienne wyżywienie, na pudełko cygar czy na butelkę ulubionego wina?
Ile minister pracuje na złotego rolexa?
Ile Komorowski pracuje na miesięczne utrzymanie całej rodziny?


----------------------

~world economy :

Polska wyprzedza w tym zestawieniu właściwie kraje 3 świata no to rzeczywiście czuję się dumny. Wszystko zależy od interpretacji i sposobu manipulacji zarówno z jednej jak i drugiej strony. Jeśli weźmie się porówna siłę nabywczą całego świata to Polska wypada dobrze, jeśli Polskę porówna się z krajami Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej to Polska wypadnie wręcz świetnie, jeśli porówna się z tylko z krajami Europy to wypada bardzo słabo, jeśli porówna się z krajami OECD to wypada wręcz tragicznie. Polsce jest tak daleko do krajów najwyżej rozwiniętych jak wielkie są jej aspiracje i nie piszę tu o Francji, Włoszech, Niemczech czy Wielkiej Brytanii bo tu już przepaści nie ma ale piszę o takich krajach jak Norwegia, Szwajcaria, Luksemburg, Kanada, Australia, Szwecja, Irlandia, Austria, Stany Zjednoczone, Kanada, Singapur, Holandia - czyli najbogatszych państwa świata tu przepaść jest olbrzymia. Pomijam również kraje uzależnione od ropy czyli arabskie bo ich gospodarka jest archaiczna oparta tylko na ropie. Pomijam również mini państwa typu Liechtenstein, San Marino czy Monako bo ich gospodarka oparta jest na bankach i przekrętach

===================================

źródło: http://biznes.onet.pl/forum/ile-trzeba- ... owsze.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Romans wysokiego ryzyka

Wiele związków zaczyna się w pracy. Ale romans z podwładnym? Karolinę "życzliwi" ostrzegali, że Sebastian ją uwodzi, by awansować. Marcie przyjaciółki mówiły, że wiążąc się ze swoim pracownikiem, traci autorytet. Najpierw była ekscytacja, namiętność, potem coraz więcej wątpliwości. Bo czy taka miłość może przetrwać?
Obrazek
Marta i Marcin

Zostawiła sobie na pamiątkę tylko jedno jego zdjęcie. Zrobiła je po pierwszej wspólnej nocy. Spędzili ją w samochodzie, pod jej domem. Kochali się i rozmawiali do rana. Później w pracy miała wrażenie, że wszyscy już wiedzą o ich romansie. Ona, dyrektor działu obsługi klienta, i on, grafik, podwładny.


Potępiające spojrzenie, grymas na twarzy - po roku związku Marcin już tylko tyle ma jej do zaoferowania. "Jak mogłaś zwolnić tę dziewczynę?! Ona ma kredyty". "To są decyzje na górze" - odpowiada Marta sucho. Słyszy: "Nie masz żadnych uczuć. Jutro przyjadę po rzeczy". Trzaska drzwiami tak mocno, że drżą szyby w mieszkaniu. Znów proszki nasenne, kieliszek wina. Telefon do przyjaciółki: "Powiedz, że wytrwam do rana". I jej mało pocieszające: "A nie mówiłam...?!".

Półtora roku wcześniej. Marta biegnie przez parking podziemny do windy. Jest spóźniona. Niedobrze. To pierwszy miesiąc w nowej pracy. Na parterze wsiada on. "Codziennie razem jeździmy. Zaraz uwierzę, że to znak" - myśli i próbuje zagaić rozmowę: "Cześć, co tam?". "Dzień dobry" - odpowiada Marcin i wbija wzrok w podłogę. "Wygląda, jakbym zabiegała o sympatię. A przecież to ja jestem jego szefową!" - Marta złości się na siebie.

Pracę w dużej firmie organizującej imprezy dostaje w trudnym dla siebie momencie życia. - Po pięciu latach zostawił mnie narzeczony, prawnik - opowiada. - Nie układało się. Paragrafy, a nie ja, były dla niego ważniejsze. To, że ktoś we mnie uwierzył, stawiało do pionu. Choć pierwsze tygodnie w nowym biurze okazały się koszmarne.

Zebranie. Kilkanaście osób. Kolorowo ubrani, pewni siebie, żartujący: "Chciałabym, żebyśmy jeszcze popracowali nad prezentacją. Mam kilka uwag". Patrzą niezadowoleni. "Co na to szef?"- pyta blondynka odpowiedzialna za projekt. "Dał mi wolną rękę" - odpowiada Marta już twardszym tonem. O siedemnastej wchodzi do grafików. Szuka blondynki: "Gdzie jest Agnieszka? Chciałabym, żeby usiadła ze mną do prezentacji". "Wyszła już" - rzuca ktoś znad komputera. Marta zaciska zęby. "Czy ktoś z was może ze mną zostać i nad tym popracować?". "Ja ci pomogę" - słyszy. Mężczyzna z windy tym razem patrzy w oczy.

Marta ze swojego gabinetu pisze SMS do przyjaciółki: "Będę pracować z najprzystojniejszym facetem w agencji". Przyjaciółka rzeczowo odpowiada: "Ogarnij się! Już nie jesteś nastolatką. Romanse w pracy zawsze kończą się źle. Poza tym uważaj! Może on chce wzmocnić pozycję w firmie?".

Marta: - Nie mogłam nic załatwić, w niczym pomóc Marcinowi. Był świetny w tym, co robił. A między nami po prostu zaiskrzyło. Siedzieliśmy wtedy do czwartej rano. Do domu wracałam zauroczona.

Pragnienie

Czytaj więcej na http://www.styl.pl/uczucia/we-dwoje/new ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Powrót do pracy po urlopie: jak uniknąć stresu?
Przełom lata i jesieni to trudny czas nawet dla największych optymistów. Spadek temperatury, krótsze dni i powrót z wakacyjnych podróży za biurko powodują, że często brakuje nam motywacji, aktywności i energii do działania. Jak odgonić od siebie depresyjny nastrój i odzyskać wewnętrzną siłę radzi Mateusz Grzesiak, międzynarodowy psycholog i trener rozwoju osobistego.

Badania Brytyjczyków pokazują, że jedynie 1 na 4 pracowników wraca po urlopie do pracy wypoczęty. 80% z nich przechodzi przez różne objawy tzw. back to work blues, nazywanego przez psychologów PHT (Post Holiday Tension, czyli Zespół Napięcia Powakacyjnego). Jak podkreślają naukowcy z Manchester Metropolitan University, przy dzisiejszym szybkim tempie życia i rosnących oczekiwaniach odpoczynek jest coraz trudniejszy, a dla niektórych (np. pracoholików) czasem nieosiągalny. Trudno też będzie tym, którzy nie lubią swojej pracy i w czasie urlopu zdążyli to sobie wiele razy przypomnieć, utrudniając sobie powrót za biurko.

Choć przyczyn powakacyjnego bluesa jest wiele, to symptomy PHT są podobne:

bóle głowy
zdenerwowanie
przeciążenie obowiązkami
brak zainteresowania
problemy z koncentracją
kiepskie nastroje

Ale psychologia ma na to antidotum i stosując się do kilku prostych rad będzie nam o wiele łatwiej odzyskać psychiczny komfort – tłumaczy Mateusz Grzesiak.

Po pierwsze – zorganizuj miejsce pracy

Więcej: http://www.moja-praca.egospodarka.pl/98 ... ,46,1.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów:

Stefan

Znajomy pojechal do Norwegii, firma placi mu za mieszkanie, za wyzywienie, jest kierowca, zarabia 14 tys zl na reke i co 2 miesiace wraca do Polski na 1 miesiac, zeby sobie odpoczac. Byl w UK, ale musial pracowac caly rok ciagiem, zeby miec urlop i mniej zarabial. Nadal ktos sie zastanawia, czy Polska przetrwa?

-----------------------------

Gość

Zarabiałem w Polsce ponad 5.000 więc nie mogłem narzekać jednak za to co potrafię zarabiam teraz jakieś 45.000 zł. Oczywiście że nie w tym rezerwacie dla białych murzynów. Polacy się śmieją że Chińczyk robi za miskę ryżu ale wróciłem dwa tygodnie temu z Chin i facet co zwijał drutem bambusowe rusztowania za oknem mojego taniego hoteliku zarabiał 400$. Marzył o awansie na murarza i pracy przy tynkach. Wtedy będzie miał 550$. Ilu polaków pracując na budowie, na samym dnie pokarmowego łańcucha budowy może się pochwalić że ma dużo więcej na rękę ? No ilu ? W fabryce 700$ dolarów to norma.... a pamiętajmy .... koszt życia w Chinach to może 1/5 tego co u nas w rezerwacie. Teraz jestem w kraju na wakacje i to co widzę to nędza dużo gorsza niż na chińskiej prowincji.

==============================
Polacy uciekają! Za kilka lat może być nas nawet o 5 milionów mniej

Coraz więcej Polaków wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków życia.


Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, emigracja dotyczy nie tylko ludzi młodych, dopiero rozpoczynających karierę zawodową, ale także osób starszych, poszukujących warunków godnego życia.

Polakom mającym w kraju problemy z zatrudnieniem, nierzadko dopiero wyjazd za granicę pozwala rozwinąć skrzydła.

"Polacy są odpowiedzialni, szczególnie jeśli zajmują specjalistyczne, dobrze płatne stanowiska. Jednak widać to wyraźnie dopiero, gdy wyjadą na Zachód i zostaną zatrudnieni w tamtejszych firmach. One bowiem są w stanie docenić trud pracowników znacznie bardziej niż firmy polskie. Choć oczywiście jak zawsze bywają wyjątki"
- ocenia Andrzej Sadowski, wiceszef Centrum im. Adama Smitha.

Najczęstszym powodem emigracji polskich przedsiębiorców są absurdalne przepisy uniemożliwiające im spokojne prowadzenie firmy i zwiększanie jej zysków. To przed nimi uciekają za granicę.

"Niedawno rozmawiałem z polskim przedsiębiorcą, który jest już po pięćdziesiątce. W Polsce osiągnął sukces, ale nie dzięki czemuś, lecz wbrew. Wbrew kłodom, które rzucała mu pod nogi piętrząca trudności administracja. Szczerze przyznał, że nie ma już mentalnych problemów, by dowolnego dnia zamknąć firmę, a następnego otworzyć ją w innym kraju. Sam się dziwi, że jeszcze tego nie zrobił" – mówi Andrzej Sadowski.

Jak przypomina DGP, w okresie 2000–2012 niemal 300 tys. osób podjęło decyzję o wymeldowaniu się z Polski.

„Oznacza to, że przynajmniej przez jakiś czas, zapewne długi, nie planują mieszkania nad Wisłą. Tym samym żyją i pracują na emigracji. Dzisiaj o opuszczeniu kraju na stałe decydują głównie kryteria ekonomiczne, a nie jak w latach 70. i 80. polityczne. Są one jednak na tyle istotne, że spowodowały większy odpływ Polaków za granicę, niż miało to miejsce po stanie wojennym, w czasach największej komunistycznej beznadziei.”

W ostatnich latach zmieniły się kierunki emigracji. Kiedyś wyjeżdżali głównie do USA i Niemiec. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej, aż jedna trzecia emigrantów wybiera Wielką Brytanię. 18 proc. mieszkających za granicą Polaków osiedliło się w Niemczech, a zaledwie 6% - w Stanach Zjednoczonych.

Z najnowszego spisu powszechnego wynika, że za granicą przez ponad rok przebywa 1,5 mln Polaków – przypomina DGP. Zdaniem ekspertów, ta liczba będzie rosła.

"Dzisiejsze 2 mln osób na emigracji zmieni się w 3, a może 5 mln za kilka lat. Liczba Polaków mieszkających nad Wisłą będzie proporcjonalna do tego, jak trudno będzie w Polsce i o pracę, i o godziwe świadczenie emerytalne. A na działania polityków odwracające tę tendencję na pewno liczyć nie możemy" – przewiduje dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/6601-p ... onow-mniej
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Google [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM