Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Państwo premierostwo nie muszą płacić podatków ?
==========================

Donald i Małgorzata Tusk nie zapłacili podatku
Obrazek
Łukasz Pawełek, skarbnik Platformy Obywatelskiej zapewnia serwis wGospodarce.pl, że premier Donald Tusk i jego żona nie muszą odprowadzać podatku z tytułu otrzymania od partii garniturów i sukien. Innego zdania są specjaliści podatkowi.

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/5338-donal ... li-podatku
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Ciekawa historia w kontekście artykułu: - http://wiadomosci.onet.pl/kraj/stanisla ... omosc.html

==============================

Komentarz internauty:

zimny lech : WARTO PRZYPOMNIEĆ:

W sierpniu 2008 roku policjant wydziału ruchu drogowego w Ustrzykach Dolnych, sierżant Paweł S. zatrzymał samochód. Kierował nim watykański ksiądz, który przekroczył prędkość o przeszło 30 km/h i nie zapalił świateł. Dlatego sierżant wypisał mu mandat i pouczył, że należy jeździć ostrożnie. Do rozmowy jednak włączył się pasażer. Krzyczał na policjanta i machał rękami. Wysiadł z samochodu, zachowywał się agresywnie. - Ty nie wiesz, kim ja jestem! – powtarzał wielokrotnie. Rzeczywiście, Paweł S. nie wiedział. Ta niewiedza, jak się później okazało, kosztowała go bardzo wiele.

Na dywaniku u komendanta dowiedział się, że tym pasażerem był arcybiskup Józef Michalik, przewodniczący episkopatu Polski. Wtedy dowiedział się też, że arcybiskup swoje niezadowolenie z "nadgorliwości" młodego policjanta wyraził dzwoniąc do samej komendy wojewódzkiej i prosząc o "ukaranie" 32-letniego sierżanta.

W komendzie wojewódzkiej od zastępcy komendanta usłyszał, że w sposób "niegrzeczny" zwracał się do arcybiskupa Michalika, bo powiedział do niego "proszę pana", nie zaś "wasza eminencjo” (w rzeczywistości, jak pisze autorka, abp Michalik był wówczas ekscelencją). Przełożony zapytał także Pawła S., "dlaczego uderza w Kościół katolicki".


Wicekomendant zażądał od S. unieważnienia mandatu. Następnie został on przesunięty z wydziału ruchu drogowego do plutonu patrolowego (degradacja). To jednak nie wystarczyło i pod groźbą zwolnienia dyscyplinarnego policjant został zmuszony do złożenia rezygnacji i odejścia ze służby. Potwierdzają to w anonimowych rozmowach byli koledzy sierżanta, na których powołuje się autorka reportażu.
Po złożeniu przez sierżanta S. rezygnacji, jego przełożony, komendant Stanisław Dziedzic, przypomniał sobie o incydencie, jaki podwładny zgłosił podczas patrolu sylwestrowego. Zauważył bowiem, że z radiowozu zginął jego zasobnik z bloczkami mandatów karnych oraz część pieniędzy. Zginęło również jego prawo jazdy. Paweł S. o całym zdarzeniu poinformował przełożonych, zaś pieniądze wpłacił w kasie komendy. Z własnej kieszeni.

Komendant nie tylko przypomniał sobie o sprawie zniknięcia mandatów dopiero po rezygnacji ze służby Pawła S., ale także złożył doniesienie do prokuratury, w którym napisał, że S. zniszczył mandaty po to, by przywłaszczyć sobie pieniądze. Które - i tu paradoks - oddał przecież do kasy komendy.

Prokuratura byłemu już policjantowi postawiła zarzut niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień. To słabe zarzuty, bo przecież mandaty, które zniknęły i tak są wpisywane w rejestr nałożonych mandatów, po zakończeniu służby. Nawet jeśli S. chciałby te pieniądze wziąć dla siebie, a dowody w postaci bloczków zniszczyć, to ślad po mandatach i tak by pozostał. Z zarzutów pozostał tylko brak dbałości o dokumenty. A to mogłoby nie utrzymać się w sądzie.

Tymczasem Paweł S., który nie był już policjantem i nie musiał obawiać się "splamienia" honoru policyjnego munduru, wciąż opowiadał o "udanej" interwencji rzeszowskiej komendy wojewódzkiej w sprawie arcybiskupa. Wówczas do akcji wkroczyło Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Wojewódzkiej Policji.

Prawie miesiąc później były sierżant siedział w areszcie, tym razem postawiono mu poważne zarzuty: nielegalne posiadanie, przetwarzanie i handel bronią. Przeszukanie domu oskarżonego nic nie wniosło do sprawy: zabezpieczono dwa telefony komórkowe. Nie znaleziono zaś broni. Dlatego przeszukano również dom rodziców S., i tu niespodzianka: zabezpieczono telefon komórkowy, komputer i zdjęcia wnuków. Broni nie było.
Prokurator Aurelia Skiba, zajmująca się sprawą Pawła S., napisała w uzasadnieniu oskarżenia, iż Paweł S. handlował bronią, ale "w bliżej nieokreślonym czasie, w bliżej nieokreślonym miejscu i z bliżej nieokreślonymi osobami".


Koledzy nie wierzą w postawione Pawłowi S. oskarżenia. – Wszyscy w okolicy wiedzą, że Paweł ma hopla na punkcie różnych "wykopalisk" - powiedział były kolega z komendy. - Ciągle wykopywał jakieś orzełki, guziki od mundurów, jakieś bagnety z pierwszej wojny, skorupy. To zapaleniec. Jego zbiory nieraz zasilały okoliczne muzea. – On był po przeszkoleniu pirotechnicznym, nie trzymałby żadnych niebezpiecznych materiałów, bo wie, czym to grozi – dodaje inny.

Razem z byłym sierżantem zatrzymano dwóch innych kolekcjonerów, ale tylko S. trafił do aresztu, choć to u nich znaleziono atrapy granatów, łuski po nabojach z wojny i inne wojenne "gadżety".

Pani prokurator, przedłużając areszt napisała, iż "zarzucane podejrzanemu czyny popełnione zostały (...) z udziałem osób, których tożsamości jeszcze nie ustalono." Uzasadniając areszt, napisała też, że ponieważ nie wiadomo, z kim on jest w tej grupie przestępczej, "niewiedza ta uzasadnia niezwłoczne odizolowanie Pawła S. od pozostałych osób."

Paweł S., idąc do aresztu pozostawił w domu żonę oraz dwójkę dzieci, 4-letniego Patryka oraz roczną Marysię. Było im ciężko, ponieważ ze względu na chorobę Marysi żona nie pracowała.
Ojciec byłego sierżanta dowiedział się, że arcybiskup Michalik opowiadał potem podczas różnych spotkań o tym "głupim policjancie z Ustrzyk Dolnych, który już się napodskakiwał". Napisał więc list do abpa Józefa Michalika z pytaniem, dlaczego tak skrzywdził jego syna. Niestety, nie otrzymał odpowiedzi.

Artykuł ukazał się w NIE w sierpniu ubiegłego roku. Wówczas Paweł S. nadal przebywał w areszcie, choć od kwietnia 2009 roku nie toczyły się żadne czynności procesowe. Dowodami w tej sprawie były zeznania, jak pisze autorka powołując się na anonimowych informatorów, drobnych przestępców, którzy poszli na współpracę z prokuraturą oraz zeznania funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Wojewódzkiej Policji
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Rytualny ubój polskich finansów i gospodarki
W dniu wczorajszym Premier rządu D.Tusk i media mętnego nurtu skutecznie przykryły temat katastrofy finansów publicznych, tematyką uchwały o ludobójstwie na Wołyniu i rytualnym ubojem zwierząt. Po raz kolejny dowiedzieliśmy się, że Polska zasługuje na cud, tym razem zapełniania wielkiej, czarnej dziury budżetowej.

Jak mawia mój ulubiony ekspert ekonomiczno - satyryczny Jan Pietrzak, to już nie tyle dziura, co prawdziwy Rów Mariański, ale najbardziej niebezpieczne są dziury w głowach rządzących. Pan Premier wraz ze sprawcą całego nieszczęścia MF J.V.Rostowskim "Sztukmistrzem z Londynu" będą teraz manewrować z deficytem budżetowym, niczym Titanicem wśród lodowych gór biedy, beznadziei, recesji i pustej kasy. Słynny kandydat na Prezydenta z Białegostoku Pan Kononowicz mógłby być naprawdę dumny z 6 lat rządów PO-PSL, bo przecież chodzi o to, by nie było nic - 111 ministrów i v-ce ministrów, w tym 9-ciu v-ce ministrów finansów zrobiło swoje. Teraz okazuje się, że zielona wyspa była, tyle tylko, że dla ociemniałych lemingów i ekonomicznych daltonistów.

Premier D.Tusk ogłosił narodowi w porze szczytu urlopów i wakacji, że ponieważ nie bardzo może teraz haratnąć w gałę z powodu kontuzji, to będzie w najbliższych dniach bardzo intensywnie, wspólnie z MF J.V.Rostowskim i innymi "wybitnymi specjalistami" swego rządu pracować nad sposobem, który możliwie bezboleśnie dla obywateli (czyżby pod narkozą) pozwoli zniwelować tą dramatyczną różnicę między planowanym, a faktycznym deficytem. Po 6-ciu latach nic nie robienia i zaklinania naszej rzeczywistości gospodarczej mamy (o dziwo) jakiś dramat z budżetem i finansami. Konieczność nowelizacji budżetu czyli zwyczajne manko w kasie. To tylko kłamstwo, buta, arogancja i nieudacznictwo zbierają właśnie swe żniwo.

Wygląda na to, że MF J.V.Rostowski jest albo kłamcą i oszczercą, albo całkowitym ignorantem ekonomicznym i powinien dziś publicznie przeprosić wszystkich tych, którzy już rok temu ostrzegali, że ten poker oszustów skończy się katastrofą finansów publicznych, zapaścią dochodów podatkowych na kwotę co najmniej 26-30mld zł i realnym deficytem budżetu rzędu nie 35,5mld zł, tylko 60-70mld zł. Lista publikacji i ostrzeżeń na łamach portalu wPolityce, wGospodarce.pl, tygodnika Sieci, Gazety Bankowej czy Faktu z ub. roku jest bardzo, ale to bardzo długa. MF publicznie obrażał krytyków i zapewniał, że budżet jest bezpieczny, stabilny, rozwojowy i dobrze policzony. Nie ma co fałszywie nucić znów Polakom - "Polacy nic się nie stało" - bo stało się, nasza kieszeń jest poważnie zagrożona, beztroska ekipa znów się zabierze za nasze portfele. Hasło "co by tu jeszcze spieprzyć Panowie", zwłaszcza w gospodarce i finansach nadal jak widać jest aktualne. MF J.V.Rostowski może niczym Onufry Zagłoba powiedzieć narodowi "Jam, że to sprawił" tyle, że może nie sam, lecz z bracią lichwiarską z całego świata. Kolejnych Inflant obiecać się nie da. Teraz w trudzie i znoju, gdy niewdzięczny lud odpoczywa w górach i nad morzem, nasz wybitny mag od finansów wspólnie z Premierem będą manewrować jak wymanewrować Polaków po raz kolejny i jak z budżetowej nędzy dojść do pieniędzy. Przecież chyba cała polska kasa nie poszła na garnitury, sukienki czy bilety na koncert Madonny, z pewnością zostało w budżecie 500 milionów na urzędnicze premie. Cóż to, że po 6-ciu latach rządów PO-PSL, Polska jest dziś potencjalnym bankrutem, z kosmicznymi długami i "Dziurą Mariańską" w budżecie. Co mądrzejsi wiedzieli już dawno, że Pinokio z Gargamelem to piorunujący duet dla polskich finansów publicznych.

Na naszych oczach dokonał się rytualny ubój tyle, że naszych finansów, budżetu i majątku narodowego. Partia miłości jak widać, najbardziej ukochała kłamstwo i magiczne sztuczki. Już czas przyznać się publicznie - "kłamaliśmy rano, kłamaliśmy wieczorem, kłamaliśmy cały czas" - gdy idzie o stan polskiej gospodarki i finansów, a nie stojąc nad przepaścią, mówić o bezbolesnym manewrowaniu. Teraz rząd Premiera D.Tuska chce rozwiązywać problemy, które sam stworzył przez ostatnie 6 lat beztroskich rządów, nie tylko w sferze finansów. W końcu stadiony stoją i zamiast dopłacać do programu "Mieszkanie dla Młodych", można młodych tam skoszarować, benzyna 95 jest już po 5,50-5,60zł za litr, może być przecież po 7 zł, można podnieść VAT do 25 proc., wiek emerytalny z 67 lat do 76 lat. Można zlikwidować związki zawodowe na wzór XIX Anglii, można oprócz elastycznego czasu pracy wprowadzić np elastyczne emerytury - w latach parzystych emerytury i renty dostają tylko urodzeni w latach parzystych i odwrotnie - można też wprowadzić elastyczne wynagrodzenie - raz, dwa, trzy, dziś wypłatę dostajesz Ty. Można wprowadzić elastyczne leczenie ciężko chorych - entliczek, pętliczek, na kogo wypadnie, na tego bęc. Można wprowadzić mandaty dla pieszych, za krzywy chód po chodnikach, można posłać do szkół nie 6-latki, ale np. 4-latki, można też wprowadzić wariant cypryjski w bankach w Polsce. Jest więc jak widać jeszcze bardzo szeroki wachlarz manewrów, zwłaszcza gdy rozum śpi, a serca nigdy nie było.

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/5399-rytua ... gospodarki
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Nie udało się z katastralnym, więc gminy podniosą inne podatki
Samorządy mają coraz mniejsze wpływy budżetowe, dlatego nie ustają w próbach zwiększenia swoich dochodów. Właśnie trwają przymiarki do podniesienia podatku od nieruchomości - podaje "Dziennik Gazeta Prawna".

Związek Miast Polskich pracuje nad projektem zmian w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. Obecnie trwa zbieranie propozycji dotyczących podatku od nieruchomości. Najlepsze mają zostać zebrane i przedstawione rządowi oraz sejmowi.

Samorządy tłumaczą, że chcą mieć realną możliwość regulowania stawki podatki. Obecnie mogą je tylko obniżać. To, czego im naprawdę brakuje to możliwość dokonywania podwyżek. Maksymalne stawki podatku od nieruchomości określa minister finansów i publikuje je, co roku w obwieszczeniu o górnych granicach stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych. Na dzień dzisiejszy za budynki mieszkalne najwięcej można zapłacić 0,73 zł od 1 mkw.

"DGP" przytacza anonimową wypowiedź jednego z samorządowców, z której wynika, że gminy chciałyby ustalenia jej na poziomie kilku złotych za metr. Twierdzi on, że nie miałoby to być szczególnie dotkliwe dla mieszkańców, ale podratowałoby gminne budżety.

To kolejna inicjatywa samorządów, która ma zwiększyć ich dochody. Do tej pory wszystkie były zatrzymywane przez rząd. Gminom nie udało się wprowadzić podatku katastralnego ani zwiększyć swojego udziału we wpływach z PIT. Rząd skrytykował także poselski projekt o subwencjach ekologicznych dla gmin, na których terenie znajdują się obszary Natura 2000.

źródło: http://podatki.wp.pl/kat,66248,title,Ni ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Dziury budżetowe Rostowskiego
Obrazek
Z rosnącym zażenowaniem słuchałem „na żywo” konferencji prasowej panów Tuska, Piechocińskiego i Rostowskiego n/t nowelizacji budżetu, gdyż panowie ci najzwyczajniej łgali na wyścigi, jeden przez drugiego.

Dowiedzieliśmy się, że deficyt pomimo wpłaty 5 miliardów z NBP, zwiększy się z 35 do 51 miliardów złotych, przy 8,5 miliarda cięć w drugim półroczu tego roku. Na co zamierzają wydać dodatkowe 16 miliardów złotych, które pożyczą, tego nie powiedzieli, nikt też ich o to nie spytał.

I tak, gdy głos oddano dziennikarzom, odkryłem w sobie (dla odmiany) niezmierzone pokłady ironii, bo pytania, poza... dwoma ostatnimi (które pozostały bez odpowiedzi), nie dotyczyły tematu, w sprawie którego całe to gremium raczyło się zebrać. Powiedzieć, że konferencja była ustawką - to mało. Była kompromitacją! Z decydenckiej strony w kolejności wystąpień zaprezentowało się: zero kompetencji, następnie bezwstydna pyszałkowatość i w końcu natrętny narcyzm, z drugiej, tej dziennikarskiej, bezgraniczny serwilizm. A przecież spotkanie dotyczyło wymiany informacji na temat nowelizacji budżety, gdy sytuacja dawno wymknęła się z pod kontroli i gdy premier oświadcza nerwowo, że oto zawiesza obowiązujące prawo tzn. próg ostrożnościowy - 50% długu państwowego do PKB, który miał chronić nas właśnie przed przed samowolą polityków w zadłużaniu kraju.

O dramatycznym stanie finansów publicznych niech świadczy, że w bieżącym roku ta władza zadłuża państwo w historycznie rekordowym tempie, 10 miliardów złotych miesięcznie - 300 milionów złotych dziennie - świątek czy piątek. W tej sytuacji szczytem arogancji całej trójki, w szczególności Rostowskiego, było bajdurzenie o stymulowaniu gospodarki. Pieniądze potrzebne im są, by zasypać dziurę budżetową, za którą pospołu odpowiadają. Jest nawet gorzej, bo muszą też nastarczyć pieniędzy, by zasypać... dziury budżetowe z sześciu poprzednich lat, od kiedy PO rządzi. Tak, tak. Bo przecież ta władza rok w rok ustawowo zmienia definicje długu i deficytu publicznego, tak by pomniejszyć rzeczywiste wartości i by kolejne budżety zgadzały się na papierze ze wcześniejszymi deklaracjami. Ukrywa też długi wszędzie gdzie się da: w kilkunastu funduszach okołobudżetowych („drogowy” to ten najbardziej znany), w spółkach komunalnych, po pożyczki dla ZUS, które ZUS ponoć zwróci, więc... oczywiście, wg wykładni władzy, nie powiększają bieżącego zadłużenia. Doprawdy dziecinada (sorry dzieciaki!). Oczywiście, ZUS ma tylko zobowiązania i... długi, więc niczego nie zwróci, chyba, że zachachmęci środki zgromadzone „na czarną godzinę” w systemie emerytalnym (fundusz demograficzny i OFE). Rostowski i spółka zadekretowali też, że pieniądze w kasie państwowej mają być odliczane od długu publicznego. I tak wszyscy od prezydent Warszawy po Lasy Państwowe robią na koniec roku jednodniową ściepę na kolejną dziurę Rostowskiego. Oczywiście, to chwilowa i piramidalna „lipa”, bo w dzień później, na nowy rok pieniądze wracają do prawowitych właścicieli. Piramidalna „lipa”, bo nawet pieniądze, które na koniec roku rzeczywiście byłyby w kasie państwowej, bez potrzeby zwracania następnego dnia, nie powinny być odliczane od długu publicznego!

Ten trick nazwałbym, pardon za kolokwializm..., „grą w głupiego Vincenta”. Bo jak w realnym życiu nazwać faceta, który pożycza kasę na potęgę i twierdzi, że nie jest winny, bo ma tę kasę póki co w kieszeni. Czy pożyczylibyście takiemu gościowi choć złamany grosz, drodzy podatnicy? A tak czynicie z szybkością 300 milionów złotych dziennie.

Nie wspomnę pomniejszych grzeszków, jak proceder zakupu na koniec każdego roku budżetowego instrumentów pochodnych na chwilę, by nie powiedzieć chwilówkę, które sztucznie pomniejszały dług. W latach 2009 do 2011 ten proceder kosztował budżet setki milionów złotych w prowizjach. Czy przeliczanie zadłużenia na koniec roku po średniorocznym kursie. Nie będę się też czepiał o awaryjną linię kredytową w MFW, która kosztowała nas kolejne setki milionów złotych od 2009 roku. Jednak nie sposób nie odnieść się do metod wydawania pieniędzy przez tę władzę. Weźmy przykłady z ostatnich godzin: autostrady budowane 40% drożej niż w Niemczech i... lawina upadłości spółek budowlanych, nowe lotnisko w Modlinie z popękanym pasem startowym, na którym linie lotnicze boją się lądować. Wyliczać można bez końca. Korzyści również: od zegarków Nowaka po gwiazdkę pop.

Czy naprawdę stać nas na podtrzymywanie tego rządu za 300 milionów dziennie nowych długów i nasze oszczędności emerytalne, które ci panowie właśnie zamierzają bezczelnie zgarnąć?

PS. By udowodnić, że w sposób bezsennsowny tkwimy z tą władzą od lat i że zawiodły przez lata wszelkie instytucje kontrolne, organa jak i administracja publiczna przytaczam swój artykuł z 2010 roku dotyczący budżetu na 2009 rok.

Po zielonej wyspie pozostanie ocean długów
Więcej na: http://unicreditshareholders.com/bie%C5 ... nformacje/

źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/5517-dziur ... stowskiego
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


"Stoimy w kolejce, żeby zobaczyć tę dupę ze szczurem?" [WSPOMNIENIA PILOTÓW WYCIECZEK]
Obrazek

Turyści na wakacjach bywają trudni, niezorientowani, zagubieni i bardzo nieporadni. A często potrafią narobić sobie i innym niezłego obciachu. Innym, czyli pilotom wycieczek, którzy w tym tekście wspominają historie, których nigdy nie zapomną.

Kto się nami zajmuje na wakacjach? Jak wygląda biznes turystyczny od kuchni? Przez całe wakacje rozmawiamy z tymi, którzy siedzą w nim nie od dziś. W tym odcinku - Piotr Kruczek, pilot wycieczek (http://www.piotrkruczek.pl /) i autor strony PilociWycieczek.pl (http://pilociwycieczekgrono.wordpress.com/).

Karykaturalny margines, ale wcale nie taki mały


Piotr Kruczek: "Obraz turystów z tych autentycznych historii, to raczej koloryt i folklor masowej turystyki. To przykłady trochę z karykaturalnego marginesu, który jednak ciągle nie jest mały i przysparza współtowarzyszom podróży często tyleż radości, co czasem niestety i wstydu.. Niektóre sytuacje dobrze pokazują, jak turyści potrafią szukać dziury w całym (słusznie i nie) i jak lepiej nie postępować, by nie narażać się na śmieszność czy to rodaków, czy też obcokrajowców.

Część życiowych turystycznych anegdot bierze się z rodzimych schematów (zupa, schabowy) i stereotypów albo braku obycia i wiedzy oraz kultury "nieobjeżdzonego" czy niewykształconego miłośnika "olinkluziw".

Widać tu często potrzebę dotrzymania pozorów statusu "światowca" - jestem w Egipcie/Grecji/Izraelu, to nie tylko leżę na plaży, ale i zwiedzam... narzekając, marudząc i krytykując. To dobre przykłady jak raczej nie postępować i czego unikać, by w turystycznej masie nie wyróżniać się na niekorzyść. Zapiski te to też trochę wentyl bezpieczeństwa pracowników turystyki narażanych w swojej pracy nie tylko na stres, ale nieraz i na niełatwe konfrontacje z klientami, wobec których zachowanie profesjonalizmu i własnych opinii dla siebie jest trudną koniecznością."

(Wszystkie poniższe historie to autentyczne opowieści pilotów wycieczek zebrane na stronie prowadzonej przez Piotra).

Drobna zmiana


Turcja - Riwiera. 7 rano, niedziela, telefon od turysty: "Bo wie Pani... pada. Moja żona prosi, żeby spytać czy można zmienić hotel?". - Myślę: Boże... Ale klient nasz Pan! "Oczywiście możemy sprawdzić. Jakiś wybrany? - pytam. "Tak" - odpowiada klient. "To poproszę nazwę i sprawdzamy" - odpowiadam najuprzejmiej jak potrafię bez porannej kawy... "W Egipcie...". A za chwile kolejne pytanie: "Koszty będą duże?"


Dupa ze szczurem

Więcej: http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,1141 ... #TRNajCzyt
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

kraken109:

Teeeeee...."socjologu od kOltOry"...tyle,ze ta smazona ryba na tekturowej tacce byla PRAWDZIWA ryba,a nie hodowana w farmach na cho...lera wie jakich hormonach i antybiotykach,te tekturowe tacki sa w obiegu rowniez dzis,o wszechobecnych wowczas,jak sie to nazywalo "roznach",gdzie mozna bylo zjesc PYSZNA i PRAWDZIWA kielbase z plasterkiem sloniny i cebuli z PRAWDZIWA bulka,nawet sie nie zajaknales!!W stolowkach na wykupiony abonament ZAWSZE byly 2-3 potrawy do WYBORU!!! Te "krecone" lody,byly PRAWDZIWYMI lodami,a nie kombinacjami narozniejszych proszkow i polepszaczy, w budkach mozna sie bylo napic piwa warzonego z CHMIELU i JECZMIENIA a nie zaprawianego zolcia bydleca,jak ma to miejsce w tym "freszcie slosznym ostrojo",pilkarzyki byly jednak o cale niebo bardziej rozrywkowe anizeli obecne rozne "Duty calls" na kompach...przede wszystkim byly gra TOWARZYSKA!!! Nie wspomniales cieciu "ot koltory" o np. brydzu czy szachach,o glupim tysiacu nawet nie wspominam....i twierdzisz,ze NIE bylo alternatywy???? BYLA,i to bardziej atrakcyjna niz obecnie!!!!!
==========================
Wywczasy
Wczasowicz obecnie jest mniej proszący i dziękujący. Bywa raczej podminowany. Personel robi więc wszystko, by go zadowolić. Bo satysfakcja klienta FWP to gwarancja jego powrotu.
Obrazek
Pan Tadeusz z Warszawy (branża metalowa) przyjeżdża do Międzyzdrojów od 1958 r. Początki były takie, że się dostawało przydział do pokoju z obcymi, dobieranymi jak leci. A czasami z klucza branżowego. Kupowało się żubrówkę, rozpijało. Teraz pan Tadeusz nie ma tak mocnej głowy, ale sentyment do Funduszu Wczasów Pracowniczych mu został. W tym roku wykupił sobie w ośrodku FWP pobyt od maja do końca wakacji: pokój z łazienką w ośrodku kategorii pierwszej. Tyle że stołówki nie ma na miejscu, trzeba chodzić do Posejdona, który ma kategorię premium. Jemu akurat spacer dobrze robi, ale zdarza się wczasowicz marudny, który nie lubi iść na śniadanie w deszczu, bo boi się, że mu skarpetki w sandałach całkiem przemokną.

Najgorzej mają ci, którzy wykupią miejsce w ośrodku drugiej kategorii: pokój z umywalką przy szafie, ubikacje na korytarzu, do stołówki pół kilometra. Tu personel musi wykazać się podejściem bardziej psychologicznym niż dawniej, gdyż wczasowicz obecnie jest mniej proszący i dziękujący. Bywa raczej podminowany. O, choćby teraz: do pani pokojowej sunie blondynka niskiego wzrostu, w ręku trzyma peta. – Proszę, dowód! – mówi. – Te dwie babki, co mieszkają na górze, wyrzucają pety przez okno. Jeszcze się tu coś zajmie i będzie. No proszę – blondynka wciska niedopałek pani pokojowej.
– Nie kolekcjonuję – pokojowa odmawia przyjęcia peta. Ale uprzejmie dziękuje blondynce za czujność. – Porozmawia się z tymi dwiema u góry – obiecuje. – Ukulturalni się je, żeby paliły po ludzku. Blondynka odchodzi rozbrojona, z satysfakcją. To dobrze, bo satysfakcja klienta FWP to gwarancja jego ciągłego powrotu.

Klient sentymentalny

Fundusz Wczasów Pracowniczych powstał w 1949 r. w celu przyzwyczajenia Polaków do wypoczynku. Prawo ludu pracującego do urlopu zostało zapisane w Konstytucji PRL.

W latach 90. ubiegłego wieku FWP zarządzał w sumie niemal pół tysiącem domów wczasowych w atrakcyjnych turystycznie miejscach. Wszystkie ośrodki podlegające funduszowi w 1997 r. przeszły w ręce spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Od lat nie ma już skierowań z zakładu pracy ani dofinansowywania turnusów w ramach Funduszu Wczasów Pracowniczych, ale spółka ma wciąż w nazwie FWP. Ludzi to nie zraża, wręcz przeciwnie. Nie zrażają ich nawet ceny – pokój dwuosobowy z wyżywieniem potrafi kosztować ponad 300 złotych za dzień.

– Jest tak zwany klient sentymentalny – mówi Marek Arkusiński, prezes zarządu FWP. Sentymentalny nie chce zmieniać miejsca – jeśli kiedyś jeździł do Międzyzdrojów, to teraz też wybierze FWP i Międzyzdroje. Sentymentalni lubią też Spałę, Krynicę, Zakopane. Prezes zapewnia, że sukcesywnie remontuje się ośrodki, żeby sentymentalny klient mógł wypoczywać jak zawsze, ale jednak lepiej.

– Ludzie mają sentyment? Ciekawe do czego? – zastanawia się dr Grzegorz Kaczmarek, socjolog kultury. To raczej – jego zdaniem – brak nowych wzorców wypoczynku. – W PRL wykształcił się wzorzec jedyny: wyjazd w ramach wczasów pracowniczych: żywienie w stołówce, plaża, wieczorem gra w piłkarzyki, bilard, spacer od budki do budki, smażona ryba na tekturowej tacce, kręcone lody, wata cukrowa. Nie było alternatywy – zauważa socjolog. Tak się nauczyliśmy wypoczywać i niektórym to zostało.

– Córka mówi, że choć raz powinniśmy pojechać gdzie indziej – przyznaje pan Władek, emeryt z Wrocławia, który wraz z żoną po raz kolejny jest w ośrodku FWP w Międzyzdrojach. No więc córka wciąż: wyjedźcie gdzieś w nowe miejsce, może za granicę, może w góry. – A ja jej tłumaczę: w naszym wieku trzeba się już przyzwyczajać do piasku.

Dwa światy

Kelnerka w stołówce zbiera kartki – trzeba przynieść potwierdzenie, czy wykupiło się pełną porcję, czy pół. Dziś: barszcz i plaster ananasa w cieście. Jak wszyscy zjedzą deser, przyniesie ziemniaki i pulpety w sosie pomidorowym. Kuchnia akurat wydaje w takiej kolejności.

Stołówka pełna – głównie pary w średnim wieku, ale też sporo młodszych, z dziećmi. Rano, na śniadaniu, pani z kokiem dopytywała, dlaczego nie ma tego twarożku, który był rok temu, bardzo jej smakował. Inni lubią podpiekaną mortadelę, a także pasztetową wędzoną i metkę. Smaki PRL.

– Aby tylko pogoda była – martwi się pan Władek. Wczoraj lało, dziś leje. Ale wcześniej słońce było takie, że panu Władkowi skóra zdążyła zejść trzy razy. Tak na nim pękała, jak nie przymierzając farba olejna na schodach ośrodka premium.

W pokojach liszaje i ślady, jakby ktoś po ścianach chodził. W szafie z płyty paździerzowej smród. W łazience grzyb. Z kranu woda kapie. Za to z radia Wanda 2 nic nie leci, rozregulowane.

Premium to czasem tylko widok z okna: na molo, aleję z odciskami rąk znanych aktorów. No i na Amber Baltic – hotel, w którym zawsze, gdy jest Festiwal Gwiazd, zatrzymują się celebryci. Tam mają baseny, saunę, w pokojach DVD oraz minibarki. A w FWP, jak się ktoś chce napić, to może sobie zaparzyć herbatę na korytarzu – na każdym piętrze jest czajnik i kartka przylepiona do ściany, na której uprasza się o niezabieranie dzbanka do pokoju.

Co kogo podnieca

– Mnie tam Amber nie podnieca – daje słowo Jerzy Madziar, instruktor fitnessu z Międzyrzecza. Świetnie zbudowany: bicepsy rozpychają czarną, bawełnianą koszulkę. No i ten jego pojazd – trójkołowy, skręcony z części garbusa 1200 oraz syreny model 115. Od osiemnastu lat nim jeździ i kto go w nim zobaczy, to wow! Zaraz chce dotknąć, usiąść. Madziar zawsze latem jest w Międzyzdrojach i zawsze w ośrodku wczasowym FWP. Tak lubi. Tu go znają i on wszystkich zna.

Znajomości, jak mi zdradzi później nauczycielka, która często korzysta z FWP, są nie bez znaczenia. Stali klienci mogą liczyć na lepszy pokój. Niektórzy chwalą się, że potrafią po znajomości zbić cenę. Bywalcy czują się ważni. Gdy się nowy przysiądzie w stołówce, to słyszy, jakież tu były wieczorki zapoznawcze, jakie wybory starosty turnusu i starościny.

– Szkoda, że nie ma świetlicy jak dawniej – mówi żona pana Władka z Wrocławia. Przez to mniejsza jest teraz integracja. A to jednak ważna rzecz poznać kogoś na urlopie.

Jerzy Madziar stale poznaje, bo parkuje swoim trójkołowcem tuż przy Alei Gwiazd, każdy podchodzi dotknąć, pozachwycać się cud-maszyną. Dają 2 złote, żeby tylko móc usiąść na chwilę, zrobić sobie fotkę na pamiątkę, tak jak kiedyś robiło się zdjęcie z kucykiem.

– O, bardzo ładnie. Jeszcze tylko proszę się bardziej pochylić nad kierownicą – Madziar instruuje dwudziestolatkę z jędrnym biustem. Czasami przyjdzie dziewczyna w krótkiej spódnicy, bez majtek. Takiej robić zdjęcie to dopiero frajda. Madziar zauważa, że ze zmian na lepsze to jest chyba tylko to wyzwolenie obyczajowe u młodych.

– Reszta jak dawniej – twierdzi. Tacy jacyś jesteśmy zakonserwowani w PRL. Wciąż te same wakacyjne rozrywki: poopalać się, najeść. Wieczorem napić, jakiś dansing. Madziar mógłby już być socjologiem, tyle ma obserwacji. – Jesteśmy wciąż tacy sami, tylko teraz bardziej ściśnięci w sobie, mniej otwarci. Nerwy nas spinają i nie chcą puścić. Takie czasy – wzdycha.

– Podnosimy ręce, klaszczemy – woła ze sceny Eleni, ta prawdziwa, Polka z Grecji. I wszyscy w amfiteatrze wstają, kołyszą się w rytm: "Już późno, a nam się wcale nie chce spać”. To samo się tu śpiewało dawniej. Różnica taka, że ludzie się kołyszą, a w ręku trzymają telefony i nagrywają. Pokaże się rodzinie, jak było na wczasach.

Nie to samo

Szkoda, że już koniec, ostatnia piosenka. Ale nic to, kilkadziesiąt metrów dalej jest dansing i leci "Biała mewa". Po drugiej stronie bar z plackami ziemniaczanymi, przy nim piwo z beczki. Jakiś pan przy mikrofonie rozdzierająco podrabia Krzysztofa Krawczyka: "Bo jesteś ty, znów przy mnie budzisz się".

Alfred Janiszewski, emeryt z Katowic (40 lat w górnictwie), bierze do tańca żonę Helenę. – Ech, stare, dobre czasy, nic, tylko do nich wzdychać. Człowiek brał skierowanie i się nie musiał martwić, wszystko kaowiec organizował. Teraz trzeba się samemu zakręcić, żeby się rozerwać. To nie to samo.

– Jasne, że nie to samo – mówi Zdzisław Lubak z Polkowic (też emerytura górnicza, 32 lata na dole). – Dawniej jakiś taki większy porządek był, no i ogólnie było przystępniej. Weźmy taki dostęp do toalet – kiedyś, jak piwo się kupowało, dawali od razu kartkę i z tą kartką był wstęp do ubikacji. Teraz to już nic nie jest tak zorganizowane.

W Międzyzdrojach za PRL tęsknią nawet rybacy. – Rybak wtedy to był pan – uśmiecha się Jan Pawlukianiec. Gdy rybak wypływał, łowił, miał towar, a więc miał wszystko – za rybę można było kupić od ręki nawet kolorowy telewizor. Teraz trzeba ludzi do ryby przekonywać.

Pawlukianiec już nie łowi, prowadzi smażalnię na kutrze i widzi, że mało kto szuka nowych smaków. Biorą dorsze, flądry, bo znają z dawnych lat. – Ale takiego na przykład turbota? Z ostrożnością, niechętnie – mówi. Na turboty wpadają do niego Piotr Adamczyk, Tomasz Karolak, Małgorzata Kożuchowska. Zajadają z tekturowych tacek – nowy smak, ale podany jak na wakacjach w dzieciństwie.

Tęsknotę za dawnymi latami widać też w wesołym miasteczku. Ludzie przychodzą, pytają: a gdzie strzelnica? Kurczę, postrzelałoby się, żeby trafić misia albo czerwone serduszko dla ukochanej.

– Nowe wcale nie jest lepsze od starego. Ja bym chciała doczekać czasów, żeby było tak jak kiedyś – wyznaje żona pana Zdzisława Lubaka, górnika z Polkowic. Siedzą tak sobie: ona, mąż i wnuczek, w barze, przy rybce z frytkami, sól sypią z butelki po soku owocowym z nakrętką dziurkowaną. Dobrze, że jeszcze ta ryba taka jak dawniej. Wnuczek może popróbować. Dobre i to.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/wywczas ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów:

~witold48

Ks. Wiesław Madziąg, proboszcz parafii Matki Bożej Fatimskiej, 13 czerwca 2013 zabił 22-letniego Dawida Jaśkowiaka. Miał 2,9 promila alkoholu we krwi. Był nałogowym alkoholikiem. Znanym Policji , mieszkańcom i Biskupowi. Nikt nie zrobił nic aby zapobiec tragedii. Kuria od wielu lat wiedziała, że proboszcz pije, i nic z tym nie zrobiła. Nie wysłali go na leczenie, nie odebrali parafii, nie pozbawili sutanny. Na pogrzebie księdza były tłumy. Dwóch biskupów, dziesiątki księży, tłum oficjeli. Śmietanka lokalnego biznesu, politycy – w tym kompani proboszcza od kieliszka. Pogrzeb Dawida Jaśkowiaka był dużo skromniejszy. Nie było oficjeli. Ksiądz dzień wcześniej pojechał do biskupa po instrukcje. Ani słowa o wypadku i jego sprawcy. Zabrakło słowa przepraszam. Na prawie 30 tysięcy polskich duchownych blisko 5 tysięcy to alkoholicy. Ks. Wisław Madziąg był kapelanem policyjnym. Zatrzymywany do kontroli obrażał policjantów i zwalniał ich z pracy. A Kuria mówi że to ks Lemański wyrządził krzywdę.
----------------------
~bonifacy -

"Każdy szaleniec czy prowokator, który podniesie rękę na władzę ludowa może być pewien, że władza ludowa mu tą rękę odrąbie" -Józef Cyrankiewicz, premier PRL, rok 1956. Czy ktoś widzi jakieś podobieństwa?
===================
Kuria: Ks. Lemański wyrządził szkodę Kościołowi
"Ks. Wojciech Lemański, stając się dobrowolnym zakładnikiem mediów, wyrządził wielką szkodę Kościołowi oraz wywołał poważną dezorientację i niepokój społeczeństwa" - napisano w komunikacie kurii warszawsko-praskiej opublikowanym w niedzielę wieczorem.
Obrazek
Autorzy komunikatu podkreślają, że ks. Lemański nie ustawał w oskarżaniu ordynariusza warszawsko-praskiego abp. Henryka Hosera o liczne krzywdy i niesprawiedliwe decyzje. "Czynił to za pośrednictwem prasy, radia, telewizji i internetu. Tymczasem, ksiądz arcybiskup nigdy nie wypowiadał się publicznie o zachowaniu ks. Lemańskiego w tym, co mogłoby mu przynieść ujmę, czy naruszyć jego dobre imię" - czytamy.

Kuria warszawsko-praska poinformowała, że przed usunięciem z urzędu proboszcza w Jasienicy ks. Lemański miał konflikt z dyrekcją i nauczycielami szkoły, w której uczył, nie przestrzegał zakazu wypowiedzi medialnych oraz otrzymał upomnienia kanoniczne od abp. Hosera.

"Działalność ks. W. Lemańskiego zataczała coraz szersze kręgi. Stawał się mentorem Kościoła, nie tylko we własnej diecezji, ale też Kościoła w Polsce i Kościoła powszechnego. Udzielał lekcji wiernym, kapłanom i biskupom z pozycji oskarżyciela i tropiciela grzechów, nie mając dostępu do wszystkich aspektów spraw trudnych, bolesnych i złożonych" - głosi komunikat.

"Zawsze wiedział lepiej, bez koniecznego umiaru i zachowania proporcji. Stosując zasadę 'pars pro toto' ukazywał Kościół, jako środowisko gwałcicieli, pedofilów, hipokrytów, zdzierców i pijaków. Sam kreował się obrońcą pokrzywdzonych i wykorzystywanych w Kościele, 'który jest chory', zwłaszcza w swej strukturze hierarchicznej" - czytamy.


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/religia/news-ku ... gn=firefox
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Supermarkety unikają płacenia podatków
Obrazek
Wszystkie zagraniczne sieci handlowe wygenerowane zyski w Polsce bez przeszkód transferują do swoich krajów pochodzenia. Polski podatnik nie ma z tego nic. O tym dlaczego tak się dzieje rozmawiamy z Pawłem Gruzą, ekspertem Fundacji Republikańskiej.
Obrazek
Tabelka unaocznia fatalną sytuację. Polski budżet jest – mówiąc delikatnie – w biały dzień ograbiany przez przebogate firmy.

Wykres pokazuje wartość podatku dochodowego płaconego względem bardzo wysokich przychodów tych firm. Przez odpowiednie planowanie podatkowe, poprzez politykę kosztową, firmy te wykazują niewielkie dochody. Działania te są co do zasady legalne i dlatego można mówić o fiasku podatków dochodowych jako pewnego źródła dochodów budżetowych. Jest to problem w wielu krajach, jednak nasze Ministerstwo Finansów cechuje w tym zakresie wyjątkowa pasywność. Po jednej stronie mamy skarbówkę, która koncentruje wysiłki na mało istotnych kwestiach pozostawiając bez dostatecznej uwagi tematy ważne takie jak np. transakcje między centralą firmy, a jej filią w Polsce (tzw. ceny transferowe). Prościej jest znaleźć i zakwestionować podczas kontroli fakturę za imprezę integracyjną niż przeprowadzić skomplikowane analizy rentowności.

Jak wygląda na tym tle sytuacja polskich sieci handlowych? Też unikają płacenia podatków?

Polskie sieci mają zazwyczaj inną strukturę właścicielską, organizacyjną, źródła finansowania i politykę inwestycyjną, no i, co do zasady, słabszą pozycję negocjacyjną wobec dostawców w porównaniu do siły koncernów zagranicznych. Dlatego proste porównanie podatków płaconych przez te dwie grupy firm jest błędem. Polskie sieci także mogą płacić niewiele podatków dochodowych lecz przy zupełnie innej strukturze kosztowej.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież w sytuacji, gdy Polska liczy tak bardzo na inwestycje zagraniczne nie działa w kierunku zabezpieczenia swych zysków.

Zwracamy uwagę, że obecnie służby skarbowe w całej Europie, ale także i w Azji, koncentrują prowadzone kontrole na analizie transakcji pomiędzy podmiotami powiązanymi. I Polska powinna tym razem wziąć przykład z tych wzorów. Niestety, polskie służby skarbowe nie są przygotowane merytorycznie, operacyjnie i nie ma dyscypliny w analizowaniu kwestii cen transferowych i kosztów, które wykazują różne branże. Czas urzędników jest marnotrawiony poprzez przeregulowanie ustaw podatkowych, poprzez brak odpowiedniej struktury administracji i brak efektywnej strategii kontroli. Mimo, że mamy najdroższą skarbówkę w krajach OECD (w proporcji do pobieranych podatków), to naprawdę „cennych” dla budżetu specjalistów w zakresie cen transferowych jest bardzo niewielu. Osoby, które potencjalnie mogłyby ze strony administracji państwowej nadzorować temat cen transferowych pracują obecnie dla firm doradczych za wysokie pensje, dysponując specjalistyczną wiedzą i odpowiednimi narzędziami informatycznymi. Pytanie, czy minister finansów jest gotowy zainwestować odpowiednie środki w przygotowanie i wyposażenie wyspecjalizowanej służby. Przykładem sukcesu w kwestii pilnowania zysków zagranicznych firm są Indie. Zainwestowały one w odpowiednie służby fiskalne i odzyskały miliardy dolarów podatków.

źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/5577-s ... a-podatkow
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


SP chce odwołania Jacka Rostowskiego, PiS komisji śledczej ws. jego działań
SP przygotowała wniosek o odwołanie ministra finansów Jacka Rostowskiego; zarzuty dotyczą wzrostu zadłużenia publicznego o ponad 340 mld zł oraz "oszukania Polaków" w sprawie deficytu tegorocznego budżetu. Akcję wymierzoną w ministra w rządzie Donalda Tuska szykuje też PiS. Jarosław Kaczyński poinformował, że jego partia złoży wniosek o powołanie komisji śledczej ws. działań Jacka Rostowskiego.
Obrazek
- Powinna być powołana komisja śledcza. Trzeba w końcu ustalić, jaki jest stan finansów publicznych, jak wygląda kreatywna księgowość, jaka jest w tym wszystkim rola samego ministra. To jest naprawdę bardzo ważna sprawa dla naszego obecnego funkcjonowania jako państwa i przyszłości. Nowy rząd zetknie się z bardzo trudną sytuacją. Dobrze, żeby była znana - mówił Kaczyński na briefingu w Sejmie.

Zapowiedział, że PiS złoży odpowiednio uzasadniony wniosek. Podkreślił, że PiS liczy na poparcie wszystkich partii opozycyjnych a także na namysł PSL.

Kaczyński zaznaczył, że PiS nie zgłosiło wniosku o wotum nieufności wobec Rostowskiego, ponieważ głosowanie w tej sprawie byłoby przegrane. - Nie warto się do tych metod odwoływać. To jest bezskuteczne i w gruncie rzeczy nic nie daje - ocenił.

Innego zdania jest za to Solidarna Polska, który zdecydowała się na taki krok. Poseł SP Andrzej Romanek poinformował, że wniosek jest już gotowy, zostanie teraz rozesłany do pozostałych klubów parlamentarnych. SP chce wśród posłów innych partii zebrać brakujące podpisy pod wnioskiem. Do złożenia wniosku o wotum nieufności wobec ministra wymaganych jest bowiem 69 podpisów, a klub SP liczy 17 posłów.

Romanek, uzasadniając wniosek, mówił, że "lista grzechów pana ministra Rostowskiego jest tak duża, że nie sposób ich wszystkich wymienić". - Gdy minister finansów, pan Rostowski, obejmował tekę ministra, zadłużenie publiczne wynosiło 496 mld zł, dziś wynosi 838 mld - wzrosło o 341 mld zł. Tak wygląda zarządzanie finansami przez ministra Rostowskiego - powiedział.

Zarzucił także Rostowskiemu podwyższenie podatku VAT z 22 do 23 proc. - Mówi, że będzie obniżał go w kolejnych latach - dziś jest wysoce prawdopodobne, że stawka VAT będzie nie tylko 23, ale najprawdopodobniej 24 proc., a może i maksymalna - 25 proc. - powiedział.

Z kolei rzecznik klubu SP Patryk Jaki przekonywał, że Rostowski "oszukał wszystkich Polaków", bo w budżecie "pomylił się o 24 mld". - Gdyby w prywatnej firmie księgowy pomylił się o 24 mld, natychmiast zostałby dyscyplinarnie zwolniony i my teraz apelujemy do polskiego Sejmu, by w imieniu Polaków dyscyplinarnie zwolniono Jana Vincenta Rostowskiego - zaapelował.

W zeszłym tygodniu premier Donald Tusk i wicepremier, minister finansów Jacek Rostowski poinformowali o konieczności przeprowadzenia nowelizacji tegorocznego budżetu, w którym brakuje 24 miliardów złotych. Oprócz zmian w ustawie budżetowej, które mają być przeprowadzone po wakacjach, rząd chce zawiesić na ten rok działanie 50-proc. progu ostrożnościowego i reguły wydatkowej, według której wydatki mogą rosnąć nie więcej niż inflacja plus jeden proc.

Sejm we wtorek po południu zajmie się projektem noweli ustawy o finansach publicznych, który zakłada zawieszenie 50-proc. progu ostrożnościowego.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sp-chce- ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarze internautów:

~słowniczek -

Jaka afera,jaki złodziej ? Według obecnej NOMENKLATURY przedsiębiorczy BIZNESMEN-POprostu ELYTA.

--------------------------------

~domyślny -



Nie podali z jakiego ugrupowania ten urzędnik, więc pewnie z PO, bo jakby był z PiS to by podali.

===========================

Afera korupcyjna w Cedyni
Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie wszczęła śledztwo ws. przyjęcia 200 tys. euro i 30 tys. zł korzyści majątkowych przez osobę pełniącą funkcję publiczną w Urzędzie Miasta i Gminy Cedynia - poinformowała we wtorek rzeczniczka prokuratury Anna Gawłowska-Rynkiewicz.

Jak poinformowała Gawłowska-Rynkiewicz, do przestępstwa miało dojść w latach 2009-2010. Urzędnik miał przyjąć pieniądze za pomoc w uzyskaniu dzierżawy nieruchomości przeznaczonych m.in. pod budowę stacji paliw i targowiska w Osinowie Dolnym. Dzięki łapówce firma prowadząca działalność gospodarczą na terenie gminy zyskała przychylność przedstawicieli urzędu - dodała Gawłowska-Rynkiewicz.

Ze względu na dobro śledztwa prokuratura nie udziela informacji kogo ono dotyczy.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa wpłynęło 3 lipca; w ubiegły poniedziałek prokuratura wszczęła śledztwo.

- Prokurator przeprowadził czynności sprawdzające w tej sprawie i uznał, że istnieją przesłanki do wszczęcia śledztwa - powiedziała Gawłowska-Rynkiewicz.

Śledztwo powierzono Delegaturze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Szczecinie.

źródło: http://polskalokalna.pl/wiadomosci/zach ... 937788,224
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty pod artykułem:
zbiwa

Jak wygląda "NIE przymuszanie" do zakupu garnków niech zobrazuje historia którą opowiedziała mi moja Mama.
Otóż pewnego razu jej koleżanka poprosiła ją o asystę, bo jej sie nie chciało samej iść, na pewną prezentację kołder antyalergicznych z wielbłądziej wełny. Koleżanka Mamy miała wtedy lat 85 a moja Mama 88.
Poszły do renomowanego hotelu w mieście i na wstępie na dużej sali nastąpiła rozgrzewka ich umysłów i wstępne urabianie. Prelegent zachwalał wyroby i pokazywał wielkie plansze z powiększonymi zdjęciami roztoczy aby wzbudzić trwogę w sercach gawiedzi i zobrazować z jakimi to strasznymi zwierzętami sypiamy.
Aby ułatwić kontakt i okazać jak szanowanych gości zapraszają na takie prezentacje to poczęstowali wszystkie staruszki lampką "szampana" czyli wina gazowanego. Jak działa lampka szampana na organizm kilkudziesięciolatka możemy się domyślić.
Po ogólnej prezentacji rozdzielono staruszków na podgrupy po 2 max. 3 osoby i tam przystapili do nich fachowcy od urabiania szczegółowego.
Stawali sie lekko agresywni bo rozmowę w pewnym momencie zaczynali juz prowadzic w ten sposób, że próbowali wzbudzać w tych staruszkach poczucie winy i konieczność tłumaczenia się.
"No, ale dlaczego Pani nie chce tego kupic? Przeciez to taki dobry produkt. Wszyscy go kupują" itd.
Mały poczestunek - lampka wina musujacego do tego jakis prezencik - juz nie pamietam co to było ale jak mama mi to opowiadała to sie smiałem, że dali im cos o czym mówili, że jest warte 50 zł a na Allegro to samo mozna było kupic za 1,50.
Napastliwość sprzedających rosła i moja Mama w którymś momencie sie zdenerwowała i lekko opieprzyła sprzedwcę-urabiacza.
Wywiązała sie mała dyskusja sporna którą moja Mama spuentowała tak.
"Prosze Panią. Dlaczego jak ja Pani mówię, że nie jestem zainteresowana tymi kołdrami to nie przyjmuje Pani tego do wiadomości i dalej próbuje mnie nakłaniac do tego zakupu i jeszcze kazać mi sie tłumaczyć. Jeżeli ja mówie NIE to znaczy Nie i basta. W dodatku mam 88 lat i całe życie spałam pod kołdrą puchową i nie widzę żadnej potrzeby aby zmieniac moje upodobania i przyzwyczajenia"
Na to dictum moja Mama została natychmiast umiejetnie odseparowana od reszty staruszków i delikatnie wyprowadzona z sali na zasadzie "Pani juz dziękujemy"
Nie musze chyba wspominać, że te "cudowne" kołdry kosztowały jakies 4 czy 5 tys złotych ale normalnie kosztuja wiecej ale jak kupicie państwo dzisiaj to mamy dla was tę specjalną niższą ceną i jeszcze nasz kierowca zawiezie was z tymi kołdrami do domu a jak nie macie pieniedzy to zaden problem bo tutaj jest przedstawiciel firmy pozyczkowej i kredycik macie w parę minut a w ogle to na zdowiu sie nie oszczedza bo zdrowie jest najwazniejsze. Itd. Itp.
I teraz mam pytanie.
Czy zdajecie sobie Państwo sprawe ile tysiecy osób zostało tak ugotowanych w naszym kraju na garnki, kołdry, lampy zdrowotne czy materace lub inne badziewne produkty?
Ile tragedii sie wydarzyło jak bacia przyszła do domu z cudownymi garnkami ktorych wartośc kilkakrotnie przekraczała jej emeryturę?
Jeżeli jakiś "artysta" firmuje taki proceder to jest dla mnie ostatnim gnojem i najgorszą mendą.
Nie jestem byłym pracownikiem a relację ze spotkania przedstawiam na podstawie relacji mojej Mamy która ma wprawdzie prawie 90 lat ale jest kumata i nie dała sie porobić badzie cwaniaków.

================================

Firma zaprasza na kabaret, by wcisnąć garnki za kilka tysięcy złotych. Jej były pracownik: "Byliśmy w stanie naciągnąć każdego"
Obrazek
Firma Eco Vital wabi potencjalnych klientów darmowymi zaproszeniami na kabarety z udziałem Andrzeja Grabowskiego, Cezarego Pazury czy Jerzego Kryszaka, aby sprzedawać garnki za kilka tysięcy złotych. Po tekście na temat działalności Eco Vital odezwał się do nas były pracownik tej firmy. - Byliśmy w stanie naciągnąć każdego - twierdzi i zdradza kulisy pracy.

Pan Patryk (imię zmienione) przez osiem miesięcy pracował w Eco Vital jako telemarketer. W rozmowie z portalem Gazeta.pl opowiada, za pomocą jakich trików namawiał publiczność do przyjścia na "prezentację kulinarną", co działo się podczas takich spotkań oraz dlaczego - jak twierdzi - nie wpuszczano na nie osób poniżej 35. roku życia. - Jedna z osób, do których dzwoniłem, powiedziała, że to, co robimy, jest "naciąganiem moherów" - mówi pan Patryk.

Kosma Zatorski: Jak pan trafił do firmy Eco Vital?

Patryk, były pracownik firmy Eco Vital: - Mam 21 lat. Skończyłem technikum. U nas w mieście jest duże bezrobocie, więc złożyłem CV właśnie do tej firmy. Przyjęli mnie i nie ukrywam, podobało mi się. Lubię kontakt z ludźmi.

Pracowałem tam przez osiem miesięcy i wtedy trafiłem na spotkanie, na które dotąd, jako telemarketer, namawiałem klientów. To, co zobaczyłem, sprawiło, że byłem w szoku. Naprawdę wierzyłem, że zapraszam ludzi na spotkania kulinarne i rozmowy na temat zdrowia. Na miejscu okazało się, że to żaden pokaz kulinarny, a jedynie zagrywka, by zachęcić ludzi do kupna garnków. Prowadzący pytał się, kto jest bliżej zainteresowany naczyniami. Osoby podnosiły ręce. Wtedy zaczynała się sprzedaż.

Jak wyglądała sama procedura bezpośredniej sprzedaży?

więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... oxSlotIIMT
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Mefisto w ciele Rostowskiego
Obrazek
Braki w budżecie, demontaż systemu emerytalnego, wyższe podatki, obniżenie waloryzacji emerytur to tylko niektóre grzechy główne ministra finansów. Z cynicznym uśmiechem odsyła oponentów do dokształcenia się, a sam ma patent także na długowieczność.

Siła kreacji ministra Rostowskiego nie pomogła, aby ukryć jego indolencję/cynizm! Ujawniły się negatywne skutki sześcioletnich rządów kreatywnego ministra i nowe próby manipulacji w imię interesu państwa, obywateli. Zagarnięcie z otwartych funduszy emerytalnych ponad 17 mld zł, poszukiwanie w kieszeniach emerytów blisko 5 mld zł, i zapowiedź dalszej grabieży pieniędzy z OFE ponad 16,5 mln osób – członków funduszy emerytalnych – to twarde dane, których nie może się wyłgać nawet J.V. Rostowski.

Demontaż systemu emerytalnego to perspektywa najbliższych dwóch miesięcy. Rzekomy przegląd systemu emerytalnego był fikcją. Minister pracy i minister finansów przygotowali pseudo raport, który ma uzasadnić transfer (grabież) blisko 109 mld zł zainwestowane przez zarządzających aktywami OFE w obligacje SP. Tym, co nie dają wiarę w to, że można zdemontować system emerytalny warto przypomnieć Węgry, gdzie nastąpiła likwidacja emerytalnego systemu kapitałowego, a także inne pomysły.

Więcej: http://wgospodarce.pl/opinie/5621-mefis ... stowskiego
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Z Wrocławia nad morze. Testujemy dwie trasy!
Zapis wyścigu : http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,7271 ... SlotII3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

W nawiązaniu do artykułu z 24.07.2013 z godz 12:50
==============================
"Moi wykształceni rodzice kupili kołdrę z lamy. Nie czują się oszukani." "Moi teściowie-emeryci kupili fotel za 2,8 tys. zł". "Moja ciotka..."
- Moi wykształceni rodzice wybrali się na prezentację leczniczej kołdry z wełny lamy. Zapłacili 3 tys. zł. Po tygodniu kołdra cuchnęła jak namiot koczowniczy - pisze czytelniczka. Gdy o fenomenie sprzedaży bezpośredniej rozmawiamy na kolegium redakcyjnym, okazuje się, że... co druga osoba ma w rodzinie kogoś, kto na pokazie kupił coś o absolutnie cudownych właściwościach. Za krocie.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... ie.html#MT
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  2 gości

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM