Przepłacimy za śmieci mimo, że będziemy je segregować?
Już za osiem tygodni wchodzi w życie ustawa śmieciowa, a wciąż nie wiemy, jak walczyć o swoje prawa, jeśli będziemy musieli zapłacić wyższy rachunek, choć nasze śmieci będą posegregowane .
Od połowy roku gminy drastycznie podnoszą ceny za wywóz śmieci (nawet trzykrotnie). Ale opłaty za śmieci segregowane będą o 40-50 proc. niższe od nieposegregowanych. Para mieszkająca w bloku w zależności od tego, czy segreguje śmieci, czy nie, zapłaci miesięcznie: w Warszawie - 37 zł albo 51,80 zł; w Krakowie - 37 zł lub 55 zł; we Wrocławiu - 38 zł albo 57 zł.
Jednak wybór, jaki dostają mieszkańcy, często jest fikcyjny. W Warszawie m.in. Spółdzielnia Mieszkaniowa "Osiedle Młodych" i WSM Żoliborz zdecydowały, że we wszystkich blokach będzie tylko selektywna zbiórka. Segregować mają wszyscy, także ci, którzy nie chcą albo nie potrafią. Administratorzy uważają wejście przepisów za doskonały pretekst do pozbycia się zsypów. W Krakowie mają do tego przekonać ceny. Mieszkańcy jednej ze spółdzielni mieszkaniowej dostali taką propozycję: jeśli zgodzą się na zamknięcie zsypów i zaczną segregować śmieci, będą płacić tylko dwa razy więcej niż dzisiaj. Jeśli nie, zapłacą nawet trzy, cztery razy drożej.
Zbiorowa ma być więc odpowiedzialność: jeśli blok segreguje - jest zniżka, jeśli przestaje - więcej płacą wszyscy.
Już pojawiają się sugestie, że system będzie można oszukać. Administrator w warszawskiej wspólnocie powiedział lokatorom, że jakoś będą musieli "dogadać się" z firmą odbierającą śmieci, bo nie wszyscy będą segregować. Chodzi o to, by to firma wzięła na siebie segregowanie. Wspólnota będzie płacić nieco więcej niż za śmieci segregowane, ale mniej niż wynosi oficjalna, narzucona przez miasto stawka za śmieci niesegregowane. Czy ten pomysł będzie możliwy do przeprowadzenia?
Gdy pytamy urzędników, odbiorców śmieci i zarządców nieruchomości, jak będzie wyglądać nakładanie kar za źle przeprowadzoną selektywną zbiórkę i kto miałby to wiarygodnie oceniać, nikt dokładnie nie wie. - Nikt w Polsce nie jest w stanie udzielić precyzyjnych odpowiedzi - mówi Mariusz Lubiński, wiceprezes firmy ADMUS, która zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami.
Ze wstępnych szacunków od wspólnot i spółdzielni wynika, że większość Polaków zamierza śmieci segregować.
Zastanawiamy się więc:
Co bardziej opłaca się firmom wywożącym śmieci?
Z rozmów z tego typu firmami wynika, że wszystko zależy od tego, jaką technologią dysponuje firma. Jeśli przetarg wygra mała firma, która nie ma np. własnych linii do sortowania odpadków i nie zarabia na ich sprzedaży do recyklingu, to może więcej zarobić na wywozie tradycyjnych śmieci. Wtedy nie będzie chciała obsługiwać nieruchomości, których mieszkańcy segregują (bo za to płacą mniej). Duże i nowoczesne firmy zarabiają jednak duże pieniądze na selektywnej zbiórce: surowce odbierane na polskich osiedlach trafiają do przetwórców, którzy handlują nimi w całej Europie.
Co to znaczy, że śmieci są źle segregowane?
Wszystkie samorządy ostrzegają, że jeśli w pojemnikach na selektywną zbiórkę będą inne śmieci, to grozi to wyższymi stawkami za odbiór nieczystości. Ale tylko niektóre określiły, o jakie proporcje chodzi. Udało się w Warszawie, np. w pojemnikach na szkło nie może być więcej niż 20 proc. innych odpadów, w kontenerach na suche odpady (np. makulatura, plastik) muszą one stanowić min. 60 proc. w ogólnej masie surowców zebranych w pojemniku.
Ale już np. w Poznaniu czy Krakowie poziom segregacji będzie oceniany na oko. - Jeśli nie zauważymy drastycznych przekroczeń, kary nie będzie - deklaruje Walerian Ignaszak ze Związku Międzygminnego Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej.
Kto sprawdzi, że źle segregujemy, i jak nam to udowodni?
Sprawdzać ma firma, która odbiera śmieci z danej nieruchomości. Miasta dopiero robią przetargi, w których wybiorą te firmy, nie wiadomo więc, jak wyobrażają sobie to sprawdzanie poziomu segregacji. Pewne jest tylko, że samorządom zależy na selektywnej zbiórce, bo Unia narzuca nam znaczne zwiększenie poziomu recyklingu w najbliższych latach i gminy będą za to rozliczane.
Na razie określiła się m.in. Warszawa. Miasto żąda od firm wywozowych, by za każdym razem, gdy odbierają posegregowane śmieci, pracownik najpierw zaglądał do kontenera (worka) i oceniał (na oko), czy są tam takie surowce, na jakie przeznaczone jest to miejsce. Jeśli nie, musi napisać notatkę i wysłać mail do gminy w tej sprawie. A po śmieci przysłać zwykłą śmieciarkę. Miasto może poprosić o zdjęcie zawartości takiego pojemnika. Nie wiadomo, ile takich donosów ma się zebrać, żeby podnieść wysokość rachunku.
Kiedy firmy zaczną weryfikować, czy dobrze segregujemy?
Sztywnych okresów przejściowych nie ma. Ustawa wchodzi w życie 1 lipca i od tego dnia mamy segregować śmieci. - Ale przecież nikt z dnia na dzień nie nauczy się segregacji i nie zmieni nawyków - argumentuje Mariusz Lubiński. Eksperci szacują, że w pierwszym półroczu (do roku) podwyżek opłat nie będzie.
Mój blok zadeklarował, że nie segreguje śmieci. Czy można będzie zmienić zdanie? Jak często?
Deklaracje składane przez spółdzielnie/wspólnoty do gminy można składać wielokrotnie. A nawet jest taki obowiązek, gdy np. zmienia się liczba lokatorów jakiegoś budynku.
Jak bronić się przed nałożeniem wyższych stawek? Czy zamiast płacenia większych rachunków można zadeklarować sumienne sortowanie?
W większości miast nie ma jeszcze szczegółowych zasad, na które mieszkańcy albo zarządcy wspólnot w ich imieniu mogliby się powoływać.
Jak mieszkańcy mają pilnować w swoim gronie, że zgodnie z deklaracją wszyscy segregują śmieci?
Nawet jeśli w bloku większość wybierze ekologiczną zbiórkę, to całkiem prawdopodobne, że leniwi lokatorzy popsują pracę pozostałych. Administratorzy nie mają zamiaru mieszać się do tego i sugerują, że zadziała sąsiedzka kontrola. - Nie chcemy robić z naszych osiedli państwa policyjnego. Nikt z administracji nie będzie stał przy śmietniku i patrzył na ręce. Ale mam nadzieję, że sąsiad zwróci uwagę sąsiadowi, jeśli zobaczy, że źle albo wcale nie segreguje - mówi Robert Szumski ze Spółdzielni Mieszkaniowej "Torwar". Ale i z tym może być problem, bo według firmy badawczej TNS zaledwie 4 proc. z nas wie bardzo dobrze, jak sortować odpady, a co trzeci nie ma o tym pojęcia.
Już pojawiają się sugestie, że system będzie można oszukać. Wspólnota będzie płacić nieco więcej niż za śmieci segregowane, ale mniej niż wynosi oficjalna, narzucona przez miasto stawka za śmieci niesegregowane.
źródło: http://metromsn.gazeta.pl/Portfel/1,126 ... owac_.html






