Pasażer robi śledztwo. Odkrywa.. wielki chaos na kolei
Wszystko zaczęło się we wrześniu ub.r. Syn zielonogórzanina, student wrocławskiej uczelni jechał na ważny egzamin. Wsiadł do porannego pociągu pospiesznego "Hetman" na stacji w Zielonej Górze. Na dworcu centralnym we Wrocławiu miał być o godz. 9.12. Do egzaminu pozostałaby chłopcu bezpieczna godzina.
- Odwiozłem syna na dworzec i spokojny wróciłem do łóżka. Przed siódmą obudził mnie telefon. Syn był zrozpaczony, bo jeszcze nie dojechał do Nowej Soli. Minęło 1,5 godz., a pociąg nie przejechał nawet 20 km - odpowiada Mieczysław Pląder, ojciec studenta.
Okazało się, że pociąg wyjechał z Zielonej Góry z 40-minutowym opóźnieniem. Pląder nie chciał ryzykować, że syn obleje egzamin, wsiadł w samochód, odebrał syna z dworca w Nowej Soli i zawiózł go autem do Wrocławia.
O sprawie pewnie by zapomniał, gdyby nie fakt, że tydzień później syn znów kupił bilet na "Hetmana". Tym razem ojciec przezornie odprowadził go na peron. Pociąg znów nie ruszył o czasie. Po kwadransie oczekiwania ojciec ruszył w poszukiwaniu dyżurnego ruchu.
Nie sprawdzili hamulców
- Natknąłem się na kierownika pociągu, gdy ochrzaniał pracownika w pomarańczowej kamizelce. Mówił, że nie może odjechać, bo w pociągu nie wykonano przeglądu technicznego, próby hamulców.
Groził, że bez pisemnego protokołu nie pozwoli na jazdę. Po reprymendzie pracownik zabrał się za ostukanie kół pociągu - opowiada Pląder. Sam zapytał kierownika o powody opóźnienia. I się zdziwił.
- Kierownik żalił się, że przywożą go do Zielonej Góry taksówką z Poznania. Przyjeżdża na styk, a tu pociąg nieprzygotowany. A przecież tabor jedzie do Zamościa. To długa podróż, nie można narażać pasażerów - mówi Pląder.
- Kto inny jest właścicielem pociągu, kto inny torów. Jeszcze inny odpowiada za przygotowanie pociągu do jazdy. Jaką mam pewność, że inny kierownik, który spóźniony przyjeżdża na stację, nie wypełni procedur i wypuści niesprawny pociąg? - pyta Pląder - Na kolei panuje permanentny chaos organizacyjny. To się źle skończy.
Pociąg wreszcie odjechał, ale do Wrocławia dotarł z godzinnym opóźnieniem.
Pasażer pisze do ministra
Pląder, z zawodu doktor inżynier nauk technicznych, wykładał przed laty na Politechnice Zielonogórskiej budowę pojazdów. Zna się na rzeczy. Uważa, że bałagan na kolei może się zakończyć katastrofą. Postanowił interweniować. Senator Stanisława Iwana (PO) nie zainteresował się tematem. Wysłał pisma do marszałek Elżbiety Polak i wojewody Marcina Jabłońskiego.
- Wicemarszałek Jacek Hoffman, podobnie jak i wojewoda, odpisali, że infrastruktura kolejowa to nie ich kompetencje, i odesłali do ministra transportu - żali się Pląder.
Zielonogórzanin napisał do ministra Sławomira Nowaka i prezydenta Bronisława Komorowskiego. Odesłano go do PKP Intercity. - A odpowiedź PKP tylko potwierdziła moje przypuszczenia - komentuje Pląder.
Kolej wyjaśniła, że przyczyną opóźnienia było oczekiwanie na drużynę konduktorską, która jechała innym opóźnionym pociągiem. Pociąg miał poślizg, bo rozszalała się burza.
"Wyładowania atmosferyczne spowodowały usterkę urządzeń sterowania ruchem na odcinku Janowice - Marciszów" napisał w liście Janusz Kazior, wicedyrektor PKP Intercity.
"Jelenia" czy "Zielona"? Jaka to różnica?
Sęk w tym, że Janowice i Marciszów leżą na Dolnym Śląsku.
- A przecież kierownik pociągu mówił, że przywieziono go z Poznania. Coś nie zgadza - ciągnie Pląder. Zadzwonił do gabinetu Kaziora. Usłyszał, że dyrektor tylko podpisał się pod pismem. Autorka listu, pracowniczka jednego z departamentów przyznała, że burza owszem była, ale pod Jelenią Górą.
- Pomyliła ją z Zieloną Górą! Taki mają bałagan - opowiada Pląder
- Mamy totalny bezwład organizacyjny, fatalnie zorganizowany nadzór i kontrolę na zielonogórskim dworcu. Brak elementarnej odpowiedzialności za radosną i przypadkową działalność nazywaną przewożeniem pasażerów. A wieloletni pracownicy PKP tylko kwitują to uśmiechem - mówi Pląder.
Idę do sądu
O sprawie całej sprawie zawiadomił prokuraturę. Policjanci przesłuchali naukowca, ale prokuratura ostatecznie odmówiła wszczęcia śledztwa. Nie zauważyła w chaosie zagrożenia.
- Złożyłem zażalenie na decyzję prokuratorów. W marcu zajmie się nim sąd. Nie odpuszczę - zapowiada Pląder.
- Wobec kłamstwa PKP Intercity jestem bezsilny, a urzędnicy umywają ręce zamiast rozwiązywać realne problemy. Ten nie pojawił się z dnia na dzień. To są lata zacofania, a my już przywykliśmy do dziadostwa. Dziś pociągiem z Zielonej Góry do Wrocławia jedzie się 5 godzin, choć pomiędzy miastami jest 150 km. Podobno wykonaliśmy cywilizacyjny skok z klasą. Tylko, w którą stronę skoczyliśmy? - ucina.
źródło: http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagor ... z2IstFUB19















