Ustawowa dyskryminacja właścicieli
Piotr ciężko pracował przez wiele lat. Dobrze zarabiał, ale jednocześnie był bardzo oszczędny. Potrafił wyrzec się naprawdę wielu rzeczy, więc dorobił się pewnej ilości gotówki. Postanowił wziąć sprawy we własne ręce i otworzyć wypożyczalnię samochodów. Stwierdził, że kupi kilka pojazdów, a potem będzie udostępniać je klientom za niewielką opłatą, tak aby z zainwestowanej gotówki otrzymać zysk nieco lepszy niż na lokacie w banku. Kupił samochody tanie, ale solidne i mało awaryjne, tak aby mieć z nimi jak najmniej pracy. Po prostu chciał zainwestować swoje ciężko zarobione i zaoszczędzone pieniądze, z korzyścią dla siebie, ale także dla swoich klientów, którzy mogli w bardzo rozsądnej cenie skorzystać z samochodu.
Okazało się, że zarabianie na wypożyczaniu samochodów nie jest wcale takie łatwe. Mimo że Piotr kupił te samochody za własne, ciężko zarobione pieniądze i jest ich pełnoprawnym właścicielem, to prawo z jakichś dziwnych przyczyn bardzo faworyzuje jego klientów. Przykładowo - bardzo szczegółowo reguluje kwestię rozwiązania zawartej z klientem umowy na wypożyczenie auta. Jak wiadomo, jeśli klient prawidłowo z samochodu korzysta i płaci, Piotr nie chce z nim rozwiązywać umowy. Ale jeśli klient sprawia kłopoty, np. nie płaci na czas, najlepszym sposobem, żeby uchronić się przed bankructwem, jest jak najszybsze rozwiązanie umowy o wypożyczenie samochodu, odzyskanie go i wypożyczenie innemu, lepszemu klientowi.
Niestety, zgodnie z prawem zawarta z klientem umowa na wypożyczenie samochodu może być rozwiązana z jednomiesięcznym okresem wypowiedzenia wyłącznie w ściśle określonych przypadkach.
Jeden z nich to przypadek, gdy klient prowadzi samochód w sposób zagrażający bezpieczeństwu, niszczy go albo jest w jakiś sposób uciążliwy dla innych kierowców. Ale najpierw trzeba tego klienta upomnieć na piśmie!
Drugi z nich to przypadek, gdy klient przestanie płacić za wypożyczenie samochodu Piotra. Ale tylko jeśli klient nie zapłaci za pełne trzy miesiące, Piotr upomni go pisemnie i da jeszcze jeden miesiąc na zapłatę. Oznacza to, że umowa zakończy się dopiero wtedy, gdy klient pojeździ sobie za darmo przez cztery miesiące. A jeśli klient płaci, ale ma zaległości na mniej niż trzy miesiące, umowy nie można zerwać i nie można odzyskać samochodu.
Trzeci przypadek - gdy klient odda samochód komuś innemu. Dobrze, że przewidziano taką możliwość, prawda?
W razie gdyby Piotr chciał wypożyczonym samochodem pojeździć samemu, to okres wypowiedzenia umowy z klientem wynosi sześć miesięcy, ale można to zrobić wyłącznie wówczas, gdy klient ma jakiś inny samochód albo Piotr zapewni mu samochód zastępczy. Jeśli klient nie ma innego samochodu albo nie dostanie od Piotra samochodu zastępczego, okres wypowiedzenia umowy wynosi trzy lata. Na podobnych warunkach Piotr może zerwać umowę, gdyby jego samochodem chciała pojeździć jego córka lub syn, ale Piotr musi o tym poinformować klienta i powiedzieć mu, kto rzeczywiście będzie tym samochodem jeździł. Dodatkowo, jeśli Piotr nie zacznie albo przestanie jeździć tym samochodem (w ciągu pół roku), klient może zażądać ponownego wypożyczenia tego samego samochodu bądź dopłaty do samochodu, który wypożycza obecnie. Co więcej, jeśli klient będzie miał więcej niż 75 lat i nie będzie miał innego samochodu, będzie mógł samochodem wypożyczonym od Piotra jeździć do końca życia. Równie dobrze przez kolejne 20 czy 30 lat
No dobrze, a co się dzieje, jak Piotrowi już się uda tę umowę z klientem rozwiązać? W dużym błędzie jest ten, kto myśli, że Piotr swój samochód odzyska.
Gdyby Piotrowi przyszło do głowy proste rozwiązanie, tj. wziąć drugie kluczyki, pójść pod dom klienta, wsiąść do samochodu i odjechać (przecież klient nie będzie go pilnował 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku, więc pewnie nie wymagałoby to nawet użycia firmy ochroniarskiej), to lepiej niech od razu zgłosi się do aresztu. Bo takie działanie byłoby niezgodne z prawem. W związku z tym nie ma co nawet rozmawiać z policją, bo ona również nie odzyska dla Piotra jego samochodu.
Zgodnie z prawem, aby odzyskać własny samochód wykorzystywany bezumownie przez klienta Piotr musi skierować sprawę do sądu. W pozwie powinien wykazać, że samochód należy do niego oraz że klient nie ma umowy na jego wypożyczenie.
Gdy sąd nakaże klientowi zwrot samochodu, klient może ten wyrok zignorować. Wtedy wkracza do gry komornik. Sprawa w tym momencie jeszcze bardziej się komplikuje. Jeśli klient ma jakiś inny samochód w zanadrzu, komornik odzyska samochód Piotra. Najczęściej jednak klient nie ma innego samochodu (bo po co by wtedy pożyczał auto od Piotra?) - wtedy sprawa rozwija się dalej, w zależności od tego, jaki wyrok wydał sąd.
Jeśli sąd w wyroku stwierdzi, że klient ma prawo do samochodu zastępczego, Piotr nie odzyska swojego samochodu, dopóki gmina nie zapewni klientowi tego samochodu zastępczego. A z tym gminy z braku funduszy najczęściej sobie nie radzą albo zajmuje im to dużo czasu. W międzyczasie klient nadal jeździ sobie samochodem Piotra. Najczęściej za niego nie płaci.
Jeśli sąd w wyroku stwierdzi, że klient nie ma prawa do samochodu zastępczego, to do odzyskania samochodu przez Piotra konieczne będzie wskazanie pojazdu tymczasowego dla klienta. A tego wskazania może dokonać gmina, Piotr lub ktoś inny. Najszybciej oczywiście będzie, jeśli to Piotr zapewni pojazd tymczasowy, samemu za niego płacąc. Oznacza to, że Piotr powinien zapłacić za to, że ktoś odda mu jego samochód. Czy przypadkiem nie podpada to pod definicję szantażu lub okupu?
Aha, wyroków nakazujących zwrot samochodu należącego do Piotra nie wykonuje się w okresie od 1 listopada do 31 marca - nie można dopuścić, żeby klient zmarzł, prowadząc życie bez samochodu (przecież komunikacja miejska nie zapewnia wystarczającego komfortu). Niezależnie od tego, że Piotr najprawdopodobniej będzie musiał korzystać z komunikacji miejskiej, żeby zaoszczędzić pieniądze na sprawę sądową, koszty komornika i utrzymanie samochodu wykorzystywanego nadal przez klienta!
Myliłby się ktoś, kto by stwierdził, że pojazd tymczasowy nie musi wiele kosztować (przecież można klientowi dać rower). Otóż nawet pojazd tymczasowy musi spełniać pewne standardy, tj. przede wszystkim funkcjonalnie odpowiadać samochodowi. Dodatkowo musi być ogrzewany (więc rower odpada), mieć podstawkę na napoje, nie może być zardzewiały.
W tym całym opisie pominięto kwestię odzyskania pieniędzy za wypożyczenie, bo w obliczu problemów z odzyskaniem wypożyczonego samochodu odzyskanie pieniędzy wydaje się już mniej istotnym procesem. Na pewnym etapie osobom takim jak Piotr zależy już tylko na tym, żeby odzyskać samochód (będący ich własnością).
A wszystkie powyższe zobowiązania właścicieli wypożyczalni samochodów opisane są w Ustawie o ochronie praw klientów wypożyczalni samochodów.
Wydaje się Państwu, że powyższe zasady są absurdalne i nie ma możliwości, żeby rzeczywiście istniały w polskim porządku prawnym? Proszę w powyższym tekście zamienić słowo "samochód" na słowo "mieszkanie", słowo "wypożycza" na słowo "wynajmuje", a słowo "klient" na słowo "lokator". Poznamy wtedy doskonały przykład, jak państwo zrzuciło swoje obowiązki (zapewnienia dachu nad głową potrzebującym) na prywatnych właścicieli mieszkań, jednocześnie bardzo skutecznie zniechęcając prywatnych inwestorów do zaangażowania się w budownictwo czynszowe.
Pragnę jedynie dodać, że nie mam nic przeciwko powyższym zasadom, o ile dotyczą one lokatorów korzystających z zasobów mieszkaniowych należących do gminy. Problem w tym, że obejmują one nie tylko gminne zasoby, ale też wszystkie mieszkania, również te będące prywatną własnością.
Grzgorz Grabowski prowadzi bloga dla właścicieli wynajmowanych mieszkań wynajmistrz.pl/blog, jest członkiem zarządu Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości na Wynajem "Mieszkanicznik"
Read more:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,131 ... z2I33hyLvz