Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

A do jakich celów ten wrak jest nam potrzebny w Polsce ? Po to, żeby religijni fanatycy stawiali krzyże wokół niego ? Po to, żeby było miejscem pielgrzymek sterowanych przez pewnego błazna z Torunia ?

============================


Jadą z misją do Smoleńska. Wojskowi logistycy wybiorą najdogodniejszą formę transportu Tu-154M
Obrazek
Czterej logistycy wojskowi, którzy w środę jadą do Smoleńska, mają wybrać najdogodniejszą formę przetransportowania wraku Tu-154M, gdy strona rosyjska przekaże go Polsce. Rekonesans nie przesądzi, jaką drogą - lądową czy powietrzną - odbędzie się transport.
- Rekonesans potrwa od 9 do 15 stycznia. Nasi żołnierze jadą samochodem. Będą zatrzymywać się we wszystkich miejscach, które wymagają sprawdzenia. W grę wchodzi ustalenie stanu dróg, szerokości i wysokości tuneli oraz wiaduktów, nośności mostów, przebiegu linii energetycznych itp. Konieczne jest też wybranie miejsc postoju konwoju i odpoczynku żołnierzy - powiedział dziś rzecznik Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych ppłk Marek Chmiel.

Jak podkreślił, zadanie powierzono doświadczonym logistykom, specjalistom kierowania ruchem wojsk, doskonale znającym specyfikę transportu ładunków wielkogabarytowych.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... biora.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz pod artykułem:

stan-1

Czekam kiedy trąbka pocztowa da sygnał - wyprowadzić sztandar.

Początek końca już widać, konkurencja przyczajona czeka na ten sygnał.
Ja myślę tak, starych idiotów na kierowniczych stołkach wysłać w piz u, a młodzi może by jeszcze to uratowali.

====================================
Od 1 stycznia w liście wyślesz tylko druki? "Tak Poczta łupi obywateli"
Obrazek
Od 1 stycznia obowiązuje na poczcie nowy regulamin. Zgodnie z nim nie można wysłać jako listu przesyłki innej niż dokumenty i czasopisma. Wszystko inne musi być wysłane paczką, a to kosztuje znacznie więcej - alarmują czytelnicy Gazeta.pl.

Od kilku dni obowiązuje nowy cennik Poczty Polskiej oraz nowy regulamin. Zgodnie z nim nie można wysłać jako listu przesyłki innej niż dokumenty i czasopisma. Jeśli w przesyłce takiej znajduje się, np. breloczek w pudełku lub paczka chusteczek higienicznych to panie w okienku mają to traktować jako paczki pocztowe, choć taka przesyłka jest w kopercie i waży mniej niż 2000 g - pisze czytelnik Gazeta.pl. - Oczywiście taka przesyłka jest o wiele droższa, co uderza w drobnych przedsiębiorców. I oto takim kosztem łupi się szarych obywateli. Ktoś powie możecie iść do konkurencji, tylko że konkurencja nie oferuje przesyłki listowej zagranicznej - dodaje. Z takim samym problemem zetknęło się więcej osób.

"Nie mamy prawa kontrolować zawartości przesyłek"

- Rzeczywiście od Nowego Roku weszło w życie nowe prawo pocztowe - potwierdza Tomasz Baranowski z Biura Prasowego Poczty Polskie. Ustawa precyzuje, co może być wysyłane w liście poleconym. Zgodnie z przepisami przesyłki tego typu mogą zawierać tylko druki i czasopisma. Co to oznacza dla osób wysyłających listami poleconymi drobne przedmioty, ubrania itp.?


W praktyce nic się nie zmieniło. - Prawo zabrania pracownikom kontrolowania zawartości nadawanych przesyłek - wyjaśnia Tomasz Baranowski. - Nie mogą też odmówić jej przyjęcia, nawet gdy istnieje domniemanie, że zawartość przesyłki jest niezgodna z ustawą.

Gdy pracownik poczty nie przyjmie listu


W związku z tym, że odmowa przyjęcia przesyłki jest niezgodna z przepisami, klient ma prawo złożyć reklamację. Tomasz Baranowski dodaje, że wszyscy pracownicy będą informowani o obowiązującym regulaminie. W spornych kwestiach można też zwrócić się do naczelnika oddziału pocztowego, powołując się na Prawo Pocztowe.

źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... oczta.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Urzędnicy skarbowi nie odpowiadają za błędy

Jak dotąd żaden pracownik urzędu czy izby skarbowej nie poniósł odpowiedzialności majątkowej za rażące naruszenie prawa.

Ustawa o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych, która obowiązuje już półtora roku (Dz.U. z 2011 r. nr 34, poz. 173, weszła w życie 17 maja 2011 r.), nie ma znaczenia dla urzędników skarbowych. Z sondy przeprowadzonej przez "DGP" wśród izb i urzędów skarbowych (mamy ich w Polsce odpowiednio 16 i 400) wynika, że żaden pracownik fiskusa nie poniósł dotąd odpowiedzialności majątkowej za błędy. Mało tego, nie toczą się żadne postępowania na podstawie tej regulacji.

Dobre decyzje

W sondzie pytaliśmy też o to, czy urzędnicy zawarli umowy ubezpieczenia, z których mogłyby zostać wypłacone ewentualne kary zasądzone na podstawie ustawy o odpowiedzialności majątkowej. Rzecznicy prasowi niemal wszystkich izb skarbowych wyjaśnili, że nie są w stanie podać, ile osób wykupiło ubezpieczenia, ponieważ urzędnicy ubezpieczają się indywidualnie lub korzystają z pośrednictwa związków zawodowych. Nie mają więc obowiązku informować o tym pracodawcy, a więc urzędu skarbowego lub izby skarbowej.

Dwie izby były jednak w stanie zebrać dane o ubezpieczeniach. Łódzka poinformowała nas, że ubezpieczenie wykupiło 512 osób zatrudnionych w izbie i podległych jej urzędom skarbowym. Z kolei Izba Skarbowa w Opolu podała, że ubezpieczenie wykupiło sześciu jej pracowników oraz 89 zatrudnionych w podległych jej urzędach skarbowych.

Fakt, że żaden urzędnik nie został pociągnięty do odpowiedzialności, to dla urzędów i izb skarbowych powód do dumy. Konrad Zawada, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Krakowie, przyznaje, że w województwie małopolskim pracownicy skarbówki nie ponieśli odpowiedzialności i nie zostały im też postawione żadne zarzuty, ponieważ po prostu nie wydawali decyzji z rażącym naruszeniem prawa. - Wynika to przede wszystkim z wysokiej jakości naszego orzecznictwa podatkowego - twierdzi.

Martwe przepisy

Nieco bardziej sceptyczni są eksperci.

- Było do przewidzenia, że w praktyce ustawa o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych okaże się w przypadku urzędników skarbowych martwa - stwierdza Dariusz Malinowski, partner w KPMG.

Jak dodaje Artur Nowak, partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, wynika to z tego, jak skonstruowane są przepisy. Zgodnie z ustawą urzędnik może ponieść odpowiedzialność finansową wyłącznie w sytuacji, gdy: podmiot odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną przy wykonywaniu władzy publicznej wypłacił odszkodowanie na mocy prawomocnego orzeczenia sądu lub ugody, szkoda jest rezultatem rażącego naruszenia prawa wynikającego z zawinionego działania lub zaniechania urzędnika oraz rażące naruszenie prawa zostało stwierdzone decyzją, wyrokiem lub postanowieniem.

W ocenie Andrzeja Suwińskiego, doradcy podatkowego w kancelarii Paczuski & Taudul, wymóg łącznego spełnienia wszystkich powyższych warunków powoduje, że pociągnięcie urzędnika do odpowiedzialności majątkowej jest w praktyce niezmiernie trudne, jeśli nie niemożliwe.

Dariusz Malinowski dodaje, że już samo ograniczenie odpowiedzialności tylko do przypadków rażącego naruszenia prawa powoduje, że muszą być to martwe przepisy.

- Przyjmuje się, że rażące naruszenie prawa może zachodzić tylko wtedy, gdy treść przepisu jest oczywista i może być ustalona bez żadnych wątpliwości - bez konieczności dokonywania zabiegów interpretacyjnych - stwierdza.

Jacek Pawlik, doradca podatkowy i prezes Eccom dodaje, że cechą rażącego naruszenia prawa jest to, że treść czynności pozostaje w sprzeczności z treścią przepisu, co widać przez proste zestawienie ich ze sobą. Ekspert zwraca jednak uwagę, że w orzecznictwie i doktrynie nie ma pełnej zgody co do rozumienia tego pojęcia. Nie ma też definicji rażącego naruszenia prawa w ustawie o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych.

Błędy urzędników

Dariusz Malinowski przyznaje jednak, że rzeczywiście rażące naruszenie prawa rzadko zdarza się urzędnikom podatkowym. Jeżeli już występuje, zwykle jest naprawiane przez organy odwoławcze.

- Najczęstsze problemy ze stosowaniem prawa dotyczą błędnej wykładni niejasnych i niejednoznacznych przepisów podatkowych, które pozostawiają bardzo szerokie pole do interpretacji - stwierdza ekspert KPMG. A przecież w przypadku przepisu, który budzi jakiekolwiek wątpliwości interpretacyjne - dodaje nasz rozmówca - rażące naruszenie prawa nie może wystąpić.

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że wiele decyzji organów podatkowych jest błędnych. Ireneusz Krawczyk, radca prawny i partner w Kancelarii Ożóg i Wspólnicy, zwraca uwagę, że liczba postępowań dotyczących odpowiedzialności urzędników w zestawieniu z liczbą uchylonych decyzji organów podatkowych musi budzić wątpliwości.

- Sądy administracyjne uchylają około 1/3 zaskarżonych decyzji. Kontrola sądów administracyjnych dokonywana jest tylko pod względem legalności, a więc decyzja, która jest uchylana, musi naruszać prawo - mówi Ireneusz Krawczyk. W jego ocenie brak kar dla urzędników za rażące naruszenie prawa wynika też z procedury podatkowej. Stwierdzenie nieważności decyzji nie może bowiem nastąpić w trakcie rozpatrywania odwołania, czyli stosowania zwykłego środka zaskarżenia.

- Mało kto jest na tyle odważny, aby zrezygnować z odwołania na rzecz wniosku o stwierdzenie nieważności. Powoduje to, że nawet poważne wady decyzji nie są w postępowaniu podatkowym, a nawet sądowym, formalnie ujawniane. W decyzjach sądu czy organu II instancji nie mówi się po prostu o rażącym naruszeniu prawa - wyjaśnia ekspert Ożóg i Wspólnicy. Tym samym - kontynuuje - mimo że urzędnicy naruszają przepisy, i to czasem w sposób świadomy, nie spotyka się to z właściwą reakcją w trakcie postępowania.

Zmiany, ale jakie

Eksperci nie są jednomyślni, czy ustawa o odpowiedzialności majątkowej wymaga zmian i - jeśli tak - to ewentualnie jakich.

- Trudno sobie wyobrazić obciążenie urzędników osobistą odpowiedzialnością majątkową za wszelkie naruszenia prawa, czy tym bardziej za błędne interpretowanie niejednoznacznie sformułowanych przepisów - przyznaje Dariusz Malinowski. Dodaje, że przepisy nie mogą paraliżować pracy urzędników. Nie mogą oni się bać podejmować trudnych decyzji.

Jacek Pawlik uważa natomiast, że mimo kłopotów ze stosowaniem tej ustawy nie należy tracić wiary w jej sens. Przekonuje, że z czasem utrwali się praktyka jej stosowania poparta doktryną prawa i dopiero wtedy będzie można powiedzieć, co konkretnie trzeba w niej zmienić.

źródło: http://biznes.interia.pl/podatki/news/u ... dy,1880454
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Według prognoz za 40 lat liczba Polaków zmaleje z 38,8 mln do 32 mln
Polsce grozi wyludnienie! I nie jest to wizja rodem z filmu science fiction, ale rzecz, która się dzieje na naszych oczach - czytamy w "Naszym Dzienniku".

Pod względem dzietności Polska jest na 209. miejscu wśród 222 państw, w których taka statystyka jest prowadzona. Za nami są tylko kraje ogarnięte konfliktem zbrojnym lub tuż po jego zakończeniu - czytamy dalej.

Liczba dzieci w Polsce systematycznie maleje, a krajowi grozi wyludnienie. Prognozy wskazują, że za 40 lat liczba Polaków zmaleje z 38,8 mln obecnie do 32 mln. Przyniesie to w efekcie określone problemy gospodarcze związane z brakiem rąk do pracy.

Jak pisze "Nasz Dziennik" jedyną receptą na omawiany kryzys jest rodzina. Ona to jest podstawą gospodarki. Tylko konsekwentna polityka prorodzinna państwa może zapobiec pogłębiającemu się kryzysowi.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... caid=1fda1
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Prof. Modzelewski: Dobrze wiem, co to jest konwejer
Obrazek
Sędzia Tuleya miał dość odwagi i zawodowej odpowiedzialności, by podnieść alarm. Kto go ucisza, działa na naszą wspólną szkodę.

Sędzia Igor Tuleya, uzasadniając wyrok w sprawie doktora G., zapowiedział zawiadomienie prokuratury o możliwości naruszenia prawa przez CBA podczas śledztwa.

Wśród tych bezprawnych poczynań sędzia wymienił wielogodzinne nocne przesłuchania współoskarżonych i świadków. Sędzia ośmielił się porównać tę praktykę do podobnego sposobu wymuszania pożądanych zeznań, który stosowano w czasach stalinowskich i określano wówczas zapożyczonym przez Urząd Bezpieczeństwa od radzieckich kolegów po fachu terminem "konwejer". W przekładzie na polski termin ten oznacza "taśmę montażową". Jest to oczywiście określenie żartobliwe, podobnie jak późniejsza "ścieżka zdrowia".


Porównanie do praktyk stalinowskich wywołało falę oburzenia ze strony polityków związanych z obozem sprawującym władzę w czasie operacji przeciwko doktorowi G., a także dystyngowane zakłopotanie polityków związanych z obozem obecnie rządzącym. Piszę te słowa pod świeżym i silnym wrażeniem wypowiedzi europosła Jacka Kurskiego i b. wicemarszałka Sejmu Marka Jurka na antenie TVN 24. Marek Jurek podkreślił z naciskiem, że stalinowska PRL była państwem pozbawionym suwerenności, podczas gdy CBA i ABW są służbami specjalnymi niepodległej Polski, więc ich metod śledczych nie wolno porównywać z tym, co robiła bezpieka.

Myśl byłego wicemarszałka nie jest dla mnie całkiem jasna. Czy chodzi mu o to, że stalinowski "konwejer" był niegodziwy, bo służył władzy, która niewoliła naród polski w interesie obcego mocarstwa, podczas gdy podobna technika przesłuchań w rękach służb specjalnych Polski niepodległej jest godziwa, bo służy naszym narodowym celom? Czy może chodzi o to, że niedopuszczalne jest porównywanie metod śledczych stosowanych w różnych ustrojach?

Ale sędzia nie zajmował się kontekstem ustrojowym ani geopolityką. Zwrócił tylko uwagę, że podobnej techniki wymuszania zeznań nie stosowano u nas od czasów stalinowskich. To prawda. Dlaczego więc nazwanie jej po imieniu tak bulwersuje nasz polityczny establishment?

Dziennikarz telewizyjny prowadzący obie te rozmowy (należał do kategorii zakłopotanych, a nie oburzonych) wyraził pogląd, że pozbawianie snu to jednak nie to samo co tortury. Rozumiem, że dziennikarz nie był pozbawiany, więc może nie wiedzieć. O ile wiem, Marek Jurek też nie ma za sobą więziennych doświadczeń, no i bardzo dobrze. Nie zamierzam umniejszać jego niewątpliwych zasług w walce z komunistyczną dyktaturą, podobnie jak zasług Jacka Kurskiego, ale służę im i innym politykom oburzonym na sędziego Tuleyę własnym doświadczeniem. Nie jestem od panów polityków odważniejszy, tylko starszy, i więcej widziałem, więc niech posłuchają.

W więzieniach Polski Ludowej spędziłem łącznie osiem i pół roku. W pawilonie III Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów byłem przesłuchiwany w latach 1965, 1968-69 i 1982-84. Stosowano tam rozmaite metody nacisku psychicznego i manipulacji śledczej, ale nikt mnie i moich współoskarżonych nie bił ani nie torturował. Raz tylko, bodaj w 1968 r., major Stefan Bogal ze Służby Bezpieczeństwa przetrzymał mnie w pokoju przesłuchań do godziny 22.30 (cisza nocna obowiązywała od godz. 21). Nie miałem oczywiście zegarka, ale na przegubie śledczego zauważyłem, która jest godzina, i zapytałem, czy zamierza stosować wobec mnie konwejer. Major bardzo się stropił, zaczął się tłumaczyć i zawołał strażnika, żeby mnie sprowadził do celi. Nie jestem dobrego zdania o Stefanie Bogalu, ale on przynajmniej wiedział, że nie wolno przesłuchiwać w nocy.

To porównanie nie przemawia na korzyść funkcjonariuszy CBA, chociaż to major Bogal (o ile żyje) jest dziś pozbawiony przywilejów emerytalnych. Może Marek Jurek lub Jacek Kurski będą wołać, że nie wolno mi czynić takich porównań, ale niech się nie fatygują, będzie to próżne wołanie.

Od dawna wiem, na czym polegał konwejer. Opowiadał mi o tym w grudniu 1954 r., tuż po wyjściu z aresztu Informacji Wojskowej, mój nieżyjący już przyjaciel Witold Leder. Był on zastępcą gen. Wacława Komara w II Oddziale Sztabu Generalnego. Aresztowano ich w marcu 1952 r. pod fałszywym zarzutem szpiegostwa. Śledztwo nadzorował osobiście Bolesław Bierut i może dlatego wydano zakaz bicia aresztowanych w tej sprawie. Zamiast bicia stosowano konwejer, wobec Witolda przez 6 tygodni. Potem już pozwolono mu w nocy spać, bo prócz niego i oskarżonego Augustynka (byłego górnika i twardego człowieka) wszyscy pozostali przyznali się do niepopełnionych zbrodni i obciążyli, kogo im kazano obciążyć. Kilka tygodni bez snu wystarczyło, nie trzeba było bicia. Dywagacje, czy była to tortura, pozostawiam subtelnym amatorom.

Domyślam się, że śledczy z CBA byli mniej brutalni od podwładnych Skulbaszewskiego, Wozniesienskiego i Fejgina. Ale tortury, również w wersji soft, są przestępstwem. Gdy przestępstwo takie popełniają służby specjalne niepodległego państwa, znaczy to, że w organizm państwowy wdała się gangrena. Wtedy trzeba podnieść alarm, a nie szeptać delikatne słówka.

Sędzia Tuleya miał dość odwagi i zawodowej odpowiedzialności, by podnieść alarm. Kto go ucisza, działa na naszą wspólną szkodę. Objawem ciężkiej choroby trawiącej organizm państwowy jest też sytuacja, gdy politycy nie krępują się stawiać do raportu sądów, a były wicemarszałek Sejmu, besztając sędziów, nazywa ich urzędnikami i wydaje się nieświadomy własnej ignorancji.

* prof. Karol Modzelewski - historyk średniowiecza; więzień polityczny w PRL; współtwórca i działacz "Solidarności" w latach 1980-81. W latach 2006-10 wiceprezes PAN



źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,13158247,Pro ... borcza#Cuk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


"Bitwę o język w Polsce wygrali pro-liferzy. Poseł mówi: Kazałbym żonie rodzić. A żony nikt już nie pyta"
- Dyskurs publiczny o aborcji w Polsce rozgrywa się na linii państwo - Kościół. Kościół wygrał w tej walce - mówi w rozmowie z TOK FM dr Ewelina Wejbert-Wąsiewicz, autorka książki "Aborcja w dyskursie publicznym. Monografia zjawiska". - Wszelkie argumenty już padły. A rzeczywistymi problemami kobiet nie zajmuje się nikt - dodaje.
Joanna Berendt, TOK FM: Minęło właśnie 20 lat od momentu, kiedy w życie wszedł kompromis aborcyjny. Wydaje się jednak, że dziś dużo częściej niż kiedyś zamiast słowa "zarodek" używa się słowa "dziecko", a słowo "zabieg" częściej zastępowane jest słowem "morderstwo". Czy rzeczywiście tak jest?

Dr Ewelina Wejbert-Wąsiewicz, socjolog: - Oczywiście, że tak jest. To zasługa dyskursu lat 90., a przede wszystkim wpływu Kościoła polskiego. Podział w sferze języka zaczął wtedy przebiegać następująco: na tych, którzy są przeciw aborcji, i na tych, którzy jakoby są za (tzn. aborcją w ogóle, a nie - prawem kobiet). Dalszym krokiem było podzielenie opinii publicznej na pro-life - tych za życiem - i pro-choice - tych przeciw życiu.

Więcej: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,1316 ... l.html#Cuk
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz pod artykułem:

niktwazny126

Więcej takich sędziów, więcej takich ludzi. Gdyby wysocy urzednicy kierowali się prawem i rozumem, byłoby o wiele mniej dramatow. U nas się niestety własny interes i prywatne zyski liczą. Tym większe brawa dla pana Tulei.

=============================================

Dukaczewski: Żałuję, że sąd w sprawie Sawickiej nie wypowiedział się jak Tuleya
- Tuleya jest powściągliwy w formułowaniu opinii. Jeśli taka osoba wypowiada tak bardzo kategoryczne stwierdzenia dotyczące działań CBA, to należy się nad tym naprawdę bardzo mocno pochylić - mówił w TOK FM gen. Marek Dukaczewski, były szef WSI. Dukaczewski żałuje, że w sprawie Beaty Sawickiej sędzia nie zachował się podobnie.

Podczas odczytywania uzasadnienia wyroku w procesie Mirosława G. sędzia Igor Tuleya ocenił taktykę organów ścigania jako "przerażającą" i budzącą "skojarzenia z czasami stalinowskimi".

"Są sędziowie i sędziowie"

Gen. Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych, należy do tych, którzy pozytywnie oceniają zachowanie Igora Tulei. - Ogromnie żałuję, że w sprawie pani Beaty Sawickiej sąd nie ustosunkował się podobnie do faktów, które również w jej sprawie przechodziły i świadczyły o jaskrawym łamaniu prawa przez CBA - powiedział w TOK FM.


- A skąd pan to wie? Tam sąd nawet nie złożył zawiadomienia [do prokuratury - red.] - wtrąciła Janina Paradowska. - Właśnie to świadczy, że są sędziowie i sędziowie. Kiedy obserwowałem wypowiedzi pana sędziego Igora Tulei, uznałem, że jest to człowiek bardzo powściągliwy w formułowaniu opinii. Jeśli taka osoba formułuje tak bardzo kategoryczne stwierdzenia dotyczące działań CBA, to należy się nad tym naprawdę bardzo mocno pochylić - mówił w TOK FM.


W maju 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Sawicką na 3 lata więzienia za korupcję. Zdaniem obrońców byłej posłanki PO operacja CBA była nielegalna. Biuro nie miało przesłanek - wiarygodnej informacji o przestępstwie Sawickiej - nie powinno było więc wszczynać operacji przeciw niej. A inwigilację - przekonywali - wszczęto, rozbudzono uczucia kobiety (w akcji brał udział słynny "agent Tomek", dziś poseł Tomasz Kaczmarek) i wykorzystano do postawienia przed sądem.

- To nie ja byłam celem, tylko Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, rodzina Wałęsów i nadzorujący służby poseł Marek Biernacki. To na nich się zasadzano. Ja to przeżyłam. Barbara Blida tego nie przeżyła. Andrzej Lepper tego nie przeżył - mówiła w ostatnim słowie Sawicka. Sąd odrzucił taką - polityczną - wersję.

"Nazwał rzeczy po imieniu"

Słowa sędziego Tulei wywołały falę komentarzy, głównie pozytywnych. Jerzy Stępień, były przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, uważa, żeTuleya użył adekwatnego określenia, karnistka prof. Monika Płatek podkreślała, że nie można mieć pretensji, że sędzia nazwał rzeczy po imieniu. Maria Teresa Romer, sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, tłumaczyła, że trzecia władza ma prawo, a nawet czasem obowiązek zwrócić uwagę na niestosowne postępowanie innych władz. Także Krajowa Rada Sądownictwa oceniła, że ataki na Igora Tuleyę są "nie do zaakceptowania".

Te ataki formułuje m.in. szef CBA z okresu sprawy Mirosława G. Mariusz Kamiński, który uznał słowa sędziego za "niedopuszczalne". Z kolei prokuratura wyraziła "zdumienie" słowami sędziego Tulei.

Więcej: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,1316 ... SlotII3img
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Wszystko po to, żeby ratować budżet państwa, który jest w stanie katastrofalnym. Najpierw dochody z radarów na drogach dla państwa, a nie dla samorządów lokalnych, a teraz to jeszcze

=========================================================
Rząd ma projekt programu poprawy bezpieczeństwa drogowego
Gotowy jest projekt Narodowego Programu Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego - poinformował minister transportu Sławomir Nowak. Dodał, że teraz projekt trafi do konsultacji społecznych. Zapowiedział m.in. bezwzględną walkę z nadmierną prędkością na drogach.

- Liczymy na to, że organizacje pozarządowe i podmioty zainteresowane bezpieczeństwem drogowym będą mogły się wypowiedzieć i zgłosić swoje uwagi - powiedział minister Nowak. Projekt programu został przyjęty we wtorek na posiedzeniu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki podkreślił, że główną przyczyną wypadków drogowych jest - w 43 proc. przypadków - nadmierna prędkość. Szef MSW zaproponował m.in. takie rozwiązania jak: odbieranie prawa jazdy za podwójne przekroczenie dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym, obowiązek bezwzględnego zatrzymania pojazdu w chwili, gdy do przejścia zbliża się pieszy.

ak poinformował, praktyczny egzamin z prawa jazdy zostanie poszerzony o konieczność zdania egzaminu z pierwszej pomocy.

Już wcześniej resort transportu informował, że jednym z głównych priorytetów programu ma być walka z piractwem na polskich drogach. Służyć ma temu podniesienie wysokości mandatów drogowych i budowa systemów fotoradarów z równoczesną poprawą infrastruktury drogowej w Polsce.

Według danych policji w 2012 r. na drogach doszło do 36,5 tys. wypadków; zginęło w nich 3,5 tys. osób, a 45 tys. zostało rannych. Choć liczba zabitych była najniższa od 1989 r., to w przeliczeniu na milion mieszkańców jest wciąż wysoka.

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rzad-ma- ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Niektórzy próbują sędziemu Tulei zamknąć usta...

==============================


Iustitia: Żądania napiętnowania sędziego narusza zasady państwa prawa
Żądania napiętnowania sędziego wytykającego uchybienia w działalności instytucji państwowych stanowi naruszenie zasad państwa prawa - oceniło Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" w przekazanym mediom w środę stanowisku.
Obrazek
Stanowisko zarządu stowarzyszenia sformułowano w związku z komentarzami na temat ustnego uzasadnienia wyroku wygłoszonego w piątek przez sędziego Igora Tuleyę w sprawie oskarżonego kardiochirurga Mirosława G. W uzasadnieniu sędzia m.in. krytycznie ocenił metody działania CBA i prokuratury w sprawie. "Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. - czasów największego stalinizmu" - mówił. Część polityków domaga się, aby sędzia poniósł odpowiedzialność dyscyplinarną, a nawet karną.

"Jakiekolwiek żądanie napiętnowania czy próba represjonowania sędziego Igora Tulei, czy też innych sędziów, którzy bezkompromisowo, stanowczo i dobitnie oceniają dowody i wytykają uchybienia związane z działalnością instytucji państwowych będą stanowiły naruszenie zasad, na których opiera się funkcjonowanie państwa prawa, pozbawiając obywateli prawa do rozpoznania ich sprawy przez bezstronny i niezawisły sąd" - podkreśliło sędziowskie stowarzyszenie.

W stanowisku dodano, że "oburzające część polityków porównywanie metod przesłuchań jako mogących budzić skojarzenia ze stosowanymi w czasach stalinizmu w niczym nie uchybia godności osób, które były poddawane represjom w tamtych czasach".

"Nie ma podstaw"

"Nie ma najmniejszych podstaw, by w opisanych słowach sędziego Tulei doszukiwać się jakichkolwiek określeń obraźliwych dla ofiar tych represji. Każde stwierdzenie naruszenia praw człowieka przez państwo polskie musi wywołać reakcję sądu jako organu stojącego na straży prawa" - wskazali sędziowie.

Jednocześnie "Iustitia" przypomina, że sędzia formułując ustne uzasadnienie wyroku powinien uczynić to w sposób zrozumiały i nie stosować zawodowego żargonu zrozumiałego tylko dla nielicznych osób.

Stowarzyszenie dodało, że żadne przepisy nie zakazują sędziemu dodatkowego wyjaśniania opinii publicznej treści i motywów wyroku, w którego wydaniu sędzia uczestniczył. "Zasada milczenia poza salą rozpraw, uważana przez niektórych za obowiązującą sędziów, nie znajduje oparcia w prawie ani merytorycznego uzasadnienia. Stowarzyszenie sprzeciwia się tej ortodoksyjnej regule" - głosi stanowisko.

Wskazano w nim, że dodatkowe wyjaśniania treści i motywów wydanego wyroku przez sędziego, który w sprawie orzekał, "sprzyja właściwej edukacji prawnej społeczeństwa i zwiększa jego zrozumienie dla decyzji podejmowanych przez władzę sądowniczą". Jednocześnie - jak zaznaczono - wyjaśnienia te dokonywane powinny być "przy zachowaniu powagi i rzetelności stosownej do wymogów etyki zawodowej".

"Iustitia" przypomniała także, że obowiązkiem sądu rozpoznającego każdą sprawę jest ustalenie wszystkich okoliczności mających znaczenie dla oceny wiarygodności dowodów i zbadanie okoliczności, w jakich świadkowie składali zeznania, a oskarżeni wyjaśnienia oraz ustalenie, czy organy ścigania przestrzegały procedur regulujących zasady gromadzenia dowodów. "Jeśli w tym zakresie sąd stwierdzi naruszenie prawa, to ma zarówno uprawnienie, jak i obowiązek zawiadomienia o nich właściwych organów" - zaznaczyli sędziowie.

Sędzia Tuleya zapowiedział już, że do prokuratury trafią dwa zawiadomienia związane z postępowaniem wobec kardiochirurga dr Mirosława G.; dotyczą one naruszenia procedur przez organy ścigania i podejrzenia składania fałszywych zeznań przez świadków.

źródło: http://fakty.interia.pl/polska/news/ius ... ,1880914,3
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

~Latarnia

Faktycznie przez wódkę. Kwaśniewski pił a Wałęsa się zataczał.

===============================
Obrazek
Wiele lat po pierwszym przegranym przez Wałęsę wyścigu o fotel prezydencki, poznaliśmy przyczyny tej bolesnej porażki. Zdaniem Sławomira Wałęsy nie było nią witanie się stopą, czy rozliczne sytuacje kompromitujące głowę państwa, lecz wódka.

W 1995 roku Lech Wałęsa szedł do wyborów pewny siebie, patrząc z góry na innych i nie zakładając nawet możliwości porażki. Będąc w swym mniemaniu mężem opatrznościowym zesłanym Polakom przez wyższe instancje, nie wierzył, iż ktokolwiek, bądź cokolwiek, może stanąć mu na drodze do drugiej kadencji. Później wystarczyłoby tylko zmienić konstytucję i hulaj dusza - piekła nie ma.

Na Wałęsy nieszczęście, na jego głowę spadł kubeł zimnej wody, który odrobinę ostudził jego zapały i skierował jego karierę z polityki na prowadzenie telewizyjnych kursów wędkowania, pełnych porad i mądrości byłego elektryka. Jak twierdzą znawcy tematu, były one równie skuteczne i ekskluzywne, co nigdy nienapisany podręcznik "Gramatyka i ortografia okiem Lecha - prezydęta".

Siedząc na łódce i mocząc kij, Wałęsa miał czas by przemyśleć przyczyny porażki. Wrodzona skromność z pewnością od razu podpowiedziała mu, iż on akurat jest tu bez winy. Wiadomą sprawą był splot nieprzychylnych wypadków, pech, a może nawet spisek. Teraz znalazł się w końcu ktoś kto przyznał się do winy. Choć przypuszczamy, że już wcześniej był on przez tatę podejrzewany o moc sprawczą. Mowa o Sławomirze "jazda na bani" Wałęsie.

- Tuż przed wyborami prezydenckimi spowodowałem po pijanemu wypadek samochodowy. To zaważyło na porażce ojca - wyznał młody Wałęsa "Super Expressowi".

Coś może być na rzeczy, wszak podczas wcześniejszej kampanii Sławuś był maskotką taty (ten manewr "z dziećmi" powtórzył później m.in. Lech Kaczyński). Uśmiechnięty, ogolony, wyglądający na trzeźwego, a jednocześnie wyluzowany. Taki ktoś mógł podobać się zarówno młodszej, jak i starszej części elektoratu. Pięć lat później był on już kulą u jednej z nóg ojca, będąc równowagą dla drugiej kuli - Przemysława, pseudonim "pomroczność jasna".

Dziś Sławomir Wałęsa próbuje zmierzyć się z demonami swojego życia i podczas rozmów z dziennikarzami opowiada o swoim zmarnowanym życiu. Jest alkoholikiem w ciągu, mieszka z karaluchami w obskurnej kamienicy, a na życie dorabia sobie składaniem komputerów.

W miejscu zamieszkania wszyscy go szanują, ale ciężko im uwierzyć, że jest synem tego Lecha Wałęsy. Przecież ojciec pomógłby synowi.

No chyba, że ból po utracie prezydentury jest większy niż ten po utracie syna. Ale to fatalnie by świadczyło o nobliście...

źródło: http://politykier.pl/kat,1025795,wid,15 ... omosc.html

Czytaj też : http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tragiczn ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

~manierk -

Oni chcą chronić obywateli a sami siebie nie potrafia hahahahaha TERAZ JUŻ WIECIE RODACY CO BĘDZIE JAK NAS NAPADNĄ AGRESORZY?!

============================================
-
Marszałek Ewa Kopacz spotkała się dziś w Sejmie z przedstawicielami Straży Marszałkowskiej. Komendant Straży Mieczysław Kuras zapowiedział po spotkaniu, że niewątpliwie zostaną wyciągnięte konsekwencje po prowokacji dziennikarskiej, która ujawniła luki w bezpieczeństwie parlamentu.

W wyemitowanym we wtorek w TVP1 programie "Po prostu", pokazano jak w ramach prowokacji dziennikarskiej, przez nikogo niezatrzymywany wszedł do Sejmu człowiek bez przepustki, z torbą, w której miał substancje, z których można stworzyć ładunek wybuchowy.
Wszedł on bocznym wejściem do Domu Poselskiego, a następnie na galerię sali posiedzeń Sejmu, później na konferencję szefa SLD Leszka Millera i na teren strzeżonego poselskiego garażu.

- To oburzające, rzeczywiście wstrząsające, ale też pokazujące z jaką łatwością można się tam dostać - komentowała marszałek Sejmu Ewa Kopacz, której dziennikarz pokazał nagranie.

Jak zwykle zawodzą ludzi
e

Kuras po środowym spotkaniu z Kopacz - pytany przez dziennikarzy, czy ktoś coś zaniedbał w tej sprawie - odparł: "Gdyby tak nie było, to pewnie nie byłoby całego tego nagrania i całej tej sytuacji". Dopytywany, czy ktoś poniesie konsekwencje, odparł: "Niewątpliwie".

Zaznaczył, że wnioski z sytuacji zostały wyciągnięte. Nie chciał jednak powiedzieć, czy konsekwencje poniesie pracownik Biura Ochrony Rządu czy Straży Marszałkowskiej. Na pytanie, czy zaostrzone zostaną procedury wpuszczania do budynku Sejmu, odparł, że procedury są dobre i funkcjonują. - Jak zwykle w takich przypadkach zawodzą ludzie - dodał Kuras.

Zszargana opinia Straży Marszałkowskiej

- Ciężko pracujemy na to, by poprawić swą opinię, która - nie ukrywam - troszkę została zszargana. To wszystko - powiedział w rozmowie z dziennikarzami. - Trzeba ciężko pracować. (...) Jak najlepiej będziemy się starać wykonywać swe obowiązki - dodał.

źródło: http://fakty.interia.pl/fakty-dnia/news ... 81257,6920


:
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Komentarz internauty:

~dubliner

Mieszkam w irlandii i tutaj w sklepie MUSZA sprzedac za taka cene jaka jest przy produkcie.Niby nic dziwnego ale jesl ktos sie pomyli z ceną to i tak musza sprzedac za ta cene ktora naprawde obowiazuje.Przykladowo kilka mies temu kupilismy w Tesco tv led i byla cena promocyjna 149euro a sprzedali nam za 199.Zobaczylem to na drugi dzien bo do tego robilismy zakupy i czlowiek nie zauwazylPoszlismy z paragonem sprawdzic cene i dalej cena byla 149.Do customer service i gosc nas przepraszal oddal pieniadze i dolozyl bon o wartosci 50 euro :) Tutaj rowniez jesli cos sie rozbije przez przypadek np. alkochol czy cokolwiek innego i nawet jest to juz na tasmie kasy i spadnie to sie nie placi za to.Dopuki nie zaplace nie pokrywam kosztow. To sie nazywa NORMALNIE ROBI ZAKUPY nie jak w polsce wiesniactwo jak za komuny :)

===============================
Wielkie zmiany na półkach z towarem
Sprzedawane towary nie będą musiały być oznaczone ceną, ale cena będzie musiała być tak wyeksponowana, aby klient nie miał wątpliwości, co ile kosztuje - przewiduje projekt założeń nowelizacji ustawy o cenach, nad którym pracuje resort finansów.

Rzeczniczka resortu finansów Wiesława Dróżdż poinformowała, że ministerstwo pracuje nad projektem nowelizacji ustawy o cenach oraz nad przepisami wykonawczymi. Wyjaśniła, że opracowywany przez resort projekt przewiduje radykalną zmianę dotyczącą zasad informowania klientów o cenach.

MF chce odstąpić od utrzymywania dotychczasowego rozróżnienia między "oznaczaniem" towaru ceną (gdy informacja o cenie jest trwale związana z towarem, np. dzięki metce przyklejonej na towarze), a "uwidacznianiem" cen (np. cena na półce sklepowej). Zamiast tego miałoby się pojawić pojęcie "eksponowania" cen.

- Sprzedawcy nie będą musieli opatrywać cenami każdej sztuki towaru, który mają w swojej ofercie. Wystarczy, że cena będzie wyeksponowana w taki sposób, aby kupujący nie miał żadnej wątpliwości, co do jej wysokości i prawdziwości, nie musiał pytać sprzedawcy o to, ile kosztuje dany produkt - wytłumaczyła rzeczniczka.

Według niej postulat ten można zrealizować bez nakładania na przedsiębiorców obowiązku oznaczania ceną poszczególnych towarów. Takie rozwiązania są stosowane w krajach Unii Europejskiej, natomiast polskie przepisy są przeregulowane.

W ocenie ministra finansów zmiana nie naruszy interesów konsumentów wynikających z przysługującego im prawa do jasnych, jednoznacznych i czytelnych informacji o cenach produktów. - To, co najistotniejsze, to zredukowanie nadmiernych obowiązków dla przedsiębiorców. Spowoduje to obniżenie ich kosztów i może przyczynić się do obniżenia cen produktów, a to niewątpliwie będzie korzystne dla finalnego konsumenta - zaznaczyła rzeczniczka.

Dodała, że projektowane zmiany wpisują się w działania deregulacyjne rządu, mające na celu eliminację zbędnych regulacji z obrotu prawnego oraz uproszczenie i uporządkowanie stanu prawnego w zakresie systemu cen.

Zgodnie z obecnie obowiązującym prawem szereg towarów nie musi być oznaczanych ceną. Dotyczy to na przykład towarów o małych gabarytach, żywych zwierząt, roślin czy też niektórych towarów tańszych niż 5 zł. MF wyjaśniło, że duże podmioty handlowe (hipermarkety i supermarkety) w praktyce nie stosują obowiązku oznaczania towarów ceną, gdyż dysponują systemami umożliwiającymi oznaczanie towarów poprzez kody kreskowe. Według resortu finansów dla małych firm, które nie korzystają z systemu kodów kreskowych, oznaczanie produktów cenami jest czynnością czasochłonną, pracochłonną i szczególnie dolegliwą.

Zgodnie z informacją z MF opracowanie projektu założeń projektu ustawy zostało przewidziane w wykazie prac legislacyjnych i pozalegislacyjnych Rady Ministrów na 2012 r. Projekt ten będzie przedmiotem obrad Stałego Komitetu Rady Ministrów 10 stycznia 2013 r. MF chciałoby, by zmian weszła w życie do 30 czerwca 2013 r.

Dróżdż dodała, że ostatnio w mediach pojawiły się nieprawdziwe informacją, iż od 1 stycznia 2013 r. zmieniły się obowiązki sprzedawców dotyczące oznaczania ceną towarów. - Stan prawny w zakresie informowania o cenach nie uległ zmianie - podkreśliła rzeczniczka.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,104124,title,W ... omosc.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »

Nadciąga kolejna fala kryzysu a oni mydlą nam oczy
Ekonomiści i organizacje biznesowe ostrzegają przed kolejną falą kryzysu, która czeka w tym roku polską gospodarkę. Ale Sejm ma w najbliższym czasie toczyć spory światopoglądowe, zamiast zająć się kryzysem - stwierdza "Rzeczpospolita".

Jak ocenia wiceszef Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski, mamy do czynienia z fundamentalnym kryzysem przywództwa politycznego. - Okazuje się, że to, co jest obecnie najważniejsze dla polskiego przedsiębiorstwa, jest poza głównym nurtem zainteresowania rządzących - mówi.

W planie prac Sejmu na styczeń nie ma w ogóle ustaw gospodarczych (poza sprawozdaniem komisji nt. noweli ustawy o prawie upadłościowym i naprawczym), za to są: projekty ustaw o związkach partnerskich czy wniosek o Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry - wylicza "Rz".

- To klasyczne wrzutki - ocenia politolog dr Rafał Chwedoruk. Jak mówi, ideologiczna kłótnia odwróci uwagę od kryzysu, rosnących dysproporcji społecznych oraz zmusi opozycję do odnoszenia się do radykalnych wypowiedzi światopoglądowych, zamiast postulatów gospodarczych.

źródło: http://biznes.interia.pl/raport/kryzys_ ... zy,1881967
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Sędzia jest oskarżony o jazdę "na gazie". I nikt nie chce go sądzić

Sąd Najwyższy zdecyduje, który sąd w Polsce będzie orzekał w procesie Włodzimierza K., byłego prezesa sądu w Kraśniku i wiceprezesa Sądu Wojewódzkiego w Lublinie. Prokuratura oskarża K. o jazdę autem po pijanemu i napaść na policjanta. Sędziego wciąż nie ukarano nawet dyscyplinarnie.


Prokuratura oskarżyła Włodzimierza K. pod koniec sierpnia ub. roku. Przesądziły o tym wydarzenia z 16 listopada 2009 r.

Włodzimierz K. jechał wtedy w Kraśniku pod prąd jednokierunkową ulicą. Ktoś to zauważył i wezwał policję. Gdy na miejsce przyjechał patrol, sędziego nie było już w aucie. Policjanci poszli za nim do domu, w którym się ukrył.


Według aktu oskarżenia sędzia K. nie chciał dmuchać w alkomat. Gdy więc policjanci wzięli go do radiowozu, aby zawieźć go na badania krwi, Włodzimierz K. uderzył siedzącego przed nim mundurowego dwa razy w tył głowy. Obu patrolowych miał też zwyzywać. Potem okazało się, że Włodzimierz K. był mocno wstawiony - miał 3,4 promila alkoholu we krwi. Grozi mu do trzech lat więzienia. Nie przyznaje się do winy i odmawia składania wyjaśnień.

Przyspieszony "stan spoczynku"

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... t_nie.html
Obrazek
Rodzina :D
Rodzina :D
Posty: 17102
Rejestracja: 07 kwie 2005, 19:51
Kontakt:
Awatar użytkownika
Rodzina :D
Rodzina :D

Post autor: NEVIL »


Pracownik PKP nie przestawił torów, bo miał trzy promile
Obrazek

Policja zatrzymała nastawniczego ze stacji w Rogoźnicy koło Strzegomia. Mężczyzna nie dość, że upił się w pracy, to miał jeszcze przy sobie marihuanę. Na szczęście maszynista zauważył, że tory są źle przestawione i w porę zatrzymał pociąg


Nastawniczy odpowiedzialny był za sterowanie ruchem kolejowym na stacji. Miał dbać o bezpieczeństwo przejeżdżających pociągów, zamiast tego upił się i zapomniał o pracy. Maszynista, który wyjeżdżał z bocznicy, zauważył, że tory nie są odpowiednio nastawione, a w budce nastawniczej przebywa pracownik, który dziwnie się zachowuje. Od mężczyzny czuć było alkohol, dlatego maszynista wezwał policję. Przeprowadzone badanie wykazało, że nastawniczy miał blisko trzy promile alkoholu w organizmie. Policjanci znaleźli też w jego kieszeni szklaną lufkę, a w plecaku 25 porcji marihuany. Od mężczyzny została pobrana krew, by sprawdzić ją na zawartość narkotyków.

Zatrzymany to 30-letni mieszkaniec Strzegomia. Został przewieziony do aresztu, gdzie po tym, jak wytrzeźwieje, zostanie przesłuchany.


Za pełnienie obowiązków w stanie nietrzeźwości związanych bezpośrednio z zapewnieniem bezpieczeństwa ruchu pojazdów mechanicznych grozi do pięciu lat więzienia.


źródło: : http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3575 ... z2Hfi17wKF
Obrazek
odpowiedz

Informacje

  Bing [Bot]  »  1 gość

Moderatorzy

NEVIL, ModTEAM