Haker o Netii: Nie chcieli dać 100 tysięcy, może zapłacą mniej
Okazuje się, że to już drugi duży atak w ciągu dwóch lat na bazę danych klientów Netii. W 2011 r. hakerzy żądali 100 tys. zł za zwrot bazy danych i wpadli przy podejmowaniu okupu. Obecny szantażysta jest ostrożniejszy - chce waluty cyfrowej i mówi: "Nie chcieli zapłacić 100 tysięcy, to może zapłacą mniej". Czy coś łączy te ataki?
Sam szantażysta, o nicku nvm, zapewnia obecnie, że ma najświeższe dane setek tysięcy klientów, ale jak dotąd opublikował tylko informacje z 2009 i 2010 roku - czyli z okresu, który mogła obejmować baza wykradziona dwa lata temu przez genialnego ukraińskiego hakera zamieszkałego w Polsce (obecnie odsiaduje wyrok) i jego kolegę.
Netia stanowczo: nie będziemy negocjować
Wczoraj opisaliśmy, jak z Netii wyciekły bądź zostały wykradzione dane klientów. Część z nich szantażysta opublikował w sieci i postawił firmie ultimatum: albo Netia zapłaci okup w bitcoinach (BTC), cyfrowej walucie równowartość ok. 50 tys. złotych albo cenne informacje będą nadal ujawnianie. Po południu Netia oświadczyła jeszcze, że nie zamierza negocjować z szantażystą ani płacić mu żadnego okupu w żadnej walucie i jest przekonana, że sprawca wkrótce zostanie złapany: - To tylko kwestia czasu.
Dziś obie strony - i firma i szantażysta - milczą. Policja też nabrała wody w usta. - Nie możemy udzielać informacji związanych ze śledztwami tego typu, zwłaszcza, jeśli dotyczą one firm - powiedział nam tylko Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji.
Szantażysta żąda okupu w cyber-walucie
Przypomnijmy pokrótce historię. 11 stycznia ktoś o nicku nvm umieścił w internecie kilkadziesiąt rekordów zawierających szczegółowe dane klientów Netii i ofertę sprzedaży pełnej bazy. Dwa dni później anonimowy sprzedawca stał się anonimowym szantażystą: zażądał od Netii 500 bitcoinów (BTC) za wstrzymanie publikacji fragmentów bazy danych i kolejnych 500 BTC za zwrot całej bazy. Bitcoiny, to waluta cyfrowa gwarantująca anonimowość osobie, która dokonuje transakcji za jej pośrednictwem.
W sumie żądana kwota osiągnęła 1000 BTC, czyli równowartość około 43 tys. zł., a by dowieść, że groźby nie są bezpodstawne, szantażysta ujawnił w sieci dane kolejnych 499 klientów Netii. Netia początkowo sprawę bagatelizowała, ale gdy dane kolejnych klientów zaczęły wyciekać, potwierdziła, że faktycznie pochodzą z jej bazy.
„Nie chcieli zapłacić stu tysięcy”? Co szantażysta miał na myśli?
Jednak szantażysta się zniecierpliwił. 15 stycznia opublikował kolejnych 500 rekordów, i podniósł cenę za wstrzymanie publikacji do 600 BTC. nvm zapowiedział też, że co tydzień będzie ją podnosił o kolejne 100 BTC.
Kiedy się z nim skontaktowaliśmy - korzysta z sieci TOR pozwalającej na anonimowy dostęp do sieci - stwierdził: „Nie chcieli zapłacić 100 000, to zapłacą może mniej?”
Co miał na myśli szantażysta pisząc: „nie chcieli zapłacić 100 tysięcy”? Czy tak dobrze znał sprawę z 2011 roku, bo o niej czytał, czy też ma z nią jakiś związek?
Mistrzowski haker wykrada dane Netii i wpada podejmując okup
W czerwcu 2011 roku, dwóch młodych hackerów wykradło dane Netii, a dokładniej dane z firmy znajdującej się pod adresem nj.pl, która była spółką kupioną przez Netię . Chodziło o 4000 rekordów z 2009 roku. Złodzieje również wtedy zażądali okupu - było to właśnie 100 000 zł.
Pieniądze miały być przekazane w Krakowie, jednak podczas tej akcji policja schwytała najpierw mężczyznę mającego odebrać okup, a następnie jego współpracownika, który wykradł dane. Pierwszy z nich dostał wyrok w zawieszeniu, drugi trafił do więzienia i - jak ustaliliśmy - nadal tam przebywa.
Netia zaprzecza zbyt gorliwie
Co to wszystko na wspólnego z obecnym atakiem na Netię? Firma we wczorajszym oświadczeniu bardzo zdecydowanie stwierdziła, że zupełnie nic. Zaznacza, że „Takie zdarzenie miało miejsce w czerwcu 2011 roku, ale nie dotyczyło firmy Netia S.A., a pewnej małej spółki, która została przez nas kupiona.”
Nigdzie nie ma jednak stwierdzenia, że dane nie dotyczyły obecnych klientów Netii. Nie jest też jasne, czemu firma nagle tak gorliwie zaczęła zaprzeczać, skoro w 2011 r. nie wypierała się, że hakerski atak dotyczył jej klientów.
Czy szantażysta zagrywa danymi wykradzionymi dwa lata temu?
Co to wszystko może znaczyć? Scenariuszy jest kilka. Być może włamywacz z 2011 r. przekazał bazę komuś, kto właśnie próbuje robić z niej użytek. Za takim rozwojem sytuacji przemawiają dwie rzeczy:
- wspomniane w mailu od szantażysty zdanie „Nie chcieli zapłacić 100 000, może zapłacą mniej.” (choć to słaby dowód)
- oraz rodzaj ujawnionych dotąd rekordów. Numery klientów wskazują, że dane pochodzą z lat 2009 i 2010, czyli z tego samego okresu, co dane z pierwszego hakerskiego włamania.
Dodatkowo, wydaje się, że szantażysta nvm, wbrew swoim przechwałkom, nie dysponuje danymi z 2011 i 2012 r. Bo dlaczego dotąd nie pokazał ich próbki, co mogłoby wzmocnić jego pozycję w rozgrywce z Netią.
W 2011 r. rzeczniczka Netii Małgorzata Babik napisała rzecz dość kuriozalną: „żadne dane nie trafiły w niepowołane ręce, ponieważ haker został szybko ujęty.”. Jak wówczas celnie zauważył w komentarzu jeden z czytelników: „Jak szybko? Bo 5 minut, to już zdaje się za późno”. No właśnie - cyfrowe dane to nie skradzione diamenty. Nie da się ich policzyć i zważyć by mieć pewność, że odzyskało się wszystkie. Skopiowanie ogromnej bazy zajmuje jakieś 10 sekund
Ale scenariusz może być całkiem inny: obie te sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego. Nowy haker, nowy atak, nowy szantaż. Tylko dane klientów Netii, dostawcy usług telefonicznych i internetu, których jest obecnie w Polsce około miliona, są ciagle dość słabo zabezpieczone.
Jeśli macie własne spostrzeżenia bądź informacje - podzielcie się nimi w komentarzach lub mailem na adres
technologie.kontakt@gazeta.pl
źródło:
http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... placa.html