Autorem poniższych tekstów jest Roman Antoszewski mieszkający w Nowej Zelandii.
============================================================
Polskie paradoksalia. (1)
(uwagi wstępne i pewniki krytyczne)
Siedzę za granicą już dosyć długo, ale muszę się przyznać, że codziennie zaglądam w komputer by się dowiedzieć co tam się dzieje. Robię to staranniej niż kiedy mieszkałem w Polsce. Sam nie wiem czemu. Ku przerażeniu niektórych współemigrantów, a przede wszystkim znajomych z Polski, zaczynam jednak od wp.pl. Tam najszybciej można się dowiedzieć kto kogo zastrzelił, kto kogo rozjechał na śmierć i dołożył nożem, w jakiej szkole pobili nauczyciela, itp. Nie czytam, ale warto wiedzieć. Doskonale wiem, że informacje z prac rządu czy parlamentu tam to bzdety i nie warto sobie zawracać nimi głowy. Ale mam niezawodny i sprawdzony sposób na dowiadywanie się co też na prawdę dzieje się w polityce i wiem kiedy warto tego szukać. Otóż kiedy wp.pl poda z zachwytem, że jakiejś celebrytce wypsnął się na scenie kawałek cycka, albo że któraś z córek prominentów pokazała majtki, wiadomo, że coś się dzieje. Jakiś skandal się wypsnął spod kontroli i pisiory szykują rozróbę. Trzeba na gwałt odwrócić uwagę gawiedzi, że spokojnie zatuszować, wymieść pod dywan. A kiedy powiadamia się świat, że jakaś córka lub celebrytka pokazała kawałek <font color=red>[...]</font>, wiadomo, że gruba afera pęka nad polską. Wtedy naród szaleje z zachwytu. Dobrym wskaźnikiem jest też informacja o ostatnich sondażach wskazujących na wzrost poparcia dla PO. Nic to, że często jest to informacja w rodzaju "poparcie dla PO znów wzrosło o pięć punktów procentowych, niedawno mieliśmy 35 procent, teraz PO ma aż 35!". Bzdura? nie! Ale przecież dziennikarz nie musi mięć skończonej podstawówki. Wtedy wiem, że należy zająć się sprawą poważniej i zaglądam na takie portale jak:
http://niezalezna.pl/
http://wpolityce.pl/
http://www.naszdziennik.pl/
http://www.fakt.pl/najnowsze/
http://www.fronda.pl/
http://www.bibula.com/
nie zaszkodzi też popatrzeć na:
http://www.niepoprawni.pl/
a na jutro warto tu.
Zaznaczam, że polskiej prasy drukowanej nie czytam, bo jej tu nie ma. I dobrze. Prasa miejscowa kompletnie nie interesuje się rozróbami w Polsce. Też dobrze. Kilka razy oglądałem polską telewizję dostępną tu (drogo) poprzez Australię. Akurat trafiłem na prezentacje afery PSL, a potem Amber Gold. Zamiast polityków zajmujących się sprawami kraju, ujrzałem kupę fifraków, przedstawiających się jak internetowi sprzedawcy mydła czy wibratorów. Więc nie oglądam więcej.
A tak wygląda moje podsumowanie sytuacji na dzień dzisiejszy z pozycji dalekiego obserwatora. Doszedłem do konkretnych, ale dla mnie samego zdumiewających wniosków. Można zaryzykować parę pewników i staram się je wyjaśnić:
1. Rząd, parlament, władze okłamują społeczeństwo. Kłamstwo jest pewną formą istnienia władzy w Polsce, ale nie tylko w Polsce. Jest to bardzo skuteczna forma sprawowania władzy, o czym świadczy calutka historia ludzkości, ostatnio III Rzesza, ZSRR, NRD, PRL, itp. Obraz ogólny jest jasny i prztykanie się o drobiazgi nie ma sensu.
2. Sądownictwo jest stronnicze i działa na usługach Partii. Prztykanie także bez sensu.
3. Sytuacja ekonomiczna jest zła, co do tego też nie ma co zajmować się duperelami. Obraz ogólny jest jasny.
4. Posłowie nie reprezentują narodu ani nie kontrolują rządu, a wprost przeciwnie (. p. bp Dydycz).
5. Autorytet Polski jest pod zdechłym azorkiem. Gadanie o wielkości polskiej pozycji międzynarodowej uprawiane przez Komorowskiego, Sikorskiegi czy Tuska to nonsens, wszyscy o tym wiedzą.
6. Sprawę zbrodni smoleńskiej zadymia się do absurdu i też wszyscy o tym wiedzą.
Państwo polskie nie zdało egzaminu w sprawie wypadku smoleńskiego.
7. Wszyscy wiedzą, że krew na rękach z okazji Blidy czy strzelanina antykomora to bzdury dla odwrócenia uwagi.
8. Komorowski dobrał się do pałacu przedwcześnie i nielegalnie. To oczywiste.
9. Kościół jest ulubionym obiektem ośmieszania i ataków. Jak każdy widzi.
10. Prasa, radio, telewizja, media sieciowe nie informują rzeczowo o stanie państwa, a właściwie w ogóle nie informują. Jeśli już, to po prostu kłamią i wypracowały do tego różne sposoby i sposobiki. W Polsce znów działa cenzura.
11. Komuchy znów mają decydujący głos we wszystkich dziedzinach życia.
12. Rząd wyprzedaje zasoby kraju, zadłuża naród do samobójczych granic.
To wszystko co wyżej powiedziałem wygląda na totalną, niekonstruktywną krytykę. Ale wcale tak nie ma nią być. Wprost przeciwnie.
Oto punkt po punkcie moje uzasadnienie: (p. notka nast.)
Polskie paradoksalia. (2)
(apologeza systemu władzy)
To wszystko co po wyżej powiedziałem wygląda na totalną, niekonstruktywną krytykę. Ale wcale tak nie jest. Wprost przeciwnie. Oto punkt po punkcie moje uzasadnienie:
ad 1. Władza kłamie, ale naród to kocha! To fakt.
A co ma władza robić? Bez przerwy rwać szaty na sobie. Taka głupia przecież nie jest. Lud chce igrzysk, a chleb jakiś tam każdy ma, to co mu chcieć więcej? No, może z wyjątkiem jakichś nieudaczników, czy, za przeproszeniem, emerytów z obywatelskiej listy. Sami sobie winni.
Prawdę i tak wszyscy znają, bez gadania, to po co ma niby o tym gadać?
ad 2. Sądownictwo jest stronnicze.
A co, ma działać przeciwko władzy i sobie? Jakim prawem? Takimi głupcami to ci sędziowie i prokuratorzy, oraz ich opiekunowie, nie są.
Pisuary to nawet popiskują o jakimś seryjnym samobójcy. Popatrzmy prawdzie śmiało w oczy. W wolnym kraju nie można nikomu zakazać samobójstwa, szczególnie jak sam zrozumiał, że przekroczył pewne granice. Najważniejsze, że nie mieszają się do tego osoby trzecie, a o drugich nie warto mówić, bo po co? Co to komu da?
ad 3. Sytuacja ekonomiczna jest zła, to jasne, ale przecież mogłaby być gorsza. No to o co chodzi?
ad 4. Posłowie reprezentują Partię, to jasne.
Bo przecież jako tacy zostali wybrani przez naród i muszą pomagać rządowi, bo po to są. Posłowie nie reprezentują wyborców po wyborach. Wyborcy dokonali wyboru, wiedzieli kogo wybierają, a ci nie kryli swoich poglądów. Zostali wybrani w demokratycznym głosowaniu, no to w czym rzecz? Przecież z byle głupstwem nie będą jechać gdzieś na prowincję, i co, o sprawach światowej i państwowej wagi będą gadać z jakimiś ćwokami spod budki z piwem? Czasem zresztą nie bardzo wiedzą jakie okręgi wyborcze reprezentują, boć przecież 'poszli z listy'. Nie można robić z posłów idiotów.
Posłowie czasem dają ciała. Teoretycznie powinni najpierw rozliczyć się z wyborcami. Ale po co? Przecież sami lepiej wiedzą gdzie sobie uwić gniazdko.
ad 5. Autorytet Polski jako kraju i narodu jest zły, to fakt, ale czy był kiedyś lepszy? Przecież mógłby być gorszy. Mamy wolność i świat o tym wie i to jest niekwestionowane osiągnięcie.
ad 6. Ogólny ton wypowiedzi na temat Smoleńska: mam dosyć Smoleńska, rzygam Smoleńskiem, stało się i kuniec!
A pisiorom to się nie podoba? Chcą tańczyć na trumnach? No to niech sobie tańczą ale mnie w to nie wciągajcie i płaćcie sami za muzykę. Nic z moich podatków! Nie pozwalam!
Czy 'państwo polskie zdało egzamin' w tej sprawie. Powiedzmy szczerze - zdało nie na całe pięć, zdało na pięć z minusem. Bo zależy na co je egzaminować - ale zasadnicze zadanie zostało wykonane. Sprawa została prawie że skutecznie zatuszowana, albo tak pogmatwana, że nikt prawdy nie dojdzie. Przecież o to chodziło, takie było zadanie. Minus jednak pochodzi stąd, że w ogóle doprowadzono da stawiania pytań i dopuszczono się pewnych niezgodności z zaleceniami Miedwiediewa. Wytyczne były jasne. No, ale za to beknie wkrótce sam Tusk. A reszta toczy się dalej, radośnie i skutecznie. Awanse dostali wszyscy zasłużeni w tej sprawie.
Wszyscy wiedzą, że Polacy brali w tym udział. Inaczej to po co by tak chachmęcili i zwalali wszystko na Rosjan? Ale nie ma wyjścia, trzeba do przodu..
Znany bohater narodowy (Bolek mu było) zapodał proste wyjście z sytuacji. Trzeba było to wszystko zebrane z lotniska wrzucić do jednego rowu, zasypać i cześć. Nie zrobiono tego przez głupotę, ale może da się jeszcze rzecz naprawić. W każdym razie pryncypialnie rzecz rozwiązano na 5-.
A oszołomy drą wraże pyski i chcą międzynarodowej komisji. A co to, mamy za mało wspaniałych specjalistów? Nie będą nam jakieś wypędasy profesorskie mieszać się w nasze, i tylko nasze sprawy. Poszli do USA czy AUS, to niech tam siedzą.
ad 7. Blida, antykomor? To jakieś tam rozgrywki i co nas to obchodzi?
ad 8. Komorski wziął urząd nielegalnie? A co, miał czekać aż braciszek jednojajowy wszystko zachachmęci, zbierze dokumenty i nie wiadomo jaki zrobi z tego użytek? Na to nie można było pozwolić dla dobra narodu!
ad 9. Kościół? To tak fajnie ponabijać się z przebierańców w sukienkach i takich komicznych czapach na głowie. Ale władza współpracuje z kim trzeba, a nawet popiera podskakiewiczów pod ołtarzem. A do kościoła chodzi 95% narodu z władzą włącznie, niezależnie od tego, jak kiedyś deklarowali swój ateizm. Więc w czym rzecz? Zresztą to jeden z legalnych kanałów nawiązania partnerskiej współpracy z KGB/FSB.
ad 10. Media kłamią. A co, mają rozdrapywać małe skaleczenia do większych ran żeby wlazło zakażenie jakimś syfilisem? Po co nam to potrzebne. Drobne uchybienia wszędzie się zdarzają i nikomu to nie szkodzi. Mają wytykać, że minister podsadza swoją rodzinkę. A co? Ma podsadzać inną rodzinkę? Przecież kogoś musi!
Komitet Radia i Telewizji ma dopuścić 'Trwam' do głosu? Jeszcze tego by brakowało, żeby w dalszym ciągu pleniło się toruńskie pisiorowe warcholstwo? Po co to komu, chyba tylko oszołomom to potrzebne. Że KRiT robi przekręty wbrew prawu? Jak prawo nie nadaje się do konstruktywnego użytku, to trzeba je mieć w nosie i tyle. Nie dajmy się zwariować. Dobro obywateli jest najważniejsze.
Insynuacje co do cenzury to szkaradna potwarz pisiorów. W Polsce nie ma cenzury. Jest natomiast doskonale działająca autocenzura. A to zupełnie inksza inkszość, no a przede wszystkim bardziej skuteczna. Każdy obywatel czujący odpowiedzialność za losy Ojczyzny musi wiedzieć co jest dobre dla tej Ojczyzny, a co nie, co wolno, a czego nie wolno. Każdy nadzorujący tego obywatela, kierownik firmy, właściciel redakcji, kierownik placówki naukowej musi jeszcze dokładniej wiedzieć, co jest dobre i co złe. Jeśli sam nie ma wiedzy, zawsze może liczyć na konsultacje z otoczenia Prezydenta czy Premiera. Musi zdać sobie sprawę z konsekwencji niepatriotycznego pyszczenia i odpowiednio pouczać swoich podległych. Jak się okazuje, działa to doskonale. Który z pracowników naukowych podskoczy i weźmie udział w badaniu 'wypadku' smoleńskiego? W tym środowisku samobójców jest mało i głupców, wbrew pozorom, też niewiele.
ad 11. Komuchy mają głos. A co, mają go nie mieć? To stara, doświadczona gwardia, wie czego chce. Co jest dobre dla nich, jest dobre dla narodu, a więc dla nas. Ford już dawno to wymyślił. Wara od czepiania się się do Jaruzelskiego, Kiszczaka, itp. To są zasłużeni bohaterowie narodowi i koniec. Nie wolno tez ruszać Komorowskiego. Jego krzywa zresztą ciągle rośnie i rośnie. I słusznie. To fajny, nasz chłop. A Niesiołowski, że się wygłupia? Ale to bohater narodowy na wariackich papierach wystawionych przez Partię. Są wyraźne korzyści z tego bohatera. Naród kocha chamstwo i kocha Stefana, a on kocha naród. Ma za co. Tyle mu zapomniano, jest taki bezpośredni i szczery w odruchach.
ad 12. Rząd zadłuża kraj, robi to w dobrej wierze racji stanu.
Chodzi o to, by ludziom żyło się lepiej. Musi uzdrowić instytucje, które z winy przebrzydłych pisiorów doszły do bankructwa. Jeżeli nie potrafią nimi zarządzać ludzie nasłani z rezerwy pisuarów (czasem zakamuflowanej szyldami PO), to trzeba je oddać w dobrze sprawdzone ręce i uzyskane w ten sposób zasoby zabezpieczyć w niezawodnych bankach np na Karaibach, choćby pod prywatnymi nazwiskami.
Ale przede wszystkim wierzymy w dzielność przyszłego pokolenia. To będą ludzie ze wszech miar przygotowani do stawiania oporu pogrobowcom pisiorów i lekką ręką wykaraskają się z długów. Albo wyprzedadzą resztę.
Jednym słowem. wszystko to prawda i wszystko jest jasne. Naród to kocha, a naród jest suwerenem narodu (!).
Są jednak niezadowoleńcy (p. notka nast.)
Polskie paradoksalia. (3)
(niezadowoleńcy, świetlane perspektywy)
Mimo wszystko, mimo tak logicznego i skutecznego działania władz wszystkich szczebli w imię sztandarowego hasła 'aby ludziom żyło się lepiej', są niezadowoleńcy, i to nawet dosyć ich dużo.
No ale jak im się nie podoba, to niech spieprzają do innego kraju.
I co bardziej przedsiębiorczy i rozsądniejsi to robią. Co dziwne i niezrozumiałe - kobiety polskie, ostoja biologicznego trzonu każdego narodu, jada za granicę by obcym rodzic dzieci! W Polsce jakoś im się nie udaje. Tak jakby nie miały zaufania do polskiej służby zdrowia. A przecież polsscy specjaliści medyczni, pielęgniarki, to najlepsi fachowcy i zasilają kadry medyczne całego świata!
Ale trzeba to wyraźnie powiedzieć. Naród bez niezadowoleńców doskonale daje sobie radę. Elita intelektualna i polityczna, tylko w samym XX i XXI wieku, usuwana była z kraju wielokrotnie, często prosto do Bozi. I co? I nic się nie stało. Naród doskonale dawał sobie z tym radę. Odtwarzał się z popiołów, i to coraz lepszej jakości. Co więcej. Świat na tym bardzo korzystał. Przecież cała potęga Ameryki polegała i polega na niezadowleńcach z innych krajów. Popatrzmy na listę największych naukowców amerykańskich, na przemysłowców, nawet polityków. Prawie wszyscy to emigranci lub pierwsze pokolenie emigrantów. O korzeniach historycznych takich krajów jak USA, Australia, Brazylia, nawet Syberia nie ma co mówić. Bez niezadowleńców te kraje by po prostu nie istniały. Bez nich świat by nie istniał w tym całym blasku, w jakim istnieje obecnie. I w tym duża zasługa także Polski. Zasługa w tym, że kolejne reżimy potrafiły dokonać tego, że co aktywniejsi i brzydzący się walką z chałastrą po prostu powiedzieli, a niech was wszystkich szlak trafi! Tak było w przeszłości i jest teraz.
Zresztą korzysta na tym także polska nauka. Rozwija się doskonale, szczególnie w zakresie nauk ścisłych i politycznych. A że najczęściej robi to za granicą? No to co? Na dobre to nauce wychodzi.
W sumie więc mamy same pozytywy.
Naród w Polsce jest zadowolony i szczęśliwy. Ludziom żyje się lepiej, to nic, że najlepiej tym co najlepiej, to nic że tym za granicą, ale przecież to Polacy. Pozycja Partii jest nie do zachwiania, pisiory niech se wrzeszczą ile chcą. Dobro Polaków przede wszystkim. Kaczor nie przejdzie.
Przed Polakami niezadowolonymi świat stoi otworem. Z tego otwarcia korzystają.
A reszta świata na tym korzysta i też jest zadowolona i także szczęśliwa.
Czy można sobie wyobrazić lepszy układ stosunków społecznych?
Wszystkie te uwagi spisałem nie w wyniku jakiegoś czarnego napadu.
Niestety, nie. Napisałem po obszernej wymianie korespondencji
i rozmowach telefonicznych z ludźmi, z którymi jeszcze niedawno
można było normalnie rozmawiać.
Teraz w zasadzie opinia jest jedna: 'A co ty tam wiesz!',
albo jeszcze lepiej, 'ja nie chcę nic o niczym słyszeć!'
W najlepszym razie jest 'to co zrobisz? z g.. będziesz się bił? I tak się opryskasz!'
Jednym słowem, ludziom żyje się lepiej, no to co im przeszkadzać?
Pies ma prawo do godziwej budy 
===================================
http://www.antoranz.net/CURIOSA/ZBIOR12 ... 5_Buda.HTM
===================================
http://www.antoranz.net/CURIOSA/ZBIOR12 ... 5_Buda.HTM

Kim jest Roman Antoszewski ?
=============================
http://www.muszle.concha.pl/?id=6&honorowy=5
=============================
http://www.muszle.concha.pl/?id=6&honorowy=5

Roman Antoszewski
1998, m.in. lista 'dziennikarz'
Nie znam analogicznych instytucji spolecznych z ery 'przeinternetowej'. Slyszalem, ze zaraz po wynalezieniu kserografii byly proby zakladaniu korespondencyjnych klubow dyskusyjnych na zasadzie 'kazdy do kazdego', ale rzecz sie nie udala i umarla smiercia naturalna.
Juz kilkumiesieczna obserwacja 'listowego zycia', nawet bez specjalnego aparatu analitycznego, bez statystyki, semantyki, dialektyki, itp, pozwala wyrobic sobie zdanie o jej uczestnikach.
Po kilku miesiacach, mimo calej plynnosci tego internetowego swiatka, co bardziej wytrwali dyskutanci i korespondenci znaja sie 'jak lyse' konie.
Moim zdaniem dyskutantow podzielic mozna na kilka grup. Jak ktos w jakiejs grupe sie uplasuje, w zasadzie przez dluzszy czas, albo i wcale jej nie zmienia. Stwarza sie wtedy cos w rodzaju kapeli, w ktorej kazdy gra na swoim instrumencie i zajmuje okreslone miejsce na scenie.
Tak wiec mamy 'zawodowych gadulow' co to na kazdy temat pisac beda duzo, czasem kilkanascie kilobajtow.
Ci stanowia trzon dyskusji, nawet jesli z niezykla latwosci przychodzi im odchodzenie od tematu.
Druga grupa, to osoby piszace krotko, na kazdy poruszany temat, zabierajacy glos jak w przyslowiowej magli, czsem monosylabowo, czsem jednym zdaniem. Ci sa spejclistami od pyskowek - osobnej formy literackiej, specyficznej chyba tylko dla internetu.
Nastepna grupa to 'starzy i madrzy' - zabieraja glos umiarkowanie czesto, autorytatywnie, czasem z patosem. Niechetnie daja sie wciagac w pyskowki, przyparci do muru lub sprowokowani gotowi pisac cale rozprawy dla popracia swojej tezy.
Jakby na drugim biegunie mieszcza sie weoslki - wyglupasy. Z kazdego tematu potrafia zrobic przedmiot obsmiania lub splugawienia.
Wreszcie wymienic trzeba niezmordowanych maniakow, dla ktorych kazdy poruszany temat, w mniej lub bardziej karkolomny sposob konczy na ich obsesji.
W ten sposob obserwacja listy pozwala w stosunkowo krotkim czasie poznac jej uczestnikow.
Wlasnie. Co to znaczy znac uczestnika listy dyskusyjnej.
Kontakty internetowe maja te dziwna wlasciwosc, ze poznajemy czlowieka prawie wylacznie na podstawie slowa pisanego, i to najczesciej pisanego w pospiechu, jakby na kolanie. Jakze wiele w tych wypowiedziach przeliterowan, bledow, gramatycznych i stylistycznych niesprawnosci. Wypowiedzi na listach to prawie zawsze nie wypracowanych, wielokrotnie przepisywanych starannie jak to bywa z listami do redakcji dziennikow czy rdadia. Sa t raczej wypowiedzi jakby na kolanie, czesto nieprzemyslane, niedopracowane, stad tak latwo wmieszac to bluzgi. Tak rodza sie internetowe nienawisci, ktore moga przenosic sie na inne listy z tymi samymi partnerami, lub moga przemijac, jak snieg na wiosne..
W sieci internetowej, we wrzawie listowych dyskusji i pyskowek jestesmy tylko adresem, w najlepszym razie nazwiskiem, a bardzo czesto po prostu pseudonimem i nuczym wiecej.
Przegladajc dziesiatki tekstow na roznych listach dyskusyjnych mozna pokusic sie na pewne uogolnienia.
Dyskutanci najczesciej podpisuja sie. Z jakichs wzgledow, rzadko rpbia to pelnym imieniem i nazwiskiem. Do zupelnej rzadkosci nalezy adres w stopce, tel czy inne dane identyfikacyjne.
Bardzo czesto jedynyna wizytowka jest po prostu internetowy adres rozdzielony niezbednym znaczkiem bez ludzkiej nazwy: @.
Coraz czesciej wystarcza to za cale przedstawienie sie na liscie, tak jak swego czasu prawdziwi mezczyzni identyfikowali sie na scianach ubikacji przyautostradowych po prostu numerami rejestracyjnymi swoich samochodow.
Czy to jest anonimowosc. Wydaje sie, ze mamy tutaj do czynienie z nowa forma identyfikowania sie. W dawnych czasach ludzie byli po prosu Janami, Jadzkami, czy Grzesiami. Potem sali sie Janami Spo Lasu, Jadzkami Frankowymi, Grezsiami Zza Miedzy.
Z tego, w szale porzadkowania Europy narodzili Janowie Podlascy, Jadwigi Franiszewskie, Grzegorze Miedzeszynscy itp.
Teraz wydaje sie zblizamy sie do innej rewolucji identyfikacyjnej - bedziemy antora@ihug.co.nz, franmu@uj.ple.com itp itd.
Jest to pewnego rodzaju bezimiennosc, ale nie jest to anonimowosc w zwyklym, dotychczasowym tego slowa znaczeniu.
Najczesciej na podstawie takiego znaku identyfikacyjnego nie potrafimy o autorze powiedziec doslownie nic. Nawet nie wiadomo z jakiego kraju pisze, jakim wlada jezykiem, jakiej plci czy ile sobie liczy latek. Jednym slowem wszystko co o nim wiemy, wiemy tylko z jego wypowiedzi, i to czesto pisanych w pospiechu, w odruchu, jakby na kolanie.
To nie jest anonimowosc, to jest cos nowego, jakas inanimowosc, imejlowosc, imejlowatosc, czy co by tam jeszcze.
Podpisujac sie takim znakiem identyfikacyjnym w zasadzie sie ukrywamy, po prostu robimy wszystko, by identyfikowano nas z naszymi wypowiedziami.
Jako przyrodnikowi przypomina mi to raczej mimikre czy kamuflaz. Wiele zwierzat i roslin 'nie chce' by ich wpolmieszkancy biosfery brali ich za to, czy sa, zeby brali ich za pajaki, muchy czy kwiaty. Wola sie przebrac, Pajak udaje ptasie wydaliny na lisciu, mucha udaje ose i kwiat udaje seksualnego partnera dla zapylajacych owadow..
Sa tym, czym inni ich widza ich zmyslami, ich sposobem recepcji swiata.
W ten sposob Franek, kelner czy taksowkarz staje sie fra.pro@co.com i roprawaia o sztuce, bo on tak naprawde, to jest koneserem sztuki, a kelnerstwo 'robi' dla zycia.
W ten sposob, przy pomocy takiej mimikry zyjemy w nowym wspanialym swiecie, gdzie garbaty nie musi byc garbatym, a kelner moze byc muzykiem. I tu wychodzi rzecz - ta mala mistyfikacja, ta mimikra pozwala poakzac prawdziwe ja. Stad nie jest to chec ukrywania prawdy o sobie, jest to chec ukrywania rzecywistosci na rzecz naszej prawdziwej prawdy. Probelm polega na tym, ze to my pokazujemy sie tak, jakbysmy chcieli, zeby nas widziano..
Zdarza sie jednak, ze osoby tworcze, lub z duza wyobraznia, czy wreszcie po prostu osoby o sklonnosciach paranoicznych nie moga pomiescic w sposob koherentny pod jednym znakiem identyfikacyjnym. I tu internet daje nam zupelnie nowy wymiar istnienia. Mozemy zrobic to, czego nie mozna zrobic w knajpie czy w pracy. Mozemy bez klopotu byc Jekyllem i Hydem, Balladyna i Julietta. Wystarczy sobie wyrobic dwa adresy e-mailowe w roznych firmach i wszystko jest OK.
Znam szereg zupelnie udanych przypadkow tego rodzaju powielania osobowosci.
Mozna oczekiwac, ze rozdwojenie czy roztrojenie jazni uznane zostanie legalnie, z koniecznosci, bo bedzie rzeca niemozliwa polaczyc to, co zostalo rozlaczone..
Istnieje na listach dyskusyjnych tez ta prawdziwa anonimowosc - chec zastawienia sie innym nazwiskiem, czasem nawet nie wymyslonym ale po prostu cudzym, w zlej intencji, dla przylania komus czy zrobienia swinstwa.
I tu internet oferuje nieograniczone mozliwosci. Mozna pojawic sie na liscie pod nowym 'znakiem', zarejestrowac sie, obrzucic blotem adwersarza i zniknac, przynajmniej zniknac w tym wcieleniu, pozostajac spokojnie, bez podejrzen pod swoim wlasciwym, mimikrowym haslem.
To tez nowy wymiar anonimowosci. Przypominajacy raczej graffiti niz staroswiecie anonimy listowe. Anonim listowy skirowany byl najczesciej do jednej czy do kilku osob, zawieral te sama tresc co anonim listowy. Ale anonimowa dzialalnosc na liscie dyskusyjnej, bez klopotu i za darmo dociera do setek czy tysiecy adresatow. Aby to samo zrobic z anonimem pocztowym, trzeba olbrzymiego wysilku i nakladow - sprobujmy z Nowej Zelandii wyslac 1000 listow naonimowych do adresatow na calym swieice. To juz porzadna pensja i wielodniowa praca. Na internecie to kilka sekund i koszta praktycznie zerowe.
W tym kontekscie internet swtarza mozliwosci przestepczego ujawniania naszej osobowosci.
Uwaza sie, ze czlowiek posiada osobowosc. Nie jest to jego wylaczna cecha - okazuje sie, ze zwierzeta wyzsze tez ja posiadaja. Zwierzeta wyzsze (naczelne), ktore posiadaja pewne cechy osobowosci nie korzystaja jednak, jak dotad, z internetu. Z internetu korzystaja tylko ludzie, i byc moze kosmici, ktorzy podstepnie wsligneli sie na listy.
Zastanowmy sie nad osobowoscia uzytkownikow internetu.
Osobowosc, najogolniej, to zespol cech psychicznych wlasciwych danemu czlowiekowi. Tez okreslana bywa jako posiadanie cech osoby, czyli posiadanie cech jednostkowych, unikalnych, odrozniajaca jedna osobe od drugiej.
Internetowa spolecznosc odznacza sie pewnymi cechami odrozniajacymi ja od innych spolecznosci.
1998, m.in. lista 'dziennikarz'
Rozwazania o internetowej osobowosci.
Listy dyskusyjne, ktorych w skali swiatowej sa juz tysiace, to zupelnie nowa forma kontaktow miedzyludzkich stworzona dzieki technicznym mozliwosciom, jakie stwarza internet. Nie znam analogicznych instytucji spolecznych z ery 'przeinternetowej'. Slyszalem, ze zaraz po wynalezieniu kserografii byly proby zakladaniu korespondencyjnych klubow dyskusyjnych na zasadzie 'kazdy do kazdego', ale rzecz sie nie udala i umarla smiercia naturalna.
Juz kilkumiesieczna obserwacja 'listowego zycia', nawet bez specjalnego aparatu analitycznego, bez statystyki, semantyki, dialektyki, itp, pozwala wyrobic sobie zdanie o jej uczestnikach.
Po kilku miesiacach, mimo calej plynnosci tego internetowego swiatka, co bardziej wytrwali dyskutanci i korespondenci znaja sie 'jak lyse' konie.
Moim zdaniem dyskutantow podzielic mozna na kilka grup. Jak ktos w jakiejs grupe sie uplasuje, w zasadzie przez dluzszy czas, albo i wcale jej nie zmienia. Stwarza sie wtedy cos w rodzaju kapeli, w ktorej kazdy gra na swoim instrumencie i zajmuje okreslone miejsce na scenie.
Tak wiec mamy 'zawodowych gadulow' co to na kazdy temat pisac beda duzo, czasem kilkanascie kilobajtow.
Ci stanowia trzon dyskusji, nawet jesli z niezykla latwosci przychodzi im odchodzenie od tematu.
Druga grupa, to osoby piszace krotko, na kazdy poruszany temat, zabierajacy glos jak w przyslowiowej magli, czsem monosylabowo, czsem jednym zdaniem. Ci sa spejclistami od pyskowek - osobnej formy literackiej, specyficznej chyba tylko dla internetu.
Nastepna grupa to 'starzy i madrzy' - zabieraja glos umiarkowanie czesto, autorytatywnie, czasem z patosem. Niechetnie daja sie wciagac w pyskowki, przyparci do muru lub sprowokowani gotowi pisac cale rozprawy dla popracia swojej tezy.
Jakby na drugim biegunie mieszcza sie weoslki - wyglupasy. Z kazdego tematu potrafia zrobic przedmiot obsmiania lub splugawienia.
Wreszcie wymienic trzeba niezmordowanych maniakow, dla ktorych kazdy poruszany temat, w mniej lub bardziej karkolomny sposob konczy na ich obsesji.
W ten sposob obserwacja listy pozwala w stosunkowo krotkim czasie poznac jej uczestnikow.
Wlasnie. Co to znaczy znac uczestnika listy dyskusyjnej.
Kontakty internetowe maja te dziwna wlasciwosc, ze poznajemy czlowieka prawie wylacznie na podstawie slowa pisanego, i to najczesciej pisanego w pospiechu, jakby na kolanie. Jakze wiele w tych wypowiedziach przeliterowan, bledow, gramatycznych i stylistycznych niesprawnosci. Wypowiedzi na listach to prawie zawsze nie wypracowanych, wielokrotnie przepisywanych starannie jak to bywa z listami do redakcji dziennikow czy rdadia. Sa t raczej wypowiedzi jakby na kolanie, czesto nieprzemyslane, niedopracowane, stad tak latwo wmieszac to bluzgi. Tak rodza sie internetowe nienawisci, ktore moga przenosic sie na inne listy z tymi samymi partnerami, lub moga przemijac, jak snieg na wiosne..
W sieci internetowej, we wrzawie listowych dyskusji i pyskowek jestesmy tylko adresem, w najlepszym razie nazwiskiem, a bardzo czesto po prostu pseudonimem i nuczym wiecej.
Przegladajc dziesiatki tekstow na roznych listach dyskusyjnych mozna pokusic sie na pewne uogolnienia.
Dyskutanci najczesciej podpisuja sie. Z jakichs wzgledow, rzadko rpbia to pelnym imieniem i nazwiskiem. Do zupelnej rzadkosci nalezy adres w stopce, tel czy inne dane identyfikacyjne.
Bardzo czesto jedynyna wizytowka jest po prostu internetowy adres rozdzielony niezbednym znaczkiem bez ludzkiej nazwy: @.
Coraz czesciej wystarcza to za cale przedstawienie sie na liscie, tak jak swego czasu prawdziwi mezczyzni identyfikowali sie na scianach ubikacji przyautostradowych po prostu numerami rejestracyjnymi swoich samochodow.
Czy to jest anonimowosc. Wydaje sie, ze mamy tutaj do czynienie z nowa forma identyfikowania sie. W dawnych czasach ludzie byli po prosu Janami, Jadzkami, czy Grzesiami. Potem sali sie Janami Spo Lasu, Jadzkami Frankowymi, Grezsiami Zza Miedzy.
Z tego, w szale porzadkowania Europy narodzili Janowie Podlascy, Jadwigi Franiszewskie, Grzegorze Miedzeszynscy itp.
Teraz wydaje sie zblizamy sie do innej rewolucji identyfikacyjnej - bedziemy antora@ihug.co.nz, franmu@uj.ple.com itp itd.
Jest to pewnego rodzaju bezimiennosc, ale nie jest to anonimowosc w zwyklym, dotychczasowym tego slowa znaczeniu.
Najczesciej na podstawie takiego znaku identyfikacyjnego nie potrafimy o autorze powiedziec doslownie nic. Nawet nie wiadomo z jakiego kraju pisze, jakim wlada jezykiem, jakiej plci czy ile sobie liczy latek. Jednym slowem wszystko co o nim wiemy, wiemy tylko z jego wypowiedzi, i to czesto pisanych w pospiechu, w odruchu, jakby na kolanie.
To nie jest anonimowosc, to jest cos nowego, jakas inanimowosc, imejlowosc, imejlowatosc, czy co by tam jeszcze.
Podpisujac sie takim znakiem identyfikacyjnym w zasadzie sie ukrywamy, po prostu robimy wszystko, by identyfikowano nas z naszymi wypowiedziami.
Jako przyrodnikowi przypomina mi to raczej mimikre czy kamuflaz. Wiele zwierzat i roslin 'nie chce' by ich wpolmieszkancy biosfery brali ich za to, czy sa, zeby brali ich za pajaki, muchy czy kwiaty. Wola sie przebrac, Pajak udaje ptasie wydaliny na lisciu, mucha udaje ose i kwiat udaje seksualnego partnera dla zapylajacych owadow..
Sa tym, czym inni ich widza ich zmyslami, ich sposobem recepcji swiata.
W ten sposob Franek, kelner czy taksowkarz staje sie fra.pro@co.com i roprawaia o sztuce, bo on tak naprawde, to jest koneserem sztuki, a kelnerstwo 'robi' dla zycia.
W ten sposob, przy pomocy takiej mimikry zyjemy w nowym wspanialym swiecie, gdzie garbaty nie musi byc garbatym, a kelner moze byc muzykiem. I tu wychodzi rzecz - ta mala mistyfikacja, ta mimikra pozwala poakzac prawdziwe ja. Stad nie jest to chec ukrywania prawdy o sobie, jest to chec ukrywania rzecywistosci na rzecz naszej prawdziwej prawdy. Probelm polega na tym, ze to my pokazujemy sie tak, jakbysmy chcieli, zeby nas widziano..
Zdarza sie jednak, ze osoby tworcze, lub z duza wyobraznia, czy wreszcie po prostu osoby o sklonnosciach paranoicznych nie moga pomiescic w sposob koherentny pod jednym znakiem identyfikacyjnym. I tu internet daje nam zupelnie nowy wymiar istnienia. Mozemy zrobic to, czego nie mozna zrobic w knajpie czy w pracy. Mozemy bez klopotu byc Jekyllem i Hydem, Balladyna i Julietta. Wystarczy sobie wyrobic dwa adresy e-mailowe w roznych firmach i wszystko jest OK.
Znam szereg zupelnie udanych przypadkow tego rodzaju powielania osobowosci.
Mozna oczekiwac, ze rozdwojenie czy roztrojenie jazni uznane zostanie legalnie, z koniecznosci, bo bedzie rzeca niemozliwa polaczyc to, co zostalo rozlaczone..
Istnieje na listach dyskusyjnych tez ta prawdziwa anonimowosc - chec zastawienia sie innym nazwiskiem, czasem nawet nie wymyslonym ale po prostu cudzym, w zlej intencji, dla przylania komus czy zrobienia swinstwa.
I tu internet oferuje nieograniczone mozliwosci. Mozna pojawic sie na liscie pod nowym 'znakiem', zarejestrowac sie, obrzucic blotem adwersarza i zniknac, przynajmniej zniknac w tym wcieleniu, pozostajac spokojnie, bez podejrzen pod swoim wlasciwym, mimikrowym haslem.
To tez nowy wymiar anonimowosci. Przypominajacy raczej graffiti niz staroswiecie anonimy listowe. Anonim listowy skirowany byl najczesciej do jednej czy do kilku osob, zawieral te sama tresc co anonim listowy. Ale anonimowa dzialalnosc na liscie dyskusyjnej, bez klopotu i za darmo dociera do setek czy tysiecy adresatow. Aby to samo zrobic z anonimem pocztowym, trzeba olbrzymiego wysilku i nakladow - sprobujmy z Nowej Zelandii wyslac 1000 listow naonimowych do adresatow na calym swieice. To juz porzadna pensja i wielodniowa praca. Na internecie to kilka sekund i koszta praktycznie zerowe.
W tym kontekscie internet swtarza mozliwosci przestepczego ujawniania naszej osobowosci.
Uwaza sie, ze czlowiek posiada osobowosc. Nie jest to jego wylaczna cecha - okazuje sie, ze zwierzeta wyzsze tez ja posiadaja. Zwierzeta wyzsze (naczelne), ktore posiadaja pewne cechy osobowosci nie korzystaja jednak, jak dotad, z internetu. Z internetu korzystaja tylko ludzie, i byc moze kosmici, ktorzy podstepnie wsligneli sie na listy.
Zastanowmy sie nad osobowoscia uzytkownikow internetu.
Osobowosc, najogolniej, to zespol cech psychicznych wlasciwych danemu czlowiekowi. Tez okreslana bywa jako posiadanie cech osoby, czyli posiadanie cech jednostkowych, unikalnych, odrozniajaca jedna osobe od drugiej.
Internetowa spolecznosc odznacza sie pewnymi cechami odrozniajacymi ja od innych spolecznosci.

Informacje
0 użytkowników » 1 gość
