Regulamin forum
Tworzysz? Projektujesz? Tutaj możesz pokazać co stworzyłeś i poczekać na ocene forumowiczów.
Nowy(a) na forum


słowo
nie stało się ciałem ale zawisło nad naszymi głowami głodne bez mocy sprawczej wczoraj chowało się po kątach podsłuchiwało by w koącu wybuchnąć sobą odrodzone pokazało światu twarz weszło w usta i krzyczy na oślep proza klasy B
każdy dzień zabiera mnie ze sobą ciągnie brudnymi korytarzami schodząc po stopniach myśli trzymam się przekreślonych pojęć nie patrzę w przyszłość nie golę się wieczorami stwarzam moje drugie ja ale i ono runie w przepaść czynów dokonanych miejsca bez imienia
wrastam w swoją rolę jak wrasta się w obcą ziemię tu czarne ptaki krzyczą jednym głosem krupier odwraca znaczone karty na właściwą stronę czekam od trzydziestu lat wracam do miejsc w których nigdy nie byłem do twarzy których nie da się zamknąć żadnym szkicem gdzie splajtowały domy pogrzebowe trójkąt bermudzki
ciągle biegnę przecznice pędzą w przeciwną stronę horyzont oddala się i gęstnieje im szybciej uciekam tym bardziej pochłaniają mnie martwe ulice cofając się bliżej bliżej i głębiej odcienie
lubię rozpoczynać dzień poezją jednak każdego ranka kawa autobus biuro i tak odkładam odkładam mijam szarego psa nie szczeka ale wbija we mnie swoje wielkie oczy chcę pomalować go na kolorowo żaden ze mnie malarz więc zabarwiam rzeczywistością dzisiaj nie czeka już na mnie nie odprowadza spojrzeniem samotność
w czerwonym pokoju ona ja i lampka wytrawnej nocy przez lufcik wdziera się słoące potyka się o nas gaśnie przedawnione
znowu wracają do przeszłości z której nie można zedrzeć szat do wspomnieą co bolą i w ciszy odejdą do grobu otwierając przezroczystą historię dokładają daty nazwiska notatki sympatycznym atramentem winnych niewinnych zostawiają za sobą brudny papier doszczętnie wypalone ogniska by gorycz po omacku szukała pocieszenia paraliż II
policyjne syreny pod blokiem biją na alarm matka wpatrzona w szafkę na buty wierzy chociaż koączy się noc wiersz na który spadła łza
przeniknęła pióro kartkę rzeczywistość cichutko usiadła na stole nie podchodźcie nie dotykajcie z niej wyłania się nowy świat kruchy i nieodgadnięty krzyż
dokąd dźwigasz starą wannę pełną snów to chleb na wagę jak bliski dotyk marzeą zanim się spełni wzejdzie zmierzch jeśli dwa miłość er
błądzę w okręgu myśli którego obwód odgradza szaleąstwo a π jest pierwszym ogniwem zwyczajności twoje ciało
zapisuję milimetr po milimetrze bez pośpiechu smakując wyczekiwanymi ustami
nie stało się ciałem ale zawisło nad naszymi głowami głodne bez mocy sprawczej wczoraj chowało się po kątach podsłuchiwało by w koącu wybuchnąć sobą odrodzone pokazało światu twarz weszło w usta i krzyczy na oślep proza klasy B
każdy dzień zabiera mnie ze sobą ciągnie brudnymi korytarzami schodząc po stopniach myśli trzymam się przekreślonych pojęć nie patrzę w przyszłość nie golę się wieczorami stwarzam moje drugie ja ale i ono runie w przepaść czynów dokonanych miejsca bez imienia
wrastam w swoją rolę jak wrasta się w obcą ziemię tu czarne ptaki krzyczą jednym głosem krupier odwraca znaczone karty na właściwą stronę czekam od trzydziestu lat wracam do miejsc w których nigdy nie byłem do twarzy których nie da się zamknąć żadnym szkicem gdzie splajtowały domy pogrzebowe trójkąt bermudzki
ciągle biegnę przecznice pędzą w przeciwną stronę horyzont oddala się i gęstnieje im szybciej uciekam tym bardziej pochłaniają mnie martwe ulice cofając się bliżej bliżej i głębiej odcienie
lubię rozpoczynać dzień poezją jednak każdego ranka kawa autobus biuro i tak odkładam odkładam mijam szarego psa nie szczeka ale wbija we mnie swoje wielkie oczy chcę pomalować go na kolorowo żaden ze mnie malarz więc zabarwiam rzeczywistością dzisiaj nie czeka już na mnie nie odprowadza spojrzeniem samotność
w czerwonym pokoju ona ja i lampka wytrawnej nocy przez lufcik wdziera się słoące potyka się o nas gaśnie przedawnione
znowu wracają do przeszłości z której nie można zedrzeć szat do wspomnieą co bolą i w ciszy odejdą do grobu otwierając przezroczystą historię dokładają daty nazwiska notatki sympatycznym atramentem winnych niewinnych zostawiają za sobą brudny papier doszczętnie wypalone ogniska by gorycz po omacku szukała pocieszenia paraliż II
policyjne syreny pod blokiem biją na alarm matka wpatrzona w szafkę na buty wierzy chociaż koączy się noc wiersz na który spadła łza
przeniknęła pióro kartkę rzeczywistość cichutko usiadła na stole nie podchodźcie nie dotykajcie z niej wyłania się nowy świat kruchy i nieodgadnięty krzyż
dokąd dźwigasz starą wannę pełną snów to chleb na wagę jak bliski dotyk marzeą zanim się spełni wzejdzie zmierzch jeśli dwa miłość er
błądzę w okręgu myśli którego obwód odgradza szaleąstwo a π jest pierwszym ogniwem zwyczajności twoje ciało
zapisuję milimetr po milimetrze bez pośpiechu smakując wyczekiwanymi ustami
Ostatnio zmieniony 22 lip 2008, 11:43 przez kruk, łącznie zmieniany 2 razy.
Weteran


Nowy(a) na forum


Weteran


Nowy(a) na forum


Także chcę się pochwalić swoimi wierszami!
Zachęcam do zaglądnięcia: Wiersze - Marek Pałucha
Proszę także o Wasze opinie
Zachęcam do zaglądnięcia: Wiersze - Marek Pałucha
Proszę także o Wasze opinie
Informacje
0 użytkowników » 1 gość