Regulamin forum
Działania radnych i urzędu miejskiego, komentarze i uwagi dot. rozwoju miasta.
Kolejny lubiński hipokryta...
=====================================
Polityk domagający się od swoich politycznych konkurentów przestrzegania standardów sam musi się pilnować. Bo często piętnowanie czyjegoś postępowania może obrócić się przeciw niemu samemu. Boleśnie przekonał się o tym radny gminy wiejskiej Lubin Ryszard Bubnowski.
Bubnowski, reprezentujący opozycyjny i związany z prawicą klub Wspólnota, był jednym z orędowników odebrania mandatu radnemu Pawłowi Szudrowiczowi z mającego większość lewicowego klubu Porozumienie.
Szudrowicz został w listopadzie 2006 roku złapany przez policjantów na prowadzeniu auta po pijaku. Choć przekonywał, że zjadł tylko czekoladki z rumem, to alkomat nie chciał pokazywać inaczej - w wydychanym powietrzu było 1,5 promila. Szudrowicz przykleił się jednak do fotela radnego. Oderwać go nie zdołał ani prawomocny wyrok, ani decyzja wojewody o wygaszeniu mandatu. Radny składał odwołania i pisał skargi - czekając na ich rozpatrzenie, wciąż zasiada w radzie. Kiedy radni Porozumienia raz za razem odrzucali wnioski o wygaszenie mandatu Szudrowicza, Bubnowski gardłował o nieposzanowaniu prawa, a swojemu politycznemu konkurentowi zarzucał brak honoru.
- Publicznie wzywał go do złożenia mandatu, twierdząc, że na jego miejscu wstydziłby się być radnym - opowiada Roman Komarnicki, przewodniczący gminnej rady.
10 marca Bubnowski po nocnej zmianie wracał samochodem do domu. Polna droga do wsi Szklary, w której mieszka, wiedzie przez las. Tam ok. godz. 7 natknął się na podleśniczego Romana Maluszyckiego, który zatrzymał auto Bubnowskiego do kontroli.
Maluszycki: - Chciałem zobaczyć, kto o tej porze jeździ po lesie. Zatrzymaliśmy auta tuż obok siebie na wąskiej drodze. Nagle on skręcił kierownicą i ruszył, uszkadzając bok mojego samochodu. Widziałem, że jest pijany, ale poprosiłem tylko, żeby zapłacił za otarcie lakieru. Powiedział, że nie ma pieniędzy. Kiedy zagroziłem, że zadzwonię po policję, znalazł jednak 190 zł i dał na pokrycie szkody.
Podleśniczy wziął pieniądze i wrócił do siedziby leśnictwa. Po półgodzinie zjawił się tam Bubnowski. Maluszycki: - Wciąż pijany, przyjechał samochodem i oznajmił mi, że w domu doszedł do wniosku, że niczego mi nie uszkodził, w związku z czym mam mu oddać pieniądze.
Podleśniczy się wkurzył i zadzwonił po policję. W tym czasie Bubnowski próbował odjechać, ale leśnik skutecznie zastawił go swoim samochodem. Gdy przyjechał patrol, radny nie chciał dmuchnąć do alkomatu. Policjanci zabrali go więc na komendę, gdzie pobrano mu krew. W ubiegłym tygodniu przyszły wyniki: 1,7 promila w pierwszym badaniu i 1,4 promila w drugim.
Po tym wydarzeniu Bubnowski zapadł się pod ziemię. Nie odbiera komórki, nie można zastać go w domu. W urzędzie gminy pojawił się tylko raz. Rozmawiał z przewodniczącym Komarnickim. - O złożeniu mandatu nawet się nie zająknął - nie bez satysfakcji mówi przewodniczący, który wcześniej przed atakami Bubnowskiego dzielnie bronił swojego klubowego kolegę Szudrowicza.
A podleśniczy Maluszycki tylko się śmieje: - Całej tej sprawy nie byłoby, gdyby pan radny do mnie nie wrócił, bo uznałem, że 190 zł załatwia sprawę. Ale on wolał być kozakiem. Więc ja zamiast 190 zł dostałem 900 zł z jego ubezpieczenia, a on będzie miał sprawę w sądzie.
Śledztwo w sprawie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu prowadzi Komenda Miejska Policji w Lubinie. Jeśli do sądu trafi akt oskarżenia, a ten za jazdę na gazie skaże radnego, straci on swój mandat. Chyba że radny Szudrowicz doradzi mu, jak tego uniknąć.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... gn=4778157
=====================================
Polityk domagający się od swoich politycznych konkurentów przestrzegania standardów sam musi się pilnować. Bo często piętnowanie czyjegoś postępowania może obrócić się przeciw niemu samemu. Boleśnie przekonał się o tym radny gminy wiejskiej Lubin Ryszard Bubnowski.
Bubnowski, reprezentujący opozycyjny i związany z prawicą klub Wspólnota, był jednym z orędowników odebrania mandatu radnemu Pawłowi Szudrowiczowi z mającego większość lewicowego klubu Porozumienie.
Szudrowicz został w listopadzie 2006 roku złapany przez policjantów na prowadzeniu auta po pijaku. Choć przekonywał, że zjadł tylko czekoladki z rumem, to alkomat nie chciał pokazywać inaczej - w wydychanym powietrzu było 1,5 promila. Szudrowicz przykleił się jednak do fotela radnego. Oderwać go nie zdołał ani prawomocny wyrok, ani decyzja wojewody o wygaszeniu mandatu. Radny składał odwołania i pisał skargi - czekając na ich rozpatrzenie, wciąż zasiada w radzie. Kiedy radni Porozumienia raz za razem odrzucali wnioski o wygaszenie mandatu Szudrowicza, Bubnowski gardłował o nieposzanowaniu prawa, a swojemu politycznemu konkurentowi zarzucał brak honoru.
- Publicznie wzywał go do złożenia mandatu, twierdząc, że na jego miejscu wstydziłby się być radnym - opowiada Roman Komarnicki, przewodniczący gminnej rady.
10 marca Bubnowski po nocnej zmianie wracał samochodem do domu. Polna droga do wsi Szklary, w której mieszka, wiedzie przez las. Tam ok. godz. 7 natknął się na podleśniczego Romana Maluszyckiego, który zatrzymał auto Bubnowskiego do kontroli.
Maluszycki: - Chciałem zobaczyć, kto o tej porze jeździ po lesie. Zatrzymaliśmy auta tuż obok siebie na wąskiej drodze. Nagle on skręcił kierownicą i ruszył, uszkadzając bok mojego samochodu. Widziałem, że jest pijany, ale poprosiłem tylko, żeby zapłacił za otarcie lakieru. Powiedział, że nie ma pieniędzy. Kiedy zagroziłem, że zadzwonię po policję, znalazł jednak 190 zł i dał na pokrycie szkody.
Podleśniczy wziął pieniądze i wrócił do siedziby leśnictwa. Po półgodzinie zjawił się tam Bubnowski. Maluszycki: - Wciąż pijany, przyjechał samochodem i oznajmił mi, że w domu doszedł do wniosku, że niczego mi nie uszkodził, w związku z czym mam mu oddać pieniądze.
Podleśniczy się wkurzył i zadzwonił po policję. W tym czasie Bubnowski próbował odjechać, ale leśnik skutecznie zastawił go swoim samochodem. Gdy przyjechał patrol, radny nie chciał dmuchnąć do alkomatu. Policjanci zabrali go więc na komendę, gdzie pobrano mu krew. W ubiegłym tygodniu przyszły wyniki: 1,7 promila w pierwszym badaniu i 1,4 promila w drugim.
Po tym wydarzeniu Bubnowski zapadł się pod ziemię. Nie odbiera komórki, nie można zastać go w domu. W urzędzie gminy pojawił się tylko raz. Rozmawiał z przewodniczącym Komarnickim. - O złożeniu mandatu nawet się nie zająknął - nie bez satysfakcji mówi przewodniczący, który wcześniej przed atakami Bubnowskiego dzielnie bronił swojego klubowego kolegę Szudrowicza.
A podleśniczy Maluszycki tylko się śmieje: - Całej tej sprawy nie byłoby, gdyby pan radny do mnie nie wrócił, bo uznałem, że 190 zł załatwia sprawę. Ale on wolał być kozakiem. Więc ja zamiast 190 zł dostałem 900 zł z jego ubezpieczenia, a on będzie miał sprawę w sądzie.
Śledztwo w sprawie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu prowadzi Komenda Miejska Policji w Lubinie. Jeśli do sądu trafi akt oskarżenia, a ten za jazdę na gazie skaże radnego, straci on swój mandat. Chyba że radny Szudrowicz doradzi mu, jak tego uniknąć.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... gn=4778157

Maniak


Stały bywalec


If_ona, zwróć uwagę na to, że pan podleśniczy nie miał obowiązku zatrzymywać sprawcę uszkodzenia jego samochodu. Była godz 7-a , to był jakiś leśny dukt przez las, więc to, że się w pierwszej chwili dogadali, co do wyrównania szkody, panu podleśniczemu wystarczyło. Ten pan odpowiada za las i drogi ( dróżki) przezeń przebiegające i również ma prawo wylegitymować osoby , które się po nich poruszają. Podleśniczy wiedział, że jadąc tym leśnym duktem dalej do Szklar, pan Bubnowski o siódmej rano, raczej nikomu krzywdy nie jest w stanie wyrządzić. No ludzki chłop,wiele rozumie i że czasami komuś się może zdarzyć ułańska fantazja i siądzie za kółkiem niezbyt trzeźwy. Stąd powód, że nie od razu zadzwonił na policję, gdy mu Bubnowski zarysował samochód w lesie. Gdy jednak Bubnowski wrócił do pana podleśniczego po zwrot pieniędzy, to już ,,przegiął pałę" dokumentnie... 

Stały bywalec


If_ona , nie jest tak, jak myślisz. Nie popieram siadania za kierownicą , bedąc pod wpływem alkoholu. I tutaj nic nie jest w stanie pana Bubnowskiego usprawiedliwić. Jedynie pan podleśniczy wykazał w pierwszej chwili dużo zrozumienia ( dlaczego, to juz należy jego o to zapytać), jednak dalsze postępowanie Bubnowskiego, zmusiło go do diametralnie odmiennego zachowania.

Stały bywalec


Stały bywalec


Zakładając, że rzeczywiście było tak, jak mówi podleśniczy:if_ona pisze:Zrozumienia dla nabytych 190 zł. Bo wyobraźnią (czyt. mądrością) się nie wykazał.
[...]
Wizja straty tychże 190 zł zachowanie to diametralnie zmieniła.
gdyby wezwał policję, i ta sprawdziłaby alkomatem pana B. , to ten musiałby wybulić podleśniczemu znacznie więcej niż te 180 zł. Bo wina pana B. byłaby nie do podważenia jako sprawcy kolizji.
Za 180 zł w serwisie to może lekką rysę wypucują. Malowanie lekko draśniętego zderzaka kosztowało mnie ponad 500 zł.
Więc biorąc na zdrowy rozsądek trudno wyjaśnić zachowanie podleśniczego chęcią zysku. Raczej chęcią nie robienia kłopotów - w szczególności sobie samemu (odszkodowania, papiery, duperele).
Tylko tutaj jest inna kwestia.
Jazda po pijaku to już nie wykroczenie tyko przestępstwo.
Więc teoretycznie niepowiadomienie policji to ukrywanie przestępstwa, które też jest karalne.
Kolejny tekst z Gazety Wrocławskiej do poruszonego tematu :
====================================================
RADNI Sztuka trzymania się stołka
05.05.2009
W gminie wiejskiej Lubin dwóm radnym grozi utrata mandatu za prowadzenie samochodu po alkoholu. Ale prawo prawem, a życie życiem. Głosują i pobierają diety jakby nigdy nic
Rada gminy wiejskiej Lubin jednogłośnie przyjęła program profilaktyki antyalkoholowej na rok 2009. Ręce za dokumentem podnieśli zgodnie Paweł Szudrowicz, który od 17 miesięcy broni się przed utratą mandatu radnego za jazdę po kielichu i Ryszard Bubnowski z opozycji, który najgłośniej domagał się odwołania kolegi do czasu aż sam został przyłapany na prowadzeniu auta pod wpływem alkoholu. Temat nadużywania procentów zrobił się wstydliwy i politycznie ryzykowny, dyskusji na sesji nie było. Radni szybko pchnęli uchwałę i z ulgą przeszli do następnego punktu w porządku obrad: profilaktyki antynarkotykowej, by rozładować atmosferę żartami o dopalaczach.
Paweł Szudrowicz mówi, że ktoś próbuje go zniszczyć. Jesienią 2006 roku, tuż po wyborach, wracał z zakrapianej alkoholem imprezy. Tuż przed domem w Raszowej Małej natknął się na policjantów. Zatrzymali go do kontroli i po przebadaniu alkomatem stwierdzili, że jest pijany.
::: Reklama :::
- Nie piłem - powtarza uparcie radny. Podczas procesu przedstawił sześciu świadków, którzy potwierdzili jego słowa. Ale sądów nie przekonał. Za to rada gminy stanęła po stronie Szudrowicza i nie chciała wygasić mu mandatu nawet po prawomocnym wyroku skazującym. Interweniował wojewoda. W październiku 2008 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu podtrzymał zarządzenie zastępcze wojewody pozbawiające radnego stanowiska. Jednak Paweł Szudrowicz wciąż przychodzi na sesje i głosuje jakby nigdy nic. Czeka aż Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzy jego wniosek o kasację. Mówi, że podjął też inne kroki. Szczegółów nie zdradza.
- Wszystko zgodnie z prawem - zapewnia. - Gdybym w jakikolwiek sposób naruszył przepisy, dziennikarze roznieśliby mnie przecież na strzępy - dodaje.
Z teczki wyjmuje kserokopię protokołu sprzed trzech lat. Pokazuje jak na wydruku z alkomatu policjant poprawił odręcznie datę i w uwagach zapisał, że urządzenie miało wadę: źle ustawiony zegar.
- Świadomie użyto do tego badania niesprawnego urządzenia - przekonuje Paweł Szudrowicz. - Potem policjanci odmówili mi pobrania krwi i zrobienia drugiego badania, choć domagałem się tego.
Jego argumentów nie podzieliły sądy.
Radny Ryszard Bubnowski, lider opozycyjnego klubu Wspólnota, na sesjach nie ukrywał zdegustowania zabiegami Szudrowicza, który pisał odwołanie za odwołaniem żeby nie utracić mandatu. Teraz ma podobny problem.
10 marca około godz. siódmej rano zielonym punto wracał z nocki do domu. Jechał lasem, by uniknąć spotkania z drogówką. Tuż przed leśniczówką w Szklarach natknął się na podleśniczego, który zatrzymał go do kontroli. Mijając jego auto na wąskiej drodze Ryszard Bubnowski uszkodził lusterko i zadrapał lakier na służbowym samochodzie podleśniczego. Przyznał się, że trochę wypił. Poprosił, by nie wzywać policji. Dał podleśniczemu 190 zł na usunięcie szkód w służbowym aucie. Sprawa wyglądała na załatwioną.
Ale Ryszard Bubnowski przemyślał wszystko i doszedł do wniosku, że był chyba zbyt hojny. Pół godziny później pijany przyjechał autem do leśniczówki i zażądał oddania pieniędzy. Podleśniczy powiedział: "Dobrze, ale wzywam policję". Potem zastawił wyjazd tak, by pijany radny nie mógł odjechać samochodem. Ryszard Bubnowski uciekł z leśniczówki na piechotę.
Policjanci szybko go odnaleźli. Ponieważ nie chciał dmuchnąć w balonik, został odwieziony do komendy, gdzie pobrano mu krew. Wynik - 1,7 prom. w pierwszym badaniu, 1,4 prom. w drugim - nie pozostawia wątpliwości. Jeśli sąd skaże Ryszarda Bubnowskiego za prowadzenie auta po alkoholu, mężczyzna straci mandat radnego.
Tymczasem zarówno Ryszard Bubnowski, jak i Paweł Szudrowicz poparli pomysły lubińskich władz na profilaktykę antyalkoholową. W bibliotece w Niemstowie powstanie półka z lekturami dowodzącymi szkodliwości picia. A gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych uzyska logo, które będzie można umieścić na koszulkach i ulotkach, by mieszkańcy rzadziej zaglądali do kieliszka. Współpraca
AAG Piotr Kanikowski - POLSKA Gazeta Wrocławska http://lubin.naszemiasto.pl/wydarzenia/995310.html
====================================================
RADNI Sztuka trzymania się stołka
05.05.2009
W gminie wiejskiej Lubin dwóm radnym grozi utrata mandatu za prowadzenie samochodu po alkoholu. Ale prawo prawem, a życie życiem. Głosują i pobierają diety jakby nigdy nic
Rada gminy wiejskiej Lubin jednogłośnie przyjęła program profilaktyki antyalkoholowej na rok 2009. Ręce za dokumentem podnieśli zgodnie Paweł Szudrowicz, który od 17 miesięcy broni się przed utratą mandatu radnego za jazdę po kielichu i Ryszard Bubnowski z opozycji, który najgłośniej domagał się odwołania kolegi do czasu aż sam został przyłapany na prowadzeniu auta pod wpływem alkoholu. Temat nadużywania procentów zrobił się wstydliwy i politycznie ryzykowny, dyskusji na sesji nie było. Radni szybko pchnęli uchwałę i z ulgą przeszli do następnego punktu w porządku obrad: profilaktyki antynarkotykowej, by rozładować atmosferę żartami o dopalaczach.
Paweł Szudrowicz mówi, że ktoś próbuje go zniszczyć. Jesienią 2006 roku, tuż po wyborach, wracał z zakrapianej alkoholem imprezy. Tuż przed domem w Raszowej Małej natknął się na policjantów. Zatrzymali go do kontroli i po przebadaniu alkomatem stwierdzili, że jest pijany.
::: Reklama :::
- Nie piłem - powtarza uparcie radny. Podczas procesu przedstawił sześciu świadków, którzy potwierdzili jego słowa. Ale sądów nie przekonał. Za to rada gminy stanęła po stronie Szudrowicza i nie chciała wygasić mu mandatu nawet po prawomocnym wyroku skazującym. Interweniował wojewoda. W październiku 2008 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu podtrzymał zarządzenie zastępcze wojewody pozbawiające radnego stanowiska. Jednak Paweł Szudrowicz wciąż przychodzi na sesje i głosuje jakby nigdy nic. Czeka aż Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzy jego wniosek o kasację. Mówi, że podjął też inne kroki. Szczegółów nie zdradza.
- Wszystko zgodnie z prawem - zapewnia. - Gdybym w jakikolwiek sposób naruszył przepisy, dziennikarze roznieśliby mnie przecież na strzępy - dodaje.
Z teczki wyjmuje kserokopię protokołu sprzed trzech lat. Pokazuje jak na wydruku z alkomatu policjant poprawił odręcznie datę i w uwagach zapisał, że urządzenie miało wadę: źle ustawiony zegar.
- Świadomie użyto do tego badania niesprawnego urządzenia - przekonuje Paweł Szudrowicz. - Potem policjanci odmówili mi pobrania krwi i zrobienia drugiego badania, choć domagałem się tego.
Jego argumentów nie podzieliły sądy.
Radny Ryszard Bubnowski, lider opozycyjnego klubu Wspólnota, na sesjach nie ukrywał zdegustowania zabiegami Szudrowicza, który pisał odwołanie za odwołaniem żeby nie utracić mandatu. Teraz ma podobny problem.
10 marca około godz. siódmej rano zielonym punto wracał z nocki do domu. Jechał lasem, by uniknąć spotkania z drogówką. Tuż przed leśniczówką w Szklarach natknął się na podleśniczego, który zatrzymał go do kontroli. Mijając jego auto na wąskiej drodze Ryszard Bubnowski uszkodził lusterko i zadrapał lakier na służbowym samochodzie podleśniczego. Przyznał się, że trochę wypił. Poprosił, by nie wzywać policji. Dał podleśniczemu 190 zł na usunięcie szkód w służbowym aucie. Sprawa wyglądała na załatwioną.
Ale Ryszard Bubnowski przemyślał wszystko i doszedł do wniosku, że był chyba zbyt hojny. Pół godziny później pijany przyjechał autem do leśniczówki i zażądał oddania pieniędzy. Podleśniczy powiedział: "Dobrze, ale wzywam policję". Potem zastawił wyjazd tak, by pijany radny nie mógł odjechać samochodem. Ryszard Bubnowski uciekł z leśniczówki na piechotę.
Policjanci szybko go odnaleźli. Ponieważ nie chciał dmuchnąć w balonik, został odwieziony do komendy, gdzie pobrano mu krew. Wynik - 1,7 prom. w pierwszym badaniu, 1,4 prom. w drugim - nie pozostawia wątpliwości. Jeśli sąd skaże Ryszarda Bubnowskiego za prowadzenie auta po alkoholu, mężczyzna straci mandat radnego.
Tymczasem zarówno Ryszard Bubnowski, jak i Paweł Szudrowicz poparli pomysły lubińskich władz na profilaktykę antyalkoholową. W bibliotece w Niemstowie powstanie półka z lekturami dowodzącymi szkodliwości picia. A gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych uzyska logo, które będzie można umieścić na koszulkach i ulotkach, by mieszkańcy rzadziej zaglądali do kieliszka. Współpraca
AAG Piotr Kanikowski - POLSKA Gazeta Wrocławska http://lubin.naszemiasto.pl/wydarzenia/995310.html

Każdy z nas powinien mieć odrobinę społecznej odpowiedzialności i cywilnej odwagi by pijanego Pana ukarać w inny sposób. Ja na miejscu leśniczego zabrałbym Panu kluczyki od samochodu i puścił w las. Jak wytrzeźwieje - niech przydrepta do leśniczówki z OC i oświadczeniem sprawcy. A tak to przyjęcie w pierwszym rzucie 190 zł można traktować jako przyjęcie korzyści majątkowej przez funkcjonariusza publicznego i w współudział w przestępstwie...
<a href="https://pl.linkedin.com/pub/jacek-wieczorek/ab/728/2b2" style="text-decoration:none;"><span style="font: 80% Arial,sans-serif; color:#0783B6;"><img src="https://static.licdn.com/scds/common/u/ ... _20x15.png" width="20" height="15" alt="Wyświetl mój profil" style="vertical-align:middle;" border="0"> Wyświetl profil użytkownika Jacek Wieczorek</span></a>
No i mamy finał sprawy... Niektórzy tutaj chcieli pociągać do odpowiedzialności również leśniczego, ale sąd nie postawił mu żadnych zarzutów.
==================================================
Lubin: Radny skazany za jazdę po pijanemu
Dzisiaj 14:55:53
Dziś w Sądzie Rejonowym w Lubinie zapadł wyrok w sprawie Ryszarda Bubnowskiego, radnego gminy wiejskiej Lubin.
Ryszard Bubnowski oskarżony był o jazdę na podwójnym gazie.
– Sąd uznał oskarżonego winnym i wymierzył mu karę grzywny w wysokości 2 tysięcy złotych – mówi sędzia Jarosław Halikowski, rzecznik Sądu Okręgowego w Legnicy. – Ponadto zakazał mu przez rok prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Bubnowski stracił tez prawo jazdy i musi ponieść koszty sądowe.
Przypomnijmy. W marcu 2009 roku Ryszard Bubnowski wracał rano z pracy leśną drogą. Miał pecha. Natknął się na podleśniczego Romana Maluszyckiego. Samochody obu panów się otarły.
Podleśniczy twierdził, że
radny był nietrzeźwy, ten zaś przekonywał, że napił się po stłuczce, bo był zdenerwowany. Żona radnego potwierdzała w sądzie jego wersję, mimo że na wcześniejszej rozprawie oskarżony sam zeznawał, że pił rano piwo.
W chwili kontroli radny miał we krwi 1,7 promila alkoholu. Aby ocenić, czy pił rano przed zajściem na leśnej drodze czy już po, potrzebna była opinia biegłych. Stwierdzili, że pił przed stłuczką w lesie.
Wyrok jest nieprawomocny. Jeśli się uprawomocni Bubnowski straci mandat radnego.
To kolejny radny gminy wiejskiej Lubin. W 2008 roku za jazdę po pijanemu mandat stracił Paweł Sz.

źródło : http://lubin.naszemiasto.pl/artykul/555 ... ,id,t.html
==================================================
Lubin: Radny skazany za jazdę po pijanemu
Dzisiaj 14:55:53
Dziś w Sądzie Rejonowym w Lubinie zapadł wyrok w sprawie Ryszarda Bubnowskiego, radnego gminy wiejskiej Lubin.
Ryszard Bubnowski oskarżony był o jazdę na podwójnym gazie.
– Sąd uznał oskarżonego winnym i wymierzył mu karę grzywny w wysokości 2 tysięcy złotych – mówi sędzia Jarosław Halikowski, rzecznik Sądu Okręgowego w Legnicy. – Ponadto zakazał mu przez rok prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Bubnowski stracił tez prawo jazdy i musi ponieść koszty sądowe.
Przypomnijmy. W marcu 2009 roku Ryszard Bubnowski wracał rano z pracy leśną drogą. Miał pecha. Natknął się na podleśniczego Romana Maluszyckiego. Samochody obu panów się otarły.
Podleśniczy twierdził, że
radny był nietrzeźwy, ten zaś przekonywał, że napił się po stłuczce, bo był zdenerwowany. Żona radnego potwierdzała w sądzie jego wersję, mimo że na wcześniejszej rozprawie oskarżony sam zeznawał, że pił rano piwo.
W chwili kontroli radny miał we krwi 1,7 promila alkoholu. Aby ocenić, czy pił rano przed zajściem na leśnej drodze czy już po, potrzebna była opinia biegłych. Stwierdzili, że pił przed stłuczką w lesie.
Wyrok jest nieprawomocny. Jeśli się uprawomocni Bubnowski straci mandat radnego.
To kolejny radny gminy wiejskiej Lubin. W 2008 roku za jazdę po pijanemu mandat stracił Paweł Sz.

źródło : http://lubin.naszemiasto.pl/artykul/555 ... ,id,t.html

Informacje
0 użytkowników




