PKS Lubin
: 22 paź 2014, 14:43
Darmowa komunikacja stanie? Związki o krok od pogotowia strajkowego
Znów niespokojnie dzieje się w Przedsiębiorstwie Komunikacji Samochodowej w Lubinie. Dwa związki zawodowe zaapelowały do prezesa spółki o powstrzymanie się od zachowań, które poniżają godność pracowników. Swoje pretensje działacze związkowi sformułowali w 12 postulatach żądając na koniec rezygnacji prezesa Kazimierza Ziółkowskiego z zajmowanego stanowiska. Zapowiadają, że jeśli prezes nie ustąpi, w piątek ogłoszą pogotowie strajkowe i wtedy może stanąć miejska komunikacja. Gorąca atmosfera w lubińskim PKS-ie trwa już od kilku miesięcy. Część załogi zarzuca prezesowi spółki i niektórym członkom zarządu szykanowanie, obrażanie, stosowanie mobbingu oraz jawne łamanie praw pracowniczych. Przedstawiciele dwóch związków zawodowych: NSZZ Pracowników PKS oraz NSZZ Kierowców Autobusowych przy PKS, wystosowało do prezesa spółki oświadczenie z 12. postulatami, w których domagają się zaprzestania negatywnych zachowań polegających na szykanowaniu pracowników firmy. Na koniec żądają dymisji Kazimierza Ziółkowskiego. Związkowcy dali czas zarządowi na ustosunkowanie się do tych postulatów do 24 października, czyli do piątku. I zapowiedzieli, że jeśli do tego czasureklamanie otrzymają żadnej odpowiedzi, w piątek ogłoszą pogotowie strajkowe.
Sytuacją w lubińskim PKS-ie zainteresowały się już m.in. prokuratura i Państwowa Inspekcja Pracy. Na poczet prokuratorskiego dochodzenia zabezpieczono dokumentację pracowniczą. Natomiast kontrola inspekcji pracy wykazała szereg nieprawidłowości, m.in. w zakresie czasu pracy kierowcy, funduszu świadczeń socjalnych i wynagrodzenia. Związkowcy zainteresowali też swoją sprawą posła Ryszarda Zbrzyznego, który tak mówi nam o całej sytuacji. - Przez cały czas myślałem, że ta spółka funkcjonuje wzorowo, w sposób odpowiedzialny i profesjonalny, jest efektywna i ludzie dobrze się tam mają. Tymczasem okazuje się, że wcale tak nie jest. Te słuchy, które do mnie dochodzą i te dokumenty, które do mnie dotarły, wskazują na to, że pracodawca, a więc prezes zarządu tej spółki, za nic ma pracowników, dla niego nie mają żadnej wagi i żadnego znaczenia regulacje prawne, choćby ustawa o funduszu świadczeń socjalnych i obowiązki pracodawcy w stosunku do pracobiorcy, czy też kodeks pracy i czas pracy. Pan prezes w pewnym momencie chyba uznał, że jest właścicielem folwarku, na którym chłopi pańszczyźniani będą uprawiać mu rolę według zasad, jakie on uzna sobie za stosowne.
Więcej: http://miedziowe.pl/content/view/71309/78/

